Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Dom towarowy Harrods

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Dom towarowy Harrods   02.05.15 2:30

First topic message reminder :

Dom towarowy Harrods

Harrods to jeden z najbardziej znanych, luksusowych domów towarowych w Londynie. Pomimo otwarcia niecałą dekadę temu, właścicielom udało się nadać mu sławę także poza terenem granic Anglii. Wnętrze wciąż się rozwija, powstają nowe sekcje, które warto odwiedzić, lecz nie należy zapominać także o tych popularniejszych jak Food Hall. Szczególnie liczne tłumy można zaobserwować w okresie przed bożonarodzeniowym; w tym czasie budynek oświetlony jest milionami światełek, wyróżniających go na tle rozświetlonych ulic. Niesamowite wystawy przyciągają klientów, którzy we wnętrzach sklepów, przy akompaniamencie delikatnej muzyki oddają się zakupowemu szaleństwu. Dom towarowy Harrods jest jednym z przykładów, że nawet w mugolskim świecie można znaleźć odrobinę magii.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   23.04.16 22:27

Dzisiejszego poranka mama oznajmiła, że zabierze mnie ze sobą na zakupy, na co się ucieszyłem. Może uda mi się poprosić mamę o jakieś słodycze? Albo o jakąś nową książkę, lub co lepsze - kolejny smoczy strój. Oczywiście grzecznie w domu się zachowywałem i zjadłem posłusznie jakieś kanapki z zielenią, która wystrojowo nie przypadła mi do gustu. No ale - oboje bylismy gotowi na zakupowe szaleństwo i zaraz zjawiliśmy się w ogromnym budynku pełnego wszelkich sklepów. I lodziarń, i wszystkiego innego, co dusza pragnęła. Mama mnie upomniała, abym trzymał jej rączkę co bym się zgubił i tak początkowo było. Szedłem koło niej zerkając ukradkiem na przeróżne rzeczy będące w szybie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Chciałem podejść, zbadać je, założyć na siebie, a potem pójść na lody. Tak, to był genialny plan, lecz mama oddalała mnie od lodów i zatrzymaliśmy się w jednym sklepie. Wtedy ją musiałem puścić, bo mama zaczęła oglądać jakieś nowe tkaniny, czy jak to ona nazywa, a ja sobie podszedłem do sklepu naprzeciw - sklep z zabawkami. Chwilę - a przynajmniej według mojej skali czasowej - pobyłem bawiąc się pluszakami i zerknąłem w stronę sklepu, gdzie powinna być mama. Powinna, ale jej nie było. Czyżby już sobie poszła? Beze mnie?
- Mamo!- zacząłem ją wołać, lecz bez większych dla mnie korzyści. Nigdzie w tym sklepie jej nie było, więc zacząłem chodzić po korytarzu. - Mamo!.... Maaaaamo!- zacząłem ją coraz natarczywiej i głośniej wołać, ale byłem szturchany przez tłum ludzi, przez który próbowałem się przedzierać. Gdzieś poczułem ludzką dłoń w okolicach mojej kieszeni, ale nie zainteresowałem się dlaczego, bo cięgle szukałem mamy. Upadłem na podłogę, więc spróbowałem wstać, lecz nikt nie pomagał. Zamiast stanąć na nogi, z większym bólem wylądowałem na posadzce, a moja głowa była schowana w tłumie, która deptała dosłownie obok mnie.
- MAAAAAMMMOOO!- zawołałem z całej mojej siły mając nadzieję, że zaraz się zmaterializuje i zabierze mnie z tego tłumu. Mamo, gdzie jesteś? Chciało mi się płakać z bezradności, lecz powstrzymywałem łzy, które chciały wypłynąć z moich oczu. Mężczyźni nie płaczą - słyszę w moich myślach. Tata podobno nie płakał, więc i ja też nie mogłem płakać. Musiałem być dzielny, jak on.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   24.04.16 11:21

Wybrałam się dzisiejszego dnia na zakupy. Ubrania przecież same się nie kupią, a nie wyślę skrzatów czy służby, aby zrobili to za mnie, bo suknia musi być wymierzona idealnie, a nie na około. Wstąpiłam więc do domu towarowego szukając jakiś nowych, ciekawych sklepów. Dawno mnie tu nie było i może coś się zmieniło, ale z tego co widziałam, żadnych ciekawych miejsc nie przybyło. No cóż, najwyżej wstąpię jeszcze na Pokątną albo w inną część Londynu.
Szłam rozglądając się na boki, minęłam lodziarnie, zaraz niedaleko była pasmanteria a obok sklep z zabawkami. Nic co by mnie interesowało. I już miałam iść dalej, kiedy usłyszałam krzyki chłopca wołającego mamę. Przystanęłam i zaczęłam się rozglądać. Zauważyłam go w momencie, kiedy upadał na tyłek na posadzkę.
- Przecież ci ludzie go zaraz stratują - powiedziałam do siebie.
Ruszyłam szybko w tamtym kierunku. Dziwiło mnie, że czarodzieje widząc małego chłopca na ziemi kompletnie nie zareagowali. Aż się we mnie zagotowało ze złości. Zaczęłam się przepychać między nimi, a oni jak na złość nie chcieli ustąpić mi miejsca.
- Proszę się posunąć, chcę przejść! - krzyknęłam w końcu machając dłonią z rodowym pierścionkiem zaręczynowym Blacków na palcu, a ci którzy go zobaczyli, uciekli gdzieś na boki.
Takim oto sposobem pojawiłam się obok dzieciaka. Kucnęłam przy nim i chwyciłam go za ramiona, pomagając mu wstać, a kiedy już stał, spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Co się stało? Gdzie twoja mama? - zapytałam.
Pewnie maluch się zgubił, a jego matka biega teraz po sklepie w poszukiwaniu swojego dziecka. Jak już go znajdzie, powinna go surowo skarcić za oddalanie się, nie wiadomo co mogło mu się stać. Dobrze, że skończyło się tylko na wywróceniu. Mogli go uderzyć w głowę, porwać, cokolwiek.
- Nic ci nie jest? Boli cię coś? - dopytałam jeszcze, cały czas przed nim kucając. - Jak masz na imię, chłopcze?





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli


Ostatnio zmieniony przez Rosalie Yaxley dnia 24.04.16 12:27, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   24.04.16 11:45

Wszędzie widziałem obcych ludzi, którzy nie zerkali na mnie, tylko szli w swoją stronę. Co gorsza - żaden z nich to nie była moja mama. Szukałem jej wzrokiem siedząc na zimnej podłodze, gdy ktoś podszedł do mnie. Spojrzałem na nią nie wiedząc, że w oczach mam przerażenie. Nieznajoma pomogła mi wstać, a ja na chwilę wzrokiem obróciłem się, by poszukać mamy. Nadal nic. Spojrzałem na nieznajoma, która zaczęła zadawać mi pytania. Gdzie twoja mama? Nie wiem, zaginęła.
- Oglądała jakieś rzeczy i nagle zniknęła.- oznajmiłem zgodnie z prawdą zerkając w stronę sklepu, w którym miała być mama, ale jej tam nadal nie widziałem. Chciałem do mamy, a jej nie ma nigdzie. No gdzie ona się podziała?
- Charles, psze pani.- odpowiedziałem zgodnie z jej ostatnim pytaniem. Czy coś mnie bolało? Może trochę tyłek, ale najbardziej to bolał mnie fakt, że nie ma przy mnie mamy. Ale chyba nie musiałem tego tej pani mówić, skoro już o tym wie, prawda? Może pomoże mi znaleźć mamę? Tak bardzo teraz na nią liczyłem. Zacząłem rączką grzebać po kieszeni w poszukiwaniu portmonetki, którą miałem pokazywać obcym osobom, gdybym się zgubił. Tak mi mama mówiła, aby to robił. Lecz co gorsza - nie znalazłem owej portmonetki.
- Zgubiłem... ukradli mi...- powiedziawszy to już nie mogłem powstrzymać łez, które zaczęły mi powoli spływać po jasnym policzku. I jak teraz wrócę do mamy?





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   24.04.16 12:26

Więc się zgubił. Czyli miałam rację. Musiał odejść za daleko i teraz nie mógł wrócić. A biedna kobieta pewnie odchodziła od zmysłów gdzież to znajduje się jej synek. Kiedy zaczął szukać czegoś po kieszeniach, obserwowałam go uważnie. Nagle łzy pociekły mi po policzkach, kiedy zaczął mówić, że mu coś ukradli.
- Oh, Charlie, nie płacz - jęknęłam wycierając jego łzy swoimi palcami.
Nie wiedziałam co miałam zrobić, chłopiec mi tu płakał, a ja nawet nie wiedziałam od czego zacząć. Rozejrzałam się, może powinniśmy poprosić o pomoc obsługę tego budynku. Zwróciłam się ponownie do niego, pocierając policzki.
- No już, głowa do góry. Pomogę ci znaleźć mamę. Pójdziemy poprosić strażników o pomoc, powiedz mi tylko jak twoja mama ma na nazwisko i co dzisiaj miała na siebie ubrane, dobrze? - zapytałam. - Daj rękę.
Chwyciłam go mocno, aby mi się nie zgubił ponownie. Szliśmy w miarę szybko, po drodze słuchałam jak opowiadał mi o swojej matce, a potem powtórzyłam to wszystko strażnikom. Ci obiecali zrobić wszystko, aby znaleźć opiekunkę Charliego, a ja postanowiłam zabrać go w tym czasie na coś słodkiego, ot tak, na poprawę humoru.
- Zaczekamy w lodziarni na twoją mamę, dobrze? Na pewno zaraz po ciebie przyjdzie - uśmiechnęłam się do niego, wpuszczając go do środka.
Zamówiliśmy lody, pozwoliłam mu wybrać jakie sobie chciał. Miałam nadzieję, że to chociaż trochę poprawi mu humor i umili czas oczekiwania. Nie bardzo wiedziałam o czym mam z takim chłopcem rozmawiać. Nie miałam zbytniego kontaktu z małymi dziećmi, a te zapłakane oczy trochę mnie przerażały. Starałam się jednak trzymać dzielnie i nie pokazywać mu, że sama nie jestem pewna tej całej sytuacji.
- Powiedz mi, co ci ukradli? To co miałeś w kieszeni? - zapytałam, kiedy już siedzieliśmy przy stoliku przy oknie, aby mógł pierwszy zobaczyć, kiedy jego mama po niego przyjdzie.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   24.04.16 12:57

Jak to się stało, że wszystko się wywróciło dosłownie do góry nogami? Raz była mama, a chwilę później ona znika. Puff... wyparowywuje czy jakoś tak. Przestałem płakać niepewnie uśmiechając się do znajomej. Pomoże? Jakżebym był szczęśliwy, gdyby odnalazła moją mamę. Podałem jej rękę, której nie zamierzałem puścić.
- Mama ubiera się na czarno... czarna sukienka, czarny płaszcz, jasne włosy.- powiedziałem nieco chaotycznie, bo próbowałem sobie przypomnieć co prócz czarnego koloru było dominujące w wyglądzie mamy. Chyba tylko te jej jasne włosy. - A nazwisko to ... Love... Lovegood.- musiałem przyzwyczaić się do nowego nazwiska, co wręcz pozorom, nie było łatwe. Mama mi mówiła, abym się teraz tym nazwiskiem posługiwał i trochę czasu mi zajmuje nauczenie się jego. Chwilę z zaciekawieniem przyglądałem się strażnikom, którym nieznana mi pani zaczęła mówić to, co jej właśnie powiedziałem. Pomoże? Oby. Miałem taką nadzieję.
- Dobrze.- przytaknąłem na propozycję lodziarni. Rękawem ostatecznie zmyłem dowody, które by świadczyły o tym że przed chwilą płakałem i przytknąłem nos do szklanej lady, aby wybrać sobie smak lodów. Jakie? Czekoladowe oczywiście. Najlepsze pod słońce są one przecież. Zająłem miejsce przy oknie, naprzeciwko pani blond i co chwila zerkałem w stronę wejścia jak i okna z nadzieją, że zaraz ujrzę gdzieś mamę.
- Portmo...portmomewkę... mama mi ją dała ze złotymi krążkami na czekoladę, lecz też miałem ten woreczek pokazać, gdybym nie znalazł mamy.- powiedziałem smutno. Jak ja teraz podziękuję za te lody? Jak za nie zapłacę? Bo mnie uczono, ze tymi złotymi krążkami się płaciło.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   26.04.16 18:19

Oburzyłam się bardzo, gdy chłopiec stwierdził, że ukradli mu portmonetkę z pieniążkami, ale było już za późno aby szukać sprawcy. Nie rozumiem, jak można ukraść coś tak małemu dzieciaczkowi. Po za tym, przecież na pewno nie mógł mieć tam zbyt dużo pieniążków, więc i po co? Złodziej i tak się za dużo na tym nie wzbogacił.
- Następnym razem musisz bardziej uważać i nie oddalać się od mamy - pouczyłam go.
Sama chętnie zajadałam się lodami. Może mniejszą porcją niż zamówiłam dla Chrliego, ale też była ona dosyć spora. Jednak jakoś nie miałam wyrzutów sumienia, że sobie na to pozwoliłam. Od jednej porcji lodów nie utyje, a jeżeli miało to poprawić malcowi humor, tak żeby nie płakał, to jestem w stanie się poświęcić.
W innej sytuacji pewnie wręczyłabym mu w dłoń kilka złotych monet, teraz jednak nie mogłam tego zrobić. Chociażby dla tego, że z własnej winy oddalił się od mamy i naraził się na zagrożenie. Dlaczego miałabym mu teraz dawać pieniądze? To kompletnie nie wychowawcze, ale na głos mu tego nie powiedziałam.
Trzeba było zająć jakoś czas, dopóki strażnicy nie znajdą kobiety, więc postanowiłam powypytywać o coś chłopca.
- Charlie, a co ciebie tak zainteresowało w tym sklepie z zabawkami, że odszedłeś od mamy? - zapytałam go zaciekawiona.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   28.04.16 16:58

Przytaknąłem głową zarówno rozumiejąc co powiedziała, jak i jako niemą obietnicę, że następnym razem, a raczej nigdy nie puszczę ręki mamy w jakimkolwiek sklepie. Nie puszczę jej i tyle. Bo nie chcę znów być potrącany i szukać jej, gdy nie wiadomo co mama robi.
Zaraz jednak wziąłem się za jedzenie przepysznych czekoladowych lodów, przez które pojawiła się niewielka zmarszczka, która ukazywała mój uśmiech na twarzy. Jednak co chwilę, praktycznie co liźnięcie zimnego loda mój wzrok wypatrywał mamę. Zaraz jednak usłyszałem pytanie od nieznanej mi pani, więc spojrzałem na nią chwilę myśląc nad odpowiedzią.
- Było takie pudełko z czterema kółkami tylko... się nie ruszało. Może wie Pani, dlaczego?- zacząłem mówić, by ostatecznie zadać jedno z nurtujących mnie pytań na dzisiejszą pulę. Bo było no takie coś, co dla mnie było dziwne. Większość zabawek w jakiś sposób się porusza, a te pudełko przez czas mojej obserwacji ani razu się nie poruszyło. Nawet moja smocza figurka czasem się poruszy, bo nie potrafi tak stać w jednej pozycji. Przynajmniej tak mi mówią... więc dlaczego te pudełko się nie rusza? No i te dziwne kółka... Do czego one były temu pudełkowi? Dziwne zabawki tutaj mają.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   13.05.16 18:25

Dobrze, że chłopiec już przestał płakać. Był naprawdę dzielny, że w takiej chwili był w stanie się opanować i powiedzieć mi wszystko to, czego oczekiwałam. Obserwowałam go, jak zajada swoją porcję lodu, a na opis zabawki lekko się uśmiechnęłam, pochylając nad nim.
- Jak to nie ruszał? Przecież zabawki się nie ruszają - puściłam do niego oczko, dając mu chwilę na zastanowienie.
Malec miałby niezłą zagwozdkę, gdyby trafił na mugola, dla którego to przecież oczywiste, że zabawki się nie ruszają. Gdyby zaczął opowiadać dalej, o smokach, czarodziejskich różdżkach czy samo-myjących się naczyniach, jego mama miałaby wiele kłopotów.
- Charlie, powinieneś uważać na to co mówisz, ponieważ nie jesteśmy wśród czarodziei - wyszeptałam. - Mugolskie zabawki się nie ruszają, niestety, a jak byś powiedział mugolowi, że jest inaczej i zaczął opowiadać mu o naszym świecie, to w najlepszym wypadku, po prostu by cię wyśmiał. W najgorszym, twoja mama miałaby kłopoty.
Wyprostowałam się, posyłając mu lekki uśmiech. Miło było obserwować na twarzy dziecka zdziwienie. Ciesze się, że trafił akurat na mnie, a nie na kogoś innego. Mogłoby się to o wiele gorzej skończyć. W każdym razie, chyba wszystko było tak jak być powinno. Spojrzałam przez szybę i ujrzałam strażnika, idącego z jakąś kobietą.
- Charlie, czy to twoja mama? - zapytałam, lekko kiwając głową.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   13.05.16 18:41

Ale.... ale jak to się nie ruszają? Przecież moja smocza figurka lata! Zionie ogniem niekiedy! Po prostu RUSZA SIĘ!.
- Ale... jak to?- wybąknąłem zaskoczony pytanie całkowicie nie wiedząc, co się właściwie stało, a racze dlaczego ta pani mówi takie rzeczy. Lecz zaraz usłyszałem od niej wyjaśnienia i dosłownie - zrobiło mi się głupio. Nawet nie sądziłem, że w takich miejscach można spotkać mugoli. Z ciekawości zerknąłem na panią obsługującą coś przy sprzęcie i nakładającą lody. To są CI MUGOLE?
- Ta pani... jest mugolem?- zapytałem się cichym, wręcz konspiracyjnym szeptem. Czyli mugole to są brunetki, tak? Brunetki, średniego wzrostu, beż mocy. Tak wyglądają mugole? Skoro tak, to na pogrzebie mamy widziałem jakieś panie, podobne do tej. Więc i one są mugolami? Czy tam mugolkami - pal licho ta odmiana. Bo skoro nie, to jak wyglądają mugole? Oczywiście już nie chciałem podnosić głosu z obawą, że ta pani mnie usłyszy. Co jeśli mnie zje? Mugole są wszystkożerni?
Jednak zaraz z tych rozmyślań wyrwało mnie zapytanie o mamę. Bujna czupryna zaraz odwróciła się w stronę wyjścia i prze szczęśliwy, z lodem w ręce pobiegłem do mamy, do której się przytuliłem ignorując trzymanego w dłoni loda, który powoli się roztapiał i brudził mój rękawek. Przez chwilę nie mogłem wręcz jej puścić, lecz zaraz gdy przypomniała mi o lodzie, zaraz odsunąłem się i złapałem drugą wolną dłonią za jej dłoń i wspólnie podeszliśmy do pani, która mną się zajęła. Pomachałem jej lodem w podzięce.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   15.05.16 11:38

Już nie zdążyłam odpowiedzieć na jego pytanie, ponieważ szybko wybiegł z cukierni w stronę mamy. Również wstałam, gdy kobieta podeszła, aby podziękować za przypilnowanie syna, karcąc go co jakiś czas surowym spojrzeniem.
- Małego Charliego zainteresowały nieruszające się zabawki - zaczęłam. - Ale resztę historii opowie już pani sam.
Uśmiechnęłam się lekko do chłopca. Miło było widzieć na jego twarzy radosny uśmiech. Był jeszcze małym szkrabem, nic więc dziwnego, że najlepiej czuł się obok swojej matki. Moje ważne zadanie zostało na dzisiaj ukończone, a ja miałam przyjemne wrażenie, że zrobiłam coś dobrego. Słysząc ostatnie słowa podziękowania, jeszcze raz zwróciłam się w stronę kobiety.
- Ależ nie ma za co. Proszę jednak następnym razem bardziej pilnować syna, a ty Charli - spojrzałam jeszcze na niego. - Więcej nie puszczaj ręki mamy. Do widzenia.
Obróciłam się i odeszłam w stronę wyjścia, aby wrócić do magicznej części Londynu.

zt oboje





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   18.09.16 14:55

|15.01.1956r

Lotta bardzo nie lubiła takich miejsc. Mało gdzie równie mocno czuła się nie na miejscu. Bardzo mało. Nie weszłaby tu z własnej woli, to na pewno, a jednak musiała wejść, skoro widziała, że naczelny wrzód jej rodziny niebezpiecznie zbliża się do drzwi i znika we wnętrzu domu towarowego dla bogatych ludzi.
Czuła się... źle. Ona. W starych, poszarpanych, za dużych ciuchach po kimś. Ona. Wychudzona i blada. Już od wejścia ochrona uważnie się jej przyglądała. Poczuła się głupio, a jednak musiała tu wejść, bo jeśli rodzinka będzie musiała w jakiś sposób płacić za występek smarkacza to i ona na tym oberwie. Doskonale o tym wiedziała. Szła więc między pomieszczeniami i między regałami, aż nie znalazła cholernego bachora. Jasne, że próbował coś zawinąć. I oczywiście, że dał się złapać. W jego ręce widać było portfel, ale tylko przez chwilę. Postawny rudzielec trzymał Lou Moore'a i odbierał mu swoją własność. Ludzie się gapili. Tylko co dalej?
Lotta zbliżyła się niepewnie. Pewnie będzie chciał szczyla zaprowadzić na policję. Mugolską lub magiczną zależy, czy głupi dzieciak da po sobie poznać, że wie o istnieniu magii.
Kiedy ruszyli do wyjścia, Charlie ruszyła za nimi. Poznała tego rudzielca. Spotkali się raz. Jakiś miesiąc temu. Nie chciała być kojarzona z małym złodziejem, ale czuła, że nie ma wyboru i, kiedy mężczyzna przeszedł przez drzwi, przytrzymała je i wyszła za nim.
- Zabranie go na jakąkolwiek policję nikomu nie pomoże. - powiedziała tylko i spojrzała na swojego brata ze złością. Byli kompletnie do siebie nie podobni. On, jak wszyscy prócz Charlie Moorowie był dość wysoki jak na swój wiek. Nie miał może ciemnej karnacji, ale do jej bladości było mu bardzo daleko. Miał ciemno brązowe oczy i czarne włosy. I... język, jakim wyrażał swoją irytację był dość szczególny.
Odwracała wzrok, bo czuła się źle. Zabawne, że ją bardziej zawstydzała cała ta sytuacja, niż małego złodzieja, który tylko kopał i szarpał się, byle uciec.
- To żadna zemsta, jeśli jej potrzebujesz, bo nie on to odczuje, jeśli rodzice będą musieli za coś płacić. A jego to nie naprawi.
Nie widziała nadziei dla tego dzieciaka. Był może młody, ale zniszczony. Głównie wzorami, jakie miał od małego. A może i genami?




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   11.06.17 17:44

|z pubu

Praktycznie rzecz biorąc to Jayden był starszy od Evey o całe dwadzieścia dni, ale można było powiedzieć, że w doświadczeniu dzieliło go od kobiety dwadzieścia lat. On dalej był zapatrzonym w gwiazdy zagubionym chłopcem, podczas gdy Howell od Hogwartu twardo stąpała po ziemi i była jego kotwicą, która czasem dość gwałtownie musiała go na tę ziemię ściągnąć. Był jej wdzięczny za każdą nawet bardzo bolesną lekcję, która nazywała się rzeczywistość, jednak JJ nie był stworzony do patrzenia na wszystkie rzeczy w podobny sposób jak inni. Jego długoletnia towarzyszka doskonale to wiedziała i zdawała sobie sprawę, że szybciej przeniosłaby górę niż zmieniła astronoma. Naukowcy chyba mieli w sobie coś, czego nie pojmowali inni, ale do tego wszystkiego u Vane dochodziła również osobowość, która przypominała wciąż małego chłopca. Jayden wiecznie był ciekawy dosłownie wszystkiego. A najlepsze były książki, które czasem podrzucała mu kochana siostrzczka jak nazywał Howell. Sprezentowała mu chyba w szóstej klasie jakiś podręcznik mugolskiego badacza kosmosu, który okazał się być bardzo przydatny. Jay banrał dystansu i szerszej persepktywy, która przenosiła się również na ten niemagiczny świat. Oczywiście w ogóle go nie rozumiał, chociaż Evey często próbowałą mu wytłumaczyć jak to się działo, że ludzie uważali magię za część legend. Oczywiście sam biegał po dworzu z nieczarodziejskimi dziećmi, gdy był młodszy, ale rodzice mówili mu, by nigdy nie pokazywał, co potrafi, bo koledzy i koleżanki mogliby się go przestraszyć i już nie chcieć się z nim przyjaźnić. Z tak straszną wizją przyszłości Jay trzymał magię na wodzy i tylko raz podfrunął, gdy był strasznie szczęśliwy. Na szczęście panował półmrok i wszyscy zrzucili to na zmęczenie ich pociech, a nie oznakę dziwacznych zachowań małego Vane'a. Gdy poznał już w pierwszych dniach Evey, zalał ją niezliczoną ilością pytań dotyczącą jej domu i wychowania. I najlepsze - jak się dowiedziała o tym, że posiada w sobie magię. Odwdzięczał się jej długimi wywodami o kosmosie i pewnie nie chciała tego słuchać, ale pozwolała mu na to. Chociaż czasem prosiła, żeby siedział już cicho. Nie pierwszy i nie ostatni raz...
- Ależ ja mam mapę - odparł szczerze i z dziką pewnością sięgnął do kieszeni płaszcza, żeby wyjąć rozpis i rozrys gwiazdozbiorów na sklepieniu. Mapa jak mapa. Miał? Miał. I do tego był mistrzem w jej odczytywaniu! Uśmiechnął się dumny z siebie. W końcu pokazał Evey, że nie jest aż takim oderwanym od świata człowiekiem za jakiego go miała. Chociaż tak naprawdę nigdy nie miał jej tego za złe ani nie przeszło mu to przez myśl. Można było wręcz powiedzieć, że to dzięki niej nikt nie nazywał go stukniętym w Hogwarcie, bo mógł liczyć na duże limo pod okiem. Zaraz jednak podskoczył, prostując się, słysząc temat jedzenia. - Czemu nie mówiłaś wcześniej?! Ah! To w takim razie musimy szybko udać się po coś, co sprawi, że nie będziesz już głodna. Zdaje mi się nawet że po drodze widziałem pewne miejsce. Jak to szło? Howards? Harolds? - zaczął gorączkowo myśleć nad nazwą wielkiego budynku, który mignął mu jakiś czas temu. - Jakiś dom towarowy... Śmieszna nazwa. Kojarzysz coś? - zagadnął Cecylię, nie mogąc się doszukać odpowiedniego wyrazu.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell http://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey http://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell http://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
0
3
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   13.06.17 22:19

Evey zawsze pragnęła być jak jej starszy brat. Gdy była młoda robiła to jednak w nieco bardziej komiczny sposób. Wówczas to postrzegany oczami dziecka świat był nieco inny niż w rzeczywistości, a zatem bardziej beztroski pełen fantazji i baśni. Nawet magiczny świat, którego przecież poniekąd była częścią, wydawał się zbyt odległy by być prawdziwym. Póki sama nie miała z nim silnego kontaktu, stanowił jedynie coś w co powinno się wierzyć, a nie istnieje w rzeczywistości. Coś na kształt Wróżki Zębuszki, która przecież nie istniała, lecz wmawiano dzieciom, że istnieje. Bawiła się w bronienie niewiast przed złymi potworami - smokami i trollami, o których mówił jej brat, a które wówczas nie były dla niej prawdą. I co najważniejsze - nikt jej nie wybawiał, bowiem to ona przyjmowała rolę obrońcy walczącego w obronie słabszych. Po pójściu do Hogwartu i zetknięciu ze światem czarodziejów powoli zaczęła dorastać, a punktem kulminacyjnym tego procesu, albo przynajmniej jednym z najważniejszych jego momentów, była śmierć brata. Wówczas to kobieta straciła swoją dziecięcą niewinność w całości, stając się osobą dojrzałą i dorosłą. Naturalnie nadal miała w sobie namiastkę siebie z dzieciństwa - dziewczynki skorej do żartów, śmiechu i zabaw. Sprawiała wrażenie poważnej realistki, lecz przy bardziej bliskim poznaniu można było odnaleźć w niej również i zabawną kobietę skorej do psikusów i podjadającej ciastka z kawałkami czekolady. To jej jednak nie przeszkadzało w przejęciu roli brata, który, według państwa Howell, był taki sam. I chociaż Evey wciąż nie jest pewna co do tego czy kiedykolwiek dorówna bratu, to ci którzy go znali mogliby potwierdzić zdanie rodziców kobiety. Stała się starszą siostrą dla Jaydena opiekując się nim tak, jak kiedyś robił to Daniel w stosunku do niej. Sprowadzała młodego astronoma na ziemię i cierpliwie słuchała jego kosmicznych wywodów na temat jego pasji. Z przyjemnością też miała udział w jej rozwoju, starając się wzbogacać jego wiedzę o dzieła mugolskich znawców tejże dziedziny. I robiła to z przyjemnością.
Westchnęła ciężko widząc jego mapę.
- Jayden, nie chodzi mi o taką mapę - odpowiedziała cierpliwie kiwając delikatnie głową na boki. - Mam na myśli taką, która nie pokaże gwiazd, a ulice i trasę od domu do poszczególnych ważnych punktów. Wiem, że umiesz czytać drogę z gwiazd, ale dzisiaj ich na niebie nie widać. Skutkiem jest to, że znowu musiałam cię szukać.
Jej głos był spokojny, a ona powoli mówiła chcąc wszystko mu wytłumaczyć. Nie należała do osób cierpliwych, lecz w przypadku Vane'a nie chciała, a nawet nie potrafiła się złościć. W obecności prawie brata potrafiła odnaleźć w sobie cudowne pokłady spokoju, pozwalające na tłumaczenie. Naturalnym jednak, że każdy ma swoje granice.
- Ah, chodzi Ci o Harrods? Tak, znam to miejsce. Nawet niedawno tam byłam... - na chwilę umilkła, zastanawiając się nad powodem swojej wizyty we wspominanym właśnie miejscu. Ostatecznie jednak postanowiła nie rozwodzić się nad tym. Nie było to teraz istotne. - A zatem chodźmy do niego. Z pewnością to miejsce o wiele bardziej odpowiedni aniżeli... to w którym obecnie się znajdujemy.
Na końcu języka kobiety znajdowało się mnóstwo określeń dla pubu i osób w nim przebywającym. Ostatecznie po prostu ruszyła, łapiąc Jaydena za rękę. Wolała iść z nim w taki sposób by mieć pewność, że ten idzie obok niej. Po krótkim dystansie jednak puściła go nie chcąc go szarpać.
- Jak minął Ci dzień w szkole - spytała, po chwili uśmiechając się pod nosem. Zabrzmiało to nieco inaczej niż powinno.




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   16.06.17 11:59

Trudno było zrozumieć cały ból związany z utratą najbliższej osoby. Bo kto jak kto, ale Jay w całym swoim trzydziestoletnim życiu nie został zraniony przez świat. Owszem - ciężko było mu znieść ten cały terror, który przelewał się wpierw przez Europę, potem Wielką Brytanie i najwidoczniej dobrze poczuł się na jej terenach, bo wciąż źle się działo i nikt nie mógł tego zatrzymać. Wtedy i teraz dotykało go to w bardzo osobisty sposób, gdy Ministerstwo Magii wkraczało ze swoimi antymugolskimi przekonaniami do Szkoły Magii Czarodziejstwa i Magii w Hogwarcie i dobierało się do jego uczniów. Starał się wszystkich chronić jednak staranie się ratowania tyle ile mógł, nie oznaczało zawsze wszystkich. Niestety. Trzeba było się z tym pogodzić, a ktoś taki jak on nie potrafił tego pojąć. Znaczy się zdawał sobie z tego sprawę, ale wciąż wierzył, że osiągnięcie tego jest możliwe, jeśli będzie się wystarczająco starał. Można było powiedzieć, że był naiwny, ale przecież w tym właśnie tkwiła jego siła. Wiara w niemożliwe sprawiała, że podejmował się działań, które uważał za słuszne, chociaż często były dla innych szalone.
Jay nie wiedział, co to znaczy mieć rodzeństwo. Tak naprawdę. Owszem. Miał wielu przyjaciół, bo przecież był dość kontaktowym dzieckiem, a teraz już dorosłym człowiekiem, ale jego rodzice po prostu nie zapewnili mu odpowiedniej liczby braci i sióstr. Nigdy jednak nie odczuwał ich braku czy nie posiadał żadnych ukrytych żalów pod adresem Vane'ów. Nikt też nie odszedł w jego życiu, a to oznaczało, że nie znał straty. Nie tak bliskiej, chociaż inne potrafiły być równie dotkliwe. Wiedział jakie istniało przywiązanie między Evey, a jej bratem. Opowiadała mu o nim tak często, że JJowi wydawało się, że znał go na długo przed tym jak stanęli pierwszy raz twarzą w twarz. Było to bardzo mgliste wspomnienie zważywszy na wiek, jednak wciąż tkwiło gdzieś w jego umyśle. Taka relacja musiała być wyjątkowa. Trudno było jednak powiedzieć, że nie odczuwał tego, co uderzyło w tak bliską mu osobę. Śmierć brata Howell wydawała się wtedy taka absurdalna podobnie zresztą jak każda przedwczesna. Byli w czwartej klasie, gdy dowiedziała się o tej tragedii. Tak dawno a jednak zdecydowanie za krótko, żeby zupełnie wyleczyć rany Cecylii. Jayden nie musiał mówić o tym na głos, ale wiedział, że tak jest. Znał ją przecież.
- Jednak po co mi taka mapa? Niebo z każdego zakątka świata jest takie proste do rozpoznania, a tak? Musiałabyś mi kupić mapy wszystkich miejsc na ziemi - odparł bardzo poważnie, nie widząc sensu w posiadaniu przewodnika, skoro było ich tysiące, a rozpis nieba tylko jeden. Nie odpowiedział już na słowa o poszukiwaniach. Było mu trochę głupio, że się zgubił, jednak nie martwił się. Wiedział, że Lia zawsze go znajdzie. Była w końcu najwspanialszą panią auror jaką znał. Uśmiechnął się zaraz do niej czule, chcąc jakoś odpokutować za tradycyjne już drobne problemy ze spotkaniem. - Ah! No, tak! - rzucił, gdy usłyszał poprawną nazwę miejsca, którego tak szukał w pamięci. Na Evey zawsze można było liczyć i jak sięgał wspomnieniami ani razu się nie zawiódł. - Dobrze - odparł zadowolony, pozwalając się prowadzić we właściwym kierunku. Towarzyszka jednak wyczuła, że chyba chciał skręcić w prawo i złapała go za rękę, nie dając zboczyć mu z kursu. Nie przeszkadzało mu to. W końcu trwało to od Hogwartu. Gdy utracił ciepło jej dłoni, włożył obie ręce do kieszeni płaszcza i kopnął lekko leżący na ziemi kapsel. Ten poleciał w bok w stronę idącej obok Cecylii. Przypominało to ich dawne zabawy w szkole, co sprawiło znowu, że Jay uśmiechnął się pod nosem. Zaraz też usłyszał pytanie swojej starszej siostry, po czym zaśmiał się krótko. - Muszę przyznać, że nie najgorzej, chociaż oderwałaś mnie od sprawdzania wypracowań na temat gwiazdozbiorów. Powiem ci, że był to naprawdę koszmar - odparł, przypominając sobie głupoty, które wypisywali uczniowie. Nie miał zamiaru ich za to oceniać. Wolał zajęcia w Wieży Astronomicznej, gdzie pokazywał studentom kosmos, a nie wykładał suchą teorię w salach zajęciowych. - Jest jednak kilka naprawdę zdolnych Krukonów. I jedna Gryfonka. Biedne dzieciaki. Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo wszystko się tam zmieniło... - urwał na chwilę, zasępiając się, ale nie trwało to długo, bo weszli do Harrods i Vane zwrócił się do Evey:
- A u ciebie? Uratowałaś już cały świat? Powiedz mi wszystko. W końcu ostatnio nie mieliśmy dla siebie za dużo czasu.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell http://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey http://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell http://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
0
3
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Dom towarowy Harrods   06.07.17 21:06

Wychowana wśród mugoli Cecylia zawsze traktowała ich jako równych sobie. Trudno było jej pojąć istotę różnic, jakie rzekomo dzieliły ich od czarodziejów. Te dla niej praktycznie nie istniały i prawdopodobnie nigdy nie miało się to zmienić. Na szczęście znalazła na swojej drodze wielu, którzy podzielali jej poglądy bądź byli przyjaźnie nastawieni w stosunku do osób niemagicznych. Jedną z takich osób był właśnie Jayden, z którym nie trudno było jej nawiązać nić porozumienia. Pomimo różnic w usposobieniu, które były dostrzegalne gołym okiem, połączyły ich wartości, które wyznawali. Przy tym Vane nigdy w żaden sposób nie dawał jej odczuć, że jest gorsza przez swoją krew. Nikomu nie dawał, ponieważ nie było to dla niego ważne, a wręcz, podobnie jak ona, nie rozumiał wszelkich podziałów w ich świecie. Nie rozumiał wszelkich konfliktów na wywiązujących się na tym tle, a jako nauczyciel nie miał zamiaru ich tolerować. Starał się chronić swoich uczniów przed złem świata, na które byli oni ostatnio bardzo narażeni. W tym także byli podobni - on walczył w szkole, ona zaś jako auror w obrębie kraju, a czasami świata. I na szczęście nie należeli do pesymistów, wierzyli iż ich wysiłki kiedyś przyniosą skutki. Nie mieli zamiaru się poddawać, wspierali się w swoich działaniach tak, jak zawsze to robili. Oparcie w Jaydenie odnalazła szczególnie w momencie, gdy dowiedziała się o śmierci brata. W chwilach, gdy utraciła kogoś, kogo najbardziej kochała i komu bezgranicznie ufała, czuła obecność przyjaciela. I chociaż wówczas nie umiała docenić tego wsparcia, ponieważ zależało jej wówczas na kontakcie z tylko jedną osobą, która umarła, to teraz dostrzegała je. I była za nie wdzięczna, ponieważ to między innymi dzięki niej rana, która już zawsze miała jej towarzyszyć nieco zelżała, a ona nauczyła się z nią żyć, a ponadto zaczęła czerpać z tego siłę.
- Kiedyś stworzę specjalną mapę, która będzie pokazywała wybrane miejsce na życzenie. W momencie kiedy ktoś ją otworzy ukaże się mój podpis i dedykacja dla ciebie - powiedziała. Nie miała pewności czy podobny przedmiot nie został już stworzony, lecz obiecała sobie, że sprawdzi to.
Przez jakiś czas trzymała go za rękę. W końcu jednak postanowiła ją puścić, ale nie z powodu tego, że się wstydzi czy nie wypada. Bynajmniej. Nigdy nie powstrzymywała się przed podobnymi gestiami, bo nie przejmowała się opinią innych ludzi. Świat zawsze miał oceniać innych, wydając opinię przychylną bądź nie i choćby największe starania nie miały tego zmienić. Tacy byli ludzie, a również i ona. Chociaż starała się być obiektywna, a wręcz musiała taka być, niejednokrotnie zdarzało jej się nieświadomie wydawać na kogoś wyrok. Na szczęście umiała się do tego przyznać i poprawić się. Nie wszyscy to umieli, bowiem nie chcieli widzieć swojej wady.
Kiwnęła głową słuchając jego słów. Nie odpowiedziała jednak na nie myślami odbiegając w kierunku lat szkolnych. Pamiętała dobrze znajome mury Hogwartu, którymi kroczyła niezliczoną ilość razy. To tamte ściany były świadkami jej szczęścia bądź smutku, pierwszych znajomości, przyjaźni i wrogości. Mury zamku obserwowały niezliczoną ilość pokoleń i miały dumnie chronić ich. Biedne nie mogły przewidzieć ani uchronić dzieci przed złem, które samo wtargnęło do wnętrza Hogwartu, wprowadzając niezliczoną ilość zmian. Evey wiedziała co się tam dzieje, ale jej wiedza ograniczała się jedynie do tego co mogła usłyszeć. Nie uczestniczyła w tym tak, jak Jayden. Widziała, że wszystko go mocno dotyka, ale nie umiała temu zaradzić. Mogła jedynie go wspierać, bo wyraziła położeniem dłoni na jego ramieniu. Trzymała ją przez chwilę, by ostatecznie ściągnąć ją po zadanym przez niego pytaniu.
- Jak na razie ratowanie świata ogranicza się do papierkowych obowiązków. Powrót do pracy wymaga ode mnie uaktualnienia badań i innych tym podobnych rzeczy. Mam jednak kilka spraw na oku i już niedługo zabiorę się za nie. Przy tym też muszę przyjrzeć się jednej, którą prowadziłam przed moim małym urlopem. Niby wszystko poszło dobrze, ale pojawiły się pewne wątpliwości i muszę je zbadać.... Ale nie sądzę by było to dla ciebie coś na tyle interesującego, by rozmawiać o tym teraz.
Mówiąc to kierowała się w stronę miejsca ustronnego, gdzie w spokoju mogli coś zjeść. Nie mogła ukryć tego, że zrobiła się dość głodna. Na szczęście już po chwili trafili na miejsce idealne.




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
 

Dom towarowy Harrods

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17