Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Brick Lane Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Brick Lane Market   17.07.17 1:39

Brick Lane Market

Targowisko na Brick Lane słynie z tego, że można znaleźć na nim dosłownie wszystko. Mieszczą się tu nie tylko stoiska z antykami lub starymi książkami, ale najróżniejszej maści handlarze i kupcy, którzy nie są dość majętni by posiadać własne sklepy. Brick Lane znana jest jeszcze z innego powodu: przylegające do niej kamienice zamieszkiwane są tłumnie przez rodziny pochodzące z Bangladeszu, które osiadły w Londynie po podziale kraju w 1947 roku. Razem z nimi na Brick Lane zagościły niewielkie budki serwujące curry, z których dania serwowane przez jedne są wyśmienite, a drugie zagrażające żołądkom klientów.
W jednym z zaułków Brick Lane Market znajduje się osłonięty kolorowymi płachtami materiału przybytek, którym zarządza mówiący łamaną angielszczyzną, siwiejący już Bengalczyk. W jego namiocie znaleźć można... magiczne lampy. Istnieje pogłoska, jakoby jedna z nich miała stanowić dom magicznego dżina, który spełnia życzenia.


Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 http://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 http://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Auror
29
Czysta
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
20
1
0
1
1
5
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   10.02.18 22:22

Wbrew temu, jak to wszystko wyglądało wcale nie sprawiało mu przyjemności manipulowanie światkami, zmuszanie ich do tego czego chciał mniej lub bardziej miękką sugestią. Nie chciał też wywoływać kłótni w rodzinie, uczestniczyć w ich przebiegu jako bierny obserwator, cieszyć się gdy efekt tychże przechyla się na jego korzyść. Świadomość, że działa wbrew komuś, że nieustannie trwa próba charakterów, a chwila słabości z jego strony może doprowadzić do zrujnowania wszystkich poczynionych do tej pory postępów męczyła go w sposób dotkliwszy niż niejedno fizyczne ćwiczenie. Potrafił również zrozumieć, że druga strona wcale nie miała lżej. Miał jednak cel, którego osiągnięcie uważał za obowiązek. Musiał doprowadzić tę sprawę do końca w sposób jak najszybszy, najefektywniejszy, czyli taki, który nie do końca obejmował dbałość o drugiego człowieka, w tym przypadku o Solene. Będąc tego w pełni świadomym nie potrafił mieć za złe oparzenia którym go uraczyła. Gdy spiekota ogarnęła jego nadgarstek spiął jedynie ramię i nieznacznie się skrzywił. W gruncie rzeczy zasługiwał na coś gorszego.
Gdy było już po wszystkim, gdy gniewnym krokiem przemierzała korytarz chcąc zostawić już wszystko za sobą, Thony nie chciał jej na to pozwolić. Po głowie krążyły mu pytania o naturze innej, niż toczona i właściwie zamykana już sprawa. Chciał znać odpowiedzi. Nie mógł więc pozwolić na koniec.
- Wierz mi - mnie również nie sprawiało to przyjemności - nie chciał tłumaczyć jej swojej filozofii przypuszczając, że to by ją pewnie w tym momencie jedynie rozjuszyło. Prawdopodobnie też nie zrozumiałaby. Nieliczni rozumieli, a właściwie byli w stanie po prostu zaakceptować to w jaki sposób poukładany był jego świat.
Przemilczał złośliwy komentarz dotyczący swojej dyktatury względem jej osoby. Spuścił jednak z niej spojrzenie w pokornym geście by w ciszy oczekiwać jej decyzji. Gdy się zgodziła zaczął ją prowadzić brukowaną, ośnieżoną ulicą w kierunku prawdopodobnie jej nieznanym, lecz niewątpliwie magicznym pod każdym względem. Szare ściany kamienic zaczynały ustępować miejsca kolorowym lampionom lewitującymi nad równie osobliwie kolorowymi budkami i straganami. W powietrzu niosły się rozmaite zapach mieszające się z dźwiękami egzotycznych instrumentów, jak i przyjemnym, wesołym gwarem ludzi których uszczęśliwiało dobre jedzenie oraz wytargowany po niskiej cenie zakup. Tak, niewątpliwie idąc przez Brick Lane Market można było odnieść wrażenie że gdzieś po drodze nieświadomie wpadło się na świstoklika i wylądowało w jakichś wschodnich zakątkach świata. Thony prowadził Solene idąc z nią pod ramie. Nawet jeśli tego nie chciała to niewątpliwie, gdy zatopili się w tłoczną uliczkę nie miała za dużego wyboru, jeżeli nie chciała się zgubić.
- Mówiąc, że cie odprowadzę, nie mówiłem że zrobię to najkrótszą możliwą trasą - wyjaśnił, przeczuwając, że zbiera się by mu to w jakiś sposób wypomnieć - Wiesz skąd się bierze twoja zgryzota? - spytał i nie było w tym pytaniu nic co mogłoby świadczyć o tym, że próbuje ją obrazić. Uśmiechał się nawet przy tym łagodnie, uprzejmie patrząc jej w oczy.




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   10.02.18 23:29

Starała się uwierzyć w to, że Anthony ma wobec niej pokojowe zamiary i odprowadzi ją do domu jak najszybciej się da, ale już na samym początku, kiedy tylko skręcili w przeciwnym kierunku, wiedziała, że coś pójdzie nie po jej myśli. Pozwoliła mu jednak się poprowadzić, podejrzliwie spoglądając po otaczających ich budynkach, a gdy stanęli na początku ulicy z głębi której dobiegały hałasy, posłała mu niezrozumiałe spojrzenie. Wiedziała, że pożałuje swojej decyzji i stało się to dokładnie kilka metrów dalej, kiedy znaleźli się w tłumie ludzi. Dziwnych ludzi. Dzikich, innych, z którymi nie miała kontaktu, bo po prostu nie mogła go mieć, otaczana parasolem bezpieczeństwa i przestrogami rodziny. Przełknęła głośno ślinę, zaciskając usta w wąską kreskę, odnosząc wrażenie, że scaliła się z podłożem na tyle mocno, by żadna siła nie była w stanie jej poruszyć. Chęć odwrotu przeważała w tej chwili nieznacznie, wciąż jednak walcząc z nieposkromioną ciekawością.
- Nie cierpię cię, Anthony. Od samego początku wiedziałam, że coś z tobą jest nie tak, kiedy bez zbędnego wysiłku przywołujesz we mnie mordercze myśli. Mam ochotę cię zamordować, a potem dobić twoje zwłoki, dla pewności. Znając cię już jednak trochę, mniemam, że nawiedzałbyś mnie jako duch. - Czy to podchodziło już pod groźbę, za którą mógł ją zamknąć w celi? Zniewaga aurora? Groźba karalna? Cokolwiek? Widząc zamiast pokory rozbawienie, wymalowane na męskiej twarzy, westchnęła i zrezygnowana wysunęła rękę z uścisku. Zwróciła się doń przodem, mierząc jego twarz chłodnym, niebezpiecznie pociemniałym spojrzeniem. Bez wysiłku wydobywał z niej skryte głęboko w głowie myśli; nie dostrzegała jednak w tym pewnej zależności, gdzie ona przywoływała w mężczyznach nierzadko absurdalne zachowania.
- A już myślałam, że potrafisz czytać w myślach. Wielka szkoda, że się pomyliłam. - W myślach wyśpiewała odę do naiwności, sądząc wcześniej, że może jednak zabierze ją na kieliszek alkoholu w ramach rozładowania napięcia w ich relacji, które tymczasem co najmniej się podwoiło. - Powinniśmy raczej się zastanowić skąd bierze się twoja zbyt duża pewność siebie. Kiedyś doprowadzi cię do zguby. - Nie oczekiwała zmiany decyzji, wiedząc jak marne na to były szanse, a świadomość, że nie powinna go teraz opuszczać pojawiła się po chwili, gdy zrobiła zaledwie dwa kroki w przód.
Otoczona tłumem ludzi, mówiących w niezbyt zrozumiały sposób, machających jej przed nosem różnymi przedmiotami wprawiły ją w niemały szok. Długo zresztą nie musiała czekać na zainteresowanie półwilim wyglądem, rozpoznając ten szczególny rodzaj spojrzenia, w tym przypadku kilku par oczu. Zrobiła ponownie dwa kroki wstecz, przyklejając się plecami do Anthony'ego, również i jego spojrzenie na sobie czując i mimowolnie prawie sięgając do kieszeni po różdżkę. Nie wyjęła jej, zaciskając jedynie dłoń na rękojeści. Skupiona na swojej złości, nie dostrzegła otaczających jej barw, zapachów, cudownych przedmiotów i przede wszystkim inspiracji, czując teraz co najwyżej gwałtowne i brutalne naruszenie jej strefy komfortu.





Après tout ce qu'elle t'a fait, pourquoi tu repenses encore à elle? Ne vois-tu pas qu'elle te traite comme un inconnu à qui on d'mande du feu? La flamme que tu lui offrais elle la consumme et part aussitôt.

Powrót do góry Go down
 

Brick Lane Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pole biwakowe
» West Market

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18