Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sypialnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sypialnia   02.05.15 1:57

First topic message reminder :

Sypialnia

Sypialnia Cassandry, znajdująca się na poddaszu nad jej prywatną lecznicą, jest niewielkim pomieszczeniem z obszernym łóżkiem. Naprzeciw znajduje się sekretarzyk z lusterkiem, na którym, na eleganckim obrusiku zakończonym złotym zdobieniem, stoją różnego rodzaju specyfiki, buteleczki, kremy, perfumy i blaszane puzderka z drobiazgami. 
Pod ścianą, naprzeciw drzwi, piętrzy się szafa na wysokich, zgrabnych nóżkach, a obok niej - niski regał, na półkach którego leżą księgi, dawne podręczniki z Hogwartu, których Cassandra nie miała serca wyrzucić, kilka traktatów o wróżbiarstwie, w tym egzemplarze ksiąg jej matki z dedykacją, jedna pozycja o opiece nad kilkutygodniowym małym czarodziejem oraz kilkanaście woluminów traktujących o medycynie różnego rodzaju. Na szafce nocnej, przy łóżku, w wysokim, szklanym wazonie, zawsze stoi bukiet świeżo ściętych kwiatów. Drewniane panele podłogi zakrywa miękkie białe futro. Okno przysłania delikatna, lejąca się przez dłonie firanka ozdobiona delikatnym, pudrowym haftem. W powietrzu unosi się delikatny zapach kobiecych, kwiatowych perfum.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Sypialnia   19.02.17 14:02

Nie odpowiedziała od razu: wahała się, a Cassandra przecież znała to dziecko jak własne, może dlatego, że własne w istocie było; wysublimowana zwłoka mogła oznaczać jedno: gdzieś zgubiło się przynajmniej jedno tego łańcucha przyczynowo-skutkowego, choć Cassandra wciąż nie była pewna, które to było ogniwo. Było w niej zbyt dużo samej Cassandry, by czarownica nie potrafiła rozpoznać wątpliwości.
- Zjedzona - powtórzyła za córką ostrożnie, poszukując spojrzeniem jej uciekających oczu. - Cała? - dopytała równie ostrożnie, spokojnie badając sprawę: gdzieś czaił się błąd, a ów błąd trzeba było wyłapać. Nakrycie sprawcy na gorącym uczynku nie wchodziło już w grę, należało więc umiejętnie poprowadzić skomplikowaną grę dedukcyjną. Lysandra potrafiła być niezwykle pomysłowa - i na swój sposób Cassandra była z tej rezolutności dumna - nawet jeśli przy kłamstwie wciąż pąsowiały jej zwykle blade policzki. Powiodła wzrokiem za jej spojrzeniem: na pajęczą sieć; zadziwiające, jak wiele znaczeń może mieć przędza ośmionogich stworzeń. Sieć była ostateczna, było nią życie: w którym motyle szamotały się rozpaczliwie, usiłując uciec, nim pojmą, że ucieczką mogła być tylko mniej lub bardziej okrutna śmierć. Wiedziała, że przyjdzie - oczywiście, że tak. Ale co...
Porzucony posiłek nagle przestał mieć znaczenie, Cassandra uciekła jednym okiem do Tildy, wysyłając jej przepraszające spojrzenie, takie, jakie matka przesyła gościom na wypadek nieoczekiwanego napadu choroby lub kaprysu, nad którym trudno zapanować: jej mała biedna Lysa, zagubiona w niezrozumiałej sieci mętnych wizji. W pierwszym odruchu zmarszczyła brew, zastanawiając się nad motylem; kogo mógł oznaczać? Wiedziała, że wizja jej córki nie była pozbawiona znaczenia, że wieszczyła śmierć, na szczęście śmierć kogoś, kto nie był im bliski. Gdyby intuicyjnie miała wskazać pierwszą osobę, która skojarzyłaby się jej z błękitnym motylem, wskazałaby Cornelię, której Lysa być może nawet nie pamiętała, nie do końca rozumiejąc to skojarzenie. Rżenie koni: czy potrafiła wskazać człowieka, który kojarzyłby się Lysie z koniem? Benjamin, Marcelyn? Skrzypienie drewnianych kół, próbowała odnaleźć w tym symbolikę wychodzącą ponad najprostsze hasło śmierci - choć czuła, że gubiła się w tym czarnym jak noc labiryncie.
- Lysa - szepnęła uspokajająco, bo choć trzymał się jej spokój, od którego biła wręcz nienaturalna aura, Cassandra potrafiła zrozumieć córkę lepiej, niż ktokolwiek inny, a pewnie też lepiej, niż ona sama rozumiała siebie. - Wiesz, że nigdy nie uciekam - zaczęła z przekonaniem; sama? dlaczego sama? to pisklę nigdy nie odrywało się od matki. Z zatroskaną twarzą wpierw przykucnęła przy dziecku, odsuwając kosmyk jej włosów za ucho, później przysiadła na drewnianej podłodze, unosząc płachtę ciężkiej, grubej spódnicy - i wzięła córkę w czułe ramiona, przykładając blade usta do jej drobniutkiego ramionka. - To już wszystko? Widziałaś, dokąd mógł odfrunąć? - Każdy drobiazg mógł być wskazówką interpretacyjną, choć wiedziała, że córka najpewniej opowiedziała sen najdokładniej, jak potrafiła: zawsze ją o to prosiła. Znad jej ramienia rzuciła Tildzie zatroskane, znów przepraszające spojrzenie: to nie była winy Lysy, Tildo, nawet sobie nie wyobrażasz, jakie to przekleństwo. Przepraszam, że tego słuchasz, wiem, że to nic przyjemnego. Powiodła znów za spojrzeniem córki, która powróciła do tematu pająka; kątnik wciąż czaił się nad jej łóżkiem jak bestia gotowa do ataku, choć Cassandra zaczynała mieć wątpliwości, czy nie zareagowała na niego zbyt gwałtownie. Pająki kryły w sobie tajemnicę, przerażały nie bez powodu: w sposobie ich poruszania się, obrzydliwych oczach, małych ciałkach było coś, co ludzie nazywali często uosobieniem koszmaru. A za sprawą Tildy: miały w sobie tego koszmaru jeszcze więcej, z bezosobowych stworzonek stając się żywymi istotami, których mikroskopijne serca biją tak mocno, jak w niej samej, które mają swoje myśli, uczucia i marzenia. Które chciały: po prostu żyć, które miały swój mały, pajęczy świat mrocznych tajemnic. Patrzyła: jak zahipnotyzowana, jak na spektakl, kiedy ośmionożna istota przeszła na dłoń czarownicy; jednym ramieniem wsparła się o drewnianą podłogę, wypuszczając z objęć córkę - na wypadek, gdyby chciała podejść bliżej.
- Uhm... Tildo - zaczęła niepewnie, łagodniejąc; nie fakt, że pająki nie chciały skolonizować jej domu, a ciężki sen Lysy sprawił, że jej serce zmiękło. - Właściwie - nie było jej łatwo wydusić te słowa. - Jeśli im się tu podoba, może chciałyby się przenieść do pokoju Lysy? Lysa, znajdzie się u ciebie kącik dla nich? - Zerknęła na córkę, zafascynowaną ich oczyma, równie enigmatycznymi, co oczy dziecka. - Ale - zastrzegła, być może żeby nie stracić reputacji; nie u Tildy, a u samych pająków; znała takich jak one: jeśli pozwoli jednemu, zaraz znajdą się kolejne i nawet się nie obejrzy, kiedy nagle mimo ich zapewnień, będzie miała na głowie całą pajęczą kolonię. - Będą musiały zarobić na swój nocleg. Przyda mi się trochę pajęczyny - ostatecznie współpraca nie była takim złym słowem; nawet jeśli na samo brzmienie Cassandra czasem dostawała uczulenia. - Wykorzystam ją do opatrunków - wyjaśniła, nawet jeśli było to rzeczą oczywistą; pajęczyna może się też przydać do niektórych  eliksirów. - Jeśli... jeśli wyrażą taką chęć, oczywiście - dodała z zastrzeżeniem, w nadziei, że się zgodzą - mając niejasne przeczucie, że uszczęśliwiłyby tym jej dziecko o wiele bardziej niż samą uzdrowicielkę. Jeśli Tilda mówiła, że nie były groźne - to nie były, jej osądowi ufała nawet we własnej pajęczej ślepocie. - Czy one mają imiona? - dodała z już wyraźniejszą rezygnacją.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3996-lysandra-vablatsky#77495 http://www.morsmordre.net/t3997-mala-wieszczka
mała wieszczka
7
Czysta
Panna
wiatr kołysze w locie ćmy
wilki śpią mocno że aż strach
0
0
0
0
0
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Sypialnia   28.03.17 22:32

- Cała - powtórzyła Lysa z rezolutnością godną siedmiolatki, ale pewność szybko wyblakła, zderzona z zieleniącymi się oczami Cassandry. - Calutka... - dodała trochę słabiej, znów pąsowiejąc w barwie buraczanej; kłamała zaskakująco dobrze jak na swój wiek, ale mamy, która znała ją lepiej niż ktokolwiek inny, okłamać nigdy nie umiała. - I zjadłam ją sama... - brnęła, beznadziejnie nieświadoma, jak mocno sugerowała udział osób trzecich w dokonaniu zbrodni. - Samiutka! - Skinęła kilkukrotnie głową dla potwierdzenia słów.
Aby uciec od ciężaru wzroku matki, przemykała spojrzeniem po cieniach rzucanych przez pajęcze nogi, nieświadomie zaciskając dziecięce jeszcze usteczka. Wyglądały pięknie - piękna była też pajęczyna, siwa, błyszcząca, stanowiąca uplecioną historię ciężkiej, mozolnej pracy. Przechylała lekko głowę, marząc; marzyła, że jest cudownym pająkiem rozkosznie tańczącym na srebrzystej nici, że obserwuje niezliczonymi oczkami barwny świat, że nic jej dzięki temu nie umyka. Nie, wolała być wroną - żałobnym ptakiem o rozpiętych skrzydłach barwy sadzy, któremu nikt nie mówi, dokąd powinien lecieć.
- Ja też nie - odpowiedziała z zaskoczeniem na stwierdzenie Tildy; nie przywykła do zaskoczeń. Posiadała dar widzenia przyszłości, trzecie, z upływem tygodni coraz mniej mętne oko, więc mało rzeczy potrafiło ją zaskoczyć. Ale zafascynowanie pająkami uderzyło Lysę nagle - wszak widziała je już wcześniej, choć nigdy nie wywoływały w niej najcieplejszych odczuć. Odkąd poznała Tildę, pajęcze nóżki kojarzyły jej się z pszenicą włosów; wcześniej te stworzenia przywodziły na myśl wyłącznie Cassandrę odganiającą je starą miotłę.
A potem przejęło ją wspomnienie o wizji - zlękła się, zdziwiła, przeraziła na wskroś i jednocześnie zafascynowała potwornymi obrazami przemykającymi przed oczami. Mama, mamo, tylko ty mnie rozumiesz - odnalazła matkę spojrzeniem, które na krótką chwilę zaszkliło się słoną łzą, a potem wtuliła się w nią i skryła twarz w zgięciu szyi pachnącym miodem i agrestem. Nie odpowiedziała na pytanie, pokręciła jedynie głową: nie, nie widziała nic więcej i, prawdę mówiąc, więcej dojrzeć nie chciała. Mimo częstotliwości i siły przerażających wizji, nie potrafiła do nich przywyknąć - nawet jeśli uczyła się już godzić ze świadomością, że stanowią stały element jej egzystencji. Czuła się bezpiecznie tylko w ramionach matki, a gdy wreszcie wysunęła się z jej objęć, przetarła zaczerwieniony nosek, choć nie uroniła nawet łzy. Uśmiechnęła się - słabo, ale coś zaświeciło się ciepło w jej oczach, które stały się z powodu wizji zbyt smutne, zbyt ciemne, zbyt chłodne.
Podeszła krok bliżej do niezwykłych pająków, ale nie ośmieliła się jeszcze mocniej zmniejszyć odległości, jaka ją od nich dzieliła; co jakiś czas wysyłała kontrolne spojrzenia w kierunku Tildy, jakby czekając na jej pozwolenie. Lub bardziej - pozwolenie pająków, ale to Tilda stała się dziś tłumaczem z języka angielskiego na pajęczy.
Sama mała Lysa umiała burczeć wyłącznie po trollańsku.
- Mogę podzielić się z nimi łóżkiem! - zaoferowała z przejęciem, naprawdę chcąc jak najlepiej - nie wyobrażała sobie skazywać lokatora na marne pomieszkiwanie w koślawym, pobrudzonym nieco kącie pokoiku. Spoglądała z wdzięcznością i zwykłą, dziecięcą radością to na Tildę, to zaraz znów na Cassandrę; chwilowo w niepamięć odeszły troski i przejęcie kasandrycznymi obrazami, jakie od lat zatruwały jej umysł. Przez krótką chwilę była po prostu dzieckiem - dzieckiem, którym powinna być każda siedmiolatka. - A jeśli nie mają, to czy... mogę je nazwać? - spytała Tildę z pewną dozą nieśmiałości, jednocześnie zerkając z ukosa na przepiękne pajęczaki - snuła już wizję ich wspaniałej przyjaźni. Ciekawe, czy zdołają pobratać się też z Umhrą?


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Sypialnia   24.06.17 3:42

Pąsowiejące policzki Lysy bez trudu naprowadziły Cassandrę na trop okropnego kłamstwa. - Sama, samiutka - powtórzyła za nią z powątpiewaniem, wpatrując się w duże, szmaragdowe oczy dziewczynki. Zbrodnia wykryta, kilka słów za dużo, buraczane policzki i jedno spojrzenie, które umknęło w bok - tyle wystarczyło, by rozeznać się w łgarstwach córki. - Doskonale. Nie powiedziałabyś mamie nieprawdy, więc skoro jesteś najedzona, nie zmieścisz już pieczonego jabłka, którego nie posypałam cynamonem. Dam je Umhrze - Uniosła lekko brew, uśmiechając się kącikiem ust; kłamstwo ma krótkie nogi, kochanie, a zwłaszcza kłamstwo wobec matki. Jeśli chcesz kłamać, naucz się to robić lepiej - tak, żeby nikt cię na nim nie nakrył. Trzymała ją w ramionach ciepło, czule, póki nie wysunęła się z nich sama; doskonale znała ciężar goniącego ją leku i uczucie niepewności drżące za pędzącymi myślami. Była od niej starsza o dwie dekady, a wciąż nie potrafiła odnaleźć w sobie siły, by radzić sobie z koszmarami przerywającymi stateczną jawę. Musnęła palcami jej lekkie, czerniejące włosy, zaplatając kosmyk wokół palca prawej dłoni, który wymknął się z gracją, kiedy dziewczynka umknęła do pająków. Nie skomentowała słowem jej czerwieniejących się oczu, nigdy nie uczyła jej walczyć z łzami ani budować wokół siebie skorupę obojętności. Była jeszcze za młoda, żeby musieć kryć swoje słabości, choć dobrze wiedziała, ze z czasem przyjdzie jej to naturalnie. Nie potrafiła myśleć o tym w ten sposób -  o tym, kim się stanie, kiedy z biegiem lat dokładniej oszlifuje ją moc straszliwych doświadczeń.
W ślad za córką, wstała, posyłając uspokajający uśmiech Tildzie, małej nic nie będzie. Podeszła bliżej insektów, kładąc dłoń na drobnym ramionku córki, pozornie chcąc jej dodać otuchy - w rzeczywistości dodając jej raczej sobie. Ze wszystkich zgromadzonych w tym pomieszczeniu osób - żyć? - miała prawdopodobnie najwięcej wątpliwości odnośnie nieproszonych lokatorów. Tilda świetnie się z nimi dogadywała, Lysandra wydawała się podekscytowana, a ona sama sceptycznie przyglądała się szybkiemu chodowi ośmiu długich nóg; przypominały zaklęte igły haftujące w materiale wzory przepięknych ubrań. Może jeśli będzie przyglądać się im wystarczająco długo, dostrzeże w nich jakiś... urok. Skinięcie głowy pajęczej tłumaczki mogło oznaczać tylko jedno, stworzonka przyjęły propozycję Cassandry i zgodziły się dziergać pajęczyny w zamian za dach nad głową - i ciepłe łóżko Lysy. Nagle poczuła dziwny żal, kiedy uświadomiła sobie, z jaką łatwością jej córka mogłaby zgnieść je podczas snu - kiedy zawarli umowę handlową, stały się nagle dziwnie ludzkie.
- Więc postanowione - stwierdziła niepewnie, po chwili wahania, odsuwając się pół kroku, gdy pająk wykonał w ich stronę zbyt gwałtowny gest. - Chwila, bez poufałości - zastrzegła, unosząc lekko rękę w ostrzegawczym geście, zupełnie jakby sądziła, że ów pająk może ją zrozumieć. - Możesz je zabrać do siebie - zwróciła się do córki, ponownie przykucając obok niej - wciąż zachowując rezerwę wobec brzydkich pająków. Wolała na to popatrzeć - jak bierze je na rękę - niż zostawiać ją z tym samą, pewna, że tym małym draniom nie można było ufać. - A ja w tym czasie odprowadzę ciocię - przelotnie skinęła głową Tildzie - jakie imiona chciałabyś im nadać?




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3996-lysandra-vablatsky#77495 http://www.morsmordre.net/t3997-mala-wieszczka
mała wieszczka
7
Czysta
Panna
wiatr kołysze w locie ćmy
wilki śpią mocno że aż strach
0
0
0
0
0
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Sypialnia   02.09.17 18:49

Wizja pieczonego jabłka kusiła - i to na tyle, że próba utrzymania (mocno względnej) wiarygodności własnego kłamstewka zeszła gdzieś na drugi plan. Oczy Lysy zabłysnęły lekko, tym razem już nie od łez zbierających się w ich kącikach, a jakby z lekkiej ekscytacji - bądź stanowiły po prostu odzwierciedlenie wewnętrznej walki. Walki, którą przegrała racjonalna część umysłu małej czarownicy.
- Nie, nie - powiedziała z przejęciem, kręcąc lekko głową, a koszmary senne odeszły w niepamięć; przez tę krótką chwilę pachnącą jak słodki przysmak czerwone ślepia wilka nie miały już znaczenia, przez tę krótką chwilę Lysa znów była tylko dzieckiem. - Wcale nie! - dodała ni to z oburzeniem, ni to z pełną zaangażowania prośbą; jak to, mamo, dlaczego robisz mi na złość? - Czy mogę to jabłuszko? Proszę - teraz posmutniała, dając krótki popis dziecięcych zdolności aktorskich: Cassandra miała rację, w świecie, w którym żyły, umiejętności kłamstwa zdawały się być na wagę złota i ostatecznie decydować o tym, komu uda się przeżyć kolejną noc. Uśmiechnęła się do mamy ładnie, uroczo, z wyraźną prośbą ukrytą w spojrzeniu - kochała pieczone jabłka, szczególnie te bez cynamonu drażniącego w język, a o tym jej mama wiedziała najlepiej.
Zapomnieć o koszmarze pomagały jej też pająki - Lysa uwielbiała wszystkie stworzenia, szczególnie te magiczne; najlepszym przyjacielem był jej nie rówieśnik, a troll, w którym widziała istotę równą sobie. Niektórzy nazwaliby go bestią - Lysę uczono, że bestiami są potwory skryte za ludzkimi maskami; nie widziała więc sensu w szukaniu demonów w stworzeniach, skoro prawdziwe okrucieństwo potrafiło ukrywać się w tych, którzy mieli dwie nogi, dwie ręce, różowawą skórę i drewnianą różdżkę wetkniętą między palce.
Spoglądała więc na pająki jak zahipnotyzowana, nie kontrolując faktu, że jej usteczka zaczęły się lekko rozchylać; plotły sieci stworzone jakby ze srebra, mieniące się w słabym świetle, przejmujące swoim pięknem. Lysa nie wiedziała jeszcze, że pająków można się bać, że u niektórych wywoływały strach, u innych skrajne obrzydzenie - w jej proroczych snach były przyjaciółmi, nie stanowiły zagrożenia, symbolizowały czasem tych, którzy byli jej najbliżsi. Jej pojmowanie świata było dziwne; tak dziwne jak fakt, że po skąpanym w mroku Nokturnie błąkała się czasem drobna siedmiolatka o bladych policzkach i niecodziennie dojrzałym spojrzeniu.
Na jej twarzy wymalował się uśmiech, gdy podchodziła do pająków bliżej, żeby wziąć je na ręce; przyglądała się ich ruszającym się powoli kończynom, wbijała intensywne spojrzenie w niezliczone oczka. Uklęknęła koło nich, wyciągnęła powolutku dłoń.
- Ze mną będziecie bezpieczne - wyszeptała w ich stronę ciepło i rezolutnie, kiwając z zaangażowaniem główką - bardzo chciała się z nimi zaprzyjaźnić, nawet jeśli nie wiedziała, jak to zrobić; nie mówiła wszak ich językiem. - Hm - wymruczała już trochę głośniej w odpowiedzi na pytanie mamy; odwróciła w jej stronę głowę, wciąż trzymając w dłoniach pajęczaki. - Może... - ciągnęła, usilnie myśląc; ściągnęła lekko brwi i zacisnęła usteczka, aż w końcu westchnęła w wyrazie kapitulacji. - Nie wiem. Zapytam Umhrę, on na pewno będzie miał pomysł - skwitowała w końcu, powoli podnosząc się z klęczek.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Sypialnia   03.09.17 13:41

Dobrze wiedziała, że aktorski popis był tylko aktorskim popisem, jako matka znała ją dość dobrze, by znać reakcje własnej córki nawet wtedy, kiedy żaden kącik jej twarzy nie zdradzał kłamliwej myśli. Nie zmieniało to faktu, że jej uśmiech rozczulał ją jak zawsze, ciepły, naznaczony wciąż dziecięcą naiwnością pomimo podświadomej wiedzy dziewczynki o wszystkim, co działo się wokół. Starała się chronić ją przed mrokami Nokturnu, starała się chronić ją przed wizjami, które dopadały ją w sennych marach, starała się robić dla niej bardzo dużo - ale nie była cudotwórczynią, a walka z wiatrakiem nie mogła skończyć się sukcesem. Każdy jej uśmiech wydawał jej się - był - na wagę złota, kruszył lód jej serca i zalewał przyjemnym ciepłem matczynej miłości. Objęła córkę delikatnie wątłym ramieniem, przyciągając do siebie jej głowę, której czoło ucałowała. - Zejdziemy na dół, dam ci jabłko - szepnęła polubownie, bo przecież coś zjeść musiała, a zupa najpewniej i tak była już nie do odratowania. - Ale najpierw obiecasz mi, że jutro zjesz cały obiad i tym razem zrobisz to całkiem sama. - Zastrzegła, nie czekając już na reakcję dziewczynki, ta kwestia wcale nie podlegała dyskusji. Problemy żywieniowe były problemy niejednej matki, ich relacja nie stanowiła od tej reguły wyjątku. Zaakcentowała też wykrycie jej małego kłamstewka bez reprymendy, bo równie dobrze mogła udzielić jej sobie samej za zostawienie dziewczynki samej nad talerzem. Zniknięcie matki mogła odczytać jako nieme zezwolenie na odejście od stołu. Mylnie. Jej córka była bystra i mądrzejsza od niejednego dorosłego, ale Cassandra nie miała zamiaru traktować jej z tego powodu inaczej niż przeciętnej siedmiolatki. Obserwowała ją więc w ciszy i milczeniu, ukradkiem przenosząc wzrok na Tildę, kiedy dziewczynka przykucnęła przy pająkach i czule zabrała je na ręce. Nie przepadała za tymi stworzeniami, choć nie mogła odebrać im pożyteczności - jeśli zaś Tilda zapewniła je, że te okazy nie były groźne, nie widziała przeszkód, żeby pająki nie mogły z nimi zostać. Stworzonka leniwie wpełzały na ręce Lysy, nie powstrzymała lekko uniesionego kącika ust na dźwięk imienia trolla. Z pewnością, Ugh i Rargh będą pięknymi imionami, dostojnymi i niezwykle łatwymi do zapamiętania dla gości.
- Daj rączkę, pójdziemy do niego - poprosiła, wyciągając dłoń w kierunku córki i z wolna zaciskając palce wokół jej drobnej piąstki, chwilę przed tym, gdy skinęła Tildzie głową. - I odprowadzimy ciocię do wyjścia. Dziękujemy, Tildo, bardzo nam pomogłaś. - Wolną ręką objęła przyjaciółkę, pozwalając jej wyminąć się przy drzwiach, nim zeszły schodkami do wyjścia. Trzymając bladą rączkę córki przy pokonywaniu kolejnych schodków zapatrzyła się na pajęczaki, w które wpatrzona była Lysa - opiekuńczo, chciała otoczyć je bezpieczeństwem, tak powiedziała. Potrafiła określić znaczenie tego słowa, czy raczej kierowała się tęsknotą za uczuciem, którego sama nigdy nie zaznała? Odruchowo zacisnęła rękę mocniej na jej piąstce.

/zt wszyscy Pwease




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
 

Sypialnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Sypialnia numer 4
» Sypialnia numer 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Śmiertelny Nokturn 17-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17