Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz poległych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz poległych   17.07.17 1:28

First topic message reminder :

Cmentarz poległych w I Wojnie

Znajdujący się na obrzeżach Londynu cmentarz to nieoficjalny pomnik wszystkich poległych, którzy w walce o dobro świata nie zawahali się postawić własnego życia na szali. Wojna pochłonęła wiele istnień, przyniosła też nieopisany ból po stracie ukochanych tym, którzy musieli na nowo nauczyć się bez nich żyć. Miejsce to jest upamiętnieniem ich bohaterstwa, cicho wybrzmiewającą pośród szumu drzew pieśnią żałobną nad straconymi jednostkami.



Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   17.08.17 12:09

Po pytaniu nieznajomej spojrzał przelotnie na nagrobek. W tym świetle nie był w stanie zauważyć wielu szczegółów, ale z pewnością nie wyglądał na grób czarodzieja. Miał inny kształt, inne rzeźby, brak imion. - Pewnie z czasów wojny - zauważył, bo akurat ta część niemagicznej historii była mu wyjątkowo bliska. Pomyślał przez moment o żołnierzach, którzy rozbijali obozowiska na plażach w Dorset, a on jako dziecko podglądał ich z wysokiego klifu. Może nawet któryś z tych mężczyzn został tutaj pochowany, po śmierci za swój kraj i swoje ideały. Miał ochotę zaśmiać się przez łzy, kiedy uświadomił sobie w jak podobnej sytuacji został postawiony jego magiczny świat. - Nie bywam na mugolskich cmentarzach - odpowiedział, odwracając wzrok od nagrobków. Nie znał się na ich świecie; z rozmysłem go omijał, czując się w nim obco. Teraz tego żałował, choć nawet jeśli, jakie istniało prawdopodobieństwo, że będzie chodził po cmentarzach? Praktycznie żadne. Mało kto chce w podobny sposób spędzać wolny czas. Już nic nie mógł zrobić.
Spojrzał na nią zaskoczony, kiedy w tak nagły sposób zwróciła uwagę na jego nazwisko. Zazwyczaj w takich wypadkach nie było to skojarzenie miłe, a raczej obtoczone niezrozumiałymi uprzedzeniami kojarzonymi z Weasley'ami. Nie robiły na Archibaldzie wrażenie, przywykł do nich przez te trzydzieści lat życia, jeszcze bardziej zdziwiło go nawiązanie do Lorraine. - Tak - odpowiedział po chwili, zastanawiając się kim w takim wypadku była ona. - Znasz Lorraine? - Zapytał od razu, chcąc zaspokoić ciekawość. Miała wielu znajomych, nie znał każdego z nich. - Nie wiem - dodał po chwili, odpowiadając na jej ostatnie pytanie. I to męczyło go najbardziej, ale nakazywało mu również narzucić szybsze tempo tego spotkania. Nie miał zamiaru całkowicie wyleczyć Yvette, nie mieli teraz na to czasu. Chciał ją jedynie podleczyć, by była w stanie wydostać się z tego przeklętego miejsca. Dlatego ucieszył się z udanego zaklęcia, choć od razu po jego rzuceniu poczuł się słabiej jakby okupował leczenie Yv swoim własnym zdrowiem. Po chwili poczuł na ustach metaliczny smak krwi, przez co mechanicznie uniósł dłoń do nosa. Co się tutaj działo? Z każdą chwilą rozumiał coraz mniej. Szczególnie, kiedy po prostym episkey na ciele kobiety zaczęły pojawiać się charakterystyczny wybroczyny. Pokręcił głową z niedowierzaniem. - Lepiej już nie czarujmy - powiedział, a po zauważeniu niewielkiej strużki krwi płynącej z jej nosa, był już pewien na co... zachorowała? Tak nagle po podstawowym leczniczym zaklęciu? Czy przez te anomalie leczenie innych okupuje się własnym zdrowiem? - Powinniśmy stąd iść - zadecydował, rozglądając się opustoszałym cmentarzu. Nie mogli się od razu teleportować; nie wiedzieli jak daleko od domu się znaleźli, a z takim osłabieniem nie mogli ryzykować rozszczepienia. - Zobaczyć gdzie jesteśmy, potem się teleportować - dodał, może nawet bardziej do siebie niż do Yvette. Zawsze lepiej mu się myślało na głos. - Ewentualnie wezwać Błędnego Rycerza - z którego nigdy w życiu nie musiał korzystać, ale przecież zawsze musiał przyjść ten pierwszy raz. Spojrzał na Yv, oczekując od niej zgody. Musieli się stąd w końcu wydostać.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   17.08.17 21:03

Spojrzała ponownie na majaczące w cieniu rzeźby. Jeśli wszystkie były bezimienne, rzeczywiście mogły mieć związek z wojną. Masowy grób poległych? Rozejrzała się powoli, wytężając wzrok, pragnąc dostrzec jakąś wskazówkę.
- Ja również. Czarodziejskie wyglądają inaczej - wyjaśniła swój tok rozumowania, wciąż poszukując w okolicy jakiegoś oznaczenia. Naprawdę chciała się dowiedzieć, gdzie dokładnie ich wyniosło. - Jeśli to pomniki powojenne, gdzieś powinno być oznaczenie, może jakiś większy pomnik... - zgadywała, pamiętając, że czasami w ten sposób honorowało się poległych w walce. Nie musiała to być reguła, ale dla pewności powinni sprawdzić okolice. Nawet jeśli nie oznaczało to ułożenia czegokolwiek w logicznym porządku - to, co stopniowo rosło do miana wielkiego, magicznego absurdu, wymykało się wszelkiej logice, rozum był w tym przypadku niemalże bezużyteczny.
Faktycznie skojarzenie żadną miarą nie stanowiło dla Yvette przyjemnego, nie mogła wyprzeć powiązań Prewettów z Weasley'ami oraz ich niezdrowego - a przynajmniej szkodliwego dla ich czarodziejskiej społeczności - podejścia do mugoli oraz skażonej krwi. Nie rozumiała, lecz przywykła do tego stanu rzeczy - nie starała się go zaakceptować, ale dzięki temu nie reagowała alergicznie na każdy przejaw innych poglądów. Kiwnęła głową potwierdzająco, nie decydując się na wyjaśnienia - nie były w tej chwili zbyt potrzebne. Wolałaby jednak, by Lorraine pozostała w domu cała i zdrowa. Jej dzieciom również nie mogła życzyć źle, nawet jeśli były małymi, rudymi prewetciątkami.
- Paskudna noc - podsumowała jedynie, prawie prychając na te dziwne okoliczności, ale marudzenie nie mogło pomóc. Drgnęła, dostrzegając zmiany na swojej skórze i czując krew na języku, ponownie jej stróżka ociepliła skórę pod nosem. Nie chciała wnikać, ile krwi udało jej się dzisiaj stracić. Wolała nie wiedzieć, choć i to nie pozwoliłoby jej spać spokojnie. Zacisnęła usta w wąską kreskę, nie mogąc opuścić ręki z różdżką, zaskoczona efektem niewinnego zaklęcia. Zrobiła to dopiero, gdy Archibald się odezwał. Może dlatego powinna uważać z udzielaniem pomocy innym? Nie była do tego stworzona, ale gdyby wiedziała, że sama na tym ucierpi, nie uniosłaby nawet różdżki. Odetchnęła głęboko, zniecierpliwiona. - Sinica? - upewniła się, bez żadnego znaku przyjmując jego propozycję. Czy miejsce w ten sposób działało na nich, na różdżki, na magię? Czy to krzyk szyszymory i szalony płomień? Kolejny raz potwierdziła własną zgodę skinieniem głowy. - Nie sądzę, by Rycerz mógł nas tej nocy uratować, ale możemy spróbować. Poszukajmy pomnika - zaproponowała, z trudem podnosząc się, wsparta na kamiennym krzyżu. Co on w ogóle oznaczał? Ruszyła powoli. - Przez te dziwne efekty obawiam się, że nawet Lumos może wysadzić to miejsce w powietrze - albo przynajmniej poucinać losowe części ciała. - Co, jeśli teleportacja działa tak, jak różdżki? - nie była przekonana, ale jakie mieli wyjście? Błądziła, rozglądając się po polu pełnym nagrobków. Nie była stworzona, by ginąć w takim niewdzięcznym miejscu. - Nie znamy żadnej logiki tej sytuacji.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   19.08.17 17:39

Magiczne anomalie były dla Archibalda niepojęte. Wciąż nie mógł wyjść z szoku spowodowanego nagłą teleportacją w to nieznane miejsce. Tak nie powinno się stać. Magia bywała kapryśna, ale nigdy w taki sposób i nie na taką skalę. Coś musiało się wydarzyć, jednak Archibald nawet nie był w stanie sobie wyobrazić co to mogło być. Błąd niewymownych w departamencie tajemnic? Nikt nie wiedział czym tak naprawdę się tam zajmowali, Archie mógł jedynie podejrzewać, że były to rzeczy wręcz mistyczne i niepojęte dla przeciętnego czarodzieja. W tym momencie tylko oni wydawali mu się w miarę rozsądnym wyjaśnieniem sytuacji. - Na to wygląda - odpowiedział, spoglądając na jej sine ręce. Tylko raz zdarzyło mu się posiadać pacjenta z tą chorobą, ale była na tyle rzadka, że doskonale zapamiętał ten przypadek. Spojrzał na zachmurzone nocne niebo, uświadamiając sobie jak dużo czarnej magii wisiało w powietrzu. Skąd się wzięła, czy to też mogło być sprawką błędu niewymownych? Czuł się coraz bardziej zagubiony pomimo większej ilości spostrzeżeń. Choroba Yvette zmusiła go do ruszenia się z miejsca, teraz naprawdę musieli jak najszybciej się stąd wydostać. - Jeżeli okaże się, że jesteśmy w szczerym polu, trzeba będzie zaryzykować - odparł, wyglądając raczej wyjścia z cmentarza niźli wielkiego pomnika. Wolał stąd wyjść i przekonać się czy w okolicy nie ma jakiś czarodziejskich domów czy pubów, w których znaleźliby kominek podłączony do sieci fiuu. W tym momencie dla Archibalda to było jedyne wyjście skoro, jak słusznie zauważyła Yvette, próbując teleportacji mogli nabawić się jeszcze większych obrażeń. - Wiem gdzie jesteśmy - powiedział nagle z dobrze słyszalną ulgą w głosie. Zaczynał kojarzyć to miejsce, jednak tutaj był. Nie na samym cmentarzu, ale w okolicy, teraz był tego pewien. - Niedaleko powinna być wieża astrologów i jakiś kominek - stwierdził, faktycznie zauważając w oddali wielki tajemniczy budynek. Miał nadzieję, że po drodze natkną się jeszcze na inne miejsce, wieża była dość daleko. Mimo wszystko zaczął iść w jej kierunku, jedynie w niej upatrując ratunek. - Dobrze się czujesz? - Zapytał kontrolnie, zerkając na bladą kobietę. Robił co mógł, by choć trochę jej ulżyć, ale anomalie w zasadzie wyrównały te starania. Jego własne obrażenia również coraz bardziej dawały o sobie znać, adrenalina pomału znikała, a zamiast niej pojawiało się coraz większe zmęczenie. Wszystko coraz bardziej go piekło, ale nie narzekał, nie kiedy nie wiedział co się stało z Lorraine i dziećmi. Kiedy wreszcie udało im się trafić do kominka, wszedł do środka i rzuciwszy zielonym proszkiem powiedział do Munga!.

|zt




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
 

Cmentarz poległych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Cmentarz Zwierząt
» Cmentarz, Durham
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17