Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bar "Ambasada"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bar "Ambasada"   17.07.17 2:08

Bar "Ambasada"

Represje ze strony Ministerstwa Magii zmusiły mugolaków i czarodziejów półkrwi, by kryli się w ciemnych zaułkach, jeśli chcieli przeżyć kolejny dzień. Jeden z bardziej uzdolnionych, lecz kryjących się w cieniu jegomościów, niejaki Keofoniusz McGrog, zdecydował się stworzyć miejsce, które zapewni bezpieczeństwo prześladowanym. W ten sposób powstała "Ambasada". Niewielki, ukryty na tyłach starej kamienicy bar, chroniony wieloma zaklęciami i otoczony gęstą roślinnością, by trudno było do niego trafić.
Najważniejsze jest wejście do baru. Obok starych drzwi z mosiężną klamką wisi głowa złotowłosego cherubina, wiecznie ponura i wpatrująca się w jeden punkt przed sobą. Gdy ktoś podejdzie bliżej, głowa poruszy się i wyszczerzy przednie, ostre kły - goście będą musieli oddać jej kroplę swojej krwi, nadziewając palec na jeden z nich. Cherubin nigdy nie wpuści do środka przedstawiciela szlachty lub krwi czystej, wstęp mają tylko czarodzieje krwi "brudnej" - mugolskiej lub półkrwi z jej domieszką.
Jeśli wejdzie się już do środka, od razu ma się wrażenie, że panuje rozgardiasz, chociaż jest stosunkowo czysto. Żadna kanapa nie ma swojej siostry bliźniaczki, każde krzesło pochodzi z innej kolekcji, każdy stół stworzony jest z innego drewna i posiada inne wymiary, żadna szklanka nie znajdzie tu podobnej sobie. Za ladą stoi wysoki, barczysty barman, Theodoric, mugolak, którego wszyscy tutaj znają - wieczorami lubi snuć historie o pierwszej wojnie czarodziejów, w której brał udział, o świecie mugoli i nowinkach technologicznych, o pojedynku Dumbledore'a z Grindelwaldem, którego ponoć był świadkiem (oczywiście wszyscy wiedzą, że to kłamstwa, ale barman ma tak przyjemny, głęboki głos, że aż żal mu przerywać!). Aura miejsca jest przytulna, choć nieco ocieniona, ponieważ jedyne światło, jakiego tu można uświadczyć, jest rzucane przez zgromadzone na każdej pionowej płaszczyźnie świece.


Powrót do góry Go down
Joseph Wright
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright http://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 http://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 http://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek http://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
jeszcze 27 lat
Półkrwi
Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
14
5
0
0
0
0
28
10
Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: Bar "Ambasada"   04.12.17 9:04

[04.05.]

Joseph był urodzonym spóźnialskim. Nieważne czy chodziło o zajęcia w Hogwarcie, obiad w domu, randkę czy pracę w stadninie konnej. Nieważne czy pięć minut czy trzydzieści, ale zawsze i wszędzie wpadał spóźniony i to było u niego normą. Czasami śmiano się, że po prostu chciał zrobić "wielkie wejście" i po jakimś czasie sam to podchwycił. Nie spóźniał się, robił wejście - cały Joe. I to nie dlatego, że nie szanował czyjegoś czasu, ze swojej opieszałości czy złośliwości - zazwyczaj był w ciągłym biegu, jakby chciał zrobić milion rzeczy na raz i być jednocześnie w kilkunastu miejscach. Rodzina i przyjaciele już do tego przywykli i do umówionej godziny doliczali sobie zawsze kilkanaście minut jego spóźnienia. Może, ale tylko i wyłącznie może do tej jego tendencji przyczyniła się jego nienawiść do czekania... ale istniało jednak coś, co młodszy z Wrightów traktował tak priorytetowo, że nigdy nie spóźnił się na żadne spotkanie - quidditch. Na wszystkie zajęcia, treningi i oczywiście na zawody zawsze zjawiał się przed czasem i to często grubo przed czasem. Kiedy reszta drużyny dopiero zaczynała się schodzić - on był już zwarty i gotowy do działania.
Dziś jednak nie miał ani treningu, ani zawodów. W ten historyczny chyba dzień, Joseph Wright zjawił się w umówionym miejscu przed czasem - na spotkanie z przyjacielem. Wprawdzie nie odpisał mu na tą ostatnią ckliwą sowę (może to i lepiej, bo w liście jak nic wyśmiałby troskę kumpla aż przykro), że tak, potwierdza swoją obecność na spotkaniu, ale uznał, że nie musi. Skoro nie dał sygnału Billowi, że nie da rady się pojawić, to chyba jasne, że przybędzie. Przynajmniej dla samego Josepha było to jasne.
Po złożeniu krwistej ofiary uroczemu cherubinkowi (Joe tam lubił jego poważną twarzyczkę szczerzącą ostre ząbki, nawet zastanawiał się czy do domu sobie takiego aniołka nie sprawić, ale mugolom mógłby się nie spodobać ten pomysł) wkroczył do Ambasady jak do siebie i omiótł spojrzeniem salę jak zawsze w poszukiwaniu znajomej twarzy. Zazwyczaj od razu ją lokalizował mimo dymu i półmroku, ale nie dziś. Dziwne uczucie.
Cóż, i tak w pierwszej kolejności miał podejść do kontuaru.
- Jimmy! Sto lat cię tu nie było - niski głos barmana przetoczył się nad głowami klientów i na ułamek sekundy zapanowała cisza. Joe zaś z lekkim uśmiechem przedarł się do lady.
- Hej, Teddy - przywitał się pogodnie z Theodoriciem. Lubił barmana i jego bajania, nie przeszkadzało mu też ani trochę, że ten od zawsze nazywał go Jimem. Ponoć przypominał mu jednego z przyjaciół o tym imieniu, z którym walczył podczas pierwszej wojny czarodziejów. Za każdym razem, kiedy Joe pytał o tego Jima, słyszał zupełnie inną historię.
- Jest Billy? - zagadnął, zajmując jeden z wyższych stołków przy barze. Szczerze mówiąc, był pewny, że skoro nie zauważył go do tej pory, to przyjaciela jeszcze nie było w Ambasadzie. I miał rację, bo mężczyzna pokręcił głową.
- To co zawsze? - zapytał barman już sięgając po szklankę. Joe tylko przytaknął.
- Dużo się działo? - Wright wiedział jakie pytanie zadać, żeby wywołać lawinę opowieści na temat ostatnich kilku dni. Barman gadał i gadał nalewając Ognistą Whiskey i obsługując przy okazji też innych klientów. Tak, teraz Joe wiedział, że o wybuchu magii i anomaliach ma informacje z pierwszej ręki. Nawet jeśli Teddy lubił podkoloryzować pewne aspekty.




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
 

Bar "Ambasada"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ambasada Densorinów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17