Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare | 
 

 Ian Ross - się buduje

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ian Ross
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4905-ian-ross-sie-buduje#106514 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/
Pracownik tartaku
34
Mugolska
Kawaler
Kiedy człowiek widzi swój ko­niec,
chce wie­dzieć, że je­go życie
nie poszło na marne.
0
0
0
0
0
0
Wilkołak

PisanieTemat: Ian Ross - się buduje   07.07.17 15:07


Ian Thomas Ross

Data urodzenia: 18.III.1922r.
Nazwisko matki: Morrison
Miejsce zamieszkania: Nokturn
Czystość krwi: Mugolska
Status majątkowy: Ubogi
Zawód: Pracownik tartaku
Wzrost: 183 cm
Waga: 86 kg
Kolor włosów: Czarne
Kolor oczu: Zielony
Znaki szczególne: Zarost, niski głos, nieprzeciętny wzrost, głębokie i duże blizny na plecach oraz na lewym boku.  


"Wybiła już godzina
i łowów nadszedł czas
wynurzam się z ukrycia
i zgłębiam mroczny las."


Byłem czwartym, lecz nie ostatnim dzieckiem półkrwi czarodzieja - Benjamina Rossa oraz mugolki - Elizabeth Morrison. Była to dziwna para. Ojciec zawsze stanowczy i wycofany, matka za to wiecznie uśmiechnięta. Najwidoczniej przeciwieństwa faktycznie się przyciągają.
Poznali się, tak jak to oni lubili opisywać: "dzięki wielu zwrotom akcji". Gdy się w sobie szczerze zakochali, ojciec wyznał swej wybrańce prawdę o czarodziejskim świecie, którą ta, z niemałym trudem, ale jednak przyjęła do wiadomości i w pełni zaakceptowała. Ożenili się bardzo szybko. Zaledwie kilka miesięcy po poznaniu się. Wiele osób z ich otoczenia uważało to za błąd, lecz oni skupieni na sobie nie dopuszczali do siebie nawet takich myśli.
Rozwaga i zdrowy rozsądek gdzieś zniknęły zastąpione płomiennym uczuciem, którego wynikiem później było pojawienie się ich pierwszego dziecka - Ann.
Wtedy właśnie postanowili spełnić swe skryte marzenie i wybudowali mały dom na obrzeżach lasu w Salisbery.
Nie byli bogaczami. Ojciec był sprzedawcą w rodzinnym antykwariacie, matka za to pielęgniarką w mugolskim szpitalu. Może i prowadzili skromne życie, ale jak zawsze twierdzili: szczęśliwe. Szczęście to dopełniały z kolei kolejne pojawiające się na świecie pociechy. Thony, Joel, ja oraz nasza mała siostrzyczka - Rose. Każdo z nas było inne. Ann zdystansowana, lecz opiekuńcza. Thony irytujący, lecz uczynny. Joel głupkowaty, lecz szczery. Rose roztrzepana, lecz dobra do szpiku kości. Kim ja wtedy byłem? Może i to trochę zabawne, ale nie do końca pamiętam.
Troszczyłem się o rodzeństwo niczym Ann, zupełnie jak Thony chętnie wszystkim pomagałem, byłem wygadany jak Jo i może nawet dobry jak Rose. Ale to było naprawdę dawno temu...
Wbrew z pozoru dzielących nas różnic byliśmy zgranym rodzeństwem. Pomagaliśmy sobie, troszczyliśmy się o siebie, byliśmy rodziną. Oczkiem w naszych głowach była najmłodsza z nas - Rose. Wszyscy zawsze martwiliśmy się o nią, bo jako jedyna z rodzeństwa nie posiadała zdolności magicznych. Nasze obawy okazały się jednak być zbyteczne. Rose nic sobie z tego nie robiła. I choć nie mogła czerpać z magicznego świata pełnymi garściami, to cieszyła się, że choć tyle było jej dane zaznać.


"Z mych trzewi groźny warkot
w ciemności sierść ma lśni
zachłyśnięty swą potęgą
brutalnie szczerzę kły."

Wracając do zdolności magicznych... te objawiły się u mnie dość późno. Rodzice byli już przekonani, że jednak jestem charłakiem, na szczęście jednak kilka tygodni po moich dziesiątych urodzinach przypadkowo podpaliłem mojej najstarszej siostrze włosy.
Tak jak wspominałem wcześniej: kiedyś nie byłem taki jak dziś. Miałem naprawdę szczęśliwe dzieciństwo. Z rodzeństwem szlajaliśmy się po lesie, wspinaliśmy się po drzewach, robiliśmy sobie psikusy.
Od kiedy tylko pamiętam byłem aktywnym dzieciakiem. Wszędzie było mnie pełno, chętnie też pomagałem rodzicom przy wszelakich pracach siłowych. Ojciec rzadko korzystał z różdżki. Większość życia spędził wśród mugoli i nas również chciał nauczyć tego, żebyśmy nie zawsze polegali na magii, która niekiedy może przydać nam się w dużo ważniejszym momencie. Może faktycznie coś w tym było...
Z wielką ciekawością obserwowałem jak do mojego starszego rodzeństwa, w dniu ich jedenastych urodzin przylatywały sowy z listami, następnie wybierali się z rodzicami na Pokątną, aby później stać się pełnoprawnymi uczniami Hogwartu. Zazdrościłem im i z niecierpliwością czekałem na swój list i przygody jakie ten ze sobą przyniesie.


"Na niebie błyskawice
i ostry wicher dmie
mam wyostrzony wzrok
i wyczulony węch."


Jedenaste urodziny nadeszły szybciej niż się spodziewałem. Dobrze pamiętam jak omal nie spadłem ze schodów, chcąc jak najszybciej pochwalić się wszystkim właśnie dostarczonym listem.
Chciałem się uczyć, móc zgłębić czarodziejski świat, który wtedy był mi bardziej obcy, aniżeli ten mugolski. Teraz miałem w końcu do tego okazję.
Moment, w którym tiara znalazła się na mojej głowie, aby wydać werdykt wyrył mi się bardzo dobrze w pamięci. Ravenclaw! Jej decyzja zdziwiła mnie niebywale. Moje starsze rodzeństwo było w Gryffindorze, jak się później okazało, młodsze również. Nie byłem prymusem. uczyłem się jedynie tego co lubiłem, bądź uznawałem za użyteczne, przez co na koniec roku miałem sporo kłopotów. Chyba to właśnie zaklęcia były moim ulubionym przedmiotem. Jak się okazało miałem do nich całkiem niezły dryg. Przerobiłem cały podręcznik, zanim jeszcze doszliśmy całą klasą do jego połowy. I tak co roku...
Prócz zaklęć uwielbiałem lekcje latania na miotle. Byłem nawet ścigającym w drużynie z czego ojciec był niezwykle dumny.


"W strumieniach deszczu
przed siebie ciągle gnam
nienawiść mnie wypełnia
ogarnia dziki szał."


Drugi akapit, etc.



"Na twardych giętkich łapach
poruszam się wśród drzew
jestem morderczą furią
i jestem czystym złem."


Drugi akapit, etc.



"Gdy trafię na twój ślad
dopadnę bez litości
wyrwę bijące serce
rozpruję twe wnętrzności."


Drugi akapit, etc.



"A gdy się już nasycę
opadnie ze mnie gniew
zawyję w głuchą noc
dziękując za twą krew."


Drugi akapit, etc.



"Gdy śmierć po ciebie przyjdzie
i los się twój dopełni
wiedz...
nie byłeś ostatni
ja wracam podczas pełni."




Patronus: Żadne z jego wspomnień nie jest na tyle silne, aby był w stanie wyczarować patronusa.



-->
Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 0 Brak
Zaklęcia i uroki: 15 + 5 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 26 +6 (waga)
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
Opieka nad magicznymi stworzeniamiI2
KłamstwoI2
RetorykaII5
SpostrzegawczośćII5
Ukrywanie sięII5
ZastraszanieIII10
Silna wolaIII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoII0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak-0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieII7
Latanie na miotleI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (wilkołak)25 (+50)25
Reszta: 0

Wyposażenie

Sowa






Kiedy człowiek nie ma dokąd pójść,
a nie może zos­tać tam, gdzie jest,
zaz­wyczaj idzie tam,

dokąd nie powinien.
Powrót do góry Go down
 

Ian Ross - się buduje

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Thaddeus Ross/Red Hulk
» India Ross

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17