Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kawiarnia z czytelnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kawiarnia z czytelnią   17.07.17 2:58

Kawiarnia z czytelnią

Niezbyt duża kawiarnia, której ściany zapełnione są półkami z książkami. W jednym rogu, na parapecie dużego okna zawsze siedzi jeden z pracowników czytając którąś z baśni i legend. Dookoła czytającego często gromadzi się spora grupka dzieci zasłuchanych w opowieści, podczas gdy ich rodzice w spokoju rozmawiają przy niewielkich, okrągłych stolikach, rozkoszując się przy tym kawą, czy herbatą. Wieczorami czytane na głos powieści skierowane już są dla dorosłych. Czasem posłuchać można romansów lub książek historycznych. Repertuar zawsze wywieszony jest przed restauracją.
W piątki mają miejsce wieczory z Księgami Zakazanymi. Wówczas zaklęte książki wciągają obecnych w kawiarni do środka opowieści. Dzięki temu na własnej skórze przeżyć można całą historię. Opowieści te są w pełni bezpieczne, jeśli tylko słucha się instrukcji obsługi.


Powrót do góry Go down
Pandora Sheridan
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4892-pandora-a-sheridan http://www.morsmordre.net/t4914-poczta-pandory#107112 http://www.morsmordre.net/t4913-never-say-no-to-panda http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4917-pandora-a-sheridan
Wytwórca amuletów i talizmanów.
22.
Czysta
Panna
in the top of the tower
the devil he waits for you
you've been locked up there
with no hope anywhere
5
13
0
0
12
5
2
0
Czarownica
 once upon a midnight dreary

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   24.07.17 0:41

23 kwietnia, godziny popołudniowe.
Zanim weszła do kawiarni, przystanęła na chwilę, aby przyjrzeć się zewnętrznej części budynku. Poprawiła w zamyśleniu czarny kapelusz, głowiąc się nad jedną, jej własną, tajemnicą.
Jeszce przed przeprowadzką, wiele razy trafiała na Pokątną. To tu otrzymała swoją różdżkę, kupiła pierwsze książki do szkoły, wpadła na wielu innych uczniów Hogwaru, a regularnie się gubiła. W każdym z tych wypadków była pod czyjąś opieką — rodzice zarówno załatwiali za nią formalne sprawy jak i bezpośrednio decydowali o przebiegu tych wspólnych wypraw. Punkty na ich liście były proste, logiczne, nie zawierające w sobie długiego oglądania witryn sklepowych czy przeglądania praktycznie każdej napotkanej książki; to dodawała mała wiedźma. W zwyczaju miała po prostu zatrzymywać się, jeżeli coś przykuło jej uwagę, nie zważając na to, że zostaje w tyle. Jej ciekawość podjudzały rzeczy nowe, niezwykłe, osobliwe. Widząc przedziwne ptaszysko w klatce albo intrygujący tytuł podręcznika na półce, zapominała o rzeczywistości. Zapewne pozwalała sobie na to, bo podświadomie w i e d z i a ł a, że ktoś po nią przyjdzie. Za którymś razem Celeste przyzwyczaiła się do tego, iż nie mogła spuszczać oka ze swojej córki, więc takich momentów było coraz mniej... Teraz mogła dysponować czasem jak się jej podobało. Kiedy nie było już nikogo kto by nad nią czuwał, mogła swobodnie zwiedzać, spacerować, zatracać się w chwili. A jednak coś się zmienił, zniknęła dawna pokusa, dawna chęć badania, uczenia się otoczenia na pamięć. Minęło kilka miesięcy, ona wiedziała jedynie gdzie znaleźć coś do jedzenia, gdzie kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Ach, co się stało z tą małą, ciekawską czarownicą, która musiała znać każdy zakątek Hogwartu? Zatraciła się gdzieś w tym wielkim świecie. Ta myśl wywołała smutny, słodko-gorzki uśmiech na jej twarzy. Zaraz jednak rozproszył się on, bo postanowiła wejść do środka i rozwiązać swój problem. Ten moment powrotu do dzieciństwa miał ułatwić jej przypomnienie sobie czy była w tej kawiarni wcześniej. Będąc na Pokątnej z rodziną raczej skupiała się na rzeczach najbardziej potrzebnych, aczkolwiek bywały krótkie chwile relaksu i Pandora pamiętała, że odwiedzała z mamą jakąś herbaciarnię czy coś podobnego. Minęło jednak tyle lat — tamten lokal mógł zniknąć, a na jego miejsce mogło powstać wiele innych. Szyld niewiele jej mówił, z ulicy nie było widać charakteru wnętrza, więc postanowiła, że skoro front nic jej nie mówi, to czas wejść do środka.
Miała w nawyku przychodzić nieco wcześniej, tak na wypadek gdyby w ostatniej chwili chciała się rozmyślić. Miało to więcej racji bytu przy spotkaniach, które potencjalnie mogły stać się nieprzyjemne, ale lubiła po prostu zebrać myśli i rozejrzeć się. Taką miała osobliwą naturę, chociaż to w niej zostało. Patronus młodej wiedźmy był niedźwiadkiem, a jednak ona sama wieloma cechami przypominała kota. Tak więc teraz wchodziła ostrożnie do małej księgarni-kawiarni, zachowując swoje czujne spojrzenie do momentu gdy jej uwaga rozpierzchła się na wszystkie strony, wyłapując znajome i nieznajome tytuły ksiąg. Stała chwilę jak urzeczona, zapominając o tym, jak mogą ją w tej chwili postrzegać ludzie, aż usłyszała czyjś przyjazny śmiech. Obejrzawszy się, ujrzała starszą panią — zapewne właścicielkę — uśmiechającą się pobłażliwie. Zamieniły kilka słów na temat literatury, po czym skierowały się w stronę jednego z wolnych stolików. Pandora postanowiła wstrzymać się z zamówieniem aż przybędzie jej towarzyszka, a kobieta opuściła ją, by zająć się innymi klientami. W tym czasie młoda wiedźma zdjęła kapelusz i rozsiadła się wygodnie. Skupiła wzrok na mężczyźnie, który siedział nieopodal i czytał historię, której dziwnym trafem nie rozpoznała. Zawsze szczyciła się swoją znajomością legend i baśni, tym razem jednak słowa nic w niej nie obudziły. W trakcie słuchania, zastanawiała się, co Jocelyn powie na tę opowieść. Panna Vane również dzieliła jej zainteresowania, być może ona to kojarzyła. Inna sprawa dotyczyła tego, że wyczekiwana towarzyszka miała jej coś do powiedzenia. W jednym z listów wspominała, że ma do Pandory prośbę, ale nie zdradziła szczegółów. Niektóre sprawy powinny być omawiane w cztery oczy, nie inaczej. Ufała jej, wiedziała więc, iż już niedługo przekona się, co będzie przedmiotem ich spotkania.




A philosopher once asked, “Are we human because we gaze at the stars, or do we gaze at them because we are human?”Pointless, really...
Do the stars gaze back?
Now, that's a question.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   24.07.17 22:14

Dzisiejsza praca nieco się przedłużyła, dlatego Josie nawet nie miała wiele czasu by przed planowanym spotkaniem wpaść do domu. Wiedziała zresztą, że Iris dzisiaj jest i w razie potrzeby zajmie się matką i przypilnuje, by wzięła swój eliksir. Mogła w pełni zaufać siostrze w tym względzie i poczuć się spokojniej, chociaż w ostatnim czasie stan Thei tak często budził w niej niepokój. Zajrzy do niej... później. Thea potrafiła być przykra i Josie liczyła się z tym, że znowu może usłyszeć kilka niemiłych słów na swój temat.
Gdy opuszczała Munga, nadal unosił się wokół niej lekki zapach ziół i medykamentów. Mimo że zdjęła przepisową szatę stażystki i miała na sobie zwyczajną granatową suknię i wiosenny płaszczyk, nie tak łatwo było pozbyć się wszechobecnej woni unoszącej się na korytarzach i w salach.
Na swój sposób czekała na to spotkanie z dawną znajomą. Minęło sporo czasu, odkąd się poznały – dwie wycofane Krukonki preferujące towarzystwo książek nad towarzystwo większości ludzi, tak często przesiadujące w szkolnej bibliotece. Minęło trochę czasu zanim zaczęły ze sobą rozmawiać i dzielić się ze sobą wiedzą i umiejętnościami. Pomoc panny Sheridan miała jednak pewną rolę w tym, że Josie udało się odpowiednio wysoko zaliczyć egzamin z transmutacji, z którą radziła sobie gorzej niż z zaklęciami czy obroną przed czarną magią. Cóż, nikt nie mógł być dobry we wszystkim – transmutacja i eliksiry chyba nigdy nie miały zostać ulubionymi dziedzinami Jocelyn, ale przynajmniej potrafiła je w stopniu wystarczającym by przyjęto ją na upragniony kurs uzdrowicielski.
Znała miejsce, w którym miały się spotkać; było to prawdopodobnie jedno z ulubionych miejsc byłych i aktualnych Krukonów na Pokątnej, a przynajmniej tak jej się wydawało. W każdym razie, sama na pewno przepadała za kawiarnią, w której oprócz herbaty i przekąsek mogła skorzystać także z ciekawej lektury. Niestety jej zapędy czytelnicze trochę podupadły od momentu dostania się na kurs, bo sporo czasu pochłaniała jej nauka i częściej sięgała po woluminy anatomiczne niż po literaturę dla przyjemności i rozrywki.
Gdy weszła do wnętrza przesyconego wonią ksiąg, na początku usłyszała męski głos czytający na głos jedną z książek. Nie wsłuchiwała się jednak w słowa, wypatrując znajomej twarzy. W pobliżu czytającego zgromadziło się kilka osób, ale w końcu ją zauważyła; charakterystyczne ciemne, krótkie włosy kontrastujące z bladą twarzą mignęły jej przy jednym ze stolików. Mogło się wydawać, że Pandora wcale nie zmieniła się przez ostatnie lata, mimo że po tym, jak ukończyła Hogwart aż do momentu jej powrotu do kraju utrzymywały jedynie sporadyczny kontakt listowny.
Ruszyła w tamtą stronę, by po chwili przysiąść naprzeciwko niej.
- Miło cię znowu widzieć, Pandoro – powiedziała cicho, a kącik jej ust lekko uniósł się do góry. – Co u ciebie słychać? Może napijesz się gorącej herbaty lub czekolady?
Wiedziała, o co chciała poprosić Pandorę i miała nadzieję, że ta się zgodzi; ale na początku wypadało wymienić towarzyskie uprzejmości, poza tym sama była ciekawa, jak miewa się jej dawna towarzyszka z hogwarckiej biblioteki. Po jej powrocie z Francji widziały się może raz czy dwa i nie było zbyt wielu okazji, by dokładniej wypytać ją o ten pobyt. Zapewne bardzo interesujący; Josie też niegdyś była we Francji z matką, ale na krótko, ledwie kilka dni, podczas których Thea zapoznała ją i Iris z paryskimi galeriami sztuki.
- Jak ci się układa po powrocie z Francji? Przyzwyczaiłaś się już z powrotem do Londynu? – zapytała, w międzyczasie zamawiając sobie gorącą czekoladę. Nieopodal wciąż rozbrzmiewały czytane na głos słowa, ale nikt nie zwracał większej uwagi na dwie młode kobiety przy jednym z oddalonych stolików.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Pandora Sheridan
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4892-pandora-a-sheridan http://www.morsmordre.net/t4914-poczta-pandory#107112 http://www.morsmordre.net/t4913-never-say-no-to-panda http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4917-pandora-a-sheridan
Wytwórca amuletów i talizmanów.
22.
Czysta
Panna
in the top of the tower
the devil he waits for you
you've been locked up there
with no hope anywhere
5
13
0
0
12
5
2
0
Czarownica
 once upon a midnight dreary

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   25.07.17 16:07

Od kiedy tylko zaistniała na tym świecie, młoda wiedźma oddzielała rzeczy ważne od ważniejszych na swój własny sposób. Informacje i bodźce zalewały czarodziejów w dzisiejszych czasach i każdy musiał rozwinąć pewien system filtracji, bo inaczej zwyczajnie by się w tym wszystkim zatracił. Jedni skupiali się na emocjach, inni na sobie lub na swoich bliskich; rozwiązań było tyle, ile gwiazd na niebie. Ona akurat niespecjalnie przywiązywała wagę do trendów, gdyż wolała kroczyć własną drogą. Która prowadziła donikąd, póki co. W tym wypadku może jednak powinna posłuchać znajomych dzielących z nią dom w Hogwarcie, bo ta kawiarnia z każdą chwilą podobała jej się coraz bardziej. Zapach książek, nowych i starych, zmieszany z wonią herbat przypominał jej to, co dla niej najważniejsze. Sprawiał, że wcześniej trochę spięte, zestresowane mięśnie rozluźniały się, a jej zazwyczaj rozbiegane myśli wchodziły na bezpieczne, łagodne tory. Ktoś nieopodal otworzył okno, wpuszczając do środka rześkie powietrze. Po raz pierwszy od długiego czasu była zatracona w chwili, była naprawdę zadowolona. Musiała koniecznie podziękować Jocelyn za szczęśliwe spotkanie, dzięki któremu doszła do odkrycia tego miejsca. Chociaż mieszkała tak blisko, wiedziała, że gdyby sama miała je odkryć, zajęłoby jej to dużo czasu. Głęboko podziwiała piękne rzeczy — była zafascynowana sztuką, pragnęła wyrabiać estetycznie atrakcyjne amulety i ciągnęło ją do harmonii i minimalizmu — a front budynku, w którym znajdowała się ta cudowna kawiarnia nie zdradzał tak bogatego wnętrza. Widać to prawda, co mówią, nie powinno się oceniać książki po okładce. Wracając do panny Vane, chyba właśnie nadchodziła. Pandora wypatrzyła ją już na wstępie i niemal od razu uniosła lekko rękę by pomachać w jej stronę. Nie było to najwyraźniej potrzebne, gdyż obie zobaczyły się w tym samym czasie. Uśmiechnęła się delikatnie do starej znajomej, zastanawiając się czy przyszła ona prosto ze szpitala. Ach, zapewne tak. Większość ambitnych osób robiła coś jednak ze swoim życiem, zamiast spędzać dnie bijąc się ze swoimi myślami i nigdy nie dochodząc do niczego. Powinna, tak jak sobie obiecała, znaleźć jakąś pracę dorywczą, dzięki której zarobiłaby na swoje niezależne mieszkanie albo nawet na cały sklep z amuletami. Tym, co ją powstrzymywało, była świadomość, że wszystko kosztuje, wszystko wymaga wysiłku, wszystko wiąże się z przebywaniem z innymi ludźmi... Może powinna stworzyć sobie specjalny talizman, wpływający na jej osobowość i zmieniający ją w otwartą, charyzmatyczną panienkę? Wiele by to ułatwiło, ale istniało ryzyko, że nigdy by już go nie zdjęła i pozbawiłaby świat tej wersji Pandory. Nie mogłaby do tego dopuścić.
Kiedy teraz się nad tym zastanowiła, minęło trochę czasu od ostatniego razu, kiedy widziała się z kimś poza domem. Zazwyczaj to ktoś ją odwiedzał. Tam też wykonywała zamówienia, więc widywała się w małym studio z najważniejszymi klientami. Jej życie obracało się wokół tej przestrzeni na poddaszu. Sama się na to zdecydowała, była to jedyna możliwość biorąc pod uwagę konserwatywną filozofię ojca. I tak dobrze, że zgodził się na tyle! A jednak chciała czegoś więcej, nawet jeśli jeszcze nie mogła zdobyć się na pełną samodzielność. Mimowolnie musnęła ręką swój wisiorek, zastanawiając się, czy rzeczy byłyby inne gdyby Celeste żyła. Widząc przed sobą Jocelyn, przypomniała sobie, że dziewczyna wiele razy wspominała o stanie jej matki... Czy to spotkanie mogło mieć z tym coś wspólnego? Z drugiej strony, nawet jeśli miało to nie miała nic przeciwko. Z biegiem lat polubiła młodszą Krukonkę. Z jakiegoś powodu umiały znaleźć wspólny język, nauczyły się sobie pomagać i, mimo że nie była to największa przyjaźń jaką świat widział, starały się utrzymać kontakt.
Jocelyn, ciebie również — odpowiedziała — U mnie wszystko w porządku, dziękuję. A u Ciebie? Och, nigdy nie odmówię herbaty. A ty na co masz ochotę? — dokończyła, odwzajemniając lekki uśmiech.
Pandora nie czuła się skrępowana w obecności kobiety o jasnobrązowych włosach, ale odruchowo zawsze starała się zachowywać trochę bardziej elegancko. Pamiętała kilka lekcji dobrego wychowania, których Josie jej udzieliła i po prostu nie chciała by wydawało się, że poszły na marne. Ciekawe co ludzie zebrani w kawiarni myśleli o nich, razem. Ciemnowłosa czarownica ubrana w czarne barwy i subtelna, pełna gracji przyszła uzdrowicielka. Po namyśle, nie miało to znaczenia. Jeśli jej koleżance to nie przeszkadzało, to tym bardziej samej panience Sheridan, która lubiła niecodzienne połączenia.
To jedzenie, ten szyk i elegancja! — Udała rozmarzoną minę na wzmiankę o Francji, teatralnie wzdychając. — Powoli się przyzwyczajam, ale lubię zjeść po francusku i nawet nauczyłam się zasypiać przy głosach śpiewających po tym języku. Oczywiście, Londyn też ma swój urok. Jak na przykład ciągły deszcz.
Nie pozostając w tyle, zamówiła czarną herbatę liściastą z hibiskusem i jakimś egzotycznie brzmiącym cytrusem.
A jak twój staż? — zapytała, ponieważ najzwyczajniej w świecie była tego ciekawa. Uważała, że Jocelyn miała w sobie tę łagodną naturę połączoną z siłą i determinacją, które uczynią z niej świetną uzdrowicielkę.




A philosopher once asked, “Are we human because we gaze at the stars, or do we gaze at them because we are human?”Pointless, really...
Do the stars gaze back?
Now, that's a question.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   25.07.17 22:09

Jocelyn też nigdy nie należała do otwartych i charyzmatycznych panienek. W Hogwarcie była typem mola książkowego, cichą kujonką, która lubiła poszerzać swoją wiedzę. Nie tylko dlatego, że chciała dostać się na kurs – po prostu lubiła wiedzieć więcej o świecie, w którym przyszło jej żyć i o magii, która przypadła jej w udziale. Po Hogwarcie też nie wiodła bujnego życia towarzyskiego. Spora część jej życia kręciła się wokół kursu i nauki, ale przecież liczyła się z tym, kiedy otrzymała wyniki owutemów i złożyła podanie o przyjęcie do grona stażystów. Była to trudna ścieżka, którą mogli podążać tylko naprawdę zdolni, ambitni i gotowi na wyrzeczenia czarodzieje. Josie nie była typem altruistki i nie robiła tego, żeby celowo się umartwiać dla większego dobra czy innych wzniosłych idei – po prostu była ambitna i chciała się rozwijać, a praca uzdrowicieli ciekawiła ją. Chciała być jak oni – mądra, szanowana przez otoczenie i potrafiąca wyczyniać niezwykłe rzeczy za pomocą trudnej, ale jakże przydatnej magii leczniczej. Jednocześnie chciała pozostać dobrze wychowaną młodą damą, więc w czasie wolnym interesowała się sztuką i odwiedzała miejsca artystycznych wydarzeń i inne towarzyskie okazje.
Po Hogwarcie każdy jednak obierał własną drogę. Choć przed przygotowaniami do sumów całkiem sporo jej rówieśników deklarowało chęć zostania uzdrowicielem, aurorem czy przedstawicielem innego wymagającego zawodu, niewielu z nich ostatecznie spełniało to pragnienie. Tak już było w życiu, ale zawsze ceniła ludzi z pasją, którzy na swój własny sposób robili to, co było dla nich ważne i rozwijali się. Czasami miała okazję spotkać ponownie dawnych znajomych i z ciekawością słuchała o zmianach w ich życiu; niektórzy robili naprawdę zaskakujące rzeczy.
Miło było odzyskać namacalny kontakt z Pandorą. Nie wiedziała jednak o wielu rzeczach, które przydarzyły się w jej życiu przez ten czas, w którym się nie widziały. Ale zawsze mogły nadrobić towarzyskie zaległości, a w tej scenerii Josie mogła poczuć się prawie tak, jakby znowu znalazły się w bibliotece Hogwartu. Była to zaledwie jej namiastka, ale zapach książek przywoływał wspomnienia tamtego miejsca.
- Cieszę się. Trochę dawno się nie widziałyśmy... Ale to miejsce jest naprawdę niezwykłe, mam nadzieję, że przypadło ci do gustu i też możesz poczuć się, jakbyś na chwilę wróciła do zakątka hogwarckiej biblioteki. Tego samego, w którym kiedyś się do ciebie dosiadłam – rzekła; kącik jej ust lekko drgnął, mogła zauważyć, że Pandora wciąż pamięta coś z bibliotecznych rozmów; Josie, którą matka zapoznała z etykietą, udzieliła jej kilku korepetycji dotyczących zachowania. Miała nadzieję, że we Francji te porady okazały się przydatne.
Po zastanowieniu zamówiła jednak czekoladę; po całym dniu w pracy miała ochotę na coś słodkiego, co przywróciłoby jej odrobinę energii, z której czuła się nieco wyzuta.
- Mam nadzieję że ten pobyt był owocny. Żałuję, że sama nie miałam okazji być we Francji na dłużej. To piękny kraj. – rzekła, obiecując sobie, że kiedyś, może po kursie, wybierze się tam na dłuższe wakacje z Iris. I może poduczy się języka, bo o ile w dzieciństwie Thea oprócz nauki etykiety, sztuki, tańca i historii rodów próbowała zapoznać je z podstawami francuskiego, później te umiejętności po długim nieużywaniu zanikły i dzisiaj Josie pamiętała może kilka podstawowych zwrotów. – Po takim czasie pewnie trudno jest na powrót przestawić się na dawny tryb życia. Kto wie, może jeszcze długo będą towarzyszyć ci takie drobiazgi przypominające o tym okresie. – zauważyła, zamyślając się. – Powoli zbliżam się do końca drugiego roku – dodała w odpowiedzi na pytanie o staż. – Czasami bywa ciężko, ale najczęściej po prostu uczymy się pod okiem doświadczonych uzdrowicieli.Lub roznosimy eliksiry, dodała w myślach, a kącik jej ust znowu leciutko drgnął.
W międzyczasie przyniesiono im zamówienia, a Josie ostrożnie uchwyciła w palce uszko filiżanki i wysączyła łyk gorącego i słodkiego, ale dobrej jakości napoju.
- Powiedz mi... Czy nadal zajmujesz się tworzeniem amuletów? – zapytała nagle. Nie była w końcu pewna, czy Pandora wciąż kontynuowała swoje dawne hobby i czy robiła amulety na zamówienie. Musiała się upewnić, zanim przedstawi jej pomysł, który niedawno zrodził się w jej głowie.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Pandora Sheridan
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4892-pandora-a-sheridan http://www.morsmordre.net/t4914-poczta-pandory#107112 http://www.morsmordre.net/t4913-never-say-no-to-panda http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4917-pandora-a-sheridan
Wytwórca amuletów i talizmanów.
22.
Czysta
Panna
in the top of the tower
the devil he waits for you
you've been locked up there
with no hope anywhere
5
13
0
0
12
5
2
0
Czarownica
 once upon a midnight dreary

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   26.07.17 17:05

Jakakolwiek nie byłaby motywacja Jocelyn do podjęcia zawodu uzdrowiciela, młoda wiedźma podziwiała ją za to. Obranie tej ścieżki wskazywało na ambicję, która gdzieś się u panny Sheridan zapodziała. Brakowało jej też cierpliwości w stosunku do innych ludzi, a także gotowości niesienia pomocy zupełnie obcym. Ona sama, czego była boleśnie świadoma, nie miała w sobie bohaterskiej iskry. Z wyjątkiem tego jednego dnia w tym miesiącu, raczej nie zwracano się do niej w potrzebie. Och, nie licząc po amulety, aczkolwiek to była usługa, nie dobro jej serca. Z resztą, to była jej pasja, jedyna rozrywka, która naprawdę ją interesowała, budziła ją do życia. Gdyby... gdyby sama, dobrowolnie, bez przymusu i bezinteresownie, podjęła się jakiegoś działania względem drugiej osoby, cóż, może wtedy zbliżyłaby się o krok w jakąś stronę. Na razie jej lojalność leżała w metaforycznym limbo, chociaż jeśli chodzi o postawę to prawdę mówiąc mugole jej nie przeszkadzali. Jeszcze w Hogwarcie starała się ich zbadać niczym ciekawe obiekty badań, ale jedyne co odkryła to — ku jej rozczarowaniu — że są tacy sami jak reszta. Wiedzieli coś więcej o otaczającym świecie, podczas gdy ona znajdowała się w bańce ochrony, czarów, dwudziestoczterogodzinnej magii. Oni stali na granicy światów, czerpiąc z obu. Taka była jej własna analiza, chociaż na głos nie wypowiadała się ani na tak, ani na nie. Szczególnie w towarzystwie tych znajomych, którzy otwarcie przyjmowali negatywne stanowisko. Nigdy chyba nie poruszała tej kwestii z Josie; nie było takiej potrzeby. Nie wątpiła jednak, że jej koleżanka ma jakieś zdanie na ten temat. Z tego, co pamiętała, posiadała rozległą wiedzę z różnych dziedzin, co na pewno dodatkowo poszerzało jej horyzonty. Tak... Praktyczny kurs uzdrowiciela w końcu odciągnął dziewczynę od bibliotek i popchnął ku prawdziwemu światu. Nie wiedziała, skąd pojawiła się ta osobliwa wręcz opiekuńcza myśl, nigdy wcześniej nie zwracała uwagi na to, że jest starsza od panny Vane, ale wprowadziła ją w rozbawienie. Może młoda uzdrowicielka nie była najbardziej rozgadaną osóbką, której wszędzie było pełno; była jeszcze młoda, może praca wśród ludzi w szpitalu otworzy ją i wsadzi w ramiona jakiegoś szlachcica? Och, Pandora chyba się starzała. I przygotowywała do roli niezamężnej ciotki. Miała nadzieję, że siedząca naprzeciw towarzyszka nie zwróci uwagi na dziwny uśmieszek, którego nie mogła powstrzymać. Większą dozą emocji zwykła obdarzać swoje myśli niż rzeczywiste osoby. Widać zasłużyła na swoją reputację. Niewiele osób mogło to jednak potwierdzić, ponieważ od kiedy zdecydowała się na wyjazd do Francji, bardzo ograniczyła swoje i tak nieliczne kontakty. Wysyłała trochę listów, ale równie wiele sów ignorowała. Nie wiedziała, co stało się z osobami, z którymi przez tyle lat dzieliła jedno dormitorium ani czy wszyscy stali się takimi osobami, jakimi zawsze pragnęli. Mówiła sobie, że ją do po prostu nie interesowało. Gdyby jednak pogrzebać w jej psychice, zapewne okazałoby się, iż nie chce oglądać obcych sukcesów, podczas kiedy ona nawet nie wie czym chciałaby się wsławić. Nie miała powodów do narzekań skoro nie miała nawet celu. Z drugiej strony, chyba właśnie tego zazdrościła innym najbardziej. Nawet prosty hodowca owiec mógł się odnaleźć na tym świecie — kimś się opiekował, komuś był potrzebny — a ona, od czasu śmierci matki, straciła grunt. Dobrze sobie jednak radziła z wyparciem oraz ignorowaniem tego życia, które przydarzało się obok.
Przybyło jej zamówienie. Grzecznie podziękowała i upiła łyk. Pokiwała głową, zgadzając się z Jocelyn. Rzeczywiście! Jak mogła wcześniej nie dostrzec tego podobieństwa? Jak zwykle była w swoim świecie.
Myślę, że to miejsce ma potencjał stać się moim ulubionym — odparła, dyskretnie rozglądając się po postaciach zasiadających przy innych stolikach — Często tu bywasz?
Było tu teraz prawie pełno. W kawiarni pojawiali się dorośli z dziećmi, a także osoby w podobnym do nich wieku. Do wakacji jeszcze trochę czasu, wtedy pewnie zlecą się tu całe chmary Krukonów, doceniających połączenie ich dwóch ulubionych rzeczy. Może dotrze tu ktoś tak jak ona, przypadkiem.
Na pewno jeszcze będziesz miała okazję. Może zdarzy ci się odbywać tam praktyki? — Nie była częstym gościem skrzydła szpitalnego, kiedy przebywała we Francji, ale nie wątpiła w istnienie współpracy między Mugiem, a tamtejszymi placówkami. Chociaż... Czarodzieje nie byli znani ze swoich umiejętności współpracy. — Służę znajomością francuskiego, jeśli byś się wybierała ponownie.
Czy tęskniła? Trudno powiedzieć. Przez to wszystko, co się wydarzyło przez ostatnie lata, samo to miejsce kojarzyło jej się raczej negatywnie. Jawiło jej się jako walka z demonami, jak stąpanie we mgle. Tego oczywiście nikomu nie zdradziła. N i k t  nie znał prawdy. Machinalnie spięła się, mechanizm defensywny. Na szczęście rozmowa zeszła na inne tony, uczepiła się więc rzeczywistości i uśmiechnęła ze zrozumieniem, kiedy panna Vane opisywała swój staż. Nie brzmiało jak zajęcie dla kogoś, kto miał problemy z zaangażowaniem czy dedykacją.
Oczy młodej wiedźmy zabłysnęły, gdy usłyszała wspomnienie o amuletach. Podejrzewała, że mogło o to chodzić — w końcu w czym innym mogła pomóc? — więc powróciło jej zaangażowanie w rozmowę. Nawet pochyliła się ku Jocelyn, a jej ton przybrał konspiracyjną nutę.
Oczywiście — odparła ze zdecydowaniem, a kąciki jej ust powędrowały w górę. Grzywka delikatnie opadła jej na oczy, nadając jej twarzy tajemniczy wyraz.




A philosopher once asked, “Are we human because we gaze at the stars, or do we gaze at them because we are human?”Pointless, really...
Do the stars gaze back?
Now, that's a question.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   26.07.17 22:58

Josie cieszyła się, że miała szansę pójść na kurs i kształcić się na uzdrowiciela. Nie robiła tego z bohaterskich pobudek, nie była bowiem osobą, która lubiła nadstawiać karku i poświęcać się dla obcych ludzi bardziej niż to konieczne, ale nie była też zimna i zobojętniała. Pomagała ludziom, którymi kazano jej się zająć i starała się robić to dobrze. Każdy kolejny przypadek czegoś ją uczył, kształtował jej wiedzę i charakter. Na pewno była silniejsza, bardziej wytrzymała niż na początku. Lepiej radziła sobie ze stresującymi sytuacjami i nieprzyjemnymi widokami. Była uparta i dążyła do samorozwoju, nie zapominając jednak o tym, co wpojono jej w domu. Matka byłaby niepocieszona, gdyby jej córka poświęciła dobrze zapowiadające się życie szczytnym, ale jakże nieopłacalnym altruistycznym pobudkom. Została silnie ukształtowania przez przekonania Thei. Matka najchętniej nie pozwoliłaby jej na tę pracę, ale ojciec zdołał ją przekonać, by pozwoliła Josie chociaż na kurs. Miała jeszcze rok stażu podstawowego i dwa lata specjalizacji. A potem... potem się wszystko okaże. Niezależnie od tego kurs niewątpliwie bardziej zbliżał Josie do prawdziwego świata, do ludzi i ich problemów, które w wielu przypadkach mogły wydawać się abstrakcyjne, dopóki nie musiała się z nimi mierzyć.
Zawsze powtarzała też sobie, że jest osobą neutralną. Unikała poważniejszego angażowania się w sprawy, które jej nie dotyczyły. Pilnowała własnego nosa i bardzo ostrożnie formułowała poglądy. Nauczyły ją tego wychowanie oraz ostatnie dwa lata Hogwartu, gdzie lepiej było milczeć i nie rzucać się w oczy, byle tylko nie narazić się na nieprzyjemności. Zdawała sobie sprawę, co spotykało bardziej krnąbrnych uczniów, a ona nie chciała być wśród nich. Mugole i mugolacy tak naprawdę byli jej całkowicie obojętni, nie interesowała się zbytnio pozamagicznym światem, skoro w tym magicznym było tyle ciekawych rzeczy do poznawania, tyle dziedzin magii, które nie budziły kontrowersji, politowania i uprzedzeń. Wiedza o mugolach była czymś wstydliwym i nieodpowiednim – to starannie wpoiła jej szlachetnie urodzona matka. A dobrze wychowana panienka nie powinna nigdy pałętać się po mugolskiej części miasta ani tym bardziej zadawać z mugolami. Zawsze się do tego stosowała, a jej umysł był wystarczająco zajęty innymi sprawami, by nie kusił jej zakazany owoc.
Nie miała pojęcia, jakie rozterki doskwierały Pandorze. W końcu nie znała jej aż tak dobrze, by wiedzieć, co takiego kryło się w jej głowie i co myślała o sobie samej, o swoim zajęciu czy o dawnych znajomych. Wszystko to było wielką niewiadomą dla Josie, która nie wiedziała nawet, że dawna znajoma utraciła matkę. Kiedyś to była chyba jedna z rzeczy, która je łączyła – fakt, że obie posiadały silne i prawdopodobnie nie do końca zdrowe relacje z matkami.
- Miło to słyszeć. Gdy tylko bywam na Pokątnej, staram się tu wpadać. Mają tu dobry wybór herbat i innych napojów, i oczywiście książek – rzekła, poprawiając jasne włosy. – Poznałam to miejsce w któreś wakacje. Razem z siostrą wpadłyśmy tu w przerwie między zakupami do szkoły. I odnalazłyśmy je też później. Stało się jednym z ulubionych lokali na Pokątnej – dodała; Pandora pewnie pamiętała, że w Hogwarcie Josie często była widziana w towarzystwie bardzo podobnej dziewczyny, jej siostry bliźniaczki.
- Może kiedyś. Tak czy inaczej, chciałabym kiedyś tam pojechać. I chętnie poćwiczę francuski, bo niestety uczyłam się jego podstaw w dzieciństwie, ponad dziesięć lat temu, i dziś... cóż, niewiele z tego pamiętam – przyznała, podejrzewając, że Pandora musiała nauczyć się mowy bardzo dobrze, skoro tam mieszkała. Konieczność używania obcego języka na co dzień była zupełnie inną sprawą niż wkuwanie słówek gdy miała sześć czy siedem lat, i recytowanie ich przed matką lub guwernantką. Dziś prawdopodobnie by się ośmieszyła, gdyby tak ktoś kazał jej zbudować składne zdanie. – Pewnie zwrócę się do ciebie, jeśli w bliżej nieokreślonej przyszłości pojawi się w mojej głowie taki plan.
Uśmiechnęła się blado, wciąż nieświadoma demonów, które dręczyły Pandorę. Ożywiła się, gdy usłyszała, że panna Sheridan wciąż wytwarzała amulety.
- Czy tworzysz amulety mające działanie... wspomagające walkę z pewnymi chorobami? Lub przynajmniej pozytywnie wpływające na nastrój noszącej je osoby? – zapytała, bo tak naprawdę nie wiedziała nic o tej tajemniczej sztuce, nie była nawet pewna, czy takie amulety mają faktyczną, namacalną moc. Jej matka była nieuleczalnie chora, ale może istniało coś, co byłoby w stanie pomóc jej się uspokoić i wyciszyć podczas jej ataków lub podczas napadów wyjątkowo złego, drażliwego i negatywnego nastroju. Josie albo ojciec nie zawsze byli obecni, by rzucać na nią zaklęcia lecznicze. Czasami pozostawała sama ze sobą i własnymi lękami, które trawiły ją niemal równie skutecznie jak choroba.
- Pewnie kiedyś ci mówiłam o tym, że moja matka jest chora na dotyk Meduzy. – Tak, ten temat z pewnością padł w hogwarckiej bibliotece, choć zapewne był wspomniany dość lakonicznie. – To choroba genetyczna, która ma zły wpływ nie tylko na jej ciało, ale i umysł... W pewnym sensie. Potrzebuję czegoś, co mogłoby jej trochę ulżyć. O ile istnieją amulety, które tak działają – zaczęła, gotowa rozwinąć myśl, jeśli Pandora potwierdzi, czy coś takiego było możliwe.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Pandora Sheridan
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4892-pandora-a-sheridan http://www.morsmordre.net/t4914-poczta-pandory#107112 http://www.morsmordre.net/t4913-never-say-no-to-panda http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t4917-pandora-a-sheridan
Wytwórca amuletów i talizmanów.
22.
Czysta
Panna
in the top of the tower
the devil he waits for you
you've been locked up there
with no hope anywhere
5
13
0
0
12
5
2
0
Czarownica
 once upon a midnight dreary

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   Yesterday at 11:29

Wszystko, co było jej wiadome o życiu pochodziło z ust jej matki. Mała niedźwiedzica chłonęła z zachwytem słowa, ruchy, zachowania, gesty. To, co rozpościerała przed nią matka było jej rzeczywistością. Umysł to niezwykłe płótno, na którym zdarzenia i postacie zostawiają swoje ślady. Niektórzy tylko przychodzą i odchodzą, inny sprawiają, że nic nie jest już takie samo. Pandora nigdy nie była tak naprawdę, z wzajemnością zakochana, nie wiedziała, co odczuwało serce Julii czy Romea, a jednak miłość, którą czuła do matki była podobna, a może nawet większa. Dla niej posunęła się do tego, by spróbować sprowadzić jej ducha do Londynu. Samolubna głupota. Czego jednak nie robimy, by podarować sobie spokój i zakończenie. Rozumiała więc dokładnie, jak się czuła Jocelyn. Mogła mieć małe doświadczenie w kontaktach z innymi ludźmi, nie potrafiła z nich czytać ani dobrze się nimi opiekować, ale to, dotykało ją dogłębnie. Budziło ją do działania.
Najlepiej było posiadać własny rozum, tak uważał każdy Krukon, nie dało się jednak uciec od wpływu rodziców. Bez względu na to czy byli kochający, w co wierzyli i czym obdarzali swoje dziecko, akcja wywoływała reakcję. Ona — ukochane dziecko Celeste, czuła się zagubiona. Leander — niedoceniany, mimo wszystko podobnie przeżył tę stratę. Nie życzyłaby tego nikomu, zwłaszcza swojej koleżance.
Czy tak naprawdę tu swoje korzenie miała ich więź? Czy dusze cierpiące z podobnych powodów wyczuwały się nawzajem? Minęło trochę czasu zanim młode wiedźmy przyznały się przed sobą — zanim temat wypłyną, zanim w ogóle poznały się na tyle by o tym mówić. Do zbudowania porozumienia miały bardzo dobre warunki. Należały do tego samego domu w szkole, nie wywoływały wokół siebie szumu, mogły dzielić się wiedzą. Pandora nie miała wielu przyjaciół. Od ludzi wokół siebie wymagała, żeby jej nie irytowali swoją obecnością; sama to było gwarantem dobrych warunków między nimi. Ale przyjaźń, to już inna sprawa. W jej oczach była czymś zbyt wyjątkowych by postać z dnia na dzień. Wymagała długiej znajomości, wzajemnej opieki, nie przychodziła na darmo. Był też czynnik ze strony panny Sheridan — mianowicie fakt, że trudno jej było dopuścić do siebie innych. Była jak kot, którego trzeba było najpierw oswoić. Niewielu podołało.
Skoro teraz wiem o tej kawiarni, powinna się ona stać moim drugim domem. — Może nawet przedłużeniem tego pierwszego, znajdowała się w końcu tylko kilka budynków dalej. Przychodzenie tu liczyło się z ewentualnością spotkania ze starymi znajomymi albo opcją poznania kogoś nowego, ale jakie były szanse? Siedząc w kącie z książką, ze swoim nieodgadnionym, nie do końca przyjaznym wyrazem twarzy może nie będzie wyglądać zbyt zachęcająco. Poza tym, zawsze lubiła być obserwatorem. Pozostawać na uboczu, dostrzegając wszystkie szczegóły. Prowadziła studium charakterów i postaci, nawet jeśli oni nie wiedzieli nic o niej. Mogła też tu spotykać się z bardziej obiecującymi klientami, bo stąd miała blisko do pracowni.
Uśmiechnęła się do siebie, na wzmiankę o tym, że Jocelyn kiedyś uczyła się francuskiego. Ona sama wybrała się do Francji bez większego przygotowania. Spędziła część wakacji nad podręcznikami, ale po przyjeździe szybko okazało się, iż wyczytana wiedza nie porównuje się do rzeczywistego użycia. Wiele miesięcy zajęła jej nauka alfabetu, słów, czasów, wymowy... Była tam jednak w konkretnym celu i miała determinację, by się uczyć. Może nawet odkryła w sobie talent do języków. Znała przecież całkiem dobrze starożytne runy, a one też były formą mowy.
Prawie zaczęła wiercić się na krześle z zaciekawienia. Co prawda spodziewała się tego, ale i tak uniosła brew z subtelnym zdziwieniem.
Jesteś już drugą osobą w tym miesiącu, która zadaje mi podobne pytanieI oboje nosicie to samo nazwisko, dodała w myślach — Magia lecznicza niekoniecznie jest moją mocną stroną. Jednakże ostatnimi czasy postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej — powiedziała ostrożnie, po czym ściszyła głos i odwróciła głowę w stronę okna — Kiedyś, gdy jeszcze żyła moja matka, pomagałam jej w szklarni i przez to wiedziałam trochę o roślinach. Teraz moja wiedza się trochę zatarła, ale z przyjemnością mogę ci powiedzieć, że amulet, który wykonałam około dwa tygodnie temu wiązał się z poprawą ogólnego stanu osoby i, moim zdaniem, był całkiem niezły.
Była krytyczna jeżeli chodziło o jej własne wytwory. Pewnie można by użyć innego zwrotu, opisującego wykonany talizman, ale Pandora nie była usatysfakcjonowana ogólnym jego wyglądem. Wolałaby mieć więcej czasu, ozdobić go, dopracować. Teraz mogła to poprawić.
Amulety mają własną duszę. Ich moc zależy od tego, ile serca włoży się w ich przygotowanie. Najsilniej zadziała na przykład, gdy będzie łączyć w sobie kryształ przypisany dacie urodzenia osoby, która ma go otrzymać. Również zadziała lepiej, jeśli klient jest obecny przy jego wytworzeniu. Mogę też dodać jakiś przedmiot, należący do przyszłego właściciela — użyć kamienia z jego pierścionka, pokruszyć fragment figurki, która stała w jego lub jej pokoju w dzieciństwie. Jest wiele możliwości, ale to dotyczy samego wykonania — przerwała na chwilę, lustrując reakcję Jocelyn — Nawet jeśli jeszcze nie istnieją takie amulety, nie oznacza, że nie mogą powstać.
Upiła łyk herbaty, a potem zaczęła bawić się swoją własną biżuterią.
Nie jestem lekarzem, nie mogę uleczyć ciała... Ale umysł, tak, umysł tworzy własna rzeczywistość i odpowiada za ból, także nasze zachowanie. — Oparła do tyłu, nie zdradzając ani trochę niepewności. — Powiedz, na czym najbardziej ci zależy, a ja spróbuję zbliżyć się do tego ideału.
Ta rozmowa przybrała ton, w którym czuła się najbardziej komfortowo. To w takich chwilach jej życie nabierało sensu. Prawie czuła magię przeskakującą z jej bransoletki do naszyjnika, łaskoczącą opuszki jej palców.




A philosopher once asked, “Are we human because we gaze at the stars, or do we gaze at them because we are human?”Pointless, really...
Do the stars gaze back?
Now, that's a question.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
15
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kawiarnia z czytelnią   Yesterday at 15:21

Nie wiadomo, kim stałaby się Jocelyn, gdyby nie Thea Vane. Matka wywierała na nią wpływ odkąd tylko pamiętała. Josie od dziecka pragnęła zostać przez nią zauważona, a kiedy już została, chciała zasłużyć na jej uwagę i miłość. Jej usilne starania i pilne przykładanie się do nauk umiejętności też w znacznej mierze były podyktowane pragnieniem zadowolenia matki, dopiero później, gdy była starsza, sama też zrozumiała, jak ważne były te umiejętności w życiu i że mogły otworzyć przed nią wiele drzwi, nawet jeśli nie wszystkie. Oboje rodzice mieli wpływ na kształtowanie się Jocelyn, ale wpływ Thei był większy niż ojciec – może dlatego, że jego miłość otrzymywała bezinteresownie, a o miłość matki zawsze musiała walczyć. Thea nigdy nie była całkowicie bezinteresowna, ale Josie kochała ją i nie chciała widzieć jej licznych wad. Nie chciała widzieć nawet tego, jak traktowała Thomasa i pozwalała karmić się kłamstwami, że Tom nie musi być rozpieszczany, bo jest chłopcem i powinien radzić sobie sam. Wolała w to wierzyć, bo tak było wygodniej i nie budziło to w niej wątpliwości. Dopiero dużo później pojęła, że Thei szkoda było na niego zachodu, skoro nigdy nie miał zostać wprowadzony na salony. Całą uwagę i miłość, do jakich była zdolna, przelała na córki, nigdy nie pokochała ani męża, ani syna, ich obecność co najwyżej tolerując. Czasem miała wyrzuty sumienia, że była tak bierna i udawała, że niczego nie widzi, nawet najbardziej ewidentnych oznak nierównego traktowania, ale mimo to wciąż wierzyła w Theę i nawet zaginięcie Toma nie było w stanie sprawić, by znienawidziła matkę.
Josie nigdy nie chciała zauważyć, że ich relacja zawsze była toksyczna i niezdrowa, że sama Thea była niezwykle toksyczną osobą. Nawet, gdyby ktoś powiedział jej to wprost, wolałaby się łudzić, że kłamał i nie rozumiał istoty ich trudnej, ale niezwykle zażyłej relacji. Relacji, która miała tak wielki wpływ na jej światopogląd.
Ale coś w tym było, że ona i Pandora, dwie córki trudnych, ale potrafiących wywierać niezwykły wpływ kobiet, oraz siostry braci odrzuconych przez matki, nawiązały tę nić porozumienia. Może był to dodatkowy czynnik, który podświadomie przyciągnął do siebie dwie skryte Krukonki, nawet jeśli żadna nie wiedziała o tej drugiej wszystkiego.
Słowa o amuletach zaciekawiły ją; chciała dowiedzieć się czegoś więcej o ich możliwościach i działaniu. Ale zanim odezwała się i zadała pytanie na ten temat, coś innego przykuło jej uwagę.
- Twoja matka... nie żyje? Jak to się stało? – zapytała, unosząc brwi i nie chcąc sobie wyobrażać, co sama by czuła, gdyby tak zabrakło Thei. Wiedziała, że ten dzień nieubłagalnie się zbliżał, ale wraz z ojcem wciąż starała się jak najbardziej go opóźnić. Podarować matce kilka dodatkowych lat, nawet jeśli z biegiem czasu jej życie coraz bardziej miało przypominać wegetację, bo choroba będzie się rozwijać, nawet jeśli eliksiry i zaklęcia trochę to opóźnią. Thea pewnego dnia straci umiejętności poruszania się, a jakiś czas później sztywność zablokuje wszystkie jej stawy, a kobieta umrze, sztywniejąc na podobieństwo posągu.
Przygryzła lekko wargę, odganiając te nieprzyjemne wizje i zastanawiając się, jak duży wpływ utrata matki mogła mieć na Pandorę. Ale później jej uwaga znowu skupiła się na kwestii amuletów.
- Jeśli mówisz, że da się taki zrobić i poprzedni wyszedł całkiem niezły... to może mogłabyś spróbować stworzyć coś podobnego dla mojej matki? Powinnam przynieść jakiś należący do niej przedmiot? Czego jeszcze potrzebujesz? – zapytała z uwagą, zastanawiając się, jaki przedmiot byłby przydatny do stworzenia dobrego amuletu, oddziałującego na konkretną osobę. – Choroby, która ją dręczy, nie potrafią uleczyć nawet najtęższe uzdrowicielskie umysły, więc wcale tego nie oczekuję. Chcę tylko trochę jej ulżyć, bo nie zawsze ktoś jest obok, by użyć odpowiednich zaklęć czy eliksirów – zapewniła, sącząc kolejny łyk wciąż gorącego napoju. – Potrzebuję czegoś, co przyniosłoby jej ukojenie podczas trwania ataków, ale i na co dzień. Pomogło się uspokoić i odegnać ponure myśli. Czarnowidztwo nie najlepiej wpływa na rekonwalescencję – westchnęła; czasem czuła, że matka coraz bardziej się poddaje, że coraz bardziej brak jej sił i uporu, by skutecznie przeciwstawiać się postępowi choroby. Nie miała też dawnej pasji i ambicji; jej jedyną ambicją pozostało wydanie córek za mąż. Jej własna pasja do sztuki prawdopodobnie została bezpowrotnie pogrzebana, gdy okazało się, że sztywnienie rąk znacząco utrudnia malowanie i zniekształca obrazy. Thea nie potrafiła patrzeć na zniekształcone przez chorobę obrazy, więc większość z nich wylądowała w kominku. Zawsze była dość trudną osobą, przepełnioną frustracją wobec życia, które potoczyło się nie po jej myśli, ale ostatnio było tylko gorzej. I Josie sama już nie wiedziała, co robić dla matki – a przy okazji i pozostałych domowników, na których też źle działała roztaczana przez nią ponura, zgryźliwa aura.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
 

Kawiarnia z czytelnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Biblioteczka z czytelnią
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Kolorowa Kawiarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17