Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przeklęty kościół

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Przeklęty kościół   17.07.17 1:47

Przeklęty kościół

W lesie, kawałek drogi za zamieszkaną częścią Doliny znajduje się stary kościół. Mugole nie są w stanie dotrzeć do tego miejsca, nie widzą także płomieni, które od czasu do czasu wzbierają na siłę i czasem - choć bardzo rzadko - z odległości są dostrzegalne nad lasem.
Zbudowany przez okolicznych mieszkańców w siedemnastym wieku kościół stał się miejscem okrutnych wydarzeń. Dziewczyna oskarżona o czary została spalona żywcem. Młoda kobieta faktycznie pochodziła z magicznej rodziny, sama jednak nie posiadała daru - dlatego nie była w stanie się bronić.
Jeśli wierzyć legendzie jej matka, potężna czarownica rzuciła na to miejsce klątwę, odpowiedzialnych za okrutny czyn ludzi zamykając w środku i zabijając w budowli, która płonąć ma bez ustanku przez tysiąc lat.
Ile z tej historii jest prawdą - najpewniej nigdy się nie dowiemy. Legendę o czarownicy z lasu znają nawet mugole, od czasu do czasu usiłujący odnaleźć budynek, jednak nie będący w stanie. Dla nich jest to tylko miejscowa bajka, czarodzieje faktycznie mogą dostrzec to miejsce, od którego bije gorąco, a płomienie niewątpliwie są prawdziwe i zdolne zrobić krzywdę żywej osobie.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   02.08.17 18:49

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Może to był ogień dogasający w kominku po użyciu proszku Fiuu, może któraś ze świec wypalających swój knot, ale nagle iskry przerodziły się w wybuch, z którego narodziły się ogniste maszkary - jeśli tylko masz podstawy, żeby to wiedzieć, wyglądało to jak ognista pożoga. Przeraźliwy orszak zaszarżował prosto na ciebie i porwał cię ze sobą. Nic więcej nie pamiętasz, kiedy budzisz się obolały daleko od miejsca, w którym to się wydarzyło.
Obrażenia: oparzenia (90) od czarnej magii

Postać B: W nocy, z ostatniego dnia kwietnia na maj, niespodziewanie poczułeś przeraźliwy ból głowy; nagły, rwący, tak silny, że powalił cię na kolana. Nagle obraz przed twoimi oczyma zaszedł jasną, śnieżną bielą, która całkowicie cię oślepiła. Nic nie widzisz. Potrzebujesz eliksiru, który przywróci ci wzrok - i czasu, żeby przyzwyczaić się do otaczającej cię mgły. Zapachy wokół przestały być znajome, prawdopodobnie nie znajdowałeś się już w swoim domu. Nie miałeś jednak pojęcia, co się stało, ani gdzie mogłeś się znajdować.
Obrażenia: utrata wzroku


Powrót do góry Go down
Alasdair Diggory
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory http://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 http://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 http://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 http://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
członek Wiedźmiej Straży
29
Czysta
Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
13
15
0
0
0
0
3
9
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   06.08.17 16:01

Po wszystkich ostatnich rewelacjach jedyną rzeczą, której potrzebował Alasdair, była filiżanka gorącej, dobrej herbaty.
Woda w czajniku wesoło gwizdała, gdy machnął różdżką, wyłączając palnik. Co prawda wcześniej planował się położyć - od dawna ciągnęło się za nim zmęczenie, ale wszelkie szanse na spokojną noc przerwała, jak to się czasem zdarzało, niepokojąca wizja.
Jego wizje często były mroczne. Nawiedzały go, na chwilę odbierając dostęp do zmysłów. Ich wspólnym elementem była zawsze ciemność; często pojawiały się w nich jakieś zaklęcia, dźwięki, ból. Tym razem również tak było, ale... Tym razem było jednak również inaczej. Nie potrafił nazwać tego obezwładniającego uczucia, które opętało go w czasie widzenia; strachu, silnego niepokoju, ale przede wszystkim wrażenia, że wizja dotyczyła naprawdę czarnej magii.
Kubek z gorącą herbatą przepłynął w powietrzu przez pokój, lądując na stoliku. Al sięgnął po niego, schylając się nieco w fotelu, i upił drobny łyk. Herbata zdawała się jakby magicznie leczyć wszelkie objawy wizji, chociaż niepokój nadal pozostawał ukryty głęboko w trzewiach. Widzenie sprzed kilku godzin zdawało się powoli rozwiewać.
Wtem poczuł okropny ból głowy. Kubek z herbatą wypadł mu z ręki i uderzył o podłogę, jasna ceramika rozbijająca się na drobne kawałki, bursztynowy płyn rozlewający się po drewnie. Diggory zsunął się z fotela, lądując na kolanach i łapiąc się dygocącymi dłońmi za czoło, które zdawało się pulsować ogniem.
Przed oczami miał wyłącznie białą mgłę. Wiele razy tracił na chwilę wzrok, zazwyczaj było to związane z darem jasnowidzenia, ale nigdy w życiu jego oczy nie zasnuwały się białą mgłą, zawsze zapadały w mrok...
Wszystkie zmysły mówiły mu (no może poza wzrokiem xd), że nie znajduje się już w swoim salonie. Nie, nic w tym miejscu nie wydawało się znajome, a zimne i przytłaczające.
Spróbował się dźwignąć na nogi, ale z bielmem pokrywającym oczy było to trudniejsze niż się spodziewał. Zaskakujące, jak posiadanie wzroku nas rozleniwia.







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo
21
Mugolska
Kawaler
It feels like I'm drowning
and I don't want to come up for air.
I lost everything, I threw myself in
and you took me when no one was there.
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
Nighty-Night,  Sleep Tight

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   13.08.17 2:39

178-90=88

Wszystko spowijała ciemność nocy, kiedy mozolnie wdrapywałem się na wysoką skarpę. Nie było to specjalnie łatwe zadanie, bo migotliwy blask gwiazd rzucał niewiele światła na otoczenie, a niedokładnie widząc po czym stąpam, co i rusz trafiałem na piach i luźną, suchą ziemię, która osuwała mi się spod stóp i zjeżdżałem już przebyty kawałek z powrotem w dół. Nie poddawałem się jednak i parłem w górę niemal na czworakach. Spieszyłem się, bo przecież dałem słowo Kingsleyowi - mojemu dawnemu nauczycielowi a obecnemu przyjacielowi - że się zjawię. Mieliśmy się znów pogapić w gwiazdy jak za dawnych czasów i sprawdzić który z nas rozpozna więcej konstelacji nad naszymi głowami. Już nie mogłem się doczekać, tyle czasu się już nie widzieliśmy! Więc mieliłem stopami i rękami coraz szybciej i już, już byłem praktycznie na szczycie! Chwyciłem się kępy rosnącej tam trawy i mocno się na niej podciągnąłem. Zwycięsko sięgnąłem też drugą dłonią starając się znaleźć i dla niej oparcie. I znalazłem. Chwyciłem... czyjś but? Zmarszczyłem brwi i zadarłem głowę. Nade mną górowała jakaś czarna sylwetka na tle nocnego nieba. Nie mogłem dostrzec twarzy, osobnik chyba zresztą miał kaptur. Już miałem go przeprosić zmieszany, ale ten nagle uniósł rękę. W dłoni coś trzymał - jakby długi patyk, ale ja doskonale wiedziałem czym to coś było.
Serce zabiło mi mocniej, poczułem jak krew odpływa mi z twarzy i robi mi się słabo.
- Proszę, nie... - zaskomlałem cicho. Różdżka rozżarzyła się czerwonym blaskiem, poczułem jak moje ciało jest rozrywane na kawałki. Krzyczałem. Krzyczałem spadając plecami w dół ze skarpy, a nad sobą wciąż widziałem ciemną postać na tle nocnego nieba.


Z krzykiem spadłem na podłogę zaplątany w koc. Dyszałem przerażony i zlany potem, kiedy powoli do mnie docierało, że to był tylko zły sen. Ostatnio wszystkie kończyły się tak samo, nic dziwnego, że za dnia chodziłem nieprzytomny i z sinymi cieniami pod oczami.
Odetchnąłem rozglądnąwszy się wokół. Znajdowałem się w pokoju wciąż oświetlonym przez migotliwy płomyk świecy - nie mogłem zasnąć, kiedy w pomieszczeniu było całkiem ciemno, więc zapalałem ją co noc.
Byłem bezpieczny, choć serce nadal trochę za szybko i za mocno biło mi w piersi, a na ciele poczułem gęsią skórkę. Nieważne. Zacząłem wyplątywać się z koca, kiedy niespodziewanie ból zaatakował ponownie z tą niewielką różnicą, że już przecież nie spałem. Syknąłem zaciskając mocno zęby, żeby znów się nie wydzierać. Margaux miała już ze mną wystarczające utrapienia, nieprzespane noce nie musiały do nich należeć. Tylko... coraz trudniej mi było wytrzymać, a niekontrolowane jęki wydostawały mi się raz po raz z krtani. Ból nadchodził falami, jakby zimna i gorąca na zmianę. W życiu czegoś takiego nie doświadczyłem, oślepiony bólem nie mogłem myśleć trzeźwo, więc tylko wiłem się po podłodze znów zaplątując w koc.
- Pomo... - spróbowałem zawołać, kiedy ból, jak mi się wydawało, zelżał. I wtedy spojrzałem na płomień świecy. Płomień, który nienaturalnie urósł i skierował się w moją stronę. W ostatnim instynktownym odruchu z piskiem rzuciłem się za róg łóżka. Nagle świeca wybuchła. Płomienie wyglądały jak jakieś ogniste monstra. Śniłem? Nie, zbyt wyraźnie czułem na skórze gorąco od nich bijące, kiedy odczołgiwałem się jak najdalej od ich źródła. Nie miałem szans. Płomienie mnie pożarły. Ostatnim co czułem prócz przerażenia i bólu, to jak skwiercząca na moim ciele skóra pęka z gorąca. Potem wszystko znikło.

To ocknięcie nie należało do najprzyjemniejszych mimo, że tym razem nie było spowodowane koszmarnym snem. Nie, raczej koszmarnym, piekącym bólem, którym promieniowało całe moje ciało. Syknąłem najpierw mocno zaciskając powieki, a następnie otwierając oczy.
- Nie... - jęknąłem zdając sobie sprawę już na wstępie, że nie mam zielonego pojęcia gdzie jestem. Czy ból i strach będą mi już towarzyszyć do końca życia?, przemknęło mi przez głowę, kiedy powoli podnosiłem się do siadu. Wciąż byłem zaplątany w nadpalony koc, więc szybko zacząłem się z niego wydostawać... a przynajmniej na tyle szybko, na ile pozwalały mi na to poparzone dłonie, na których już zdążyły powstać bąble. Jeden nieostrożny ruch, a pękały przysparzając mi jeszcze więcej bólu.
Dopiero kiedy koc wylądował na ziemi obok, rozejrzałem się uważniej wokół. Coś tu było nie tak. To dziwne światło, wydłużone cienie, swąd spalenizny zbyt wyraźny, żeby należał do mnie i... gorąco. Było mi gorąco w plecy.
Odwróciłem gwałtownie głowę i zamarłem w osłupieniu. Dokładnie za moimi plecami płonął wysoki budynek. Stojący w płomieniach krzyż na szczycie wieży sugerował, że był to kościół.
- Na Jowisza... - wymsknęło mi się, kiedy w końcu wyrwałem się z transu i zacząłem gramolić z ziemi coby stanąć na nogach. Przy okazji podniosłem koc (przecież musiałem go zwrócić Margo).
Jak się tu znalazłem? I, co istotniejsze, jak wrócić z powrotem do Londynu? Bo to chyba nie był Londyn...? Za dużo było wokół drzew, a za mało budynków.
Rozejrzałem się za jakąś ścieżką, ale nim ją dostrzegłem, moją uwagę przykuł ruch nieopodal. Zwierzę?
- Hej, wszystko w porządku? - instynktownie ruszyłem w stronę postaci. Ludzkiej postaci trzeba dodać. Może ten ktoś wiedział jak się tu znalazłem? I jak wrócić do miasta?




Make love music
NOT WAR

©CC


Ostatnio zmieniony przez Louis Bott dnia 17.08.17 21:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   13.08.17 2:39

The member 'Louis Bott' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Alasdair Diggory
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory http://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 http://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 http://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 http://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
członek Wiedźmiej Straży
29
Czysta
Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
13
15
0
0
0
0
3
9
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   17.08.17 20:15

Kolana wydawały się miękkie jak z waty. Jego życie składało się właściwie z nagłych, zazwyczaj bardzo niemiłych niespodzianek, w ciągu tego czasu był też wielokrotnie oślepiany, trafiany różnymi nieprzyjemnymi zaklęciami czy poważniej ranny... Do pewnych rzeczy nie da się jednak przywyknąć. Powiedzmy, że w tym momencie doskonale potrafił zrozumieć postępującą paranoję Herewarda, chociaż wydawało mu się wcześniej, że jest już na tyle doświadczony, że potrafi kontrolować własne nerwy. Nie, w tym momencie kontrolował je mniej więcej tak samo jak ułomne zmysły.
Czy tylko mu się wydawało, że do jego nosa dochodził swąd spalenizny? Nadal był skonfundowany nagłym oślepnięciem, szczególnie że przed oczyma miał porażającą biel, która stanowczo nie pozwalała się skoncentrować w takim stopniu, w jakim by tego chciał. Pozostałe zmysły wydawały się jednak mówić prawdę, ostrzegając go ostrymi źdźbłami trawy oraz twardą, kredową, suchą ziemią pod palcami. Czuł brud pod paznokciami, wiedział, że trawa nie jest gęsta, wprost przeciwnie - zdaje się wyschnięta i marna, zupełnie jakby rosła na kwaśnym, nieprzychylnym gruncie. Czuł ruch powietrza, które owiewało mu twarz, ale oprócz tego czuł też dym sygnalizujący, że coś niebezpiecznie blisko pali się, i nie jest to już bynajmniej lekki płomyczek...
Słyszał też dźwięki, których pierwotnie nie rozpoznawał, ale wraz z mijającym paraliżem zaczął rozumieć, że to męski, ludzki głos.
Potrzebował chwili, żeby zrozumieć, że małe prawdopodobieństwo, że ma do czynienia z czarodziejem. Dzięki swojej pracy nauczył się maskować swoje podejrzane zachowania, które świadczyłyby o magicznym pochodzeniu. Żaden szanujący czarodziej nie powiedziałby: Na Jowisza, gdyby przez całe życie klął na gacie Merlina.
Alasdair instynktownie próbował się odwrócić w stronę głosu, ale zamiast tego zatoczył się lekko w bok, po chwili odzyskując równowagę. Miał nadzieję, że ktokolwiek to był, nie ucieknie za chwilę, sądząc, że ma do czynienia z pijakiem.
- Nie do końca. Gdzie jesteśmy? - spytał, w końcu stojąc jako tako prosto i stabilnie.







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott http://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 http://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 http://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 http://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo
21
Mugolska
Kawaler
It feels like I'm drowning
and I don't want to come up for air.
I lost everything, I threw myself in
and you took me when no one was there.
0
0
0
0
0
0
0
4
Mugol
Nighty-Night,  Sleep Tight

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   17.08.17 22:45

Lekko się skrzywiłem, kiedy podczas chodzenia ból z powodu oparzeń tylko się nasilił. Spróbowałem go jednak zignorować i skupić na człowieku i otoczeniu. Czy to możliwe, że ten ktoś właśnie wydostał się z płonącego kościoła? A jeśli jeszcze ktoś tam jest?
Spojrzałem na budynek - był całkowicie zajęty ogniem. Nawet gdybym bardzo chciał, to nie udałoby mi się wejść do środka nie zamieniając się przy okazji w węgielek. Tak przynajmniej oceniłem na oko. Tymczasem dotarłem do, jak się okazało, mężczyzny. Ledwo stojącego na nogach. Miałem go nawet złapać, kiedy zachwiał się gwałtownie, ale szybko tego pożałowałem, bo energiczny ruch rękami wywołał kolejną palącą falę bólu. Naciągnięta skóra na ramionach ewidentnie się buntowała przeciwko takim działaniom.
Na szczęście nieznajomemu udało się jako-tako samemu złapać pion. I na pierwszy rzut oka nie wyglądał na mocno poszkodowanego. Pijany? - przemknęło mi przez myśl. Nawet jeśli, to przecież i tak nie mógłbym go zostawić tak blisko płonącego budynku. Kto wie co upojonemu alkoholem człowiekowi strzeli do łba, prawda?
Tylko że... mężczyzna chyba nie był pijany. Kiedy spojrzał mniej więcej w moją stronę, aż ciarki przebiegły mi po plecach jeżąc na karku wszystkie włoski. Te mlecznobiałe oczy...
- Miałem... - odchrząknąłem, bo okazało się, że przy okazji zaschło mi w gardle. Pewnie od tego gryzącego dymu.
- Miałem nadzieję, że ty mi odpowiesz na to pytanie... - dokończyłem bez większego pomyślunku. No, bo jak ktoś taki (czyli niewidzący) mógł mi powiedzieć gdzie się znajdujemy, skoro sam nie potrafiłem tego ustalić?
- Wybacz za bezpośredniość... ale nie widzisz, tak? - machnąłem mu bezceremonialnie ręką przed stanowczo zbyt jasnymi oczami. - Powinniśmy się odsunąć w prawo, stoimy trochę za blisko tego kościoła. To znaczy w moje prawo - dodałem szybko. - Twoje lewo. - niezbyt mocno czy napastliwie chwyciłem go za ramię i skierowałem w odpowiednią stronę, po czym zabrałem swoją rękę. Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałem jak się obchodzić ze ślepymi ludźmi, a nie chciałem go przecież obrazić czy coś.
- Nie wiesz skąd ten pożar, tak? - upewniłem się. - Pamiętasz jak się tu dostałeś? I kiedy? - dodałem po chwili zawahania. A co jeśli... a co jeśli mężczyzna znalazł się tu w ten sam sposób co ja? I nie wiedział o magii? Może w takim razie lepiej, że nie widział? Może dzięki temu aż tak się nie stresował czy coś...




Make love music
NOT WAR

©CC
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   17.08.17 22:45

The member 'Louis Bott' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Alasdair Diggory
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory http://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 http://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 http://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 http://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
członek Wiedźmiej Straży
29
Czysta
Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
13
15
0
0
0
0
3
9
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   17.08.17 23:56

Nawet ze słuchu dało się wywnioskować, że nieznajomy musi również cierpieć. Czyżby Alasdairowi się przywidziało, a może słyszał przyśpieszony oddech i cichy jęk? Trudno stwierdzić, jego zmysły zdawały się z jednej strony wrażliwsze, gdy nie mógł posłużyć się wzrokiem, z drugiej strony jednak nie mógł na nich ani trochę polegać. Cholera wie, jak działało to całe oślepienie... I co się w ogóle stało.
Słysząc odpowiedź, zaklął. I nie było to wcale stare tradycyjne: "Na gacie Merlina!", nie. Powiedzmy, że operował kilkoma dużo gorszymi, nie tylko zresztą czarodziejskimi, ale i mugolskimi wulgaryzmami, które wyrzucił właśnie z siebie, po chwili jednak postanawiając się ogarnąć, żeby nie wystraszyć stojącego zapewne obok niego człowieka.
Zamrugał, ale to bardziej z przyzwyczajenia i zaskoczenia. Nadal nie potrafił przyzwyczaić się do braku wzroku. Czy to było widać?
- Przyznam, że nie. Chociaż od niedawna - odpowiedział, starając się przesunąć w prawo, gdy jakaś ręka złapała go i odciągnęła w przeciwną stronę. Swąd spalenizny zdawał się być w tym miejscu odrobinę mniejszy, chociaż sytuacja nadal wydawała się być opłakana. Zaczął więc szukać po kieszeniach, bo różdżkę miał zawsze przy sobie. Tego właśnie ich uczyli na kursach do Wiedźmiej Straży - nigdy nie rozstawaj się z przedmiotem, który może uratować ci życie. Miał tylko nadzieję, że różdżka nie wypadła na dywan, gdy nagle nawiedził go ten potężny ból głowy z utratą wzroku.
Cały czas coś mu nie grało. To było teoretycznie niemożliwe, a jednak się wydarzyło. A to oznaczało, że musiało się przydarzyć coś naprawdę mrocznego, jak pokazała mu wizja.
Na szczęście udało mu się wymacać różdżkę w którejś kieszeni. Wiedział, że przy mugolach nie można używać czarów, z drugiej strony jednak nic nie widział...
- Nie mam pojęcia, o co ci chodzi z tym pożarem. Jak zauważyłeś, nic nie widzę, jestem tu zresztą dopiero od jakiejś minuty. - Przerwał na chwilę, zastanawiając się, ile może powiedzieć mugolowi. Zapewne niewiele, wyglądało jednak na to, że nieznajomy również nie zna jego położenia... To z kolei oznaczało, że są w ciemnej dupie i powinien w jakiś sposób odzyskać wzrok. Do tego jednak potrzebował uzdrowiciela, a przynajmniej chwili na osobności, z dala od ciekawskich oczu kogoś niemagicznego. - Naprawdę nie wiem, byłem w swoim sa...
Poczuł, że robi mu się okropnie słabo. Nie zdążył nawet dokończyć słowa, czując mimowolnie, jak zatacza się do tyłu, a następnie ląduje na ubitej ziemi. Jego świadomość płynęła swobodnie gdzieś w dal, w niezbadany wcześniej obszar umysłu, a on nie potrafił nic na to poradzić...

0 PŻ podkówka







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
Valerie Meadowes
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4749-valerie-gaia-meadowes http://www.morsmordre.net/t4760-viscaria#101774 http://www.morsmordre.net/t4758-ze-mna-mozna-bylo-konie-krasc http://www.morsmordre.net/f321-sevenoaks-godden-green-stadnina-i-dom-rodziny-meadowes
pisarka
28
Półkrwi
Panna
Jestem wierszem
Splotem słów tęskniących
Szeptem też jestem

Rozświetlę przestrzeń
Nią też jestem
12
8
0
13
2
0
3
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   18.08.17 1:28

Miała wrażenie, że w czasie snu, gdzie z marzeń sennych pozostały jedynie czarne popioły, pisk rozerwał jej głowę na małe strzępy. Cały dom w jednej chwili stanął na nogi. Rodzice wybiegli ze swojej sypialni w wielobarwnych piżamach – ojciec zgubił po drodze szlafmycę, matce bambosze uciekały ze stóp, gubiąc przerażone pufki, które miały przypominać małe kotki. Kilka miauknięć potoczyło się po schodach, gdy sprężyście po nich zeskakiwały. W salonie na dole pękła szyba, za chwilę potoczył się po podłodze dźwięk tłuczonego szkła, które najwyraźniej musiało wypaść z regału.
Jej wzrok powędrował w stronę drzwi do pokoju ich młodszej siostry.
- Gdzie jest Pruni? – spytała, nie kryjąc przerażenia. Zdążyła tylko założyć na siebie lekką podomkę i od razu pobiegła korytarzem, dłonią gwałtownie pociągając za klamkę.
Pokój w środku był pusty. Łóżko pościelone i nakryte ulubioną, błękitną, wełnianą narzutą Prunelli, szafka zastawiona książkami młodego uzdrowiciela, który uczęszczał jeszcze jeszcze kurs, miękkie kapcie w kształcie lwich łbów stojące wciąż równiutko przy łóżku. Przełknęła ślinę i odwróciła się, słysząc za sobą głos matki. Zmartwiony, przestraszony i wilgotny. Konie zaczęły panicznie rżeć w stajniach, w nieznanym szaleństwie biły kopytami o boksy.
- Mówiła, że zostaje dzisiaj u Marlene – słowa sklejone przez usta matki wyszły z jej ust niepokojąco szybko, na jednym wydechu. – Ta dziewczyna z Doliny Godryka, mieszka przy głównej ulicy.
Co się właściwie stało? Co to był za wybuch? Zbiegła szybko na dół i wyjrzała za okno w holu, które przetrwało jako jedyne na piętrze. Nie wiedziała, z czym ma do czynienia – czy to był atak? A może ktoś urządzał sobie magiczne pojedynki? Teleportowała się niedaleko drużyna Bułgarii?
Ojciec i Cassian wybiegli z domu, a Valerie zaraz za nimi, ubierając szybko swój płaszcz. Matka krzyczała coś za nią, ale w tym ferworze zupełnie nie potrafiła rozczytać sensu słów.

Galopowała po miękkiej, leśnej ziemi, czując pod nogami wibrujące mięśnie Centaurei. Klacz pędziła co tchu, zmuszając wiatr do nagłych zrywów, które szarpały włosami i letnią koszulą nocną Valerie. Wybiegła z domu tak, jak stała. Nie miała czasu myśleć nad tym, jak wygląda, kiedy jej najbliższym groziło niebezpieczeństwo albo po prostu nie wiedziała, gdzie się aktualnie znajdują. Czerń nocy utrudniała jednak wędrówkę. Wyprostowane sylwetki drzew wskazywały jej pozorną drogę – jechała głównym traktem wiodącym do obrzeży miasta, nie chcąc tracić czas na gubienie się w jego centralnych korytarzach.
Gdy dojeżdżała do granic miasteczka, zmusiła klacz, by podjęła się cwału. Przy lesie płonął budynek – kościół? Czy to nie był ta przeklęta, architektoniczna pułapka, o której po okolicy chodziło tyle historii, tyle legend? Jeśli jej młodszej siostrze wpadło do głowy, żeby go zwiedzać… ach, cholera!
- Prunella? – wołała coraz głośniej, gdy jej biały wierzchowiec zwalniał do kłusu. – Prunella! PRUNELLA!
Odgłos padającego na ziemię ciała dotarł do jej uszu, ale pomyliła go z sykiem strzelających z okien płomieni. Zobaczyła dwójkę mężczyzn dosłownie jedno mrugnięcie później. Pobiegła w ich stronę. W pierwszej chwili pomyślała, że ci mężczyźni jeszcze przed chwilą walczyli i właściwie była pewna swojej teorii do momentu, aż nie zobaczyła twarzy młodszego z nich. Był przestraszony, może nawet przerażony i… nie miał różdżki w dłoni. Popatrzyła na niego ostrożnie, od góry do dołu taksując spojrzeniem. Nie wyglądał jej na kogoś, kto potrafiłby doprowadzić do omdlenia kogoś od siebie starszego, bo na takiego właśnie wyglądał jej ten, który leżał na ziemi. Nie pamiętała, kiedy wyciągnęła z kieszeni płaszcza swoją różdżkę i mocniej zacisnęła na niej swoje palce.
- Co tu się stało? Byliście w środku? – krótkie, szybkie pytania pofrunęły w stronę chłopaka, ale wzrok badał już ciało mężczyzny. Uklęknęła przy nim, brudząc splamioną popiołem ziemią swoją koszulę nocną, i nachyliła się ku niemu, żeby sprawdzić, czy oddycha. Kiedy tylko ciepła wstążka powietrza dotknęła jej policzka, wycelowała różdżką w tors mężczyzny.
- Odsuń się, proszę – rzuciła łagodnie do chłopaka. Przez myśl jej nawet nie przeszło, że mógł być mugolem. – Surgito.
Nadżarte przez eliksir drewno musiało jednak dać sobie radę. Musiała pomóc temu mężczyźnie.

| dostałam ważne info od MG, że mam -10 do każdego rzutu za chińską różdżkę [*]




I don't belong in your universe
For better or for worse
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przeklęty kościół   18.08.17 1:28

The member 'Valerie Meadowes' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 7

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Przeklęty kościół

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Niech powstaną przeklęci

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Dolina Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17