Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Fantine Rosier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, malarka z zamiłowania
21 lat
Szlachetna
Panna
queen of love
and beauty
5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Fantine Rosier   23.07.17 20:49


Fantine Cedrina Rosier

Data urodzenia: 07.07.1935
Nazwisko matki: Crouch
Miejsce zamieszkania: Dover, Château Rose
Czystość krwi: szlachetnie czysta
Status majątkowy: bogata
Zawód: dama, lwica salonowa, królowa każdego przyjęcia, trucicielka, malarka z zamiłowania, działaczka na rzecz smoków z rodzinnego rezerwatu
Wzrost: sto sześćdziesiąt dziewięć centymetrów
Waga: pięćdziesiąt sześć kilogramów
Kolor włosów: ciemnobrązowe, lśniące i zazwyczaj skręcone w delikatne fale
Kolor oczu: piwny
Znaki szczególne: ciemna szminka na ustach; kilka szlachetnych piegów na nosie; doskonale skrojone, modne suknie z drogich i pięknych tkanin; opatulająca ciało woń różano-jeżynowych perfum, która emanuje miękkim ciepłem, niczym powracające wspomnienie letniego wieczoru




Żyła wśród róż,
nie znała burz.

Jedną ze ścian pokoju muzycznego w Château Rose zdobi wiekowy, magiczny gobelin, gdzie kwitnie drzewo genealogiczne starego i szlachetnego rodu Rosier; każdy jego syn i córka jawi się tam jako róża. Pewnej lipcowej, dusznej nocy pojawił się nań nowy, blady pąk - narodziła się bowiem trzecia, a zarazem ostatnia córka Corentina Rosiera. Pod pąkiem pojawiły się dwa imiona: Fantine Cedrina. Pierwsze wedle tradycji francuskie, drugie zaś po matce.
Historia ta winna zaczynać się od słów dawno, dawno temu, gdyż wiele lat życie Fantine Rosier przypominało najpiękniejszą z baśni. Przyszła na świat w rodzinie czarodziejów, lecz nie przeciętnych - Rosierowie byli wszak wyjątkowi pod każdym względem. W ich żyłach płynęła krew nieskalanie czysta, szlachetna i potężna; historię mieli długą i bogatą, skarbce pełne galeonów, a Château Rose wzniesione zostało przy najpiękniejszym wybrzeżu. Fantine żyła wśród róż, kołysana do snu śpiewem matki i szumem fal. Była najmłodsza, lecz tak rozkoszna, że miłowali ją wszyscy, a ona lgnęła do ich miłości i ciepła, niczym małe kocię, zwłaszcza do swego rodzeństwa, które jawiło jej się, niczym bohaterowie z legend i baśni. Najstarszy z rodzeństwa i jedyny brat, Tristan, w oczach Fantine był różanym księciem, ich obrońcą, którego cierń zrani w obronie kwiatów - jego sióstr. Silny, odważny, szarmancki, takim go widziała i jako kilkuletni brzdąc powtarzała często, że go poślubi. Poślubi, jeśli tylko stanie się tak doskonała jak Marianne - najpiękniejsza spośród róż, najdoskonalsza wśród dam, o najszlachetniejszym sercu. Podziwiała ją, podziwiała piękno i dobroć Marie, pragnęła jej towarzystwa i choćby iskry światła, które miała w oczach. Blasku, który nie rzucał cieni. Obok nich na piedestale stawiała drugą siostrę, Melisande, tak podobną do Marianne, nie mniej wyjątkową, nie mniej piękną - pragnęła być równie bystra i zwinna. Jako dziecko nie dostrzegała konfliktu, który dzielił jej siostry, nie rozumiała go, kochała je obie tak samo mocno, każda z nich była wyjątkowa.
Château Rose było wówczas dla Fantine małym królestwem, do którego nikt inny nie miał wstępu. Królestwem róż, morza i piękna, jakie ich otaczało. W nim Tristan brał ją na ręce, śmiejąc się, że jest leciutka jak piórko i sadzał na kucyku, którego podarowano jej na piąte urodziny wedle życzenia, po czym prowadził go po ogrodzie ku je uciesze. Czasami Marianne zachwycała wszystkich swoim śpiewem, gdy zasiadali wszyscy w pokoju muzycznym, a w oczach matki dostrzec można było dumę. Często po występie starszej siostry na środek komnaty wychodziła Fantine, pieszczotliwie przez rodzinę nazywana Fanny, by wyrecytować wiersz, którego nauczyła się dzięki pomocy Cedriny. Czasami robiła to bezbłędnie i dygała grzecznie, a inne damy zachwycały się jej urokiem, lecz niejednokrotnie przekręcała ostatnie słowo, zapominała ostatniego wersu - lecz miała niezwykły dar, wszystko potrafiła przekuć na swoją korzyść. Robiła dobrą minę do złej gry, pomyłki tuszowała czarem swojego uśmiechu i wszyscy wybuchali śmiechem.
Rodzice nie powinni faworyzować swoich dzieci, lecz są tylko ludźmi, a w ludziach pełno jest słabości. Marie była oczkiem w głowie Cedriny, największą dumą, lecz jednako miała wobec niech najwyższe oczekiwania. Melisande zdawała się znosić to gorzej, lecz Fantine nigdy nie czuła się mniej kochana. Jeśli tego pragnęła matka okazywała jej czułość, uczyła ją śpiewu, choć nie mogła dorównać Marie, czasami szczotkowała długie, ciemne włosy Fanny, śpiewała jej do snu. Jednocześnie Cedrina pozwalała swej najmłodszej córce na więcej swobody, choć to złe słowo, bowiem Fantine od najmłodszych lat uczona była szlacheckiej etykiety, sztuki prowadzenia konwersacji, odpowiedniego zachowania się, tańca i śpiewu - och, nie, pod kątem edukacji była wobec niej równie surowa, lecz poza nią... zdawała się Fantine więcej odpuszczać. Kilka razy, pamięta to dobrze, w serce ukuła ją zazdrość o Marie, o uwagę jaką przyciągała i podziw jaki budziła, lecz prędko przekonała się, że rola przydzielona jej przez los w ich królestwie - jest w pełni zadowalająca. Wybaczano jej drobne potknięcia, w niepamięci zanikały drobne psoty. Kochano ją i spełniano każde życzenie - czegóż mogła chcieć więcej? Pragnęła kucyka - podarowano jej kucyka. Zapragnęła puchate kociątko? Następnego ranka kłębek miękkiej sierści drzemał na jej poduszkach. Miała wszystko, czego może pragnąć dziewczynka. Piękne suknie, niemal królewską sypialnię, rodzeństwo idealne pod każdym względem, a jednocześnie wyjątkowe - bo nikt nie mógł równać się z Rosierami. Pewnego dnia zażyczyła sobie jednorożca, dokładnie takiego jaki jawił się na gobelinie, który wisiał nad kominkiem w jej komnatach. Dokładnie takiego, jakiego jej ród miał w herbie Spotkała się z odmową, lecz nie zimną i do bólu stanowczą - tłumaczono jej to łagodnie i cicho, rzewne bowiem były łzy Fantine i rozczulające usta wygięte w podkówkę. Nie chciała tego zrozumieć, młodą duszę zdołano już zepsuć, lecz znów - z ratunkiem przybył Tristan. Podarował jej zaczarowaną zabawkę, maleńkiego jednorożca, który poruszał się i słuchał jej rozkazów. Mogła zamknąć go w swych drobnych dłoniach, lecz była szczęśliwa, a bratu podarowała dokładnie sto całusów w policzki i czoło.
Fantine obdarowywana była zarówno prezentami, jak i miłością rodziny, lecz w zamian dawała równie wiele. Pragnęła, by byli z niej dumni. Uważnie słuchała słów matki oraz ojca o historii swej rodziny, z której jęła być dumna równie mocno, kiedy tylko zaczęła rozumieć tak abstrakcyjne pojęcia. Zrozumiała, że w ich królestwie każdy ma swoje obowiązki - nawet ona. Przyjęła to do wiadomości, nie protestowała, posłusznie uczęszczała na wszystkie zaplanowane dlań lekcje, spędzała czas z guwernantkami, tańczyła tak jak jej zagrano. Nie miała potrzeby buntu, czuła się częścią tego świata, czuła że do niego należy, co więcej – kochała ten świat. Kochała lekcje tańca balowego, uwielbiała być w centrum uwagi, luksus i bogactwo Château Rose, lubiła rodową biżuterię i piękne suknie. Od maleńkości wpajano do jej małej głowy, że zasługuje na to, co najlepsze, że jest najlepsza, jest Rosierem i jest lepsza od wszystkich innych. Raz, zgodnie z jej kaprysem, zabrano ją na ulicę Pokątną, lecz Fanny szybko tego pożałowała. Obcowanie z czarodziejami przeciętnymi było dlań już wówczas uwłaczające. Była wszak perłą w koronie. Po tamtym dniu starała się jeszcze mocniej. Pragnęła śpiewać czysto i pięknie, francuskie słowa wypowiadać nienagannie, bezbłędnie stawiać kroki w tańcu, grać na flecie najsłodsze melodie – tak, by nikt nie mógł się z nią równać. Wciąż jednak odnosiła nieodparte wrażenie, że ona nie może doścignąć Marie. Nie budziło to weń zawistnej zazdrości, lecz zmuszało do większych starań, a dzięki podpowiedziom matki  - poszukiwania własnej ścieżki.


Najsłodszy sen, tak mogłaby ująć w słowa lata dzieciństwa spędzone w Dover. Każdy sen dobiega jednak końca, Fantine była tego świadoma od momentu, kiedy ujawniła się jej moc magiczna. Miała wówczas lat pięć, a Tristan, świeżo po pierwszym roku nauki we francuskiej akademii, nie potrafił odmówić jej tańca po tak długim okresie rozłąki. Ujął ją w talii i zdziwiony uniósł wysoko, jak gdyby ważyła tyle co płatek róży, a ona uniosła się jeszcze wyżej, śmiejąc się perliście, po czym łagodnie opadła ziemię, stawiając małe pantofelki z wdziękiem na posadzce. Przyjęto to z umiarkowaną radością , była to wszak naturalna kolej rzeczy w życiu młodej czarownicy szlachetnej krwi – nie wyobrażano sobie nawet, by mogło być inaczej. Od tamtego momentu Fantine niecierpliwie wyczekiwała wyjazdu do Beauxbatons. Dokładała wszelkich starań, by język francuski opanować w stopniu, pozwalającym jej na swobodną komunikację – nie było to dlań jednak nic trudnego, gdyż styczność z nim miała od dziecka. Rosierowi mieli Francusie korzenie, z których byli dumni, więc i Fantine odczuwała z tym krajem silną więź. Jednakże to nie powrotu do krainy przodków tak bardzo wyczekiwała, lecz nauki czarów. Tak bardzo zazdrościła Tristanowi! Serce pękało jej za każdym razem, kiedy opuszczał Dover, a wraz z nim Marie i niedługo po niej Melisande. Od trzeciej różyczki dzieliły ją całe trzy lata. Trzy lata spędziła niemal samotnie w Dover. Tęskniła za nimi nieprzerwanie, czasami łkała w poduszkę, czasami tupała nóżkami ze złości, lecz matka nie podnosząc głosu potrafiła doprowadzić swe najmłodsze dziecię do porządku. Fantine nie była wszak nieznośna – miała swe humorki i temperament, którego należało pilnować. Spędzały ze sobą wówczas dużo czasu, a Cedrina nie szczędziła czułości i czasu dla swego ostatniego dziecka, które nie zdążyło jeszcze wylecieć z gniazda, którego jeszcze przed długie lata nie wyrwą jej szpony dorosłości. Trzy, naprawdę piękne lata – lecz dobiegły końca. Lady Rosier krwawiło serce, zaś Fanny nie mogła wprost się doczekać. Ledwie trzymała na wodzy własne podekscytowanie, gdy zakupiono dlań różdżkę – wykonaną z miłorzębu japońskiego, której rdzeniem była sierść kelpii. Przez te kilka dni, które dzieliły ją od opuszczenia Anglii, sypiała z ową różdżką pod poduszką.
W Beauxbatons poczuła się jak w drugim domu. Otaczało ją tam piękno, nauczano tam sztuk pięknych, obecni byli tam bohaterowie jej baśni – Tristan, Marie i Melisande, którzy pomogli się Fantine w akademii odnaleźć. Nie spotykała jednak przeszkód na swej drodze. Była bystra i inteligentna, nauka nie sprawiała jej rozkoszy, lecz jednako nie było dlań męką. Wiedza dość łatwo wchodziła jej do głowy, lecz jak każdy miała swoje lepsze i gorsze strony. Był jednak jeden wyjątek. Z zaklęciami z dziedziny transmutacji nigdy nie radziła sobie dobrze, po wszystkich latach nauki i ciężkiej pracy, którą Fantine wkładała w to, by nikomu nie dać powodu do śmiechu z niej - jej żółw, który miała zmienić w czajnik, miał dzióbek zamiast głowy, a na skorupie róże. Lśniła niczym perła na innych polach - nauka zaklęć i uroków szła jej nade dobrze, zaś do eliksirów okazała się mieć lekką rękę i kobiece przeczucie, które nauczyciel nazywał intuicją alchemika. Odkrywszy w sobie talent do tworzenia mikstur, jeszcze bardziej rozmiłowała się w czytaniu historii o Mahaut, potężnej czarownicy od której wywodzili się Rosierowie. Znała jak każda Różyczka, lecz odkrywszy w sobie podobne predyspozycje - jeszcze bardziej zapragnęła się do niej upodobnić i przynieść chlubę swej rodzinie.
Francuska akademia magii pozwoliła jej odnaleźć w sobie nie tylko talent do eliksirów. Podczas, gdy jej rodzeństwo oraz matka spodziewali się, że dołączy do Gryfów, gdyż tańczyła lekko i pewnie, miała w sobie dużo wdzięki i energii, była ruchliwym dzieckiem i sądzono, że w pełni poświęci się baletowi, tak jak Melisande. Najmłodszej spośród róż przeznaczona była jednak inna droga. Odnalazła się wśród Harpii, rozmiłowanych w sztuce pędzla i dłuta. Zaskoczyła wszystkich niebywałym talentem -do rysunku, którego tajniki opanowywała w nader szybkim tempie. Z pędzlem w dłoni, przy płótnie czuła się tak lekko jak nigdy, ze świadomością, że odnalazła coś, w czym może być najlepsza. Czuła, ze dopełnia układankę swojej rodziny. Każde z nich w czymś błyszczało. Tristan był poetą, układał wiersze tak piękne, że potrafiła uronić nad nimi łzę. Marianne miała słowiczy głos, a jej śpiew był balsamem dla uszu, ukojeniem dla duszy. Melisande tańczyła tak, jakby narodziła się z baletkami na stopach, jakby nazajutrz świat miał się skończyć, a obok nich - Fantine, uwieczniająca ich na płótnie, uchwycająca na nim moment, by trwał wiecznie. Każde z nich było elementem najwspanialszego witrażu.
Fantine poświęcała swój czas na doskonalenie malarskich umiejętności, wtedy jej życie pachniało serpentyną i płótnem, nie zaniedbując jednako innych dziedzin, a także... kontaktów towarzyskich.


Niczym kwiat zaczęła kwitnąć. W Beauxbatons zniknęła dziewczynka, która przybyła tam, by nauczyć się władać różdżką. Z drobnego, rozkosznego dziecka z czarującym uśmiechem przeobraziła się z biegiem w smukłą, piękną dziewczynę, której nie brak było gracji i wdzięku. Uśmiech wciąż miała rozkoszny, lecz w ciemnoniebieskich oczach pojawił się błysk. Stała się jeszcze bardziej pewna siebie, graniczyło to niemal z arogancją tak właściwą Rosierom, lecz maniery jej pozostały nienaganne. Jako dziecko rozkochiwała w sobie ludzi, podbijała ich serca swą słodyczą i czarem, a z wiekiem ta umiejętność nie minęła. Posiadała naturalny zjednywania sobie innych, lgnęli do niej niczym ćmy do do światła, lecz Fantine Rosier znała swoją wartość - i nie zadawała się z byle kim. Zawsze uważnie słuchała słów ojca, matki i starszego brata, przyjmowała ich słowa jako jedyną słuszną prawdę. Jej umysł przesiąknął rodowymi ideami, a Fanny pojawiła się nienawiść do szlamu i uzurpatorów magii. Za osoby godne swego towarzystwa uznawała wyłącznie krwi szlachetnej, bądź minimalnie skażonej - jeśli tylko wyróżniały się czymś szczególnym. Beauxbatons było jednak akademią prestiżową, więc Fantine nie czuła się samotna. Miała poczucie humoru i wyjątkową lekkość bycia, gromadziła więc wokół siebie wianuszek wiernych przyjaciół - jednakże nigdy nikomu nie pozwoliła zbliżyć się do siebie zbyt mocno, nikomu nie zaufała w pełni. Jedynie Tristan, Marie i Mel byli jej prawdziwymi przyjaciółmi, to im ufała najmocniej, to przed nimi mogła obnażyć własną duszę do cna. Nie mówiła o tym jednak otwarcie, nie o tym, że nie zaufa - nie wiedziała wszak która znajomość przyniesie jej korzyści. Była serdeczna, nienagannie uprzejma, czasami kłamliwie troskliwa. Kłamała bez mrugnięcia okiem, bez zawahania, gładko i pewnie, jak gdyby czytała z nut. Przynosiło to Fanny wyłącznie korzyści - dlaczegóż więc miałaby się czuć winna? Każda róża miała kolce, lecz inni zdawali się o tym nie pamiętać. Zwłaszcza uczniowie płci męskiej, którzy pragnęli zdobyć jej serce. Miała wszak wdzięk i klasę, odpowiednie urodzenie i czystą krew. Była też piękna. Spoglądając w lustro widziała bladą twarz o klasycznych rysach, wysokie kości policzkowe, ciemnoniebieskie oczy o mocnym spojrzeniu, kilka piegów na nosie i pełne, zmysłowe usta, które szybko jęła podkreślać czerwoną szminką. Lśniące, ciemnobrązowe włosy, okalające miękko twarz. Najpiękniejszą kobietą na świecie była dlań Marie, lecz mimo wszystko - nie uważała, by czegoś jej brakowała. Przekonywana od dziecka o swoim pięknie i doskonałości charakteru, szczerze w to wierzyła. Patrząc w lustro była narcyzem, nie różą, lecz nikt jej za to nie ganił. Młodzieńcy lubili w niej tę pewność siebie, to aroganckie przekonanie o własnej wyższości, podczas gdy inne damy słysząc komplement skromnie opuszczały wzrok. Fantine lubiła przyciągać do siebie uwagę. Lubiła czuć na sobie spojrzenia innych. Łaknęła podziwu własnej osoby, pragnęła, by ją ubóstwiano - dlatego miała słabość o flirtu, odkąd tylko wkroczyła w wiek nastoletni. Zaczęła niewinne, była wszak bardzo dobrze wychowana i nie pozwoliłaby sobie na zepsucie swojej reputacji. Jako dziecko często zazdrościła Tristanowi polowań wraz z ojcem, myślała, że to coś naprawdę ekscytującego i żałowała, że może się tylko temu przyglądać z boku - lecz jak niemal dorosła kobieta odkryła polowanie w innym wymiarze. Schlebiało jej zdobywanie serc. Pragnęła ich uwagi i uczucia, choć wcale tego nie odwzajemniała. Cieszyły ją listy miłosne, i kwiaty, i nieudolne wiersze pisane, by wychwalić jej zalety. Dawała nadzieję, stwarzała ułudę, że i w niej kiełkuje uczucie - by następnie tę nadzieję odebrać, ułudę rozbić niczym kruche szkło. Wszystko było jednak niewinne, niezgrabne, młodzieńcze - miało swój urok i piękno, a Fantine pokochała tę grę.


Czasami, kiedy kładę się do łóżka, wydaje mi się, że tonę. Nachodzi nie wizja wielkiej wody, która zagarnia moje ciało i ściąga w głębiny. Tym właśnie jest życie bez Ciebie, Marie.
Bezdenną, zimną tonią, która porywa mnie, kiedy tylko zamykam oczy.

Miała zaledwie siedemnaście lat, wciąż uczyła się w Akademii Magii Beauxbatons, kiedy przysłano po nią wuja, by zabrał ją do Dover - nie wiedziała co się dzieje, nie chciał powiedzieć jej nic, a Fantine denerwowała się coraz mocniej. Czy ojciec podupadł na zdrowiu, czy matka? Nie potrafiła uwierzyć, że świat odebrał jej... Marie. Złota różyczka, słowik, najszlachetniejszą z dam - zamordowana przez wilkołaka. Straciła wówczas przytomność, ocknęła się we własnym łożu, sama i samotna jak nigdy dotąd. Myślała, że to koszmar. Była przekonana, że jej wspomnienia sprzed kilku godzin wcale nie były prawdą, lecz po opuszczeniu swych komnat - przekonała się, że rzeczywistość brutalniejsza jest od koszmaru. Stracili Marianne na zawsze. Wpadła w złość. Nie potrafiła nad sobą zapanować, zdemolowała czarami komnatę, by dać upust emocjom - lecz na nic się to zdało. W niczym jej to nie pomogło. Nic nie było wówczas w stanie jej pomóc. Château Rose pogrążyło się w żałobie tak straszliwej, że Fanny często zastanawiała się, wpatrując się w sufit podczas bezsennej nocy, czy naprawdę można tak cierpieć? Czy to realne? Ból był jednak nazbyt dotkliwy, by dłużej to wątpić. Płakała tak dług, aż nie wylała wszystkich swoich łez, wypłakała całe morze - a potem nie potrafiła już dłużej płakać. Tęsknota rozdzierała jej serce, nie na pół, lecz łamała je kawałek po kawałku. Rozkruszyła je w tysiące drobin, których ni można było już złożyć w doskonałą całość.
Długo nie potrafiła znaleźć sposobu na uporanie się z tym bólem. Bardzo długo sądziła, że ból ten będzie już permanentny, zwątpiła w czas, który uleczył rany. Pozostawił jednak blizny, które dawały o sobie znać. Podświadomie Fantine pragnęła wypełnić przestrzeń, którą pozostawiła po sobie Marie. W pewien sposób chciała ją zastąpić, choć wiedziała, że to niemożliwe. Nikt nie mógł zastąpić  Marianne Rosier, lecz nie ustawała w staraniach. Zmuszała matkę, by udzielała jej lekcji śpiewu, lecz nigdy nie potrafiła śpiewać tak wysoko i czysto jak starsza siostra.
Jednocześnie zaczęła unikać w dyskusjach tematu Marie. Nie chciała o niej rozmawiać, bo to powodowało ból. Wypierała wspomnienie jej pięknej twarzy i jej słodkiego głosu, spychała je na sam kraniec jaźni, by utonęły w odmętach niepamięci. Tak było łatwiej. Wstydziła się tego, lecz w ten sposób potrafiła podnieść się z łóżka. Nauczyła się tak żyć, jak gdyby Corentin i Cedrina Rosier doczekali się wyłącznie trójki dzieci: Tristana, Melisande oraz jej, Fantine.


Czas w Beauxbatons dobiegł końca. Słodkie lata beztroski i poczucia egzystowania w baśni minęły bezpowrotnie jeszcze wcześniej. W 1945 u bram akademii stanęła drobna, rozkoszna dziewczyna z piegami od słońca w Dover, niewinna niczym młody kwiat. W 1953 mury zamku opuściła dorosła już dziewczyna - wysoka i smukła, pewna siebie i swoich umiejętności, z kpiącym uśmiechem na ustach i błyskiem w oku. Szkołę ukończyła z dobrymi wynikami, na tyle dobrymi, by rodzice byli zeń zadowoleni. Nie była prymuską, nigdy nie miała głowy do nieustannego ślęczenia nad księgami i pamięci do zapamiętywania definicji, lecz umysł miała bystry - preferowała po prostu insze zajęcia. Z eliksirów oraz zajęć malarskich otrzymała najwyższe stopnie, były one bowiem najmocniejszą stroną Różyczki. Transmutację wolała pomijać milczeniem, wyniki okazały się dość mierne, pomimo iż Fanny wkładała w nią mnóstwo wysiłku. Na próżno. Ostatecznie poddała się i skupiła na dziedzinach, w których mogła błyszczeć. Jej obrazy zachwycały wrażliwością i kunsztem, choć była dopiero u kresu swej drogi. Z pędzlem w dłoni czuła się tak pewnie jak z różdżką, a Tristan powtarzał jej, że to co nim wyczynia, to najprawdziwsze czary.
Powróciła do Dover, do swego królestwa, w którym zabrakło jednej z królowych, by rozpocząć swe prawdziwe, dorosłe życie. Wciąż nie było one poważne, nie mogłoby wszak być. Wywodziła się z arystokracji, ze starej i bogatej rodziny, nosiła tytuł lady Dover, nie mogła więc kalać się pracą. Nie znała prawdziwych obowiązków, nie znała prawdziwego świata. Nie poradziłaby sobie, gdyby nagle została pozbawiona swej rodziny, jej wpływów i władzy, a także pełnego skarbca. Problemy przeciętnych ludzi były dla niej obce. Fantine w kategoriach dramatu rozpatrywała odwołanie przyjęcia w ogrodach, bądź nie dostarczenie jej nowej szaty na czas. Jako lady była odrealniona i zepsuta, rozpieszczona niczym księżniczka - oczekiwała, że każde jej pragnienie zostanie spełnione natychmiast. Miała wyjść za mąż, by przynieść dumę swojej rodzinie i kolejny silny sojusz, to oczywiste. Fantine nigdy nie buntowała się przeciw przeznaczeniu, świadoma swych praw i obowiązków, wiedziała, że pewnego dnia poślubi czarodzieja szlachetnej krwi, odpowiedniego lorda i zostanie jego żoną, a później - matką ich dzieci. Do tego momentu miało minąć jednak wciąż wiele czasu, na horyzoncie bowiem nie jawił się odpowiedni kandydat, a ponadto jej starsza siostra, Melisande, pozostawała niezamężna. Dopóki druga z córek Corentina nie otrzyma obrączki, trzecia miała cieszył się względną wolnością. Względną, bowiem życie młodej damy pełne jest ograniczeń. Ścisłych wytycznych, których powinna się bezwzględnie trzymać i Fantine zazwyczaj to czyniła. Czasami jednak nie potrafiła się powstrzymać, by nie nagiąć kilku zasad dla własnej uciechy, by nie wystawić maleńkiego palca u stopy poza wyznaczoną granicę. Przebiegłość i spryt miała we krwi, nigdy nie została przyłapana, a jej reputacja pozostała nienaganna.
Pierwsze tygodnie upłynęły jej na próbie przekonania ojca, by pozwolił jej ukończyć kurs alchemiczny w szpitalu św. Munga, jednakże zgody nie wyraził, być może przed podszepty matki. Cedrina nie chciała, by jej ostatnie dziecko, jej rozkoszna dziewczynka brudziła sobie dłonie, a co gorsza - pracowała przy chorym pospólstwie. Pozostała jej więc zaledwie samodzielna nauka, choć złota na cel nigdy jej nie szczędzono. Fantine w pełni oddała się swym szlacheckim obowiązkom. Zadebiutowała oficjalnie na sabacie, lśniła niczym rubin pośród innych, blednących przy niej dam. Tańczyła tak, jakby na stopach miała zaczarowane baletki, a następnego dnia otrzymała kilka sów - od obecnych na przyjęciu mężczyzn. Och, tak, w brylowaniu na salonach była naprawdę cudowna. Elokwentna, zabawna i pełna energii, lekkości bytu i doskonale wychowana - czegóż można było od młodej damy chcieć więcej? Być może skromności, lecz ona nie leżała w naturze Rosierów.
W dzieciństwie pragnęła dorównać Marie pod każdym względem i być taka jak ona, sądziła że są do siebie niezwykle podobne. Z pewnych perspektyw były, lecz w ogólnym rozrachunku - bliżej Fanny było do starszego brata. Tak samo jak i on miała naturę hedonisty, łaknęła piękna, przyjemności i zabawy. Lubiła dworskie życie, wino i flirt. Nie mogła pozwolić sobie na tyle co mężczyzna, lecz nigdy nie pragnęła być mężczyzną. Uważnie słuchała słów matki i jako dziewczyna gotowa do małżeństwa, wiedziała, że władzę można zdobyć urodą i kobiecymi sztuczkami, których tajników Cedrina nigdy swej najmłodszej latorośli nie szczędziła, gdy przekonała się, że Fantine jest Różyczką krwistoczerwonej barwy - barwy namiętności, pasji i gorąca. Była Rosierem, najmłodszą z Róż, wciąż jej wybaczano, tak jakby jej wolno było o ciut więcej.
Rozmiłowana w przyjemnościach nie mogła i nie potrafiła zapomnieć o sztuce oraz eliksirach. Oddano jej do użytku dwie komnaty: w pierwszej wolne chwile spędzała nad kociołkiem oraz recepturami, w drugiej zaś czas poświęciła tworzeniu sztuki. Okna wychodziły weń na południowy-zachód, na wybrzeże, miała tam światło doskonałe. Potrzebowała jedynie muzyki klasycznej, która cicho płynęła ze starego gramofonu. Lubiła rysować swą rodzinę, którą uważała za najdoskonalszą spośród wszystkich. Starała się uchwycić wdzięk Melisande w tańcu, uwiecznić kpiący uśmieszek Tristana nad kielichem wina, zachwyt matki, słuchającej Czajkowskiego, lecz nie tylko nich.
Była Rosierem, umiłowała więc smoki ponad wszystkie inne stworzenia na tym świecie. W latach dzieciństwa budziły weń słuszny lęk, lecz jednocześnie... zachwyt. Były silne, potężne, niemal niezwyciężone, lecz oni, Rosierowie, wiedzieli jak je poskromić, mieli nad nimi władzę. Fantine nigdy nie rwała się do pracy przy tych stworzeniach, była świadoma, że absolutnie nie jest do tego stworzona, że się nie nadaje z racji swojej płci, wątłych ramion i nieodpowiedzialności. Fanny wszak nie była sumienna, jej nauka eliksirów i malarstwo były nieregularne, podyktowane wyłącznie kaprysami Różyczki. Robiła to, co chciała i kiedy chciała, lecz pewnego dnia odkryła w sobie zapał do pewnego zajęcia. Uwielbiała malować smoki, w przestworzach, pogrążone we śnie, spokojne i wściekłe, lecz kiedy z jaj wykluły się młode - zapragnęła uwiecznić je na pergaminie bardzo dokładnie. Szkicowała je tydzień, po tygodniu, dokumentując jednocześnie stadia ich rozwoju. Pozornie nie była to wielka rzecz, lecz Tristan poprosił, by mu je podarowała - i poczuła wówczas, że robi coś ważnego. Jej wizyty w rezerwacie stały się częstsze, a zainteresowanie nim rosło. Nigdy nie podchodziła blisko, nie wtrącała się w pracę smokologów, obserwowała jedynie z boku, próbując dostrzec moment, który mogłaby uwiecznić. Starszy brat wyszedł jej naprzeciw i przydzielił Fantine odpowiednią rolę, taką w której sprawdziłby się doskonale. Poprosił siostrę o zorganizowanie przyjęcia. Dla ich francuskich gości, z którymi rezerwat wiązał duże nadzieje. Nikt wszak nie uczyniłby tego lepiej, niż rozmiłowana w salonowych rozrywkach Fanny. Na jednym przyjęciu się nie skończyło, z biegiem za czasu jęła robić to regularnie, jednocześnie wykorzystując swój dar do tworzenia. Organizowała wernisaże, sprzedawała własne dzieła, malowała na zamówienie - wszystko to czyniła z myślą o rezerwacie, choć nie mogła zaprzeczyć, że jednocześnie cudownie się bawiła. Gdyby nie to, najpewniej porzuciłaby to zajęcie. Fantine Rosier należała do kobiet kapryśnych i często zmieniających zdanie, mogłaby uchodzić za nieznośną - lecz swym uśmiechem i słodkimi słowami potrafiła udobruchać każdego i nikt nie potrafił się na nią długo gniewać.
Ona zaś urazę chowała długo.


Bronią Mahaut była nie tylko trucizna. Doskonale opanowała zaklęcie Imperio, dzięki któremu jej mugolski mąż, a także inni tańczyli tak, jak tylko im zagrała. Fantine była klejnotem, krwawą perłą, lśniła więc i błyszczała, lecz jej światło rzucało cienie. Cienie, które kusiły niczym zakazany owoc. W Beauxbatons nie nauczano czarnej magii, lecz Tristan nie miał przed swymi siostrami tajemnic - wiedziały, że ciemność go kusi. Zanurzał się w niej, poznawał jej tajniki, opanował ją, stał się groźny jak nigdy przedtem. Spojrzenie na świat Fantine było zakrzywione, nienaturalne, spaczone przez nienawiść do szlamu i wszystkich gorszych od niej, jaką wtoczono jej do serca już w maleńkości. Czarna magia jawiła się Fanny jako środek niezbędny do osiągnięcia celu. Zapragnęła tej ciemności, tak miała kaprys i życzenie, Tristan zaś nie zwykł odmawiać swym ukochanym siostrom. Nie pozwolił jej na wiele, by ją ochronić, lecz znał Fantine oraz jej upór tak dobrze, by wiedzieć, że jeśli nie on - znajdzie inny sposób. Zaczął więc ją nauczać, zaledwie kilku zaklęć, lecz Fantine łapczywie pragnęła więcej. Rozsmakowała się we władzy jaką dawała czarna magia. Pragnęła zawładnąć ludźmi, pragnęła władzy jaką dawało zaklęcie Imperio, lecz musiała przebyć długą drogę. Musiała opanować te kilka klątw, jakich uczył ją brat, który jednako obiecał wyjawić jej sekrety władzy, jakiej pragnęła, jeśli tylko rozwinie skrzydła.


Fantine Rosier jawi się światu jako kobieta zjawiskowa. Dość wysoka, smukła, o klasycznej urodzie i czarującym uśmiechu. Zawsze jest elegancka i ubrana stosownie do okazji. Wielką wagę przykłada do drobnych detali, takich jak dobór biżuterii, czy barwa szminki - do rodowych klejnotów jest nader przywiązana. Lubi być w centrum uwagi, pragnie być podziwiana i robi wszystko, by tak było. Narcystycznie kocha własne odbicie w lustrze i samą siebie, lecz jeszcze mocniej swego brata i siostrę - dla nich zrobiłaby wszystko. Fanny bryluje na salonach, kocha je, a one kochają ją. Gdy wchodzi na parkiet ze swym bratem, nie mają sobie wówczas równych. Nie zaniedbuje sztuki, wciąż uczy się grać na flecie poprzecznym i malować. Wciąż ma wielu przyjaciół, przyciąga do siebie ludzi, zarówno damy, które pragną jej przyjaźni, jak i lordów, łaknących jej serca, bądź ręki. Fantine zabawia się ich uczuciami w sposób okrutny, lecz dający jej satysfakcję. Nie odczuwa wyrzutów sumienia, sądzi wszak, że wyłącznie się bawi.
Jest młoda, jest Rosierem - ma do tego prawo. Czasami pije za dużo wina. Bywa zbyt kapryśna i rozpieszczona.  Pożąda zbyt wiele. Pragnęła być czysta i doskonała jak Marie, lecz jest pełna słabości, zepsucia i grzechu. Potrafi mówić pięknie i gładko kłamać. Jest powierzchowna i rozmiłowana w pięknie. Od dzieciństwa przejawia silne uczulenie na świnie.
Fantine Rosier jest absolutnie niedoskonała, lecz zazwyczaj świat dostrzega zaledwie iluzję jaką dla niego stwarza.



Patronus: potencjalnie byłby to żbik, ponieważ jest symbolem drapieżności, zwinności, przebiegłości i egoizmu, jednakże Fanny nigdy nie miała potrzeby, by nauczyć się tego zaklęcia. Jej obrońcą jest starszy brat.




Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 5 Brak
Zaklęcia i uroki: 10 +3 (różdżka)
Czarna magia: 1 +1 (różdżka)
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 19 +1 (różdżka)
Sprawność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język obcy: francuski II3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaIII10
AnatomiaI2
Historia magiiI2
SpostrzegawczośćI2
Jasny umysłI2
KłamstwoIII10
ONMSII5
RetorykaII5
ZielarstwoII5
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka etykietaI-
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza) I1
Malarstwo (wiedza) I1
Malarstwo (tworzenie) II7
Muzyka (wiedza) I1
Muzyka (flet poprzeczny) I1
Muzyka (śpiew) I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec balowyII7
BaletI1
JeździectwoI1
PływanieI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 7

Wyposażenie

Sowa, różdżka



[bylobrzydkobedzieladnie]




Sweet Fantine,
the youthful goddess of spring,
you speak words that drip with honey,

but your intentions are cold as winter



Ostatnio zmieniony przez Fantine Rosier dnia 10.08.17 12:19, w całości zmieniany 16 razy
Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, malarka z zamiłowania
21 lat
Szlachetna
Panna
queen of love
and beauty
5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Fantine Rosier   06.08.17 0:53

Karta gotowa do sprawdzenia!




Sweet Fantine,
the youthful goddess of spring,
you speak words that drip with honey,

but your intentions are cold as winter

Powrót do góry Go down
 

Fantine Rosier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Darcy Rosier
» Cedrina Rosier
» Rosier
» Evan Rosier
» Tristan Rosier

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17