Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [SEN] HAUNTED

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: [SEN] HAUNTED   20.07.17 1:47

Trzynaście minut po północy; woń tlącego się drewna pośród aromatu świeżej żywicy i ujadanie Jowisza wprost w jaskrawy kieł księżyca. Kontury wyblakły, rozwarstwiając się z każdą nadchodzącą sekundą. Wszystko było rozmyte. Niczym pociągnięcie pędzlem umoczonym w zbyt rozwodnionej farbie. Zamiast trzymać się linii, rozpływało się w każdym dogodnym kierunku, tworząc na ogólnym obrazie namiastkę tragedii. Zimny ton błękitu wściekle wgryzał się w pomarańcz bezpieczeństwa. Niczym złowroga fala szturmował jasne plamy, zmieniając je w szaro-zieloną breję. Królował nieporządek, który chciwymi łapami sięgał ku zdroworozsądkowości Salome, kolejno podbijając wszystkie tereny wcześniej zasiedlane przez logikę.
(Znaczy się, po kilku(nastu) lampkach wina szybciej zasypiała.)
Otoczona była piaskiem. Zewsząd docierał do niej zapach nagrzanej ziemi i gryzoni, hodowanych w ciasnych klatkach jedynie w jednym celu – szybkiej śmierci. Serce tłukło się jak oszalałe w jej małej, chudej piersi. Niczym ptak łamiący sobie skrzydła o klatkę, rozdzierający twardym dziobem ścianę za którą czekała wolność. Wszystko widziała jak w zwolnionym tempie – wybieg otoczony mocną, metalową siatką zaroił się od lśniącego, opalizującego oranżu smukłych ciał. Ciasno wciśnięte w nie łuski odbijały każdy słoneczny refleks, każdy padający na nie promień. Były piękne i mieniły się jak złoto. Miała zakaz zbliżania się, toteż stała blisko wyjścia, nie przeszkadzało jej to jednak w podziwianiu, jak majestat drobnego stworzenia rozpierzcha się na wszystkie kąty sycząc złowrogo i spinając się do skoku. Były nowe, świeże, jeszcze pachnące szafranem i słoną morską wodą. Maxime zabronił jej mówić komukolwiek o nowych przyjaciołach. Chyba była troszeczkę zazdrosna o jego miłość, nie wyrażała tego jednak słowami. Nie potrafiła – nie znała wtedy odpowiednich słów, chociaż te szalały po jej głowie szukając ujścia przez usta. Zaciskała je najmocniej jak mogła, rozwierając powieki i wybałuszając oczy. Tatuś wyglądał jak czarodziej – poskramiacz groźnych smoków. Uśmiechnięty, nieogolony, odziany w starą, ciasno spiętą w pasie szatę. Nie doświadczył żadnych nieprzyjemności. Stadko było nad wyraz spolegliwe, zupełnie jakby już rozumiało niewypowiedziane komendy. Był pod wrażeniem. Żaden z jaszczurów, chociaż obnażał kły i wysuwał języki nie decydował się na konfrontację. Miał nosa do tej transakcji. Wszystkie były dorodne i pięknie, jednolicie umaszczone. Wszelkie przebarwienia na łuskach świadczyłyby o trawiącej je chorobie – wydawały się być zdrowe i czyste. Poskładane rogowe grzebienie przylegały do szyj i karków, ciemniejąc na krańcu niczym zwęglone pochodnie. Jeden z nich kaszlnął zielonkawym płomieniem.
W chwilę później usłyszała jedynie krzyk zza pleców. Odwrócony do niej, uśmiechnięty Maxime zamarł z wyciągniętą ręką. Przecenił swoje umiejętności, mylnie zakładając iż brak agresji przez pierwszą godzinę wyklucza ją zupełnie. Gdy opuścił gardę i się odsłonił, jaszczury jak jeden organizm rzuciły się w jego kierunku. Salome zaś… Salome wiedziała co nastąpi. W oczach zebrały jej się łzy, zupełnie jakby wiedziała od początku i nie potrafiła temu zaradzić. Przed oczami zamigotały jej włosy Glorii i prosta, czarna sukienka we wciąż dziecięcym rozmiarze. Rzuciła się biegiem krzycząc jego imię, wyciągając ręce przed siebie. Nikt nie był w stanie jej zatrzymać. Chwytające ją wielkie łapy przyjaciela ojca chybiły – dobrze znała ich zasięg. Ominęła je niczym tryton podwodne przeszkody. Prześlizgnęła się obok słupka, boleśnie obijając o niego kolano prawej nogi. Nie zatrzymała się, póki z jej płuc nie wydarł się paniczny krzyk „NIE”.
Dzięki Merlinowi zdążyła. Przed sobą widziała jedynie rząd ostrych jak igły zębisk i rozedrgane gniewnie jęzory. Czułą wszechogarniający ból i smutek – ktoś krzyczał jej imię. Nie była w stanie się obejrzeć. Ciepła, lepka krew ozdabiała ją niczym najpiękniejsza sukienka. Z gasnących, jasnych oczu ulatywało życie. Przed sobą miała już tylko jeden obraz – rosłe mury szkolne i skrytego w nich chłopaka, który nigdy nie zwrócił na nią uwagi. Bo niby jak, skoro umarła mając ledwie siedem lat?
A mimo to znała go doskonale. Był dwa lata starszy ode niej – nie rozmawiali zbyt wiele. Tematy naukowe pochłaniały ich wtedy zbyt mocno, by zastanawiać się nad przykładnym nawiązywaniem przyjaźni. Semestry były zbyt krótkie, zaś godziny przymusowej literatury dłużyły się niemiłosiernie. Tworzyła w ciszy i skupieniu, imaginując sobie krajobrazy w taki sposób, w jaki nie widział ich nikt inny. Nie była najlepsza, jednak dobra na tyle by nie bać się konsekwencji błędu. Starała się mocniej niż większość z nich, przez kolejne trzy lata kryjąc się w jego cieniu. Był zdolny, każdy to mówił. Był ponad innymi, dumnie nosząc plakietkę przypiętą do błękitu na piersi. Grawer zawsze lśnił w słońcu, mieniąc się niczym egzotyczne ptaki w papugarni. Wydawał się niedostępny, jednak ona wiedziała jak dobrać się do jego serduszka.
Oczywiście – przez klatkę piersiową!
Wystawiła głowę z wysokości sięgającej mniej więcej brzucha Apollinare. Patrzyła mu ba brodę, zupełnie ignorując swój brak taktu i poszanowania jego prywatności. O czymś intensywnie myślał – to było widać.
- Hej, chcesz wiedzieć jak umarłam?




make me
believe
Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre http://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 http://www.morsmordre.net/t4232-powidoki http://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 http://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
15
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] HAUNTED   09.08.17 19:40

Było ciepło, ale ze nieba nie lał się skwar, który – mogło się tak zdawać – aż palił. Było ciepło, ale przyjemnie. Biała koszula na ramionach i ciemne spodnie w których kieszeniach trzymałem dłonie. Chmury przesuwały się leniwie po niebie według – zdawać by się mogło – określonego toru, jednak znanego tylko im. Obserwowałem je spokojnie, nienachalnie, bez większego entuzjazmu, czy też zainteresowania. Jedna z nich przypominała jaszczurkę. Zmarszczył brwi skupiając spojrzenie na tej chmurze, patrząc na nią uważnie, doszukując się w swoim skojarzeniu błędu – jednak na próżno. Obraz do złudzenia zdawał się przypominać rzeczywistość.
Cudzy głos wyrwał mnie z rozmyślań, owinął wraz z zimnym powiewem wiatru. Słońce wraz z chmurami rozmyło się, spowijając wszystko w mroku nocy. Ale zdawało mi się to dziwnie naturalne, więc nie przeszło mi przez myśl, by zakwestionować to zjawisko.
Spojrzałem w dół na dziewczynkę w czerwonej sukience, dopiero po chwili zauważając, że kolor odzienia to nie kwestia tkaniny, a mazi, która ją zdobiła. Zdawała się jednak niewzruszona. Niewinnie szczera i dziewczynie bezpośrednia. Jej słowa nie wpłynęły nijak na moją mimikę, w jakiejś krainie absurdalności własnego ja, nawet jej pytanie nie wydawało m się dziwne. Wyciągnąłem dłoń z kieszeni i uniosłem ją ku górze, by złapać się z brodę, ze zdziwieniem odkrywając że podbródek jest gładki, pozbawiony krótkich włosków. Dopiero teraz zmarszczyłem lekko brwi, zastanawiając się dlaczego zdawało mi się, że ją posiadam. Spojrzałem ku górze, wprost na księżyc, który wyłaniał się zza chmur. Śmierć. Czymże była wobec długości życia – ledwie chwilą. Ale zdawało się, że kumulowała w sobie ogrom emocji i szybkość zdarzenia które w życiu rozkładało się na lata i miesiące. W końcu zdecydowałem się na odpowiedź. Ale zanim wydobyła się ona z moich ust kucnąłem, a potem usiadłem na zielonej, lekko wilgotnej trawie. Przesunąłem dłonią po zielonych źdźbłach.
- Chyba i tak nie miałem w planach nic innego do roboty. – a przynajmniej nic, co mogłam sobie przypomnieć. Nie wiedziałem też jak się tutaj znalazłem, ale zaakceptowałem ten stan rzeczy, postanawiając płynąć wraz z nurtem. Byłem ciekaw dokąd mnie on zaciągnie. Znów spojrzałem na dziewczynkę wydawała się dziwnie znajoma. Przekręciłem lekko głowę uważnie lustrując jej jednostkę. Rysy jakby znajome, ale nie. Gdzieś w głowie świtała myśl, która rozmywała się pod logiką. Jednak logika snu zdawała się narzucać inne wnioski. - Jeśli tylko masz chęci mi o tym opowiedzieć. – stwierdziłem lekko, nie to zachęcająco, nie drwiąco czy odrzucająco. – Salome. – zaryzykowałem imieniem, które pojawiło się w mojej głowie, posyłając w stronę dziewczynki uśmiech.




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau http://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot http://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka http://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: [SEN] HAUNTED   05.09.17 1:32

Spojrzała na niego z niezrozumieniem odmalowanym na dziecięcej buzi. Nie wyglądał na szczególnie przejętego jej słowami, a przecież tak długo się do nich przygotowywała! Tak długo myślała, analizując wszelkie „za” i „przeciw”, by być pewną tego co tak naprawdę czuje. Bycie alternatywą dla ponurych myśli o porzuceniu (zasięgnęłam języka, szczwany lisie! Damy bardzo chętnie mówią o tym co ich nie dotyczy, zwłaszcza te wdrożone w światek artystyczny, którym ciężko jest wpadać w zachwyt nad dziełem nie poznając pierw brudnych sekretów spowijających galerię)nie jawiło jej się jako wspaniały sposób na popołudnie, ani wieczór, ani nawet romantyczny świt na gołoborzach. Schowała się w nim na powrót, udając wielkie oburzenie, którego sama nie potrafiła nazwać, ani sprecyzować powodów. Dopiero po chwili doszło do niej, że burzenie się na mimikę jest bardziej dziecinne niż próby ciągnięcia go za powiewające w nieładzie kosmyki na skroniach. Czyżby stała się nieumyślnie poltergeistem?
- Ale musisz obiecać, że zgadniesz kiedy mówię prawdę. – Wynurzyła się na ponów, niepewnie wyglądając , by już chwilę później po prostu zasiąść naprzeciw i dać przenikać się leniwym słonecznym promieniom grzejącym glebę tuż pod nią. Nie czuła tego, bo i jak by mogła. Kiedyś potrafiła określić kiedy jest jej zimno, kiedy ciepło, kiedy jest głodna, a kiedy zmęczona. Teraz siedziała w niej pustka, której nie pozbędzie się już po wieki, niezależnie od tego jak szeroko rozdziawiałaby usta i jak często zaglądała na Nokturn, by brodzić pośród dziwów i straszności pod angielskim deszczem. – Słuchaj, bo to bardzo ważne i przeznaczone jedynie dla Twoich uszu. Jeżeli zgadniesz, zdradzę Ci sekret. Jeżeli nie zgadniesz, Ty zdradzisz mi sekret, czy podołasz takim warunkom?
Ułożyła niewielkie rączki na koślawych, dziecięcych kolanach, sunąc palcami po półprzeźroczystej sukienuszce. Czy była gotowa na taką rozmowę? Merlin raczy wiedzieć. Coś jednak skrycie podpowiadało jej, że jest więcej niż gotowa, urodziła się jedynie po to, by ją odbyć i odejść w odmęty zapomnienia. Wzgardy pokrytej płótnem spękanego od upływu czasu oleju. Jeszcze pod zaprawą, głęboko, głęboko ukryta od zapamiętania.




make me
believe
Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre http://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 http://www.morsmordre.net/t4232-powidoki http://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 http://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
15
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] HAUNTED   03.10.17 19:10

Czas zdawał się jednocześnie stać w miejscu i płynąć i dziwnym było to uczucie, niby zawieszenia, niby trwania, a jednak całkowicie mogłem odczuwać. Wiatr smagający lekko moje policzki, źdźbła trawy pod moimi dłońmi posiadały tą samą, znajomą strukturę. Tak realne, że aż trudno było uwierzyć, że nierzeczywiste.
Niezrozumienie wymalowane na buzi mojej rozmówczyni rozbawiło mnie. Zdawało się emanować lekkim oburzeniem. Jednak zza złotych oprawek w jej stronę spoglądały niebieskie, niczym nie zmęczone tęczówki, poważne jak zawsze.
Przekrzywiłem lekko głowę spoglądając na nią, na krótki moment, ulotną chwilę w której promienie docierały do niej. Na drobinki kurzu, które nie wiadomo skąd brały się tutaj i magicznie jawiły się w świetlistych promieniach. Obserwowałem uważnie wszystko, na co trafiały moje tęczówki, spokojnie wsłuchując się w wypowiadane przez nie słowa. Kącik ust leniwie uniósł się ku górze.
- Nie potrafię zgadywać. - powiedziałem mrużąc lekko oczy. Wolałem stawiać tezy, czy nawet pytania, a potem poszukiwać na nie odpowiedzi. Powoli dążąc do celu, niczym kropla, która draży skałę. Nijak jednak nie przepadałem za zgadywaniem, w moim mniemaniu brało się ono głównie z niewiedzy, czy też lenistwa uniemożliwiającego wyruszenie w podróż odkrywczą, nową, do tej pory niespotykaną. Kolejne z jej słów uniosły moją brew. Pozwoliłem by cisza rozbrzmiała wokół nas obserwując jak układa dłonie na kolanach. To dziwne, ale moment, gdy moja siostra robiła podobnie wydawał mi się absurdalnie odległy. Nie jakby to było dwadzieścia lat temu, a o wiele więcej. To dziwne, jak będąc dziećmi pragniemy dorosnąć. By paradoksalnie gdy dorośniemy nie pragnąć niczego więcej jak powrotu do dawnych, dobrych lat, w czasie których nic nie mąciło naszych myśli, a problemy oscylowały wokół świata, do którego wejście już dawno miałem zamknięta. Czasem tęskniłem do tych czasów, czasów bez wyborów, bez zdania, bez jednoznacznego ukierunkowania, któremu z każdym rokiem życia poddawał nas czas.
- Skąd wiesz, że posiadam sekrety, którymi mógłbym się podzielić? - zapytałem swobodnie mrużąc lekko oczy. Drażniłem się z nią, jednak nikt nie powiedział że mi tego nie wolno. W oczach zatańczyły ogniki. - Ale dobrze, niech będzie wedle Twojej woli. - zgodziłem się finalnie czekając na to, jak sytuacja dalej się rozwinie.




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
 

[SEN] HAUNTED

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17