Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Teatr Cieni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Teatr Cieni   17.07.17 1:23

Teatr Cieni

W jednej ze starych kamienic w Londynie znajduje się piwnica, do której mogą wejść jedynie czarodzieje. W chłodnym pomieszczeniu panuje półmrok, za oświetlenie służą grube łojowe świece swobodnie lewitujące w powietrzu. Dla niezbyt licznej widowni przeznaczono twarde, surowe krzesła, a scenę przed rozpoczęciem spektaklu zasłaniają dwa wyświechtane, dawno już szare prześcieradła. Swoje popisy dają tutaj duchy zmarłych aktorów, którym nieśpieszno było opuszczać uwielbiany teatr - za który oddali wszak duszę. Nie są w stanie trzymać przyrządów, rekwizytów ani strojów, dlatego posługują się narzędziem, które może być im posłuszne: cieniem. Często skupiają się na historii, doskonale - najdoskonalej - przedstawiając mentalność wcześniejszych okresów historycznych, karmiąc się złudną iluzją powrotu do dawno utraconego domu, który wciąż pamiętają. Lubią żartować z goblinów.


Powrót do góry Go down
Esther Trelawney
Esther Trelawney

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/
Zawód : aspirująca nauczycielka wróżbiarstwa
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : 19
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Teatr Cieni   27.11.18 19:03

9 października

Jesienią Londyn spowijała mgła. Niebo zasnute było gęstymi chmurami, zza których jedynie od czasu do czasu wyglądały nieśmiałe przebłyski słońca. Z nieba spadały gęste strumienie chłodnego deszczu, sprawiając, że przechodnie kryli się pod parasolami i chowali twarze w szalikach i kołnierzach płaszczów, z głowami pochylonymi w dół szybkim krokiem przemierzając ulice by jak najszybciej dotrzeć do wyznaczonego sobie celu. Z jakiegoś jednak powodu, o tej porze roku Esther zdecydowanie wolała przebywać w zwykle zatłoczonym Londynie – nie tylko dlatego, iż między budynkami chłód nie doskwierał aż tak jak w wietrznej Szkocji. Stolica Anglii była miastem, które zarówno z mugolskiej jak i czarodziejskiej stronny ofiarowało rozrywki, które ciężko było jej znaleźć wyżej na północ. I jeśli zazwyczaj cisza, oddalenie od społeczności czarodziejów oraz bliskość natury były czymś, do czego kobieta zdawała się ciągnąć niczym ćma wabiona przez płomyk świecy, ostatnimi czasy znajome otoczenie zaczynało ją nużyć. Ściany jej posiadłości zdawały się boleśnie na nią naciskać, podczas gdy Londyn ofiarował jej swobodę, do której była przecież przyzwyczajona od dziecka.
Nie musiała martwić się o napastliwe spojrzenia naiwnego męża, którego nachalne i szybkie pocałunki w żadnym stopniu nie przypominały tych, którymi potrafiły obdarzyć ją kobiety, z których większość gotowa była pójść za nią w ogień. Nie potrafiła zaprzeczyć, że kobiece ciała zawsze sprawiały jej o wiele większą przyjemność. Może właśnie dlatego szukała ucieczki, od domu, od męża, od nużącego życia matki oraz żony, którego do teraz nie nauczyła się doceniać, choć jego granie przychodziło jej z łatwością dorównującą wprawionemu aktorowi. Z drugiej jednak strony, niewiele było trzeba by zmylić jej drogiego małżonka, który przez większość czasu zachowywał się tak, jak gdyby miał na oczach klapki uniemożliwiające mu dostrzeganie prawdy, która tak często rozgrywała się tuż przed jego nosem. Niektórzy mogliby uznać, że był pod wpływem uroku – wpatrzony w żonę niczym obrazek, na przyjęciach i wystawianych kolacjach chwaląc się jej urodą i inteligencją (której, tak naprawdę, nie potrafił docenić), wystawiając na pokaz idealną rodzinę, której na pierwszy rzut oka nie można było zarzucić nic. Poza faktem, iż była jednym wielkim kłamstwem.
Nie przeszkadzało jej granie tej roli; tak długo, jak miała go owiniętego wokół własnego palca, była w stanie znikać na kilka dni z domu, gdy on zbyt zajęty był swoją pracą by zauważyć jej nieobecność. Tak długo, jak wracała w momencie, w którym potrzebował przerwy oraz odprężenia, które ona oferowała mu z najszczerszym uśmiechem na ustach, pozwalając jego szorstkim dłoniom sądzić, iż jej ciało należało tylko do niego. W tym układzie to jednak nie ona była niewolnikiem – gdyby chciała, mogłaby odejść. Znała wystarczająco dużo ludzi, którzy skorzy byli zaoferować jej pomoc bądź przymknąć oko, gdyby któregoś dnia pan Trelawney nie pojawił się w pracy, znikając zupełnie z powierzchni ziemi. Małżeństwo oferowało jej jednak wygody, których nie była w stanie poświęcić, a przynajmniej jeszcze nie teraz, a cena, którą płaciła nie była aż tak wysoka.
Nie pierwszy raz jej stopa stanęła w teatrze cieni. Wręcz przeciwnie, z jakiegoś powodu to właśnie to miejsce stało się tym, które odwiedzała, gdy zaczynała tęsknić za przeszłością. Nigdy nie żałowała decyzji, które podjęła po drodze aż do tego momentu. Niestety jednak, bez względu na to, jak bardzo chciałaby temu zaprzeczyć, nie zawsze potrafiła odstawić na bok ludzkie emocje i zapomnieć o wszystkim, co utraciła, bądź też zupełnie świadomie zostawiła za sobą. W pewien sposób występy zmarłych aktorów – uparcie trzymających się swojej przeszłości, nie będąc gotowymi na to, by pozwolić jej odejść w zapomnienie – pomagało jej przypomnieć sobie, że każda decyzja miała swoje uzasadnienie, i najlepszym, co może zrobić, jest podążanie wprzód zamiast patrzenia wstecz.
Starając się zatrzymać tą myśl jak najdłużej, wślizgnęła się do niemalże pełnej już sali, zajmując najbardziej oddalone od sceny miejsce i otulając się szczelnie szalem, wciąż jeszcze czując na sobie chłodny powiew październikowego wiatru. A może raczej lodowaty oddech przeszłości na karku?


Powrót do góry Go down
Caley Goyle
Caley Goyle

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t5568-idun https://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister https://www.morsmordre.net/f218-dzielnica-portowa-orchard-place-9 https://www.morsmordre.net/t5567-skrytka-bankowa-nr-1368 https://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
Zawód : tłumaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
if chaos is a work of art
then my heart is a
m a s t e r p i e c e
OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
turn the pain into power

PisanieTemat: Re: Teatr Cieni   20.12.18 17:09

Opuszczanie domu w godzinach wieczornych było swego czasu niemalże jej rytuałem. Kiedyś była zbyt dumna, by nazwać to ucieczkami, lecz teraz nie wstydziła się już za swoją przeszłość. Nie istniał już nikt, kto mógłby ją kontrolować, kto pragnąłby jej zguby. Cedrik nie żył, a obrączka zniknęła z jej dłoni jeszcze zanim pogorzelisko na Mansfield Road zdążyło dogasnąć. Łańcuchy opadły, lecz czy Caley była naprawdę wolna?
Samotność nie doskwierała jej nawet w połowie tak bardzo, jak mogliby ocenić to postronni; młoda wdowa znalazła sobie wiele zajęć, które wypełniały szczelnie jej czas. Skupiła się na pracy, na konnych przejażdżkach, kontynuowała odwiedzanie swych braci oraz ich rodzin, pielęgnowała językowe umiejętności i poświęcała się szlifowaniu nowych talentów. Między jednym a drugim kieliszkiem skrzaciego wina wmawiała sobie, że jest szczęśliwa, lecz z dnia na dzień coraz bardziej zaczęło brakować jej przygód. Uczucia podniecenia, które buzowało w jej żyłach w momencie skakania z klifu bądź galopowania przed siebie na aetonanie. Nie chciała stagnacji i wygodnego życia, do jakiego dążyła przez większość swojej dorosłości – pragnęła przekraczać granice, balansować na krawędziach moralności i czuć, że żyje. Ponownie zaczęła więc opuszczać cztery ściany swojego domu, choć powroty na Orchard Place były sto razy bardziej przyjemne; wiedziała wreszcie, że wraca do siebie.
W październiku była już świadoma problemu, który dosłownie i w przenośni trawił ją od środka. Wiedziała już, jak powinna się z nim rozprawić, lecz czekała na dobry moment, by do tego doszło. W międzyczasie zaczęła smakować rozrywek, na które wcześniej nie miała czasu. Dziewiątego dnia miesiąca nogi poniosły ją do miejsca, o którym tylko słyszała, lecz nie miała jeszcze okazji przekonać się na własne oczy, czy przedstawienia faktycznie są tak duszne, jak o nich mówiono. Ubrała się tak, jakby w Teatrze Cieni miała spotkać rodzinę Cedrika, której chciałaby zagrać na nosie; czerń być może przywoływała na myśl żałobę, lecz wyzywająco odkryte plecy wcale nie pomagały w uczczeniu tragicznie zmarłego męża.
Pomieszczenie skąpane było w półmroku, a widząc rozwieszone prześcieradła Goyle zastanowiła się, czy aby na pewno dobrze trafiła, jednak zbierająca się publiczność szybko kazała jej zdecydować się na zajęcie miejsca. Nie chciała zasiadać z przodu, nie czuła się na tyle pewnie; wolała podążyć do ostatnich rzędów widowni, a gdy już się tam znalazła, z przyjemnym zaskoczeniem zauważyła, że pewna znajoma obrała identyczną taktykę.
- Pozwolisz, że do ciebie dołączę? – zapytała uprzejmie, przywołując na twarz uśmiech, który nie obejmował jeszcze oczu. Nie czekając na odpowiedź złapała za poły sukni i zasiadła na wątpliwie wygodnym fotelu. Uwagę skierowała na Esther – Jeśli nie masz planów na później, po spektaklu możemy nadrobić zaległości – starała się brzmieć zachęcająco, gdyż nabrała właśnie ochoty na towarzystwo pani Trelawney przy kieliszku czegoś mocniejszego.




In the mirror the face I see…
Who was I?  Who am I going to be?
Soft, calm voice whispers in my ear


“Give me your hand my dear”
call me closer to the fire

Powrót do góry Go down
Esther Trelawney
Esther Trelawney

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/
Zawód : aspirująca nauczycielka wróżbiarstwa
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : 19
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Teatr Cieni   28.12.18 19:08

Nigdy nie unikała towarzystwa innych ludzi, przynajmniej nie celowo, jednak to w swoim własnym otoczeniu czuła się najswobodniej. Była dumna z samej siebie, i to właśnie przed swoim lustrzanym odbiciem nie musiała udawać kogoś innego. Wiedziała, że są sekrety, które powinno trzymać się zamknięte pod kluczem; tego nauczyła się już w dzieciństwie. Wiedziała również, że w skrywanych tajemnicach dość często czaiła się moc, którą ciężko byłoby porównać z czymkolwiek innym. Wiedza stanowiła być może jedną z najpotężniejszych broni, o której wielu mężczyzn walczących w swoich wojnach zdawało się dość często zapominać. Ona, będąc jednocześnie błogosławiona i przeklęta swym darem, posiadała tej wiedzy więcej niż cała reszta, choć nie znaczyło to jednak, że zamierzała się nią z kimkolwiek dzielić.
Umiała jednak kreować swoją osobę tak, by ludziom wydawało się, iż jest otwartą księgą. Potrafiła dać im wrażenie bycia szczerą i otwartą, jednocześnie nigdy nie pozwalając, by dowiedzieli się o niej zbyt wiele. Obrączka na dłoni sprawiała, iż większość dopowiadała sobie resztę historii, nigdy nie pytając o więcej. Gdy było trzeba, potrafiła wyciągnąć z torebki fotografię syna i niczym dumna matka szczebiotać o tym, jak dumna była z jego postępów i pewności, iż wyrośnie na wielkiego czarodzieja. Umiała nawet patrzeć z miłością w stronę swojego męża, chociaż w ich małżeństwie to uczucie nigdy nie zagościło – odrzucał ją nie tylko fakt, iż szaty, które nosił z każdym miesiącem zdawały się pękać w szwach, a zapuszczonym wąsie dość często dojrzeć mogła pozostałości zjedzonego ostatnio posiłku, ale to, iż był, najzwyczajniej w świecie mężczyzną.
Gdy była młodsza nie do końca rozumiała uczucia, które stopniowo zaczynały się u niej pojawiać. Kiedy pierwszy raz posmakowała zakazanego owocu, miała kogoś, kto pomógł jej zrozumieć. Lata później wiedziała o wiele więcej, i choć kiedyś liczyła na to, iż nie będzie musiała ukrywać przed światem tej części swojej osobowości, która sprawiała jej największą przyjemność, teraz czuła, iż trzymanie jej w sekrecie czyniło wszystko o wiele intensywniejszym. Dodatkowo, o wiele więcej radości czerpała z myśli, iż jej małżonek jest zupełnie nieświadom tego, co pod jego nieobecność dzieje się w jego własnym domu.
Uczucie bycia uwięzioną w swoim życiu było jej już niemalże obce, chociaż jednocześnie dobrze wiedziała, że w pewnym sensie wciąż nie mogła nazwać się prawdziwie wolną. Wolność osiągnęłaby wtedy, gdyby udało jej się odciąć sznurki łączące ją z innymi ludźmi. Póki co jednak zbyt wiele jej życia zależało na tych pobocznych postaciach, a i sama Esther nie była pewna, czy samotność i samowystarczalność były tym, czego naprawdę pragnęła. Być może, w jakiś sposób, byłaby w stanie osiągnąć swoje cele bez poświęcania tego, co niektórzy nazywali duszą?
Pomieszczenie coraz szybciej zapełniało się przybyłymi na przedstawienie ludźmi. Kobieta z ciekawością wodziła wzrokiem po sali, obserwując postacie – śmiejące się pary, starszych czarodziejów i czarownice, młodych zakochanych i samotników tacy jak ona, różniący się tym, iż najwyraźniej z tą samotnością nie czuli się zbyt komfortowo, nerwowo rozglądając się dookoła. Z głębokiego zamyślenia wyrwał ją głos i szuranie krzesła pod drewnianej podłodze.
- Z przyjemnością – odpowiedziała, zwracając się w stronę przybyłej mając na myśli zarówno jej towarzystwo podczas spektaklu, jak i złożoną na później propozycję – Pierwszy raz? – zapytała, rozciągając pokryte czerwienią usta w szczerym uśmiechu, który przyjemność miało zobaczyć jedynie wąskie grono osób. Z jakiegoś powodu odniosła wrażenie, iż ten wieczór miał potencjał na bycie o wiele ciekawszym, niż obie mogły przypuszczać.





Saw the stars out in front of you
Too tempting not to touch but even though it
shocked you something's electric in your blood
Powrót do góry Go down
Caley Goyle
Caley Goyle

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t5568-idun https://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister https://www.morsmordre.net/f218-dzielnica-portowa-orchard-place-9 https://www.morsmordre.net/t5567-skrytka-bankowa-nr-1368 https://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
Zawód : tłumaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
if chaos is a work of art
then my heart is a
m a s t e r p i e c e
OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
turn the pain into power

PisanieTemat: Re: Teatr Cieni   11.01.19 21:16

Trzymanie w sekrecie wszystkiego, do czego dochodziło w czterech ścianach pokoju Parszywego Pasażera, na pokładzie statku bądź w jej własnym domu rzeczywiście sprawiało, że przeżywanie tajemnic było o wiele intensywniejsze, o ile nie wprost podniecające, bywały jednak momenty, w których Caley żałowała, że nie może nikomu powiedzieć o tym, jak odrzuciła moralność i przekroczyła wszelkie granice, wplątując się w toksyczną relację z własnej woli. Nie żałowała niczego, a mimo wszystko dałaby wiele, by czasami ktoś pomógł jej uporządkować chaos, jaki powstawał w jej głowie. W każdej innej sytuacji mogła liczyć na najstarszych braci, lecz o tej jednej sprawie powiedzieć im nie mogła. Przeklęliby ją już na zawsze, wzgardzili i odrzucili, a z tym nie pogodziłaby się nigdy. Nie poradziłaby sobie bez wsparcia tych członków rodziny, którzy oznaczali dla niej stabilność i zrozumienie. Bywały chwile, w których jedyną odpowiedzią i lekiem na całe zło oraz plątaninę myśli był alkohol i używki, a w ostatnim czasie Goyle sięgała po nie bez opamiętania, boleśnie świadoma tego, jakie spustoszenie poczynią w jej łonie. Wszystko i tak sprowadzało się do kolejnego morderstwa, którego miała się dopuścić, choć skazy po pierwszym nie zmyły się jeszcze z jej delikatnych dłoni.
Do Teatru Cieni przybyła by zapomnieć, odetchnąć i na kilka minut przenieść się do innego świata. Skupić swoją uwagę na czymś, co w żaden sposób nie było powiązanie z jej problemami, co pozwoliłoby jej oczyścić myśli i po prostu przez godzinę cieszyć się przeżywanym doświadczeniem. Mogłaby wybrać operę lub zwyczajny teatr, lecz nie chciała tego robić. Duchy stanowiły kolejną niewiadomą, która w pewien sposób ją fascynowała.
Sama nie wiedziała, co pozwoliło jej się spoufalić z Esther do tego stopnia, by bezpardonowo zająć miejsce obok niej i narzucić swoją obecność na dalszą część wieczoru, lecz czarownica ucieszyła się, gdy Trelawney wyraziła na wszystko zgodę. Tym razem uśmiech objął już oczy Caley, które rozpromieniły się nieco, zanim spoczęły po raz kolejny na obskurnych prześcieradłach.
- Aż tak widać? Bardzo staram się nie wyglądać na zniesmaczoną – przyznała szeptem, przybliżając się do ciemnowłosej; poczuła jej perfumy, które niezmiernie jej się spodobały – Ale pierwsze razy mają to do siebie, że potrafią naprawdę skonfundować kobietę – odparła figlarnie, a kąciki jej ust zadrgały delikatnie.
Nie powinna była zwracać się w takim tonie do kogoś, kogo wcale nie znała dobrze, lecz odczuwała, że kobieta nie ma nic przeciwko temu. Zasady zostały zepchnięte na dalszy plan, a do głosu dochodziły proste potrzeby i instynkty – Caley chciała się przypodobać, chciała, by Esther ją polubiła, by w jeden magiczny wieczór stała się kimś, komu będzie mogła zwierzyć się ze swoich najgłębiej skrywanych sekretów.
Zapatrzyła się na moment na czerwień ust swojej towarzyszki, a później subtelnie przebiegła wzrokiem po reszcie jej sylwetki. Dotarła do dłoni, którą delikatnie ujęła w swoją, unosząc ją nieco.
- Co słychać u męża? – zapytała, opuszkami palców dotykając złotej obrączki pani Trelawney.




In the mirror the face I see…
Who was I?  Who am I going to be?
Soft, calm voice whispers in my ear


“Give me your hand my dear”
call me closer to the fire

Powrót do góry Go down
Esther Trelawney
Esther Trelawney

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/
Zawód : aspirująca nauczycielka wróżbiarstwa
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : 19
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Teatr Cieni   12.01.19 0:20

Niekiedy uświadamiała sobie to, że dla zwyczajnych ludzi w przyszłości najbardziej fascynujące było to, iż nie byli w stanie jej przewidzieć. W losie czy przeznaczeniu, z jej perspektywy, dużą zaletą był fakt, iż często bywał także figlarny i zmienny, niczym pogoda na wschodnim wybrzeżu Szkocji. Jej dar czasem odbierał Esther przyjemność z tego elementu zaskoczenia, z możliwości zastanawiania się nad tym, co będzie dalej.
Nie chodziło jedynie o wyraźne wizje, obrazy które ujawniały się jej w obłokach dymu czy znakach, które wyczytywała z dna filiżanki po herbacie tak mocnej i gorzkiej, iż każdej innej osobie wykrzywiałaby usta. Na co dzień kierowała się przeczuciami i instynktem. Niektórzy nazywali to trzecim okiem, choć ona osobiście krzywiła się na samo to określenie, zdecydowanie bardziej woląc posługiwać się zwrotem „intuicja”.
Niespodziewane spotkania, drobne zdarzenia, które być może nie odgrywały w jej życiu prawdziwej roli ale pojawiały się na jej drodze jako swego rodzaju rozrywka i przerwanie nużącej codzienności sprawiały jej prawdziwą przyjemność. Chociaż zazwyczaj umiała docenić dar, którym została obdarzona - był w końcu jedyną rzeczą, która pozostała jej po zmarłej matce, jak i powodem wielu kluczowych momentów, które uczyniły z niej kobietę, którą była obecnie, niekiedy pragnęła tej normalności. Błogiej nieświadomości, bycia ślepym na znaki i wskazówki, które oferował jej wszechświat, wykrzykując w jej kierunku ostrzeżenia, szczególnie wtedy, gdy starała się je jak najsilniej zignorować.
Być może właśnie dlatego dość nagłe pojawienie się panny Goyle wywołało w niej lekką falę zadowolenia, manifestującą się zaintrygowanym spojrzeniem oraz lekkim wygięciem krwistoczerwonych ust w górę. Była prawdziwą niespodzianką. Zagadką, w której odpadnięciu Esther nie zamierzała posługiwać się swoim talentem.
Pani Trelawney potrafiła docenić ludzi za to, co wnosili do jej życia. Za ich prostotę, łatwość w odczytaniu wszelkich uczuć i intencji. Za to, że rzadko kiedy byli w stanie ją prawdziwie zaskoczyć. W Caley było jednak coś, co sprawiało, że wydawała się bardziej interesująca niż inni. Wizerunek drobnej blondynki sprawiał, że mogłaby być posądzona o szczerą i obezwładniającą niewinność. W jej oczach kryło się jednak coś zupełnie innego - coś, czego Esther nie była w stanie jeszcze rozgryźć, choć zamierzała dać sobie na to odrobinę więcej czasu. Możliwe iż było to jedynie pobożne życzenie, albo szepty podrzucane przez dotychczas niezawodną intuicję, ale kobieta miała wrażenie, iż do końca tego wieczoru ona i panna Goyle będą miały okazję poznać się odrobinę bliżej.
- Czasem to, co na pierwszy rzut oka wydaje nam się odrzucające, okazuje się mieć największy urok - odpowiedziała, nachylając się odrobinę w stronę swojej towarzyszki, uważnym spojrzeniem lustrując jej twarz, z błądzącym na ustach uśmiechem, który wkradał się również w jasne oczy widoczne wyraźnie pomimo przytłumionego światła - Chociaż nie jestem pewna, czy tyczy się to akurat tego miejsca - dodała uśmiechając się odrobinę szerzej. Spektakl powoli się zaczynał, choć wokół nich wciąż panował szmer rozmów i Esther zdawała się przestać zwracać uwagę na to, co dzieje się na niewielkiej scenie, w zupełności skupiając się na siedzącej obok blondynce - To też czyni je tak przyjemnymi. Za każdym razem są niezapomniane - dobrze wiedziała, że ich rozmowa powoli zaczynała balansować na granicy nieprzyzwoitości. Samo miejsce zdawało się jednak tylko o to prosić, z publiką którą przyciągało ich zachowanie było jedynie kroplą w morzu.
Uwadze kobiety nie umknął sposób, w którym oczy panny Goyle badały jej sylwetkę. Była przyzwyczajona do takich spojrzeń; właściwie o wiele gorszych, rzucanych jej przez obcych mężczyzn, którzy czasem zdawali się być bliscy ślinienia się na jej widok, nie potrafiąc utrzymać dłoni przy sobie i języków w swojej buzi. Tyle razy ile życzyła im, by udusili się nimi następnym razem, gdy postanowią sprowadzić wartość jakiejkolwiek kobiety jedynie do jej wyglądu... Spojrzenie kobiety nie było w niczym do nich podobne. Sprawiało jej przyjemność, było jednocześnie komplementem, pytaniem, prośbą i zaproszeniem. O co? Esther mogła próbować zgadywać, choć znacznie bardziej wolałaby usłyszeć odpowiedź z ust samej zainteresowanej.
- Cały i zdrowy - odpowiedziała, ale w jej głosie wyczuć można było lekka nutkę zawodu. Na uroczystych przyjęciach lubiła opowiadać o tym, jak się poznali - uczyniła z tego tradycję, w piękne słowa ubierając sposób, w który przywłaszczył sobie do niej prawo myśląc, że to on był tym, który sprawował kontrolę. Życzyła mu śmierci; nie dlatego, że go nienawidziła. Chodziło o to, że w swoim obyciu i podobieństwu do ojca prawdziwie ją obrzydzał. Wielokrotnie słyszała, iż kobiety mają w zwyczaju szukać w partnerach podobieństw do ojców. W przypadku Esther, szukała zupełnego przeciwieństwa w każdym możliwym zakresie.
Delikatny dotyk palców Caley wywołał falę delikatnego ciepła. Dłoń, która dotknęła jej obrączki ujęła w swoje, obracając ją wierzchem w swoją stronę i przyglądając się przecinającym ją liniom, jednocześnie ostrożnie wyznaczając ich kierunek opuszkami palców.
- Moje kondolencje - wypowiedziała te słowa patrząc wprost na kobietę, choć jej głos był daleki od wyrażenia żalu po śmierci męża, a i sama Caley nie wydawała się tym specjalnie dotknięta - Muszę przyznać, że bycie wdową ci służy - Esther nie potrzebowała analizować linii na jej dłoni by wiedzieć o stracie małżonka, jednak sposób, w który opuszki jej palców stykały się z gładką skórą kobiety dawał poczucie, jakby w tym pomieszczeniu znajdowały się tylko one, a cały świat na chwilę się dla nich zatrzymał.




Saw the stars out in front of you
Too tempting not to touch but even though it
shocked you something's electric in your blood
Powrót do góry Go down
 

Teatr Cieni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19