Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [Sen] Miodowe lata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: [Sen] Miodowe lata   28.05.17 1:28

W alternatywnym wszechświecie, w innym czasie i przestrzeni


Zapadła głęboka noc, Daphne ułożyła się do snu w swym łożu, tonąc w stosie miękkich poduszek. Była absolutnie wyczerpana, bolało ją każde włókno ciała. Pogrążyła się w głębokim, niespokojnym śnie, odpływając w ramiona Morfeusza. aż wreszcie...

... siedziała w bujanym fotelu, kołysząc się nieśpiesznie. Przez wysokie okno wpadały ostatnie promienie słońca, padając na podniszczone sprzęty jakie ją otaczały. Odczuwała zadowolenie, spokój i satysfakcję z tego co robiła: a dziergała właśnie długi szalik na drutach. Miał już ze dwa metry! Dziergała jednak dalej z szerokim uśmiechem na ustach, podśpiewując pod nosem radosną piosenkę. Ogień radośnie trzaskał w kominku, przed którym leżał stary, wysłużony dywan: a na nim bawiło się dziecko.
Chłopiec, kilkuletni. Najważniejsze, że był rudy. Daphne czuła z tego powodu dziwną satysfakcję i ciepło na sercu, kiedy na niego patrzyła.
Mały rudzielec właśnie bawił się lalkami dla dziewcząt, tak jak go tego uczyła. Nie chciała przecież, by wyrósł na zbyt brutalnego! Był jej małym, rudym misiem, którego tuliła do snu!
Zerwała się z miejsca, czując zapach spalenizny. Och nie! Czyżby przypaliła obiad? Niemożliwe, nie ona! Tutaj, w tej chacie, była wszak doskonałą panią domu, żoną i matką!
Pobiegła do kuchni, gdzie wyjęła z dziwnego pudła pieczeń i pokrajała ją po równo, by zanieść obiad swym mężczyznom. Nie potrafiła przecież inaczej, bo była charłaczką, nie to co jej umiłowany mąż.
Garrett Rowle.
To cud, że pojął ją - Daphne Weasley - za żonę!
Wróciła do pokoju, gdzie rudy chłopiec siedział ze spuszczoną smętnie głową, natychmiast odrywając lalce głowę na polecenie ojca.
-Garry! Słodziaczku, dlaczego jesteś taki ostry dla naszego Pimpi-Dimpi? - wyrzekła z wyrzutem, stawiając obiad na stole.
Wsparła dłonie o biodra, wycierając je przedtem w fartuszek i przyjęła pozycję typowej gospodyni wiejskiej, kiedy ma z kłopot z mężem. Przelotnie zerknęła w lustro: a z niego na nią rudowłosa, piegowata kobieta.
-Nie martw się, Haroldzie, tatuś na pewno bardzo Cię kocha! Mamusia też Cię straaaaaaaaasznie kocha! Chcesz pączka, dziubasku? - zaświergotała Daphne, podchodząc bliżej fotela, gdzie siedział Garry i palił fajkę.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [Sen] Miodowe lata   28.05.17 3:47

Ogień tańczył w kominku; z charakterystycznym, błogim trzaskiem nadtrawiał pedantycznie równo urąbane pniaki - Garrett miał w zwyczaju gonić paskudnym, czarnoksięskim zaklęciem nieposłusznych pachołków, którzy śmieli nie spełniać jego wymagań perfekcji. Nienawidził niedoskonałości - idealnych wzorców zachowań oczekiwał więc nie tylko od służby, lecz także od swojej małżonki oraz od swoich dzieci; wychowany był w atmosferze surowości i srogich wymagań, toteż, świadomie lub nie, wcielał je w każdą dziedzinę życia.
Leniwie ćmił fajkę, kompletnie ignorując obecność dziecka w pokoju; zdawał się go nie zauważać, kręcił tylko nieznacznie głową, jakby bijąc się z własnymi myślami. Marszczył mocno brwi, a surowe oblicze jego ojca i dziada ryło także w jego rysach niewypowiedzianą historię brutalnej rygorystyczności. Taki już był - w tym świecie, istniejącym tylko w krainie słodkich snów Daphne, gardziłby swoim prawdziwym ja; tutaj nosił dumnie nazwisko Rowle, był wilkiem, drwił z miękkości serca i szczerze nienawidził wszelakich odstępstw od normy. Plugawy szlam nie był wart jego myśli - a gdyby mógł, zmiótłby go z powierzchni świata za pomocą ostrego spojrzenia lub gorzkiego słowa.
Garrett Rowle w niczym nie przypominał swojego pierwowzoru - choć rysy ostały się te same, piegi rozmyły się gdzieś na powierzchni twardej skóry, a jaśniejące rudością włosy, tym razem przycięte, ułożone, okiełznane, zaszły czernią węgla. Może błękit oczu pozostał podobny; teraz jednak nabrał odcienia stali, nie bezchmurnego nieba. Lord Rowle jednym spojrzeniem odzierał z woali naiwności i buchał pogardą, wyższością, niechęcią; zadufanie i arogancja zdawały się od niego wręcz bić na odległość.
Słysząc kroki zbliżającej się małżonki, jeszcze mocniej zmarszczył brwi - a na jego twarzy odbił się szczery wyraz znużenia i kapitulacji. Nie odwrócił spojrzenia od kominka, wciąż przypominał posąg ślepy na bawiące się dziecko; gdy rozbrzmiał głos Daphne, począł jeszcze mocniej kręcić głową - jakby w wyrazie skrajnej dezaprobaty.
- Daphne - z pozoru odwzajemnił uprzejmości, choć jego głos był jak jego wzrok - lodowaty, ciężki, brutalny, niejako dziki; bardziej przypominał warknięcie wilka niż mleko z miodem, które w innym świecie często spływało z ust Garretta. Ale on tutaj nie istniał - lord Rowle wydawał się jedynym prawdziwym, wraz z całą swoją powagą, surowością, jawną niechęcią. - Pojąłem cię za żonę w geście zbytku łaski - mówił gorzko, choć wyjątkowo szczerze - jakby wierzył, że jego żona jest na tyle tępa, że i tak nie pojmie powagi obrazy. Być może nawet miał rację; nie miał pojęcia, nie znał jej. Nie zależało mu na ciepłych relacjach z kobietą, z którą dzielił łoże - zdawkowe emocje pozostawiał nałożnicom, zadanie jego żony ograniczało się do spowicia dziedzica. Dziedzica, którego wygląd przybrał wszystkie cechy rodu, którym tak mocno gardził. - Pragnęłaś wybić się na salonach, jak brylant zajaśnieć wśród szlamu swej rodziny - umożliwiłem ci to, w zamian miałaś być piękna, ułożona, milcząca. I niewtrącająca się w nieswoje sprawy. Powiedz mi, Daphne - urwał, dopiero teraz przenosząc na nią spojrzenie - i nie było ono przyjemne - dlaczego w trakcie mojej nieobecności spaczyłaś nasze dziecko wrażliwością, dobrocią serca i... życzliwością? - żachnął się, jednocześnie prychając i czyniąc to w sposób wręcz parodyjnie nienawistny.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: [Sen] Miodowe lata   28.05.17 10:36

Umysł Daphne był mrocznym, przeklętym miejscem, pełnym ciemności i zagadek, plugawości i okrucieństwa. Ten jednak umysł spłatał jej figla i obdarzył ją koszmarem - najprawdziwszym koszmarem, bo cóż mogłoby być gorszego od urodzenia się jako rudy Weasley, pełen ckliwości i dobroci, a w dodatku posłuszny prawdziwego Weasleyowi (którego odmęty niepamięci wyłowiły ze wspomnień lat szkolnych), który nosi nazwisko Rowle? Wspólne dziecko, brak umiejętności magicznych, biedna chata - to wszystko brzmiało jak... spełnienie najgorszych koszmarów Daphne. Przez sen poruszyła się niespokojnie, lecz nie budziła się wciąż i śniła dalej.
-Ale... ale JAK TO - odrzekła mu Daphne, łapiąc się za serce w teatralnym geście zaskoczenia - Sądziłam, że mnie kochasz!
Nagle uświadomiła sobie, że nie wie przecież czym jest prawdziwa miłość, ale w realnym świecie, raz jedyny, przeczytała książkę traktującą o miłości i na pewno była tam taka kwestia, którą Daphne z koszmarów powtarzała.
Nagle bajeczna (koszmarna) sceneria zmieniła się: wokół nich zrobiło się jakby ciemno i mrocznie, a snop światła padł na Garretta gdzieś z sufitu.
-Ależ Garry, poślubiłeś mnie przecież, bo tak jak Ty pragnę mieć całą drużynę quidditcha z własnych dzieci! - krzyknęła, nie bardzo rozumiejąc o czym ten Garry do niej teraz mówi. Jak na zawołanie po kuchni przebiegło sześcioro małych rudzielców, krzycząc głośno: GDZIE. JEST. OBIAD., ale to był przecież sen i głosy te dobiegały jakby z oddali, zza mgły, więc Daphne i Garrett wciąż mogli spokojnie.
-No bo ja pomyślałam, że Ty jesteś taki... no wiesz, Garry, zbyt surowy - wyjaśniła takim tonem, jakby tłumaczyła dziecku - A co jeśli Harold, Norman, Herman, Helga, Wilhelmina, Kwiryniusz i Mafalda pomyślą, że ich nie kochasz? No bo przecież kochasz, prawda? Dlatego napisałam do tej...
Daphne zastanowiła się, a jej jaźń uparcie grzebała w odmętach wspomnień, próbując wyłowić kolejną osobę pasującą do tej koszmarnej scenerii:
-... grubej Puchonki, która była kilka roczników niżej! I wiesz, Garry, ona przesłała mi pączki i ja dałam te pączki Haroldowi, Normanowi, Hermanowi, Heldze, Wilhelminie, Kwiryniuszowi i Mafaldzie, oni je zjedli i nagle stali się tacy słodcy! - Daphne klasnęła w dłonie, najwyraźniej bezbrzeżnie z siebie zachwycona.
-Źle zrobiłam, mój ty pierożku? - zapytała z przejęciem.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [Sen] Miodowe lata   29.05.17 16:29

Garrett Rowle, nieświadom tego, kim był naprawdę, znów marszczył mocno czoło, grzmiącym wzrokiem piętnując małżonkę - jakby samym spojrzeniem chciał albo obrócić Daphne w pył, albo naprawić wszystko to, co było w niej plugawe. Zapadła ciemność, zjawił się dramatyczny snop światła i lord Rowle jakby w zwolnionym tempie uniósł spojrzenie zmęczonych oczu; rozbrzmiała smutna melodyjka grana na harmonijce (na dywanie, tuż koło bawiącego się dziecka, siedział po turecku kolejny Garrett z instrumentem przyłożonym do ust - ten Garrett bardziej przypominał swój rudowłosy, piegowaty i depresyjny oryginał, a Garrett Rowle zdawał się nie dostrzegać Garretta Weasleya).
Gdy Daphne krzyknęła z rozpaczą, harmonijkowy podkład muzyczny uległ drastycznej zmianie - melancholijna, chwytająca za serce muzyka przeobraziła się w potworną, koszmarną, a do jednoosobowej orkiestry dołączył dźwięk ostro rwanych skrzypiec. Grał na nich kolejny Garrett wyłaniający się z mroku - choć wciąż z wyglądu przypominał Garretta Weasleya, z zachowania już nieco mniej: prawdziwy Garrett nie miał bowiem nawet pojęcia, jak prawidłowo uchwycić smyczek. Garrett Rowle, nieprzerwanie ćmiąc fajkę, podniósł się wreszcie ze starego fotela, który teraz zaczął przypominać ozdobiony złotem i rubinami tron - a w momencie, w którym stanął dumnie i prosto, akompaniowały mu ostre uderzenia palcami o fortepian: rozbrzmiewały niskie tony odgrywane przez kolejnego Garretta Weasleya. A choć ten tak naprawdę ostatnią styczność z instrumentami klawiszowymi miał miał dwadzieścia pięć lat temu, dziś stał się wirtuozem. Tej szatańskiej, choć jednocześnie dramatycznej melodii nieprzerwanie towarzyszył chór dzieci powtarzających w kółko: gdzie, jest, obiad - a to wszystko wyolbrzymiało tylko demoniczny efekt.
Garrett ze skrzypcami okrążył pokój, bez przerwy grając, a wtedy Garrett Rowle, do tej pory nieruchomy jak marmurowy posąg, zabrał głos.
- Mylisz się - odrzekł głosem znacznie mroźniejszym niż wcześniej - skrzypce załkały jeszcze żałośniej, palce coraz mocniej bębniły o klawisze fortepianu, a harmonijka grała po swojemu, zupełnie nie pasując do reszty muzyki. Ale i tak była dramatyczna: jak wszystko to, co działo się wokół. - Miałaś wyzbyć się plugastwa, które stanowi całą twoją istotę - a ja naiwnie wierzyłem, że zdołasz odciąć się od swych obrzydliwych korzeni. - Pokręcił głową, muzyka fortepianu była coraz głośniejsza. Słowa dzieci niekiedy zlewały się, by przypominać ujadanie psów bądź wycie wilków - zupełnie jakby w rzeczywistości były Rowle'ami, a nie jedynie ich marną parodią. Daphne mówiła, melodia ciągnęła się, wszystko było bardzo przejmujące, starczy dodać kurtynę, trochę oklasków i scena przeobrazi się w teatralne widowisko - Garrett Rowle zdawał się jednak zbyt szczery, zbyt przejęty, by mogła być to nawet najznamienitsza gra aktorska.
I znów kręcił głową - zdawało się, że Garrett nic w tym śnie nie robił oprócz ćmienia fajki i kręcenia głową w skrajnym wyrazie dezaprobaty.
- Poślubiłem cię, by mieć dziedziców - dziedziców - godnych dziedziców - dziedziców rodu Rowle - dzieci godne noszenia swojego nazwiska, a nie... - urwał i muzyka też znienacka zamilkła, jakby przerwana w połowie tonu: cisza, która zapadła, zapowiadała burzę. Garrett Rowle jednak nie zagrzmiał - mówił wciąż obojętnie, wciąż surowo, wciąż chłodno: jak prawdziwy Rowle, którym w tym świecie rzeczywiście był. - A nie marne kopie matki, którą gardzę. - Pojawił się kolejny Garrett Weasley z trójkątem - z powagą raz uderzył w niego metalowym pręcikiem, przerywając ciszę, a potem przeszedł przez długość pomieszczenia i znów zniknął w mroku - tak jakby zszedł ze sceny.
Znów zawył wilk - długo, przeraźliwie. A gdy zamilkł, ponownie rozbrzmiała muzyka Garrettów.
- Nie jesteś Rowle, nigdy nim nie byłaś - mówił, grzmiąc, a jego włosy rozwiewały się majestatycznie, jak gdyby nie stali w ciepłym pomieszczeniu przy kominku, a nad straceńczym klifem. Twarz Garretta na chwilę uległa jakby zmianie - zdawał się przypominać nie siebie, a Oliviera Rowle'a spoglądającego na Daphne ze wstydem, rozczarowaniem i pogardą, ale ta iluzja zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. - Miłość jest słabością, nie zdołałaś tego pojąć. Nie jesteś wilkiem, nigdy nim nie byłaś. Nie jesteś jedną z nas - w żadnym świecie się nią nie staniesz. - Któreś dziecko zaczęło płakać, znów zawył wilk, ujadał pies, odzywał się chór: gdzie, jest, obiad. - Nie jesteś Rowle - powtarzał, stając się częścią upiornej wyliczanki. - Dałaś dzieciom pączki, nie jesteś Rowle - ciągnął, skrzypce grały, harmonijka zawodziła, wreszcie jakoś stapiając się z całością, piegowate, blade palce coraz mocniej uderzały w klawisze fortepianu. - Nie jesteś Rowle, nigdy nim nie byłaś. - Garrett Rowle - dla odmiany - kręcił głową, ćmiąc fajkę. - Gardzę tobą. I nie znoszę pierogów.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: [Sen] Miodowe lata   11.06.17 18:32

To nie mogła być p r a w d a.
Wcale nie była to prawda, wszystko działo się wyłącznie w głowie Daphne, która dręczona koszmarem kręciła się w pościeli, przewracając z boku na bok. Dlaczego nie zażyła eliksiru spokojnego snu? Uratowałby ją przed podobnymi obrazami.
Klęczała na starym dywanie, przyciskając dłonie do serca i nie zdawała sobie sprawy, że to wszystko nie może być prawdą. Nawet mnożący się Garretowie nie wzbudzili weń podejrzeń, przyjęła ich pojawienie się za coś zupełnie naturalnego, tak samo jak nagłe zmiany scenerii. Czuła jak radość ulatuje z niej jak z przebitego, rybiego pęcherza.
Garrett Rowle był zły.
Zawiedziony, łzy i wściekły. Widziała to w jego twarzy, a fakt ten sprawiał jej ogromny, niewyobrażalny wręcz ból, który przejawiał się w zrozpaczonym spojrzeniu jakie w niego wlepiła. Przecież nie chciała, by się złościł! Pragnęła tylko ich wspólnego szczęścia. Ciepła domowego ogniska, tupotu kilkunastu par nóżek, należących do ich dzieci, gorącego obiadu, który mu ugotuje i jego zadowolenia. O tak, Daphne w swym koszmarze pragnęła niemal wyłącznie zadowolenia swego małżonka... i zawiodła. Och, jak bardzo go zawiodła! Czuła się zawstydzona własną osobą. Odczuwała wstyd tak silny, że oczy jej zwilgotniały, a po piegowatych policzkach popłynęły łzy wielkie jak grochy. Garret Rowle przemawiał, ona nie śmiała mu odpowiedzieć, muzyka stawała się coraz bardziej dramatyczna.
Nagle nad głową Daphne skłębiła się ołowiana, nieduża chmura. Zagrzmiało potężnie, aż ich chata zatrzęsła się w posadach, a z obłoku na Daphne runął deszcz - i tylko na nią. Kałuża zdawała się mieć granice, których nie mogła przekraczać, tworzyła wokół Daphne doskonały okrąg, a ona mokła... i łkała, i mokła...
-Och, Garry, nie mów tak - potrząsnęła głową.
Ukryła twarz w dłoniach, chcąc ukryć się przed spojrzeniem Oliviera Rowla, które wyrażało zawód i pogardę: wiedziała we śnie, że jest kimś ważnym, lecz nie była świadoma kim właściwie dla niej jest... Najważniejsze były wszak słowa Garretta Rowle, które raniły mocniej niż miecze, niźli najbardziej plugawe, czarnomagiczne klątwy. Obok niej trzasnęła błyskawica, znowu zagrzmiało. Płomiennorude włosy zwisały wokół twarzy Daphne żałosnymi strąkami, gdy nagle uniosła twarz i ośmieliła się spojrzeć na męża.
-Ale... ale ja przecież jestem Weasley, prawda? - odparła przytomnie. W jej dłoni zmaterializowało się lusterko, które odbijało krople deszczu. W istocie - odbicie Daphne było rudowłose i piegowate, jak więc miałaby być Rowlem, cóż ten Garrett plecie?
Zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła...
Chata i ich dzieci zniknęły. Cofnęli się w czasie. Stali teraz oboje przy ślubnym kobiercu: wysokim łuku z różnokolorowych kwiatów. Był słoneczny dzień, nienaturalnie wręcz uroczy, niczym z baśni - było tak słodko, że aż mdląco. Daphne miała na sobie śnieżnobiałą suknię godną księżniczki, tak szeroką miała spódnicę, a wokół niej i Garretta unosiły się maleńkie, słodkie elfy, które trzymały serduszka w łapkach. Tłum ich rodzin przypatrywał im się z uwagą, a Daphne przeniosła zdziwione spojrzenie na Garretta...
-To w końcu ile chciałbyś tych dzieci?




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
 

[Sen] Miodowe lata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Miodowe Królestwo
» Miodowe Królestwo
» Dzień, wspomnienie lata...
» Miodowe Królestwo
» Filmy/seriale z bohaterami Avangers które widzieliście

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17