Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ławki nad Tamizą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ławki nad Tamizą   02.05.15 12:58

First topic message reminder :

Ławki nad Tamizą

Alejka ciągnąca się wzdłuż wysokiego muru wzniesionego nad brzegiem Tamizy upstrzona jest niewielkimi, drewnianymi ławeczkami o metalowych zdobieniach. Wieczna mgła nad miastem, a także wilgoć siąpiąca od rzeki,  sprawiają, że ławeczki nie pełnią szczególnie praktycznych funkcji, wciąż są jednakże pełne romantycznego uroku. Mury ozdobione są wysokimi latarniami, dodatkowo obwieszonymi lampkami. Widok po drugiej stronie rzeki ledwo przebija się przez mleczną mgłę, tylko w naprawdę słoneczne dni widać kamienice znajdujące się na przeciwległym brzegu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   27.12.15 15:58

Z westchnieniem oparła się mocniej o barierkę, od czasu do czasu przytykając do ust papierosa i wypuszczając z nich dym, uważając jednak, by nie leciał w stronę Glaucusa. Wiedziała, że Travers nie przepadał, gdy paliła, nawet mimo faktu, że nie robiła tego jakoś bardzo często. Ale jednak teraz potrzebowała tego, by choć częściowo rozładować kłębiące się w głowie emocje, skupić na cierpkim posmaku i dymie drażniącym płuca, nie zaś na odczuciach, które wywoływał widok mężczyzny.
- Dziękuję, Glaucusie – powiedziała; cieszyła się, że nawet teraz okazywał jej wsparcie i zrozumienie, zarówno w kwestii ojca, jak i chęci odnalezienia matki. – Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że może nie spodobać mi się to, czego się dowiem, ale nie przekonam się o tym, póki jej nie znajdę. Muszę się przekonać. Wiesz, że nie byłabym sobą, gdybym tak po prostu odpuściła.
Alice zawsze lubiła sama wszystko sprawdzić. Przygody, tajemnice, które czekały na rozwiązanie... To wszystko ją kusiło. Była ciekawa, jakie sekrety skrywała Charlotte Skamander (nigdy nie myślała o niej jako o Charlotte Elliott). Choć równie dobrze, mogło się okazać, że była zwykłą, próżną egoistką i nic więcej nie kryło się za jej zniknięciem. Albo od lat wąchała kwiatki od spodu.
- Mam nadzieję, że będziesz na siebie uważać. Nie zawsze po plaży będzie spacerować urocza, młoda kobieta, która cię uratuje i zabierze do swojego domu – rzuciła do niego lekko, przez moment mając ochotę sprezentować mu lekkiego pstryczka w nos, jak kiedyś, ale zamiast tego cisnęła dopalonego już papierosa do rzeki, i znowu oparła dłonie o barierkę. Tak naprawdę jednak się martwiła. Nawet, jeśli nigdy nie wrócą do tego, co było, życzyła mu jak najlepiej i nie chciała, by wpakował się w kolejne tarapaty przez swoją rozpaczliwą tęsknotę za morzem i dalekimi podróżami. Pamiętała doskonale tamten dzień, gdy znalazła go na plaży. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności była w odpowiednim miejscu i czasie, więc mogła zabrać poranionego mężczyznę i zapewnić mu opiekę. Wpakowała go do swojego samochodu i zawiozła do miasta. A później, gdy doszedł do siebie, rozwinęła się ich znajomość.
Takie myśli jednak ją samą zaskoczyły. W końcu zdecydowanie nie należała do rozsądnych i unikających najmniejszego ryzyka osób. Na jego miejscu pewnie również chciałaby powrócić do robienia tego, co było dla niej tak ważne.
- Nie martwią się? – uniosła brwi, słysząc jego odpowiedź. – Podejrzewam więc, że już zadbali o znalezienie dla ciebie nowej dziewczyny, takiej z czystą krwią?
Dłonie znowu przesunęły się po barierce, powstrzymując się jednak od odpalenia drugiego papierosa. Zamiast tego, wydobyła z kieszeni nieco zmiętą paczkę gum do żucia.
- Chcesz? – zapytała, podsuwając opakowanie najpierw Traversowi. Miała wrażenie, że czuł się niezręcznie, więc liczyła, że guma pozwoli mu się zrelaksować. Na nią to działało i to wcale nie gorzej niż papierosy.


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   28.12.15 13:44

Nie lubiłem swądu papierosów, kiedy nie był on konieczny; przecież w karczmach, w których zadziwiająco często bywałem, unoszące się kłęby dymu tytoniowego nie były niczym nadzwyczajnym. Poza tymi przybytkami wolałem nie mieć nic wspólnego z tym śmierdzącym trucicielem, który znacząco obniżał sprawność fizyczną, głównie pojemność płuc. Lubiłem mieć przeświadczenie, że w razie tonięcia zaczerpnę go wystarczająco dużo, aby wynurzyć się na powierzchnię. Ot, taki chyba uraz zawodowy, czy coś w tym rodzaju. W każdym razie nie zamierzałem prawić kazań, ani ostentacyjnie się odsuwać, po prostu w pierwszej chwili mnie to odrzuciło; chwilę później stałem jak gdyby nigdy nic, co jakiś czas opierając się biodrem o barierkę.
Westchnąłem, słysząc jej dalsze słowa i pokiwałem ze zrozumieniem głową.
- Tak, znam cię na tyle, aby wiedzieć, że nie odpuścisz - przytaknąłem, z wyczuwalną nutą rozbawienia. - Nie chciałbym, abyś się rozczarowała, to wszystko - uznałem ostatecznie i wzruszyłem niedbale ramionami. Nie mogłem jej niczego nakazywać lub zakazywać, sam nie chciałbym, aby ktokolwiek tak robił w stosunku do mnie. Zależało mi tylko na tym, aby była świadoma tego, na co się porywa i konsekwencji z tego płynących. - W każdym razie możesz na mnie liczyć, wiesz - dodałem, być może nieco zbyt niepewnie; bo czy Alice chciała korzystać z mojej pomocy po tym wszystkim? Bardzo wątpliwe.
- To prawda - roześmiałem się na słowa tyczące się kobiet spacerujących po plażach. Znów, pomyślałem sobie o tym, jak piękne czasy to były i dlaczego one nie mogą wrócić; zaniechałem dalszych rozmyślań ze względu na to, że najzwyczajniej w świecie zrobiłoby mi się przykro. - Dlatego muszę podwoić swoją czujność - dopowiedziałem zatem, tak na zakończenie. Ponieważ musiałem teraz wybrnąć z kolejnej, niezręcznej sytuacji tyczącej się moich zaręczyn, których zdecydowanie nie planowałem. Nie z tą kobietą.
- Tak, zadbali - rzekłem chmurno, spuszczając wzrok w okolice gumy do żucia, która była zdecydowanie lepszym wyborem od papierosów. - Chcę - powiedziałem zatem, pakując kawałek do gęby.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   30.12.15 22:09

Alice, która raczej nie zbliżała się do głębokiej wody, nie miała takich przeświadczeń, niemniej jednak czasami sama również uważała swój nawyk za niezbyt przyjemny. Coś jednak kazało jej nadal to robić, szczególnie w sytuacjach podenerwowania. Przyzwyczajenie? A może po prostu głupia przekora i chęć podkreślania na każdym kroku zbuntowania, postępowości i amerykańskości, choć z tego, co zauważyła, i brytyjskim mugolom ten nałóg nie był obcy.
Ale przed Glaucusem chyba nie musiała niczego udowadniać. Znał ją dosyć dobrze, nawet jeśli nie wiedział o niej wszystkiego. Pewnych szczegółów zdecydowanie nie powinien poznać, jeśli nie chciał psuć sobie jej obrazu.
- Będę musiała jakoś przeżyć to rozczarowanie. Z pewnością nie będzie moim pierwszym – powiedziała, lekko unosząc jedną brew, choć właściwie przecież wcale nie chciała czynić mu teraz wyrzutów. Czasem w nadmiernej szczerości, nawet nie mając żadnych nieprzyjemnych intencji miała problem z panowaniem nad swoimi słowami, o czym pewnie też wiedział. – I będę o tym pamiętać, gdybym potrzebowała dodatkowej pomocy. Póki co podpytam tego Skamandera, może spróbuję też poszperać w jakichś starych gazetach czy czymś w tym rodzaju... Nie mam pojęcia, czy miała tu jakichś znajomych, tak mało o niej wiem.
Dla niej tamten czas również był piękny, choć kiedy znajdowała na plaży wtedy jeszcze nieznajomego mężczyznę, nie wiedziała, jak potoczy się ta sytuacja.
- Po prostu uważaj. Chcę, żebyś wrócił tutaj cały i opowiedział mi kiedyś o swojej kolejnej wyprawie. – Puściła do niego oczko, patrząc, jak poczęstował się gumą. – I... jaka ona jest?
Westchnęła. Sama także wzięła gumę i zaczęła ją żuć, co było dobrym pretekstem, by przez chwilę milczeć i tylko obserwować, jak radził sobie z mugolskim smakołykiem. W końcu jednak wydmuchała balon, który pękł z cichym trzaskiem. Mimo pewnego smutku i żalu, który czuła, była ciekawa nowej wybranki Glaucusa.


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   15.01.16 16:05

Nie zamierzałem nikogo zmieniać ani umoralniać. Każdy wiedział co dla niego dobre i nie zamierzałem z tym walczyć czy dyskutować na ten temat. Raz wyraziłem swoją opinię, wystarczy. Alice była już dużą dziewczynką, miała prawo kierować swoim życiem według własnego planu. Mi pozostało się jedynie uśmiechać. Jak by nie patrzeć, nie byłem już jego częścią. Wraz z powrotem do Anglii wszystko się zmieniło; oddaliłem się, rezygnując ze wspólnej przyszłości, w której mogłem cokolwiek powiedzieć. Teraz nie mogłem, nie po tym wszystkim co zrobiłem. Miałem wyrzuty sumienia i gdyby rzeczywiście Elliott opowiedziała mi o wszystkim, pewien ciężar zarzutów wobec siebie by zelżał. Niestety, najprawdopodobniej już do końca życia miałem się zmagać z palącym poczuciem winy, które ważyło tak wiele, że nie byłbym go w stanie zważyć. Podać konkretnych wartości, gabarytów, niczego. W dodatku miała problem z matką, a ja nie mogłem być tego częścią. Jedyne, co mogłem zrobić, to udzielać jej jakże złotych rad i patrzeć jak zmierza w wybranym przez siebie kierunku.
Jej słowa były bolesne, trafiały w samo serce, ale jednocześnie przynosiły tą smutną prawdę, którą do tej pory odkładałem na najwyższą półkę, do której dostęp był trudniejszy niż do innych życiowych kwestii.
- Na szczęście jesteś dzielna, masz to po ojcu - odpowiedziałem niemrawo. Przeniosłem wzrok na okolicę swoich butów, potem barierki, a na koniec na wodę. Lekko szumiała pod wpływem wiatru, przynosiła ukojenie, ale nie miała właściwości leczniczych i zabliźniających. - Skamandera... poznałem jednego u Prewettów. Wydawał się być w porządku. Szczególnie później, kiedy bronił mnie przed tłuczkami podczas meczu - stwierdziłem. Będąc chyba nieco nieobecnym. Moje myśli odpłynęły z tego miejsca.
- Mam nadzieję, że znajdziesz to, czego szukasz Alice. Zasłużyłaś - dodałem. Szczerze. Spoglądając przez moment w jej oczy i uśmiechając się lekko. Poprawiłem pospiesznym ruchem włosy i chwilę później zmagałem się z gumą do żucia. I kolejnymi wyrzutami sumienia.
- Postaram się - skwitowałem krótko. Ponieważ następne pytanie wywołało u mnie zmieszanie i konsternację, przez co podrapałem się nieśmiało po karku. - Jest... miła. Dobra i delikatna. Tylko nie mogę czuć się przy niej tak swobodnie jak przy tobie, to chyba jej jedyna wada - powiedziałem. Gdzieś w odmętach umysłu krążyło zdanie i nie jest tobą, ale powstrzymałem się przed jego wypowiedzeniem. To nie miało już sensu, musiałem zaakceptować to, co się wydarzyło w moim życiu i spróbować iść dalej.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   15.01.16 19:37

Alice nie miała zamiaru opowiadać mu o pewnych rzeczach. Od niej raczej się tego nie dowie. Chyba nie była na tyle odważna, by wyznać taką prawdę właśnie jemu, mimo że przecież te przygodne znajomości zawarła zanim jeszcze się poznali. Nawet tą z szefem, choć tej nie mogła tak łatwo zerwać, a gdy próbowała, skończyło się to dla niej nie najlepiej. I nie musiał mieć takich wyrzutów sumienia, w końcu Alice jakoś sobie poradzi, nawet gdyby tym poradzeniem było przygarnięcie kota i wyjechanie z nim w samotną podróż dookoła świata jako stara panna. Wszystko wskazywało na to, że Anglia była po prostu przystankiem na drodze jej życia, i gdy nadejdzie czas, ruszy dalej, pamiętając jednak o tej znajomości, może nawet nawiązując kontakt z Glaucusem, pozostając dla niego swego rodzaju cieniem z przeszłości, jakim on stanie się dla niej.
- Taak... Wszystko będzie dobrze, Glaucusie – zapewniła go. – Może to ten sam. Polubiłam go, wywarł na mnie naprawdę dobre wrażenie i chętnie poznałabym go lepiej. Ale niestety nie mogłam być obecna na waszym meczu, choć planowałam. Wezwano mnie do pracy – westchnęła, żałując, że nie mogła podziwiać Glaucusa na miotle. To musiał być niezły widok.
Gdy spojrzał jej w oczy, także podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się lekko.
- Ja... Cieszę się – stwierdziła, gdy wspomniał o swojej narzeczonej, której zapewne nawet nie mógł wybrać sam. – Z czasem pewnie wszystko się ułoży. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy i rodzina więcej nie pokrzyżuje ci planów.
Było jej miło, że stwierdził, że czuł się przy niej swobodnie. Choć pewnie to też należało do przeszłości, bo wątpiła, by czuł się przy niej w pełni swobodny teraz, kiedy okazało się, że znajomość z dziewczyną o nieczystej krwi uchodziła za coś zakazanego.
Porozmawiali jeszcze chwilę, ale w końcu musiał nadejść czas pożegnania. Alice przed odejściem miała ochotę lekko przytulić mężczyznę, ale zamiast tego, tylko podała mu rękę i posłała uśmiech. A potem odeszła, starając się więcej nie myśleć o własnych straconych nadziejach, które przyświecały jej, gdy w lipcu stanęła na brytyjskiej ziemi.

| zt.


Powrót do góry Go down
Vincent Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1611-vincent-krueger http://www.morsmordre.net/t1664-roxanne#17012 http://www.morsmordre.net/t1613-wujaszek-krueger#16519 http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1676-wspominki-vincenta#17422
bezrobotny
53
Czysta
Kawaler
Oh, wie schade, oh, wie schade
Nur noch Trockenbrot und keine Schokolade
9
10
0
0
2
2
0
6
Czarodziej
 MEOW

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   16.02.16 13:15

Cóż za urokliwe miejsce! Takie mroczne, a za razem romantyczne. Szczególnie tej nocy, gdy rzekę spowija gęsta mgła. Idealna sceneria do filmu, który potem zaciekawieni widzowie będę oglądać w zaciemnionym kinie, wciskając się z fotele z wrażenia, coraz głębiej pogrążając się w fabule. I w tym oto miejscu rozgrywa się akcja wcale nie taka, jakby się można było spodziewać. Rzecz nie jest ani mroczna, ani romantyczna. Jest zwyczajna i prozaiczna. W pewnym sensie nawet żałosna, albowiem zupełnie pijany mężczyzna chwiejąc się na wszystkie strony, ledwo doczołguje się do ławki. Siada na niej w sposób co najmniej brzydki, bo półleżąc z głową opartą na dłoni. Na swoje szczęście jest sam. Póki co...
Tego dnia Vincent nie czuł się zbyt dobrze. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że niechętnie pojawiał się w domu. Domu? Nieswoim mieszkaniu! które jak na ironię z czasem robiło się coraz bardziej nieswoje. Wisienką na torcie okazała się ta nieszczęsna rękawiczka, którą bez zastanowienia podniósł. Daniel miał jakieś sekrety, najpewniej zupełnie niegroźne, a Vincent niechcący zachowywał się tak, jakby jego głównym celem było ich odkrycie. Ciekawe który z nich był biedniejszy w całej tej sytuacji... Nie chcąc drażnić bratanka, bywał w domu coraz rzadziej. Częściej gotował dla Polly, częściej gawędził w barach i co za tym idzie - częściej pił.
Na początku nie pił wcale, ale potem nadarzyło się kilka okazji. Przeważnie uważał, ale tego dnia nieco przesadził. Nieco? Ech, co ja ze sobą zrobiłem? Chciał wrócić, ale to nie było takie proste. Nie mógł iść. Dom był zdecydowanie za daleko, a on zdecydowanie zbyt pijany. Mógłby skorzystać z jakiegoś środka transportu, ale to również wymagało wysiłku. Nie dam rady - pomyślał z rezygnacją. Kolejną sprawą nieułatwiającą mu powrotu był Daniel. Pewnie nic by nie powiedział, ale popatrzyłby się na niego tak, że Vincowi odechciałoby się żyć. Jego wyrzuty sumienia sięgnęłyby zenitu. Pozostawałoby jedynie się upić, choć tak się składa, że właśnie wrócił do punktu wyjścia, więc cała ta teoria legła w gruzach. A co jeśli Daniel postanowiłby odbyć z wujaszkiem rozmowę? Och, wtedy sprawa byłaby nieco bardziej skomplikowana. Vincent zdecydowanie nie czuł się na siłach, żeby z kimkolwiek rozmawiać. Właśnie dlatego opuścił swych nowo poznanych kompanów. Musiał odpocząć. Musiał odetchnąć. Musiał... chwilę się zdrzemnąć? Przydałoby się wrócić do domu... Ziewnął leniwie, osuwając się na ławkę jeszcze bardziej do pozycji leżącej, której nadal nieco brakowało do wzorca.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   16.02.16 14:50

Wydawało się, że jest dobrze.
Że wszystko przebiega pomyślnie - wypełniająca mieszkanie cisza działała kojąco na jego zmysły, napełniała upragnionym spokojem, którego, w końcu, od dłuższego czasu oczekiwał. Z początku miał wrażenie, że może się nim zachłysnąć, a błogi brak niepożądanych dźwięków, z obecnym jedynie w tle tykaniem zegara, tylko polepszał jego nastrój. Tak sądził. Tak uważał.
Do czasu.
Czy coś go ruszyło? Czy był to głos sumienia - jakże uporczywego - które zaczynało rozbijać się wewnątrz głowy, coraz mocniej wgryzając w tkanki? Dlaczego, bez większych rozważań i po krótkiej walce z pragnieniem pozostania w czterech ścianach, znalazł się właśnie t u t a j?
Chłód nacierał na jego twarz, wraz z każdym strumieniem jesiennego wiatru. Rzeka pławiła się w mlecznobiałej mgle, której tumany wznosiły się nad jej taflą - gęste, nieokreślone twory; z wolna poruszające się, niby zastygłe w połowie ruchu. Światła latarni rozrzedzały ich zwartą strukturę, migocząc jak ustawione w równych odległościach, bladożółte kule, rzucające we wszystkie strony tłumione łuny światła. I w całej tej scenerii - on, z twarzą na pozór obojętną, lecz zgorzkniałą i pełną niezadowolenia, z napiętymi mięśniami i bacznie rozglądającym się po otoczeniu wzrokiem. Oczy usiłowały wychwycić jakiś szczegół, kiedy wertował w umyśle różne miejsca, gdzie Vincent mógł właśnie się znajdować. Nie zakładał jednak, że to coś poważnego. W dzisiejszych czasach działy się rzeczy niespotykane i tajemnicze, lecz wątpił, by dotknęło to akurat jego wuja. Po prostu - nie wracał. Nie wracać można z różnych powodów, choć... Obawa, jaka zakorzeniała się w jego wnętrzu, zaczynała być wyjątkowo nieznośna.
Przecież nic się nie stało.
Westchnął cicho; w końcu nie obejdzie całego Londynu. Zajrzy do Dziurawego Kotła i paru innych lokalów - zapytałby kogoś, lecz nie znał znajomych wuja (i niespecjalnie miał ochotę ich poznawać). Po chwili jednak, kiedy rozważał wszystko raz jeszcze, niemalże do znudzenia, zauważył go. Leżącego na ławce i cuchnącego ostrą wonią alkoholu, która nasycała krążące wokół powietrze. Daniel zrobił krok w tył, rozejrzał się i dopiero wtedy jakby doń dotarło, że powinien coś uczynić. Właściwie... Nie czuł nic. Być może lekki zawód. W s t y d. Żałość, gdyż wszystko było za jego pieniądze. Teraz jednak starał wyzbyć się emocji, chowając je i kryjąc, by wyrzucić z siebie możliwie najbardziej neutralną komendę.
- Wstawaj - powiedział, zmuszając się, by stanąć obok i pomóc mu w tej (zapewne w obecnym stanie trudnej) czynności. Wyciągnął do wuja rękę; początkowo nawet zastanawiał się, czy nie jest bardziej rozbawiony niż wściekły. Ale nie był. Absolutnie nie było mu do śmiechu.
- Idziemy stąd - dodał w ramach wyjaśnienia. Nie oczekiwał odpowiedzi. Chciał po prostu, jak najszybciej stąd zniknąć. I on tracił czas. Wychodził z mieszkania.
Z takiego idiotycznego powodu. Nie wiedział już, który z nich jest głupszy.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Vincent Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1611-vincent-krueger http://www.morsmordre.net/t1664-roxanne#17012 http://www.morsmordre.net/t1613-wujaszek-krueger#16519 http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1676-wspominki-vincenta#17422
bezrobotny
53
Czysta
Kawaler
Oh, wie schade, oh, wie schade
Nur noch Trockenbrot und keine Schokolade
9
10
0
0
2
2
0
6
Czarodziej
 MEOW

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   17.02.16 1:45

I gdy już o mało nie padł ze zmęczenia, jego oczom ukazało się coś jakby na kształt Daniela.
Oj tak. Ta sylwetka już dawno przestała być mu obca. Daniel bardzo przypominał mu Alfreda - przynajmniej z wyglądu i gestów. Pomimo to, z początku ten facet był dla niego kimś zupełnie obcym. Nawet jeśli świadomie wiedział, że to ten sam człowiek, z którym miał do czynienia mniej niż trzydzieści lat temu, nie mógł od razu przekonać do tego swoich uczuć. Teraz jednak przyzwyczaił się do Daniela. Choć raczej starali się nie wchodzić sobie w drogę, widywali się bardzo często. Nieprzyzwoicie często! Codziennie i to po kilka razy! Przywykł do bratanka tak bardzo, że był w stanie wyłowić jego głos spośród wielu innych dźwięków. Nawet zupełnie pijany i senny, z przymrożonymi oczami, we mgle - nawet w takich zupełnie niesprzyjających okolicznościach nie miał wątpliwości, że widzi Daniela. Pytanie brzmiało jednak: czy to faktycznie prawdziwy chłopak, czy może jakieś nieszczęsne zwidy? Podniósł głowę i zmrużył oczy, a potem je przetarł. Daniel nadal tu stał i nawet coś mówił. Sądząc po głosie, z pewnością był to on.
- O, Danielku, dobrze, że jesteś! - bo choć przed chwilą bał się tej konfrontacji, w końcu ucieszył się na widok bratanka. Z jego twarzy nawet najbardziej tępe dziecko odczytałoby właściwie odczuwane właśnie emocje. - Niestety sprawy mają się tak, że... - Vincent zastanawiał się, czy on widzi, że wuj jest pijany. To w końcu nie było takie jasne, bo trzymał się całkiem nieźle, póki oczywiście pozostawał na ławce. Tego był pewien. - Skoro już tu przybyłeś, to może usiądziesz na chwilę? - bo po co go informować o chwilowym złym stanie? Po co go niepokoić? No i po co sprowadzać na siebie jego gniew? - Popatrz jaki piękny widok! - zatoczył ręką łuk, demonstrując okolicę i objaśnił patetycznym tonem - Londyn nocą.
Może jakoś go zagada? Dlaczego Daniel koniecznie chciał już iść? To znaczy wiadomo, Vincent również chciał już wracać, ale lepiej będzie, gdy jeszcze chwilę pooddycha świeżym powietrzem. A nuż wytrzeźwieje? Każda próba zatrzymania bratanka była warta podjęcia. W końcu Vinc nie czuł się na siłach, żeby dokądkolwiek pójść, natomiast poinformowanie o tym Daniela, byłoby rzeczą dość kłopotliwą. Dobrze udaję trzeźwego! - pomyślał.
Podniósł się do pozycji bardziej siedzącej niż leżącej i poklepał miejsce obok siebie. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Daniel mógł choć raz zachować się normalnie i posiedzieć chwilę z wujaszkiem, podziwiając zapierający dech w piersiach widok... mgły, muru i latarń?


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   17.02.16 12:05

Wyłączyć się. Zapomnieć.
Jego oczy przebijały się przez mgłę, która zniekształcała krajobraz; wraz z półmrokiem wymywała z kolorów, pozbawiała kształtów, zarzucając nań blady materiał. Białe nici rozpływały się w powietrzu, czyniąc okolicę pogrążoną jakby w transie, z którego miała obudzić się dopiero, gdy tarcza słońca nada dniu wartość właściwego sobie blasku. Jeden głębszy wydech miał stać się uspakajającym go przerywnikiem - jednakże, na próżno, złość miast maleć wzrastała w nim z każdą chwilą, buzując i kotłując się pod pozornym wyrazem opanowania. Twarz wuja wzbudzała w nim odrazę, twarz człowieka z własnej woli upadłego, twarz pozbawiona choć odrobiny racjonalnej myśli.
Przynajmniej tyle, że nie był agresywny.
On zaś był wściekły. Z każdą sekundą, która upływała nieubłaganie zgodnie z odgórnie ustalonym rytmem, coraz bardziej rozumiał, że powstrzymuje się jedynie ostatkiem sił. Nie wiedział, dlaczego. Nie wiedział, co w niego wstąpiło. Ale każda próba odmowy (włożonej do szufladki szeroko pojętego, pijackiego bełkotu), wszystko, co miało sprawić, że musiałby zostać tu dłużej - każdy symptom możliwie niweczący ustalone plany, napawał go coraz większym zdenerwowaniem. Dlaczego to zawsze przytrafiało się jemu? Zaczynając od samego wydarzenia i szukania osoby, która najzwyczajniej w świecie schlała się i siedziała tu obok niego, napruta, zatruwając powietrze uderzającym w nozdrza zapachem zmieszanego z szeregiem innych ohydztw spirytusu. Nie ruszył się, nie usiadł. 
- Powiedziałem - niemal wycedził przez odruchowo chcące zacisnąć się wargi.
- Wstawaj. - W miarę czasu, coraz mniej zważał na wypowiadane słowa. Nie zastanawiał się nad ich odpowiedniością, czy w ogóle wypada tak się wyrażać; pragnął jedynie jak najszybciej stąd z n i k n ą ć i usiłować zapomnieć, że owa sytuacja w ogóle miała miejsce. Ledwo powstrzymał się od kolejnej uwagi, bo nie znosił, gdy ktoś zdrabniał jego imię - czy ma on go za kilkuletniego dzieciaka?
Musiał jakoś to rozwiązać. Dyplomatycznie.
- Spójrz na siebie lepiej, wuju. - Zabrał rękę, zmuszając się do przybliżenia o połowę kroku. Niemniej jednak nie usiadł. - Czy możesz choć raz czegoś nie utrudniać?
Wyrzuty musiały z niego wypłynąć, nawet nie do końca kontrolowanie.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Vincent Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1611-vincent-krueger http://www.morsmordre.net/t1664-roxanne#17012 http://www.morsmordre.net/t1613-wujaszek-krueger#16519 http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1676-wspominki-vincenta#17422
bezrobotny
53
Czysta
Kawaler
Oh, wie schade, oh, wie schade
Nur noch Trockenbrot und keine Schokolade
9
10
0
0
2
2
0
6
Czarodziej
 MEOW

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   18.02.16 1:38

Daniel był stanowczy. Stanowczy i zły. Tego niestety nie dało się zignorować. Koniecznie chciał stąd uciekać, jakby ta mgła miała go za chwilę pochłonąć.
- Dobrze, już, tylko... - to nawet nie była wymówka! Najwyżej półwymówka. Ech, trzeba było coś wymyślić. Vincent nie czuł się dobrze, a Daniel nie powinien o tym wiedzieć. A może właśnie powinien?
- Źle się czuję - poinformował go z kwaśną miną. To na pewno doskonale tłumaczyło jego dziwne zachowanie. Daniel mógł pomyśleć, że coś go boli, albo ma niestrawność. Zawsze to lepsze, niż przyznanie się do bycia w stanie silnej nietrzeźwości, bo choroba była niezależna od woli. To drugie czasem też, ale nie w tym rzecz.
Co on tak narzeka? Blablabla... Był jego wujem, a czuł się jak dziecko. Mały Vincencik nie chce wracać do domciu, więc wujaszek Daniel się zaraz zdenerwuje i wprowadzi ostrą dyscyplinę - o tak się czuł! Czy on to robił specjalnie? Celowo wywoływał u Vincenta podobne odczucia? To by mogło wywołać wyrzuty sumienia, ale dziwnym trafem nie wywołało. Może fizycznie chwilowo zaniemógł, ale za to nie dał się zdominować słowom i minom Daniela. Nie dał sobą manipulować! Zebrał się na odwagę i pozwolił sobie na mały sprzeciw. W końcu nie był kilkuletnim dzieckiem, za które miał go bratanek.
- Powiedz mi, co takiego ci utrudniam? - spytał powoli, lecz śmiało. W prawdzie głos nieco mu się rozjeżdżał, ale dobrze wiedział, co chce powiedzieć. - Nie kazałem ci tu przychodzić, a tym bardziej nie kazałem ci mnie pilnować. Daj mi święty spokój! - ostatnie słowa wypowiedział błagalnym tonem, ale z nutką pretensji. Machnął ręką i odwrócił głowę od stojącego NAD NIM (bo wcale nie obok niego) Daniela. Miał głęboko gdzieś, co ten chłopak teraz zrobi. Nagle wszystko przestało go obchodzić. Mógł go nawet wyrzucić z domu! Miarka się przebrała i Vincent miał serdecznie dość danielowej łaski. No pewnie! Co ten człowiek sobie myślał? Że skoro zgodził się pomóc wujowi, to ten stał się jego niewolnikiem? Czyżby Vinc niespełna trzy miesiące temu sprzedał mu swoją duszę? Hahaha! Bez przesady!
W końcu to zrobił. W końcu mu się sprzeciwił. Może zawdzięczał to Ognistej, ale po tylu przemilczanych uwagach Daniela, wreszcie nie zachował się jak pięciolatek! Postąpił jak prawdziwy facet. Powiedział to, co myślał, nie zważając na konsekwencje. Nie bał się. Był gotowy na wszystko i nic go nie obchodziło! Zupełnie jak wtedy, gdy oświadczył Alfredowi, że wyjeżdża do Stanów. No i co teraz, Danielku? Co mi zrobisz?


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   18.02.16 19:54

Wystarczył jeden moment. Gest, rzucone - zdawałoby się, od niechcenia - słowo. Najdrobniejszy, wychwycony przez zmysły szczegół.  
Wystarczył, żeby zniszczyć wszystko. Nienawiść zapalała się w nim z niebywałą łatwością - nienawiść, której płomień rósł gwałtownie niczym po wybuchu, która w swojej egzystencji wydawała się wieczna, nieograniczona, nieprzewidywalna, zagłuszając z powodzeniem głos rozsądku, podpowiadając słowa, jakimi w normalnych warunkach nie podzieliłby się nigdy.
- Widać. - Kpiąca uwaga przemknęła po języku zaskakująco łatwo, połączona z jednoczesnym wytknięciem; tonem pełnym pretensji, z oczekiwaniem na uprzednio wyjawione żądanie.
Jednej rzeczy bowiem nie znosił nade wszystko. Była ona jawnym atakiem na jego osobę, wypowiedzeniem wojny - sygnałem, aby wprowadzić szereg działań obronno-zapobiegawczych, bez spoglądania na ich drastyczność, byleby tylko przynieść zamierzony skutek.
Daniel Krueger nienawidził, gdy ktoś psuł mu odgórnie ustalone plany. Nie tolerował i nie chciał tolerować, gdy ktoś czynił wbrew temu, co zostało przezeń powiedziane. Nie liczyło się, jak ważna była dla niego owa osoba. Czy w ogóle miał p r a w o do takiego a nie innego postępowania. Nie, to nie było ważne.
Liczył się sam fakt.
Wyraz twarzy pozostał taki sam wyłącznie z pozoru; symulując osiadłe na twarzy opanowanie, podczas gdy wewnątrz szalała prawdziwa nawałnica, niekiedy sprzecznych ze sobą emocji. Urywki myśli, które przewijały się tu i ówdzie, wydawały się kompletnie pozbawione sensu. Koncentrowały się na samych przekleństwach oraz niemożliwej do ubrania w wyrazy - nawet te rozświetlane wewnątrz głowy, przyprawiającej niemal o drżenie wszystkich mięśni złości.
- W s z y s t k o. - Odpowiedział dopiero po chwili, jakby mając zamiar zabarwić każdą część składową wypowiedzi jadem. Zacisnął jedną z dłoni w pięść, tak silnie, że kłykcie przybrały niemal biały odcień. Poczuł wpijające się w skórę wnętrza dłoni paznokcie - lekko zaznaczający się ból, będący opłatą za utrzymanie ogłady.  Wypuścił powietrze z ust, a następnie usiadł na ławce, po drugiej stronie. Cały czas odnosił wrażenie, iż kontroluje siebie zaledwie połowicznie.
- Ja mam dać święty spokój? - zapytał, tym razem odrobinę spokojniej. Utkwił wzrok w sylwetce wuja, jakby chciał wymusić, by ten wreszcie na niego spojrzał.
- Proszę bardzo, ale tylko, gdy to nie będzie się działo za moje pieniądze. - Zwyczajnie lecz z pobrzmiewającą nutą irytacji. Coraz lepiej słyszalną; coraz bardziej pozbawiającą kontroli.  - Nie mam zamiaru się ośmieszać.
Czy on naprawdę nie był w stanie cokolwiek zrozumieć?  
To on powinien dać mu święty spokój.
A jednak... gdzieś... sumienie
zdawało się coś szeptać. Że tak być nie powinno.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Vincent Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1611-vincent-krueger http://www.morsmordre.net/t1664-roxanne#17012 http://www.morsmordre.net/t1613-wujaszek-krueger#16519 http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1676-wspominki-vincenta#17422
bezrobotny
53
Czysta
Kawaler
Oh, wie schade, oh, wie schade
Nur noch Trockenbrot und keine Schokolade
9
10
0
0
2
2
0
6
Czarodziej
 MEOW

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   19.02.16 15:07

Stał nad nim jak ojciec, jak kat, jak śmierć. Chciał go przestraszyć? Och, oczywiście, że by mu się udało. Jeśli tylko Vincent nie czułby tej siły, tej pewności, jeśli tylko nie byłby obojętny na konsekwencje tej rozmowy. Daniel był taki zły! Emanował zdenerwowaniem, lecz jak to on, nie wpadł w szał. Z daleka wyglądał na bardzo spokojnego. Vincent czuł jednak tę wściekłość, która tym razem go nie paraliżowała. Szczerze mówiąc, nie robiła na nim wrażenia. Nie patrzył w stronę bratanka, zerknął tylko kątem oka, gdy ten usiadł obok niego. Szybko jednak utkwił wzrok w jednej z latarń. Wtedy naszła go myśl, że zachowuje się jak dziecko buntujące się w najgłupszy z możliwych sposobów. Szybko jednak odpędził strzępki zdrowego rozsądku, ponieważ Daniel przesadził ze swą wypowiedzią. A więc to tak! Pieniądze! Proszę bardzo! Vincenta również zaczynała denerwować cała sytuacja. W tym momencie był w stanie rozstać się z Danielem na zawsze, rezygnując z jego pomocy. Wydawało mu się, że nie potrzebuje jego litości. Przez całe życie radził sobie bez niego, to dlaczego nagle teraz miałby być uzależniony od tego chłopaka?
Dość tej ucieczki! Dość unikania jego wzroku! Vincent popatrzył bratankowi prosto w oczy. W te jego lodowate, alfredowe oczy, w których palił się ogień. Złość Daniela była tak wielka, że normalnie wuj by się chwilowo załamał. Tej nocy miał jednak siłę i nie poddał się nawet, gdy spoglądając w oczy chłopaka, przekonał się, że jest on jeszcze bardziej zły niż Vincentowi się przedtem wydawało. Co ciekawe, w jego głosie nie było słychać tego zdenerwowania. Mówił jak zwykle spokojnie, ale jego słowa miały ogromną moc, lecz tym razem Vincent czuł się silniejszy!
- W takim razie obaj dajmy sobie spokój - odparł spokojnie i bardzo poważnie. - Nie wiem jak mnie tu znalazłeś, ale jestem wolnym człowiekiem i nie masz prawa kazać mi nigdzie iść! - o tak, mocno podkreślił to, że Daniel nie ma prawa. Naprawdę już go nie obchodziło, jak zareaguje bratanek.
Vincent poczuł się już lepiej. Stwierdził, że da radę wstać i sam dokądś pójść. Nie zastanawiał się dokąd. W ogóle o tym nie pomyślał. Z początku tak bardzo ucieszył się na widok Daniela. Teraz był jednak zły, że bratanek go tu znalazł. Co ten chłopak właściwie robi tu o tej porze? Czyżby... Nie! A może... Czyżby on poszedł szukać wuja w środku nocy?! Nagle Vincentowi zrobiło się przykro, ale kości zostały rzucone i musiał brnąć do końca w początkowe zamiary. Może to i lepiej, że w końcu to powiedziałem? Zdecydowanie wolał myśleć, że postąpił prawidłowo. I wcale nie musiał się długo do tego przekonywać.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   19.02.16 18:56

Nienawidził tego. N i e n a w i d z i ł.
W jednej chwili był zdolny do szeregu różnych działań - do obarczenia wuja po raz ostatni chłodnym spojrzeniem; spojrzeniem oczu zimnych i zdających się nie odczuwać żadnych emocji poza bezwzględnością, wbijających się w cel niczym dwa mroźne pale, chcące przebić się przez skórę z drastyczną precyzją. Zagłębić w pofałdowaniach półkul umysłu, odczytać myśli, jedna po drugiej, jak utworzoną w ich wąwozach książkę. Wściekłość w nim gorejąca nie mogła jednak znaleźć dla siebie ujścia - napotkawszy mur obojętności wytworzony czy to dzięki zbawiennej ignorancji nakładanej przez krążący w naczyniach alkohol, czy to w wyniku zwykłego przekroczenia granicy - czego, nie miał bliżej pojęcia, lecz owa ignorancja wprowadzała go w jeszcze większy płomień, będący niemal płomieniem autodestrukcji, napinającym do granic możliwości każdy z mięśni, tak że zaczynały przypominać struktury skazanego na wieczny bezruch głazu.
- Jesteś pijany. - Oświadczył, ni to na potwierdzenie, ni na wytłumaczenie; najbardziej pospolicie stwierdził fakt wiadomy już od samego początku, fakt wyczuwalny z każdą mijaną sekundą.
Miał ochotę wyjść. Wstać, wyjść i ruszyć w swoim kierunku, nie czując naporu na swej psychice ostrych zębów sumienia, które kąsało jak umieszczona w klatce, wiercąca się nieustannie bestia. Odejść. Zapomnieć i nigdy nie widzieć na oczy tego człowieka. Ile razy chciał, żeby się wynosił. Żeby dał mu spokój, żeby nie czuł w ogóle jego obecności. Paradoksalnie teraz, gdy miał mieszkanie na wyłączność, kiedy mógł raczyć się do woli samotnością pośród rozgraniczenia ścian, cichych i obojętnych - właśnie teraz nie był w stanie zrobić czegokolwiek, mimo namów przez pobrzmiewające w głowie echa głosów. Przecież mógł wstać. Nikt mu nie kazał tutaj przychodzić. Przecież o tym doskonale wiedział.
A mimo to... No właśnie. Nie mógł. I choć przyznanie tego we wnętrzu przewinęło się już kilkakrotnie, na zewnątrz wciąż pozostawał tak samo oziębły, tak samo tłumiąc chcącą wyrwać się agresję. Nie, nie miał zamiaru stanąć mu na drodze. Niech idzie, gdzie chce. Niech robi, co chce. Tylko, do cholery, niech to więcej jego nie dotyczy. Zostawił rodzinę na tyle lat, mógł zostawić również na następne.
Zwłaszcza, że ich rodziny praktycznie już nie było. Więzy krwi zdawały się nie zobowiązywać, przynajmniej z samego pozoru.
- Zostawię cię - powiedział, powoli, pozwalając na dokładne wyartykułowanie przekazu, który rozchodził się przez ułamek chwili w powietrzu - tylko wyjedź z Londynu. - Ton niemal pozbawiony uczuć. Wyblakły a mimo tego stanowczy. Jakby nie był zdolny do okazania czegokolwiek.
Wolny lecz o skrępowanych ruchach.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Vincent Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1611-vincent-krueger http://www.morsmordre.net/t1664-roxanne#17012 http://www.morsmordre.net/t1613-wujaszek-krueger#16519 http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1676-wspominki-vincenta#17422
bezrobotny
53
Czysta
Kawaler
Oh, wie schade, oh, wie schade
Nur noch Trockenbrot und keine Schokolade
9
10
0
0
2
2
0
6
Czarodziej
 MEOW

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   20.02.16 14:51

Ha, no pewnie, że jestem pijany, ale to niczego nie zmienia. Prawda była taka, że Vincent od samego początku miał dość. Od sierpnia. Już od tego dnia, kiedy zjawił się w mieszkaniu bratanka. Bywało lepiej, bywało też gorzej, ale ZAWSZE miał dość! Co miał jednak robić? W końcu Daniel mu bardzo pomagał. Za to był mu ogromnie wdzięczny. Miał chyba jednak prawo do uczuć i własnych opinii, którymi z nikim się nie dzielił? Nareszcie zdobył się na odwagę, żeby to wszystko uzewnętrznić. No może nie wszystko, ale w końcu dał znać, że coś mu nie pasuje, a tym czymś była władza jaką w swoim mniemaniu miał nad nim Daniel. Vincent nie wątpił, że chłopak chce jak najlepiej. Wiedział, że on nie jest taki jak Alfred. Nie kpi sobie z wuja i nie mówi tych rzeczy tylko po to, żeby zrobiło mu się przykro.
Gdy z ust Daniela padły słowa zostawię cię, Vincent poczuł ulgę. Taką idiotyczną, do granic możliwości naiwną satysfakcję, by za chwilę poczuć się, jakby bratanek wbił mu mroźny sztylet w plecy. Co to miało oznaczać? Dlaczego aż tak...
- Słucham? - zapytał nieco zdenerwowany oraz bardzo zdziwiony. - Zakazujesz mi przebywania w mieście? - Zmarszczył czoło i próbował wyjaśnić sobie w głowie sposób rozumowania bratanka. Nie dał rady. - Idź się lepiej prześpij, bo... - gadasz głupoty? - Ech... - machnął ręką, nie wiedząc właściwie, co chciał powiedzieć. To on potrzebował snu. Nie chciał już nawet, żeby Daniel wyjaśniał mu swoje absurdalne żądania. Potrzebował spokoju i tego, żeby bratanek go zostawił. Ukrył twarz w dłoniach, czując, że świat wiruje dookoła niego. To ze zmęczenia - tłumaczył sobie - z niewyspania, za dużo myślę, przegrzałem mózg. Zrobił kwaśną minę, spoglądając na Daniela. Jestem pijany.


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger http://www.morsmordre.net/t1243-krebs http://www.morsmordre.net/t1216-pan-k http://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 http://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Dziennikarz Proroka Codziennego
33
Czysta
Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
10
11
0
0
0
1
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławki nad Tamizą   20.02.16 21:01

Czy właśnie tak ona wyglądała?
Granica.
Wydawała się niezwykle rozmyta, choć przyznał, że postrzegał ją zawsze jako dobitnie wyraźną linię - kreskę, jaka zdała się być postawiona przy ich relacji (?), oddzielającą koniec od kolejnego początku, prosto poprowadzoną wyrwę między jednym a drugim etapem. Czy naprawdę oboje siebie nie znosili? Oboje nie mogli wytrzymać swojego towarzystwa; chociaż o n uznawał jednoznacznie swoją stronę za najbardziej poszkodowaną. Przyszedł do niego. Prosił o pomoc. Żył za jego pieniądze.
A on musiał to wszystko znosić.
Czyżby - do teraz? Do tego momentu? Na twarz chciała wkroczyć satysfakcja, chciała ugiąć wargi w wymownym i poniekąd złośliwym uśmieszku, chciała wkroczyć do spojrzenia i zatańczyć w świetlnych refleksach, które odbijały się na powierzchniach oczu - niby nasączonych przezroczystą cieczą. Tak. Zakazywał mu przebywania w mieście, ponieważ nie miał zamiaru, jak to ujął wcześniej, znowu się ośmieszać. Zbyt wiele razy. Zbyt wiele cholernych razy, by musiał wchodzić do tej rzeki po raz następny, po raz kolejny taplać się w jej mętnej, błotnistej wodzie i czuć wlewający się haustami niesmak. Czy on nie widział tego? Nie rozumiał?
Nie p o j m o w a ł?
Złość ustąpiła; jedyne co przyszło, to zrezygnowanie i pewien wydumany rodzaj zadowolenia, niemniej jednak okraszonego niepewnością. Owszem, nie będzie go zmuszać. Nawet z chęcią zobaczy, jak zabiera swoje rzeczy (o ile miał jakieś własne) i znika za skrzydłem drzwi, z końcem - głuchym trzaskiem ich skrzydła, drżącego jeszcze przez moment, by potem przybrać całkowitą konsystencję ciszy. I gdyby właśnie wyszedł, gdyby poszedł, gdyby z n i k n ą ł, w tym momencie było mu to obojętne. Chociaż byli rodziną. R o d z i n ą, chciało coś usilnie podpowiedzieć, lecz zarazem niknąc, tłumione pośród gromady innych rozkrzyczanych myśli. Czy tak naprawdę powinno to wyglądać? Cała sytuacja wydawała mu się tak wydumana, tak nieprawdopodobna w odniesieniu do poprzednio doświadczanych zdarzeń, że teraz nawet nie potrafił w nią uwierzyć. Ale była prawdziwa, podobnie jak prawdziwe były mętne, mlecznobiałe skłębienia mgły, która osiadała wokół, która odgradzała ich niby delikatną kurtyną.
- Idę - powiedział tylko, na dowód swoich słów podnosząc się w tym momencie z ławki. - Właśnie teraz idę. - Dodał, odwrócił się i - nie spoglądając do tyłu ani razu, oddalił, niknąc w rozmytej, jasnoszarej połaci. Jakby właśnie ona, powoli pożerała go, zmieniając w samo widmo sylwetki, które również potem sama pochłonęła, które przestało istnieć, jakby było jednym z wielu majaków, podpowiadanych przez zmęczony zarówno godziną jak i alkoholem umysł. Nie wiedział, czy jeszcze się spotkają. Choć coś mu podpowiadało, że tak właśnie będzie.

| zt




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
 

Ławki nad Tamizą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Nad Tamizą.
» Most nad Tamizą
» Ławki pod wielkim drzewem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17