Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Plac Piccadilly Circus

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Plac Piccadilly Circus   02.05.15 12:47

First topic message reminder :

Plac Piccadilly Circus

Plac Piccadilly Circus przecina ulice West End, centrum teatralnego Londynu. To częste miejsce spotkań młodzieży, blisko kultury, oraz jedna z bardziej rozpoznawalnych atrakcji turystycznych miasta. Gwarny i mocno zatłoczony, usytuowany w pobliżu dużej ilości mniej lub bardziej znanych kawiarenek i sklepików otoczony jest wieloma starymi kamieniczkami.
Pośrodku placu, na podwyższeniu, znajduje się urokliwa fontanna z figurką bożka Anternosa, chłopca o motylich skrzydłach, który symbolizuje nieszczęśliwą miłość. Na schodach pod fontanną gromadzą się młodzi ludzie.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tara Debonheur
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3573-tara-debonheur http://www.morsmordre.net/t3655-sowa http://www.morsmordre.net/t3654-tarka-d http://www.morsmordre.net/f109-fleet-street-120-4 http://www.morsmordre.net/t3807-tara
Piosenkarka, Tancerka, Włóczykij
20 lat
Charłak
Panna
Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie
0
0
0
0
0
0
2
0
Charłak
Be happy

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   18.09.16 13:52

Tara przechyliła lekko głowę, nie przerywając Louisowi ani na chwilę. Może w sumie byłoby lepiej, gdyby to zrobiła, bo teraz chciała mu powiedzieć tyle rzeczy na raz, że nie wiedziała od czego zacząć. Wyszło oczywiście jak zwykle - od powiedzenia jakiejś kompletnej, niezrozumiałej bzdury na dobry początek monologu.
- Tak jakby cokolwiek miało sens - wzruszyła ramionami z uśmiechem, jakby to nie było coś, co powinno ją lub Louisa martwić. Potem dopiero przeszła do jakichś normalniejszych spraw.
- Ogólnie to śpiewam różne utwory - wzniosła oczy do nieba. - Czasami jakieś popularne, czasem swoje własne. No a z muzykami to wiesz jak jest - stwierdziła niejasno. - Właściciel chce sobie przyoszczędzić. Im lepiej ktoś gra, tym więcej chce dostawać. No i to właśnie on decyduje kto będzie brzdękolił w pubie. Nie ja, choć chciałabym - zaśmiała się i przesunęła palcami po jasnych włosach, ale przypadkiem zaplątała sobie paznokieć w kołtuna i chwilę walczyła, żeby go wyjąć. - Moim zdaniem ty świetnie grasz, o wiele lepiej niż oni - nie krępowała się z położeniem mu ręki na ramieniu. - I jakbyś chciał to mogłabym coś tam pogadać z szefem. Problem w tym, że raczej wątpię, by ci się spodobała pensja, oczywiście jeśli w ogóle coś takiego by cię interesowało - przygryzła wargę i najwyraźniej uznając, że zrobiło się za spokojnie poprawiła energicznie swoje spodnie, strzepując z nich... no właśnie chyba nic.


Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time i was finding myself and I
Didn't know I was lost
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
WAKE UP!

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   19.09.16 22:14

Zabawna Tara. Mi tam się wydawało, że wszystko miało sens. To znaczy nie tak wszystko-wszystko, ale większość... chociaż... no może przynajmniej część rzeczy na Ziemi miało sens, o. A to już coś!
Słuchałem jej z rosnącym rozbawieniem tym bardziej, jak dodatkowo zobaczyłem jej walkę z kołtunem. Grunt, że wyszła z niej zwycięsko i bez straty we włosach.
Nie miałem większego problemu z wtargnięciami ludzi w moją przestrzeń osobistą, więc i to położenie mi ręki na ramieniu zupełnie mi nie przeszkadzało. Ba, lubiłem otwarte i bezpośrednie osóbki takie, jak Tara. Tylko na jej słowa parsknąłem śmiechem.
- Nie wiem czy w tej chwili jesteś taka miła, czy oni faktycznie tragicznie grają - odparłem wesoło, bardziej w żartach niż ze skromności. - A na granie w jakimś przybytku byłbym chętny zawsze i wszędzie - dodałem szybko, zanim zdążyłaby się wycofać ze swojego pomysłu. - Stawka zupełnie nie ma dla mnie znaczenia, byle tylko nie kolidowało mi to z zajęciami - powiedziałem jeszcze wprost. Niemożliwe, żeby muzykowanie w jakiejś knajpie czy innym pubie było mniej dochodowe niż na ulicy, a skoro tak, to byłbym do przodu, nie? A to się liczyło.
- Jeśli tylko wchodzą w grę wieczory, to się na to piszę! - podniosłem ręce, żeby zademonstrować mój zapał. - Ale! - opuściłem jedną, w dłoni drugiej zostawiając wyprostowany jedynie palec wskazujący na zaznaczenie powagi tego, co zamierzałem teraz powiedzieć. Nawet spoważniałem, o.
- Najpierw muszę usłyszeć jeszcze twoje piosenki - zauważyłem i uśmiechnąłem się do niej zawadiacko.




Make love music
NOT WAR

©CC
Powrót do góry Go down
Tara Debonheur
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3573-tara-debonheur http://www.morsmordre.net/t3655-sowa http://www.morsmordre.net/t3654-tarka-d http://www.morsmordre.net/f109-fleet-street-120-4 http://www.morsmordre.net/t3807-tara
Piosenkarka, Tancerka, Włóczykij
20 lat
Charłak
Panna
Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie
0
0
0
0
0
0
2
0
Charłak
Be happy

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   20.09.16 15:54

Widząc, że Louisowi spodobał się jej pomysł zdecydowanie poczuła się bardziej szczęśliwa. O ile to jeszcze w ogóle było możliwe. W każdym razie swoją radość wyraziła wysokim podskokiem z poderwanymi do tyłu stopami i głośnym klaśnięciem w dłonie, które sprawiło, że większość ludzi naokoło znów zaczęła ich obserwować. I Tara nawet nie przejmowała się tym, że papieros niemal wypadł jej z ust.
- Możesz mi wierzyć, że grają fatalnie. Ale miła też jestem. I szczera w dodatku - uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo. Zaraz potem dodała. - Oczywiście, że wieczory, a kiedy bary są najbardziej oblegane!
Pokręciła głową ze śmiechem, a potem nagle zmieniła swoją prezencję na tajemniczą i zawadiacką. Schowała ręce za plecami i lekko się do Louisa nachyliła.
- Żeby usłyszeć moje piosenki będziesz musiał się wysilić. Co powiesz na grę? Coś w rodzaju... hmmm... poszukiwań? Powiesz, kiedy masz czas, a ja podam ci wskazówki po których będziesz musiał rozpoznać pewne miejsce w Londynie. Będę tam na ciebie czekać. Jak uda ci się zgadnąć i do mnie przyjdziesz, to ci zaśpiewam. Co ty na to? - mrugnęła do niego, ewidentnie świetnie się bawiąc.


Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time i was finding myself and I
Didn't know I was lost
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
WAKE UP!

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   25.09.16 21:19

Zaśmiałem się serdecznie na jej podskok i klaśnięcie w dłonie. Zanim pomyślałem co wyczyniam, poczochrałem jej włosy, jakbym tarmosił po łbie kudłatego psiaka. Taki odruch! Przy każdej okazji robiłem tak przyjaciółkom, na co zazwyczaj prychały i fukały jak oburzone kotki. Robiły to chociaż na pewno zdążyły się do tego już przyzwyczaić... Tara jednak nie miała jeszcze okazji. No cóż... trudno. To serio było silniejsze ode mnie.
- Da się pogodzić bycie miłym i szczerym? - parsknąłem na jej słowa.
Za to jej propozycja stawała się coraz bardziej kusząca. Chyba zaczęło do mnie docierać, że naprawdę będę miał okazję zagrać w jakimś pubie czy barze (wszystko jedno) i do tego nie dopłacać. Ba! Może nawet na tym zarobię! Czasami miałem nieziemskiego farta, serio!
Co powiem na grę? Chyba nie musiałem mówić nic - oczy momentalnie błysnęły mi zaintrygowaniem.
- Mam czas dziś i mam czas jutro - odparłem machinalnie zupełnie się nie przejmując, że może wyzwanie mnie przerośnie. A mogło, po tym co usłyszałem. Będę musiał znaleźć miejsce w Londynie po jej wskazówkach? Cóż... nie, nie zamierzałem się wycofywać tylko dlatego, że nie znałem jakoś doskonale tego miasta. Znajdę to miejsce, znajdę, choćby nie wiem co!
- Piszę się na to - odparłem jej z uśmiechem. - Nie wywiniesz się od zaśpiewania mi swoich piosenek, nawet na to nie licz - dodałem z rozbawieniem.




Make love music
NOT WAR

©CC
Powrót do góry Go down
Tara Debonheur
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3573-tara-debonheur http://www.morsmordre.net/t3655-sowa http://www.morsmordre.net/t3654-tarka-d http://www.morsmordre.net/f109-fleet-street-120-4 http://www.morsmordre.net/t3807-tara
Piosenkarka, Tancerka, Włóczykij
20 lat
Charłak
Panna
Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie
0
0
0
0
0
0
2
0
Charłak
Be happy

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   27.09.16 18:17

Tara nie wyglądała, jakby gest Louisa w jakiś sposób jej przeszkadzał. Wręcz przeciwnie - zrobiła zadziorną minę i sama wyciągnęła rękę, robiąc Louisowi to samo, co on jej przed chwilą. No bo czemu nie? Miał bardzo fajne włosy i można z nich było zrobić fajny bałagan.
- Jak się chce, to wszystko się da - rzuciła beztrosko, stając na palcach i poprawiając jednak to, co zrobiła chłopakowi na czubku głowy.
Chwilę potem znów się podekscytowała. Zgodził się na poszukiwania! A większość ludzi się nie godziła... to znaczy, większość, do tej pory pytała o to chyba tylko jedną osobę, więc w tym wypadku mogła powiedzieć wszyscy. Zagadkę miała już przygotowaną i nie była ona przejawem jej niezwykłej wiedzy ogólnej, po prostu skonstruowała ją już dawno temu właśnie na takie okazje. Chociaż szansa na to, że kiedyś jej się to przyda była bardzo mała, to jednak zawsze trzeba być przygotowanym i widać to nawet w tej chwili!
- To w takim razie jutro - powiedziała z radością, a niebieskie oczy prawie zaczęły jej błyszczeć - powiedzmy, że gdzieś koło szesnastej. Mam nadzieję, że do tej pory uda ci się rozwikłać moją zagadkę? - rzuciła zadziornie, przechylając głowę. - No więc to będzie tak... kieruj się szlakiem lokalu seryjnego mordercy, a potem wszystko pójdzie już z górki, bo wystarczy, że pójdziesz do planetoidy Lachesis przez homofon wyrazu oznaczającego śmierć w języku japońskim. No. To widzimy się tam jutro- podskoczyła i poklepała Louisa po ramieniu na pożegnanie. Zanim zdążyłby odpowiedzieć odwróciła się i pobiegła, znikając za najbliższym rogiem, pod nosem cały czas lekko się śmiejąc. Nie zostawiła chłopakowi żadnej informacji o sobie, czy nawet chociażby nazwy baru w którym pracuje, więc jeśli nie odgadnie zagadki to mogę się nigdy już nie zobaczyć. Może to będzie dla niego dodatkową mobilizacją.
Chociaż - pomyślała Tara gdzieś w połowie drogi do gdziekolwiek-mnie-nogi-poniosą - myśl o tym, że miałabym się z nim już nie zobaczyć nie jest jakoś bardzo przyjemna Pozostawało tylko liczyć na jego dedukcję.

/zt


Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time i was finding myself and I
Didn't know I was lost
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
WAKE UP!

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   05.10.16 20:49

Była świetna. Im dłużej z nią przebywałem i im lepiej poznawałem (choć przecież nie poznałem jej nawet w najmniejszym ułamku!), tym częściej nasuwało mi się to spostrzeżenie. Radość połyskiwała w jej niebieskich ślepkach przez co z trudem odrywałem od nich wzrok. Chyba nie znałem drugiej tak pozytywnej osoby. Pobijała o głowę wszystkich i to ze mną na czele, o.
Parsknąłem śmiechem, kiedy oddała mi pięknym za nadobne i również zmierzwiła mi czuprynę. Rozbawiło mnie to tym bardziej, że jeszcze żadna dziewczyna tego nie zrobiła w rewanżu (może dlatego, że żadna nie sięgała?).
Jutro. Jutro miałem odnaleźć miejsce z zagadki. W porządku, czemu nie?
Trochę jednak straciłem na pewności siebie, kiedy już usłyszałem tą zagadkę. Nie, ona wcale nie była łatwa. To znaczy początek - ok - z planetoidą się zastanowię, w końcu astrofizyka to mój konik, ale...
- Zaraz... czekaj! Homo-co?! - zawołałem za nią, ale już znikała mi z oczu za najbliższym rogiem. Homo-coś wyrazu... śmierć? W języku... japońskim? Japońskim?! Kiedy ja byłem marny nawet z angielskiego!
Czyżbym właśnie zobaczył ją po raz ostatni?
Nie, tak łatwo nie miałem zamiaru dać za wygraną. Jeszcze rozgryzę tą zagadkę, potrzebuję tylko trochę czasu... i kilkadziesiąt razy powtórzyć sobie jej treść.

[zt]




Make love music
NOT WAR

©CC
Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   16.10.16 17:49

Para nr I

Benjamin szedł z próbką smoczego kału do Ministerstwa, gdzie miał oddać go na badania. W drodze do magicznej budki będącej wejściem do gmachu przejść musiał przez jeden z najbardziej ruchliwych placów w całym Londynie. Teleportacja niestety nie wchodziła w grę przy tak dużej ilości mugoli. Pogoda na szczęście była ładna i wyjątkowo mało angielska. Nie zanosiło się na deszcz, a słońce grzało wystarczająco mocno, by spacer mógł stać się przyjemnością.

Gaspar siedział w barze czekając na spotkanie. Przybył odrobinę przed czasem i zdążył zająć wygodne miejsce, z którego mógł obserwować wchodzących do środka ludzi. Wypatrywał znajomej twarzy wśród nielicznych odwiedzających to miejsce o tak wczesnej porze Brytyjczyków. Ku jego zaskoczeniu i zaniepokojeniu jednocześnie do środka wkroczył ktoś, kogo Alvares spodziewać się nie mógł. Nie mógł przypomnieć sobie imienia przybysza, ten jednak z pewnością gdzieś go już kiedyś spotkał i właśnie chyba Gaspara rozpoznał. A przynajmniej tak można było sądzić po nagłym uśmiechu. Problem polegał na tym, że mężczyzna znał Alvaresa z czasów, gdy ten był kimś zupełnie innym, a osoba, na którą ten czekał dowiedzieć się o tym nie mogła. Gaspar więc korzystając z małego zamieszania przy drzwiach wstał ze swojego miejsca i ewakuował się z niebezpiecznego baru. Tylne wyjście miało jednak to do siebie, że wymagało okrążenia budynku, by można było podejść ponownie pod drzwi wejściowe i tam oczekiwać spotkania.

Gaspar wyszedł na Piccadilly Circus szybkim krokiem, oglądając się przy okazji za siebie, żeby sprawdzić czy jego angielskie wyjście na pewno pozostało niezauważone. Wtedy jednak zderzył się z czymś, co przypominało skałę. Benjamin niosący słoik nawet się nie zachwiał. Słoik jednak, który dzielnie niósł w dłoniach wyślizgnął mu się nieubłaganie zmierzając ku ziemi. Wright jednak mogący poszczycić się refleksem i całą niezłą zręcznością niemalże go złapał. Przeszkodziła mu jednak czyjaś ręka. Gaspar, który stracił równowagę bardzo mocno próbował ją odzyskać rozpaczliwie przebierając rękami w powietrzu. Ostatecznie jednak i on i słoik skończyli na chodniku. Co gorsza, słoik tłukąc się na drobne kawałeczki ochlapał swoją zawartością całego Alvaresa i nogawki Benjamina. Smród, jaki momentalnie się wydobył zwrócił uwagę wszystkich znajdujących się wokół przechodniów na dwójkę mężczyzn, a szczególnie tego pokrytego brązową mazią. Wyglądało na to, że Gaspar może zapomnieć o każdym spotkaniu, zaś Ben zmuszony będzie po raz kolejny zbierać smoczą kupę z rezerwatu do słoika, by dostarczyć ją Ministerstwu.

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   18.10.16 19:37

| 7 marca?

Brudna robota opiekuna smoków nigdy nie odstręczała Benjamina, ba, wręcz czasem wyczekiwał laboratoryjnych przesyłek, żałując, kiedy powierzano je stażystom. Zazwyczaj bilet do Londynu oznaczał całodniową przepustkę do wolności i picia na Pokątnej, co w przypadku tak paskudnej, jeszcze zimowej pogody, ratował przed kompletnym przemoczeniem na wzgórzach Peak District. Wright nie był dzisiaj w zbyt dobrej formie. Siniaki pozostawione przez mocne ręce Matta jeszcze się nie zagoiły a złożony prowizorycznie nos dalej zdawał się być niedorzecznie spuchnięty, nic więc dziwnego, że oddychał z trudem, z wdzięcznością przyjmując wycieczkę do Londynu. Dłonie drżały mu jak w mugolskiej febrze - wiedział o niej dzięki aptekarskim opowieściom tatusia - więc wolał trzymać w nich spory słoik niż łapę smoczyska. Opuścił rezerwat z lekką ulgą, zarówno spowodowaną umknięciem przed czujnym wzrokiem dzisiejszego brygadzisty jak i perspektywą szybkiego powrotu na Nokturn, gdzie mógł bez wyrzutów sumienia wspomóc się koktajlem witamin, mających postawić go na nogi. Lub zesłać głębiej do piekieł. Na razie myślał pozytywnie, brnąc przez siebie środkiem skrzyżowania, niezbyt skoncentrowany jednak na tym, co go otacza. Umysł błądził gdzieś daleko, co z pewnością przyczyniło się do nagłego incydentu.
Jaimie przywykł do wpadania na ludzi i właściwie tego już nie zauważał - nieszczęśnicy odbijali się od niego niczym kry od lodołamacza lub łajnobomby od ścian gabinetu Slughorna - lecz w tym przypadku musiał zareagować. Zachwiał się lekko, właściwie niezauważalnie, ale do rzeczywistości przywrócił go brutalnie niezbyt zachęcający aromat. No tak. Słoik. Wright spojrzał w dół na resztki szkła, obrzucając także spojrzeniem przewróconego (i dość mocno...pobrudzonego) przypadkowego przechodnia. Westchnąłby ciężko, ale obawiał się, że wtedy zaciągnąłby się jeszcze mocniej wątpliwym zapachem, do którego oczywiście przywykł przez lata pracy w rezerwacie, ale nie na tyle, by się nim zachwycić.
- Wybacz, bracie - powiedział do nieznajomego, żałując, że nie znajdują się w jakiejś zacisznej uliczce. Mógłby wtedy potraktować go pięknym Chłoszczyść i problem skończyłby się szybciej, niż się zaczął. Tutaj zapewne wpadł na mugola więc różdżkowa ingerencja nie wchodziła w grę. - Te nawozy...cóż zrobić, nie pachną milutko, ale...pewnie szybko się spierze - dodał pocieszająco, cały emanując współczuciem, chociaż oczy miał puste a usta zaciśnięte. Nawet tak groteskowa sytuacja nie mogła przywrócić do życia dawnego, rubasznego Benjamina, który w normalnych warunkach umarłby ze śmiechu.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Gaspar D. Alvares
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3524-gaspar-duarte-alvares#61549 http://www.morsmordre.net/t3612-corsande#65129 http://www.morsmordre.net/t3600-lie-to-me#64563 http://www.morsmordre.net/t3613-gaspar-duarte-alvares#65136
znany jako zamożny, czystokrwisty czarodziej; mecenas sztuki
32 lata
Półkrwi
Kawaler
Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało.
0
3
0
0
18
0
0
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   24.10.16 12:41

Gaspar nie tyle próbował złapać własną równowagę, bo aż tak bardzo to od tego goliata się nie odbił. Jedynie uderzenie siadło mu na klatce piersiowej, a mimo to, wykazując się refleksem, podjął się próby ratowania słoika. Podobnie jak Benjamin. W efekcie. Cofając się o krok, dla zdobycia lepszej stabilności, Alvares trafił na lekki wybój i dopiero na nierównej kostce wywinął zjawiskowego orła. W pierwszej kolejności, kiedy bardzo cuchnąca breja wylądowała mu na nieskazitelnie białej, wyprasowanej przez hotelową obsługę koszuli, poczuł złość. Jego tęczówki na moment tylko błysnęły czernią w rozdrażnieniu, szybko jednak Gaspar, wyszkolony w kontroli własnych emocji, przybrał wyraz od całkowitego osłupienia, po... rozbawienie. Kiedy bowiem dłużej się nad tym zastanowił. Los był dzisiaj bardzo przewrotny i przezabawny. Chociaż mężczyzna szykował się do podźwignięcia się z ziemi, podparł się jedynie na łokciach i wybuchł gromkim śmiechem. Zaraz przed tym jak zakrztusił się własnym odorem.
Niech Cię... i czemuś przy tym udaje się nie gnić?
Otrzeźwił go swąd, gorszy niż jakikolwiek Gaspar miał okazję doświadczyć, a przyznajmy to szczerze, że Alvares bywał w różnych rynsztokach. Z każdego udało mu się wychodzić obronną ręką. Teraz siadając, oparł jedną rękę na kolanie. Były też plusy. Zapach jaki teraz wokół siebie roznosił, musiał odstraszać od niego nawet najtrwalszych dawnych znajomych. Cóż... jakby nie patrzeć, los zrobił mu przysługę. Gasparowi zawsze dopisywał bardzo niepoprawny rodzaj szczęścia. Otrzepałby się w tym momencie, ale obawiał się, że rozniesie resztki "nawozu" z brudnych ciuchów na ręce, a z tych na przykład na włosy, kiedy przeczesał je o dziwo czystą ręką do tylu, pozbywając się przydługich kosmyków z twarzy. Splunąłby na bok, czując na wargach paskudny smród, ale jedynie otarł twarz wierzchem ręki.
Mówisz? Muszę uwierzyć na słowo.
Uśmiechnął się kątem ust zbierając z ziemi kapelusz, który upadł kilka metrów dalej jeszcze przed nieszczęsnym rozbiciem słoika. Gasparowe szczęście! Przynajmniej ten był cały. Zgarnął go z ziemi, założył na głowę, uchylił go lekko, żeby ukłonić się mężczyźnie i czmychnął, śmiejąc się w duchu, że nawet największa zdolność kamuflażu, nie przestanie go teraz wyróżniać z tłumu. Chciał wyminąć nieznajomego na pożegnanie, czym prędzej udając się do hotelu, wymienić strój, ale jak tylko wychylił się zza cielska mężczyzny, dostrzegł osobnika, przed którym uciekał. W naturalnym odruchu zatrzymał się więc na poziomie ramion Wrighta, przerzucając mu ramię przez barki, pochylając się nad nim konspiracyjnie, jakby chciał powiedzieć coś bardzo interesującego. Nie wziął pod uwagę, że takie położenie Benjaminowi mogło się nie spodobać, z uwagi na odór, jaki teraz Alvares wydzielał.
Tak między nami... czym się pozbyć tego ustrojstwa?




Men  occasionally stumble over the truth,
but most of them pick themselves up and hurry off
as if nothing ever happened.
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   24.10.16 13:59

Przypadkowa katastrofa nie wpłynęła druzgocząco na stoicyzm Benjamina. Od dłuższego czasu nic nie było w stanie poruszyć go naprawdę, do głębi, lub chociażby powierzchownie wywołać nagłą zmianę - oprócz sproszkowanych pazurów, rzecz jasna - i Wright zapadał w bolesną katatonię codzienności, szukając ucieczki od przedwiosennego marazmu. Groteskowe zderzenie, dziejące się w samym centrum Londynu, stanowiłoby doskonałą, wesołą opowiastkę, sprzedawaną znajomym przy szklaneczce Ognistej, ale...nie potrafił czerpać z czyjegoś nieszczęścia żadnych profitów. Z drugiej strony nie rozpaczał też nad utraceniem cennej substancji: cóż, najwyżej napisze wieczorem sowę do brygadzisty z Peak District i próbkę doniesie jutrzejszy pracownik. Nie stało się więc niż aż tak strasznego lub aż tak wesołego, by wypchnąć Benjamina z ramy chodzącej, smętnej frustracji. Należało jednak zauważyć, że zachowywał się wyjątkowo fair, nie depcząc po nieszczęśniku ani nie ewakuując się jak najszybciej ze strefy skażania. Skrzywił tylko lekko nos a gdy zobaczył, że nieznajomy gramoli się z nierównego bruku, podał mu dłoń, pomagając szybciej i zgrabniej stanąć na nogi.
- Gnicie jest dobre dla wzrostu - odparł równie bezsensownie co filozoficznie, wzdychając lekko. Dlaczego wypadek zadział się akurat tutaj. Wątpliwie przyjemny aromat bruneta coraz mocniej dawał mu się we znaki i niemalże odruchowo włożył dłonie do kieszeni kurtki, dotykając palcami prawej kojącego drewna różdżki, która mogłaby w kilka sekund uczynić ten dzień lepszym: dla ich obojga. Magia pozostawała jednak poza zasięgiem Bena, więc mógł jedynie wzruszyć ramionami i ruszyć dalej. Taki miał zamiar, ukrócony jednak nagłym gestem mężczyzny. Wyglądał specyficznie, cały uwalany śmierdzącą substancją, za to w eleganckim kapeluszu, na którym Wright zawiesił wzrok, gdy brunet poufale objął go ramieniem. Schylił się odruchowo, chociaż od razu usta wykrzywiły się w lekkiej odrazie.
- Eeee - odpowiedział elokwentnie, starając się przywołać z pamięci jakieś mugolskie proszki, które widywał czasem w aptece swojego ojca. Nic jednak nie przychodziło mu do głowy. - Mydłem? - odparł w końcu, wyswabadzając się z poufałego uścisku mężczyzny. Stanowczo acz bez żadnej niechęci czy agresywnych zamiarów. W jakiejś części swego spętanego głodem jestestwa naprawdę mu współczuł. - Po prostu daj to swojej pannie, one na pewno wiedzą co z tym robić - polecił w dość szowinistycznej zadumie, przyglądając się mężczyźnie.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   02.12.16 22:04

Sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wybujałego ego przemieszczało się mozolnie, acz, trzeba przyznać, wytrwale, na niebotycznych obcasach, które lawirowały pomiędzy kocimi łebkami z niemałą gracją. Hannah miała dokładnie pięć minut, żeby pojawić się w tym samym barze, z którego dopiero co wyszedł Gaspar, niemniej jednak specjalnie skorzystała z kominka oddalonego od docelowego miejsca - musiała przecież przekroczyć próg lokalu odpowiednio spóźniona, a rude loki miały ułożyć się w przypadkowy artystyczny nieład (dwie godziny spędziła susząc różdżką włosy, dociskając papiloty oraz układając je na nowo, byleby tylko w pełni kontrolować chaos). Przyodziana w płaszczyk będący ostatnim krzykiem mugolskiej mody i dygocząc odrobinę z zimna (niewielka cena za to, jak się w nim prezentowała jej talia), zmierzała do głównego wejścia. Minęła dwójkę rozmawiających ze sobą mężczyzn początkowo nawet nie zaszczycając ich spojrzeniem. Dopiero gdy obejrzała się przez ramię, by poprawić misterną konstrukcję opatulającego ją ogromnego szalika, dostrzegła jego sylwetkę. Stanęła jak wryta, mrużąc swoje podkreślone czarną kreską oko i po chwili konsternacji zawróciła, by upewnić się, czy wzrok czasem jej nie mylił. - Benjamin Wright? - niezbyt uprzejmie przerwała im rozmowę, całą swoją uwagę poświęcając tylko jemu. - A więc te mięśnie jednak są prawdziwe - dodała z filuternym uśmiechem, przybierając wystudiowaną pozę (brzuch wciągnięty, klatka piersiowa do przodu), po czym zasłoniła usta dłonią w kokieteryjnym geście, udając, że oblewa się rumieńcem. Absolutnie nie mogła przepuścić takiej okazji! Była fanką Bena przez tak długi czas, że sama możliwość zobaczenia go z bliska to spełnienie jej marzeń sprzed kilku lat. Fakt, że oddychała tym samym powietrzem, co... - Co tu tak...? - dopiero teraz wiatr przywiał jakże uroczy zapach, a dziewczyna niemalże zzieleniała na twarzy. Rzuciła Gasparowi oskarżycielskie spojrzenie - mogłaby przysiąc, że właśnie z jego strony zaleciało tym... czymś. Zapach samca to jedno, ale ile trzeba się nie myć, żeby cuchnąć w tak odrażający sposób?


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   03.12.16 10:58

W normalnych okolicznościach przyrody - czyli przyrody dzikiej, magicznej, oplatającej ich pędami szybkich oraz łatwych rozwiązań - już dawno mógłby ruszyć do swoich obowiązków (a raczej żałosnych zmartwień), wyrzucając z głowy postać dziwacznego człowieczka pokrytego niezbyt aromatyczną substancją. Niestety, utknął przy nim na (już kilkaset) dobrych sekund, spętany nie tyle wyrzutami sumienia, co niespotykaną uprzejmością. Widocznie przeżarty narkotykami mózg odkrywał przed świadomością coraz to nowsze, nieużywane rejony. Empatii. Współczucia. Żenującej bezwolności. Intelektualnego zaćmienia...chociaż nie, to ostatnie akurat towarzyszyło Jaimiemu od długiego czasu. Uśmiechnął się do nieznajomego słabo i korzystając z okazji - kapelusznik zaczął mamrotać coś pod nosem, próbując otrzepać się ze śmierdzącegj mazi - miał odwrócić się na pięcie i odejść, pozostawiając za sobą tylko chaos i brud, lecz zanim zdołał dokonać tego karkołomnego wyczynu, tuż obok niego zmaterializowała się urocza kobieta. Zerknął w dół, odruchowo obcinając ją uważnym wzrokiem; wzrokiem, który wyposażony w samczy geniusz matematyczny od razu dokonał szalonego równania, stawiającego rudzielca wysoko na podium kandydatek do rozpłodu. Niedorzecznie wąska talia, skontrastowana z szerokimi biodrami i krągłymi kształtami biustu - niestety zasłoniętego przez jakąś głupią szmatkę albo inną kuchenną chustkę, przypadkowo zaczepioną wokół szyi - zachwyciła go do głębi. I choć przed chwilą nawet szczeniacko głupia sytuacja nie była w stanie wytrącić go z katatonii, to uczynił to właśnie kobiecy urok. I połechtane męskie ego. Minęło już pięć lat od głośnego zakończenia kariery a on wciąż był rozpoznawany, i to przez tak cudowne istotny, na chwilę rozganiające ciemne chmury, wiszące nad jego głową.
- We własnej osobie - potwierdził, zadziwiająco gładko przypominając sobie pewny, gwiazdorski ton wypowiedzi, niepozbawiony jednak ciepła. Z zadowoleniem przyjął flirciarskie zagajenie dziewuszki - tak odważne lubił najbardziej - i mrugnął do niej zawadiacko. - Jak najbardziej. Praca w rezerwacie doskonale buduje muskulaturę, nie mówiąc już o okiełznywaniu smok... - zaczął subtelne przechwałki, na szczęście przerywając w połowie zdania. Zerknął kontrolnie na nieznajomego, który wytrzeszczał oczy w jakimś konkretnym zrozumieniu. Czyżby wypowiedziane przez kobietę nazwisko coś dla niego znaczyło? A więc i on należał do magicznego świata? Cóż, to by wiele ułatwiało. I lepiej wróżyło w dalszej rozmowie ze ślicznotką. Wzruszył ramionami w odpowiedzi na jej retoryczne pytanie, jeszcze wahając się pomiędzy uratowaniem biedaka a zaciągnięciem rudzielca na godną porcję Ognistej. Ewentualnie Diablego Ziela.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   03.12.16 19:23

Niegdysiejsze bożyszcze tłumów stało tuż obok niej, to się nie mieści w głowie! Gdy tylko utwierdził ją w przekonaniu, że nie pomyliła go z jakimś równie (wspaniale, cudownie, uroczo) zarośniętym jegomościem (ale przecież jakżeby mogła, skoro jeszcze sześć lat temu zasypiała, wpatrzona w jego plakatową podobiznę), wlepiła w mężczyznę niemalże rozmarzone spojrzenie, z miejsca zapominając o tym, że w barze czeka na nią stęskniony (niedoszły) narzeczony. Benjamin Wright był królem przestworzy i - kiedyś, choć sentyment pozostał - jej nastoletniego serca. Nawet na którychś zajęciach wróżbiarstwa zobaczyła ich w szklanej kuli razem na ślubnym kobiercu  - co jeśli miała to być jedyna przepowiednia w jej życiu, która się spełni (choć może to wcale nie była wizja, tylko po prostu przysnęła)?
- To przeznaczenie! - wyszeptała bardziej do siebie niż do niego, wciąż nie mogąc przejść do porządku dziennego z tym, co się właśnie działo. Spijała z jego ust każde słowo, czując coraz boleśniej wbijające się w jej serce ukłucie zazdrości. Dlaczego jej mężczyzna był nudnym urzędnikiem z Ministerstwa i nie miał w sobie absolutnie nic z tego, co tak bardzo pociągało ją w facetach? Dlaczego, na Merlina, skończyła właśnie z nim, podczas gdy takie ucieleśnienia męskości wciąż chodziły po tym świecie... niezaobrączkowane? Zerknęła na dłoń Benjamina, upewniając się, co do tego ostatniego faktu, ale wszystko się zgadzało. Gwiazdor, prawdziwy gwiazdor, niesamowicie utalentowany. Jej Jastrząb. A teraz na dodatek nieustraszony smoczy jeźdźca. Oczami wyobraźni widziała już siebie omdlewającą w jego ramionach, gdy zataczają kręgi nad jakimś romantycznym miejscem, a smok niczym wytresowany psidwak spełnia każdy jej kaprys.  - Czy najwierniejsza fanka mogłaby prosić o autograf? - starała się, by jej głos zabrzmiał uwodzicielsko, a dla wzmocnienia efektu zamrugała oczami, wachlując twarz kurtyną rzęs. Uwierzcie, że robienie dobrej miny do złej gry w tak aromatycznych okolicznościach było ledwie możliwe, ale nie mogła sobie pozwolić na to, żeby okazać niezadowolenie (gdy marszczyła nos, pogłębiała się lwia zmarszczka, sprawiając, iż Hannah przestawała wyglądać tak korzystnie, jak zawsze). Sięgnęła do malutkiej torebki, wyjmując z niej długopis i przez przypadek przeoczając notes. - Nie mam niczego, na czym mógłby się pan podpisać... - fałszywy smutek zabrzmiał wystarczająco przekonująco. Podniosła wzrok znad torebki i rzuciła mu obłudnie niewinne spojrzenie. - Chyba że... może na szyi? - w jej oczach pojawiły się łobuzerskie iskierki, czego już nie udało się Hannah ukryć. Cóż, była ostatnią osobą, którą można by nazwać pruderyjną. Zdjęła szal, przy okazji odpinając również trzy pierwsze guziki płaszcza, co pozwoliło jej zaprezentować spory dekolt.
To jak, panie Wright, da mi pan autograf?


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   04.12.16 11:05

Pojawienie się u jego boku ślicznotki jak ze snów skutecznie wybudziło Benjamina z stuletniego snu bezbrzeżnego smutku. Zapewne na krótką chwilę, ale jednak. Skomplikowana plątanina mięśni twarzy nie zapomniała, jak wywoływać uśmiech, a struny głosowe - bądź inne medyczne ustrojstwa, odpowiedzialne za tembr głosu - jak drżeć, by wspaniałym, niskim tonem powodować w uszach niewiast przemiłe wibracje. Cała maszyna benjaminowego uroku, z jakiego zasłynął przed laty, działała doskonale, i choć zakurzona, zapomniana i nieużywana, to w łatwy sposób mogła zostać przywrócona do użytku. Dawało to pewną nadzieję; mały, jaśniutki promyczek, zapewne bijący z rozjaśnionego zadurzeniem lica rudzielca, dodawał jego pustym, czarnym tęczówkom specyficznego blasku, perfekcyjnie udającego prawdziwe życie. I zainteresowanie czymś więcej, niż rozryciem sobie żył i wtłoczeniem do nich zbawiennego, błyszczącego, podgrzanego proszku. Nic więc dziwnego, że pokiwał entuzjastycznie głową, gdy dziewczę wspomniało o przeznaczeniu. Z pewnością tak było, gdyby tylko odjąć jeden mały, śmierdzący szczególik. Westchnął lekko, po czym odwrócił się znów w kierunku Gaspara - Mydło pani Skover powinno pomóc - rzucił pomocnym szeptem (skoro nieznajomy go kojarzył, to z pewnością kojarzy także i magiczne środki czystości), po czym ponownie zrobił dwa kroki w kierunku rudzielca - czyżby wstęp do cza-czy? - i uśmiechnął się do niej jeszcze szerzej, mając nadzieję, że spuchnięte dziąsła nie zaczną brodzić krwią, nadając mu wyglądu dwumetrowego, napompowanego testosteronem wampira, śliniącego się na czerwono do odkrytego dekoltu, prezentującego bladą, delikatną skórę rudzielca. Po raz tysięczny w swym krótkim życiu podziękował losowi za obdarzenie go wspaniałym wzrostem: mógł bezwstydnie zerkać w dół, bez obawy o bycie spoliczkowanym za zbyt nachalne podziwianie wdzięków. - Autograf...yyy...pewnie - odparł elokwentnie po dłuższej chwili zawieszenia, wynikającej z dokładnego śledzenia pieczołowicie odpinanych guziczków płaszcza. - Ale...z szyi mój podpis szybko zniknie. Może wolałabyś coś trwalszego? Na - etykiecie od Ognistej? prześcieradle? - serwetce? - zaproponował, patrząc na nią znacząco, oferując jej swoje barczyste ramię. Zapewne pachniał jak ćpun na głodzie - dobrze, że praca wymuszała podstawowe higieniczne czynności - ale miał nadzieję, że nie będzie jej to przeszkadzało. - Znam tutaj w pobliżu przemiłą kawiarnię - dodał z samczą pewnością, i choć tekst ukradł wieki temu od starszych kolegów z drużyny, i właściwie nie znał w pobliżu żadnej kawiarni, to przy odrobinie męskiego czaru nawet podrzędna speluna na końcu Pokątnej wpisze się w definicję urokliwej kafejki.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   04.12.16 12:18

Naprawdę miała ochotę się stamtąd jak najszybciej ulotnić, bo z kolei ten uciążliwy zapach ulotnić się nie chciał. Więc gdy tylko Benjamin Wright zaproponował jej autograf na serwetce, nie zastanawiała się ani chwili - bezceremonialnie chwyciła go za naprężone ramię. - Bardzo podoba mi się ten pomysł, Ben - i bardzo podoba jej się też to, że od razu przeszedł z nią na ty. To znacznie skracało zupełnie zbędny w tej sytuacji dystans. A przede wszystkim dobrze rokowało na przyszłość. Jeszcze kilka godzin i Wright będzie jadł z jej wypielęgnowanej rączki.
Zupełnie nie przejmując się mężczyzną, z którym Benjamin rozmawiał, ani mężczyzną, który wciąż na nią czekał, skierowała kroki w stronę Piccadilly Circus, ciągnąc Wrighta za sobą z taką gracją, że mógł mieć wątpliwości, kto kogo prowadzi. - To pewnie ta sama miła kawiarnia, o której myślę - subtelnie jak na nią dała mu znać, że wybór lokalu należał do niej. Koniecznie musiało to być jakieś modne miejsce, w którym znajduje się wystarczająco dużo czarodziejów, by ktoś z nich rozpoznał Bena i... może nawet napisał do rubryki plotkarskiej Czarownicy, mianując ją dziewczyną (byłej, ale to nie ma przecież znaczenia) gwiazdy Quidditcha. Podekscytowała się tym faktem tak bardzo, że przez solidną warstwę pudru przebił się czerwony pigment rumieńców. - Powiedz mi, jak to jest być sławnym? - zadała pytanie z najgorszego repertuaru z możliwych, ale kierowała nią szczera ciekawość. Musiała w końcu przygotować się na to, co już wkrótce nadejdzie.


Powrót do góry Go down
 

Plac Piccadilly Circus

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17