Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wyniuchaj Troski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wyniuchaj Troski   17.07.17 1:37

Wyniuchaj Troski

Lokal został otworzony wiosną 1956 roku. Wcześniej w tym miejscu była piekarnia, niektórzy czarodzieje wchodzą tu przypadkiem, szukając wypieków, inni z ciekawości - jedno jest pewne, nie ma w Londynie drugiego takiego miejsca. Wyniuchaj Troski prowadzone jest przez Timulandę Baline, która przez większość swoje życia podróżowała, by na koniec zawitać do rodzimego Londynu i tu otworzyć własny interes. W lokalu znajdują się małe stoliczki, wokół których ustawione są wielobarwne pufy różnych rozmiarów. Pośród standardowych trunków pani Baline poleca i praktykuje terapie naparową. W małych pięknie zdobionych, metalowych naczynkach podgrzewane są różnego rodzaju, specjalnie sprowadzane zza granicy, napary. Czarodzieje najchętniej sięgają po napar relaksujący i rozweselający. Jest też napar oczyszczenia myśli, niekontrolowanego śmiechu, ale też i działający dopiero później - napar na szczęśliwe sny.
Przy wyjściu należy zapłacić złotą monetą Troskliwemu Niuchaczowi wylegującemu się na jedwabnych poduszkach, który cieszy się z każdego nowego skarbu. Jeśli nie posiadasz biegłości ONMS stracisz znacznie więcej, niż powinieneś zapłacić.


Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   18.07.17 12:09

13 kwietnia

Trzynaście minut po godzinie trzynastej - wciąż więc miała dużo czasu, nim będzie musiała teleportować się do Hogsmeade i udać do zamku. Niegdyś Hogwart był jej domem, lecz teraz... pobyt w nim był niejednokrotnie udręką. Nie mogła zaprzeczyć, że czuła lęk. Lęk przed Grindelwaldem. Strach o życie własne, lecz przede wszystkim strach o uczniów, dlatego wytrwale trwała w skrzydle szpitalnym i odgrywała swą rolę. Ci, którzy w zamku pozostali, potrzebowali wsparcia i opieki. Korzystała jednak z każdej okazji, by opuścić Hogwart... i odetchnąć. Dzisiejszego poranka szafa z ingrediencjami na eliksiry okazała się zadziwiająco pusta, starsza siostra poprosiła więc Poppy o udanie się na Pokątną, póki uczniowie wciąż byli na lekcjach.
Pokątna jak zawsze była zatłoczona i głośna. Niektórzy nieśpiesznie spacerowali rozglądając się ciekawie w poszukiwaniu interesującego sklepu, inni dyskutowali nad skandaliczną ceną nowych kociołków, inni zaś rozprawiali o zaletach nowej miotły sportowej: a wśród nich Poppy Pomfrey, z kociołkiem przewieszonym przez przedramię, który pełnił funkcję koszyka na sprawunki. Zamierzała udać się do księgarni, lecz w tłumie dostrzegła znajomą sylwetkę i twarz: udało się jej Weasleya dogonić i złapać za łokieć, nawet roześmiała się na widok jego miny, gdy odwrócił się doń błyskawicznie i czujnie.
- To tylko ja, Bren! - uśmiechnęła się do aurora ciepło; nie widzieli się przez wiele tygodni, a listy nie były tym samym co rozmowa twarzą w twarz. Tutaj jednak również nie było doń okazji. Poppy zaraz potrącił gburowaty czarodziej w średnim wieku, warcząc, że powinna bardziej uważać. W ostatniej chwili złapała równowagę, by na ziemię nie wyleciał jej żabi skrzek - Znajdziesz dla mnie chwilę na herbatę? - spytała otwarcie. Za tym niewinnym pytaniem kryła się również kobieca ciekawość: w ostatnim liście znajoma polecała pannie Pomfrey odwiedzić niedawno otworzoną kawiarnię, która powstała w miejscu dawnej, doskonałej piekarni.
Czy tego chciał, czy nie - Poppy nie dała się przekonać, że nie znajdzie dlań nawet kwadransa (bywała wyjątkowo uparta) i poprowadziła Brendana ku przybytkowi o interesującej nazwie Wyniuchaj Troski.
Znaleźli się w środku, a na jej twarzy pojawił się wyraz wyraz zdziwienia - spodziewała się czegoś zdecydowanie mniej ekscentrycznego. Obdarzyła zaniepokojonym spojrzeniem niuchacza wylegującego się przy wyjściu i odruchu złapała się za srebrny łańcuszek.
- Przynajmniej jest cicho - powiedziała na swoje usprawiedliwienie, wzruszając ramionami i wybierając stolik przy uchylonym oknie. Nieco świeżego powietrza dobrze jej zrobi przy tych wszystkich kadzidłach - Czuję się trochę jak na lekcji wróżbiarstwa. W trzeciej klasie byłam na kilku, ale to był prawdziwy nonsens.
Sama zamówiła herbatę, po czym zagadnęła: - Wszystko w porządku, Bren? To znaczy na tyle, na ile może być w porządku w pracy, która polega na tropieniu czarnoksiężników. Czy Neala jest zdrowa?






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   04.08.17 11:22

Nie potrafił być spokojny. Odkąd na ulicę wyszły patrole policji antymugolskiej, z którą nie bardzo mógł dyskutować, nikt nie był bezpieczny; czarodzieje próbowali normalnie żyć, czasem wychodziło im to lepiej, czasem gorzej. Dziś Pokątna wydawała się spokojna, ale Brendan nie tracił czujności - tym bardziej, gdy poczuł uścisk na łokciu. Odwrócił się szybko, nagle, mocniej zaciskając dłoń na trzymanej w ręce różdżce - gdy jego oczom ukazały się błękitne tęczówki przyjaciółki.
- Poppy - Ulga mieszały się ze zdziwieniem, gdy pomimo jej uścisku rozejrzał się wokół upewniając się, że nikt nie zwrócił na nich większej uwagi - nie potrafił jednak powstrzymać z wolna wstępującego na twarz uśmiechu; naprawdę dawno nie mieli okazji porozmawiać twarzą w twarz. Wyciągnął ku niej ramiona, pomagając utrzymać równowagę, kiedy przechodzący obok czarodziej ją popchnął. Wiedział, że odmowa na propozycję przyjaciółki nie wchodziła w grę, a on zresztą nie robił nic konkretnego - zdeponował wypłatę za zeszły miesiąc u goblinów w Gringotta, tuż po nocnym patrolu. Nie spał, był zmęczony, ale kwadrans dłużej na nogach nie zrobi mu już przecież większej różnicy. Przytaknął więc, stawiając jednak warunek - zsunął uchwyt kociołka z jej ramienia, przejmując go na własne. - To musi być ciężkie - stwierdził ciepło, podążając za uzdrowicielką do nowo otwartej kawiarni. Kawiarni? Nieczęsto wychodził na miasto, nie obracał się zbyt sprawnie w lokalach, a już zwłaszcza w ich rotacji. Znał kilka przedwiecznych - jak Dziurawy Kocioł - które trwały i trwać będą zawsze. Na tym, co nowe i modne, nie wyznawał się właściwie w niczym - może poza technikami magokryminalistycznymi.
Nie podobał mu się niuchacz, który czaił się w kącie; obrzucił go nieufnym spojrzeniem, lecz podążył za przyjaciółką wgłąb sali, mimowolnie podążając za jej dłonią, którą zacisnęła na łańcuszku. I nagle poczuł niewysłowioną ulgę, że załatwił już swoją sprawę w banku. Stolik, który wybrała, rzeczywiście usytuowany był w zacisznym miejscu, choć Brendan z lekkim zawahaniem - drętwo - przysiadł na jednej z czerwonych puf, uprzednio odstawiając kociołek dziewczyny przy stole.
- Chodziłaś na wróżbiarstwo? - Ściągnął brew, usiłując sobie to przypomnieć - wypadło mu z głowy, pewnie dlatego, że było to zaledwie kilka lekcji. Sam też nie przepadał za tymi lekcjami  - choć nie był tam ani razu. - Mam nadzieję, że nie spotkamy tutaj pani profesor - mruknął, wciąż z ciepłym uśmiechem. - Jej wróżby mogłyby się okazać niepokojąco prawdopodobne. - Tradycja przepowiadania ponuraka wychodziła mu bokiem. W oczekiwaniu na herbatę zsunął płaszcz z ramion, odkładając go - z braku laku - na jedną z puf, wystrój rzeczywiście był ekscentryczny.
- Wszystko po staremu - odparł, w końcu kończąc się wiercić na niecodziennym siedzisku. Zgięte kolana postawił przed sobą, w możliwie jak najbardziej wyprostowanej pozycji wspierając o nie łokcie. - Staram się nie dać wyrzucić. - Z miejsca opanowanego przez policję antymugolską - to nie jest proste, kiedy nie zgadza się z ich poglądami. - Ostatnio chaos wdziera się we wszystko. Słyszałaś, że wynaleziono eliksir, który uspokaja wilkołaki? Moja ostatnia sprawa dotyczyła świra, który z tego powodu specjalnie dał się zarazić i eksperymentował z przemianą przy pomocy czarnej magii. - Pokręcił głową, mogło być już tylko gorzej. Kontrolowane przemiany, armia likantropów wybiłaby w pień cały Londyn w trzy, może cztery dni. - Neala jest zdrowa. I bezpieczna. Radzi sobie z tym wszystkim jakby była przynajmniej pięć lat starsza. - Uniósł ku niej spojrzenie, nie bez powodu, brak rodziców kazał jej szybko dorosnąć, ale Brendan nie dostrzegał, że to miało również swoje wady. - Nauczyła się robić pączki - dodał, powstrzymując rozbawienie. Starała się jak mogła - być dorosła. - A ty, Poppy? Jak się trzymasz? - Nie potrafił zapytać wprost - czy antymugolskie służby jej nie nagabywały.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   06.08.17 15:02

Musiała nauczyć się tłumić w sobie strach i to już dawno temu. Państwo Pomfrey zginęli w pożarze, a ich jedyna córka została odesłana do krewnej, która niewiele miała w sobie współczucia i czułości dla dziecka. Nie chciała widzieć jej płaczącej, ani rozedrganej - dała Poppy wszystko, co w jej mniemaniu, potrzebne było dziecku. Dach nad głową, czyste ubranie, ciepły posiłek, miejsce do spania i zajęcie. Dużo obowiązków. Starała się więc nie okazywać po sobie za wiele, by cioci Euphemii nie zdenerwować. Później, w Hogwarcie, na drugim roku otwarta została Komnata Tajemnic. Poppy jako córka mugolki - mogła być przecież następna. Ślizgoni nigdy nie szczędzili jej szyderstw, szczerze życzyli, by była następna, a ona, dwunastoletnia dziewczynka, nie mogła spać po nocach, drżąc ze strachu przed tajemniczym potworem. Przez wychowankami Salazara Slytherina nie okazywała jednak strachu - to tylko dałoby im satysfakcję. Wiele lat później została uzdrowicielką. Dołączyła do Zakonu Feniksa, a przez to - powróciła do Hogwartu, by mieć oko na dzieci. Lękała się Gellerta Grindelwalda, lecz musiała trzymać nerwy na wodzy. Musiała być ostoją spokoju, by nie dać nic po sobie zdradzić, by wciąż mieć oko na dzieci i sprawować nad nimi pieczę jak tylko potrafiła. Policja antymugolska budziła jej niepokój, lecz pilnowała się. Zachowywała jak gdyby nigdy nic. Stwarzała ułudę normalności, inaczej - najpewniej by w końcu zwariowała od natłoku żałości i lęku w swoim życiu.
-Nie jest takie ciężkie... - zaprotestowała szybko, lecz Brendan wcale nie zamierzał jej słuchać, delikatnie odbierając kociołek. Uśmiechnęła się do niego ciepło -Bardzo dziękuję.
Nie mówiła nic więcej, był to uprzejmy gest dżentelmena, a Poppy nie zwykła zabraniać mężczyźnie być mężczyzną.
Ujrzawszy wnętrze kawiarni poczuła się nieco zażenowana. Zwłaszcza, gdy kątem oka dostrzegła minę Brendana. Nie sądziła, że Wyniuchaj Troski będzie tak... ekscentryczne. Nie chciała wprawiać go w zakłopotanie, lecz nie wypadało już teraz wyjść.
-To było tylko kilka lekcji - zaśmiała się Poppy, zaglądając do kociołka i sprawdzając, czy ma już wszystko -Na całe szczęście to nie mnie wywróżono ponuraka, choć muszę przyznać, z ręka odgryziona przez małego smoka brzmi równie interesująco. Wciąż uważam, by nie zbliżyć się do żadnego. O panią profesor nie musisz się martwić. Prawie nigdy nie opuszcza swojej wieży - powiedziała ze śmiechem.
Przerwała jej czarownica, która przyjęła od nich zamówienie. Pasowała do tego wnętrza, była równie dziwaczna. Ubrana była niczym przybysz zza granicy, choć Poppy nie potrafiła powiedzieć skąd - bo nigdy Wysp nie opuszczała, nie podróżowała. Postawiła na nich stoliku dwie, gorące herbaty w różowych filiżankach w niebieskie ornamenty.
-Pamiętajcie, by zajrzeć w fusy, gdy skończycie - powiedziała śpiewnie.
Poppy jeszcze bardziej pożałowała, że przyprowadziła tu aurora. Na piegowate policzki wstąpił rumieniec zakłopotania i szybko napiła się herbaty, bo nie wiedziała co odpowiedzieć. Syknęła, bo poparzyła sobie koniuszek języka.
-Och, naprawdę? - ożywiła się nagle. Niebieskie oczy rozwarły się szerzej, gdy uniosła spojrzenie na Brendana -To naprawdę działa? Uspokaja je podczas pełni? To duża szansa dla tych ludzi - wydawała się naprawdę przejęta, choć po chwili zmarkotniała -To niemądre z jego strony... Specjalnie dać się zarazić, podczas gdy naprawdę wiele z tych biednych osób dałoby się pokroić, by móc być zdrowym.
Zamilkła na chwilę. Nagle garnął ją żal. Gdyby eliksir ten wynaleziono kilka lat wcześniej... może Charles wciąż by żył? Może mógłby żyć tak jak każdy inny czarodziej, normalnie?
-Neala to wspaniała dziewczyna, naprawdę - odparła Poppy - [/b]I bardzo zdolna. Koniecznie muszę spróbować tych pączków.[/b]
Uśmiechnęła się blado. Po rewelacjach Brendana o elikirze dla wilkołaków - nagle poczuła się dużo gorzej.
-Wszystko w porządku. Tak w porządku jak tylko może być praca pod samym nosem... wiesz - zniżyła głos to szeptu, który otarł się o granicę słyszalności -Radzę sobie, nie martw się o mnie.






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   06.08.17 23:44

- Odgryziona ręka, naprawdę? - Wydawał się szczerze rozbawiony. - Czy to się w ogóle zdarza? - Nie znał się na smokach, owszem, nie miał pojęcia, jak mały jest mały smok, ani czy w ogóle posiada zęby - ale samo zdarzenie, jak i życie bez ręki, wydawało mu się absurdalnie głupie - istniało przecież wiele sposobów na przywrócenie utraconej kończyny. - To musi być trudne - dodał nachylając się lekko w przód; pufa nie była zbyt wygodna, zbyt miękka i znacznie niższa od krzeseł, do których  był przyzwyczajony. - Wiesz, unikać smoków. Ostatnio wszędzie ich pełno. - Wróżbiarstwo bawiło go od zawsze, krytycznym okiem patrzył na jasnowidzów, choć wiedział, że podobne zdolności miała ponoć Lorraine. Absurdalność sytuacji była zbyt duża. - Poppy - dodał, oglądając się za siebie, przez ramię, na pobliski stolik otoczone przez żółto-zielone pufy, nim powrócił spojrzeniem do dziewczyny, spoglądając jej w oczy - z powagą. - Często tu przychodzisz? - Nie, żeby miał coś przeciwko - może trochę, siedzenia były niewygodne, a atmosfera rzeczywiście niebezpiecznie mocno zahaczała o wróżbiarskie maniery - ale to nie wydawało się być w stylu Poppy. W tym czasie z niewyraźną miną uniósł spojrzenie na kobietę, która się przy nich pojawiła - ubraną w dziwne, kolorowe stroje - z grzeczności jednak opuścił wzrok i wbił go w herbatę, która się pod nim pojawiła. Skinął lekko głową. - Pamiętasz, jak się je czyta? - Fusy, ostatecznie to mogło być zabawne, ale sam nie znał się na symbolice w najmniejszym  stopniu; uśmiechnął się - miał nadzieję, że pokrzepiająco - dostrzegając jej czerwieniący się policzek; zawsze mogli próbować robić dobrą minę do złej gry. Spoważniał niemal natychmiast, słysząc o wilkołakach - to było ciężkie. Ciężkie dla wszystkich.
- Wątpię - odparł po krótkiej chwili namysłu, zgodnie zresztą z własnymi przekonaniami. - Ministerstwo chce, żeby ludzie w to uwierzyli. Albo ci ludzie, którzy stworzyli ten lek. Trudno mi powiedzieć, pewnie chodzi o pieniądze. - Jak zawsze, ktoś mógł na tym dobrze zarobić. - Wilkołaki to bestie, Poppy, nic im nie pomoże. Są drapieżne i w każdej chwili mogą rozszarpać drugiego człowieka. Ofiarowanie im jakiegokolwiek kredytu zaufania to prosta i szybka droga na tamten świat. - Uchwycił ucho filiżanki, obracając ją w dłoniach. - Nie nazwałbym ich nigdy biednymi ludźmi - dodał, zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie lub historycznych ciekawostkach; był aurorem, widział ludzi rozszarpanych przez te bestie. - To drapieżniki. Mordercy. Mimowolni i ogłupieni klątwą, ale wciąż - bezmyślni mordercy. Próby oswojenia ich eliksirami to przerażająca głupota. - Która może przynieść wiele złego; ucierpieć mogą niewinni. Pokręcił lekko głową, temat był niestosowny do spokojnego spotkania z dawno niewidzianą przyjaciółką, ale skoncentrowany głównie na pracy Brendan wydawał się tego nie dostrzegać. - Mądry czarodziej nigdy nie zostanie czarnoksiężnikiem - mruknął, próbując łyka herbaty: była naprawdę smaczna, miała niecodzienny, orientalny smak i pachniała wielością przypraw; Brendan pił dotąd jedynie czarną angielską herbatę, zbyt czarną, by większość ludzi wciąż nazywało to herbatą. Skinął łagodnie głową, Neala była mądra. A pączki - mógł jedynie polecić.
- Chyba lubi do ciebie przychodzić. - Właściwie, lubiła wszystko. To niesamowite - jak mocno potrafiła cieszyć się małymi sprawami.
Westchnął, to nie było takie proste - przestać się martwić. Grindewald był psychopatycznym tyranem o mocy, dzięki której mrugnięciem powieki mógł pozbawić Poppy życia - był tego pewien. Co gorsza, był człowiekiem pozbawionym skrupułów na tyle, że ten scenariusz wcale nie był niewiarygodny.
- Dawno temu powinnaś się zwolnić, Poppy.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   07.08.17 0:17

-Nie sądzę, by smoki odgryzały same ręce. Widziałam pogryzienia przez młode osobniki, paskudne rany, naprawdę, czytałam też o kilku przypadkach, kiedy smok pożarł czarodzieja w całości, ale ta ręka... Brzmi jakoś nieprawdopodobnie.
Zaśmiała się nerwowo. W myślach przeżywała gehennę przez wstyd. Winiła przede wszystkim, że dała wiarę słowom Reginy. Powinna była pamiętać, że dawna przyjaciółka ma dość... specyficzny gust. Na pewno była tym miejscem zachwycona. Poppy wyrzucała sobie w duchu, że nie zastanowiła się mocniej nad powodem zachwytu Reginy, lecz cóż - mleko się rozlało, a ona nie mogła nad tym płakać.
-Nie, Bren, naprawdę... - powiedziała nagle, biorąc oddech nerwowo -Przepraszam Cię za to - machnęła krótko dłonią, najwyraźniej wskazując na resztę wnętrza -Nigdy tu nie byłam, słyszałam od znajomej, że jest miło, nie wiedziałam, że... - piegowate policzki Poppy zrobiły się jeszcze czerwieńsze -... będzie tu tak dziwacznie.
Spojrzenie niebieskich oczu opadło na filiżankę herbaty, którą kobieta przed nią postawiła. Znów uniosła filiżankę do ust, tym razem chuchając na nią ostrożnie, nim się napiła - by uniknąć dalszych, nerwowych tłumaczeń.
-Właściwie to wcale tego nie pamiętam, Twoja siostra nie może na mnie liczyć w tym względzie - powiedziała już spokojniej -Też bardzo lubię jej wizyty, to przemiła dziewczyna. Żałuję, że nie mogę zapraszać jej częściej, jednakże... wiesz dobrze, że nie zwolnię się, Bren. Ktoś musi mieć oko dzieci - powiedziała jedynie to, choć musiał wiedzieć, że za tym stało coś jeszcze. Chciała mieć oko na samego dyrektora, choć jej szpiegowskie talenta były wyjątkowo marne, ograniczała się więc wyłącznie do obserwacji z daleka. Nigdy nie wiadomo jakie informacje mogły się dla Zakonu okazać przydatne, jednakże o tym nie zamierzała mówić głośno. Nie w takim miejscu. Tu nie było bezpiecznie.
Wizja następnych, długich lat pod nosem Grindewalda napawała Poppy przerażeniem i lękiem, zwłaszcza o dzieci, lecz jej myśli od nich oderwały słowa Brendana o wilkołakach. Okrutne, pozbawione empatii i choćby próby zrozumienia słowa, których... nie spodziewała się po nim? Od zawsze wiedziała, że jest dobrym człowiekiem, znała jego szlachetne serce, własne życie by mu powierzyła - lecz te słowa absolutnie ją zaskoczyły. Wiedziała, że ma nieco... spaczone spojrzenie na osoby dotknięte likantropią, że ma do nich większą dozę zrozumienia, przez wzgląd na Charliego, ale... To, co powiedział Brendan było absolutnym przekroczeniem granicy i nie mogła tego przemilczeń.
Odstawiła filiżankę na stół z hukiem, aż właścicielka kawiarni się na nich obejrzały. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma, jakby wbił jej właśnie nóż w serce, zaczęły robić się szkliste.
-To nieprawda - zaprzeczyła stanowczo -Nie wszyscy tacy są. Nie wszyscy. Nieprawda - zaplątała się w tym co chciała powiedzieć, była oburzona, absolutnie oburzona i przejęta własną rozpaczą.
Przez krótką chwilę chciała mu wylać herbatę na kolana, lecz jeszcze prędzej - zrobiło się jej przykro i wstyd, że w ogóle miała taką myśl. To wszystko jednak przez Charliego, nie mogła, nie zamierzała pozwolić go obrażać, szkalować, mówić o nim nieprawdę. Charlie był dobrym człowiekiem. Najlepszym jakiego znała.
-Nie są zwierzętami, Bren - warknęła -To biedni ludzie. Wciąż ludzie, których spotkała straszliwa tragedia. Większość z nich, lwia ich część, wcale tego nie chciała. To im zniszczyło życie, wszystko im zniszczyło, a najbardziej ich zniszczyło. To choroba, to klątwa, to nie jest ich wina, że tacy się stają w każdą pełnię - mówiła szybko i nerwowo, choć starała się trzymać nerwy na wodzy i nie przyciągać do siebie uwagi właścicielki kawiarni -Należy im się pomoc. Tak jak każdemu choremu. Wszyscy ich nienawidzą, tak, jakby to z własnej woli mordowali. Nie przeczę temu, że są wśród nich jednostki okrutne, lecz wśród zdrowych czarodziejów też są tacy. Wszyscy Ci czarnoksiężnicy, których próbujesz schwytać - ich nie dotknęła klątwa, a są okrutnymi mordercami. Należy im pomóc - jęknęła żałośnie, a w niebieskich oczach pojawił się ból bezsilności -Ten eliksir mógłby odmienić ich życie. Sprawić, że mogliby żyć normalni, że nie byliby już groźni dla otoczenia. Większość z nich tego pragnie.
W ostatnich słowach Poppy zabrzmiała niezachwiana, niezmącona żadnym cieniem wątpliwości pewność. A tuż po tym... głośno czknęła.






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   07.08.17 3:52

Wysłuchał jej z łagodnym uśmiechem, z lekkim rozbawieniem, nie spodziewał się niczego innego - hogwarcka wróżbitka miała wśród uczniów niewielu miłośników nie do końca bez powodu.
- Nie musiała o tym wiedzieć, jest wróżbitką, nie smokologiem - A wróżby głosiła jedynie wyssane z palca, wszyscy o tym wiedzą - trudno, żeby trzymały się praw logiki. Dobrze wiedział, że Poppy świetnie wiedziała, o czy mówiła - była młoda, ale bez reszty poświęcała się swojej pracy; uzdrowicielski fach zdawał się mieć przed nią naprawdę niewiele tajemnic - i z pewnością na własne oczy widziała już niejedno.  Tak jak teraz on obserwował pąsowiejące policzki Poppy, początkowo odwracając wzrok - nie chcąc jej dodatkowo peszyć - i wodząc nim za kobietą znikającą za kontuarem. Ledwie chwilę później spojrzał z powrotem na przyjaciółkę, uśmiechając się na słowo dziwacznie - pozostawił to jednak bez komentarza, nie chcąc peszyć jej bardziej. Nie próbował kłamać, że było inaczej - nigdy mu to nie wychodziło.
- Może to akurat lepiej - odparł lekko, bo przecież i on i jego siostra we własnej osobie, woleli, kiedy Neala pobierała nauki praktyczniejsze. Chciała pomagać - symbolami odczytywanymi z fusów można było jedynie prognozować nadchodzącą przyszłość i to z całkiem sporą szansą na błąd. Nie tego Neala oczekiwała po swoich lekcjach - i był z jej oczekiwań całkiem dumny. - Jesteś w stanie im pomóc, Poppy? - zapytał wprost, samemu nie znając na to pytanie odpowiedzi. Nic nie zakładał, nie znał od środka pracy w Hogwarcie - czasem jednak to miejsce jawiło mu się jako ponure więzienie, nad którym wszechobecny tyran sprawował władzę absolutną. Właśnie dlatego nie pozwolił Neali się tam uczyć. Poppy, Hereward, Eileen, Pomona, Jayden - oni wszyscy chcieli dobrze, starali się chronić dzieci, był tego pewien, że robili wszystko, co leżało w ich mocy. Tylko  - właśnie - jak wiele to było?
Wyprostował się - nagle - zdumiony brzdękiem z impetem odstawionej filiżanki. Jej oczy zaczynały się szklić, wszystko w porządku, Poppy? Wpierw otworzył usta, chcąc wtrącić się choć słowem - ale nie zdążył i nie próbował już potem wypowiedzieć ani słowa, kiedy jego przyjaciółka snuła rozeźlony monolog. Nawet nie dostrzegł, że ta sprawa wzbudziła w niej więcej emocji niż powinna, sam przecież też dawał się porwać uczuciom: nie mogąc znieść myśli, że te bestie mordowały niewinnych. Nigdy nie słyszał jeszcze tonu jej głosu tak bardzo zdenerwowanego.
- Poppy, czy ty się słyszysz - zaczął, ale urwał w trakcie, odnajdując spojrzenie jej oczu, już zbierał myśli, już chciał iść naprzód, gdy - nagle - usłyszał czknięcie. Skonsternowany odchrząknął, udając, że nie słyszał, kontynuując: - Nigdy nie powiedziałem, że są winni temu, co się z nimi stało. - Nie byli, klątwy mogły dopaść każdego. Dosłownie każdego, jego, ją. - Ale z tej drogi nie ma już odwrotu. Oni poddali się instynktowi, to mordercy - po prostu, większość z nich zabiła choć raz. Choć pierwszej pełni. - Chorych się separuje, kiedy ich choroby są niebezpieczne i zakaźne - szedł za jej przykładem, uważnie analizując jej słowa. - Albo dobija, kiedy cierpią zbyt długo. Nazywamy to miłosierdziem, którego skąpimy jednak wilkołakom. - Czy to miało jakikolwiek sens? - Klątwa zamienia ich w zwierzęta, nie możesz kłócić się z faktami. Chcą czy nie, są drapieżne i niebezpieczne. - Być może, być może miała racje, być może większość z nich wcale nie miało morderczych pragnień. Ale jakie to miało znaczenie, kiedy wystarczyło im spojrzeć w srebrną tarczę okrągłego księżyca, żeby zmienić się nie do poznania i przewartościować wszystkie swoje priorytety? - Słuchaj, widziałem rozszarpanych przez nich ludzi i - urwał, tak po prostu, nie przestając na nią patrzeć - dostrzegał ból w oczach Poppy i choć nie rozumiał jego pochodzenia, czuł, że powinien po prostu zamilknąć. Impuls okazał się jednak zbyt słaby. - Prędzej sam bym się zagryzł, niż żył jako wilkołak i pozwolił sobie na przelanie takiej ilości niewinnej krwi. Jakiejkolwiek niewinnej krwi.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   07.08.17 12:29

-Mówiąc szczerze: nie wiem, czy odróżniłaby smoka od warana - powiedziała bardzo cicho, takim tonem, jakby mówiła coś złego, jakby plotkowanie było niegodne ani ust jej, ani Brena. Zaraz po tym ściągnęła usta w wąską kreskę, popijając herbatę.
Poppy była kobietą praktyczną. Od zawsze twardo stąpała po ziemi, nie chodziła z głową w chmurach. Nie popadała przy tym jednak w skrajność, w chwilach wolnych, kiedy naprawdę mogła - i ona pozwalała sobie myślom odpłynąć w bardziej fantazyjne miejsca i sny, lecz z całą pewnością w jej życiu nie było miejsca na podobne niedorzeczności jak wróżenie z fusów, czy kryształowej kuli. Niezależnie od tego, co zostałoby jej wywróżone, przepowiedziane, ujrzane w kuli - jej prawdziwe przeznaczenie mogło być tylko jedno, a mianowicie ścieżka uzdrowiciela. Sądziła, że mają w tym względzie z Brendanem wiele wspólnego. Oboje wiedzieli do czego są stworzeni i konsekwentnie dążyli, by tego osiągnąć. Nie wyobrażała sobie ani siebie, ani jego w innej roli, niźli uzdrowicielka i auror.
-Nie mogę zrobić wiele - przyznała cicho, obracając filiżankę w dłoniach -Czułabym się jednak wyjątkowo źle, gdybym nie robiła nic. Lepsze są chyba drobnostki, niż zupełnie nic, prawda? To byłoby okrutne zostawić uczniów tam zdanych samych na siebie, choć... niektórzy potrafią być naprawdę okropni.
W Hogwarcie mimo wszystko wciąż pozostało wiele dzieci z rodzin szlacheckich, czystej krwi, których pozycja była względnie niezagrożona. Ich głowy przepełnione wstrętnymi ideami rodziców potrafiły ich samych uczynić okrutnymi i naprawdę przykro było na to patrzeć.
Wszystko to jednak odeszło w niepamięć, bo myślami Poppy zawładnął Charlie i próba obrony go, bo przecież Brendan mówił o wszystkich wilkołakach. O wszystkich, a więc i o nim, a to była bzdura, nieprawda. Zdenerwowała się to prawda. Dłonie zaczęły jej drżeć, cała była rozedrgana, zaskoczona własną reakcją, choć była słuszna - nieświadomie boleśnie dotknął jednej z najczulszych strun duszy Poppy. Przywołał wspomnienia i myśli, z którymi wciąż nie potrafiła się pogodzić. Zaczęła plątać się we własnych słowach, tak bardzo chciała mu wytłumaczyć, tak bardzo chciała by zrozumiał. Przyjaźnili się przecież, był dla niej ważny, tak jak i Garrett, i Neala, martwiła się o nich i chciała być im przyjaciółką, lecz ona także potrzebowała zrozumienia. Dlatego po kolejnych słowach Brendana popłynęła jej łza, a ciało podskoczyło przez kolejne czknięcie, a potem następne. Próbowała napić się herbaty, by to zniwelować, lecz nie pomogło wcale.
-Nie... HIK... nie - zaprotestowała, czkając raz po raz -Nie-niektórzy nie chcą... HIK... się poddawać, a-ale... HIK... wszy-wszyscy ich nienawidzą... HIK... To pe-pełnia ich zmienia. HIK. Nie potrafią się... HIK... kontrolować. Wte-wtedy trzeba ich... HIK... odizolować, za-zapewnić bezpieczeństwo... HIK... by nikogo NIEŚWIADOMIE nie skrzywdzili... HIK.
Słowo nieświadomie wypowiedziała z niezwykłą mocą, jakby ono było tu kluczem. Próbowała nabrać powietrza, wstrzymać je w płucach, by ta upokarzająca czkawka minęła.
-Tak? - spytała gniewnie -HIK... Nie wątpię, ale... HIK... oni nie są wtedy sobą... HIK... rozumiesz? Ja... HIK... ktoś bardzo mi bliski został w dzieciństwie pogryziony... HIK... Wca-wcale nie był mordercą... HIK... Był dobrym człowiekiem... HIK... To jego za-zamordowali... HIK
Zamilkła. Nie mogła już dalej mówić. Ukryła w twarz w dłoniach, tak bardzo targana rozpaczą i wstydem. Nie chciała, by dowiedział się w taki sposób. Nie teraz, nie tutaj, nie tak. Nie podczas takiej rozmowy. Była świadoma jak żałośnie teraz wygląda. Zapłakana, bordowa na policzkach jak dorodny burak, rozedrgana, wciąż czkająca.
-Prze... HIK... przepraszam, nie powinnam była... HIK - powiedziała słabo, nie opuszczając dłoni. Nie sądziła, że wszystko potoczy się aż tak źle. Żołądek ścisnęła żelazna pięść strachu i wstydu; musiał teraz o niej myśleć jak o niezrównoważonej wariatce.






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   08.08.17 2:25

Zaśmiał się, podważanie kompetencji szkolnej wróżbitki wydawało mu się nie tyle niegrzeczne, co szczere - nie miałby problemu powiedzieć jej tego prosto w oczy, gdyby gdzieś ją dzisiaj, po latach, i już na innej stopie znajomości spotkał. Sam naprawdę nie lubił ignorancji - i nie miał na to wpływu fakt, że sam podobnego rozróżnienia również nigdy by nie dokonał: on się nie wypowiadał na tematy, o których nie miał zielonego pojęcia. Szkolna wróżbitka - robiła to całe życie, co gorsza, w miejscu, które winno nieść kaganek oświaty, to było niewybaczalne. Podobnie jak Poppy - Brendan twardo stąpał po ziemi i irytowały go rewelacje zdziwaczałej profesorki. Skinął jej głową, miała rację. Małe gesty i drobnostki dawały więcej niż nic, a każda lawina miała swój początek w niewielkim kamieniu. Jeśli tylko potrafiła pomóc jakkolwiek - to wciąż była pomoc. Nie drążył. Że dzieci potrafiły być okropne - i okrutne niejednokrotnie też - wiedział każdy, kto sam dzieckiem kiedyś był. Poppy była wrażliwa, starsi Ślizgoni bez wątpienia dawali jej w kość - zawsze bezbłędnie wyczuwali tych wrażliwych.
- Poppy - wypowiedział jej imię, bo widział jej wzbudzenie; drżenie rąk, szklane spojrzenie, nie rozumiał przyczyny - czy powiedział coś nie tak? Mówił prawdę - najprawdziwszą prawdę - a prawda wprowadzić ją w taki stan nie mogła. Przez czkawkę, która ją dopadła, ledwie wyłapywał z tej przemowy pojedyncze słowa, składając w spójną całość - w skupieniu nie odezwał się ani słowem, obawiając się, że dźwiękiem zagłuszy sens jej wypowiedzi. - Nieświadomie czy świadomie - stwierdził na głos dopiero, kiedy umilkła, usiłując opanować kolejne czknięcia - co za różnica, kiedy efekt pozostaje ten sam? Wilkołaki zabijają, dobre chęci nikomu nie wrócą życia. - Przecież to wiedział, nie panowali nad sobą, zmieniał ich księżyc, puste frazesy. Zaczął jednak dostrzegać, że kontynuowanie tego tematu może niekoniecznie było najlepszym pomysłem. Dlaczego - zrozumiał dopiero po chwili. Nie miał pojęcia o jej dawnym przyjacielu - nie miał pojęcia, że padł ofiarą klątwy. To było trudne, oczywiście, że ten człowiek był ofiarą, oczywiście, że zmienił się nie ze swojej woli, oczywiście wierzył, że miał szlachetne serce i nie chciał nikogo skrzywdzić. Lecz czy potrafiłby przyrzec, z ręką złożoną przy sercu, że nigdy nie skrzywdził nikogo żywego? Mogła w to wierzyć i być może powinien ją w tej naiwnej strefie pozostawić. Być może powinien za to powiedzieć coś mądrego, co doda jej otuchy - nie potrafił, tak jak nie potrafił obdarzać ciepłymi uczuciami kogoś - a właściwie już czegoś - co człowiekiem być przestało i co dało się porwać krwiożerczym żądzom. Współczuł jej, oczywiście - ale był to ból, z którym musiała się zmierzyć i przejść ponad nim do porządku dziennego. Żadne smutki nie cofną czasu ani nie zmienią biegu wydarzeń - nie sądził jednak, żeby mówienie o tym faktycznie mogło jej pomóc. Zwłaszcza, że kolejne czknięcia mocno zaburzały komunikacje -  nie tylko on nie rozumiał jego, ale i ona musiała mieć trudności z usłyszeniem tego, co miał do powiedzenia.
- Poppy - zamiast tego powtórzył z zacięciem jej imię, ignorując złość i łzy dziewczyny. - Jeśli był choć w połowie tak dobry, jak o nim mówisz, śmierć była dla niego wybawieniem. - Wybawieniem od ciągłych wyrzutów sumienia, od ciągłej niepewności, od bólu, tego zewnątrz i tego wewnątrz, wybawieniem od lęku, od którego nie da się uwolnić. - Powinnaś odpocząć - dodał, przesuwając ku niej swoją filiżankę z herbatą, wciąż do połowy pełną. - Ale najpierw spróbuj się napić, to czasem pomaga - wiesz, na czkawkę. Wypij jak najwięcej - może przejdzie. - Może powinienem cię odprowadzić - bardziej stwierdził, niż zapytał.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   08.08.17 11:38

Rzadko płakała. Nie była chowana pod kloszem, ciocia Euphemia wychowała ją nader surowo, w sposób pozbawiony ckliwości. W ich domu nie było miejsca na płacz i użalanie się nad sobą. Poppy chciała być silna, nie dawać ciotce powodów do niezadowolenia, chciała także trzymać się w ryzach, bo wiedziała, że rodzice właśnie tego by chcieli. Miała jednak pewną wadę, wadę serce - bywało zbyt wrażliwe, dlatego jedynie ukradkiem, nocami roniła łzy, mocząc poduszkę. Kilka razy pozwoliła sobie na to przy Charliem, lecz nie chciała dokładać mu na barki kolejnego ciężaru. Ona musiała być silna za nich oboje. Musiała być jego wsparciem i podporą; osierocenie odchodziło na dalszy plan, gdy drugi człowiek dotknięty był klątwą tak okrutną, że nie mógł normalnie funkcjonować. Długie lata wstrzymywała więc łzy, zadzierała brodę wyżej i brnęła przez życie dalej, bo nie miała innego wyjścia. Z chwilą śmierci Charlesa znowu pękło jej serce, pozostawił za sobą niewyleczoną ranę, która wciąż się jątrzyła i bolała. Zwłaszcza, gdy zbliżał się ósmy maja, rocznica jego śmierci; został już tylko niecały miesiąc, więc i myśli Poppy co raz częściej błądziły po meandrach wspomnień, wydobywały z odmętów niepamięci dawno zapomniane szczegóły. Od kilku dni czuła się przybita, a w obliczu tak niesprawiedliwych i okrutnych słów, które odbierała nader personalnie w stronę dawnego ukochanego - coś znów w niej pękło i nie potrafiła być silna.
Ukryła twarz w dłoniach, drżała cała, ciałem raz po raz targała przeklęta czkawka, która jeszcze bardziej czyniła jej stan poniżającym. Nie chciała płakać, nie tutaj, nie przy Brendanie, nie teraz, lecz nie potrafiła powstrzymać łez smutku.
Otwierała już usta, by mu odpowiedzieć, ale znowu czknęła. Wyglądała żałośnie i tak się czuła. Dotarło do niej, że strzępi język na marne. Nie zrozumie, nikt nie zrozumie. Być może Brendan miał rację, być może Charles był wyjątkiem, może to po prostu ona postrzegała ogół przez pryzmat jednostki, lecz nie potrafiła inaczej. Wiedziała, że Charles był dobrym człowiekiem, jednym z najlepszych jakich znała, szlachetnym i mądrym. Zarówno on, jak i jego rodzice robili wszystko, by nieświadomie nikogo nie skrzywdził, izolowali go, on sam żył we względnej izolacji, choć to przysparzało mu wiele cierpienia. Widziała na własne oczy jak bardzo się starał, jak bardzo się bał tego, o czym mówił Brendan - dlatego musiała go bronić. Bronić ze wszystkich sił, przed każdym i wszystkimi, nieistotne, czy był to Brendan, Garrett, profesor Bagshot, czy też sam Gellert Grindelwald.
Prędzej sam bym się zagryzł, niż żył jako wilkołak i pozwolił sobie na przelanie takiej ilości niewinnej krwi. Jakiejkolwiek niewinnej krwi.
W duchu nie potrafiła rozstrzygnąć, czy to ona była egoistką pragnąć zatrzymać Charliego przy sobie, pomimo zagrożenia jakie stwarzał, czy też on, który zamiast się ukrywać, pozwolił by dopadli go łowcy wilkołaków i niemal rozszarpali na strzępy. Nigdy nie powiedział tego wprost, lecz czasami, miała takie myśli - że Charlie chciał uwolnić się od cierpienia. Chciał uwolnić od niego Poppy, lecz mimo wszystko stworzył go jeszcze więcej - czy to on nie był wówczas egoistą? Nie potrafiła na takie pytania odpowiedzieć, bo każda odpowiedź doprowadzała ją niemal do obłędu z rozpaczy.
Widać to było w jej oczach, kiedy uniosła na niego spojrzenie. Zbolałe, pełne bezsilności i smutku. Pokręciła jedynie głową, znów czkając. Nie, to nieprawda, mówiła niemo, chciał żyć, ze mną, ale nie potrafiła powiedzieć tego głośno - bo wiedziała, że gdyby była to prawda, to Charlie nigdy by nie odszedł.
Właścicielka kawiarni przyglądała się im z ciekawością, a Poppy przechyliła się w lewo, by umięśniona sylwetka Brendana choć trochę przysłoniła jej czerwoną, zapłakaną twarz. Pokiwała głową, na znak zgody, dopiła tę herbatę, próbowała wstrzymać powietrze, lecz znów czknęła.
-Tak, poproszę...HIK - zgodziła się cicho, kończąc pić herbatę i wstając z miejsca, lekko się chwiejąc. Pozwoliła, by Brendan znów dźwignął kociołek i ujęła go pod ramię, które jej podał. Od szlochu rozbolała ją głowa, poczuła się słabsza, więc wsparła się na nim lekko -Przepraszam, naprawdę, jestem niemądra. Nie chciałam... HIK - chwilę szukała odpowiedniego słowa -... wprawić Cię w zakłopotanie. Och, Bren, musisz... HIK... uważać na niuchacza... HIK. Ukradną Ci wszystko co wartościowe... HIK.






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
24
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   09.08.17 1:42

Nie bardzo wiedział, jak rozmawiać z kobietą, która zaczyna płakać. Nigdy tego nie robił. Czuł, że powinien przestać, że powiedział coś nie tak, że powiedział za dużo, że może nawet w ogóle nie powinien mówić. Jej zapuchnięte oczy, zaczerwienione policzki, nabrzmiałe drżące wargi i kolejne czknięcia wytrącające ją z równowagi tworzyły razem obraz nędzy i rozpaczy. Nie przychodziły mu jednak do głowy żadne słowa, którymi mógłby to załagodzić. Poppy chowała twarz w dłoniach, a on patrzył się na nią, milcząc, usiłując znaleźć w głowie słowa, których tam nie było. Trzęsła się cała, jeśli nie od płaczu, to od upiornego napadu złośliwej czkawki, która dopadła ją w naprawdę mało odpowiednim momencie. Być może ze stresu, być może nie - nie miało to wielkiego znaczenia. Czuł, że powinien zrobić więcej, niż robił - a jednocześnie więcej zrobić nie potrafił. Kiedy Neali było przykro zwykle zostawiał ją samą, żeby mogła w spokoju wypłakać oczy. Albo robił jej kakao. Tutaj żadnej z tych rzeczy zrobić nie mógł. Uniósł spojrzenie na właścicielkę, która im się przyglądała - czekając, aż pod jego wzrokiem speszona odwróci własny; podglądać było mimo wszystko trochę nieładnie.
- Poppy - zawołał ją po raz trzeci, zupełnie jakby to imię mogło mieć zaklętą moc, która pozwoli mu opanować jej smutki, zaskakująco - nie miało. Miał się za człowieka zaradnego, zwyczajna rozmowa naprawdę była dla niego taka trudna? Jego głos był cichy, niepewny, pozbawiony nieodłącznej stanowczości, zagubiony; jedna płacząca dziewczyna okazała się straszniejsza od tuzina dementorów - wtedy nie stracił głowy. Ani głosu. Głośno nabrał powietrza, ostrożnie je wydychając i nachylił się tak, by zasłonić ją sobą mocniej; rozumiał przecież, że nie chciała, żeby ktokolwiek zobaczył ją w podobnym stanie. To było trudne, dawny przyjaciel najwyraźniej był dla niej ważny - ale nie zmieniało to wcale stanowiska Brendana. Nie mógł jej winić za tę słabość, była delikatną kobietą, której trudno było pogodzić się z brutalną rzeczywistością - zapewne powinien był to uszanować wcześniej zamiast ciągnąć temat jak idiota. Jego ręka drgnęła, zastanawiał się, czy nie powinien jej objąć - dla wsparcia - ale ostatecznie nie uniósł ręki wyżej, zamarła w powietrzu gdzieś między nią a nim, wsparta na kolanie łokciem, kiedy dopijała ostatecznie łyki herbaty, bezskutecznie usiłując przegonić okrutną czkawkę.
- Nie masz mnie za co przepraszać - zapewnił, być może bez przekonania: nie dlatego, że tak nie uważał, oczywiście, że nie miała za co; raczej nie był pewien, co właściwie powinien jej powiedzieć. - Po prostu stąd chodźmy. Wybacz, ale naprawdę nie rozumiem nic z tego, co mówisz - Czkawka zbyt mocno zakłócała komunikację; być może gdyby Brendan zdążył usłyszeć ostrzeżenie Poppy, dalsze wydarzenia nie miałyby już miejsca. Wziął kociołek na ramię, drugiego użyczając przyjaciółce, gdy przy wejściu zaatakowało go stworzonko, wyszarpując z kieszeni jego szaty sakiewkę z monetami, wskakując na przewieszony przez jego ramię kociołek - po czym wybiegł na zewnątrz, głośno pobrzdękując monetami. To było już za wiele - Brendan się zapomniał i zaklął siarczyście, gwałtownie wykonując krok w przód - w pierwszym odruchu chciał go złapać, ale szybko się przekonał, że nie miał na to najmniejszych szans. Cechował się refleksem - ale stworzonko było od niego znacznie zwinniejsze. I właśnie ukradło jego wszystkie pieniądze. - Pieprzony futrzak - mruknął pod nosem, wkładając ręce do kieszeni szaty w poszukiwaniu pieniędzy - czy naprawdę zabrał dosłownie wszystko? To tylko dwie herbaty - co za wstyd - nie miał za nie czym zapłacić, poczuł, że zaczynała oblewać go czerwień wstydu i zażenowania. - Zabrał wszystko, co miałem. Poppy, to był beznadziejny dzień. - Nawet nie dostrzegł, że mógł zabrzmieć niemiło; miał na myśli coś zgoła odmiennego - swoją nieporadność, brak działania, a na końcu: najbardziej żenującą sytuację, w jaką przyszło mu się wplątać. - Przepraszam cię. Powinniśmy to powtórzyć... w bardziej sprzyjających okolicznościach - zająknął się, nie potrafił wprost wyartykułować tego, co musiało zostać powiedziane: nie miał pieniędzy, żeby zapłacić, a właścicielka lokalu znów zaczęła na nich spoglądać - tym razem wyraźnie nieufnie, pewnie bała się, że po prostu stąd wyjdą, ale tym razem Brendan nie miał odwagi na nią spojrzeć. - Mam nadzieję... że nie trzymałaś w tym kociołku nic ważnego, tam też wsadził łapy. - Nie chciał jednak zaglądać do jej rzeczy - a ona wciąż płakała. I czkała. Zamknął oczy, odliczył do trzech od końca. Jeśli ona też straciła pieniądze, czekało go jeszcze większego upokorzenie, niż był w stanie sobie wyobrazić.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   09.08.17 14:25

Między Merlinem, a prawdą - to wcale nie była wina Brendana, że zaczęła płakać. Absolutnie nie jego. To pech chciał, że padło akurat na niego; może zawinił jedynie tym, iż dla Poppy był przyjacielem i ufała mu, więc wiedziała, że nie musi ukrywać przed nim prawdziwych emocji. W kłamstwie i tak była absolutnie beznadziejna, więc najpewniej od razu poznałby, że coś jest nie tak. Właściwie nie winiła go wcale za to, co powiedział, choć poczuła złość, że to zrobił. Wypowiedział na głos jedynie to, co myśli całe czarodziejskie społeczeństwo. Co myślą wszyscy. Nie znała niemal nikogo, prócz rodziców Charlesa, kto miałby podobne do niej podejście do wilkołaków, nawet w Zakonie, wśród ludzi walczących o równość i sprawiedliwość, wilkołaki miały takąż opinię, jaką wygłosił Weasley. Walka z tym, była walką z wiatrakami. Czuła się wobec tego tak okrutnie bezsilna, że budziło to w niej albo złość, albo żal. Z racji zbliżającej się rocznicy i szalejącego w duszy smutku - tego dnia zareagowała nazbyt emocjonalnie, wciągnęła w to Brendana, a tego czynić nie powinna, bo miał dość na głowie własnych problemów, a także dość ciężarów, które dobrowolnie kładł sobie na barki z poczucia odpowiedzialności za innych, nawet obcych.
Żałowała jedynie, ze nie potrafi spojrzeć na tych biednych, dotkniętych okrutną klątwą ludzi, chorych ludzi, których życie i los definiowała tragedia, która ich spotkała - z nieco większym zrozumieniem.
-Mam, mam - odparła wyraźnie, uspokajając się nieco, choć po chwili znów targnęło nią czknięcie. Od rumieńców piekły ją policzki. Zamilkła, bo i tak jej nie rozumiał, a ona miała ochotę zapaść się pod ziemię. Czuła, że zrobiła z siebie prawdziwą wariatkę, która odczuwa niezrozumiały instynkt macierzyński wobec osób powszechnie uważanych za krwiożerczych morderców.
Miarka się przebrała, gdy Brendan na dodatek został okradziony. Próbowała złapać niuchacza, gdy sięgnął łapkami do jego kieszeni, lecz umknął jej dłoniom i uciekł. Jęknęła głośno, wiedząc, że to też jest jej wina. Gdyby Brena tu nie przyprowadziła, nie straciłby pieniędzy -Na Merlina, nie wiem jak mam Cię teraz... HIK... przeprosić - wyszeptała przerażona, gdy niuchacz zniknął im z oczu. Spojrzała na Brendana z miną na poły zawstydzoną i przepraszającą, dopiero po chwili rozumiejąc, co ma na myśli. Nie odpowiedziała nic, by nie czynić tej sytuacji jeszcze bardziej dla niego krępującej, po prostu wyciągnęła z kieszeni kilka moment i dyskretnie wręczyła kobiecie, choć miała ochotę wygłosić monolog na temat trzymania w kawiarni niuchacza. Może był to sprytny podstęp ze strony właścicielki? Okradanie gości. Zacisnęła zęby i wraz z Brendanem opuścili kawiarnię, a Poppy obiecała sobie, ze już nigdy tu nie wróci.
-Nie, nie... HIK... nie przejmuj się, Bren, to był głupi pomysł... nie herbata z Tobą, nie to miałam na myśli... HIK... tylko przychodzenie tutaj. Wybacz mi... HIK... jestem niemądra - powiedziała cicho, gdy znaleźli się już na zewnątrz. Odebrała od niego kociołek -Zobaczymy się niebawem, wtedy Ty zabierzez mnie na herbatę i może lepiej wybierzesz miejsce... HIK. Raczej na pewno.
Nie chciała dłużej go zatrzymywać, a ona sama potrzebowała eliksiru na czkawkę, więc po chwili oboje teleportowali się z cichym trzaskiem, każe w inne miejsce.


| ztx2






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   29.10.17 21:22

| Kontynuacja wątku z apteki

Alex uśmiechnął się szeroko, rad z tego, że Josephine przystała na jego propozycję. Zadziwiająco łatwo szło mu wyginanie ust w ten kształt dzisiejszego dnia - zepchnął jednakże wszystko na karb podenerwowania i rozemocjonowania sprawami zakonnymi. I faktem, że zakomunikowano dzisiaj jemu i innym stażystom w Mungu, że pozostały już tylko trzy miesiące do egzaminów końcowych. Z tego powodu też nie do końca miał ochotę iść spać, włócząc się dla zabicia czasu po Pokątnej - i w ten sposób trafiając do apteki. Był to doprawdy niesamowity zbieg okoliczności, że w ten sposób trafił na Josephine. A nie spieszno było mu do spania z dwóch powodów. Po pierwsze, obawiał się kolejnych koszmarów - tym razem ubogaconych zapewne o równie nieprzyjemną wizję nie zaliczenia trzyletniej praktyki uzdrowicielskiej; po drugie, nie byłe przekonany, że w ogóle udałoby mu się w aktualnym stanie zasnąć. Ot, bezsensowność bezsenności. Spożytkowanie więc czasu na rozmowę z Josie w miłym otoczeniu wydało mu się nadzwyczaj dobrym pomysłem. Ruszyłe za nią w szarość Londynu, pozwalając drzwiom do apteki zamknąć się za nimi z cichym brzękiem zawieszonego u futryny dzwoneczka.
- Niuchacze? Na Merlina, prześladują mnie nieustannie - odparł, markując załamanie. Było to jednak zrobione na tyle sarkastycznie iż nie sztuką było odgadnąć, że wzięło go znów na kiepskiej jakości żarty. - Ostatnio stałem się posiadaczem jednego. Bertie Bott miał w tym swój primaaprilisowy udział, chyba o nim kiedyś wspominałaś...? - wyjaśnił, używając wspólnego punktu zaczepienia, jakim była postać żartownisia. Coś bowiem mu się obijało w głowie, że Jo najprawdopodobniej kiedyś wypowiedziała już  przy nim nazwisko Botta - nie miał jednak stuprocentowej pewności, czy coś mu się aby nie pomyliło. Ostatnie dni były bowiem jedną wielką zawieruchą emocji, informacji i wydarzeń - nie trudno w takiej sytuacji coś przekręcić.
Zaczął przypatrywać się czarownicy, raz po raz wracając do niej wzrokiem. Starał się zbyt długo nie zatrzymywać na niej wzroku, żeby się tego nie spostrzegła - bycie przyłapanym na przyglądaniu się komuś zawsze było dość niewygodnym. Gdy już przestała na oślep uciekać przed nieistniejącym zagrożeniem ze strony Alexandra nie wydawała się być w złej kondycji pomimo dość wątpliwej końcówki marca, jaka ją spotkała. Świadomość tego podniosła go odrobinę na duchu, odznaczając się w bardziej energicznym kroku i wyprostowanej sylwetce. Nim się spostrzegli dotarli do dość interesująco wyglądającej kawiarni.
- Panie przodem - powiedział, po raz kolejny otwierając przed nią drzwi. Gdy tylko podążył za nią przez próg lokalu omiótł go wonny zapach ziół i kwiatów, od którego zakręciło mu się w głowie. Przystanął - walcząc zapewne z efektami zapachu spotęgowanymi zmęczeniem po nieprzespanej nocy - a gdy świat przestał mu wirować przed oczami jego wzrok spoczął na okrągłym niuchaczu o lśniącym, czarnym futerku.
- Temu to musi być tu dobrze - powiedział do Josie, skinieniem głowy pokazując na zwierzaka. - Siadamy? - zapytał, wskazując z kolei na wolny stolik w kącie lokalu. Nie było zbyt dużego ruchu, jednak mimo tego szukał odrobiny prywatności - a tamto miejsce wydało mu się najbardziej ustronne, częściowo odgrodzone od reszty pomieszczenia filarem obitym fioletowym materiałem i dorodnym okazem rosnącej w doniczce figi abisyńskiej.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   11.11.17 22:31

Uwielbiała dyniowe ciasto i cytrynowe ciastka – potrafiła dołożyć drogi z lub do Ministerstwa, byleby tylko dorwać kilka sztuk porannych, świeżo wypieczonych, aż jeszcze ciepłych, obsypanych prawdziwym cukrem waniliowym wypieków. Tak, tylko kilka sztuk, zawsze sobie to obiecywała, jednak kończyło się to na większej ilości. Absolutnie zawsze, bez wyjątku. Może sprawiał jej radość widok współdomowników bądź współpracowników, którym wciskała słodycze do porannej kawy. Drobne przyjemności, które niespodziewanie zostały przerwane, a zapach wanilii zastąpiły opary ziół. W pierwszym momencie uznała lokal za całkowitą profanację miejsca, które wznosiło jej poranki do rangi sakrum. Ot to, kolejna herbaciarnia z bezużytecznymi ziółkami. Tygodniami przekonywała się do nowej funkcji miejsca, wracając od czasu do czasu, głównie z rozkojarzenia, jakby licząc, że ktoś się zlituje i przez noc przywróci dla niej cytrynowe ciastka. W końcu weszła do środka i… dała skraść swoje serce, zupełnie jakby była to błyskotka, na której swoje łapki chciał zacisnąć niuchacz. Napary miały zbawienny wpływ na jej emocje i były równie skuteczne, o ile nie bardziej niż cytrynowe ciastka. A od wypieków miała Berta… Do którego właśnie nawiązywał Alexander. - Ciężko nie znać Bertiego, jeśli jest się w podobnym wieku i uczęszczało się do tej samej szkoły – rzuciła lekko, jakby byli tylko przelotnymi znajomymi. - Och cały Bert, gdzie ci podrzucił to niepozorne stworzenie? Byłoby całkiem urocze, gdyby nie wykręcało palców w próbie zdjęcia pierścionków… Cóż, dlatego więcej nie głaskam tego małego potworka. Niuchacza znaczy się, nie Bertiego… On jest całkiem przyjazny, na swój sposób, kiedy nie próbuje przesłodzić życia znajomym… A ciężko mu odmówić – mógłby opowiedzieć jej więcej, może wtedy ugryzła by się w język i nie zasypywała go lawiną niepotrzebnych słów.
Ulga, kiedy znalazła się w środku lokalu, ściągnęła płaszcz i zaczęła przeglądać kartę menu, nie trwała długo. Zakryła twarz rozpiską herbat i ziół, pomimo że wiedziała, czego dziś dokładnie potrzebuje. Spędziła z Alexandrem zaskakująco dużo czasu, wiedział o niej też zaskakująco wiele jako uzdrowiciel. Przyzwyczaiła się do niego na właśnie takiej linii. Był dociekliwy, ale nienatarczywy, dzięki czemu bardzo jej pomógł – nie tylko uporządkował jej wspomnienia, ale doprowadził do względnej równowagi emocjonalnej. Przyzwyczaiła się, jak z jej słów kreśli historię, porządkuje jej myśli, jak przypatruje jej się badawczo ze swojego fotela w… gabinecie. Zakryła twarz rozpiską, by nie zobaczył jej niepewności – nie spotykali się tutaj z żadnego istotnego powodu. Czuła jego ukradkowe spojrzenie już w drodze do lokalu – z trudem powstrzymała się od spłonięcia rumieńcem. Cóż… Może po prostu chciał się upewnić w jej samopoczuciu? - Widziałeś kiedyś coś podobnego? – zapytała, rozglądając się po lokalu, tak omiatając go wzrokiem, by nie spojrzeć w jego enigmatyczne oczy; wiele skrywających się w nich emocji stanowiło dla niej całkowitą zagadkę, w którą nie chciała i nie miała powodów się zagłębiać. - Na szczęście wszystko jest całkowicie legalne i jeszcze nikt nie udusił się ze śmiechu… Tak myślę – rzuciła niepewne spojrzenie kobiecie, w której oczach lśniły łzy, a twarz zrobiła się lekko purpurowa. Zwykle zamawiała napar relaksujący lub na dobry sen. Szczęśliwie te drobne przyjemności były niewiele tańsze od gotowych eliksirów, a brak zapłaty niuchaczowi byłby głupotą, więc nie korzystała z nich zbyt często.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   Yesterday at 0:17

Uśmiechnął się do Josephine, widząc jak jego pytanie o Berta momentalnie sprawiło, że przestała być tak zagubiona i niepewna. To w jaki sposób mówiła o Botcie wskazywało, że musiała żywić do niego całkiem ciepłe uczucia. Pozorna lekkość w jej głosie była jednakże zbyt lekka, co odrobinę zaciekawiło Selwyna. Jemu nie dane było chodzić do Hogwartu - a szkoda, bowiem wyszedłby z niego z kilkoma fenomenalnymi znajomościami. Po pobycie we Francji niewiele więzi mu zostało, zwłaszcza kiedy Monique wyjechała z Londynu. Zaśmiał się na jej słowa, wyobrażając sobie Bertiego głaskanego po głowie i - co więcej - niezwykle z tego faktu zadowolonego.
- Udało mu się włamać do mojej sypialni. Właściwie od tego rozpoczęła się nasza znajomość. Uznał najwyraźniej, że jestem dobrym celem i w sumie to się nie mylił - wzruszył ramionami, wbijając wzrok gdzieś w okolice swoich butów. - Przyszedłem później porozmawiać z nim o tym, ale moje próby bycia w jakimkolwiek stopniu groźnym czy też niezadowolonym bardzo szybko zostały zniweczone babeczkami i potrawką z królika - pokręcił głową, rozbawione spojrzenie posyłając w kierunku swojej towarzyszki. Pewnie właśnie to rozumiała przez "ciężko mu odmówić". Sam Alexander jak na razie odbierał Berta dość pozytywnie, choć wyczuwał od niego tę dziwną... nie, to nie było odpowiednie słowo. Tę niepojętą nutę niezdrowego wręcz optymizmu. Selwyn wolał być racjonalistą, nie odrywać się za bardzo od powierzchni ziemi, by w razie potrzeby móc szybko poczuć ją pod stopami. Wolał analizować, mieć plan i na końcu okraszać go odrobiną optymizmu. Bott natomiast traktował optymizm jak pudding, w którym zatapiano migdała przyziemności. Migdał był tylko dodatkiem i niekoniecznie musiał znaleźć się właśnie w jego porcji.
- Wnętrze tej herbaciarni nieodzownie przypomina mi na myśl klasę, w której miałem wróżbiarstwo. Madame Joubert miała bardzo widoczną słabość do fioletu. Raz przyszła na zajęcia z włosami o barwie lawendy - uśmiechnął się do wspomnienia, kiedy razem z Josie już usiedli przy stoliku. To była jedna z ostatnich lekcji wróżbiarstwa, na jaką poszedł. Annabelle go namówiła, by wziął razem z nią choć jeden semestr - niestety, jego trzecie oko zostało chyba potraktowane jakimś zaklęciem pokrewnym do Jęzlepa, bowiem za nic w świecie nie chciało się otworzyć.
Wziął do rąk menu, raz po raz rzucając znad niego zamyślone spojrzenie w kierunku Josephine. Trzymała kartkę odrobinę za wysoko, jak na jego gust - odpuścił więc, skupiając się na układających się przed jego oczami literach. Napar oczyszczenia myśli... tak, przydałby mu się. Relaksujący - dwa razy bardziej. Przemknął wzrokiem jeszcze po kilku pozycjach, nim z zamyślenia nie wyrwał go głos panny Fenwick.
- Nie, jeszcze nigdy nie miałem okazji natknąć się na takie miejsce - odparł, uśmiechając się do Jo. Zaraz jednak jeszcze raz popatrzył na swoją kartę, zmarszczył lekko brwi, po czym ostatecznie odłożył menu na dzielący ich stoliczek. Zwrócił oczy ku tej samej kobiecie o lekko purpurowiejącym obliczu, wyszczerzając się. - To by dopiero było - rzucił, sugestię pozostawiając delikatnie wychylającą głowę zza węgła aluzji. Kiedyś zdarzyło mu się sięgnąć raz czy dwa po mniej legalne rzeczy, jednak wizja podawania takich specyfików w herbaciarni na środku Pokątnej rozpaliła w jego oczach małe ogniki.
Dokładnie w tej chwili przy ich stoliku pojawiła się czarownica, pobrzękując dzwoneczkami ozdabiającymi jej różnokolorową szatę.
- Zdecydowali się już państwo? - zapytała, a na jej twarzy gościł spokojny, ciepły uśmiech. Cała jej postać emanowała opanowaniem i harmonią - samo przebywanie w jej pobliżu miało pozytywny wpływ na człowieka. Alexander schylił lekko głowę ku Josie, gestem oddając jej pierwszeństwo.
- Poprosiłbym napar na dobry sen, madame - odparł gładko po swojej towarzyszce. Przybyła czarownica kiwnęła głową i oddaliła się od nich, ponownie przy akompaniamencie czystego śpiewu dzwoneczków.
- Niezwykłe miejsce, doprawdy - powiedział, wbijając spojrzenie w punkt, w którym przed chwilą zniknęła czarownica. Swoim barwnym ubiorem przypominała mu odrobinę kobiety, które widział w Indiach. I Floreana Fortescue, który również nie bał się wybierać bardziej odważnych kolorów.
- Podróżowałaś kiedyś? - spytał siedzącą naprzeciw kobietę, znów przenosząc na nią swoje srebrzystoniebieskie tęczówki. Nie pytał się jej chyba o to jeszcze, a chciał znaleźć jakiś w miarę neutralny, niezobowiązujący temat, który mógłby być przyjemny dla nich obojga.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
 

Wyniuchaj Troski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17