Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedziShare | 
 

 Valerij Dolohov

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Valerij Dolohov
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4909-dolohov-budowa#106821 http://www.morsmordre.net/t5027-valerij-dolohov#107940 http://www.morsmordre.net/t5028-wybuchowy-alchemik#107941 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t5026-valerij-dolohov
Alchemik, złodziej
30
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
6
2
21
0
0
6
1
4
Czarodziej

PisanieTemat: Valerij Dolohov    11.07.17 11:19


Valerij Aleksandrowicz Dolohov

Data urodzenia: 1 czerwca 1926
Nazwisko matki: Petrova
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: ubogi
Zawód: bombowy alchemik, pomagier brata
Wzrost: 182
Waga: 78
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu:  niebieskie
Znaki szczególne: Wschodni akcent, drobne blizny na dłoniach i przedramionach typowe dla bardzo praktykującego alchemika


Urodził się w rodzinie Dolohov na terenach syberyjskiej tajgi, w Rosji. Dzieciństwo zawsze więc będzie mu się kojarzyło z rażąca oczy bielą, grającym na dudach przeraźliwym wiatrem, trzaskającym drewnem w kominku i harmidrem powoływanym do życia przez Siergieja, który zaś powodował do działania ojca. Valerij zwykł przyglądać się temu wszystkiemu w ciszy. Czasem ze strachem w oczach gdy ojciec sięgał po pasa, a czasem z podziwem dla odwagi brata, który pomimo tego plótł kolejne wiązanki. Nie był jednak autystycznym dzieckiem, choć rodzice obawiali się, że coś z nim może być nie tak biorąc pod uwagę to jak różnił się od najstarszego. Nie był w końcu skory do szukania zwady, pyskowania, ruchy miał nieporadne i wywracał się równie często co też rozbijał niechcący wszystko dookoła. Pomimo tego wszędzie wciskał nosa i wszystko co w jakiś sposób go zaintrygowało musiało zostać przez niego osobiści zbadane, dotknięte, zobaczone. Jego ciekawość i towarzysząca temu wścibskość wychodziła poza utarte dla dzieci normy. Ojciec z powodzeniem surową ręką pomagał Valerijowi uczyć się powściągliwości i panowania nad sobą. Tym bardziej, że przez dom przewalała się często-gęsto cała masa niebezpiecznych lub cennych szpargałów pochodzących z kradzieży i przemytu, które nie powinny być dotykane przez dzieci. Wtedy Valerij jeszcze kompletnie nie rozumiał dlaczego. Dni więc mijały na dokazywaniu, kłopotach, karach, jak również z czasem i nauce. Pomimo biedy w domu pojawiły się książki, kałamarze, pergaminy i pan z hakowatym nosem mówiący w bardzo śmiesznym języku - norweskim. Początkowo całe to dziwne zamieszanie skupiało się wokół najstarszego i Valerij przyglądał się tym misternym praktykom brata zza framugi drzwi z typowym dla siebie początkowym przerażeniem, a potem zaciekawieniem by niedługo później samemu uczestniczyć w lekcjach czytania, pisania i szkolenia się w nowym języku. Tak jak brat, on również miał przecież w przyszłości skończyć w jedynej słusznej szkole - Drumtrangu. Przed tym Musiał zostać do tego odpowiednio przygotowany czemu też poddawał się z niewypowiedzianie wielką ochotą.



Kiedy Sergiej opuścił dom by podjąć naukę w Instytucie wówczas to Valerij zaczął być troszkę przyuczany do pomocy ojcu w drobnych przekrętach, tak, jak to wcześniej robił jego starszy brat. Powiedzieć, że napawało to małego chłopca dumą to mało. W końcu robił coś dla ojca, którego bał się na równi z szacunkiem jakim go jednocześnie darzył. To zbudziło w nim naiwną iluzję dorosłości, bo w końcu został włączony w grono tych dorosłych i poważnych rzeczy jakie robił ojciec z bratem, a które w rzeczywistości ograniczały się do prostych przekrętów.


Gdy miał 10 lat miejsce miała kolejna rewolucja - przeprowadzka do Anglii, bliżej bytujących już tam od dłuższego czasu krewniaków. Zamieszkali w kamienicy na Śmiertelnym Noktrunie, którą udało im się nabyć za bezcen najprawdopodobniej poprzez jakiś zmyślny szwindel. Val w to nie wnikał. Był jeszcze za mały by rozumieć, lecz jednocześnie zbyt podekscytowany nowym światem w którym przyszło mu żyć by zwracać na to uwagę. Teraz nigdzie nie było nie mającej końca lodowej pustyni, nie trzeba było nosić grubych futer krępujących ruchy by nie zamarznąć - wszędzie piętrzyły się inne budynki, ludzie, ponure zakamarki czekały na odkrycie swych tajemnic. W końcu wszędzie coś się gdzieś działo. Dopiero teraz zaczął stwarzać kłopoty udowadniając tym samym, że jabłko jednak niedaleko padło od jabłoni. Wcześniej po prostu nie miał powodu - wszystko dookoła było jednakowe białe i nudne, a tu...ach. Potrafił znikać na całe dnie, kraść to co go zaintrygowało kształtem lub własnością, by potem wracać do domu i pytać się rodziców do czego to służy. Nie raz kończyło się to awanturą i tęgim laniem, lecz wcale nie zniechęcało go to by następnego dnia uczynić dokładnie to samo. Wszystko tylko czekało na odkrycie.



Łobuzerska swawola po nokturnowych terenach została ukrócona przez sowę z listem. Valerij już od początku roku odliczał dni na jej przybycie będąc przepełniony podekscytowaniem na myśl o rozpoczęciu nauki, dołączeniu do brata i być może zaskarbieniu sobie ojcowskiej dumy. Nie było w końcu specjalną tajemnicą, że uwaga Antoniego skupiała się na najstarszym. Siergiej był jego lustrzanym odbiciem i posiadał wszystko to czego brakowało Valeriemu- zdolności przywódczych, gwałtowności, biegłości w kłamstwie. Młodszy jednak nie był zazdrosny czy nadąsany z tego powodu. Widział w starszym bracie wzór do którego po prostu musiał dążyć. Z nietypową więc dumą wraz z początkiem września z namaszczeniem narzucił na garb szaty po bracie, jak gdyby te były jakąś relikwią i wyszedł na przeciw malującego się przed nim wyzwaniem.



Dolohov był przyzwyczajony do dyscypliny i surowych kar wiążących się z jej łamaniem dlatego zasady panujące w Instytucie nie były dla niego w żaden sposób krępujące czy też przytłaczające. Nie dziwne więc, że kontynuował kultywowanie swoich małych naukowych krucjat ku nieznanemu by następnie palić głupa przed profesorami w celu wyżebrania lżejszej kary. Szybko zauważył, że udając nieco nierozgarniętego łatwiej idzie uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny. Zawsze miał łeb na karku. Korzystając więc z wrodzonego sprytu zaglądał tam gdzie nie powinien, a upiorne tabliczki przestrzegające o zakazie wstępu kusiły go niczym syreny marynarzy. Z czasem wszystko stawało się jednak prostsze, a Valeri zaczął uzyskiwać protekcję co niektórych profesorów nie musząc się już nigdzie zakradać - zaczęto go po prostu wpuszczać. Ciekawość i opór w dążeniu do uzyskania odpowiedzi miało bowiem również swoje odzwierciedlenie na zajęciach. Nauka nie była dla niego przymusem czy też obowiązkiem, a zabawą, kolejnymi łamigłówkami do rozwiązania których podchodził z niezdrowym entuzjazmem. Zwłaszcza do zajęć związanych z ważeniem eliksirów - to była miłość od pierwszej rozsadzonej fiolki. Żaden inny przedmiot nie był w stanie zapewnić takiego dreszczyku emocji (rozsadzi tylko kociołek, czy też kawałek mnie stojącego przy kociołku?), możliwości kombinacji, wyzwania, cierpliwości i nakładu wiedzy. Alchemia łączyła wszystko w jedno, tworzyła coś niemalże z niczego. Podobna idea tkwiła w transmutacji za pomocą której można było naginać pod swoją wolę kształty i właściwości przedmiotów oraz substancji. Pomimo zamiłowania był to przedmiot który sprawiał mu najwięcej trudności i z którego miał oceny niższe niż po nim oczekiwano. Poprzestał więc na doszlifowaniu podstaw. Lepiej, lecz dalej pozostając w tyle za swoim starszym bratem radził sobie z zaklęciami w szczególności tymi czarnomagicznymi co było zasługą surowych oczekiwań ojca, którym nie zamierzał się przeciwstawiać. Nieznacznie lepiej było też z obroną przed czarną magią - ciężko jednak było być z tej dziedziny niedojdą biorąc pod uwagę, że wszystkie inkantacje opierały się na zaklęciach tarczy młóconych do zdechu przez ostatnie 5 lat z rzędu. Na pewno duży wpływ na umiejętności z tej dziedziny miały naturalne predyspozycje uśpione we krwi - ojciec był przeto wprawionym oklumentą. Tak czy owak Vareij zdecydowanie lepiej radził sobie z kręceniem łyżką w kotle niż różdżką w powietrzu. Nie można było mieć wszystkiego.
Naturalnie chorobliwa fascynacja młodego Rosjanina miała wpływ na jego relacje z rówieśnikami, a raczej ich znikomą ilość. Szybko przypięto mu łatkę dziwaka bo normalnym nie był widok ucznia ze zniecierpliwieniem czekającego na czas zakończenia przerwy. Sam Valerij nie przejmował się brakiem akceptacji ze strony rówieśników - najważniejsze było to, że osiągał to co sobie zamierzył i oczywiście rodzina, a ta go nie odtrącała. Relacje z bratem miał bardzo silne i to jemu się zwierzał ze swoich przemyśleń, pomysłów tych głupich i mądrzejszych doceniając to, że ten jest gotowy zawsze go wysłuchać nawet jeśli nic z jego bełkotu mało co rozumiał.



Czas zdawał się przesypywać między palcami i nie wiedzieć kiedy nadbiegły egzaminy. Valerij nigdy nie pojmował tej atmosfery napięcia i przejęcia jakie potrafiły budzić w innych. Podszedł do nich z typowym dla siebie spokojem, uzyskując wysokie wyniki umożliwiające mu podjęcie prestiżowych kursów oraz staży. Nijak jednak z tego nie skorzystał - wrócił do domu, na Nokturn, do rodzinnej kamienicy. Zmarła też matka. Jej odejście zmusiło go do refleksji. Będąc nad jej grobem zdał sobie sprawę z tego, że zawsze był bardziej podobny do niej i nigdy nie będzie taki jak ojciec, czy Sergiej. Był po prostu inny, co wcale nie znaczyło, że gorszy. Świadomość tego ciągnęła się za nim przez lata, lecz dopiero teraz, gdy dorósł pozwolił sobie zaakceptować siebie takim jakim był. Nie użalał się z tego powodu, ani też nie miał o to do nikogo pretensji - po prostu zaczął się zastanawiać jak najlepiej mógłby wykorzystać swoje umiejętności dla dobra rodziny. Nie było to trudne. Może i nie był urodzonym przywódcą, lecz bycie cieniem dobrze mu wychodziło. Stał więc tuż za ojcem i bratem, obserwując, będąc dla nich nieraz upierdliwym głosem rozsądku lub pomysłu. Nie był w końcu tak porywczy jak oni, potrafił spojrzeć na sprawy z szerszej perspektywy, na chłodno. Nie bał się również wchodzić w dyskusję, choć nigdy nie pozwolił sobie wobec nich na rozkazujący ton. Nie porzucił przy tym jednocześnie swojej miłości do eliksirów. Wciąż je tworzył, a one same prócz pasją były wsparciem w przekrętach, kradzieżach i innych nielegalnych przedsięwzięciach oraz źródłem dodatkowego dochodu dla rodziny. Pieniądze zawsze były potrzebne bo nigdy się nie trzymały tej niepokornej bandy, która każdą nadwyżkę potrafiła przehulać na biesiady w ulubionej oberży. Było wesoło, było hałaśliwie czasem niebezpiecznie, a Valerij czuł w pełni, że pasuje i ma w grupie własną pozycje.



Czas leciał ciągnąc za sobą zmiany. Jedną z nich, tą najbardziej ponurą, była śmierć ojca, jak i przywódcy hultajskiej grupy. Jego sponiewierane zwłoki znaleziono w ciemnej, nokturnowej uliczce. Nie został pochowany w ziemi, nie upamiętniono go nagrobkiem - Aleksander Dolohov zniknął wraz z ostatnimi tanami płomieni którym oddano go na pożarcie. Wszystko po to by nie wzbudzić zainteresowania wścibskich służb oraz wrogów. To była rozsądna decyzja, która podjął wraz z braćmi. Rodzina i jej sekrety potrzebowały ochrony, ojciec by to pochwalił. Przywództwo w naturalny sposób przejął najstarszy syn - Sergiej, a Valerij od tego momentu stał po jego prawicy. Razem, wraz z bandą wciąż kontynuowali grabieże skupiające się głównie na rabunkach mugolskich mieszkań i przemycie. Alchemik nie był już nieporadnym chłopcem - już dawno wydoroślał, zmężniał, zaczął patrzeć na wiele spraw inaczej. Życie na Nokturnie było szkołą, która nie mogła nie odbić się nijak na człowieku, a on w tej kwestii nie był wyjątkiem.
Valerij planował, Siergiej realizował i tak to się toczyło dalej, nawet po tym, gdy najstarszy się ożenił. Co prawda, Valerij początkowo dość sceptycznie podchodził do tego pomysłu lecz z czasem zdołał się przekonać o tym, że Masza to odpowiednia kobieta przy odpowiednim mężczyźnie.



Prócz wspierania brata w akcjach osobiście wciąż, kiedy tylko miał okazję, oddawał się sztuce alchemii. Był samoukiem czerpiącym wiedzę z własnych porażek oraz skradzionych bądź zakupionych ksiąg. Poprzez własną dedukcję, żmudne metody prób i błędów dochodził do co rusz nowych odkryć i wniosków. Rozwijał się, a swoje twory sprzedawał ludziom z Nokturnu, których nie interesowało to czy alchemik posiada ukończony kurs, a jedynie to by efekt eliksiru był zgodny z tym za co płacili. Valerijowi płacili często za rozmaite twory - począwszy od nudnych trucizn bądź pachnideł kończąc na ciekawszych eliksirach bojowych oraz używkach. Gdy znudziły go typowe receptury sam zabrał się za tworzenie nowych. Z tego też powodu jego imię coraz częściej wędrowało z tego powodu od ucha do ucha. Nie było to dobre, zważywszy, że ciekawscy by się czegoś o nim dowiedzieć, grzebali w brudach jego rodziny. To było niebezpieczne. Valerij nie chciał sprowadzać na nich kłopotów, nie chciał niezdrowej atencji, czy też zresztą jakiejkolwiek - chciał tylko tworzyć. Rozwiązanie kłopotu pojawiło się same pod postacią człowieka mówiącego, że Czarny Pan, którego moc jest nieograniczona, chce mieć go w swoich szeregach. Tak właściwie, może wydać się to dziwne, lecz Valerij w czasie rozmowy z posłańcem odniósł wrażenie, że ktoś jak gdyby był w stanie dostrzec jego obawy i myśli bo ten doskonale znał lekarstwo na troski Rosjanina. Poskutkowało to tym, że Valerij przystał na oferowany mu zaszczyt tym bardziej, że popierał ideologię ugrupowania. Była to jednocześnie jego zdaniem nieproporcjonalnie niska opłata za znajdowanie się pod protekcją kogoś tak wpływowego i potężnego.



Valerij dalej mieszka w rodzinnej kamienicy usytuowanej na ulicy Śmiertelnego Nokturnu wraz z bratem. Co prawda sam po jego małżeństwie, a co dopiero narodzinach Antonina nosił się z zamiarem wyprowadzki, lecz Sergiej go powstrzymywał tłumacząc, że dom jest duży i zawadzać nie będzie. Valerij nie oponował więc by zostać tym bardziej, że pieniędzy na zakup lub najem czegokolwiek za bardzo nie posiadał. Może się to wydać absurdalne, lecz pomimo iż jest piekielnie dobrym alchemikiem to niestety przedsiębiorca z niego mizerny. Zarobione pieniądze często potrafi roztrwonić na drogie i rzadkie ingrediencje bądź tajemnicze księgi. Jego hobby polegające na gromadzeniu podejrzanych i dziwnych obiektów też zaliczało się do tych kosztowniejszych. Można więc śmiało stwierdzić, że z zapalczywością podtrzymywał rodzinną tradycję trwonienia pieniędzy



Patronus: Soból tajgowy nie potrzebuje wiele do szczęścia, nie przepada za tłumami, jest aktywny zarówno nocą jaki dniem - wszystko t oma odzwierciedlenie w sposobie życia Valerijego. Patronusa przywołuje wspomnieniem jednej z biesiad zorganizowanej w rodzinnej kamienicy podczas której wszyscy śmieją się,tańczą,dokazują. W harmidrze udanej zabawy można dostrzec twarz matki, jaki ojca.



>
Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 6 (+1 różdżka)
Zaklęcia i uroki: 2 (+2 różdżka)
Czarna magia: 6 (+1 różdżka)
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 21 (+1 różdżka)
Sprawność: 4 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: Rosyjski II0
AngielskiII3
NorweskiII3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaV35
ZielarstwoII5
NumerologiaII5
Ukrywanie sięII5
ONMSII5
Historia magiiI2
Jasny umysłI2
RetorykaI2
Zręczne ręceI2
SpostrzegawczośćI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
---
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze Walpurgii00
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
GotowanieI1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Lot na miotleI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 2

Wyposażenie

Niuchacz (10), Piersiówka "Bezdna" (10), Magiczny zegar (25)


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Valerij Dolohov dnia 19.07.17 8:45, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry Go down
Valerij Dolohov
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4909-dolohov-budowa#106821 http://www.morsmordre.net/t5027-valerij-dolohov#107940 http://www.morsmordre.net/t5028-wybuchowy-alchemik#107941 http://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 http://www.morsmordre.net/t5026-valerij-dolohov
Alchemik, złodziej
30
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
6
2
21
0
0
6
1
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Valerij Dolohov    13.07.17 15:00

Zgłaszam do sprawdzenia


Powrót do góry Go down
 

Valerij Dolohov

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17