Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] dziecko wojny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
31
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
19
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: [sen] dziecko wojny   18.07.17 10:13

Trzynaście, dwanaście, jedenaście, siedem...Nie, nie, od nowa. Trzynaście, dwanaście, dziesięć, sześć: sześć tłuściutkich, rudych owieczek przeskakiwało przez płonący płot, wydając z siebie agonalny pisk. Płomienie zajmowały wełnę, od razu zamieniając ją w lepki popiół, opadający na martwą ziemię. Niezawodny sposób na spokojny sen spalił na panewce, a Wright otworzył gwałtownie oczy, siadając na materacu.
Zadziwiająco dużym materacu. Kiedy nie drzemał wciśnięty obok Margaux, zajmował prowizoryczne posłanie utkane w kącie pokoju, wygodne, ale zdecydowanie za krótkie na męskie gabaryty. Tym razem jednak nie musiał podciągać kolan pod brodę, ani uważać, by przy wstawaniu nie strącić z poduszek Kudłacza. Zgrabnie poderwał się do góry, co właściwie nie powiększyło pola obserwacji: pięcioletni Benjamin ledwie sięgał kędzierzawą główką ponad sypialniany stoliczek. Ziewnął głośno, podciągnął nieco spadające z chudych bioder flanelowe spodenki od piżamy i ruszył do łazienki. Ostrożnie, by nie budzić Vance - przecież poradzi sobie sam, jest już dużym chłopcem, nawet jeśli to, co robił każdego ranka, wywoływało mdłości a niekiedy i wstydliwe łzy, ściekające po gładkiej buzi.
Stając na palcach zdołał ściągnąć z wyższej półki bandaże; jeden wypadł mu z ręki, rozwinął się i pomknął po podłodze niczym biały dywan, rozkładany przez nowym królem. Chłopczyk szarpnął nieporadnie drugi koniec i przysiadł na brzegu wanny, zaciskając wąskie usta. Da radę. Wystarczy pomyśleć, że zaschnięta krew to po prostu resztki malinowej konfitury a zaróżowione, przerażające rany to egzotyczne gąsieniczki, wędrujące po skórze. Powoli ściągnął stare, przesiąknięte czerwienią opatrunki, odsłaniając chude przedramiona - każde głęboko rozcięte, od łokci po drobne nadgarstki. Zasklepione, lecz i tak odrzucająco świeże ślady samobójczego poświęcenia. Wargi Jaimiego wykrzywiły się w podkówkę, ale dzielnie przemył poszatkowaną skórę odpowiednim eliksirem i delikatnie, jakby opatrywał poturbowanego pieska albo ulubionego, zepsutego pluszowego smoka, owinął rączki bandażami. Syknął z bólu dopiero przy ostatnim zaciśnięciu: na tyle głośno, że nerwowo zerknął w stronę drzwi. Nie chciał, by Margaux albo Justine słyszały ten pisk słabości. Otarł wierzchem dłoni spocone czoło, do którego przykleiły się kosmyki włosów, i opuścił pomieszczenie, cichutko przemykając do kuchni. Po drodze uniósł brodę i spojrzał na zegarek - lada moment powinien pojawić się tutaj jeden z jego najlepszych przyjaciół, Uleczek. Benjamin uśmiechnął się lekko, lecz sekundę później kąciki ust znów opadły w dół - głupie, głupie myśli o innych przyjaciołach, którzy teraz woleli bawić się w wojnę po tej złej, niedobrej stronie. Wargi zadrżały, zapowiadając wybuch dziecięcego płaczu, ale chłopiec odnalazł siłę, by skoncentrować się na przygotowaniu śniadania. Z trudem przesunął niski stołeczek w kierunku blatu, wspiął się na niego i dość nieporadnie zaczął kroić chleb. Szło mu to niezbyt dobrze; starał się oszczędzać poranione ręce, ale przy każdym zgięciu łokcia czerwień coraz mocniej przebijała się przez świeży bandaż. Nie było jednak wyjścia: chciał zrobić pyszne kanapki dla Margaux i Justine, potem wstawi herbatę dla Ulyssesa, a potem jeśli zdąży, przygotuje wyśmienitą potrawkę dla siebie, żeby mieć co zjeść w rezerwacie. Wizja kontaktu ze smokami nieco go uspokoiła i pozwoliła oderwać myśli od bólu. Kroił więc dalej, przerywając dopiero w momencie, w którym usłyszał za plecami nierówne kroki.
- Ulysses, jak zwykle ponktoktalnie na czas - powitał przyjaciela, mimowolnie chwaląc się nowym słowem, którego nauczył się z książeczek Vance. Otrzepał pulchne rączki i zeskoczył ze stołka, zadzierając wysoko głowę, by spojrzeć na siwowłosego mężczyznę. Nie dosięgnąłby do niedźwiedziego uścisku, więc po prostu owinął delikatnie łapki dookoła jego nogi, przytulając się do ciepłego, szorstkiego materiału spodni. - Dobrze cię widzieć, stary - wymamrotał niewyraźnie, przydeptując bosymi stopami jego drogie, skórzane buty.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
 

[sen] dziecko wojny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Finnick Odair
» Lucjusz Malfoy
» Zombie w klimacie II wojny światowej (MG: Syberia)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17