Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jezioro Nieproszonych Gości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Jezioro Nieproszonych Gości   17.07.17 1:34

Jezioro Nieproszonych Gości

To dość obszerne i bardzo głębokie jezioro było niegdyś miejscem odpoczynku dla wielodzietnej rodziny państwa Diggorych. Kilkadziesiąt lat temu rodzina wyniosła się z dworku, a cały teren, cóż, zarósł. Budowlę, dotąd podtrzymywaną i chronioną przez magię, zniszczyły złe warunki pogodowe, a co drogocenniejsze rzeczy rozkradziono. Jezioro natomiast, w przeciwieństwie do dworku, tak zaniedbane wyglądało nieco bardziej urokliwie. Dookoła rosły omszone pałki wodne, wysokie trawy lśniły delikatną, szmaragdową poświatą, przywodne kwiaty roztaczały dookoła słodką woń, która na myśl przychodzi pieczone owoce z cynamonem. Z biegiem lat wiele ptaków postanowiło uwić tu swe gniazda, zalewając okolicę feerią barw swych piór i melodyjnym trelem. Jedynym niezmienionym elementem krajobrazu była łódka - stara, ale bez znaków upływu lat, pokryta ładną, błękitną farbą, z samotną pochodnią przymocowaną do lewej burty i jednym, wciąż mocnym, nieuszkodzonym wiosłem. Łódka była zaczarowana - ilekroć ludzie chcieli ją ukraść, kołysała się sama, a ptaki podnosiły się ze swoich gniazd, atakując złodziei; jednak jeśli ktoś miał ochotę po prostu wsiąść na nią i udać się w niedługi rejs po jeziorze, z największą ochotą odpowiadała na prośbę. Jedyny problem stanowiły ptaki. Były psotliwe i niezwykle kapryśne, więc każdemu, kto znajdował się na jeziorze, wrzucały do łódki jakieś podarunki - lub nie, oczywiście.

Aby zobaczyć, co tym razem wrzuciły do łódki ptaszyny, rzuć kością k10 (jeśli zostaną wylosowane wartości 2, 4, 6, 8 i 10, nie dzieje się nic):
1 - Co za pech! Nad łódką przelatywał akurat kormoran i wrzucił wam do niej kilka zdechłych, śmierdzących ryb!
3 - Bukiet pięknych, związanych wstążką purpurowych lilii zleciał wam z nieba i wygląda na to, że jest wasz.
5 - Martwa żaba to nie jest to, co chcielibyście w tej chwili dostać, prawda? Niestety właśnie ona, z ostatnim podrygiem rechotu, wylądowała u waszych stóp.
7 - Tuż przed wami wylądował niewielki koszyczek pełen łakoci - dominują w nim dyniowe paszteciki i musy-świstusy.
9 - Latające nad łódką ptaki wypuściły z pazurów poplątane, mokre wodorosty i spadły one na akurat na wasze głowy!
Lokacja zawiera kości


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
32
20
1
0
0
1
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro Nieproszonych Gości   13.11.17 1:22

| Działania na przestrzeni maja

Nie pamiętał właściwie kiedy znalazł to miejsce. Odosobnione, jakby wydarte przez czas. Przypominało bardziej - przynajmniej w pierwszym wrażeniu - opuszczone siedlisko duchów. Istot im podobnych jednak nie znalazł, a dłuższe oględziny w absurdalny sposób odpowiadały wymaganiom, które sobie postawił. Samuel potrzebował ciszy. Miejsca, w którym myślna bitwa, którą od dłuższego czasu stanowił jego umysł, mogła w końcu sie uwolnić i...opanować. Siebie w całości. Pogrom emocji, win i atakujących go zewsząd myśli, z którymi powoli nie umiał sobie radzić. Musiał znaleźć sposób, a tym okazała się nauka oklumencji.
Nie, to wcale nie było proste. Ani oswojenie się z literaturą, którą czytywał w krótkich momentach oddechu, ani tym bardziej praktyczna forma jej uosobienia. To, co musiał zrobić sam, to po pierwsze, opanować bezład i pustkę, z którą od ostatnich wydarzeń próbował walczyć. I mimo starań, widział, że samodzielna bitwa powoli sięgała punktu krytycznego. Upadał, staczał się? Umiejętność oklumencji sama z siebie miała mu pomóc nie tylko w oddzieleniu sie grubym murem od niekontrolowanych emocji, ale też pozbierać skruszoną już, jak wietrzejący mur pewność. Odsiecz, której był uczestnikiem stanowić miała na zawsze symbol porażki. Za wiele się działo jednocześnie, za dużo popełnili błędów, a dziś mieli wyciągać wnioski. Jednym z nich była nauka oklumencji.
Widział cel, który przyświecał jego działaniom, walczył o słuszną sprawę. A wciąż trafiał na doły, który rzucały go na kolana. Za każdym razem wstawał, ale czuł się słabszy, tracąc grunt pod nogami.
Mozolnie, najpierw wypracowywał dystans, którym otulał się coraz ciaśniej. Jeśli chciał rzeczywiście skupić się i potrafić zamykać się na wpływ innych, najpierw musiał odsunąć od siebie źródło niepokoju. Przynajmniej do czasu, aż bez kłopotu opanuje napływające fale. Musiał wyeliminować tendencję, która ciążyła mu na barkach, przesunąć granicę uczuć, która gwałtownie zachwiała się i Skamander czuł się tak, jakby powoli zjeżdżał po równi pochyłej, prosto w przepaść.
Teksty, które wertował nie zawsze jasno opisywały metodę nauki. Zdolność zamykania umysłu przed osobami niepowołanymi do odczytywania myśli. Umiejętność zabezpiecza także wspomnienia i uczucia przed wydobyciem przez osobę do tego niepowołaną, a także kontrolą nad umysłem ofiary: jej snami, myślami oraz emocjami. Taki, najbardziej czytelny opis znalazł, ale zgodnie z treścią, nie istniała jednak metoda, która pozwalała opanować wskazane elementy. Kontrola wewnętrznej natury, nigdy nikomu nie przychodziła łatwo, a próby oddzielenia się od otaczającego świata, łączyła się z naturalnym buntem. Człowiek w końcu stworzony był do poznawania, a tym samym otwierania się na doświadczenie. Tutaj musiał odwrócić relację, chociaż związaną nie z wolnym poznaniem, a zewnętrznym naciskiem.
Umysł - jak wyczytał - miał jednak naturalne predyspozycje, do obrony przed wdarciem się do jego wnętrza. Bariera jednak chwiejna i w wielu przypadkach zawodząca. Jeśli chciało się bardziej skutecznie chronić jego zawartość, tym bardziej przed penetrującym spojrzeniem legilimenty, konieczna była oklumencja.
Magia umysłu, przynajmniej w teorii, nigdy nie fascynowała zbyt mocno Skamandera. Posiadał swoisty rodzaj woli i jasności, która potrafiła uchronić go choćby przed niektórymi formami, magicznego ataku. A jednak zderzenie z rzeczywistością udowodniło, że wciąż było to za mało. Bez wysiłku trenował ciało, pracował nad magią ofensywną i defensywną, ale w starciu z nieprzewidywalnym przeciwnikiem, którego bronią była czarna magia, musiał potrafić więcej. Wymagać więcej.
Pierwsze próby zamykania się nie przychodziły intuicyjnie. Wymyśloną forma ataku, nie działała tak, jak tego potrzebował. Nigdy właściwie nie spotkał się z legilimencyjną sztuką - przynajmniej na sobie, a to, co sam wypracował, musiał skonfrontować z rzeczywistością. Samotność sprzyjała wyciszeniu, nawet jeśli początkowo po prostu krzyczał. To, co kiedyś z taką łatwością mu przychodziło, fascynacja towarzystwem i pewna otwartość, musiała zostać skrócona i zastąpiona. Pomagało i otoczenie. Czy było to towarzystwo przyrody, oddzielenie od zgiełku nie tylko ludzkiego, ale i napompowanego magicznie, czy też zweryfikowana próba odpoczynku. Wszystko skumulowało się, dając pierwszy raz od dłuższego czasu świadomość spokoju, który zalał jego świadomość. Nie miała nic wspólnego z chaosem, który działał, który przecież nie zniknął. Nie pokonał własnej klątwy, kłopoty nie rozwiązały sie magicznie i właściwie cały bajzel, był tym samym bajzlem, który go otaczał. A jednak, powoli docierało do niego, że sam rzeczywiście nie będzie mógł pokonać wszystkiego. Zginie po drodze, ale z tą świadomością już dawno się pogodził, bez najmniejszego sprzeciwu. Ból nie zniknął i cały ciężar, który przyszło mu dźwigać. Ale przynajmniej coś rozumiał. A może chodziło o to, że potrafił rzeczywiście skupić się na czymś innym, niż poczucie winy. Odsunięcie na bok tych wszystkich uczuć, które kazały mu wierzyć, że wszystko w końcu skończy się zagładą. I świat, o który walczyli i on sam.
Konfrontacja, o która się prosił, przyszła w postaci stanowczego głosu i znajomej sylwetki starszego aurora. Rineheart. Postać, której mało kto potrafił sie sprzeciwić, jeszcze mniej się mierzyć. Miał na karku więcej lat i doświadczenia w pracy, niż niektórzy, razem wzięci. I to jemu Samuel zaufał na tyle, by pozwolić wedrzeć się do głowy. I jeśli towarzyszył mu ból, gdy to przyjaciel testował obronne mury jego umysłu, nie chciał sprawdzać, co potrafiły prawdziwe tortury.
Nie liczył na ulgi, nie prosił o nią, ale pierwsze spotkanie z legilimencyjną sztuką miał zapamiętać bardzo szczegółowo. To, co przez tyle czasu traktował, jako siła, upadało pod naporem z zewnątrz. I chociaż starszy auror, zakonnik nie sięgał tak daleko, jak mógłby to zrobić, Samuel zrozumiał, że wciąż musiał pracować. Dopiero starcie z realnym zagrożeniem wskazało mu błędy i ubytki w podnoszonych w umyśle barierach. Legilimenta bezlitośnie atakował w miejscach odsłoniętych, wytykał słabości i bez końca uderzał. Był jak idealny żołnierz, rycerz który atakował zamkowe mury i bez kłopotu odnajdował dziury, przez które się wdzierał. A Samuel, upadając na kolana, raz zza razem podnosił mury na nowo, budował większe i łatał miejsca, które pękały pod silnym naciskiem atakującego umysłu.
Potem było łatwiej. Kilka samotnych spotkań i kila w towarzystwie doświadczonego aurora zazwyczaj kończyły się bezgranicznym wyczerpaniem. I nawet wtedy, a właściwie powiedzieć należałoby, szczególnie wtedy, musiał uważać najbardziej. Jego nauczyciel nie miał barier, które utrzymywały go w ryzach, gdy chodziło o naukę. Traktował Skamandera, jak równego, ale niedoświadczonego. Przynajmniej, dopóki nie zrozumiał jego lekcji. Brutalnych, ale skutecznych.
Wróg nie będzie czekał, aż wstaniesz, aż zbierzesz siły. Bez skrupułów, z premedytacją zaatakuje, gdy tylko dostrzeże słabość.
Wiedział to. Pamiętał z kim walczył i dlaczego, ale były momenty, kiedy zwyczajnie chciał udusić swego nauczyciela, a ten świadomie wykorzystywał potknięcia i raz za razem udowadniał, że Skamanderowi wciąż daleko było do ideału. Mógł zdecydować się na kogoś innego, wiedział, ze Alexander by mu nie odmówił. A jednak wybór padł świadomie. I nie mógł żałować. Nie chciał. Liczyła się skuteczność.
Powinien zapamiętać moment, w którym dostrzegł błysk satysfakcji w spojrzeniu starszego zakonnika. Pamiętał, bo nie czuł paraliżującej obecności w jego głowie, słysząc jedynie echo odbijającego się gdzieś głosu. Daleko poza jego umysłem, daleko, chociaż niewystarczający, by opuścić barierę. Lekcję powywarzana mu bez końca, boleśnie pamiętał i nawet, gdy Rineheart ogłosił, że odpuszcza, nie przerwał. Atak przyszedł nagle i tak jak wiele poprzednich, bez zapowiedzi. Coś, co początkowo wydawało się wznawianiem bez końca umysłowych murów, przychodziło samo z siebie. Po prostu, jak część jestestwa, jak same myśli, które układały się w całość, formując się we właściwej, pewnej i stabilnej strukturze. Wiedział, że nie był to koniec zmagań, że umysł nie zawsze działał w pełni, że będą upadki, momenty, gdy trudniej przyjdzie mu obrona, gdy zmierzy się z najciemniejszą formą okrucieństwa. W toczonej wojnie, w walce nie było honorowych zasad, które jego przeciwnicy będą respektować. Tylko tym razem miał być przygotowany lepiej. Albo bardzo starał się w to wierzyć.

|zt






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
 

Jezioro Nieproszonych Gości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Walia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17