Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Podziemny korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Podziemny korytarz   17.07.17 2:06

Podziemny korytarz

Nie do końca wiadomo, kto go zbudował i w jakim celu. Dziś trzeba się bardzo postarać, żeby w leśnym poszyciu wypatrzeć ukrytą klapę – ta, porośnięta mchem, dobrze wpasowuje się w podłoże. Niewiele osób wie o tym miejscu, ale tych, którzy o nim słyszeli, mogą skusić opowieści o rzekomo znajdujących się tam skarbach. Nie wiadomo, ile w nich prawdy, tym bardziej, że na przestrzeni lat ktoś już dawno mógł go stamtąd zabrać. To nie przeszkadza ciekawskim w próbach poszukiwania wejścia do ukrytego korytarza w celu poszukiwania przygód.

Rzut kością k100: ST znalezienia klapy to 60. Do rzutu dodaje się biegłość spostrzegawczości. Można próbować rzucać do skutku.

Klapa po znalezieniu i otwarciu odsłania głęboki na mniej więcej trzy metry tunel, pod którym znajduje się wydrążony w ziemi korytarz. Wnętrze jest ciemne, ciche i wilgotne, z sufitu gdzie niegdzie zwieszają się korzenie roślin. Korytarze przed zawaleniem się chroni najprawdopodobniej magia. Kawałek dalej korytarz rozwidla się na trzy odnogi...

Rzut kością k3:
1 – Wybrany przez ciebie korytarz ciągnie się kawałek i kończy się niewielką, kolistą komnatą. Ta niestety okazuje się pusta, jeśli nie liczyć kilku starych butelek po magicznych trunkach, starego buta i rozmokłych gazet. Być może to miejsce kiedyś służyło komuś za tymczasową kryjówkę?
2 – Idąc wybranym przez siebie korytarzem nagle słyszysz pisk i po chwili czujesz, jak otaczają cię chochliki kornwalijskie. Są wyraźnie niezadowolone z twojej obecności – lepiej się wycofać, zanim zaczną atakować cię większą chmarą.
3 – Ten tunel wydaje się dość długi, ale po drodze nie napotykasz żadnych dziwnych niespodzianek. Na samym końcu znajdujesz starą skrzynię; na jej zamku widnieje zatarty, ale wciąż możliwy do odczytania runiczny napis. Żeby go odczytać, potrzebna jest biegłość starożytnych run.

Jeśli twoja postać posiada odpowiednią biegłość, może otworzyć skrzynkę. Należy rzucić także kością k3, by określić, co zostało znalezione.
1 – W skrzyni znajduje się kilka starych, zaśniedziałych monet.
2 – W skrzyni znajduje się zabytkowa szklana kula.
3 – W skrzyni znajduje się stary, nadgryziony zębem czasu obraz przedstawiający grubą kobietę oraz stara gazeta sprzed dobrych trzydziestu lat.

Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Pandora Sheridan
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t4892-pandora-a-sheridan http://www.morsmordre.net/t4914-poczta-pandory#107112 http://www.morsmordre.net/t4913-never-say-no-to-panda http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4917-pandora-a-sheridan
nikt
22.
Czysta
Panna
you're a little late
i'm already torn
5
13
0
0
12
5
2
0
Czarownica
to form imaginary lines, forget your scars we’ll forget mine.

PisanieTemat: Re: Podziemny korytarz   27.09.17 23:42

15 maja (?), godziny popołudniowe.
Wciąż przyzwyczajała się do nowej sytuacji. Zaledwie kilka tygodni temu stroniła od spotkań, ograniczała się do wąskiego obszaru na Pokątnej, nie wychylając się ani nie dbając o sprawy sięgające dalej niż czubek jej własnego nosa. Teraz spuściła na to kurtynę, zaskakując samą siebie większymi i mniejszymi zmianami, które zdążyła już wprowadzić do swej codzienności. Jako iż jej współlokator przez większą część czasu zajęty był szkolnymi obowiązkami i przebywał gdzie indziej, ona także zaczęła wychodzić, poszukiwać zajęć, które zaprowadziłyby porządek w chaosie jej myśli, bądź zajęły je na tyle, by już nie powracała w snach do początku maja ani do innych zdarzeń, nawiedzających ją, gdy zapadał zmrok. Może potrzebowała odmiany; czuć na twarzy podmuchy wiatru, odnaleźć spokój i bezpieczeństwo, choćby na moment, pośród świata, który stanął na głowie. Chyba zaczęła się do tego zbliżać, a zaczęło się to całkiem niepozornie, całkiem niedawno. Pierwszego dnia po przeprowadzce wybrała się na zwiedzanie okolicy, pamiętając o ostrożności oraz o tym, że magii udzielały się dziwne anomalie, przez co nie do końca mogła ufać swojej różdżce. Jej początkowe obawy zostały szybko rozwiane, w samym Hogsmeade zawsze paliły się latarnie, mogła zanurzać się w tłumie bez obaw, iż ktoś zwróci na nią uwagę, do tego prawie na każdym rogu kryły się niewielkie sklepiki czy nawet kawiarnie, w których wnętrzu mogła się zanurzyć i odnaleźć normalność w gwarze rozmów, upewnić się, że wszystko jest w porządku. Gdy jednak znużyła ją już obecność innych czarodziejów, wybrała się najpierw do parku, później na brzeg lasu i to właśnie w tej pełnej ciszy przerywanej jedynie przez cichy śpiew ptaków, zdała sobie sprawę, iż takie wędrowanie przynosiło jej ukojenie. Przypominało jej to jak w dzieciństwie wraz z Yvette przemierzały polany, mijały strumienie i pośród tego wszystkiego wypatrywały pamiątek, więc w pewnym sensie spacerowanie wydawało się jej dobrze znane, znajome. I tak, każdego dnia, wychylała się nieco dalej, zwiedzała kolejne lokalizacje, rzadko powracając w to samo miejsce więcej niż raz. Próbowała utrzymywać przed samą sobą, że jedynie podziwia przyrodę, ale łapała się na tym, iż jej wzrok mimowolnie wyłapywał rośliny, które wydały jej się odpowiednie do amuletów czy nawet skały, wyglądające na potencjalne źródło kryształów. Trzymała się w ryzach, tylko się rozglądając, gdyż w sumie niczego na razie nie potrzebowała.
Dopiero kiedy pewnego wieczoru, przebywając w w miejscu, gdzie w zwyczajnych warunkach nigdy by nie postała jej noga, posłyszała jak dwóch nieco już pijanych „dżentelmenów” prowadziło żywą dyskusję na temat tajemniczego obszaru na obrzeżach Londynu, na terenie którego zakopano p r a w d z i w y skarb. Wtedy nie zaprzątała sobie tym myśli, była zajęta czymś innym, acz sprawa powracała do niej kilkukrotnie aż uznała, że nie zaszkodzi jej wybrać się na kolejną przechadzkę właśnie tam, może kogoś w drodze powrotnej odwiedzić, bo przecież to wcale nie oznaczało, iż musiała tam czegoś szukać. Spakowała torbę podręczną, zostawiła notatkę na stole, tak na wszelki wypadek i udała się w okolice London Borough of Waltham Forest. Przy sobie miała nawet małą, skromną mapkę; pierwszy raz zapuszczała się do lasu, o którym wiele słyszała. Podobno można było w nim spotkać wiele z magicznych stworzeń, a atmosfera po przekroczeniu linii drzew była wręcz czarująca i urzekała widokami. Podjęła się sprawdzenia tego osobiście.
W ciemnym kapturze, z aparatem czekającym na odpowiednią okazję, ostrożnie zagłębiała się coraz dalej, w niepewności, ale i nadziei na odnalezienie czegoś niezwykłego. Jak miała się przekonać, nie było to takie łatwe.




we all have our reasons.
Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Podziemny korytarz   06.10.17 11:57

/pasuje Very Happy

Wiele się zmieniało, a życie nie rozpieszczało nikogo odkąd nadeszło załamanie magii. Coś, na czym opierał się magiczny świat legło w gruzach przypominając początek końca świata. Nie dla mnie jednak, polowania czy garbowanie skóry nie wymagało nakładu pracy różdżki, którą tak naprawdę odłożyłam niemal całkowicie. Co dziwniejsze, oprócz paru momentów, nie przeszkadzało mi to wcale. Większość prac domowych wykonywała Martha, Aaron przesiadywał w herbaciarni, więc miałam mnóstwo wolnego czasu, podczas którego rzucanie czarów nie było tak konieczne jak wydawało mi się to jeszcze przed majem. Znikałam niemal na całe dnie, czas ten spędzając w lesie. Pomijając oczywiście pierwszomajową teleportację, po której szczęśliwie dość szybko doszłam do siebie. Słyszałam jednak o śmierci różnych czarodziejów w wyniku tych zdarzeń; zginął nawet Barry, znajomy, z którym spędziłam Festiwal Lata w Weymouth, u Prewettów. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że minął prawie rok od tamtego spotkania, a dziś już tak po prostu nie żył. Przybyłam na jego pogrzeb, złożyłam wieniec i złożyłam rodzinie kondolencje; tak należało zrobić. Nawet jeśli mój własny ból nadgryzany czasem oraz wspomnieniami wciąż był żywy. Mąż skutecznie odwracał moją uwagę od tamtych chwil, ale pochówek sprawił, że wszystko odżyło. Zaczęłam zastanawiać się gdzie spoczywa moja matka i czy naprawdę to wszystko musiało się tak fatalnie skończyć. Czy nie mogłyśmy mieć z Salome (Minerwą?) normalnego życia? Takiego, jakie ma większość dzieci. Prostego, zwyczajnego, bez komplikacji. Nie mam pojęcia jak udało mi się to wszystko udźwignąć. Dobrze, że teraz mam swoje oparcie w życiu.
Dziś także wyszłam z domu na polowanie. Zabrałam ze sobą Jowisza, bo nikt nie tropi zwierzyny lepiej od niego. Waltham Forest w niczym nie przypominał lasu niedaleko Trout Road, ale tamtą ziemię zostawiłam do użytku siostrze. Byłam teraz żoną, moje miejsce było u boku męża, a oprócz doglądania chartów nie miałam więcej obowiązków. Większością i tak zajmowało się kilku pracowników, którzy okazywali się być złotymi ludźmi. I przede wszystkim kompetentnymi. Mogłam więc odpoczywać na łonie natury, oddychać leśnym powietrzem i podnosić swoje umiejętności.
Niestety dziś coś poszło mocno nie tak. Wypuściłam jeden z ostatnich bełtów, który ranił… skrzydło hipogryfa. Nie spodziewałam się właśnie tego zwierzęcia; jego upolowanie nie było moim celem. Myślałam, że to łoś, jednak widoczność była na tyle słaba przez mgłę, że nie dostrzegłam zagrożenia. Iskrzące ślepia skierowały się w moją stronę, ja swoje oczy również wytrzeszczyłam. Jowisz powiedział, że lepiej uciekać, dlatego nie myśląc długo odwróciłam się rzuciłam do biegu. Oprócz swojego szybkiego oddechu, przecinania powietrza czy rozgarniania łokciami krzewów słyszałam za nami tętent kopyt dzikiego zwierzęcia. Gonił nas. Pies ujadał każąc mi się nie zatrzymywać. Cóż, nie zamierzałam tego robić.
Podczas ucieczki dostrzegłam zakapturzoną postać spokojnie idącą leśną ściółką. Niedobrze.
- W nogi! – rzuciłam do niej, pociągając ją za łokieć, ciągnąc i tym samym zmuszając do szybszego ruszania się. Być może hipogryf by ją oszczędził, a być może wyładowałby swoją złość właśnie na przypadkowym przechodniu. Nie chciałam, by coś mu się stało z mojej winy. Może nie byłam typem altruistki, ale zdecydowanie nie chciałabym być na jego miejscu. W międzyczasie zaczęłam rozglądać się wokół w poszukiwaniu miejsca, w którym moglibyśmy się skryć przed atakiem rozjuszonego wierzchowca.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemny korytarz   06.10.17 11:57

The member 'Bellona Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63


Powrót do góry Go down
Pandora Sheridan
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t4892-pandora-a-sheridan http://www.morsmordre.net/t4914-poczta-pandory#107112 http://www.morsmordre.net/t4913-never-say-no-to-panda http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4917-pandora-a-sheridan
nikt
22.
Czysta
Panna
you're a little late
i'm already torn
5
13
0
0
12
5
2
0
Czarownica
to form imaginary lines, forget your scars we’ll forget mine.

PisanieTemat: Re: Podziemny korytarz   25.11.17 20:32

Powinna być przyzwyczajona do niestałości. Jej życie uginało się przy każdym podmuchu nieudogodnień, a ona była zbyt bezsilna, by utrzymać je w pionie. Uparta w swoim przekonaniu, że wszystko musi robić sama, nie liczyła na swoich bliskich, rzadko zwierzając im się ze swoich zmartwień. Zazwyczaj zaprzeczała ich istnieniu; coś, czego tak naprawdę nie było, nie mogło jej zaszkodzić. I dlatego nie próbowała niczego naprawiać, pozwalała wydarzeniom układać się bez jej interwencji – decyzje, sposobności, szanse – wszystko tak samo przepuszczała przez palce, nie zważając na ukryty w nich potencjał. Była tchórzem, uciekała od uczuć oraz odpowiedzialności, które ze sobą niosły, szukając zamiast tego kogoś, kto by nią pokierował, zdjął z niej ciężar wybierania własnej drogi. W pewnym sensie tak było nadal, nawet jeśli jej kuzyn znacznie różnił się od swych poprzedników. Wybierała wygodę ponad swoje ukryte pragnienia, może zlękniona, że gdyby zajrzała wewnątrz siebie, spotkałoby ją rozczarowanie. Starała się więc nie dopuszczać do siebie zbyt często takich myśli. Intelektualne przemyślenia przerastały ją; wnioski, które się z nich wywodziły, kłuły ja w najdelikatniejsze miejsca i nie chciała wpuszczać ich w swoje progi. Odwracała swą uwagę dość umiejętnie, korzystając z każdej nadchodzącej sposobności. Takowych było wiele, majowe anomalie sprawiły, iż mało kto potrafił zachować czysty od zmartwień umysł. Młoda wiedźma wyszła stosunkowo z ostatnich dwóch tygodni zawieruchy, nie umiała sobie wyobrazić przez co przechodziły rodziny ofiar wybuchu magii czy pracownicy szpitali, zmuszeni do przekazywania im niepomyślnych wieści. Nie posiadała w sobie ogromnych pokładów empatii, mimo to, rozważania na podobne tematy sprawiały, iż czuła się nieswojo. Wybierała się na te spacery z dala od natłoku ciężkich przypominajek, atmosfera samotności pozwalała jej rozpływać się w przeszłości, którą sama wybierała.
Maszerowała już pewnie od godziny, choć może nieco krócej, bo jej poczucie czasy bywało wadliwe, a od dawna nie spoglądała na spoczywający na dnie kieszeni jej płaszcza zegarek. Lekkie podmuchy wiatru mieszały się z wątłą aurą jej wspomnień, utrzymywanych na poziomie płytkich, nienurtujących, przyjemnych widmach retrospekcji, bardziej nawiązujących do uczuć aniżeli do konkretnych wydarzeń. Nie była doświadczona w takich eskapadach, nigdy nie wsłuchiwała się w wykłady jej nauczycielki ONMS, także ta cisza, brak zwierząt pojawiających się w obszarze jej widzenia, nie wzbudził jej czujności. Powinna się domyślić, że było zbyt spokojnie, przecież dawno minęła skraj lasu, a wydawałoby się, iż jest tu zupełnie sama. Pozory bywają mylące.
Zaczęło się od cichego stukotu. Uniosła podbródek, oczekując, że zaraz ujrzy takiego ptaka, który poszukuje pożywienia w pniach drzew albo może rudawego gryzonia, niosącego w pyszczku orzech czy małą szyszkę. Po chwili porzuciła rozglądanie się, wznawiając spacer, zupełnie nie okazując zaniepokojenia. Taki niepozorny początek miało ich spotkanie. Wszystko następnie wydarzyło się w zaskakującym tempie. W jednym momencie wyraźnie usłyszała p s a, ujadanie, szczekanie, niespecjalnie to odróżniała, ale wydało jej się, iż zwierzę jest czymś przejęte. Rozważała zeskoczenie na bok ścieżki i skrycie się w krzakach, stłumiła jednak ten odruch stwierdzając, że będzie to zbyt pochopne. Nawet uśmiechnęła się do siebie pobłażliwe, ach, przez to wszystko stała nerwowa. Nie każda sytuacja była niebezpieczna, nikt nie czyhał na następnym zakręcie, by ją porwać. Szła dalej jakby nic się nie działo… dopóki ktoś z pędem nie pociągnął jej do przodu. — Hej! — rzuciła wzburzona, pokonując kilka metrów przyspieszonym krokiem, nie rozumiejąc, co się działo. Postać przed nią nie dawała jej wyboru, musiała trochę podbiec, chociaż jej myśli rozpaliły się od ostrzeżeń. Pociągnęła do siebie swój rękaw, niepewna intencji nieznajomej. Nie miała czasu by się jej przyglądać, aczkolwiek raczej jej nie znała.. Wypatrzyła długi kosmyk ciemnych włosów, wyłapała wzrokiem rozpalony od biegu policzek… właśnie. Skąd ten pośpiech, dlaczego wyglądało to na ucieczkę? Nagle zrobiło jej się chłodniej, nogi mechanicznie niosły ją do przodu, gdy skusiła się na obrócenie się do tyłu. Wtedy ogromne stworzenie wydało z siebie przeraźliwy ryk, a Pandora nie przejmowała się rozpoznawaniem, z czym ma właściwie do czynienia tylko po błyskawicznym zlustrowaniu potężnych skrzydeł oraz ostrego dzioba, włożyła całą swoją energię w bieg.
Dlaczego… —urwała, łapiąc oddech i próbując dogonić czarownicę. — … on jest taki zły? — wydusiła z siebie z trudem, podążając na bok ścieżki. Miała nadzieję znaleźć jakieś przejście, mniej wydeptaną dróżkę, cokolwiek, co mogłoby im pomóc w uratowaniu się.




we all have our reasons.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemny korytarz   25.11.17 20:32

The member 'Pandora Sheridan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 2


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback http://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 http://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 http://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 http://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Podziemny korytarz   28.11.17 10:18

To nie był dobry czas na spacery. Widocznie na polowania także nie. Mogłam z nich zrezygnować, w końcu nie brakowało mi niczego. Nie mieszkałam już na Trout Road, oddając ją całkowicie w posiadanie siostry; przychodziłam tam tylko do pracy, doglądać moje kochane charty. Nie musiałam sama zdobywać pożywienia, ani udawać zahartowanego ducha przed surowym spojrzeniem ojca. Nie żył już od kilku lat, a ja nadal robiłam wszystko to, czego ode mnie za życia wymagał. Udawałam się na łowy, wyprawiałam skóry, żyłam jak odludek, przynajmniej do czasu ślubu. Potem zorientowałam się jak bardzo mi tego brakowało, jak zrywałam się jeszcze przed świtem z łóżka, jak szukałam sobie zajęcia. To była rutyna, przyzwyczajenie, ale też chyba mój styl życia istniejący odkąd tylko sięgałam pamięcią. Nie było mi z tym źle, wręcz przeciwnie, choć gdyby zapytać mnie o zasadność czynionych przeze mnie rzeczy, nie byłabym w stanie znaleźć na to pytanie odpowiedzi. Może byłam człowiekiem lasu?
Tym gorzej paliła mnie świadomość nieudanych łowów. Co więcej, naraziłam siebie oraz Jowisza na zagrożenie, a jak się szybko okazało, także nieznajomą kobietę. Nie zastanawiałam się co tutaj robiła, czego szukała, nie miałam na to czasu. Mierził mnie jedynie jej powolny krok, zwątpienie, w końcu naturalnym odruchem człowieka jest ucieczka kiedy widzi innych, próbujących się oddalić z miejsca zagrożenia. Nie chciałam mieć jej na sumieniu nawet jeśli nie było ono zbyt czyste; nie zawiniła mi w żaden sposób. Dlatego musiałam ją zmuszać do biegu, zastanawiałam się nawet czy nie wykorzystać do tego Jowisza, by trochę pokąsał ją po kostkach, ale całe to zdarzenie umykało mi zbyt szybko. Tempo było naprawdę szybkie, myśli chaotycznie prześlizgiwały się we wnętrzu czaszki powodując ucisk. Policzki paliły gorącem coraz mocniej, ale nie pojawiła się jeszcze zadyszka, na szczęście byłam na to zbyt dobrze wyćwiczona. Nie zmieniło to jednak istotnego faktu, że nie znałam kondycji nieznajomej, musiałam więc wypatrzyć miejsce, gdzie mogłybyśmy się schować. I to możliwie szybko.
Rozglądałam się w popłochu jak wystraszona łania, choć oczywiście próbowałam zachować zimną krew. Dobrze, że Jowisz był wspaniałym psem gończym, od razu wywęszył ukrytą klapę, którą dostrzegłam zresztą chwilę później. Nie miałam najmniejszego pojęcia, do czego ona służyła i przede wszystkim gdzie prowadziła, ale w obliczu nadciągającego, rozjuszonego hipogryfa wszystko wydawało się być lepszym wyjściem niż ucieczka w nieskończoność. Zwłaszcza, że zwierzę bez dwóch zdań zaraz by nas dogoniło.
- Powiedzmy, że mu się nie ukłoniłam z należytym szacunkiem – odpowiedziałam prędko, choć kobieta mogła się domyślić prawdziwego przebiegu naszego osobliwego spotkania, choćby po tym, że w ręku miałam kuszę, a na plecach z torby wystawało mi kilka strzał.
- Do środka! – zarządziłam, wkładając całą siłę w otwarcie ukrytego przejścia. Kiedy to stanęło otworem, mój wspaniały chart wślizgnął się do wnętrza jako pierwszy – Ty tchórzu – powiedziałam do niego, co brzmiało jak szczeknięcie połączone z warknięciem; zupełnie się zapomniałam, nie powinnam tego robić przy obcej mi osobie. Może pomyśli sobie, że jestem nienormalna? Tak czy inaczej pchnęłam ją ponaglająco, bo wściekłe zwierzę prawie już na nas wpadło.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
 

Podziemny korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Podziemny korytarz
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18