Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare | 
 

 Deptak nadmorski, Mersea Island

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Deptak nadmorski, Mersea Island   17.07.17 1:38

Deptak nadmorski

Mersea Island to jedna z czterech dużych wysp należących do hrabstwa Essex. Dla mugoli wyspa wydaje się być całkowicie nieatrakcyjna, kiedy tak naprawdę leżą na niej dwie magiczne nadmorskie miejscowości. Dodatkowo na wyspie znaleźć można niezliczone ilości salamander plamistych, które znajdują się w herbie lordów Essex - Selwynów. Wzdłuż jej południowego brzegu ciągnie się nadmorski deptak okalający miejscowość Mersea West. Deptak rozpoczyna się na plaży co czyni go idealnym miejscem na spacer po całym dniu wylegiwania się na piasku. Wzdłuż deptaka ciągnie się szpaler małych domków mieszkalnych, miedzy którymi od czasu do czasu natknąć się można na prowadzone przez miejscowych restauracje serwujące ryby i owoce morza. Nie są zbyt drogie, jednak można w nich spożyć naprawdę dobry posiłek przygotowany ze świeżych, lokalnych produktów.


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   06.08.17 17:55

25. kwietnia
Trzynasta wybiła, a zegar Mersea West wybrzmiał dźwięcznie, zawieszając w przestrzeni przeciągłą nutę. Czekała nieopodal niego, w jasnej, długiej sukience, zawieszonej nad ziemią nie wyżej niż centymetr - spod niej wystawały zaś eleganckie pantofelki, z akcentami ciemnej zieleni, zgrywającymi się z tiulową wstęgą kapelusza ze sporym rondem oraz pasem materiału podkreślającym talię. Pachniała - jak zawsze - świeżą mieszanką cytryny i mięty, z makijażu zrezygnowała zaś prawie całkowicie - pędzelkiem musnęła lekko powieki, choć wcale nie potrzebowała kosmetyków, by spojrzenie zwracało uwagę. Piegi, wywabione przez słońce z ukrycia, rozsypały się lekko na twarzy - nie było ich wiele, lecz nadawały jej naturalności, ludzkości. Tym razem, choć to Magnus nalegał na spotkanie, ona wybrała miejsce na schadzkę. Jak inaczej mogło to wyglądać? Od przypadku oddalali się już przy poprzednim widzeniu, ale tym razem nie protestowała tak zażarcie. Zgodziła się, w jej mniemaniu, prawie od razu, choć w listach wydawała się nieco szorstka. Tak stały kontakt, podtrzymywany głównie z ramienia inwencji Magnusa, nie wróżył, jej zdaniem, zbyt wiele dobrego. Nie potrafiła zaufać mu, ale czuła, że pewnych pytań zwyczajnie zadać nie chce - o stokroć bardziej wolałaby nie chcieć kolejnego spotkania. Wahała się dłuższą chwilę, nim odpisała na jeden z ostatnich listów w sposób do siebie niepodobny - zwięźle i skrajnie konkretnie. Pergamin zdobiło wyłącznie kilka słów, nie zawierał podpisu ani żadnego kulturalnego zwrotu, jakim powinna się posłużyć. Mersea Island, 25 IV, 13:00, zegar.
Było stąd widać morze, szum fal dominował nad okolicą, a biała piana stykała się z piaszczystym i brzegami - te jednak pozostawały poza zasięgiem wzroku kobiety. Widziała jedynie deptak, nagrzewany promieniami słońca. To nim mieli się udać na dzisiejszy spacer - najzwyklejszą w świecie przechadzkę, w najzwyklejszym świetle dnia, w najzwyklejszej mieścinie. Nie była nigdy w tym miejscu, było wskazówką ojca, gdy zapytała o najzwyklejsze miejsce na najzwyklejszy spacer. Z trudem wygospodarowała sobie dzień wolny, ale pojawiła się, bez skutków dopatrując się wokół jakiejkolwiek wyjątkowości. Wyglądało na to, że jedyną miał być jej towarzysz. Jego własność - znajomą marynarkę, która uratowała posąg przed nieistniejącym wyziębieniem - półwila miała przewieszoną przez ramię. Dostrzegła mężczyznę i pozwoliła sobie rozpocząć przywitanie w tonie podobnym do listu. Trzymana przez nią zguba zsunęła się lekko po bladym przedramieniu, by wylądować w dłoni, którą uniosła wyżej, lekkim ruchem kierując w stronę lorda.
- To drogi materiał, szkoda byłoby go stracić - kapelusz rzucał na jej twarz sporo cienia, lecz jasne spojrzenie było w nim doskonale widoczne.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   06.08.17 19:33

Nieposkromiony, nieuchwytny, ale chodził jak w zegarku, traktując punktualność z porażającą powagą. Jeden z wielu dysonansów, budujących sylwetkę Magnusa od podstaw: składał się z dychotomicznych, ruchomych części połączonych elastycznym spoiwem, zdolnym naginać się wedle jego chwilowych kaprysów. Umiejętność przydatna, równie mocno jak drobiazgowa pedantyczność. Był perfekcjonistą, każdy artykuł zdawał przed upływem wyznaczonego terminu, zlecenia, przyjmowane na swoje barki wykonywał ze starannością sprawiedliwego ojca (co rzymskie księgi prawa wskazywały za przykład) i nigdy, przenigdy się nie spóźniał. Nawet, jeśli grało to w jego interesie, a Yvette powinna poczuć na swoim ciele chłodny powiew porażki, może też i rozczarowania. Ton pisanych (miłosnych?) liścików aż skuwał lodem, a Rowle podejrzewał u siebie odmrożenie serca, skutkiem czytania krótkich, lakonicznych wieści. Czekał więc, nieco zniecierpliwiony i rozeźlony, odliczając sekundy do wybicia pełnej godziny przez stary zegar, którego wieża rzucała przyjemny cień na osłoneczniony deptak. Rozpalone kamienie nie przyciągały ku sobie Magnusa, kryjącego się pod chłodnymi murami budowli, niepasującej do niskiej zabudowy uroczego, nadmorskiego miasteczka. Dążyli do meritum: ciemnozielone ogrody na tyłach bogatej rezydencji, okolone błękitnym blaskiem swawolnych iskierek i szeptem zaczarowanych róż, teatralna loża obita perkalem i aksamitem, symboliczny most z widokiem na cały ich świat oraz spokojna, sielankowa miejscowość nad samym morzem, żywcem przeniesiona z pocztówki albo biblijnej sceny rodzajowej, obrazującej życie w raju. Ich spotkania wybiegały dalej niż czyny i głębiej niż słowa; Rowle zaś drążył uparcie, pragnąc dowiedzieć się - od niej, a może od siebie? - cóż takiego jest w panience Blythe, że nie zapomniał o jej urodzie tuż po wspólnej przechadzce przy świetle księżyca. Baletowe pasy wzbudzały zachwyt, oszołamiały zmysły, motały go w ścisły kokon artystycznego uniesienia, ale nie taką ją miał i nie taką obnażał. Bawił się, mając przedziwne wrażenie, że ledwie wymieniem kilku zdań (drgnięć powiek, spięć mięśni) rozbiera ją ze szwadronu halek, budujących jej kobiecą, cnotliwą zbroję. Bardziej poczuł Yvette, niż ją zobaczył. Nic romantycznego: rozpoznawał już ten świeży powiew, nutę cytrusów przełamaną miętą, woń w której sam odnajdywał też kroplę jeziora, przyciągającego Magnusa jak śpiew mitologicznych syren. Nie dał się jednak przywiązać do masztu, dążąc ku niej, śmiało, dumnie, z aroganckim triumfem iskrzącym się w zielonych oczach i zawadiackim uśmiechem, krzywiącym wąskie wargi. Trafiła w gusta Rowle'a doskonale, nosząc się w jasnych barwach; suknia cnotliwie zasłaniała nogi, a zabudowany przód krył piersi przed zbyt natarczywym spojrzeniem. Nawet rondo kapelusza mogło spełniać podobne zadanie. Jakie obawy nosi twoje serce, Yvette?
-Nieprawdaż? - zgodził się, skłaniając lekko głowę i wyciągając rękę, by ująć jej dłoń i sprawną manipulacją unieść ją do ust, muskając wargami białą, alabastrową skórę. Marynarkę pochwycił, niedbale zarzucając ją przez ramię, drugie natomiast od razu oferując Yvette - pewna wila może bez niego zmarznąć - wysnuł logiczny wniosek, sugerując, że jak przystało na dżentelmena, przytrzyma jej to okrycie. Które później wróci do właścicielki, on go już nie potrzebował. Nie wiązał wspomnień z konkretnymi przedmiotami, przypinał je do konkretnych osób. Chciał, żeby Yvette z nim została.


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   08.08.17 13:07

Tak, jak i Magnus, Yvette była przyzwyczajona do punktualności i profesjonalizmu - we wcześniejszym życiu spóźnienia na lekcje tańca nie były tolerowane, podobnie sprawa miała się z odkładaniem ćwiczeń i lenistwem w trakcie zajęć, nie było wymówek. Teraz, gdy poświęcała się w większej części eliksirowarstwu, dopiero budując sobie wizerunek jako doświadczonej alchemiczki, nie mogła pozwolić sobie na najmniejsze zaniedbania, dlatego dawne nawyki pozostawały wciąż aktualne. Przyszła moment przed czasem, co również praktykowała względnie często, i czekała cierpliwie. Gdyby nie przyszedł na czas - odeszłaby, zostawiając w miejscu własnych butów marynarkę. Potem zaś wahałaby się ogromnie, czy zostawić sytuację bez słowa, czy napisać list, jawnie wyrażający niezadowolenie. Na szczęście nie musiała przekonywać się, która z wersji ma większe szanse. Gdyby porażka i rozczarowanie przesiąknęły do jej umysłu, uznałaby to za powód wystarczająco uwłaczający, by opuścić umówione miejsce, znikając w trzasku teleportacji. Istotnie, byłaby wtedy obrażona, a Magnus musiałby się solidnie postarać o kolejną szansę na spotkanie. Ba, zapewne zwlekałaby z odpowiedzią na list. Dobrze więc, że postanowił pojawić się o czasie.
Obserwowała ów triumf w spojrzeniu, mając ochotę pokręcić głową przecząco i powiedzieć, że chyba czegoś nie rozumie, że kolejne spotkanie wcale nie jest nicią zaufania ani oznają słabości z jej strony, choć początkowo nie chciała się zgodzić. Powstrzymała się, reflektując jak bardzo dziecinne byłoby podobne stwierdzenie i zachowanie. Wyglądało na to, że próbowała tłumaczyć się przed sobą z własnych chęci, powstrzymywać je na siłę - ze swojego subiektywnego punktu widzenia postrzegając wszystko w zupełnie innych barwach, diametralnie różnych. Tak, jakby chciała ciągnąć cień za sobą, nie zać skryć się w jego obrębie i czekaż, aż słońce pokieruje tymi granicami. Pozwoliła na gest powitalny, również skłaniając głowę.
- Zahartuje się - odpowiedziała krótko, podobnie jak w liście - chłodno. Przyjęła ramię i pozwoliła prowadzić się mężczyźnie, przez chwilę w milczeniu obserwując morze. Lubiła je, szczególnie ciepły piasek pod stopami, gdy w każdej chwili można było załagodzić temperaturę w zimnej wodzie. - Plaża - wybrała stanowczo. Nie zamierzała się krępować - wolała dać stopom odpocząć od butów. Przeprawa po suchym piachu wymagała trochę siły, lecz nogi miała wyćwiczone i stąpała po nim wyjątkowo lekko, jakby opór i osypujące się ziarenka nie stwarzały żadnego problemu. Jej kroki nie były zamaszyste, sukienka lekko łagodziła pozostawione ślady. Nie czuła też skrępowania drobnymi defektami stóp, nieuniknionymi przy balecie. Nie mówiło się o tym zbyt dużo, a jeśli już, pogłoski często rosły do miana mitów - palce wcale nie były skrajnie zniekształcone, wiecznie krwawiące i wywołujące dreszcz na sam ich widok - Blythe wiedziała, że do takiego stanu doprowadzić mogą tylko ignoranci. Brakowało jej jedynie kilku paznokci. Skaza na idealnym wizerunku - jak w życiu.
- Czym płacimy za piękno? - zapytała krótko, na moment unosząc spojrzenie znad wody do zielonych tęczówek Magnusa. Rondo kapelusza niestrudzenie chroniło jej skórę przed słońcem. Niestety niezbyt długo - w połowie odpowiedzi mężczyzny czknęła cicho, zakrywając usta palcami wolnej dłoni, ale najgorsze ze wszystkiego okazało się nagłe poderwanie do góry, jakby skoczyła nienaturalnie wysoko. Miała dobre wybicie, ale nie na takim podłożu, na Merlina! Co się działo? Co z powagą sytuacji? Czemu ciało płatało jej figle?!




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   12.08.17 18:33

Spędzała mu sen z powiek. Namacalnie pojawiła się pewnego dnia w nocnych majakach, konsekwentnie odbierając Magnusowi wypoczynek, zmuszając do nieustającej gimnastyki, prężenia intelektu oraz ciała. We śnie także ją zdobywał: niestrudzenie, prowadząc wojnę podjazdową o jak najgłębsze dotknięcie przeciwnika. Pragnął, by muśnięcie jego opuszek przepaliło jej skórę aż do kości; rany pamiętały lepiej od słodkich, lepkich i niewiele znaczących pocałunków. Mdłymi pieszczotami obsypywał setki białych dłoni, wymiotując później tym pudrowym zapachem. Skórę Yvette chciał traktować szczególnie, z odpowiednim namaszczeniem, na jakie zasługiwała. Udało jej się zawrócić mu w głowie i zamącić w myślach - czy istniało inne, racjonalne wytłumaczenie, dlaczego to ona pojawiła się w jego snach, ona, a nie najdroższa żona Magnusa? - powierzchnie tnące fragmentowały opowiastkę o zdradzie, wyciętej karatami ze złotej obrączki, ściskającej (uwierającej?) palec Rowle'a, znakując go jako niedostępnego. Przypadkowy pierwszy raz miał swoją kontynuację, każdy kolejny list pchał ich miłostkę do przodu, a Magnus brnął w nią, angażując się uczuciowo z wciąż tak naprawdę nieznaną panienką. Potrafił napawać się jej obecnością, jakby z cytrusowej woni skóry, mógł odczytać historię Yvette. Bawił się w zgadywanki, z dziecięcą radością snując podejrzenia o ulubionym kolorze panny Blythe - a może lubił szmaragdy, o blasku podobnym do bijącego z ich oczu - i tego, czy przed snem pije kieliszek białego, czy czerwonego wina. Jakimś cudem sprawiało mu to przyjemność większą, wyraźniej odczuwalną w zalewającym się cieple ciele, niż suche fakty, podane na tej klasycznie złotej tacy. Wysilał się, interpretując najdrobniejszy gest, jakim odgarniała zaplątany niefortunnie kosmyk złotych włosów, umykający z perfekcyjnego koka, składając je w obrazek Yvette swojego autorstwa. Nieco krzywa kreska, niezbyt pewne pociągnięcia pędzla, drobne skazy na wizerunku oraz niestaranne ruchy szpachlą; nie była idealna, przez co Rowle chciał jej po prostu więcej. Identycznych kobiet miał pod dostatkiem, a otarcie się o nowość, nie przestawało go ekscytować. Skoro zaś jego entuzjazm, przyjmowała oziębłością, mimo wszystko ujmując go pod rękę, czuł się triumfatorem, któremu udało się poskromić drapieżne i wyjątkowo nieposłuszne zwierzę.
-Miałem kilka bezsennych nocy - zwierzył się, pozornie beztrosko, zgodnie z życzeniem prowadząc ją ku wybrzeżu, gdzie mieli szansę poczuć pod stopami drobny, ziarnisty, rozgrzany późnokwietniowym słońcem piasek - wiesz, co mogło być tego przyczyną? - spytał, zerkając na nią kątem oka, niezbyt zainteresowany kobiecą urodą. Miała mu do zaoferowania znaczni więcej, niż śliczną buźkę.
Zsunął z nóg eleganckie buty, wepchnął w nie skarpetki i specjalnie stąpnął mocno, zapadając się w miękki, sypki piasek, pociągając Yvette za sobą, ku brzegu, obmywającego jasną plażę białymi strugami piany. Biała halka unosiła się wysoko - czy suknie Yvette były zdolne do takich akrobacji?
-W najprostszym przypadku: pieniędzmi. W najbardziej oczekiwanym: czasem - odparł bez zastanowienia, nie kryjąc absolutnie żadnych aluzji. Kawa na ławę, panno Blythe. Na próbę przeszedł się po namokniętym piasku, ale zimna podstawa skutecznie odstręczyła go od dalszych eksperymentów. Wystarczyło wrażeń, zwłaszcza, że dźwiękowych i to niespodziewanych, dołożyła sama Yvette, wywołując tym samym delikatny uśmiech, rozlewający się po wąskich wargach mężczyzny.
-Mierzysz wysoko, prawda? - zakpił lekko, wzmacniając jednak uścisk dłoni, teraz przesuwający się na jej łokieć - zagraj ze mną. Odpowiesz na moje pytanie, a ja odpowiem na twoje - zaproponował.


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   17.08.17 14:11

Doskonale znała przyczynę bezsenności i dla przekory - wcale nie była przypadkowa. Postarała się o to, by Magnus odczuł skutki własnych działań, nie pozwalając im rozejść się po kościach. W jej mniemaniu był to znak, że nie powinien z panną Blythe zadzierać, marna próbka manipulacyjnych zdolności. Z drugiej strony - znała sposób, w jaki działali mężczyźni. Nie lubili sięgać po to, co było w zasięgu ręki, uwielbiali obserwować swoje kroki i postępy, napawając się ich skutecznością; tym samym sprowadzała na siebie jeszcze większą uwagę, choć zgodnie z rozsądkiem - starała się jej uniknąć. Widocznie instynkty miały większy udział, niż się spodziewała. Mimo wszystko, zaczęła już odejmować całej relacji nieco toksycznego romantyzmu, pozwalając sobie na logiczne myślenie i względnie twarde stąpanie po ziemi. Problem był widocznie w podłożu - to w nim zapadała się miękko. Uniosła wzrok, pozwalając brwiom łagodnie powędrować do góry, a uśmiechowi wypłynąć na usta - był przesadnie uprzejmy, przez co do bólu ironiczny, kryła się w nim pewność swego.
- Spojrzenia? - zapytała niewinnie, niedługo później odwracając wzrok na morskie fale, przypominające suknie z koronkowym wykończeniem. - Albo strata srebrnej przyjaciółki. Przypadki potrafią być bardzo nieprzyjemne. Przykro mi, że uciekła lordowi z rąk, wprost w odmęty Tamizy - odrzekła z przesadnie zaakcentowaną powagą, dając znać, że powód jest jej znany i nie zamierza spowiadać się z niego w żaden sposób. Z ich dwójki to on bardziej tu grzeszył, ciągnąc znajomość mimo obrączki. Yvette nie łudziła się już, że zmierza to w kierunku innym niż osobiste pobudki. Los tak chciał - w jednej chwili łatwo można było stracić wiele. Uwielbiała robić pod górkę.
Zacisnęła szczękę, nabierając powietrza do płuc, gdy wylądowała z powrotem na ciepłym piasku. Zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem, przez chwilę podejrzewając, że przedziwna czkawka jest jawną prowokacją i to właśnie Rowle znalazł sposób, by ją spowodować. Niewiele udało jej się wyczytać, poza kpiną. Zmrużone oczy utrzymały ciszę przez dłuższą chwilę, ciskając buntowniczymi i oburzonymi gromami w zielone tęczówki Magnusa. Chciała wyrwać mu się i uraczyć kolejnym lodowatym stwierdzeniem, ale czkawka kolejny raz poderwała ją ku niebu - tym razem została jednak przytrzymana i odczuła jedynie nieprzyjemne szarpnięcia - w okolicach żołądka oraz łokcia.
- Ugh - mruknęła poirytowana sytuacją, która wcale nie była komiczna. Jak śmiał, jak śmiał ściągać na nią tak paskudną czkawkę?! Zignorowała propozycję, za ważniejsze mając wyprowadzenie własnych wniosków. - Dosyć niecodzienny sposób na zjednanie dusz - prychnęła, lecz mógł jej nie zrozumieć. Miała na myśli wywołanie nieprzyjemnej dolegliwości. - Zabierz mnie do Munga - zażądała, odwracając wzrok, niezadowolona z perspektywy odpowiadania na pytania. Co takiego chciał wiedzieć? Ona wiedziała wystarczająco wiele - cała potrzebna wiedza zaciskała się wokół palca, na złotej obrączce, jak ogniwo łańcucha trzymającego przy żonie. - Nie powinieneś poświęcać mi swojego cennego czasu - wysyczała, ponownie wbijając w niego zawzięte spojrzenie. Hik!




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   17.08.17 19:17

Drzazgi wbijające się w palce powodowały identyczny dyskomfort, jak jej obecność. Coś go uwierało, coś bolało, coś tkwiło głęboko pod skórą, niezdatne do zobaczenia gołym okiem - jedynie wierzchołek góry lodowej mógł dostrzec bez grubego okularu, jakim powinien odgadnąć prawdziwą przyczynę. Irytował się, lecz wkrótce przywyknął do odłamka, wbitego w mózg aż do samej kości, przeszywając procesy myślowe, atakując zaciekle, jak zabójczy wirus. Mąciła - mimo tego, stracił ochotę, by się jej pozbyć. Ta szarpnęła nim jedynie w pierwszym momencie niezgody, gdy obca maniera wywierała na nim presję; bolączka jednak ucichła, ukołysana drobnymi śladami stóp, zapadających się w miękki puch przyjemnego snu. Białe nogi, białe dłonie, białe smukłe ciało, biała mgła zlewająca obraz w jeden ton delikatnego ukojenia, tak niepasującego do tej damy, rozdrażnionej kocicy, gotowej by go ugryźć lub pazurami rozorać chętne usta. Choć na taką gwałtowność wydawała mu się zbyt mądra - napięta żyłka świadomości perfekcyjnie wstrzymywała odruchy morderczyni. Podziwiając z perspektywy ten krzywy uśmiech, który, choć paskudny, nie potrafił oszpecić ślicznego lica Yvette, Magnus wciąż parł naprzód, uzależniony od dawkowania sobie niebezpieczeństw. Doceniał kobiece sztuki piękne, adorował wygięty aż do przesady łuk brwiowy panny Blythe, wtórując jej w tym ostrożnym pokazie swoich skłonności do władzy. Retoryczne pytanie wybrzmiało jak kpina, oblewająca chłodem mężczyznę, który lekceważąc ten zimny prysznic, niewzruszenie kroczył obok, odciskając stopy w miękkim piasku, tak jak zawsze zaznaczał swoją obecność mocnym akcentem. Yvette także miała nieśpiesznie nim nasiąknąć, acz na razie grał w ruletkę i zezwalał na przenikanie się promieni barw.
-Spojrzenia - powtórzył za nią, wyprzedzając o krok i odwracając się ku niej przez ramię. Figurkę miała drobną, a zaciętość kształtowała ją w twardą bryłę obrobionego marmuru. Czy złamałoby się na nim najtwardsze dłuto, czy pod tą powłoką kryła się filuterna dziewczęcość, sprawdzającą najwytrwalszych śmiałków? - nie płaczę za przedmiotami - naprostował jej tok rozumowania; poza bezwartościową papierośnicą zabrała mu więcej. Noc, spędzoną na odliczaniu jasnych źdźbeł złotych włosów splecionych w warkocze - za to sny nieustannie się powtarzały - sny o niewinnej panience z zakrwawionymi ustami - ciągle takie same - oblizywała je językiem, nie czyniła nic, by mu się przypodobać. Była, wśród pustki, by stać się nie tyle centrum jego świata, ile właśnie - tym światem. Podrywając się w górę robiła niemałe wrażenie, zdając się dążyć do słońca jak Ikar, zaślepiony losem, czekającym na zbyt porywczych śmiałków. Ognisty temperament Yvette nadal był dla Magnusa zagadką, bo pioruny z oczy nie raziły równie skutecznie, jak gromy rzucane przez Zeusa. Musiała nad sobą sporo popracować - nadszedł odpowiedni czas na owe lekcje kontroli?
-Sugerujesz, że to moja sprawka? - zadrwił, zakładając ręce na piersi, bez sentymentów zdejmując je z lekkiego ciała kobiety, natychmiast podrywanej w górę silnymi skurczami. Bez jego oparcia nie radziła sobie z opanowaniem grawitacji, prawie tego żałował, gdyby nie falbany podrywającej się w górę sukni. Spłycał się do męskich popędów, wmawiając sobie, że to jedyny powód, łączący ich w parę nad brzegiem morza: metal zaciskający się na palcu Magnusa usprawiedliwiał chuć, ale nic poza tym - znasz magiczne słowo? - nachylił się do Yvette, drwiącą narracją owiewając jej dekolt i szyję, powoli docierając szeptem do uszu - nie próbuj imperio - ostrzegł ją cicho, przytrzymując ponownie wątłą sylwetkę, dygoczącą jak połamany maszt statku. Wyrywała się mocno, ale uścisk Rowle'a był pewny, stanowczy. Wiedział(?), czego pożądał.
-Jesteśmy w moim świecie, Yvette - napomniał ją surowo, nie poruszając o cal ramionami, unieuruchomiającymi ją z siłą imadła. Im większą czuł frustrację, tym bardziej wrzał, rozgorączkowany emocjonalnym pojedynkiem, toczonym na płaszczyźnie szerszej od splątanych kończyn.


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   18.08.17 9:14

Prowadzili przedziwną grę, pola na planszy momentami parzyły żywym ogniem, za chwilę mrożąc podeszwy stóp, z finezją przeprowadzając dreszcz przez całe ciało, aż do ostatniego, zagubionego włosa na czubku głowy. Morska bryza owiała ich, ale słońce nie dawało odczuć chłodu, paliło nieustannie, pozwalając Yvette skrywać się w cieniu ronda - kapelusz musiała przytrzymywać, gdy czkawka podrywała ją z ziemi. Schlebiał jej upór mężczyzny oraz pewien rodzaj bezwzględności, obserwowała nienachalnie zmieniające się oblicze, przecinane od czasu do czasu uśmiechem - mimo kąśliwych uwag zachowującym nieco ciepła, mile łechtającego samopoczucie. Lodowa rzeźba (upadłej?) primabaleriny topniała z wolna, lecz trwała dzielnie w swym dumnym wyrazie, nieprzyzwyczajona do płaszczenia się przed kimkolwiek. Powiodła wzrokiem po sylwetce lorda, niezobowiązująco, na koniec wracając uwagą do tęczówek. Był szczupły, strzelisty, lecz arystokratyczna wyniosłość nie czyniła z niego marnego chucherka. Dzielnie znosił własną ekspozycję na podstępny, kobiecy urok, ale miała wrażenie, że częściowo pozwala sobie na nieznaczną uległość tym specyficznym czarom. Ona zaś zbyt lubiła stanowić zagadkę, by bez żalu sprowadzić siebie do miana nudnej przeciętności - wszak przeciętna w żadnej skali nie była - mogła przedstawiać się jako nudna, pusta i mętna, lecz w tym wypadku takie rozwiązanie zwyczajnie nie grało, nie pasowało do kompozycji, która zaczynała już żyć własnym życiem, jak utwór jazzowy, w którym pozornie przypadkowe nuty pakowały się w całość i mimo wszystko brzmiały zgrabnie. Czasami któremuś z nich udawało się postąpić na planszy w pole zaskoczenia.
- Przekraczały granicę przeciętnych? - ciągnęła tak samo niewinnie, z zaciekawieniem utrzymując brwi nieco wyżej, głowa zaś przechyliła się lekko, pozwalając złocistym falom musnąć gładkie ramię, zanim zsunęły się z niego, ujawniając pojedyncze piegi na bladym ciele. - Ubierz je w słowa - przecież masz do tego predyspozycje i zdolności, walczysz słowem - może również nim kochasz? - Niestety, nie jest mi przykro. Najwyraźniej na nie zasłużyłeś - kąśliwie, ze słodko-gorzkim posmakiem. Zdecydowanym nastawieniem i grzechami, których nawet nie próbujesz zachować w tajemnicy, prowadząc w ramiona teatru i na tłumny most. Martwiła się - nie konsekwencjami, jakie mogłyby go spotkać - był lordem, wiele uchodziło płazem szlachetnym mężczyznom - niekomfortowo czuła się z myślą, że to jej zostanie wytknięte wodzenie na pokuszenie żonatego arystokraty, prawdopodobnie już z dziećmi na koncie. Stąd niedaleka droga do zniesławienia, musiałaby zmagać się z opinią nieobytej, głupiutkiej, może naiwnej, z pewnością nieczystej kobiety. Nie mogła narażać dobrego imienia. Nie była fanaberią, a tak właśnie zaczynała się czuć.
Nie traciła nad sobą kontroli - nie tym razem. Dawała upust swemu rozdrażnieniu świadomie, nie czując najmniejszej potrzeby do okiełznania go i podporządkowania się jeszcze spokojnemu tonowi. Przywykła do tego, że drugiemu człowiekowi ciężko było pewne punkty patrzenia zrozumieć, lecz stawiał ją w trudnej sytuacji i nie potrafiła temu dłużej zaprzeczać. Czknęła kolejny raz, tuż popytaniu o jej podejrzliwość, idealnie w momencie zabrania rąk. Lądowała miękko - prawdopodobnie przez przyzwyczajenie - z oburzeniem, które nieudolnie próbowała kryć. Wymalowało się w ściągniętych brwiach i ostrzegawczym spojrzeniu. Cholerny samiec, przebrnęło przez półwile myśli. Wbiła stopy w piach, mrużyła oczy i stawała się naprawdę spięta, gdy zbliżył się zanadto. Zignorowała przyjemne odczucia, nastawiona na swój bunt. Nie odpowiadała, czując, że kolejne czknięcie zbliża się podstępnie jak cholerna śmierciotula. Czknęła, znów przytrzymana na osypującym się podłożu. Ona również potrafiła stąpać po nim pewnie, tylko... nie teraz. Dolegliwość była skrajnie nieprzyjemna.
- Twoim - powtórzyła dosyć martwo, a mimo tego z wyczuwalną pogardą, niewzruszona surowością. - Więc mnie z niego wypchnij - warknęła niemalże.  - Nie będę prowadzić poważnych - kolejny zryw po niepoważnym odgłosie czkawki - rozmów w takim stanie - podjęła niezrażona lekkim podskokiem, chcąc pozbyć się tego okropieństwa, ściskającego wnętrzności w nieprzyjemnych skurczach. - Najwyraźniej mam w twoim świecie zbyt mało przestrzeni dla swojego świata. Zabierz - hik - mnie do Munga - powtórzyła, nie znacząc prośby błagalnym tonem.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   19.08.17 20:25

Korowód sączących się estetycznych doznań otumaniał kwiatowym zapachem, docierając się niezobowiązująco powoli. Materiał nasączony eliksirem słodkiego snu działałby podobnie, odprężająco, przystawiony bezpośrednio do twarzy, wprawiając w twardy odpoczynek, wizualizowany najczystszą, starannie wydestylowaną przyjemnością. W niemalże bajkowej oprawie krajobrazu: złocisty piasek, skrzypiący pod bosymi stopami, ciemnogranatowe fale rozchodzące się rozchełstaną wstęgą wzdłuż wyrwanego morzu brzegu, otulające skarpę koronkową pianą, rażąco jasne niebo, współgrające z nieoczywistym spektaklem natury - przedstawieniem, którego twórczynią w każdym calu była Yvette. Magnus dałby odrąbać sobie rękę, że za każdym diabelskim punktem sielskiej scenki rodzajowej stoi właśnie panna Blythe. W zabudowanej sukni, ukryta za rondem eleganckiego kapelusza mogła próbować skryć się przed odpowiedzialnością, lecz Rowle dociekał jej na własną rękę, nie dając się zwieść szeregowi przypadków. Zauważał zbyt wiele szczegółów, by pominąć czar, roztaczany przez drobniutką postać o dumnie uniesionym podbródku i stanowczo zaciśniętych ustach - na Salazara, ponadto był przecież mężczyzną! Najprostsze sklasyfikowanie do gatunku popędliwych samców jednocześnie czyniło mu prawo do wywleczenia na wierzch atutów Yvette, wręcz po chamsku, jakby rozdzierał odzienie na jej piersiach. Metaforycznie, acz boleśnie dokonywał tego aktu, wiedząc, jak mimowolnie ją widzi. Musiała być zachwycona.
A Magnus blefował, jak wytrawny karciarz zachowując pokerowe oblicze zimnego drania, traktującego ją jako dzisiejszą, ba, wieczorową rozrywkę. Musujące wino i kobieta, czerwona kurtyna i nieoczywiste muśnięcia szczupłych palców, wzorujące się na pędzlu artysty, ostrożnie sprawdzającego płótno, nagość i... dystans, pozornie burzący wielkie plany, zaś faktycznie, dodający tempa wypadkom. Brał sprawy w swoje ręce, zirytowany zasadami, których nie respektował. Nie potrafił tańczyć, mylił kroki, a ona, zamiast śmiać się razem z nim, improwizowała zachwycający solowy popis, jakiemu nigdy nie przyklaśnie. Jędza - trafny epitet kołatał się nieprzerwanie w jego głowie, gdy z roztargnieniem masował spojrzeniem szczupłe ramiona, rozświetlone blaskiem dojrzewającego słońca oraz miękkich (wyobrażał sobie ich fakturę, zapadającego się puchu i najmilszych tkanin) włosów, przykrywających jasną skórę płynnym złotem, o przyjemnym, swojskim, pszenicznym odcieniu. Jędza i kokietka, myślał, nie odrywając głodnego wzroku od skaz na wizerunku - piegi na alabastrowej skórze burzyły w nim krew, gdyż z wąskich koryt ścieśnionych żył, posoka wylewała się zwyczajnie - przez nią.
-Pewnego wieczoru minąłem się z Pięknem - odparł nieoczywiście, żonglując Rimbaudem, wplatając w wiersz fragment opowieści własnego autorstwa. Yvette, przywołujesz poezję symboliczną, choć starczyłyby dwa moje słowa - tknęło mnie czule - ciął historię na krótkie frazy, z którymi zbliżał się do niej, nonszalancko odgarniając przydługie włosy, opadające na czoło i zasłaniające ciemnozielone oczy, którymi chciał ją przyszpilić. Jak motyla - a potem przekonałem się, że jest gorzkie - szepnął, zdradzając przyczynę swych koszmarów i bezsenności. Imaginacja zrównana z ziemią, zrujnowana wyobraźnia, kawałki przyszłości walające się po podłożu jak bezużyteczne śmieci, rozczarowanie smakujące ostrą, dymną surowizną. Pociągała go niesamowicie swoim zaprzeczeniem: kobiet mógł mieć na pęczki, ale nie upatrywał w Yvette wyjątkowości tylko dlatego, że mu nie ulegała. Dłużył się zaciekle w nieskromnym flircie, okraszonym panieńską skromnością, nawet sposobem, jakim wyrwała się z jego ramion, samodzielna i niezdobyta. Rowle nie chował złota na swym palcu - kochał żonę - ale bez oporów dał się zauroczyć dzierlatce, zdobywającej go tak, jak lubił najbardziej. Bystrym słowem, niedającym spać po nocy równie skutecznie, jak wili urok.
-Fizyczna niedyspozycja nie umniejsza twojej inteligencji, tego jestem pewny - odparł cicho, nie zważając na jeżącą się skórę, groźny błysk szmaragdowych tęczówek oraz ton głosu, uderzający w niebezpieczne rejestry - więc bez przeszkód możemy rozmawiać - zauważył, starannie obejmując ją w talii, by silniejsze czknięcie nie oderwało jej od ziemi. Duża dłoń moralnie nie zapuszczała się poniżej linii pleców, ściskając Yvette nawet bardziej asekuracyjnie niż zmysłowo. Był rzeczowy, tak jak tylko się dało, aż mogłoby się jej to nie spodobać - zabiorę, kiedy poprosisz - napomniał ją, zwracając uwagę na okolicznik czasu, nie przyczyny - mogę trzymać cię tak naprawdę długo - dodał, po raz pierwszy - z nikłym uśmiechem, rozpinającym wąskie wargi w ciepłym łuku. Groził lub obiecywał, przyzwalał na swobodę interpretacji.


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   19.08.17 22:29

Mogła zostać jego eliksirem słodkiego snu, miała w tym niemałe doświadczenie, kojąc męskie zmysły samą swą obecnością i trzymając się z daleka od brudnych myśli zalewających samcze umysły. Mogła być lekką bryzą, zbawienną w upalne dni, otulającą twarz przyjemną mgłą. Mogła być aksamitnym płatkiem róży - bladoróżowym, pastelowym i delikatnym, cieniutkim płatkiem ogrodowego krzewu albo silniejszym, o mocnej, zdecydowanej - acz dosyć intymnej i romantycznej - woni hodowlanego pędu. Mogła być tak przyjemna jak okiełznany w kominku ogień podczas zimowej zawieruchy, szalejącej na zewnątrz. Mogła, lecz nie była. W jej wydaniu eliksir otumaniał, zapach róży stawał się zbyt ciężki, bryza zmieniała się w rozpryski wody, w wielkie, słone krople, a ogień wydostawał się na zewnątrz, tworząc z przyjemnej atmosfery piekło; w rozdrażnieniu i niepewności snuła się obok Magnusa, starając przysięgać sobie ostateczność tego spotkania. Nie chciała przedkładać chwilowych przyjemności i fanaberii, wymysłów na rzecz późniejszych zawirowań. Być może starzała się i myślami wybiegała w przyszłość częściej, zbyt często w porównaniu do przeszłości, ale w zamian oceniała sytuację trzeźwiej. Prowokował ją. Spojrzeniem, tonem, słowem, zaciekłością i determinacją; tęczówki nie tonęły we mgle jej uroku - mogła wmawiać sobie, że nie dawała mu ku temu powodów, lecz dobrze wiedziała, jak niestabilny potrafi być urok. Wolała się tym nie przejmować. Popełniła już błąd wystarczająco wielki na wyczerpanie wszelkich pokładów sumienia - pozwoliła sobie na wtargnięcie w marzenia senne, na wybicie pod oczami mężczyzny oznak bezsenności. Nie potrzebowała większej ilości niepoprawnych posunięć. Mierził, kuł, wżerał się w kości i serce, z łapczywością, która powinna odepchnąć ją momentalnie, pogonić, odgonić i przekonać, że nie warto wędrować ścieżką jego świata. Nie było im po drodze. Jakim cudem zepchnęło ją na rozdroże, lata świetlne od przyzwoitości? Czuła się brudna, zszargana, upodlenie szło w tany z pożądliwością, buchającą w genach, niezbywalną. Mogłaby określić go podobnymi mianami. Mogła wyrzucić z siebie wszystkie oskarżenia, roztrzaskując je na jego skórze, kontrastowo ciemnej, ciąć na oślep odłamkami szklanych wyrzutów, bez opamiętania rozorać skórę tuż pod obojczykami, spuścić trochę dumnej krwi, udaremnić wtargnięcie do własnych żył. Nie poczułby. Wiedziała. Czknęła kolejny raz, znów nie potrafiąc zignorować irytacji. Miała ochotę zanurzyć się w zimnej wodzie tylko po to, by ostry bodziec przeciął ciało, pozbawiając czkawki. Morze nie było jednak magiczne. Choć wzlatywała wysoko, nie czuła się dziś motylem. Było jej ciężko, sprzeczności prowadziły zbyt zażartą walkę. Kapitulacja nie wchodziła w grę pod żadnym pozorem.
Słuchała, oczarowana, lecz wciąż zimna i zdystansowana naporem własnych przemyśleń. Był cwany, ale pozwoliła mu na wyciągnięcie jednej z silniejszych broni, by teraz słowa oplatały serce. Gubiła się, z rozpaczą orientując się, że nie wie co robić. Z całą siłą ciągnęła rozsądek na powierzchnię. Tym razem odczekała, pozwalając bzdurnemu odgłosowi rozdzielić ich kwestie. Przestawała zwracać na te dźwięki uwagę.
- Niedoskonałość piękna nigdy nie będzie słodka - syknęła zaciekle. Więc dlaczego pociągała tak silnie? W naddartej perfekcji czaiły się atomy przeciętności, stanowiące łącznik z idealnym obrazem wynaturzenia? Nie protestowała, gładko poddając się silnej dłoni, by uniknąć niewygodnych zrywów, kiedy czkawka odzyskiwała panowanie. Był za blisko. Był zbyt mocno, zbyt wyczuwalnie, namacalnie, w zasięgu spojrzenia i oddechu.
- Ach - mruknęła krótko, cicho, jakby pojmowała ten punkt widzenia, ale wciąż z ironiczną przekorą. - Więc nie interesuje cię mój komfort? - odwracała wilka kitą, ze sprytem krążąc naprzeciw niego. Zmrużyła powieki, niezmiennie stała w postanowieniu. - Nie uśmiecha mi się czekanie, Magnusie - niemal westchnęła z niecierpliwością, ale i pozornym zrezygnowaniem. Spuściła wzrok i oparła się czołem o ramię mężczyzny, dłońmi opierając się na jego przedramionach. Pozwoliła kapeluszowi opaść na piasek, pozwoliła sobie na dwa czknięcia, zyskując chwilę spokoju. Uspokajała rytm serca, ale zapach wody kolońskiej i tytoniu nie był w tym pomocny. Wreszcie, pewna że czkawka nie zaatakuje w tym momencie, pozwoliła sobie na niewinne przeniesienie lewej dłoni na obojczyk lorda, nieskrępowanie prowadząc szczupłe palce wyżej, unosząc razem z nimi spojrzenie, czyste, spokojne i opanowane. Pragnęła osiągnąć cel, dopiąć swego. Swobodnie objęła kark, na moment rozchylając usta, za chwilę przygryzione. Grała w wahanie i niepewność, w zakazane romanse. Grała tak, jak chciał, jak lubił, ale nie równoznacznie ze swoją porażką. Może zatrzymała na chwilę czas, kierując zegarem na własnych zasadach. Dłoń zacisnęła na tyle lekko, by delikatnie otulić skórę i z gracją uniosła się na palce, sięgając wygłodniałych ust, zaprzeczając swojej naturze - prawie nieznacznie, niewinnie i dziewczęco. Nie usłyszał proszę. Osunęła się z powrotem na ramię, uciekając wzrokiem w ciemny materiał szaty. - Po prostu mnie tam zabierz.

| rzut na urok (+4)




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   19.08.17 22:29

The member 'Yvette Blythe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 37


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
24
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Deptak nadmorski, Mersea Island   21.08.17 20:08

Elementy ozdobne jego twarzy - lubił fiolet we wszystkich wydaniach - kreśliły się pod oczami ciemnymi sińcami, naznaczając marsowe, zawzięte oblicze iskrami liliowego blasku. Słodkie piętna słodkich snów, podczas których rzucał się po miękkiej pościeli i przewracał w ogromnym łożu, odtrącając żonę. Nie mógł leżeć tuż obok niej, kiedy wypatrywał innej kobiety, gdy złotowłosa półwila mąciła w poukładanych myślach, trawiąc zdrowy rozsądek ogniem, wydostającym się spod opuszek. Potrafiła grać na harfie? Słyszał, iż był to instrument-wyrzeczenie, że jedynie niewiasty, znoszące trudy porodu potrafiły uodpornić się na nieustający - właściwie - wzmagający się, ból poranionych palców, wydobywając dźwięki(tchnienia), podobne kuszącemu śpiewowi syren. Wodziła go na pokuszenie, wprost na ostre skały, perfidnie dając mu się wyszumieć, by zaraz potem kryć się pod kagańcem rzekomej przyzwoitości. Kochała przecież wolność; w tym one wszystkie były do siebie niesamowicie podobne. Każda, do której zapałał gorącym uczuciem, czy to ślepą miłością, czy charkoczącą nienawiścią, nie dawała trzymać się pod kloszem, nie pozowała na ofiarę męskiej dominacji, kategorycznie egzekwując swoje prawa i wymagając od Magnusa przestrzeni. Wstęgi oplatały ich kostki, nieświadomych tej zależności, gdy przesuwali się po idealnie wymierzonym, choć niewidzialnym okręgu, czatując na swój moment, na tę odpowiednią okazję do wgryzienia się w miękkie ciało, zatopienia zębów w tkance. Ostrzeżenie za naruszenie obcego terytorium, najpierw z łagodną wyrozumiałością, potem z całą siłą, wyrywającą kawał mięsa z białego ramienia. Tak postąpiłaby jego żona, wilczyca - Rowle nie miał najmniejszej ochoty na skosztowanie krwi Yvette, mimo powalającej woni, jaka zdawała się wydobywać wprost z jej ciała, skromnie i naturalnie. Chroniąc swoje sny, roztaczał pieczę i nad nią, szepcząc imię w chłodną poduszkę i swoje wargi zagryzając z tęsknoty. Wolał zapobiegać niż leczyć, a wybiegając w przyszłość z kontekstu domniemania zdrady, panna Blythe mogłaby być jeszcze zimniejsza, niż obecnie. I przysypana ziemią.
-Niedoskonałość piękna niezmiennie urzeka. Coś, co jest pęknięte, nadal wzbudza zachwyt. Ktoś, z nieoczywistą skazą zapada w pamięć - odparł, wyjątkowo z zadowoleniem przyjmując uległość. Chciał ją przy sobie, przyszpiloną jak ulubione motyle. Nie mógł pozwolić, by odleciała za daleko, wzmagał więc nacisk, stosownie do siły wybicia. Stanowczo. Uciekając w nieoczywiste kombinacje złączenia ciał, szukając połączenia najwygodniejszego - dla niej. Był egoistą w każdym calu, ale wyjątkowo patrzył ponad siebie; zależało mu na Yvette, kraśnie przejmującej się niezachwianym wizerunkiem panny, wychowanej na prawdziwą damę. Złoto przypominało, że nie stał się dla niej zabawką i środkiem prowadzącym do celu, lecz posądzał ją o brak skrupułów, łechtając swoje ego. Była wspaniała. Cielęcy wzrok zatrzymał się na zielonych szkłach oczu, sycąc się platonicznym uczuciem rozbierania z szat moralności, intensywnością, jaką zatrzymywała go przy sobie. Przedsmak na oblizywanych ustach, gorzki tytoń i cierpkie cytrusy, jakieś nieoczywista fuzja, tak ją sobie wyobrażał. Zamrugał, przejęty tym absurdalnym opuszczeniem gardy, pochyleniem głowy - położeniem jej na pieńku, jak do egzekucji. Przełamywał sznur samców, gnających na złamanie karku przez skinienie gładką dłonią, choć jednocześnie stał w pierwszym szeregu, nie mogąc dopuścić do tego, by ktoś przysłonił jego sylwetkę. Zawsze drgała w nim zazdrość, niedorzeczna i chora, ale nie potrafił nic na to poradzić. Nie puszczając jej, zgrabnie się pochylił i sięgnął po kapelusz - jeśli nie dostanie Yvette, zostanie mu piękna pamiątka - z zainteresowaniem śledząc bieg jej palców, pnących się w górę jak rwący strumień. Popędliwie odgrywały crescendo na napiętej skórze; wtórowało temu serce Magnusa, przyśpieszające do niezdrowego, epileptycznego rytmu podekscytowania. Spiął się, gdy dotknęła go pewniej; nie lubił tego, nie lubił nawet jej zakazanego masażu, ale wbrew sobie odprężał się w szarpiącej go przyjemności, rozrywającej takt(y?) kawałek po kawałku. Zgrzytliwy ton chlasnął go w twarz, wraz z ciepłym oddechem, cały zaparował, gdy na jego ustach odznaczały się jej usta. Rozchylone wargi przyjęły pieszczotę z łaskawym otępieniem, musującym delikatnością pnącego się dreszczu poznania i... kłującym w splot słoneczny sprzeciwem, niepozwalającym Rowle'owie na wplecenie dużej dłoni we włosy i bolesnym zagarnięciu jej do siebie. Przerwał tę próbę sił, wyrywając gwałtownie w tył - acz nadal nie zaprzestając troskliwie utrzymywać Yvette na ziemi. Spojrzał w dół, na jasną główkę, której winić nie umiał albo nie mógł, zniewolony wilim czarem, wzmagającym w mężczyźnie irracjonalne pożądanie. Miał jednak żonę, o której pamiętał i którą kochał, a tego nie potrafiła mu odebrać jarmarcznym urokiem.
-Odprowadzę cię - odparł powoli, enigmatycznie, sięgając po jej rękę. Milczał, wyjątkowo nie odnajdując się w tym świecie, wytrącony z równowagi, z koroną toczącą się u stóp.

zt Pwease


Powrót do góry Go down
 

Deptak nadmorski, Mersea Island

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17