Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lirienne Blythe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lirienne Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t5080-lirienne-blythe-budowa http://www.morsmordre.net/t5161-meph#112650 http://www.morsmordre.net/t5162-nuty-liry#112652 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5160-lirienne-blythe#112641
specjalista od umagiczniania peleryn i innych przedmiotów
29
Czysta
Panna
Mama's gonna make all your nightmares come true.
Mama's gonna put all her fears into you.
10
15
0
0
2
8
7
0
Czarownica

PisanieTemat: Lirienne Blythe   02.08.17 20:43


Lirienne Orchidea Blythe

Data urodzenia: 12.II.1927
Nazwisko matki: Lestrange
Miejsce zamieszkania: Londyn, Śmiertelny Nokturn
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: specjalista od umagiczniania peleryn i innych przedmiotów
Wzrost: 168cm
Waga: 54kg
Kolor włosów: czarny
Kolor oczu: zielony
Znaki szczególne: smukła, pociągła sylwetka; nieco wyższa od przeciętnej kobiety i chudsza – w sposób wykraczający poza kanon piękna, ale odpowiadający jej indywidualnej urodzie i konturowi dość mocno zarysowanej twarzy o wydatnych kościach policzkowych



Gęsty kłąb dymu spowił jej smukłą sylwetkę. Otoczył nagie – chude i kościste – ramiona, opadając na perfumowaną mydlaną nutą skórę. Kilkanaście minut później zapach diablego ziela przeszedł nie tylko przez jedwabny materiał czarnej koszuli nocnej. Najszybciej wsiąknął we włosy, zabijając woń perfum – łączących kompozycję gorzkiej skórki pomarańczy z miąższem grejpfruta, następnie wchłonął się w skórę, mieszając się z bukietem aldehydowych zapachów. Przy drobnym ruchu, którym rozgoniła papierosowy opar, rozbiła wokół siebie aurę nasiąkniętą słodyczą, jak i czymś cierpkim i intensywnym, kłującym w gardło — charakterystyczną woń palonego ziela. Gorzką, jak smak życia.

Rozdział I: Fatum

Matkę przez lata gnębiło znacznie więcej niż tylko szaleństwo. To przyszło później. Pierwszy pojawił się odór śmierci. Podążał za młodą lady Sybille Lestrange przez większość życia. Początkowo objawił się w latach rozkwitu jej młodości. Piękną, porcelanową twarz pokryła bruzdowata blizna nabyta podczas jednej z rodzinnych wycieczek wzdłuż lądu Hampshire. Wierzchem hipokampusów płynęła trójka dzieci i tylko jedno zostało ranne. Trącona w odmęty wód lady Sybille, ze wszystkich stworzeń morskich, zetknęła się z wolno pływającą  ciamarnicą, w samoobronie opluwającą ją zabójczym jadem.  Syreny długie tygodnie snuły smętne melodie w podmorskich głębinach. Wraz z rodziną oczekiwały magicznego uzdrowienia, które nigdy nie nadeszło. Tak – pierwsza – umarła jej uroda.

Drugie było szczęście.  Życie szybko zweryfikowało, że tak zgubnie obdarzonej przez los szlachciance, nawet dumnie urodzonej, niełatwo znaleźć męża. Grzeczniejsi kandydaci określali ją mianem okaleczonej, ci bardziej bezczelni  – oszpeconej. Rodzina, chcąc oszczędzić jej wstydu i odrzucenia, wydała ją zaprzyjaźnionemu, zaufanemu jubilerowi, zaopatrującemu ich od lat w najpiękniejsze złota i biżuterię. Nazwisko Blythe cieszyło się dobrym uznaniem wśród szlachty zaznajomionej z czystymi rodami. Jego właściciele podzielali ich doktryny, jak i wspólną niechęć do mugoli. Sam Reinhold Blythe swoją nienaganną postawą i obyciem zasłużył sobie na dobrze urodzoną krew z domu Lestrange.

Zakochanie nastąpiło później. Lirienne choć nie narodziła się z miłości, dorastała w kwitnącym uczuciu rodziców dojrzewających do miłowania siebie nawzajem. Szczęście trwało krótko, za zakochaniem podążyło nieszczęsne fatum.


♦ ♦ ♦

Dym ukazał znajomą, bladą twarz. Mała dziewczynka najpierw wspięła się na kolana matki, a później wyciągnęła się na nich, unosząc ręce ku górze. Obejmując dłońmi wydatne policzki rodzicielki, przeciągnęła miękkością swoich palców po zbruzdowanej skórze. Ciepłe, brązowe oczy dziecka szukały daremnie podobnego charakteru w spojrzeniu dorosłego. Wzrok kobiety był jednak pusty. Twarz uciekła jej w bok, izolując się od prób zwrócenia na siebie uwagi przez trzylatkę. Dziecko pozostawało uparte, niezrażone, uwieszając się matce na szyi. Odepchnięte runęło w dół. W ciemność.

Rozdział II: Szaleństwo

Obłęd ogarnął jej matkę ledwie kilka lat po zamążpójściu. Choroba postępowała powoli. Latami. Od wyobcowania do właściwego potomkom krwi Lestrange szaleństwa. Przez lata młoda Blythe obserwowała jego zmiany, ucząc się, że w tej rodzinie polegać może tylko na ojcu. Matka potrafiła pamiętać zniekształcony obraz nawet istotnych wspomnień. W jej pamięci magia jej dziecka objawiła się w sposób rychły i niewyjaśniony, przez wyrwanie strumienia wody z tafli rzeki. Umknął jej fakt, że dziecko wcześniej płakało, rozgrzane zbyt długim spacerem wzdłuż brzegu.

Kobiecie udało się wpoić córce tylko podstawowe doktryny rodu i postawić nacisk na jej edukację artystyczną, jaką dziesięciolatka odebrać miała w Beauxbatons. Przez krótkie okresy, w których jej rodzicielki nie trawiły skutki choroby, kobieta uczyła swą małą znajomości języka francuskiego.  Niewiele ponad to udało jej się przekazać. W wieku szkolnym Lirienne, stan psychiczny jej matki osiągnął apogeum. Tak – jako trzeci – umarł jej bystry umysł.

Lira dorastała rozdarta pomiędzy nienawiścią, a miłością do matki. Dojrzewała w nieustępującym lęku przed chorobą, którą mogła po swojej rodzicielce odziedziczyć. Były dni, w których współczuła matce oszukującego ją umysłu. Z upływającymi latami, tego żalu zostawało w niej coraz mniej. Po nim nastał czas zobojętnienia. Apatia i wyparcie się podobieństw do swojej rodzicielki. Nie zdarzało się, żeby przez powłokę szaleństwa, Lirienne dostrzegała zdroworozsądkową kobietę, jaką kiedyś była jej matka.


♦ ♦ ♦

Oświecenie przyszło nagle i miało znacznie ciemniejsze barwy niż się spodziewała. Otulający ją półcień barwił się kolorami czerni, zieleni i krwistej czerwieni. Czerń wołała ją do siebie, zieleń pięła się zawiłymi pnączami z jej różdżki, a czerwień ociekała z materiału zaklętej peleryny. W brzasku rzucanych klątw dało się dostrzec kilka znanych ze szkoły twarzy.

Rozdział III: Iluminacja

Ojciec wbrew woli lady Sybille posłał córkę do Hogwartu, gdzie miała być bliżej domu w hrabstwie Suffolk. Młoda kobieta, uczona doświadczeniem, w szkole obracała się wokół autorytetów. Szybko nauczyła się rozpoznawać je w tłumie, dobrze znając cenę, jaką można ponieść żyjąc w założeniu, że na wszystko znajdzie się czas. Jej szczególną uwagę, jak większość znanych jej ze szkoły osób, zwrócił starszy o rok Tom Riddle i grupa otaczających go rówieśników. Tom roznosił wokół siebie pewną aurę, niełatwą do zrozumienia. Zakładała jednak, że za tą charyzmą krył się cel, w jakiego kierunku chciała podążać. Chociaż jej samej nigdy nie udawało się nawiązywać łatwych kontaktów, zbliżenie się do Toma stało się jej pierwszym krokiem w ramach osiągnięcia swoich ambicji.

Wdrożenie się w jego towarzystwo okazało się pierwszym, ciężkim wyzwaniem. W świecie, w którym czystość krwi rokowała często o wartości czarodziejów, powoływanie się na nazwisko matki nie wystarczało w zdobyciu szacunku szlachty. Lady Sybille Lestrange od czasu niewspominanego w domu incydentu, nie pokazywała się na salonach, a jej córka nie odebrała odpowiedniego, arystokratycznego wychowania. Pozostawała za wysoko w hierarchii, aby zadawać się z mieszanką magicznej krwi i jednocześnie za nisko, żeby bez odpowiednich argumentów ubiegać się o uwagę szlachetniejszych od siebie. Chociaż negatywny stosunek do mugoli wyciągnęła z domu od ojca i przesiąkła nim wraz z krwią matki, dalej nie było to osiągnięcie, którym mogłaby skupić zainteresowanie odpowiednich oczu.

Swoje życie zamierzała przeżyć krótko i intensywnie. Dlatego nie miała czasu na rzeczy błahe, nieprzynoszące jej żadnych korzyści. Już w ramach własnego samorozwoju lekceważyła naukę dziedzin, do których nie miała wyraźnie predyspozycji i chęci. To miało miejsce z zielarstwem, w którym nie potrafiłaby odróżnić mandragory od żenszenia. Chłonęła wiedzę bardziej fundamentalną i – jej zdaniem – wyższą. Znajomość podstaw transmutacji uznawała za nieprzyjemną konieczność. Sama interesowała się głównie zaklęciami i urokami oraz obroną przed czarną magią. Być może stąd, odkryła fascynację również tą mroczną, zakazaną w szkole magią. Ta dla dziewczyny wydawała się wtedy krótszą drogą do osiągnięcia sukcesu i wielkości. Chwytanie się zabronionej, hipnotycznej i złowrogiej magii wydawało się niewielkim kosztem  za spełnienie jej ambicji. Dlatego nie bała się podzielić się nimi w wakacje z ojcem. Udostępniał jej odpowiednie lektury, pomagał w zrozumieniu ciężkiej sztuki rzucania klątw i uroków, które praktykowali w pojedynkach. Każdy powrót do Hogwartu stawał się sporym utrapieniem dla młodego umysłu spragnionego bardziej emocjonujących doświadczeń.

Ramseya znała właściwie od początku swojej nauki. Naprawdę poznała go w przerwie świątecznej na IV roku. Ona uciekała przed powrotem do domu, gdzie w te święta ojca miało nie być. Problem szaleństwa matki był jej odległy tak długo, jak dzielił ją od niej odpowiedni dystans. Co robił w szkole Ramsey – nie miała pojęcia. Wpadając na siebie w Pokoju Wspólnym, stoczyli krótki, dwuosobowy dialog po raz pierwszy. Powiedziała do niego tylko jedno zdanie: „Chcę żebyś mnie nauczył tego, czego sam się uczysz, kiedy nikt nie patrzy”. Dwa dni później, a potem przynajmniej jednego dnia w tygodniu, w ich czasie wolnym, studiowali razem tajniki czarnej magii. W swoich rozważaniach sięgali istoty siły i ciemnej strony magii. Trzy lata wspólnej nauki nie były może wielkim przełomem na drodze jej samorozwoju, ale jednym z wielu.

Wytwórstwem magicznych peleryn jej ojciec zajął się po śmierci jednego z członków rodziny nadzorującego wcześniej tą gałąź rodzinnego interesu. Na przełomie czwartego, a piątego roku jej nauki, mężczyzna w trakcie trwania jej wakacji, przekazywał córce receptury i tajniki znane tylko rodzinie. Szybko okazało się, że zdolnościami umagiczniania przedmiotów magią ochronną oraz nadawaniem im nowych magicznych właściwości, znacznie przewyższała umiejętności manualne, jakimi z początku dziergała peleryny, a do których brakowało jej cierpliwości i subtelności.

Pierwszy docenił ją Horacy Slughorn – za dobre nazwisko matki i osiągnięcia jej rodziny w dziedzinie badań nad właściwościami magicznych peleryn. Przyjął ją do Klubu Ślimaka na VI roku jej nauki. Dopiero wtedy, łącząc w sobie przedstawiony na spotkaniach pozalekcyjnych talent do umagiczniania, z zaprezentowaną poza Klubem Ślimaka pasją do czarnej magii, udało jej się skoncentrować uwagę Toma Riddle’a. Jej unikalne zdolności nadawania przedmiotom nowych, niezwykłych atrybutów, w przyszłości miały okazać się dużym atutem. Sam, nieszlachecki tytuł w szerszej perspektywie, stał się tak samo silnym argumentem. Tam, gdzie szlachcie nie wypadało się zjawiać, tam posłać można było czystokrwistą czarownicę, niebudzącą takiego zainteresowania. Gdzie zaś nie czarownicę, tam po prostu kobietę, posiadającą naturalne walory, niemożliwe do osiągnięcia przez szlachecko urodzonych mężczyzn.

W szóstym roku swojej nauki należała więc już do świty Toma Riddle’a. Otwarcie Komnaty Tajemnic nie spotkało się z żadną jej reakcją. Własne problemy przesłaniały jej krzywdę szlam, a sukcesy skutecznie tlumiły naturalny odruch współczucia wobec nich. Choć nie poruszała się z Tomem wszędzie, jak część jego najbardziej zaufanych ludzi, sama przynależność do grupy wydawała jej się już niezłym osiągnięciem. Wielka Wojna utwierdziła ją w jej ideologiach i jaśniej nakreśliła jej dążenia, kształtując w piętnastoletniej dziewczynie opinię na temat bieżących wydarzeń i zdradzając jej apatię na los mugoli ginących z ręki popleczników Grindelwalda. Pochwalała jego ideę, choć nie brak zorganizowania i luźno puszczonych na ulicę fanatyków, niszczących podniosłość tej idei i jej cel.


♦ ♦ ♦

— Lirienne!
Obudziła się nagle. Przetarła powieki. W ciemności wyciągając przed siebie dłoń, spróbowała odnaleźć filiżankę belladonny na przekrwione i opuchnięte oczy, pokładając zbyt wielką nadzieję w magię płynu, mogącego co najwyżej rozjaśnić cerę pod zmęczonymi ślepiami. Mężczyzna stojący za jej plecami oślepił ją nagłą magią różdżki, rzucając snop intensywnego bladoniebieskiego światła na skrawek studiowanego materiału. Magiczne formuły raziły czernią na bielonym pergaminie. Kolejne nazwy nienadanych jeszcze właściwości magicznych, połączone ze sobą wzajemnymi korelacjami, dla nieprawnego oka wydawać się mogły zwykłymi bohomazami.  


Rozdział IV: Uwolnienie

Zaostrzającą się politykę antymugolską aprobowała, mogąc doświadczać rychłych zmian, jako świadek i uczestnik tych wydarzeń. Chciała przeżyć wielkie rzeczy, szybko i gwałtownie, niczego nie przegapiając. Dlatego unikała matki, zamkniętej w domu. Ta od zawsze hamowała jej rozwój. Od zawsze umykała ku rzecznym i morskim wodom, w których spędzała dużą część wolnego czasu, być może nieświadomie ulegając słabościom rodziny matki do tajemnic podwodnego świata. Później jednak, swój wysiłek pokładała w naukę sztuki umagiczniania, którą po ukończeniu szkoły uprawiała w zakładzie ojca.

W rok po opuszczeniu murów Hogwartu, Rycerze Walpurgii pożegnali się na czas wyjazdu Toma Riddle’a. Był to okres wielkiej próby wszelkich znajomości Lirienne, którą to próbę mało kto przeszedł. Kontakty kobiety uległy znacznemu zubożeniu. Czas, jaki wcześniej pochłaniała na budowanie do siebie szacunku, teraz poświęcała pogłębianiu już wcześniej zdobytej wiedzy. Mądrość ojca wcześniej pałającego się w jubilerstwie, po wyjściu z jej nastoletniego wieku, przestała wystarczać w zakresie umagiczniania przedmiotów. Po pomoc sięgnęła do dalszej gałęzi rodziny, dzielącej się z nią znanymi im tajnikami i badaniami o właściwościach magicznych peleryn. Wcześnie, bo w wieku dwudziestu jeden lat, zmuszona była oddać się dziedzinie nauki. Wyniki swoich badań i spostrzeżeń, jakich nie mogła wynieść z domu, zapisywała w prywatnych manuskryptach. Czytała naukowe publikacje, sama jednocześnie nie próbując zasłynąć w naukowym światku, swój umysł nigdy nie uznając za równie oświecony co zasłużonych badaczy zaklęć. Sama zresztą, nie widziała się w tym za kilka lat. Nauka była koniecznym, jedynym znanym jej sposobem odkrycia granic swoich możliwości.

Dorastając  w ciężkich warunkach, radziła sobie ze stresem, nie bała się podejmować wyzwań, a strach przed szybkim zachorowaniem rodził w niej skłonności do ryzyka. Dlatego znacznie bardziej wiedzę, jaką uzyskiwała z umagiczniania, wolała wykorzystać na potrzeby Toma Riddle'a, niż dla budowania swojego wizerunku badacza. Oczytaniem w umagicznianiu i znajomością wielu zaklęć, tych zwykłych, jak i czarnomagicznych – uczonych w szkole, wyciągniętych z artykułów naukowych i tych, które sama konstruowała – wspomagała nakładanie właściwości magicznych na zwykłe przedmioty. Czynność ta pochłonęła ją w takim stopniu, że stała się siłą napędzającą ją do dalszych czynów. W ucieczce przed podobieństwem do matki, popadała w obsesyjność i natręctwa, paradoksalnie, bardziej zbliżając się tym do jej stanu. Nie zauważając kiedy w swojej nieustępliwości zmęczenie zaczęła zapijać podwójnymi magicznymi espresso – Geminio, a narastające w niej fazy niepokoju, filiżankami Obliviate i Confundusa, posiłkującymi spokój jej ducha, ale nie ciała, które przez krotki okres czasu regenerowała w dawkach ledwie wystarczających jej na normalne egzystowanie. Wiedza osiągana samemu, niosła ze sobą dużo więcej poświęceń. Pchnęła ją do nieregularnego spożywania, do kilku razy w roku, magicznych używek, wspomagających skutki jej niezdrowej pasji. Jej ambicje kosztowały ją kilka innych wyrzeczeń. Odosobnienie i emocjonalne odrętwienie. Przewartościowanie swojego życia.


♦ ♦ ♦

Zejście nastąpiło powoli. Osunęła się z krzesła na ziemię, tonąc w odmętach wieczornych mar i zawiłościach ludzkiego świata. Trywialne, proste czynności, właściwe dla każdej jednostki, jej wydawały się istnym ziszczeniem jej najgorszych koszmarów. Tych, w których świat miałby przyjąć do siebie kolejną, z początku – niewinną, później – tak samo jak ona – wyniszczoną przez brutalną rzeczywistość, duszę.

Epilog

Powrót Toma i Rycerzy Walpurgii pomógł na nowo odnaleźć jej zdrowszy cel. Był dla niej kotwicą do rzeczywistości i powodem, dla którego trzymała się swojej trzeźwości. W zasadzie, dla ironii, przywitanie nowych horyzontów, było też jedyną przyczyną, dla której nie dała się jeszcze zwariować.

Nigdy nie pragnęła zakładać rodziny i wydawać na świat dziecka, którym mogłyby szargać podobne rozterki. Przychylała się ku staropanieństwu, cierpliwie i bez frustracji znosząc społeczne komentarze. Ojciec podsuwał jej kandydatów na mężów, ale nie było takiego mężczyzny, którego Lirienne nie potrafiłaby odwieść od myśli zawarcia z nią węzła małżeńskiego. W końcu i te wąskie perspektywy się skończyły. Arystokracja wolała brać sobie za żony wysoko usytuowane szlachcianki, zaś odpowiednich kandydatów z rodów czystej krwi nie było z kolei tak wielu.

Tak we francuskiej domieszce krwi matki Liry, zginęła ostatnia rzecz – miłość.



Patronus: nieznany


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 Brak
Zaklęcia i uroki: 15 +2 (różdżka)
Czarna magia: 8 +1 (różdżka)
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 2 +2 (różdżka)
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
francuskiII3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
Historia MagiiI2
Jasny umysłII5
KłamstwoII5
NumerologiaV35
ONMSI2
Silna wolaI2
SpostrzegawczośćIII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
brak-0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Wytwórstwo magicznych pelerynI1
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieII7
GenetykaWartośćWydane punkty
brak-0
Reszta: 1

Wyposażenie

Różdżka



[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Lirienne Blythe dnia 13.08.17 2:15, w całości zmieniany 14 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lirienne Blythe   12.10.17 1:42

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Była piękną syreną nienoszącą nazwiska, które z pozoru winno wiązać się z rozgrzewającą jej żyły krwią. Lirienne stała się jednak owocem mezaliansu - a choć nie był on wynikiem buntu młodzieńczych serc rwących się ku siebie pomimo podziałów, to i tak mógł on wzbudzić wiele kontrowersji. Być może to właśnie przez wzgląd na swoje pochodzenie - oraz na widmo choroby psychicznej czyhające na nią z cienia - Lirienne dorosła, stając się kobietą, którą okazała się być: wręcz nadambitną, żyjącą chwilą, sprytną, inteligentną i doskonale znającą swoje pragnienia. Jeszcze za czasów szkolnych zasiliła szeregi popleczników Czarnego Pana - i nawet po latach pozostała mu wierna, najpewniej dostrzegając w służbie perspektywy poszerzania wiedzy, która zawsze była Lirienne bliska. A choć - głównie przez wzgląd na przynależność do rzekomo słabszej krwi - Blythe z pewnością będzie musiała jeszcze wiele udowodnić, to nie ulega wątpliwości, że jej zdolności zostaną wkrótce docenione.  

OSIĄGNIĘCIA
Syreni śpiew
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
skłonności do szaleństwa
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Garrett Weasley


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lirienne Blythe   12.10.17 1:42

WYPOSAŻENIE
Różdżka

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: krew jednorożca, róg garboroga, ropa czyrakobulwy

[18.08.17] Ingrediencje (maj)

BIEGŁOŚCIBrak

HISTORIA ROZWOJU
[03.08.17] Karta postaci
[24.08.17] Zakup ropy czyrakobulwy, -100 PM (skrytka Gringotta)


Powrót do góry Go down
 

Lirienne Blythe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Archibald Jeremiah Blythe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17