Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Korytarz   02.05.15 2:26

Korytarz

Podziemny korytarz, od którego rozchodzą się cele, zdaje się schodzić coraz bardziej w dół, nie widać jego końca. Jest stale patrolowany przez służby porządkowe. Uzbrojeni po zęby w różdżki, pałki i łańcuchy czarodzieje przechadzają się dwójkami z jednego dalekiego końca w drugi, uważnie przyglądając się każdemu więźniowi z kolei. Sprawdzają, czy aresztowani zachowują się odpowiednio, uważnie wypatrują wszelkich kombinacji. Nocą patrole często, nie do końca zgodnie z regulaminem więzienia, zamieniają się na jednoosobowe.  


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.08.16 15:06

| z muzeum

Minęła chwila od przywitania się z parą do wprowadzenia ich do muzeum. Nie było na początku żadnych problemów, by ich skierować do jednego z przejść. Tylko musiałem powiedzieć jednemu strażnikowi, że ta dwójka przychodzi z jakąś mugolską kontrolą, czy nic ze starych zabytków nie wymaga renowacji. W razie czego wina na nich spadnie, ja nie chciałem być w to zamieszany. Mam własną rodzinę do wykarmienia, a że oni ryzykują dla nie wiadomo czego - ich sprawa. Przeszliśmy z jednych pomieszczeń, do drugich, na chwilę się zatrzymałem, by się upewnić, że nikt nas nie widzi, i pokierowałem do łącznika. Podszedłem do drzwi i szybko je otworzyłem, lecz zamiast ruszyć do przodu, odwróciłem się w stronę tej dwójki.
- Tam dalej wgłębi są schody, które prowadzą do korytarzu, lecz uważajcie, pełno tam jest strażników. Jeśli nie chcecie być przyłapani, to ktoś musi się poświęcić. Na pewno nie uda się ominąć pierwszej budki ze strażnikiem. Możecie też ryzykować zaklęciem Kameleona, lecz nic nie chcę wam obiecywać. To jest wasz wybór.- powiedziałem stanowczo świdrując swoim wzrokiem mężczyznę, chcąc mu znać jednocześnie, że ma podjąć szybki wybór. Jaką drogę wybierze, by znaleźć się na dnie. Doprowadziłem ich do przejścia do więzienia. Kilka minut schodami w dół i się znajdą w podziemnym korytarzu. Mogłem zarówno ich opuścić i dając wolną rękę, by robili co chcieli, a także mogłem pomóc jeszcze chwilę w dalszej przeprawie. Spojrzałem przed nimi, lecz na szczęście nie ujrzałem żadnego strażnika. Nie mają zbyt wiele czasu do zastanowienia. Szybka decyzja.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.08.16 15:29

Czuł jak poznanie prawdy zbliżało się wielkimi krokami. Zupełnie jakby z każdym przebytym metrem, moc zwiększała się, piętnując jego umysł w jeden z okrutniejszych sposobów. Strażnik nie był jednym z tych, którzy dużo mówią, a mało robią. Przeszli przez jednego z jego kolegów z pracy z łatwością, by potem przez chwilę iść w milczeniu. Morgoth szedł zaraz za mężczyzną, zastanawiając się, z czym przyjdzie im się zmierzyć za drzwiami, do których zmierzali. Nie wyglądały na szczególnie tajne, ale najwidoczniej takie właśnie miały być. Zatrzymali się, a strażnik zaczął tłumaczyć im wszystko po kolei. Nie było to tak jak obiecywał, ale nie było odwrotu. Zanim ostatnie słowo wybrzmiało w jego ustach, Yaxley rzucił:
- Zajmiesz się tym pierwszym strażnikiem? 
Mimo że było to pytanie, wcale tak nie brzmiało. Spojrzenia ich dwójki zdawały sobie doskonale sprawę, o co chodziło. Miał jakkolwiek odwrócić uwagę napotkanego człowieka. Resztą sami się zajmą. Tyle im starczyło. Opiekun smoków w kieszeni posiadał jeszcze jedną sakiewkę, która miała trafić w ręce pracownika muzeum, jeśliby się spisał. Mogli iść tam tylko we dwójkę, ale razem z nim mieli większe szanse na cokolwiek. Na przedostanie się chociażby jednego z nich, na rozmowę z więźniem, na dowiedzenie się prawdy. Prawdy o tym czy naprawdę pojedynek w strugach deszczu przed pałace ponad dwadzieścia dwa lata temu był tak znaczący jak podejrzewali. Czas uciekał, ale nie było czasu na zastanawianie się. Morgoth pokazał pieniądze mężczyźnie.
- Dostaniesz ją jak stąd wyjdziemy. A teraz chodźmy – zarządził i ruszył pierwszy, znikając w cieniu za drzwiami.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.08.16 18:44

Czuła, że za drzwiami czeka ich o wiele więcej niż się spodziewali. Właściwie co oni sobie myśleli? Że we dwójkę uda im się wejść do jednego z najbardziej strzeżonych miejsc w Londynie? Ominąć wszystkich strażników, wypić herbatkę z wujkiem Morgo i wrócić na kolacje? Teraz co raz bardziej obawiała się skutków jakie może nieść ze sobą cała ta sytuacja. Nie wycofałaby się i nie pozwoliłaby mu przyjść tutaj samemu, ale widziała minusy działania pod impulsem. Do stracenia mieli bardzo dużo, ale to nie był czas na takie rozmyślania. Poczuła jak różdżka wbija jej się w łydkę dając o sobie znać. Dodawało jej to otuchy. Fakt, że miała ją na wyciągnięcie ręki. Nie odzywała się czekając na rozwój całej sytuacji. Morgo musiał załatwić to sam z mężczyzną, a wtrącanie się mogło tylko pogorszyć sprawę. Kobiety nie są doceniane, a tak naprawdę nawet nie wiedzieli na kogo trafili. Nie podobało jej się zachowanie mężczyzny, ale nie mieli wyjścia. Musiał ich przeprowadzić i zająć się chociaż jednym ze strażników. Zbliżyła się drzwi czując się co raz mniej pewnie. Może to był dobry znak. Może właśnie tego im było trzeba. Więcej niepewności, więcej pokory. Spojrzała wyczekująco na przekupionego czarodzieja.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.08.16 20:58

Ja tam nie wiem, czego ten młodzik oczekiwał. Jakichś luksusów? Że wylądują na miotle przy obranej celi, a nikt ich w tym czasie nie zauważy? Toż to jest czysta bajka, która tutaj nigdy się nie wydarzy. Dzień jak każdy dzień, jest inny. Raz się mówi tak, a raz inaczej. To też oznaczało, że jeśli ten facet coś zacznie kombinować, po prostu zawołam strażników i rozwiążę cały ten problem na ich niekorzyść. Proste i wygodne dla mnie.
- Mogę się nim zająć, ale wy będziecie musieli się streszczać.- powiedziałem i chyba w końcu spojrzałem na blond lalunię, która towarzyszyła czarodziejowi. A może była brunetką? A z resztą, czy to było istotne? Ważniejsze było to, po jakiego diabła facet zabiera ze sobą demona pecha? Kobiety przynoszą same nieszczęścia, szczególnie przy jakichś ważnych misjach, ale to tylko moja, wręcz skromna opinia. A niech ją diabli gdzieś poniosą. Przeniosłem wzrok na bruneta obserwując dodatkową sakiewkę, chyba z galeonami. Nie zaprzeczę, zachęciła mnie do dalszej współpracy z ową para, dlatego też otworzyłem drzwi i ruszyliśmy dopiero - ze mną na czele - kiedy zamknąłem dobrze drzwi. - Żadnej magi, zrozumiano?- wyszeptałem do nich obserwując nikłe światło wśród ciemności, które pozwalało dostrzec cienie na schodach. Chwilę zeszliśmy po schodach, po czym dotarliśmy do pierwszej bramki. Zaraz podszedłem do strażnika dając sygnał pozostałej dwójce, żeby się sprężyli. A ja sobie tymczasem uciąłem miłą pogawędkę dotyczącą nowego wydania Proroka.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.08.16 21:39

Zaraz po wejściu zatrzymał się, by przepuścić strażnika jako pierwszego. W końcu znał to miejsce jak własną kieszeń, a skoro Morgoth dał mu znak, że ma iść z nimi. Odsuwając się, spojrzał za siebie, natrafiając spojrzeniem na niepewną twarz Lynn. Jego wzrok mówił więcej niż tysiąc słów. W tym półmroku, któremu bliżej było do ciemności, wyciągnął rękę w jej kierunku, dając znak, by trzymała się blisko. Zamiast tego po raz kolejny poczuł ciepło jej dłoni. Jednak nic nie powiedział. Nie było na to czasu. Ruszył za mężczyzną, uważając na czyhające w ciemności nieprzyjemności. Gdy za Lucindą zamknęły się drzwi, odgłosy popołudniowego dnia w muzeum zniknęły, odrywając ich od ostatniego źródła powrotu. Yaxley starał się zobaczyć cokolwiek, jednak jeszcze nie przyzwyczaił się do braku światła. Gdzie on jest?, zapytał sam siebie, nasłuchując jakichkolwiek dźwięków, będących dowodami na obecność drugiego człowieka, a także pomocami do zlokalizowania jego położenia. Jednak jedyne, co dochodziło do jego uszu był własny oddech i stłumione, niesione po murach monotonne kapanie wody. Gdy oczekiwanie stało się dla niego zbyt irytujące i niemal perwersyjne, ruszył naprzód wprost w ciemność. Z pierwszym krokiem naprzód poczuł jak grunt osuwa się spod nóg i przez pół uderzenia serca przebiegła mu przez głowę myśl o urwisku i pułapce. Już miał puścić Selwyn, gdy wyczuł silne uderzenie, od którego jego kostkę przeszyło nieprzyjemne, promieniujące ciepło. Co znowu?!, myślał, kucając na występie. Wymacał nierówność śliskich, zimnych kamieni wytartych od długiego i częstego Nie zdążył dokończyć zaczętej myśli, gdy coś pstryknęło przed jego twarzą z cichym trzaskiem, oślepiając go na niecałe dwie sekundy. Zmrużył oczy, wgapiając się w ostry jasny płomień pochodni. Mężczyzna nic nie powiedział tylko odwrócił się szybko, odcinając na kilka sekund ich dwójkę od światła. Morgoth szybko wstał, nie odrywając wzroku od czerwonej łuny świeżo rozpalonego ognia, która oddalała się wraz z nieznajomym. Nie trwało długo zanim doszli na sam dół, a strażnik poinstruował ich co mieli dalej robić. Skinął jedynie głową i kucnął, by przejść na drugą stronę bez konfrontacji z drugim mężczyzną. Żadnej magii. Musieli to przeboleć. Morgo wstał i przywarł do ściany, by wyjrzeć zza zakrętu, ale droga była wolna. Nie mógł czekać. Puścił Lynn i szybko wyszedł na korytarz, by podejść do wybranej celi, w której wiedział, że znajdzie swojego ojca chrzestnego. Gdy stanął przed kratą, jego wzrok padł na skulonego w rogu mężczyznę ze skrępowanymi w spętanym silnymi zaklęciami kaftanie bezpieczeństwa. 
- Morgoth Flint – rzucił cicho Yaxley, czując jak serce gwałtownie mu przyspieszyło. Usłyszał wysoki, ale niesłyszalny dla nikogo innego prócz niego jęk, gdy tamten przekręcił głowę w jego stronę niczym sowa.
- Wszędzie poznałbym te oczy. Wiedziałem, że przyjdziesz. Siostrzeńcu - odparł brat matki, wstając dość pokracznie i podchodząc do drzwi swojej celi. Przyłożył twarz do krat, a opiekun smoków mógł poczuć jego oddech. Morgoth widział w oczach ojca chrzestnego szaleństwo, ale nie odsunął się. - Ooo, ty… - mruknął przeciągle Flint, zerkając w stronę stojącej niedaleko Lynn. – Przyprowadziłeś ją ze sobą. Wiem, czego chcesz - dodał, zwracając się do Yaxley'a i otwierając szeroko usta. Zaraz po tym szybko je zamknął i pokręcił szybko głową jak pies. Uderzył czołem w drewniane drzwi, a język śmignął mu w kąciku ust. - Chcesz wiedzieć, gdzie on jest.
Skąd to wiesz?, spytał w myślach.
- Ród Flintów ma wiele tajemnic - rzucił tamten jakby znał nieme pytanie. Przekręcił głową jakby bolała go szyja. Ciągle nie mógł poradzić sobie z kaftanem.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   16.08.16 23:43

Żadnej magii? Co to miało znaczyć? Wiedziała, że nie mogli dyktować warunków. Nawet jeśli Morgo mu płacił to mężczyzna mógł w każdej chwili zostawić ich tutaj i wezwać strażników by ich złapano. Nie mogła jednak ukryć rosnącej w niej irytacji. Magia była jedynym zabezpieczeniem jakie mieli i prawdopodobnie ich jedyną dozą bezpieczeństwa. Spojrzała zmartwiona na towarzysza chcąc w niemy sposób przekazać, że wcale jej się to nie podoba. Nie mieli wyjścia. Teraz trzeba było się godzić na wszystko. Nawet kiedy wykluczało to ich magiczne zdolności. Kiedy tak przemykali obok strażników przez myśl jej przeszło, że świat magiczny funkcjonuje w strasznie korupcyjny sposób. Wystarczyła sakwa złota by przedostać się do ukrywanego w lochach przestępcy. Gdyby żyli w spokojnych czasach nie byłoby z tym problemu. W końcu kto chciałby się tam znaleźć? Niestety wiedziała, że to nie wróżyło niczego innego. Z rozmyśleń wyrwała ją ciemność, która nagle ich ogarnęła. Czując palce Yaxley'a stykające się z jej palcami poczuła się pewniej. Miała ochotę rzucić niewerbalne lumos, ale obiecali. Żadnej magii. Zapach wilgotnego powietrza uderzył w nią z impetem. Ścisnęła mocniej dłoń mężczyzny jakby upewniając się, że nadal jest tuż obok. Ciężko było się jej przyzwyczaić do panującego mroku. Jej już wcześniej dość płytki oddech stał się jeszcze płytszy. Dopiero kiedy rozbłysło światło Lynn odetchnęła głębiej. Nie myślała, że trzyma kurczowo rękę przy łydce dopóki nie spojrzała w stronę swojej różdżki. Nic nie mogła na to poradzić. To był odruch, którego nie dało się oduczyć, a już na pewno nie w jej zawodzie. Kierowali się w stronę lochów i im dalej w dół schodzili tym czuła się mniej pewna. Kiedy Morgo puścił jej dłoń wiedziała, że są już na miejscu. Podeszła kilka kroków tak by widzieć i słyszeć to co on, ale nie na tyle blisko by zakłócać swoją obecnością rozmowę mężczyzn. To była rodzinna sprawa w jaką ingerować nie mogła. Słysząc głos mężczyzny poczuła jak ciarki przebiegają jej po plecach. Bez dwóch zdań był szaleńcem, którego najwyraźniej bawiło spotkanie z siostrzeńcem. Przeniosła wzrok na młodego Yaxleya. - Morgo… musimy się pośpieszyć. - powiedziała tylko chcąc by mężczyzna odrzucił na chwile pytania kłębiące się mu teraz w głowie i skupił na najważniejszym. Na celu jaki mieli tutaj przychodząc. - Zostało nam bardzo mało czasu. - dodała jeszcze znowu przenosząc wzrok na szaleńca znajdującego się za kratami. Widziała go przez chwile, a już zaczęła wierzyć we wszystko co o nim słyszała.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy


Ostatnio zmieniony przez Lucinda Selwyn dnia 17.08.16 0:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.08.16 0:08

- Zabiłeś Oktawiana Parkinsona? – rzucił, ignorując słowa Lucindy. Wiedział, że mieli mało czasu, dlatego starał się je wykorzystać i zrozumieć… Wyciągnąć z tego szaleńca coś sensownego. Domyślał się o jakie tajemnice chodziło. Jasnowidzenie było rzadkim darem, ale najczęściej dopadał on najsilniejszych, by doprowadzić ich na koniec na kraniec szaleństwa. Najwidoczniej jego wuj nie był tak zupełnie inny. Musiał stracić rozum w Azkabanie. W końcu kto by tam wytrzymał? Chronił przecież swoją siostrę. Był na jego chrzcie. Nie mógł być taki od zawsze.
- Przyprowadziłeś ją… - powtórzył jednak Flint, patrząc na Lynn. – Umrzesz za to co zrobiłaś. Los się upomni o swój czas. Tik. Tak - mruknął, przechylając głowę na boki w rytm swoich słów jak zegar.
Zostaw ją! Zabiłeś go, prawda?! – warknął zirytowany Morgoth, odwracając uwagę swojego imiennika od kobiety, przekładając dłoń przez kraty i przyciągając wuja najbliżej jak się dało. – Wtedy w nocy. Poszedłeś za nim, a Parkinson nie zginął na jednej ze swoich wypraw. Gdzie? Gdzie to było?!
Yaxley mocniej przycisnął meżczynę, czując jakby czas dosłownie uciekał mu przez palce. 
- Raz trzech orłów na gałęzi przysiadło, nagle jeden się zakrztusił. I dwóch pozostało. Tych dwóch orłów tak wieczorem polowało, że aż jeden rano zaspał. Dwóch, tylko pozostało. Dwóch dziarskich orłów po Klifie Zdobywców latało, jeden zostać chciał na zawsze... No i właśnie tak się stało – wymruczał mężczyzna, po czym wyrwał się z uścisku zaskoczonego siostrzeńca i wrócił do swojego kąta. Morgoth wycofał się, patrząc przez chwilę w ciemność celi. Dopiero po chwili poczuł szarpanie za rękaw i usłyszał błaganie Lynn. Odwrócił się i ruszył w stronę stróżówki. Ich wizyta się zakończyła.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.08.16 0:25

Słowa szalonego Morgo wydawały się być tylko bełkotem, którego nie potrafiła zrozumieć. Nie wiedziała też o czym mówił kierując w jej stronę słowa. Teraz uznała to za słowa szaleńca, który zbyt długo był zamknięty z własnymi myślami choć prawdopodobnie gdyby wiedziała, że ma on dar jasnowidzenia zmartwiłaby się lekko. Wyrzuciła jednak te słowa szybko z głowy i skupiła się na kolejnym bełkocie, który miał być odpowiedzią na zadane przez młodego Yaxleya pytanie. Nic nie rozumiała z jego słów choć nie dlatego, że widziała go przez pryzmat krat i szaleństwa, ale dlatego, że zbyt wiele emocji kłębiło się jej w tym momencie w głowie by dać sobie szansę na zastanowienie się. Musieli ochłonąć. Widząc jak młody lord odchodzi obrzuciła spojrzeniem pręty lochu i ruszyła za nim. - Poczekaj – powiedziała cicho, ale kiedy się nie zatrzymał podbiegła do niego - Morgo zatrzymaj się- szarpnęła mężczyznę za ramię zmuszając go do zatrzymania się. - Nie rób tego znowu. Nie uciekaj. - to przypominało jej sytuację z ogrodów w Pałacu Yaxleyów. Nie wiedziała dlaczego tak robił. Nie mieli teraz czasu na kolejny miesiąc przemyśleń. Najważniejsze było by oczyścić teraz umysł i skupić się na tym by stąd wyjść, a jego emocje mogły wpakować ich tylko w kłopoty. Nie powiedziała już nic więcej. - Lepiej się uspokój zanim z nerwów wpakujemy się w kłopoty. - dodała i ruszyła w stronę wyjścia. Jak stąd wyjdą będą mieli czas na przeanalizowanie wszystkich słów mężczyzny. Teraz musieli znaleźć drogę powrotną i się stąd teleportować. W końcu ile może trwać rozprawianie o Proroku Codziennym?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.08.16 1:01

Nie uciekał. Po prostu usłyszał już wszystko, co chciał usłyszeć. Wiedział, że w tym szalonym bełkocie była pewna informacja. A w sumie nawet całkiem dokładna. Chyba Avery kiedyś mu wspomniał o podświadomym przekazywaniu wiadomości. Ale nawet bez tego Morgoth gdzieś już słyszał ten wierszyk… Albo samą jego część. Nie wiedział, jednak gdzie… Nie miało mu to teraz dać spokoju. Słowa kołatały się w jego umyśle niczym chora mantra. Gdy poczuł, że Lynn pociągnęła go za rękę, zareagował ostrzej niż zamierzał. Wyrwał się jej, czując jak gniew w nim wzrasta. Jak mogła pomyśleć, że poniosły go emocje z powodu wysłuchania paplaniny szaleńca? Myślała że uciekał? Że zostawiłby sprawę, która dotyczącą życia jego matki? Że naraziłby ją na niebezpieczeństwo? Że w ogóle postąpiłby nierozsądnie? Usłyszał wystarczająco. 
- Wracajmy – rzucił jedynie, marszcząc brwi, po czym obrócił się i po cichu podszedł z powrotem w miejsce, gdzie była stróżówka. Minęło niecałe pięć minut, więc strażnik nie powinien się zorientować, że coś było nie tak. Morgoth wyciągnął rękę, by zatrzymać Lynn. Czekał na znak. Mężczyzna, którego przekupił i kolejne złoto miało wpaść w jego dłoń spisał się nieźle. Obrócił się w taki sposób, żeby udało im się przemknąć z powrotem w cień schodów. Serce waliło mu coraz szybciej, ale nie ze strachu. Ciągle był zły. Oczywiście, że już nie na Lucindę. Była jedynie osobą, na którą zrzucił winę z początku, ale zaraz ganił się w myślach za to wszystko. Wiedział, że nie czytała mu w myślach. Mogła to odczuwać w swoi sercu, a nie chciał jej krzywdzić. Jednak teraz nie było na to czasu. Musieli zniknąć.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.08.16 9:40

Właśnie, ile można rozmawiać o Proroku Codziennym, nieprawdaż? Bo ten temat jak szybko się zaczął, tak szybko się skończył, ale za to z łatwością się przeszło do polityki, która jak wiadomo - jest rozległa jak sama Tamiza. Także rozmawialiśmy już swobodniej, jak zerkałem na zegarek, by się upewnić, kiedy nastąpi zmiana na górze. Jeszcze dziesięć minut, dobra. Akurat przeszliśmy na temat wilkołaków i ich bytowania w społeczności czarodziejskiej, gdy kątem oka spostrzegłem parę, którą tu wprowadziłem. W końcu, ile można się grzebać w tych celach, doprawdy! Chwilę odczekałem, jak oni udali się w bezpieczny cień. - Wybacz Rudolfie, ale praca wzywa, sam rozumiesz. Wpadnij kiedyś na górę na fajkę.- rzuciłem propozycję wraz z pożegnaniem, po czym kiwnąłem głową i udałem się na schody. Po chwili zauważyłem swoich towarzyszy. - Pieniądze.- od razu poprosiłem o zapłatę, bo przecież nie dam się oszukać, o nienienie. Szybko schwyciłem sakiewkę i schowałem do kieszeni i wyprowadziłem ich z powrotem na muzeum. Sprawdziłem, czy nikt nie przyszedł ze strażników, puste stanowisko. To zaraz wypuściłem dwójkę czarodziei i pozostawiłem ich samowolce, gdyż ja postałem tu jeszcze z pięć minut, po czym udałem się z powrotem do wejścia, gdzie miałem to teraz kontrolować podejrzane osoby. Nuda. Ale przynajmniej jakoś płatne.

z.t x3




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   29.08.16 17:26

26 lutego

To była krótka akcja. Zadziwiająco szybka i może i wzbudziłaby podejrzenia Cartera, gdyby nie zachowanie człowieka, którego zatrzymali. Mieli doniesienia o jakimś notorycznym nadużywaniu magii w okolicy Whitechapel i co dziwne trudno z początku doczepić się było tego, że mężczyzna zalewał sąsiadom mieszkania. Potem jednak stało się coś o wiele gorszego. Publiczne burdy i rzucanie zaklęciami w pijanych mugoli oznaczało, że policja musiała wkroczyć. Raidenowi wydawało się, że trafią na szalonego staruszka, któremu wydaje się, że czarodzieje żyją z mugolami zaraz obok siebie i wszyscy wiedzą o swoim istnieniu. Otóż nie. Mieszkanie winnego nie było pełne kotów, wypchanych zwierząt i amuletów. Gdy weszli do środka, panował tam niesamowity zaduch i wydawało się, że coś rozkładało się w kącie salonu. Znaleźli go pochylonego nad dziwnym ołtarzykiem, gdzie mamrotał coś niezrozumiale pod nosem. Gałęzie i pióra ptaków walały się po podłodze, tworząc swojego rodzaju dywan, od którego unosiły się tumany kurzu. Nawet zaklęcia czyszczące bardzo słabo radziły sobie z tym bałaganem Chaos. To był dom szaleńca i nie jakiegoś dziadka. Wytatuowany mięśniak nie chciał dać się tak łatwo poddać, ale odpowiednie zaklęcie spetryfikowało go na tyle, żeby Raiden upewnił się, że nie wstanie. Sam uniknął dość poważnych zranień od wybuchających drzwi, za którymi stał, ale Protego ochroniło go w odpowiednim momencie. Stojąc nad wykrzywioną w przerażającym grymasie twarzą winnego, Carter zastanawiał się, o co chodziło z tymi dziwnymi znakami rozrysowanymi na ścianach. Ludzie widzieli w tym dzieło szaleńca, ale nie nie mogli się poddawać pierwszemu wrażeniu. Raiden wezwał fotografa i kazał sfotografować każdą część mieszkania.
- Jeśli coś się tu działo poważniejszego, musimy to wiedzieć - powiedział, zanim wyszedł z budynku i skierował się w stronę Tower of London, gdzie przetransportowano więźnia. Wrzucono go do jednej z rzędu cel, gdzie miał czekać na przesłuchanie lub każde inne żądanie z góry. Raiden zdjął marynarkę, potem kamizelkę, zostając w samej koszuli i podwinął rękawy, stojąc po drugiej stronie drzwi celi. Wpatrywał się z powagą w mężczyznę, próbując zrozumieć z kim mieli do czynienia. To nie były współczesne czary, a specjalista od historii magii właśnie pracował nad rysunkami.
- Ej, Carter - rzucił McKenna, podchodząc do policjanta. - Będziesz miał gościa od aurorów.
- Co? - rzucił, marszcząc brwi. - Czego chce tu młot na czarownice? - spytał, przejmując od kolegi akta.
- Nie wiem, ale sam jej spytasz - odpowiedział McKenna, po czym wzruszył ramionami. I zanim Raiden zdołał spytać o cokolwiek innego, odszedł, znikając za zakrętem korytarza, zostawiając Cartera samego ze swoim więźniem.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   29.08.16 17:46

Rogers nawiedził jej biurko z niezbyt szczęśliwą miną. Znaczy mało kiedy wyglądał na zadowolonego z życia w ogóle, ale tym razem jego wyraz twarzy skłaniał się ku zgłoszeniu nieprzygotowania z życia.
- Pracujesz dzisiaj z Wiedźmią Strażą - zawyrokował i wyglądał jakby spodziewał się jej sprzeciwu - Liczę, że może chociaż ty nie będziesz próbowała kłócić się o wyższość aurorów nad nimi i zachowasz profesjonalizm. - prawie przyznał, że to dlatego, że ma maniery. Prawie, ale ona to wychwyciła i nie była usatysfakcjonowana tą odpowiedzią. Chwyciła plik papierów, który traktował głównie o organizacji czarnoksiężników. Zaintrygowana wczytała się w tekst, który zawierał głównie strzępki zeznań, kilka niewystarczająco silnych dowodów i na koniec doczepioną kartkę mówiącą o zatrzymaniu dokonanym niedawno przez policję.

Kilka godzin później, o wyznaczonej porze zjawiła się w Tower ubrana w mundur aurora, a pod spodem jej klasyczny zestaw, eleganckie, świetnie dopasowane spodnie i koszula. Zdziwiło ją jednak jak ciepło było, przerzuciła więc pelerynę przez ramię i z towarzyszącym jej stukotem obcasów zbliżyła się do miejsca przeznaczenia.
- Pan Carter - przywitała się najchłodniej jak umiała, nadal mu nie wybaczyła zaszufladkowania jej jako próżnej szlachcianki. Zdecydowanie na jego korzyść nie zadziałała też jej rozmowa z Milesem. Potrafiła jednak oddzielić uczucia od pracy i wiedziała, że jej zachowanie nie może przestać być profesjonalne. Ale to potrafiła. Mimo, że już kilku mężczyzn, których spotkała w swoim życiu potrafiło ją skłonić do porzucenia maski stworzonej na potrzeby pochodzenia, o tyle nigdy nie pozwoliłaby na to, by ten fakt zależał od nich, a nie od niej samej. I Carterowi zamierzała udowodnić to samo. Jakkolwiek byłoby to trudne wziąwszy pod uwagę jak łatwo mu poszło ostatnim razem.
- Rozumiem, że dzisiaj będę współpracować z Panem. - jakimś cudem potrafiła sprawić, że kropka na końcu zdania była słyszalna. Ponadto na jej twarzy wykwitł ten irytujący uśmiech, który mało kto potrafił rozszyfrować, a na ogół Artis wyobrażała sobie jak dźga delikwentów szablą, równocześnie będąc dla nich perfekcyjnie miła.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   29.08.16 18:53

Carter chciał się spytać jakiej jej ma się spytać, ale nie było mu dane długo czekać na odpowiedź. Wpierw usłyszał. A właściwie odgłosy jej obcasów na zimnym, więziennym kamieniu. Nie tylko on zdał sobie sprawę z tego, że nadchodzi kobieta. Uwięzieni w celach mężczyźni zaczęli gwizdać, krzyczeć, cmokać. Typowe więzienne zagrywki, gdy przychodziła przedstawicielka płci pięknej. A szczególnie gdy tą przedstawicielką był nie kto inny a Artis Macmillan. Raiden nie od razu ją zauważył. Owszem, wiedział, że nadchodzi, jednak na razie czytał akta, które dostał. Dopiero gdy przez typowy dla Tower od London smród przebiły się znajome perfumy, uniósł głowę i spojrzał w jej stronę. Przez chwilę nic nie mógł powiedzieć. Zaskoczyła go i to dosłownie. Wiedział przecież, że jest aurorem, ale w ogóle nie pomyślał o niej jako o osobie, którą przyślą. Gdy wypowiedziała jego nazwisko, niemal mógł wyczuć jak jej oddech zamarza. No, proszę. Ktoś tu miał humorek. Nie widzieli się od nocy w kinie, gdzie po prostu zniknęła bez pożegnania, a on wrócił do domu.
- Macmillan - powiedział zamiast przywitania, skinąwszy głową, po czym od razu przeszedł do rzeczy, ignorując jej słowa o współpracy. - Wyjaśnisz mi po co Ministerstwo przysyła do tej sprawy aurorów?
Chciał wiedzieć, o co naprawdę chodziło. Facet, którego znaleźli był szurnięty, ale nie aż tak żeby potrzebni byli łowcy czarnoksiężników. Może teraz właśnie zajmowali się takimi sprawami? Kto tam wie... W każdym razie ta sprawa mu dość ostro śmierdziała i nie miał zamiaru odchodzić z kwitkiem lub oddawać jej bez wyjaśnienia.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   29.08.16 19:08

Oczywiście że musiał wyglądać dobrze, jakkolwiek to mogło brzmieć w odniesieniu do korytarza Londyńskiej Tower. Ale co mogła poradzić biedna kobieta, której kontakty z płcią przeciwną od kilku lat ograniczały się do służbowych pogawędek. Z jakiegoś powodu im starsza się robiła, tym bardziej jej tytuł odstraszał mężczyzn. A potem pojawił się bezczelny Carter ze swoim poczuciem humoru i zupełnym ignorowaniem jej statusu i faktu, że przestała zwracać się do niego na 'ty'. W dodatku podwinął rękawy koszuli, do czego miała słabość. Ale w jakiś sposób to tylko bardziej ją zirytowało.
- Podobno może mieć znajomych, którzy nas interesują - wzruszyła ramionami. Nie rozumiała, dlaczego nie przyszedł tu ktoś, kto prowadził tą sprawę. Może obawiali się, że Carter kogoś zdenerwuje? Cóż, ją zdecydowanie wyprowadzał z równowagi, ale ona sobie z tym radziła.
- Domyślam się, że moja rola ma być raczej bierna, mam zebrać informacje na podstawie twojego przesłuchania. Rogers prosił, byś spytał o możliwych zaangażowanych członków, nauczycieli, miejsca spotkań i wszystko, co może naprowadzić nas na trop jego kolegów, Panie Carter - zdecydowanie ją irytował, tym bardziej, że naprawdę się dobrze bawiła w tym kinie. Powstrzymała się od spiorunowania go wzrokiem, nawet nie wiedziałby o co jej chodzi. Zamiast tego wręczyła Raidenowi teczkę z informacjami zebranymi przez aurorów, Rogers uznał, że nie ma tam nic czego nie powinien widzieć. Usiadła na ławeczce i przerzuciła pelerynę aurora przez kolana przesuwając po gładkim materiale ręką, zatrzymała się przy naszywce z logo ich biura i uśmiechnęła się do siebie. Czekała spokojnie aż Carter skończy czytać, korzystając troszkę z faktu, że może mu się w spokoju przyjrzeć, choć robiła to subtelnie. Nie zamierzała wyjść na zdesperowaną, bo nie była. A przynajmniej tak sobie wmawiała. Poza tym nie dałaby mu tej satysfakcji.


Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Tower of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17