Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dom towarowy Harrods

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dom towarowy Harrods   02.05.15 2:30

Dom towarowy Harrods

Harrods to jeden z najbardziej znanych, luksusowych domów towarowych w Londynie. Pomimo otwarcia niecałą dekadę temu, właścicielom udało się nadać mu sławę także poza terenem granic Anglii. Wnętrze wciąż się rozwija, powstają nowe sekcje, które warto odwiedzić, lecz nie należy zapominać także o tych popularniejszych jak Food Hall. Szczególnie liczne tłumy można zaobserwować w okresie przed bożonarodzeniowym; w tym czasie budynek oświetlony jest milionami światełek, wyróżniających go na tle rozświetlonych ulic. Niesamowite wystawy przyciągają klientów, którzy we wnętrzach sklepów, przy akompaniamencie delikatnej muzyki oddają się zakupowemu szaleństwu. Dom towarowy Harrods jest jednym z przykładów, że nawet w mugolskim świecie można znaleźć odrobinę magii.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   27.09.15 14:34

Rozglądał się po tłumie z niepewnością - jego spojrzenie błądziło po obojętnych twarzach mugoli, którzy zdawali się być bardzo pochłonięci sprawami zakupów. Gwar tutaj był mniej więcej taki jak na Pokątnej, co w połączeniu z muzyką, tworzyło pewnego rodzaju zamęt. Ludzie wręcz napływali do oczu, niezliczone sklepy starały się zachęcić szyldem potencjalnych klientów, a on stał gdzieś pośrodku tego wszystkiego, biorąc głęboki wdech i cicho licząc, że jakoś się odnajdzie. Zabawne. On i mugole? Czytał co prawda ich książki, ale poza tym nie miał nic z nimi wspólnego. W jego rodzinie byli sami czarodzieje - żyli we własnym świecie, nie mieszając się w sprawy, które wykraczały poza jego obszar. Pewnie z tego powodu miał teraz mieszane uczucia. Nie znajdował się u siebie, miał wrażenie, że niezwykle odstaje od reszty - jakby chodził naznaczony piętnem, które od razu wyróżniało go i wskazywało, że jest inny. Spuścił wzrok w mimowolnym geście - nie chciał, by spotkał się on z pozostałymi, którzy mogli tylko pozornie nie zwracać na niego uwagi. Zaszył się gdzieś w miejscu, w jakim mógł ze spokojem obserwować wszystko i w końcu odetchnąć. 
Sam nie wiedział już, czemu się na to zdecydował. Dlaczego odnowił pozornie przelotną znajomość i to jeszcze z taką osobą. Czarownicą, która fascynowała się niemagicznym światem. Nie rozumiał jej zamiłowania, ale samodzielność kobiety oraz odnajdywanie się w tych wszystkich nowinkach, niewątpliwie mu imponowały. Była po prostu interesująca. Nic dziwnego więc, że gdy sam postanowił nieco zapoznać się z otoczeniem mugoli, zdecydował się do niej zwrócić. Cieszył go fakt, że nie odmówiła, bo sam nie wiedział, czy żywiła do niego jakieś pozytywne emocje. On był dziennikarzem a ona stażystką - wysłaną do tak zwanej brudnej roboty, by zająć wysłannika prasy i opowiedzieć mu kilka nic nieznaczących głupot. Typowa zagrywka w różnego rodzaju firmach i nie tylko, Ministerstwo w owym przypadku nie stanowiło wyróżniającego się wyjątku. Skontaktował się z nią, bo czuł, że przyda mu się pomoc. Że czas najwyższy wyjść z tej ignorancji oraz niewiedzy, co w przypadku wykonywanego zawodu mogło się okazać przydatne. Dziennikarz musiał umieć wtopić się w tłum, być dyskretnym i zarazem uważnym obserwatorem. A jeśli chodziło o mugoli - nie znał drugiej takiej osoby, która wiedziałaby o nich tyle, co panna Elliott. 
Zerknął kątem oka na zegarek - godzina była już właściwa. Starał się wypatrzeć Alice w tłumie, bo w końcu prędzej czy później się pojawi, czyż nie?




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape



Ostatnio zmieniony przez Daniel Krueger dnia 27.09.15 18:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   27.09.15 16:49

Jako, że była stażystką, często wykorzystywano ją do różnych, niekoniecznie wdzięcznych zadań. Niewiele zajmowała się prawdziwą robotą, głównie roznosiła i sortowała papiery, obserwowała pracę bardziej doświadczonych pracowników i nabywała doświadczeń. Nie powinno jej to dziwić; w końcu pracowała tam raptem parę tygodni. W amerykańskim ministerstwie także zaczynała od stażu, ale z racji tego, że zainteresował się nią szef, mający słabość do młodziutkich, ładnych dziewcząt, to wszystko poszło nieco szybciej. Może dla niektórych kobiet byłoby to niemoralne, jednak Alice nie przejmowała się tym zbytnio. Za bardzo lubiła korzystać z uciech życia. Niestety wtedy przejechała się na tym, bo szef w końcu się znudził, a zazdrosny o Glaucusa, którym wtedy zaczęła interesować się bardziej niż nim, doprowadził do zepsucia jej opinii i zwolnienia jej.
A w rezultacie wylądowała w Anglii, i żeby nie marnować czasu, złożyła podanie o staż w Urzędzie Łączności z Mugolami, gdzie jej duża wiedza była bardzo przydatna, i mimo że była tylko stażystką, nawet starsi pracownicy często korzystali z jej wskazówek i rad.
Jednym z jej pierwszych zajęć w nowej pracy było zajęcie się pewnym dziennikarzem przygotowującym materiał o jej wydziale. Wysłanie stażystki było lepszym wyjściem niż odciąganie od pracy pełnoprawnego pracownika, a Alice, chociaż początkowo nieco sceptyczna, szybko polubiła Daniela i musiała stwierdzić, że dobrze jej się z nim współpracowało. Dlatego też bez oporu przyjęła propozycję kolejnego spotkania, tym razem już nie służbowego. Miała dzisiaj czas, więc chętnie mu potowarzyszy i odpowie na pytania, które niewątpliwie miał zamiar jej zadać.
Umówili się na spotkanie w Harrodsie, domu towarowym znanym nawet poza Anglią, więc oczywiście Elliott także go znała. Od czasu przyjazdu do Londynu była tu już kilkukrotnie i za każdym razem robił na niej wrażenie, mimo że w Stanach też nie brakowało takich miejsc. Podobnie jak mugolskie dziewczęta, wprost uwielbiała zakupy, chociaż dzisiaj przybyła tu z zupełnie innego powodu.
Dojechała na miejsce samochodem ojca. Używał go na tyle rzadko, że nie zabraniał córce go pożyczać. Niestety o tej godzinie był spory ruch, więc dotarła na miejsce z może kilkuminutowym opóźnieniem. Teraz przemierzała tłum mugoli, niska i drobna, ale wyróżniająca się na tle odzianych w sukienki i garsonki kobiet dzięki obcisłym spodniom i luźnej koszuli w kratę. Jasne włosy sterczały wokół jej twarzy w lekkim nieładzie. Niczym u jakiejś szalonej artystki, już pomijając fakt, że Alice nie była zbyt utalentowana plastycznie.
W końcu go zauważyła; o dziwo go rozpoznała, mimo że widzieli się tylko raz. Może dlatego, że zachowywał się najbardziej sztywno i od razu zwracał na siebie uwagę. Rzeczywiście przyda mu się mała lekcja wtapiania w tłum, bo teraz kompletnie mu się to nie udawało. Od razu było widać, że jest obcy i czuje się tutaj bardzo niepewnie.
Podeszła do niego energicznym krokiem, a na piegowatej twarzy pojawił się uśmiech.
- Witaj, Danielu – powitała go poufale, nie widząc potrzeby bawienia się w ugrzecznione formułki. – Wybacz spóźnienie, na mieście był spory ruch.
Zadarła głowę do góry, przyglądając mu się.
- Wiesz już, od czego chciałbyś zacząć? – zapytała, ciekawa, co dokładnie chciał wiedzieć i dokąd pójść.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   27.09.15 20:07

Rzeczy, których nie znosił Daniel Krueger było wiele - od próby podporządkowania jego osoby, po najzwyklejsze niepoukładanie i spóźnienia. Nie przepadał też za tłumami i wszechobecnym hałasem, który cały czas nieprzyjemnie bębnił w uszach, uniemożliwiając skupienie się wokół własnych myśli. Owszem, czasem lubił się zaszyć pośród tej wielkiej, nieokreślonej i nieokiełznanej masy, ale kiedy znalazł się wewnątrz budynku, najbardziej zaczęło dokuczać mu wyobcowanie. Bystry człowiek od razu by zauważył, że nie czuje się tutaj do końca dobrze. Nie był stąd. W ciągu swojego życia zaledwie kilka razy udał się do mugolskich księgarni, odwiedził również kiedyś kościół, do czego akurat niezbyt szumnie się przyznawał. Rozejrzał się dookoła, nie skupiając się na niczym dłużej niż przez chwilę, jakby nie do końca był w stanie ogarnąć - ani tym bardziej zrozumieć - całe panujące tutaj bogactwo różności. Twarz jego przypominała wyzutą z emocji maskę, pod którą resztą sił ukrywał wszystkie negatywne odczucia. Zaciśnięte usta i zamyślony wzrok niebieskich tęczówek, błąkały się między głowami innych, idących w pobliżu ludzi. Niektórzy wymieniali między sobą spojrzenia - Daniel zastanawiał się, czy chodziło o niego, czy o całkiem inną sprawę. Jedyną aktualną zaletą było to, że nigdy nie miał w zwyczaju ubierać się zbyt ekstrawagancko; starał się wpasować swój ubiór w kanon tego, co uchodziło powszechnie za stosowne. Tak czy inaczej, nie on zauważył pierwszy Alice, z którą poniekąd był umówiony - wkrótce usłyszał głos młodej kobiety, kiedy wypowiedziała na powitanie jego imię. Odwrócił się powoli i niepewnie, jakby wciąż sądził, że te słowa mogły być skierowane do kogoś innego.
- Dzień dobry - odpowiedział, skinąwszy delikatnie przy tym głową. Nie miał nic przeciwko porzuceniu formalności, w końcu nie byli na żadnym oficjalnym spotkaniu i nie wywodzili się z żadnych oficjalnych ugrupowań. Owszem, był od niej starszy i to na pewno dość starszy, ale zdecydowanie bardziej wolał, gdy ktoś zwracał się do niego po imieniu. Brzmiało to bardziej... naturalnie. Zdecydowanie bardziej.
Zlustrował wzrokiem dawną znajomą, spoglądając z początku na nieułożone włosy, by wreszcie skupić się na usłanej piegami twarzy. Z męskiego punktu widzenia nie umiałby zaprzeczyć - podobała mu się (tu wypadałoby złośliwie dodać a która mu się nie podobała?), jednak Alice niewątpliwie miała w sobie coś urzekającego, co pociągało go, może nie tyle w samym wyglądzie, co również całej osobowości. Zaliczała się do tego grona kobiet, którymi najzwyczajniej w świecie się interesował. I do których wiedział, że będzie mieć słabość; już czuł to, a po jego plecach przeszedł niemiły dreszcz. Rozsądek próbował dojść do głosu - Ledwo ją znasz, dopiero co się spotkałeś. Daj sobie spokój, dobra?
Uporządkował nadmiar krążących po głowie pytań, jak najskrzętniej tylko umiał, by nic nie zdołało go już rozproszyć.
- Jak widać teleportacja ma swoje zalety - powiedział, znów wracając do rozglądania się po otoczeniu. - Jechałaś tym... samochodem? - zapytał nieco niepewnie, jakby się zastanawiał, czy aby na pewno użył właściwego słowa.
Wzruszył ramionami.
- Jak widzisz i jak mówiłem, w tej kwestii jestem kompletnym ignorantem. Może wychowywałem się w przemysłowym mieście, ale nigdy nie interesowałem się tymi sprawami. Chcę się trochę nauczyć - zamyślił się - jak odnaleźć się wśród nich. Jak zachować. Aby nikt nie zwracał na mnie uwagi. Myślę, że ty będziesz wiedziała najlepiej, co mi doradzić. Bo czuję, że trzeba będzie zacząć od najprostszych rzeczy.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   28.09.15 0:51

Alice była dosyć swobodną osobą. Poza murami ministerstwa, gdzie jednak musiała zachować jakieś pozory dostosowania do reguł i zasad, miała lekkie podejście do życia. W końcu była młoda i lubiła korzystać z uroków młodości; na bycie dojrzałym i statecznym przyjdzie czas odpowiednio później. Może kwestia tego, że spędzała tyle czasu w pozamagicznym świecie. I ogólnie, jako czarownica półkrwi, nawet po tej magicznej stronie miasta raczej obracała się wśród podobnych sobie. W Anglii status krwi wciąż utrudniał wiele rzeczy i wpływał na postrzeganie przez otoczenie. Nie żeby Alice jakoś mocno się tym przejmowała, przywykła do różnych drwin i w dodatku sama uważała brednie o czystości krwi za kompletną bzdurę. Ale jednak tamten dzień, kiedy Glaucus powiedział, że nie będą mogli być razem, bo jego rodzina nie zaaprobowałaby ich znajomości, był dla niej przykrym doświadczeniem. Właściwie do tej pory ją to gryzło, starała się odreagować, ale mimo że zwykle należała do osób mało przejmujących się opinią innych, złośliwy głosik w głowie szeptał, że okazała się gorsza, niepełnowartościowa. Tylko dlatego, że jej ojciec był mugolakiem! W Ameryce mu to nie przeszkadzało, ale gdy wrócili do Anglii, ich relacje niestety się popsuły. Gdyby nie to, że ojciec podupadł na zdrowiu i czuła się w obowiązku zostać przy nim, pewnie wróciłaby do Stanów.
Odpędziła jednak te przykre myśli; teraz musiała skupić się na spotkaniu z Danielem. Przywołała więc na twarz szeroki uśmiech i zaczepiła go.
- Czasami rzeczywiście jest bardzo przydatna, ale nie ma tego uroku, co podróż samochodem, nie daje czasu na przemyślenia i sycenia się przyjemnością jazdy – powiedziała. – No dobra, pomijając korki, ale poza miastem nie doskwierają tak bardzo. No i w końcu udało mi się tutaj dostać.
Wielu czarodziejów wyrażało zdumienie dla jej uwielbienia do jazdy samochodem, więc nie zdziwiło ją to pytanie.
- Właśnie widzę – podsumowała, gdy znowu się odezwał. – Wybacz, ale od razu widać, że zachowujesz się inaczej. Z daleka rzucasz się w oczy, zauważy to nawet osoba mało spostrzegawcza. To wygląda nawet podejrzanie, wiesz? Jakbyś był obcy, albo miał coś brzydkiego na sumieniu.
Parsknęła cichym śmiechem. Naprawdę była rozbawiona sytuacją, ale bez złośliwości. Chciała mu pomóc. Tyle że dla niej przebywanie w mugolskim świecie było normalne, odpowiednie zachowania były dla niej naturalne niczym oddychanie.
- Na początek, postaraj się zachowywać naturalnie. Jakby to wszystko było dla ciebie normalne i oczywiste – dodała po chwili, podkreślając szczególnie ostatnie słowa. – Wiem, że może ci być trudno, ale spróbuj się rozluźnić i zachowywać się, jakby to wszystko wcale się nie dziwiło ani nie wprawiało w zakłopotanie. Możesz nawet udawać znudzonego, jakbyś był tutaj setny raz. Dziwiąc się widokiem czegoś, co mugole doskonale znają, od razu zwrócisz na siebie ich uwagę, tak samo jak tą sztywną postawą i nieszczęśliwą miną. Możesz też usiąść gdzieś i wyjąć gazetę lub książkę, lub podejść do jakiejś wystawy i oglądać wystawione towary. Nikt nie stoi bez ruchu na środku korytarza.
Mówiła dalej, jednocześnie zachęcając go, by ruszyli z miejsca. Powinni stwarzać pozory, że są zwyczajnymi znajomymi na zakupach, wtedy nikt nie będzie patrzeć na Daniela jak na cudaka.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   28.09.15 22:34

W dzisiejszych czasach ludzie żyli spętani przez różne normy. Przykuci do ściany ograniczeń - obarczeni przez reguły dotyczące jedynego słusznego sposobu zachowania. Nie tyle chodziło o zasady, co zwykłe bezpodstawne urojenia, które dzieliły społeczeństwo na grupki funkcjonujące obok siebie, lecz poza tym niemające nic ze sobą wspólnego. Wszystko obracało się wokół elit - rodzin, których nazwiska widniały na liście uznanych za czystokrwiste. Reszta się nie liczyła, a rozerwanie tych ściśle określonych kręgów równało się z wydziedziczeniem. Szykanowaniem. Balansowaniem pomiędzy granicą dwóch światów, do których w żadnym stopniu nie można się było zbliżyć. Wtedy nie należało się nigdzie. Było się nikim, stłamszonym wewnątrz klatki bez możliwości jakiegokolwiek ruchu.
Świat naprawdę potrzebował zmian. Daniel sprzeciwiał się wprowadzaniu mugoli do życia czarodziejów, nie należało jednak popadać ze skrajności w skrajność. Na tym polegał cały klucz do sukcesu, by znaleźć - zgodnie ze starożytnym horacjańskim postulatem - złoty środek, stanowiący dogodne rozgraniczenie.
- Dziwne pomysły. Stworzyć metalową puszkę na kółkach, wewnątrz której trzeba się tłamsić i do tego jeszcze bardzo długo czekać. Po co w takim razie ma służyć jako udogodnienie transportu? Raczej utrudnienie go zarówno sobie jak i innym. Chciałbym to zrozumieć - westchnął cicho. - Co takiego jest w ich świecie, że do tego stopnia cię pochłonął?
Przyjrzał się jej uważnie.
- Pytam z ciekawości - dodał, by nie odebrała źle jego intencji. - Wciąż mam zbyt małe wyobrażenie.
Bo żeby wczuć się w świat mugoli, trzeba było go zrozumieć. Ogarnąć umysłem i przyjąć te wszystkie technologiczne nowości, jakie zastępowały im magię - czyniły ich szczęśliwymi, żyjącymi w swojej własnej, ogarniętej siłą umysłu rzeczywistości. Wiedział, że musi na nowo rozbudzić swoje zainteresowania, na nowo zacząć się zastanawiać nad rzeczami, bez których tak długi czas się obywał. Od dziecka jedynym światem, jaki znał, był świat zaklęć - nawet w szkole, do jakiej uczęszczał, Durmstrangu, kładziono nacisk na czystość krwi uczniów. Osobom półkrwi nigdy nie żyło się łatwo. Zawsze większość patrzyła na nich z góry i w relacjach zachowywała określony dystans.
- Nigdy nie byłem specjalnie wesołym człowiekiem - stwierdził bez wyraźnego poruszenia. - Ale rozumiem, o co ci chodzi. Chyba powinienem być bardziej obojętny. Oni w końcu nie wydają się zwracać na nic uwagi. Czy może masz jakąś inną sugestię?
Wysłuchał jej w milczeniu, starał się zapamiętać jak najwięcej z rad kobiety, zastanawiając się przy tym, jak mógłby je wykorzystać w sensie praktycznym. Jedna brew mężczyzny powoli uniosła się do góry, gdy słyszał jej śmiech - szyderczy czy o pozytywnym wydźwięku? Między tym była subtelna granica. Przygryzł nieco wargę, lecz wkrótce potem odpowiedział:
- Łatwo mówić, gdybym rzeczywiście nie widział tego po raz pierwszy. Ale masz rację. Niczym nie powinienem być zdziwiony. Ciekawe, kiedy się przyzwyczaję.
Podjął jej sugestię i razem zanurzyli się wśród szeregu innych ludzi. Kątem oka cały czas patrzył na Alice, jakby bojąc się, że w obecnym zamęcie może lada moment ją zgubić. Sięgnął odruchowo do kieszeni, by sprawdzić, czy nie ma czegoś przydatnego - wkrótce już był przekonany, że poza notatnikiem, złożonym egzemplarzem Proroka i różdżką, nie zabrał ze sobą żadnej innej rzeczy. Cały jego dobytek, jeśli chodziło o wyjęcie go wśród mugoli, był kompletnie nieprzydatny.
- A co jeśli chodzi o ubiór? - zapytał po chwili, chcąc kontynuować rozmowę. Był konkretnym człowiekiem, nie chciał przesadnie marnować jej czasu. Chociaż... gdyby nie pogardziła jego towarzystwem przez odrobinę dłużej, nie byłby wcale taki niezadowolony.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   29.09.15 20:46

Alice z racji swojego pochodzenia niejako żyła na granicy dwóch światów. Oba uważała w pewien sposób za swoje, ale stojąc na granicy, tak naprawdę nie była w pełni przynależna do któregoś z nich. Była zbyt mugolska, by w pełni mienić się częścią magicznego społeczeństwa, ale jednocześnie nie chciała wyrzekać się całkowicie magicznego pierwiastka, żeby zostać mugolką. Przez całe życie godziła te dwie części swojej natury. Spędzała większość czasu, nie licząc edukacji w Hogwarcie, w świecie mugoli, ale jednocześnie korzystała z czarów, gdy była taka potrzeba. Niezbyt często, nie dla błahych kaprysów, bo ojciec zawsze uczył ją, że w mugolskim świecie magia powinna być ostatecznością, że nie należy ryzykować, że odmienność wyjdzie na jaw, ale kiedy zawodziły zwykłe metody, dobrze było przypomnieć sobie o różdżce i nieco ułatwić sobie pewne rzeczy. Zawsze to było pewnym ryzykiem, bo poza rodziną i gronem najbardziej zaufanych przyjaciół nikt nie wiedział o magiczności Alice i jej ojca, ale oboje zawsze jakoś umieli sobie poradzić bez narażania się na kłopoty.
Nie była jednak osobą nieszczęśliwą, wręcz czuła się o wiele bardziej wolna niż większość brytyjskich czarodziejów, bo w jej przypadku naruszenie sztywnych ram z pewnością nie miałoby takich konsekwencji, jak w przypadku muszących przestrzegać utartych norm czarodziejów czystej krwi. Jej nikt nie mógł wyrzucić z rodziny za związek z osobą o nieodpowiednim pochodzeniu.
- Mugole nie potrafią się teleportować. Nie znają też mioteł, świstoklików i innych magicznych metod. Dla nich to bardzo duże udogodnienie – powiedziała, jednocześnie zamyślając się nad jego kolejnym pytaniem. – Czy ja wiem? To pewnie kwestia tego, że w nim się wychowałam. Mój ojciec jest mugolakiem, zawsze bardzo dbał o swoje mugolskie korzenie i od dzieciństwa wpajał mi szacunek i sympatię do mugoli. Większość naszej rodziny jest mugolska.
O ile w dzieciństwie to wszystko było dla niej naturalne i oczywiste, tak w dorosłości dołączyła do tego także pewna przekora. Większość jej rówieśników po skończeniu Hogwartu wsiąkała całkowicie w świat magii, a Alice w swym uporze i przekorności chciała nadal pozostać częścią dwóch światów.
- Tak, mniej więcej tak. Wielu mugoli żyje w pośpiechu. Zresztą... Kiedy wygląda się na obojętnego i nie robi nic dziwacznego, zwraca się na siebie dużo mniejszą uwagę. W takim tłumie jak ten jest się praktycznie niewidzialnym – wyjaśniła. – Wybacz, ale kiedy tak się tutaj kręciłeś z tą dziwną miną, wyglądałeś raczej, jakbyś coś knuł.
Znowu leciutko się zaśmiała, tak, że tylko on to usłyszał. Szli wzdłuż pasażu handlowego, teraz nie odróżniając się zbytnio od mugoli robiących tu zakupy.
- Po jakimś czasie się przyzwyczaisz. Mieszkając w Londynie, chcąc nie chcąc będziesz mieć do czynienia ze światem mugoli. Im więcej będziesz wiedzieć, tym pewniej będziesz się w nim czuł, bo wcale nie jest taki straszny, jaki może wydawać się z zewnątrz. Nawet samochody nie są straszne. Chyba, że wpadniesz pod jeden z nich.
Wspomniała przelotnie mężczyznę, który wybiegł pod jej koła kilka dni temu. Na szczęście nic mu się nie stało, jednak i tak złorzeczył na jej jazdę.
- Jeśli chodzi o ubiór... Cóż, jeśli chcesz, mogę ci na początek trochę pomóc. Warto też obserwować innych, żeby na przykład nie okazało się, że wyjdziesz na miasto w damskich ciuchach, lub włożysz coś niestosownego do okoliczności.
Wyobraziła sobie Daniela w babskich rzeczach i nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Ale i takie przypadki się zdarzały wśród czarodziejów kompletnie nieobeznanych z mugolską modą. Dlatego też dosyć szczegółowo, na podstawie wybranych przykładów z mugolskiego tłumu, objaśniła mu, jak powinien dobierać stroje, żeby nie rzucać się w oczy i nie zostać uznanym za jakiegoś dziwaka. Mugole, podobnie jak czarodzieje, nie lubili takich rażących odstępstw od normy.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   01.10.15 22:37

A ona się śmieje.
Bo śmiała się. I nie wiedział, czy powinien czuć się poirytowany, czy podjąć temat i odwzajemnić gest kobiety, również unosząc kąciki ust w uśmiechu. Takie zachowanie często kojarzyło mu się z czymś złym, jakby ktoś z góry chciał nim gardzić - uruchamiało wewnętrzny głos, który cicho szeptał możliwość zagrożenia, jakie najlepiej ominąć, zanim zaniesie się na coś znacznie gorszego. Sęk tkwił w tym, że nie umiałby teraz wzbudzić w sobie agresji. Ba, nawet zwyczajnej ignorancji. Coś pchało go dalej, coś sprawiało, że czuł się mimo wszystko sobą. I naprawdę chciał poznać mugoli. Po pierwsze, by wtopić się w tłum. Po drugie - już nie do końca tak bezpośrednio, chciał przez to dowiedzieć się nieco więcej o samej Alice. Obawiał się swoich planów, że znów może popełnić błąd, znów może przeciągnąć nić zaufania i zażądać czegoś więcej. Zdawał sobie sprawę, że w razie czego nie będzie umiał się powstrzymać. Mógłby ją zabrać gdziekolwiek i śmiać się ze sztywnych zasad arystokracji, która nakazywała nie zadawać się z ludźmi takiego pokroju jak ona. Nawet, jeśli nie rozumiał zamiłowania do mugoli, kobieta miała własne zdanie i poglądy. A to już było dużo i czyniło ją interesującą osobą.
- W takim razie mam to mniej więcej rozplanowane. Gdy będę się chciał zatrzymać, wyjmę coś mugolskiego. Zdarza mi się czytać ich książki, mówiłem ci o tym? Talentu literackiego niektórym ich twórcom nie da się odmówić - przyznał. Zawsze miał słabość do tematu sztuki, o której mimowolnie wspomniał na myśl o samym ukryciu się w tłumie. Jedyna niemagiczna rzecz, jaką do tej pory był w stanie docenić.
Bo może knułem i knuję, co na to powiesz? Nie odważył się jednak wypowiedzieć tego na głos. Przełknął ślinę, jakby chcąc się upewnić, że z jego krtani nie wyjdzie żadne niechciane słowo.
- Mam nadzieję, że teraz wyglądam lepiej. - Mimo wszystko trochę się rozpogodził. - Ale ty pewnie wiesz, że nie mam złych zamiarów? Staram się planować tylko dobre rzeczy. - Nie umiał powstrzymać się od drobnej, niejednoznacznej uwagi.
Zaczął powoli przyzwyczajać się do całego gwaru. Do tej pory musiał wytężać zmysły, by usłyszeć dokładnie, co Alice do niego mówi. Gdyby dołożyć do tego poważne rozważenie jej słów - miejscami kończył na granicy irytacji, gdy słyszał w tle jakąś prowadzoną bez skrupułów rozmowę. Nie obchodzi mnie, co macie do powiedzenia. Większość mugoli jednak zwyczajnie brnęła przed siebie, nie rozglądając się nawet na boki. Czuł się pomiędzy nimi jak wędrujący w nieznane duch. A Alice... Cóż. Była jego przewodniczką.
- Nie planuję wpaść pod jeden z nich. Nie boję się samochodów, ale nie chciałbym takim czymś podróżować. Wolę chodzić na piechotę, jakby nie patrzeć. Wtedy można zobaczyć o wiele więcej. Zdarza mi się przemierzać typowo mugolskie dzielnice. Cóż, mam nawet mugolskie sąsiadki, mieszkają w pobliżu, najzwyczajniej w świecie. Trudno sobie wyobrazić bardziej wścibskie osoby. Niby większość mugoli się spieszy, a one i tak przez większą część czasu wyglądają przez okno - przyznał z lekkim rozbawieniem, przywołując tę sytuację. Co najdziwniejsze, gdy dotąd je wspominał, nie czuł niczego poza zdenerwowaniem. - I dziwią się z powodu Krebsa. Mugole nie używają sów?
Przecież sowy były najlepszym środkiem przenoszenia korespondencji. Co prawda czasem wrednym, mogącym zapaskudzić tobie i adresatowi biurko, ale mimo wszystko niezawodnym. Zawsze docierały do określonych osób, wykonywały swój obowiązek niezwykle sumiennie. Poza tym, były inteligentne i każda z nich miała wyjątkowy charakter. Choć czasem tego żałował, bo jego Krebs był zdecydowanie za bardzo humorzastym zwierzęciem.
- Naprawdę jest ze mną aż tak źle? - zapytał, tym razem wyłącznie już rozbawiony. - Spódnicy nie założę. Chyba, że mugole mają całkiem inne zwyczaje, o których jeszcze nie mam pojęcia.
Świetnie. On w babskich ciuchach! Pani Daniela od razu. Jego brat w tym momencie umarłby ze śmiechu (poniekąd dobra metoda, gdyby chciał się go pozbyć raz na zawsze). Przez chwilę się zamyślił, a potem spojrzał na Alice ponownie:
- Chętnie dowiem się wszystkiego, co mogłoby mi się przydać. Tyle, że nie chcę jednocześnie zabierać zbyt dużo twojego czasu. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mają różne zajęcia.
Zwolnił nieco kroku.
- Nie chcę cię zatrzymywać, ale w razie czego ja mam czas. Na wszystko - postanowił dodać.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   02.10.15 11:08

Alice nie była złośliwa, a już na pewno nie w tym momencie. Po prostu cała sytuacja w niektórych momentach wydawała jej się zabawna. Przypuszczała, że z racji obecnej pracy jeszcze wiele razy będzie musiała komuś tłumaczyć, jak zachowywać się w świecie mugoli, i że pewnie nie raz będzie to zabawne. Choć bardziej irytujące sytuacje na pewno też się trafią, kiedy ktoś okaże się wybitnie uparty i oporny na przyswajanie informacji.
Z Danielem póki co dobrze jej się współpracowało. Sama była go bardzo ciekawa, i też się zastanawiała, jak mogłaby się potoczyć ich znajomość. Jeśli oczywiście mężczyzna będzie chciał dalszego kontaktu i nie urwie znajomości po tym, jak dowie się od niej wszystkiego, czego chciał. Byłaby wręcz rozczarowana, gdyby tak zrobił, bo jednak nie miała zbyt wielu znajomych po powrocie do Anglii, a nie chciała być tak samotna. Poza tym, lubiła towarzystwo mężczyzn, szczególnie starszych.
- Po prostu najlepiej sprawiać wrażenie, że robi się coś konkretnego – rzekła, po czym zapytała: – Naprawdę lubisz mugolskie książki?
Cóż, rzadko który czarodziej lubił mugolską literaturę. Alice ją uwielbiała, także z tego względu, że czarodzieje mieli bardzo niewiele literatury rozrywkowej, zupełnie jakby ich czytelnictwo ograniczało się głównie do pogłębiania wiedzy z rozmaitych dziedzin magii. A Alice nigdy nie należała do najpilniejszych uczennic i teraz, kiedy była już ładnych kilka lat po ukończeniu szkoły, wolała sięgać po książki w celu rozrywkowym. O co łatwiej było w świecie mugoli. Szczególnie chętnie czytała kryminały, jako że rzewne romansidła niezmiernie ją nudziły. Przywiozła sobie trochę książek z Ameryki, choć i tutaj zdążyła kupić już kilka. Przez chwilę więc dyskutowali o swoich upodobaniach; Alice wymieniła mu swoje ulubione gatunki i autorów, nie przejmując się tym, że jak na młodą kobietę, jej gust jest dość nietypowy.
Była przyzwyczajona do poruszania się w tego typu miejscach; Nowy Jork, gdzie mieszkała przez ostatnich kilka lat, był naprawdę dużym, tłocznym miastem. Ale zdawała sobie sprawę, że wielu brytyjskich czarodziejów dorastało w izolacji, z dala od dużych miast i z tego względu nie byli przyzwyczajeni do życia w nich.
- Gdzie ty się właściwie chowałeś? Jesteś w Londynie od niedawna? – zapytała, widząc, jak stopniowo rzeczywiście się rozluźniał. – A podróżowanie samochodem naprawdę nie jest tak straszne, jak myślisz. Jeśli chcesz, mogę cię zabrać na jakąś małą przejażdżkę, byś zobaczył, jak to jest. Spacer jest dobry, kiedy chce się dotrzeć do niezbyt odległego celu, ale kiedy chcę pojechać gdzieś za miasto, na przykład nad morze... Cóż, wtedy jakiś środek lokomocji staje się bardzo przydatny.
Szli dalej, wciąż mijając sklepy i rozmawiających mugoli.
- Nie, ależ skąd – odpowiedziała na pytanie o sowy. – Mugole wysyłają listy w tradycyjny sposób, to znaczy, pocztą. Oczywiście trwa to dłużej niż w przypadku użycia sowy. Choć coraz większą popularnością cieszą się telefony – zamyśliła się, myśląc, jak w najprostszy sposób opisać działanie tego urządzenia. – To taki przyrząd, który służy mugolom do rozmawiania na duże odległości.
Nie było z nim aż tak źle. Ale jednak wolała się upewnić, że otrzyma dobre instrukcje, bo skąd mogła wiedzieć, co mu przyjdzie do głowy, kiedy wejdzie do mugolskiego sklepu i pogubi się w zawiłościach szybko zmieniającej się pozamagicznej mody?
- Nie zabierasz mi czasu, i tak nie miałam na dzisiaj żadnych pilnych planów – powiedziała szybko. – Możemy łazić po mieście nawet cały dzień. I tak pewnie spędziłabym go w taki sposób, a teraz przynajmniej mam towarzystwo.
Gdy powiedział, że ma czas na wszystko, uśmiechnęła się nieco szerzej. Może po zakończeniu wstępnego wprowadzania go w zawiłości życia mugoli, powinna zaproponować mu pójście do jakiejś knajpy?


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   03.10.15 0:01

- Lubię. - Skinął głową w geście potwierdzenia. - Już od dawna zdarzało mi się czytać. Nie ukrywam, że była to głównie klasyka, ale niektóre wspołczesne dzieła też są ciekawe. Odnoszę wrażenie, że teraz twórcy wprowadzają do dzieł coraz śmielsze tematy. U nas by to nie przeszło.
Franz Kafka. Albert Camus. Nawet sam George Orwell, którego zwierzęta nie umiały rozróżnić człowieka od świni. W okraszonych metaforami opowieściach dobitnie pokazywali prawdę na temat dzisiejszego świata. Nie bali się wytykać wad, nie bali się szokować, w swoich parabolicznych wizjach balansując niekiedy na granicy samego absurdu. Daniel chętnie wczytywał się w dzieła złożone i niejednoznaczne, z których mógł sam wyciągnąć określone wnioski. Musiał przyznać jedno - odnajdywał w nich poniekąd samego siebie. Kiedy siadał i zanurzał się w czytanych po kolei zdaniach, jego umysł wchodził na wyższe płaszczyzny świadomości, doświadczał oraz uświadamiał sobie całkiem nowe rzeczy. Tak. Niewątpliwie mugole potrafili pisać dobre dzieła, choć mnóstwo też było wśród nich chłamu. Jak zresztą wszędzie, co się dziwić. Na deszczowe popołudnie dobrze było sięgnąć po kryminał, jaki dało się przeczytać spokojnie w ciągu kilku spędzonych na kanapie godzin. W samotności, kiedy nikt nie przeszkadzał, a jedynym słyszalnym dźwiękiem był ruch nieustannie przesuwających się wskazówek wiszącego na ścianie zegara.
- Jestem Niemcem, Alice - odpowiedział, jakby było to coś oczywistego. - Większą część swojego życia spędziłem w Düsseldorfie. Londyn jednak znam od dawna i zdążyłem poznać większość jego zakątków. Przynajmniej jeśli chodzi o magiczną stronę miasta.
Krueger. To brzmiało twardo, wymawiało się z przegłosem, który w dobie angielskiego alfabetu zatracił normalny wygląd umlautu. Tak było wygodniej, nie będzie przecież cały czas tłumaczył, że należy nad "u" domalować kropeczki. Nie wstydził się swojego pochodzenia, choć wiedział, że w dzisiejszych czasach jego państwo ciągle burzyło ludziom spokój. Ale Niemcy to coś więcej niż brunatne koszule, niemieccy czarodzieje a mugole - zupełnie inna sprawa. Chyba nie trzeba było o tym powtarzać.
- A ty skąd jesteś? - zapytał. Doszedł do wniosku, że naprawdę niewiele wie na temat Alice. Nawet nie miał pojęcia, skąd pochodziła. Mógł jedynie założyć, że podobnie jak zdecydowana większość czarodziejów, uczęszczała do Hogwartu.
- Nie myślę że jest straszne, co najwyżej odpychające. Siedzieć w jednym miejscu... nie. Jak wewnątrz zamkniętego, ciasnego pomieszczenia. Teleportacja jest zdecydowanie lepsza. Jeśli już, wybierałbym pociąg. Tam przynajmniej można się przejść, jeśli chce się podziwiać widoki. Mimo wszystko nie musimy postępować tak jak oni.
Mieli magię, która ułatwiała wiele. Oczywiście, że chciał dobrze poznać mugoli, ale części rzeczy nie miał ochoty wcale przyswajać. Jedną z nich był samochód. Po co się fatygować, skoro... Poza tym w ogóle nie wiedział siebie, siedzącego obok Alice wewnątrz jednego z tych diabelskich wytworów techniki. Jako czarodzieje mogli sobie pozwolić na znacznie więcej. Ograniczenia praktycznie dla nich nie istniały. Pominąć należy też kwestię, że zwyczajnie trochę się bał nowych rzeczy. Chętnie je przyjmował, ale równocześnie zdawał sobie sprawę, że podczas pierwszej podróży samochodem bardzo łatwo zrobić coś głupiego. Co mogłoby go w zupełności przekreślić nie tyle w oczach Alice, co nawet we własnych. O nie. On mimo wszystko wolał stać sobie z boku, na swoim cudownym stanowisku obserwatora.
- W takim razie kto im to roznosi? Ale trochę im się nie dziwię. Sowy potrafią być wredne - przyznał, nieco już rozpogodzony. - Słucham? - zdziwił się. - Chcesz mi wmówić, że oni rozmawiają za pomocą felietonów? Piszą cały czas do tych swoich gazet? Specjalne urządzenia? To niedorzeczne, skoro na rzecz tego zrezygnowali z pisania listów.
Zawsze wiedział, że mugole są dość dziwaczni, ale z opowieści Alice zaczynali przechodzić samych siebie. Dobre sobie, stwierdził sam przed sobą w myślach, nadal nie kryjąc zdziwienia poznanym przed chwilą faktem.
- Cieszy mnie to. Bo widzisz, lubię mieć wszystko jasne. - Uśmiechnął się.
Mógłby z nią obejść cały Londyn wzdłuż i wszerz i był pewien, że na pewno by się nie nudził. Nie to co samotnie, kiedy szukał nowinek do artykułów, niejednokrotnie wracając z pustymi rękami. I mnóstwem negatywnej energii w postaci rozgoryczenia. Życie dziennikarza nie było wcale takie kolorowe, jak ktoś mógłby sobie wyobrażać.
- Cóż - zaczął. - Może najpierw mi opowiedz, czego nie powinienem nosić, bo trochę mnie przestraszyła ta wizja, gdybym poszedł gdzieś ubrany jak kobieta - dodał, nadal nie rezygnując z uśmiechu.
W jednym z jego oczu pojawił się błysk. 
- W takim razie, czy jest jakieś inne ciekawe miejsce, w którym uważasz, że powinniśmy się znaleźć?  
Panie K., pan ostatnio przechodzi sam siebie - miał ochotę wybuchnąć śmiechem na tyle głośnym, by usłyszeli go wszyscy znajdujący się w tłumie mugole. 
Tak, to był flirt. To był flirt jak jasna cholera. Zupełnie niejednoznaczna wypowiedź - kto chciał, mógł się doszukać podtekstów. Wpatrywał się w Alice, wyszukując choć najmniejszego gestu. Targnięty przez własne emocje, na tyle silne, że nie rozważał nawet opcji, by teraz odwróciła się od niego i uciekła. Druga część umysłu błądziła, poddana rozważaniom co by było gdyby.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape



Ostatnio zmieniony przez Daniel Krueger dnia 04.10.15 21:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   03.10.15 19:24

Alice za sprawą swojego ojca od dzieciństwa miała bardzo dużo do czynienia z mugolską literaturą, zarówno tymi starszymi, jak i nowszymi pozycjami, choć bardziej wolała literaturę współczesną, bliższą czasom i realiom, w których żyła i łatwiejszą w odbiorze, co przy czytaniu dla rozrywki i rozluźnienia po powrocie z pracy było bardzo przydatne.
- U was niewiele rzeczy by przeszło. Jesteście raczej... mało otwarci na nowości – zauważyła. Już pomijając fakt, że zawsze niezmiernie ją dziwiło, ale i trochę przerażało, że w Anglii czarodzieje praktycznie nie mieli literatury rozrywkowej. Zupełnie, jakby całe życie tylko się uczyli. Straszne. – To dobrze, że autorzy nie boją się poruszać takich tematów. To bardzo ciekawe. I... to znak, że rzeczywiście wkraczamy w nowe czasy, że pewne rzeczy stają się coraz bardziej powszechne.
Alice była otwarta na postęp i ciekawa, w jakim kierunku się on potoczy, więc przyjmowała to z entuzjazmem, nie strachem.
- Tak właśnie zauważyłam, że masz nieco inny akcent – powiedziała. Jej własny akcent też nie był brytyjski, a zdecydowanie amerykański. – Co w takim razie sprowadziło cię do Anglii, tak daleko od rodzinnego kraju?
Była ciekawa; w końcu, chociaż to było ich drugie spotkanie, nie wiedziała zbyt wiele o jego przeszłości. Ponadto, nie oceniała go ani nie skreślała tylko na podstawie kraju, w jakim przyszedł na świat. W Ameryce miała dużo do czynienia z ludźmi różnych narodowości, ponadto zdawała sobie sprawę, że w minionych trudnych czasach doszło do różnych okropnych wydarzeń po obu stronach konfliktu. Jej pobratymcy z pewnością także nie byli całkowicie bez winy.
- Właściwie u mnie to nieco bardziej skomplikowane. Mój ojciec jest pół Brytyjczykiem, pół Amerykaninem. Moja matka była Brytyjką, ale nigdy jej nie poznałam. Urodziłam się w Nowym Jorku i spędzałam czas albo tam, albo w Anglii, zależnie gdzie akurat z racji swojej pracy przebywał ojciec. Pracował w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów i był łącznikiem między brytyjskim i amerykańskim ministerstwem. Wierzył, że moja matka kiedyś do niego wróci, dlatego zdecydował się związać swoje życie zawodowe z tutejszym ministerstwem i wysłać mnie do Hogwartu zamiast do szkoły w Ameryce, chociaż spędzałam tam sporą część każdych wakacji, razem z rodziną ojca – opowiedziała. Zawsze miała to ojcu za złe, że zamiast na stałe przenieść się do Stanów i posłać ją do tamtejszej szkoły zamiast do konserwatywnego Hogwartu, wciąż tak bardzo kochał kobietę, która ich nie chciała, która bez wahania zostawiła swoją nowo narodzoną córkę z ojcem i zniknęła bez słowa. – Szczerze mówiąc, nigdy nie udało mi się odnaleźć w Hogwarcie. Czułam się tam jak w klatce. Za bardzo tęskniłam za tym życiem w rozjazdach, za podróżowaniem i za wolnością, jaką dawał mi świat mugoli. Zaraz po skończeniu szkoły wyjechałam do Ameryki, a w Anglii pojawiłam się z powrotem może... miesiąc temu?
Gdyby nie Glaucus, nie wróciłaby tutaj. A gdyby nie pogorszenie się stanu jej ojca, o czym dowiedziała się już na miejscu, pewnie po rozstaniu z Traversem znowu zdecydowałaby się na powrót do Nowego Jorku.
- Za to samochód daje większą niezależność. Nie trzeba być zdanym na rozkład jazdy, po prostu wsiadam i jadę – powiedziała. – Teleportacja jest szybka i korzystam z niej, gdy zależy mi na czasie, ale... To nie sprawia takiej przyjemności.
Ponadto, zawsze bała się rozszczepienia. Kiedyś je przeżyła, na szczęście lekkie i niegroźne, ale wiedziała, że zdarzały się dużo gorsze przypadki.
Kiedy usłyszała jego przejęzyczenie, znowu zaczęła chichotać.
- Nie, nie felietony – sprostowała szybko. – Telefony – wymówiła nazwę powoli i wyraźnie, tak żeby mimo jej akcentu dobrze ją zrozumiał, po czym dokładniej wyjaśniła mu, na czym to wszystko polegało i dlaczego był to szybszy sposób przekazywania wiadomości niż list.
Ona też mogłaby z nim tak łazić cały dzień. Dla niej nie był to kłopot, a rozrywka, urozmaicenie. Ciekawiej chodziło się z kimś niż samotnie. Tym bardziej, że Daniel i jego niewiedza w niektórych kwestiach tak ją ubawiły. Opowiadała mu jednak dalej o mugolskiej modzie, zwyczajach, rozrywkach, cierpliwie odpowiadając na wszystkie pytania.
Wyczuła, że mógł z nią flirtować, ale w zasadzie nie miała nic przeciwko. Glaucus i tak ją zostawił, wybrał zobowiązania wobec rodziny. Była sama, wolna, nie musiała już obiecywać sobie, że się zmieni i stanie wierna jednej osobie. Niejako wróciła do punktu wyjścia. Jednak nie dawała po sobie nic poznać. Uśmiechnęła się jedynie lekko.
- Możemy przejść się po mieście – zaproponowała. – A na koniec... Może wpadniemy do jakiejś miłej knajpki, gdzie pokażę ci jakieś ciekawe mugolskie przysmaki? W sam raz na zakończenie tego jakże interesującego dnia.
Przeszli już sporą część domu towarowego, przez cały czas rozmawiając. Alice od czasu do czasu podchodziła do jakichś sklepowych witryn, dyskretnie pokazując mężczyźnie różne rzeczy i objaśniając ich zastosowanie.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   05.10.15 22:39

Przekrzywił odrobinę głowę i przygryzł wargę, sprawiając wrażenie zamyślonego. Przez cały czas wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, lecz odezwał się dopiero, gdy Alice skończyła swoją wypowiedź. Nigdy nie miał w zwyczaju przerywać ludziom, choć momentami ciągnęło go bardzo, by wtrącić się między zdania swojej towarzyszki.
- Mówisz u was - zaznaczył - Ale czy i ty nie należysz do społeczności czarodziejów? Bez względu na zainteresowania, temu nie da się zaprzeczyć.
Poza tym zgadzał się z nią w zupełności. Literatura, ba, nie tylko ona - ogółem cała szeroko pojęta sztuka, przechodziły obecnie szereg przemian. Zrezygnowano z jednego kanonu epoki, równolegle do siebie powstawały dzieła traktujące o różnych tematykach. Wszystko stawało się wolne. W malarstwie kładziono nacisk na uwidocznienie emocji twórcy; surrealiści szokowali ujęciem sennych wizji, mieszając występujące w rzeczywistości elementy w zupełnie nowe połączenia. Świat czarodziejów zaś wciąż stał niczym opoka, oparty na wiecznie tych samych konwenansach. Sztywnych i przestarzałych, które uniemożliwiały rozwój. Już czas najwyższy, chciałoby się powiedzieć. Czas najwyższy, by coś z tym zrobić.
- Powiedzmy, że szukałem szczęścia - odparł z uśmiechem, co poniekąd było prawdą. Prawdą ukrytą w kłamstwie, ale przecież nie będzie jej opowiadał, jak to z dość majętnego przedsiębiorcy w krótkiej chwili przemienił się w ulicznego żebraka. Jak miał dość rodzinnego miasta, gdzie wszyscy wytykali go palcami. Jak rozpoczął nowe życie i zaczął pracować dla Proroka. Kogo by to obchodziło? Nawet jej dobrze nie znał.
- To... interesujące - stwierdził, kiedy już wysłuchał opowieści kobiety. - Naprawdę. Jeszcze nigdy nie spotkałem osoby zza Oceanu. W końcu nie da się ukryć, że żyją we własnym, wyizolowanym świecie.
Szczerze mówiąc, trochę zszokowało go, że w kilku zdaniach opowiedziała mu dużą część swojej przeszłości. O ile nie kłamała, ale nie sądził, by miała jakiś cel w zmyślaniu takiej historii. Zrobiło mu się nawet przez moment przykro, gdy uświadomił sobie, że Alice zapewne w ogóle nie znała matki. Wspomniał odruchowo o własnej, przywołując w pamięci obraz zmęczonej pracą, lecz wciąż uśmiechniętej kobiety. Dwanaście pięknych lat. I wciąż za nie dziękował - nie wyobrażałby sobie życia bez matki. Gdyby nie jej wsparcie, nie wiadomo, co by się z nim dzisiaj działo.
- Poniekąd jedno nas łączy - postanowił dodać. - Ty jesteś w jednej czwartej Amerykanką, ja zaś w połowie Brytyjczykiem. Biorąc pod uwagę pochodzenie, oczywiście. Zdarzało mi się bywać tutaj, dlatego nie miałem większych problemów z dostosowaniem się.
Kolejna informacja również wywarła na nim wrażenie:
- Sądziłem, że Hogwart jest dość tolerancyjną szkołą, gdzie każdy może się odnaleźć. Macie te swoje domy i przyjmujecie osoby urodzone wśród mugoli. Ale nauka w szkole nie jest taka zła. Można zawrzeć znajomości i rozwijać zainteresowania w określonej dziedzinie magii. - W sumie i tak zaczął wyciągać wnioski, że Alice czuła się pewniej wśród niemagicznego świata. To dziwne. Nie dawało mu spokoju, bo jak to, czarownica - mimo wszystko czarownica i rezygnuje ze swojego otoczenia? Nie potrafił tego pojąć.
- Rozumiem. Czyli dopiero niedawno wróciłaś. Stęskniłaś się za piękną, deszczową wyspą? - Mógł zabrzmieć nieco ironicznie, choć powiedział to raczej w żartobliwym kontekście. Nie miał nic do Brytyjczyków, no, może poza tym posiadaniem na wszystko czasu, w tym zasady, że zawsze jest pora na herbatkę i jakiejś ogólnej niekonsekwencji w działaniach. Nie wszyscy tacy byli, rzecz jasna, ale niektóre rzeczy zdążyły zagościć na stałe wśród jego poglądów.
- Yhm. - Odparł, nadal nie umiejąc zaaprobować jej rozbawienia. Jego sztywniacka natura w takich chwilach zabierała niemal pełnię głosu. - W takim razie telefon. Niech i tak będzie.
Dalszą część już zrozumiał, albo przynajmniej próbował pojąć na swój sposób. Przebywając z Alice był zasypywany gradem informacji, jednak wcale na to nie narzekał - cieszyło go, że opowiada wszystko z taką pasją i próbuje mu przybliżyć nieco obraz niemagicznego świata. Starał się jej odpłacić byciem pojętnym uczniem, co nie zawsze mu wychodziło, ponieważ z niektórymi rzeczami się po prostu nie zgadzał. Albo ich nie rozumiał, źle usłyszał - cóż, zdarzały się różne rzeczy. Dobrze, że się do niego nie zraziła, chociaż zastanawiał się... Co z podjęciem tematu? Tak, chciał do niej jakoś zagadnąć, mógł się wzbraniać, szukać tysiąca wymówek, ale taka już była jego natura. Osoba Alice wciąż pozostawała mu niewiadomą, teraz gorączkowo zastanawiał się, co może o nim sądzić. Czy będzie chciała go spławić? Zobaczy. W razie czego postanowił nie być specjalnie nachalny. Przywdziać zwyczajną, międzyludzką neutralność i zobaczyć, co wyniknie z ich dalszych rozmów.
- Dobry pomysł -powiedział, mając nadzieję, że to co mugolskie będzie również oznaczać zjadliwe.
Gdy już zdążyli obejść najważniejszą część wystaw, zdecydował się zapytać:
- To jak? Idziemy? - Jego kąciki ust uniosły się w przyjaznym uśmiechu. - Tylko żadnych numerów z samochodami. Za nic bym do tego nie wsiadł.
Tak czy inaczej, wychodzili właśnie z domu towarowego. Zdawało się jednak, że nie będzie to wcale koniec ich spotkania.

z/t




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth http://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 http://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   31.03.16 23:22

/Myślę, że to będzie 1 grudnia

Była emocjonalnie rozbita.
Kiedy pustka wyżarła w niej dostatecznie dużą wyrwę, przestała rozpatrywać swój los przez pryzmat wielkiej szkody, bo nie poniosła żadnej. Jedynym problemem były sińce na nadgarstkach i opuchnięty policzek, który za cholerę nie chciał wrócić do naturalnego stanu. Siała jednak odpowiednie kłamstwo, wszak bez skrupułów mówiła, że to magiczny pojedynek, starcie z kolejnym czarnoksiężnikiem, ale kiedy pytali o nazwisko - milczała. Nie była aż tak doskonała w mijaniu się z prawdą, więc nawet w stosunku do ojca obawiała się, że ta wyjdzie na jaw. To mogło się stać, najzwyczajniej w świecie, bo taka była kolej rzeczy, ale Ollivander? Zawzięcie wierzyła, że wszyscy łykną jak pelikany, że wyjechała na akcję, bo została o to poproszona. Tymczasem tkwiła w jednym z mugolskich hoteli, bo tylko tutaj nie wzbudzała podejrzeń, a bez swój różdżki była zupełnie nieszkodliwa. Można byłoby zapytać - Lady, dlaczego nie masz jedynego narzędzia, które obroni cię przed każdym? - odpowiedź była jedna. Nie przypominała już Katyi, którą znali wszyscy, bo dzięki metamorfomagicznym zdolnościom, stała się wysoką, smukłą brunetką o dość nietypowej urodzie, która mogła charakteryzować latynoski. Nawet kolor skóry był znacząco różny od bladości jaką ją odznaczała i kontrastowała z rudością długich pukli, po których nie było już śladu.
Dzisiaj coś się zmieniło. Musiała wrócić do naturalnej siebie, by znaleźć się w końcu w Ministerstwie i z drżącym sercem stawić się w biurze Aurorów, ale nie to jawiło się jako problematyczne. Wizja rychłego spotkania z byłym narzeczonym sprawiała, że serce uderzało zbyt szybko, bo nie potrzebowała kolejnego starcie, a jedyne co mu zostawiła na pamiątkę, to zapach słodkich perfum i pierścionek zaręczynowy. Miała powody, ogromne. Nie chciała się przed nikim tłumaczyć, a list do Percivala i tak wydawał jej się zbyt bezpośredni, choć czasu nie mogła już cofnąć. Zapewne korzystając ze zmieniacza, również by tego nie dokonała i dała wszystkiemu płynąć, tak jak teraz.
Harrods? Znała to miejsce doskonale, bo zawsze szwędała się wzdłuż budynku, gdy brakowało jej odwagi, by stawić się w odpowiednim miejsce, o odpowiedniej porze. Potrzebowała oddechu i swobody, bo w strachu i lęku nigdy nie będzie potrafiła przekroczyć progu budynku, w którym pracowała i bez reszty oddawała się stercie dokumentów. Od rana czuła jednak ból w klatce piersiowej, który był na tyle uciskający, że kilkukrotnie miała wrażenie, że jest w stanie udusić się kaszlem. Ten jak nieproszony gość nawiedzał ją w najmniej odpowiednich momentach i wzbudzał irytację i złość, że nie jest w stanie nic na niego poradzić, a wystarczyło zgłosić się do Adriena, który dałby odpowiedni eliksir, czyż nie?
Szła wolnym krokiem, a dłonie jak i zarówno nogi stawały się z każdą mijającą sekundą coraz cięższe. Nie miała w sobie za grosz siły, by nimi przesuwać po betonowych płytach, a kiedy tylko stanęła w jednym miejscu, dzieciaki biegnące przed siebie sprawiły, że po zderzeniu jej wątłego ciała z impetem, których ich tylko odbił od niej, a ją przewrócił, upadła na ziemię. Było niewielu przechodniów, którzy nie zwracali najmniejszej uwagi na dziewczynę, młodą kobietę, która straciła przytomność. Ollivander była wyczerpana stresem i nerwami, a jej choroba genetyczna odezwała się w najmniej oczekiwanym momencie. Moment upadku nie był dla niej bolesny, wszak uderzyła głową o beton i odpłynęła do zupełnie innej krainy, powoli przestając czuć swoje ciało, które bez łączności z umysłem nawet nie drgnęło.
Umieranie w końcu nie boli, prawda?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   01.04.16 23:45

Wrócił do pracy. Długo zbierał się w sobie, ale jakiś czas temu poczuł, że powinien wreszcie stanąć na nogach. Nie mógł załamywać się, poddawać i kulić w kącie własnych zmartwień i nieszczęść, nie próbując nawet z tym walczyć. Niektórych spraw nie mógł naprawić, ale inne ciągle dawały mu na to szanse. Czas, to on był tutaj jego przeciwnikiem, ponieważ płynął nieubłaganie i żadna siła nie mogła nic z tym zrobić. Nie dało się go przekupić, zniszczyć lub jakoś na niego wpłynąć. Musiał jedynie mieć nadzieję, że zdąży go wyścignąć i dać mu solidny cios pod żebra, pokazując, że to on jest tutaj górą. W końcu rzecz toczyła się o życie jego matki, prawda? Zdusił w sobie poczucie straty, jakie towarzyszyło mu po ostatnim spotkaniu z Eileen. Pielęgnował natomiast nadzieję i siłę, którą podarowała mu Elsie - jego siostra. Wrócił więc do pracy, starając się patrzeć przed siebie odważnie. I choć czasem mu to nie wychodziło, choć czasem upadał i na nowo się podnosił. Czasami trwało to nieco dłużej i ciągle nie potrafił zdusić w sobie wielu negatywnych uczuć, jednak jakoś żył. Bo trzeba było żyć dalej, prawda?
Tego dnia miał w szpitalu nocną zmianę. Ostatnimi czasy pracował mniej, choć powoli ponownie wracał do swoich pracocholistycznych nawyków. Coś wisiało w powietrzu, lecz on nie do końca wiedział co, nieświadomie grając tak, jak zaplanowała to sobie jakaś siła wyższa. Z tego właśnie powodu tego wieczoru wybrał inną drogę niż zwykle. Doznał nagłego oświecenia, które podpowiedziało mu, że być może oto właśnie odkryje skrót, bądź nowe, ciekawe miejsce. Nie miał zwyczaju robić takich rzeczy, jednak ten dzień był wyjątkowy, inny niż wszystkie. Coś kierowało go właśnie tam, a on nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że to nie przypadek. I nagle, kiedy mijał dom towarowy Harrods (w którym, notabene, nigdy nie był) z oddali ujrzał coś, co wzbudziło jego zainteresowanie. Wytężył wzrok, czując ukłucie niepewności w sercu. Im jednak był bliżej, tym więcej rozumiał i dobitniej zdawał sobie sprawę z tego, że nie pomylił się.
Na ziemi leżał człowiek, a ludzie mijali go obojętnie.
Jakże świat był okrutny. Ktoś cierpiał, być może umierał, a jedynie nieliczni przystawali, nieco zaniepokojeni tym zdarzeniem. Alan nie miał jednak czasu na zastanawianie się. Jego krok stawał się coraz szybszy, w moment przeistaczając się w bieg. Przepychając się pomiędzy powoli gromadzącymi się ludźmi, krzyczał, aby go przepuścili. I wtedy doskoczył do nieprzytomnej dziewczyny, ostrożnie przewracając ją do bezpiecznej pozycji. Sprawdził czy oddycha, zbadał puls i obejrzał ją powierzchownie. Tłum przeszkadzał, a warunki nie były dobre do pracy. Spróbował ją ocucić, jednak niewiele to dało. Zaklął cicho pod nosem, przeganiając gapiów, po czym wyjął z kieszeni różdżkę i uniósł ją w górę.
- Medico - słowa wyleciały z jego ust, zaś z różdżki wystrzelił snop iskier. Pogotowie magiczne zjawiało się bardzo szybko. Zwłaszcza, że do szpitala nie było wcale daleko. Przeklął pod nosem, złoszcząc się na to, że nie potrafił teleportować siebie i kogoś. Już po chwili obydwoje byli w szpitalu.

zt x 2


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   23.04.16 14:26

Para nr 2

W mroźny grudniowy poranek Charlie wraz z mamą przyszli po materiały do Domu Towarowego. Chłopczyk niespecjalnie uważał  i nawet nie zauważył, kiedy wyślizgnęła mu się dłoń mamy. Krzyczał głośno, szukając jej w tłumie ludzi, który z każdą kolejną minutą się powiększał. Ktoś go potrącił, zabierając malutką sakiewkę, przeznaczoną na gorącą czekoladę po zakupach. Krzyk nabierał na sile, ale nikt z tłumu nie chciał mu pomóc. Co próbował wstać, ktoś ponownie go szturchał i Charlie znów lądował boleśnie na brudnej podłodze domu towarowego. Rosalie zauważyła chłopczyka. Czy mu pomoże?

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!




Powrót do góry Go down
 

Dom towarowy Harrods

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17