Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wyniuchaj Troski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wyniuchaj Troski   17.07.17 1:37

First topic message reminder :

Wyniuchaj Troski

Lokal został otworzony wiosną 1956 roku. Wcześniej w tym miejscu była piekarnia, niektórzy czarodzieje wchodzą tu przypadkiem, szukając wypieków, inni z ciekawości - jedno jest pewne, nie ma w Londynie drugiego takiego miejsca. Wyniuchaj Troski prowadzone jest przez Timulandę Baline, która przez większość swoje życia podróżowała, by na koniec zawitać do rodzimego Londynu i tu otworzyć własny interes. W lokalu znajdują się małe stoliczki, wokół których ustawione są wielobarwne pufy różnych rozmiarów. Pośród standardowych trunków pani Baline poleca i praktykuje terapie naparową. W małych pięknie zdobionych, metalowych naczynkach podgrzewane są różnego rodzaju, specjalnie sprowadzane zza granicy, napary. Czarodzieje najchętniej sięgają po napar relaksujący i rozweselający. Jest też napar oczyszczenia myśli, niekontrolowanego śmiechu, ale też i działający dopiero później - napar na szczęśliwe sny.
Przy wyjściu należy zapłacić złotą monetą Troskliwemu Niuchaczowi wylegującemu się na jedwabnych poduszkach, który cieszy się z każdego nowego skarbu. Jeśli nie posiadasz biegłości ONMS stracisz znacznie więcej, niż powinieneś zapłacić.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
27
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   07.01.18 15:56

Zwierzenie Selwyna nie było niczym zaskakującym. Właściwie to wprost doskonale składało się na obraz Bertiego, którego znała od długich lat: nic mającego sobie z panujących zasad i zbyt kontrowersyjnego, nawet jak na magiczne standardy, jednak przy tym wszystkim zarażającego optymizmem na każdym kroku. Po morderstwie rodziny odcięła się także od niego, dopiero po przeboleniu smutków zdała sobie sprawę, jak bardzo za nim tęskniła, a jego pozytywne podejście byłoby zbawcze w skutkach. Wtedy jednak nie wiedziała dla siebie tej drogi, nie potrafiła się cieszyć zbyt zaślepiona żalem i żądzą zemsty. - Jaki miał ku temu powód? Czy dwory szlacheckie nie są lepiej chronione przed niechcianymi gośćmi? Że też niepozornemu Bertiemu udało się włamać do twojej prywatnej sypialni! - zaśmiała się na myśl o osobliwej historii, którą się z nią podzielił.
Miał racje, wnętrze herbaciarni było niezwykłe - magiczne w rzadko spotykany sposób. Już sam niuchacz spoczywający na wygodnej poduszce był na dość ciekawym elementem wnętrza. Czasami miała ochotę porwać stworzonko w ramiona i wytulić - jednak powstrzymywała się, wiedząc, że na pewno nie przyjął by tego entuzjastycznie, a ze swoją delikatną, ledwie widoczną biżuterią mogłaby się pożegnać! - Wróżbiarstwo? W Hogwarcie była jedna dość osobliwa sala, do której wchodziło się przez klapę w suficie. Jednak osobiście wolałam starożytne runy, o wiele bardziej przydatne przy historycznych tekstach - dość znacząco przykładała się do tego przedmiotu, wiedząc, że na obranej ścieżce kariery okaże się niezbędny. W okresie szkolnym nie przypuszczała, że porzuci wszystko to, co kochała na rzecz niebezpiecznego zawodu, w którym wiódł prym jej zmarły brat.
Zanim zdążyła skomentować, pojawiła się kobieta z obsługi, przyjmując od niej zamówienie na napar relaksujący. W obecności Alexandra i w obliczu zdarzenia, o którym dopiero co było jej dane sobie przypomnieć, wciąż czuła się skrępowana. Niewinne pytanie Selwyna sprawiło, że spięła się jeszcze bardziej. Odchrząknęła i poruszyła się lekko na fotelu, uciekając spojrzeniem w bok. Podróże należały do jej innego życia, które gwałtownie się skończyło, bez cienia zapowiedzi. - Kiedyś, dawno temu. Ojciec prowadził własną hodowlę orłów, więc dość często sprowadzał z zagranicy różne gatunki ptaków, od czasu do czasu zabierając nas ze sobą. Matka, tak jak większość z jej rodu, kochała ptaki, więc zwykle podczas każdej podróży zabierała nas do rezerwatów. - opowieść dość okrojona, nierozwodząca się w liczne szczegóły, opowiedziana z przerwami, jakby przywołane wspomnienia były zbyt bolesne. Uśmiechnęła się nawet, ale liczyła, że da spokój jej przeszłości i nie będzie wypytywał o więcej. - A ty? Przetrwałeś osiem lat we Francji, a poza tym jak spędza się wakacje będąc szlachetnie urodzonym?





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyniuchaj Troski   07.01.18 18:49

Spojrzałem na Josephine swoimi oczami o szarej barwie w ten sposób, jakby jej pytanie było czymś całkiem zabawnym.
- Zaklęcia zostały zdjęte, bowiem ktoś je niepoprawnie nałożył, a Bott z Ollivanderem wstrzelili się akurat w lukę, kiedy nie mieliśmy ochrony. Bertie miał cel jedyny w swoim rodzaju. Włamał się do mnie pierwszego kwietnia, kiedy odsypiałem dyżur i spotkanie. Data powinna ci wszystko wyjaśnić - uśmiechnąłem się do niej promiennie, rozpierając się odrobinę wygodniej w fotelu. Oparłem przy tym prawą kostkę na lewym kolenie, podpierając policzek na opartej o podłokietnik fotela ręce. - Podrzucił mi wtedy niuchacza. Bestia się zadomowiła, a ja aktualnie niezbyt mam jak się pozbyć tego małego rozrabiaki zwłaszcza, że ukradł mi kilka rzeczy - przesunąłem przy tym w zamyśleniu kciukiem po grzbiecie pozostałych palców - na jednym z nich brakowało zakonnego pierścienia. Futrzak tego pożałuje, już ja o to zadbam. Nie skrzywdzę go, oczywiście że nie, nie byłem złym człowiekiem wyżywającym się na zwierzętach - nie wątpiłem jednak w swoją wyobraźnię, która na pewno pomoże mi w jakiś sposób uknuć zemstę na niuchaczu.
Odrywając wzrok od wnętrza skupiłem go na Josie, chłonąc z ciekawością godną dziesięciolatka jej słowa o Hogwarcie. Niezmiernie ciekawiła mnie ta szkoła, wiedziałem o niej co nieco jednakże nadal słuchanie o starym zamczysku było dla mnie fascynujące. - Klapa w suficie? I nie wiedziałem, że interesują cię starożytne runy i historia - powiedziałem z uznaniem, przekrzywiając lekko głowę. - Mnie od zawsze najbardziej interesowała w szkole obrona przed czarną magią, transmutacja zaś była dziedziną, z którą najbardziej się utożsamiałem, trafiłem też na świetnych nauczycieli w Beauxbatons, jednak mimo tego moja chęć do zostania uzdrowicielem wygrała z naturalnymi predyspozycjami - wzruszyłem ramionami, zanim nagle nie wzdrygnąłem się z obrzydzeniem na wspomnienie innego przedmiotu. - Z eliksirami za to miałem drogę przez mękę. Nie zliczę godzin spędzonych nad kociołkiem, które poświęciłem dla dostania się na staż do Munga - westchnąłem, posyłając Jo spojrzenie cierpiętnika. Mój związek z alchemią był niezwykle burzliwy, co do tego nie było ani cienia wątpliwości.
Moja próba kontynuacji rozmowy po przerwaniu jej przez kobietę zbierającą zamówienie okazała się fiaskiem - wybrany niby niezobowiązujący temat sprawił, że panna Fenwick jeszcze bardziej się spięła, jej mowa ciała krzyczała wręcz do mnie, że popełniłem błąd. Moje działania przynosiły efekt odwrotny od planowanego, a pewność siebie zaczynała z lekka podupadać, co objawiło się lekkim opuszczeniem uniesionych do tej pory w uśmiechu kącików ust. Wszystko źle, po prostu wszystko. Skupiłem się jednak zamiast na sobie to na odpowiedzi Josie, dowiadując się kolejnych rzeczy o niej, takich o których do tej pory nie miałem pojęcia.
- Twoja matka była szlachcianką? - zapytałem prostując się w fotelu, bowiem wcześniej nie rozmawiałem z nią na ten temat. Wiedziałem, że jej rodzice nie żyli, dlatego nigdy nie wchodziłem za bardzo na ten temat, nie chcąc zaczynać trudnych rozmów nie w czas. - Abbott - powiedziałem jeszcze, kiedy rozpracowałem, którzy szlachcice najbardziej dbali o ptactwo. Zaraz jednak zreflektowałem się, rozumiejąc swoje faux pas. - Przepraszam, nie powinienem drążyć. Naprawdę przepraszam - powiedziałem i, pochylając się ponad dzielącym nas stolikiem, sięgnąłem by na krótką chwilę chwycić ją za dłoń, którą lekko ścisnąłem w geście dodania pannie Fenwick otuchy. W myślach doszedłem zaś do wniosku, że napar relaksujący zdecydowanie jej się przyda. Odbiła jednak piłeczkę po mistrzowsku sprawiając, że teraz to ja się ciut zasępiłem.
- Jak spędzałem wakacje? Głównie w otoczeniu guwernerów, ucząc się etykiety, tańca balowego, języków obcych, jazdy konnej, krasomówstwa i innych rzeczy w tym tonie. W późniejszych latach doszły przygotowania do stażu w szpitalu, jednak mając wielu dyplomatów w rodzinie zawsze gdzieś pojechałem w odwiedziny z kuzynkami czy ciotką. Włochy, Indie, Norwegia, kraje Europy Wschodniej, orientu, Bliski Wschód... dużo tego było, jednak nie były to przeważnie długie podróże - wymieniłem, rozpogadzając się z lekka na wspomnienia odbytych podróży, poznanych kultur. - I zawsze w wakacje dziadek wtajemniczał mnie w tajniki wytwarzania fajerwerków - oczy mi zabłyszczały, a palce lekko drgnęły na obraz jawiący mi się przed oczami wyobraźni.
I w tej chwili właśnie na nasz stolik przyleciały dwie czarki na podstawkach i dwa kolorowe dzbanuszki, każdy w inny wzór i o niepasujących pokrywkach. Nie mogłem jednak przestać zerkać na Josephine z uwagą, walcząc ze sobą i z pytaniem, które cisnęło mi się na usta. Ostatecznie poddałem się.
- Chyba, że chciałabyś porozmawiać o rodzicach? - zapytałem ostrożnie, lekko wiercąc się na fotelu. Nie rozmawialiśmy wcześniej o tym na spokojnie, a teraz mieliśmy po temu niepowtarzalną okazję.
[bylobrzydkobedzieladnie]




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
 

Wyniuchaj Troski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18