Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cela nr 35

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cela nr 35   02.05.15 2:34

First topic message reminder :

Cela nr 35

Cele magicznej części Tower of London nie charakteryzują się szczególnym luksusem, niewielkie ciemne klitki, czasem jedno, czasem dwuosobowe, pozbawione są okien na świat   - wszak mieszczą się głęboko pod ziemią. Nie ma łóżek, w niektórych z cel znajdują się usypane sienniki, lecz w tej stoi jedynie drewniany stół, którego blat będzie zapewne cieplejszy od chłodnego kamienia posadzki. Przy odrobinie szczęścia niebawem przez kraty otrzymasz szklankę wody, a może nawet pajdę chleba... śpiesz się, nim zjedzą ci ją szczury. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   16.12.16 17:41

Kiedy wypowiedział jej imię cała się jakby skurczyła. Nie bała się go. Już wiele lat temu przestała i nauczyła się wiązać jego osobę z bezpieczeństwem. Jeśli Matt jest obok to nic jej nie grozi. Zazwyczaj. Teraz jednak całe otoczenie sprawiało, że czuła się niepewnie, miała ochotę rozglądać się non stop dookoła w poszukiwaniu zagrożenia, zmaterializowanej wersji swoich lęków, kiedy on zaczął się irytować i jej złudzenie, że ta rozmowa ma szansę przeminąć w miarę spokojnie mijało. Znów wbijała paznokcie we własne dłonie, a z każdym jego kolejnym słowem czuła, jak uderza w nią gorąco, jak się czerwieni w złości i strachu.
I nie mogła uwierzyć, że on na prawdę tak myśli, przerażało ją to.
- Ra-racja. - bardzo starała się nie jąkać, ale nie umiała przestać. A jeśli on to na prawdę oleje, bo co z tego, bo mu nie zależy? Bo mu obojętne czy siedzi w tej swojej dziurze na Nokturnie, czy tutaj, tutaj mu chociaż nikt głowy nie zawraca. I im więcej myślała, tym mocniej się jej do oczu cisnęły łzy i bardzo starała się nie rozpłakać, bo przecież nie jest małym dzieckiem. A co, jeśli jest dla niego tylko kolejnym problemem? Problemem, który przychodzi tu poryczeć i potelepać się, bo jak zwykle potrzebuje opieki? - Pi-pie-prz wsz-y-stko. - starała się zapanować nad głosem, choć coraz mocniej się jej łamał. Miało być sarkastycznie, wyszło żałośnie. Wbijała paznokcie w dłonie, ale ten nieznaczny ból już nie pomagał jej się uspokoić, nie odciągał uwagi, w końcu łzy popłynęły jej po twarzy, którą spuściła, żeby jej nie widział.
- D-am-ci po-potem spo-kój jeśli chce-esz, tylko n-nie ró-b te-ego so-sobie.
Dodała cicho, chciała więcej powiedzieć, ale nie chciała się już jąkać. Mało kiedy czuła się tak żałośnie właśnie przy nim. Widział ją przecież przerażoną nie raz, widział jak jej twarz puchnie i zmienia się w czerwoną, pulchną bułę od płaczu, słuchał jak się jąka, jak panikuje, jakie coś jest straszne, jak coś się może źle skończyć. Tylko teraz bała się właśnie jego, tylko w całkiem inny sposób, bo wiedziała, że jej on nie zagraża. Zagrażał sobie, a to było o wiele gorsze i bardziej przerażające w tej chwili.
Potrzebowała chwili, kilku chwil, żeby w miarę zapanować nad głosem. Miała ochotę podnieść się i w tej chwili uciec, ale nie chciała teraz, kiedy był w tak bojowym nastawieniu wściekły na nią i pewnie wszystko dookoła, bo martwiła się o niego, bo zrobi coś głupiego, bo tym bardziej się zamknie przed wszystkimi, zrobi na przekór, na złość. Zaczęła ocierać twarz, choć wcale nie była jeszcze spokojna, po prostu póki co panowała nad łzami i względnie nad głosem, nie krzywił się już jak rozstrojony instrument.
- Nie-nie-je-steś byle bandzio-rem, jes-teś głu-upi, ale nie zły. Stracisz ko-kole-jny rok z życia. Mogą ci-tu zro-obić krzy-ywdę to stracisz wię-ęcej. I i znów bę-dzie ci-i tru-udniej znaleźć normalne-e za-zajęcie. Chce-esz, żeby two-oje życie sięę kręciło wo-kół No-no-nokturnu i To-ower?
Spytała i zagryzła mocno wargę i na prawdę bała się czekając na odpowiedź. Uniosła dłoń i ścisnęła nasadę nosa, przetarła oczy, znowu jej ciało się zatrzęsło, znowu kilka dużych łez, tym razem szybko otartych. Wzięła kilka głębokich oddechów, żeby choć trochę się uspokoić. Póki co znów nad sobą panowała. Wzrok wbijała w swoje dłonie, nie patrzyła na niego, opuściła jego nędzny żart. Nie miała ochoty na normalną rozmowę. Nie tutaj. Nie przyszła tutaj, żeby chwalić Flo za zaradność, nie przyszła tu narzekać na pogodę, czy opowiadać o swojej pracy, czy codziennych wydarzeniach. Miała ochotę stąd uciekać. Ale jeszcze nie teraz.
- Sam ją zap-y-taj.
Burknęła z uporem. Przecież wiedziała, że je kocha. Były dla niego ważne. Może nie kocha żadnej z nich jak kobiety - przynajmniej tego Lil na pewno się nie spodziewała - ale jak część rodziny, albo jak kogoś zgarniętego z ulicy, czy z korytarza prosto do serca, były dla niego ważne. Nawet jak znikały to wracały i nadal miały przy nim swoje miejsce. Wcale nie sądziła, że jest dla niego problemem, takie myśli przychodziły tylko, kiedy bardzo panikowała. Więc skoro nie dla siebie, może zrobi to dla nich?
- Sko-opie ci tyłek, jjak cię ty-ylko zobaczy. Te-eż by-m chciała, a-ale na-na pe-ewno nie tutaj.
W innym miejscu, w innych okolicznościach. Na pewno mu się oberwie. Już ona mu wymyśli nauczkę. Tylko niech on najpierw stąd wyjdzie, niech przestanie opowiadać głupoty. Czuła się kompletnie bezbronna względem jego nerwów. Szczególnie, że cała agresja ostatecznie kierowała się w jego stronę.
- Jeś-li stąd ni-nie wy-wyj-dziesz to-to wyko-rzy-stam ca-całły twój limi-it odwie-dzin. - dodała, skoro przeszła już do głupich gróźb, bo przecież wiedziała, jak bardzo jej tu nie chciał. Wiedziała też, czemu. Z tej samej przyczyny sama nie chciała tu być.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   18.12.16 13:45

To co mówiłem nie było jakimś moim wymysłem, a rzeczywistymi myślami krążącymi gdzieś z tyłu głowy. Wiedziałem, że nie powinienem się tym wszystkim dzielić. Przynajmniej nie dziś, nie w tych okolicznościach, a przede wszystkim - nie w afekcie mając na celu rozładowanie gromadzącej się od kilku dni frustracji. Cały misterny plan poszedł jednak w pizdu. Chwila nieuwagi, opuszczenie gardy, kilka niepotrzebnych słów, a potem to już nie wiedzieć w którym momencie przestało mi zależeć na tym by się pilnować. Jakby na przekór sobie - popłynąłem. Usprawiedliwiałem to zmęczeniem nie tylko fizycznym, lecz...ile razy można słuchać w kółko tego samego żądania? Gdyby to było takie proste to dawno bym powiedział co wiem i moczył się w tym momencie w wannie, a nie próbował dumać jak to rozegrać by po prostu jakoś się z tego gówna wykaraskać żywcem. Zjeżyłem się, a potem patrzyłem, jak ten domek z kart się sypie, jak Lily się rozkleja, jak zaciska palce na dłoniach, jak łzy wzbierają się w kącikach jej oczu...Starałem sie zgrywać niewzruszonego i przyglądać się temu ze względną obojętnością, ignorując nieprzyjemne kołatanie sumienia. Chciałem po prostu by sobie już stąd poszła. Nie powinno jej tu być. I właściwie szło mi zadziwiająco dobrze - siedziałem milczący i patrzyłem na nią chłodno, chcąc utwierdzić ją w przekonaniu że właśnie jestem w trakcie pieprzenia wszystkiego, w związku z czym, nie życzę sobie by mi przeszkadzano. Gdy to wszystko jakoś się ułoży to byłem przekonany o tym, że jej to wynagrodzę, lecz teraz chciałem by mnie po prostu zostawiła - taki był nowy plan, lecz ona okazała się uparta. Przekląłem czując jak ciernista pętla zaciska się na mojej duszy i szarpie nią, jakby pragnąc wyrwać ją z ciała wraz z połaciem skóry i wnętrzności, gdy to po jej piegowatych policzkach popłynęły wilgotne smugi w akompaniamencie niemalże błagalnej prośby. Jej głos zdawał się łamać z jeszcze większą żałością o nagie, surowe ściany by potem rozbrzmiewać nieprzyjemnym echem w mojej głowie podjudzając do wahania i zweryfikowania słuszności przyjmowanej postawy.Najgorsze jednak były jej połyskujące od łez oczy. Wiele mnie kosztowało by nie uciec wzrokiem gdzieś w bok w momencie w którym dostrzegłem w nich strach najgorszego możliwego sortu - bo jego źródłem byłem po prostu ja. Atrakcji nie było jednak końca - w powietrzu zaciążyło pytanie i wtedy wbrew sobie umknąłem spojrzeniem na ścianę za Lily by móc podziwiać rozsmarowywany na zlepku surowych cegieł swoje mentalne bebechy. Jeszcze te lata temu chciałem by moje życie krążyło wokół niej. Jednak w momencie w którym uciekła wyjechała do Francji z powodu Tukana uświadomiłem sobie, jak naiwny byłem. Pewne linie nabrały przez to nieprzyjemnej wyrazistości uzmysławiając mi, że rola przyjaciela jaką mi przypisała nie pasowała do tych chęci. Zagrzebałem więc tą część mnie uważającą inaczej by być tym przyjacielem, a obijanie się pomiędzy Noktunem, a Tower stało się swego rodzaju zabijaczem czasu. Nie posiadałem bowiem konkretnych pragnień, celów, nie czułem potrzeby wymyślania sobie wyzwań. Dlatego czy wizja wiecznego tułania się z jednej dziury do drugiej mi przeszkadzała...? Gdyby jej tu nie było; gdyby nie mówiła rzeczy, które odgrzebywały to czego nie powinny; gdyby z takim uporem nie próbowała walczyć o mnie...ze mną (jak absurdalnie to brzmiało) - odpowiedziałbym bez zastanowienia z przekory, że czemu by nie, a tak to...  
- Jak zwykle jesteś najbardziej wygadana wtedy, gdy nikt się tego nie spodziewa...- Wypuściłem powietrze z płuc patrząc na zaczerwienioną twarz, która niewątpliwie ocierała się w tym momencie o histerię - Nie, nie chcę tego - Być może niosła mnie jakaś naiwna nadzieja w...coś, a może po prostu dalej trzymała mnie w jakiejś mocy sprawiając, że nie potrafiłem dłużej stawiać jej oporu. Kiwnąłem głową, przyjmując do wiadomości jej groźbę, która wydała mi się w tym momencie śmiesznie poważna, wręcz pocieszna - Coś mi mówi, że będziesz musiała się ustawić w kolejce...chodź, podejdź - gestem ręki zachęciłem by siada mi na kolanach -...uspokój się już bo jak Flo zobaczy co z tobą zrobiłem to mi zorganizuje publiczną egzekucję - nie potrafiłem w to nie wierzyć - Staram się, ciągle myślę Lil. Potrzebuję trochę czasu - dodałem już ciszej odnosząc się konkretnie do mojego pobytu w Tower, a raczej potrzeby jego zakończenia. Od kiedy tylko się tu pojawiłem nieustannie myślałem o tym, jak powinienem to rozegrać by stąd się wydostać. Nie mogłem popełnić błędu, a przecież nieustannie je robiłem - musiałem więc tko przemyśleć.


Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   19.12.16 22:32

Z każdą sekundą, kiedy milczał i tak na nią patrzył, mocniej kurczyła się w sobie. Chciała zniknąć, uciec, pójść gdzieś, pobiec byle daleko stąd. Siedziała jednak w miejscu wytrwale, bo przecież nie była tu dla siebie. W jej głowie szalało tornado koszmarnych myśli, rozwalało jej kruchy spokój, roztrzaskiwało. Jeszcze chwila i zacznie panikować. A wtedy strażnik ją wyprosi i tyle z tej zabawy będzie.
Na szczęście kiedy Matt się w końcu odezwał, złagodniał. Odpowiedź na pytanie ją uspokoiła. Miała nadzieję, że mówi prawdę a nie to, co chciałaby usłyszeć. Tak, czy inaczej wstała z miejsca i podeszła, żeby usiąść mu na kolanach, bokiem do niego, zaczekać aż uniesie ręce i ją przytuli, wtulić się w niego mocno, wczepić palce i powoli uspokajać oddech. Nadal mocno biło jej serce, ale jego słowa i łagodne zachowanie ją uspokajały. Starała się wierzyć, że mówi prawdę.
Oparła mu twarz na ramieniu i przymknęła oczy.
- I-i tak zo-rganizu-uje. A ja jej po-mogę. - burknęła cicho i kinęła głową, kiedy powiedział, że się stara. Oby się starał wystarczająco. Oby wyszedł. Tym razem jednak jej tok myślenia, który powoli znów zaczynał się zapętlać przerwał strażnik odrobinę wulgarnie sugerując, że są zbyt blisko. Poczerwieniała jeszcze bardziej, ale wyplątała się w końcu z objęć Matta.
- Chy-ba p-poowinnam już iść... - pewnie jeszcze trochę czasu minie zanim się do końca uspokoi, przestanie jąkać, czy wykonywać nerwowe ruchy. Czeka ją jeszcze spacer między celami, ale na zewnątrz będzie łatwiej. Oby tylko Matt mówił prawdę, oby jakoś stąd wyszedł. Spojrzała na niego jeszcze, machnęła mu i ruszyła do wyjścia odprowadzana przez strażnika. Nie chciała patrzeć, jak inny strażnik prowadzi go skutego do celi, więc przyspieszyła kroku.

zt x 2




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   28.03.17 0:17

Był po prostu wściekły. Choć nie miał jak tego okazać, póki trwało zaklęcie, Craiga po prostu rozsadzało od środka. O tak, dwaj funkcjonariusze który go potraktowali w ten sposób zdecydowanie nie będą pełnić swoich funkcji zbyt długo. Już dawno nie spotkało go aż takie upokorzenie. Liczył, że po powrocie do Anglii jego życie się ustabilizuje, unormuje, ale jak widać nie było mu to dane. Czy ten świat schodził całkiem na psy, że przeklęta policja antymugolska atakuje szlachtę?
Milczał jednak. Nawet gdy zdjęto już z niego zaklęcie i założono mu magiczne kajdanki. Rzucił jedynie jedno, sykliwe i niezwykle zajadłe: "Pożałujecie tego".
Wiedział, że nie posiedzi tam długo. Jego nazwisko nie było tylko na pokaz. O czym najwyraźniej nie wiedzieli funkcjonariusze. Ale to nieważne. Niedługo się dowiedzą. I nie tylko oni. Bo komuś najwyraźniej potrzeba było również przypomnieć, że ich ród to krew czystsza niż kryształ.
Kiedy tylko wepchnięto ich do celi, Craig posłał Mattowi niezwykle gniewne spojrzenie. Nie byłoby tej niezwykle hańbiącej go sytuacji, gdyby Matt odkładał przedmioty na ich miejsce. Przecież już nie był dzieckiem. Czy Burke naprawdę musiał się przekonywać o braku jego kompetencji w taki sposób? Przecież mógł nawalić w każdy możliwy sposób. Craig wtedy po prostu wyrzuciłby go na zbity pysk. Może nawet nie aż tak obity. Z całą pewnością obyłoby się jednak bez tak upokarzających momentów. I tak miał ich już na swoim koncie kilka.
- Powiedz mi, Bott. - zaczął, opierając się o kraty i spoglądając na odpowiedni moment by zacząć rozmowę - Czy ty masz cokolwiek pomiędzy uszami? Wychodzić ze sklepu z takim przedmiotem, nie poinformowawszy o tym nawet mnie?!
W jego głosie nie było gorącego gniewu. Pobrzmiewał w nim raczej mroźny ton. Przywodził na myśl skute lodem górskie jeziora oraz tony śniegu, pędzące w dół po stoczkach. Ciemne, mroźne i mordercze zwały śniegu pod postacią gniewu Burke'a gnały teraz wprost na głupiego Matta.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   04.04.17 14:54

Wiecie jakie to uczucie utknąć z człowiekiem dla którego się pracuje w Tower ze swojego powodu? Nie? Cóż...powiedzieć, że śmiertelnie krępujące to mało. Siedziałem w tym momencie w rogu celi na jednej z pryczy składającej się z wąskiej deski podtrzymywanej łańcuchami. Łokcie miałem podparte na udach, a na splecionych palcach dłoni podpierałem głowę. Wzrok miałem wlepiony w plecy Burke'a. Nie musiałem być obdarzony jakąś nadludzką przenikliwością by wiedzieć co się czai w jego umyśle. Pewny byłem przynajmniej tego, że nie było mowy bym to ja przerwał tą niezręczną ciszę i właściwie nie miałbym za złe, gdyby Burke uważał podobnie, ale nieee....
Rozplotłem palce i dłońmi przesunąłem po twarzy, przeczesałem włosy by ostatecznie zatrzymać je na karku. Wypuściłem powietrze z płuc - ciężko, jak gdybym wstrzymywał je latami. Patrzyłem następnie kilka przeciągłych sekund w ziemię. Nie powiem, że to co zrobiłem nie było głupie - było, lecz nieumyślne. Przez ostatnie wydarzenia nie szło nie zauważyć, że jestem ostatnio "dziwnie oderwany" od rzeczywistości. Przez chwilę nawet plątała się we mnie potrzeba przeproszenia, choć ta niczego by nie zmieniła na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Przez chwilę, bo dziwnym trafem zaraz potem poczułem falę frustracji. Zaśmiałem się krótko, może trochę histerycznie przez wzgląd na sytuację, niedowierzająco. Zamilkłem.
- Wyobraź sobie, że sam siebie o tym nie poinformowałem bo kurwa gdybym wiedział, że mam tego śmiecia w kieszeni to bym kurwa powiedział - Podniosłem na niego swoje spojrzenie próbując odpowiedzieć na jego beznamiętną lawinę czymś podobnym co w moim wydaniu wyglądało ledwie jak zimowa zawieja, psia jego...
Poderwałem się na nogi i zacząłem chodzić w szerz celi - sześć kroków w tą i sześć kroków z powrotem. Nie mogłem wysiedzieć przywołując sobie na szybko retrospekcję tego wszystkiego
- Mówiłem, że to głupi pomysł stawiać mnie za ladą - sami jesteście sobie winni - niewypowiedziane słowa zawiesiłem w powietrzu pozbawiając się prawdopodobnie na tą chwilę instynktu przetrwania, skoro kierowałem takie słowa do Burke'a. Oskarżając go. Bo jedyne czym się w tym momencie przejmowałem to nie szlachta rządząca Nokturnem, a to, że Lily mogła się dowiedzieć, że skłamałem - znów się dałem zamknąć i nie - wcale nie uwolniłem się od Burków.
Szlag by to...




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   16.04.17 18:45

Odpowiedź Matta go nie uspokoiła. Och, czy cokolwiek mogłoby go teraz uspokoić? Chyba tylko wyjście z celi. I oświadczenie o zwolnieniu tych dwóch niekompetentnych funkcjonariuszy, którzy tak go potraktowali. Och, Craig miał zamiar się postarać, by ta dwójka bardzo pożałowała swoich akcji. Za bezmyślność się płaci. Matt również miał się o tym przekonać. I nie, pobyt w Tower raczej nie będzie wystarczającą rekompensatą za stracony czas, który Burke musi spędzić w celi. Z resztą, cholera wie ile będą go tu trzymać. Raczej krótko, wiedział że Rowan już sie o to postara. Zrobi celnikom taką awanturę, że będą chcieli się przed nią ukryć za wszelką cenę.
- Wkładasz wisior, wart kilkakrotnie więcej niż twoje własne żałosne życie do kieszeni i po prostu o nim zapominasz? - oczy Craiga zwęziły się jeszcze bardziej, kiedy wysyczał niemal te słowa. A może chodziło tu o co innego?
Czemu ta możliwość dotarła do niego dopiero teraz? To wydawało się niemal oczywiste. Chociaż nigdy nie posądzał Matta o bycie aż tak głupim.
- A może ty próbowałeś ten amulet ukraść, co? - Burke oderwał się od krat i przerwał nerwowy marsz Botta od ściany do ściany. Złapał w pięść przód jego koszuli, odwracając do siebie przodem. To nawet miało sens, gdy pomyślał o tym, jak biedny był Matt. Łapał się każdej fuchy, nawet najbardziej niebezpiecznej, nie mógł w końcu wybrzydzać. A teraz kiedy chciał zakończyć współpracę z Burke'ami... czyżby zapragnął na sam koniec wziąć sobie premię do pensji?
- Wiesz, że kiedy już stąd wyjdę, to wystarczy że pociągnę za kilka sznurków i nie zobaczysz światła słonecznego przez lata, prawda? Niezależnie od tego czy faktycznie chciałeś się pokusić na ten amulet. - powiedział nadal lodowato zimnym tonem. Strażnik przy drzwiach poruszył się niespokojnie, zaalarmowany zachowaniem Craiga. Burke więc zaraz puścił Matta, a nawet wyciągnął ręce by poprawić mu zagięcia na fałdach ubrania. Każdy jego gest przepełniony był jednak lodowatą pogardą i groźbą. Wbił w niego miażdżące spojrzenie - Powiedz, byłbyś aż tak głupi, Bott?




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   18.04.17 21:23

Nie lubiłem takich sytuacji - takich, w których los w nieprzyjemnie komplikował mi życie. Nie było w końcu z mojej strony żadnej winy, a przynajmniej byłem gotowy być w tej kwestii nieugięty. W końcu stanie za pieprzoną lada i obsługiwanie idiotów nie leżało w moich obowiązkach. Dlaczego miałbym teraz się więc poczuwać do odpowiedzialności? A co gorsze mój współwięzień zdawał się wcale mnie nie słuchać.
- Tak, brawo! Właśnie tak - tak po prostu! - promieniowałem niczym chińczyk po bombardowaniu na Hirosimie przesadną radością. Zupełnie jakby po wielogidzinnej batalii udało mi się wytłumaczyć Craigowi, że dwa plus dwa to cztery. Rzuciłbym mu nawet smakołyka, gdyby nie ta jego ironia, świadcząca o tym, że tego nie kupuje. Mało tego...Dlaczego w ogóle byłem oskarżany o kradzież?!
- Nie. Do cholery jasnej, Burke, czy ty myślisz, że mając świadomie przy sobie ten przeklęty wisior tak po prostu bym pozwolił podejść do siebie ministralnemu kundlowi? - Ja rozumiem, być może rozpościerałem aurę wątpliwego zaufania i naprawdę byłem nawet tego świadomy. Nie powiem też, że mi się nie zdarzało pożyczać na wieczne nieoddanie czyjegoś mienia, jednak z Borgina&Burka? Kraść?Błyskotkę o której trąbi pół Nokturnu, a druga połowa śni o niej mokry sen? Cóż...NAWET GDYBY to jednak, w tym momencie nie paliłbym z takim spokojem fajki w dokach. Poza tym... - poza tym, na pewno byście tak łatwo mnie nie znaleźli - co jak co, miałem również swoją renomę, kontakty. Na pewno miałbym te kilka dodatkowych godzin na spisanie testamentu. Właśnie, propos gróźb...
Po jego kolejnych słowach znieruchomiałem, po plecach przebiegł mi nieprzyjemny dreszcz, a na kostce prawej nogi poczułem ciężar nieistniejącej więziennej kuli. Skrzywiłem się podnosząc na niego w milczeniu chłodne spojrzenie. Tego też nie lubiłem - wiedzieć, że ktoś mógł więcej, był z góry skazany na zwycięstwo. Jedynie ostre szarpnięcie rozsądku sprawiło, że utrzymałem język za zgrzytającymi ze złości zębami. No może nie do końca...
- Pieprz się, Burke - fuknąłem, czując, że muszę dorzucić ostatnie słowo. Odwróciłem się potem do niego plecami i wywracając oczami wyrecytowałem z monotonią godną pięciolatka - Nie, nie byłbym aż tak głupi...- niech go już stąd zabiorą, proszę.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   03.05.17 22:29

Nie interesowały go pretensje Botta. Jeśli został postawiony za ladą i dostał jasno określone polecenia, miał je wykonywać. Bał się rodu Burke i miał ku temu powody, a jego roszczeniowa postawa nikogo nie interesowała - Craiga w szczególności.
- Nie wiem co ci siedzi we łbie, nie jestem czołgającym się po Nokturnie robakiem - skomentował pretensje Matta. Ucieczką przed funkcjonariuszami na pewno wzbudziłby konkretne zainteresowanie i wtedy w końcowym rozrachunku miałby na karku nie tylko wściekłych Burke'ów, ale i magiczną policję.
- Czy zdajesz sobie sprawę, że właśnie dałeś mi powód by wierzyć, że twoim zamiarem było zgarnięcie wisiora tylko dla siebie i ucieczka z nim? - wysyczał przez zęby. Ucieczka a potem sprzedać i zgarnięcie całego złota dla siebie. Pękata sakwa wypchana galeonami. Bo skoro Matt był tak pewny swoich sposobów by zniknąć, co innego Craig mógł sobie pomyśleć? Mimo wszystko współpraca Botta ze sklepem u B&B trwała jakiś czas i Matthew był raczej postrzegany jako ten z odrobinką rozumu. W końcu zwykle miał na tyle rozsądku, że wiedział iż, ot na przykład nie należy próbować gryźć ręki, która cię karmi. Jak więc teraz Burke miał uwierzyć, że Bott po prostu zapomniał, że jest w posiadaniu artefaktu na myśl o którym śliniło się pół Nokturnu?
- Grzeczniej, Bott. - dodał jeszcze, kiedy mężczyzna odpowiedział mu na pytanie. Sam Burke jeszcze nie wiedział, co zrobi. Przez tego zapchlonego kundla z ulicy stracił amulet wart naprawdę konkretną sakwę galeonów. Nie był pewien czy uda się go odzyskać. Chociaż, jeśli bardzo się postara i sypnie odrobiną złota tu i ówdzie... nie wyjdzie na tym aż tak źle i odzyska amulet. Zawsze była jakaś nadzieja. Tymczasem jednak zostało mu tylko czekanie aż wieści o jego niesłusznym aresztowaniu dotrą do jego rodziny, a ta pojawi się  w Tower - zrobić winnym funkcjonariuszom taką aferę, która wstrząśnie murami twierdzy.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   04.06.17 23:21

Zaciskałem to luzowałem nerwowo pięść. Knykcie mi aż zbielały w pewnym momencie, lecz to i tak lepiej niżbym miał pęknąć i rzucić się na Craiga. Chociaż przez krótką chwilę przebiegła mi po głowie myśl, czy udałby mi się wmówić klawiszom, że Burke potknął się i sam sobie tak niefortunnie ten kark przetrącił. Mając jednak na uwadze, jak profesjonalnie poszło mi dzisiejsze wciskanie bajki funkcjonariuszom równie szybko porzuciłem plany. Pozostawało i jedynie zbroić się w cierpliwość. Nie mogłem sobie na za wiele pozwolić. Właściwie to na nic. To było najgorsze. Czułem jak moja dusza wiła się z tego powodu cierpiętniczo. Tym bardziej gdy porównano mnie do robaka. Mocniej zacisnąłem dłoń w pięść.
- W dupie to już a w co wierzysz. Wiesz przecież już lepiej, prawda? - sarknąłem ironicznie, być może za bezczelnie, jednak byłem już zmęczony i przekonany, że czegokolwiek bym nie powiedział to mój "towarzysz" i tak wiedział lepiej bo swoje. Zrozumiałem więc, że moje tłumaczenia bez względu na to ak logiczne by nie były i sensowne to zdaniem "lepszych" i tak nadawały się do podważenia, bo były po prostu moje.
Och, ile ja dałbym teraz za kawałek skręta...Może wtedy bym się trochę uspokoił bo po prostu tak sam z siebie nie umiałem stanąć i zrobić głębokiego wdechu i wydechu odliczając przy tym do dziesięciu. Odwróciłem się więc plecami próbując chociaż w ten sposób trochę odizolować od problemu. Nie bardzo działało bo doskonale go słyszałem, te jego upomnienie. Skrzywiłem się lecz nic nie powiedziałem już więcej. Może to i lepiej.

|zt

[bylobrzydkobedzieladnie]




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?



Ostatnio zmieniony przez Matthew Bott dnia 05.07.17 23:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cela nr 35   12.06.17 9:50

Że też tego kundla jeszcze nikt nie nauczył pokory. Niby wiedziało to, żeby nie kąsać ręki, która go karm,i ale pysk otwierało zdecydowanie zbyt często. W Tower lądowało to to tak regularnie, że niedługo powinni mu chyba tutaj podpisać imieniem jedną z cel, żeby przypadkiem nie zabrakło miejsca, kiedy po raz kolejny złapią go na ulicy i postanowią zamknąć za samą mordę... albo za posiadanie podejrzanych dokumentów. Głos takich ludzi nie miał żadnej mocy. Nie w zderzeniu z wielkimi potęgami tego świata. Bo właśnie taką potęgo było nazwisko Burke. I Matt był niczym więcej niż tylko robaczkiem, pełzającym po ulicy. Z resztą, jego słowa naprawdę sugerowały, że zamierzał uciec z łupem. Po co inaczej chwaliłby się, że umie zniknąć i to w taki sposób, że nie dałoby go rady odnaleźć?
Craig podszedł do krat i zamknął oczy. Czuł jak powoli jego wściekłość opada. Lodowata fala zalewała jeszcze przez jakiś czas jego wnętrze, jednak z czasem powoli się uspokajała. Z każdej sytuacji było jakieś wyjście. Każdą dało się jakoś rozwiązać i to tak, żeby nie być zbyt stratnym. Już miał w głowie nawet plan. Dwa nawet, takie, które pozwolą mu albo uspokoić rozhisteryzowanego klienta, który będzie chciał zakupić medalion, albo własne ego. Oczywistym było, że ten drugi nie miałby się skończyć dla Matta zbyt dobrze.
Ku własnej niewypowiedzianej uldze, minęło trochę czasu ale w końcu jego oczom ukazała się znajoma i zdecydowanie bardziej lubiana przez niego twarz. Oczywistym było, że kiedy tylko Rowan dowie się, że Craig ma kłopoty, popędzi bratu na pomoc. Jego nazwisko nie było tylko na pokaz. Opuszczał więc celę, obrzuciwszy na koniec Matta pogardliwym spojrzeniem. Gnij sobie tam, panie Bott. Kto wie czy prędko opuścisz te mury, czy może zostaniesz tutaj faktycznie na znacznie dłużej?

zt




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
 

Cela nr 35

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Cela nr XI

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Tower of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17