Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Duża sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Duża sala   05.08.17 22:32

First topic message reminder :

Duża sala

Specjalnie przygotowana sala, w której zmieścić może się wiele osób. Oprócz łóżek, w równych rzędach, ułożone są także materace, na których leżą ci mniej dotkliwie zranieni wybuchem. Uzdrowiciele w żółtych kitlach uwijają się jak w ukropie między pacjentami lecząc wszystkich z najgroźniejszych obrażeń. Co jakiś czas usłyszeć można podniesione głosy medyków kategorycznie zabraniające odwiedzin i chodzenia między łóżkami. W całym pomieszczeniu panuje hałas i zamieszanie, w którym zdają odnajdywać się jedynie pracownicy Munga. Nikt, kto się pojawia w szpitalu nie będzie pozostawiony bowiem bez pomocy.

Żeby wyleczyć się z obrażeń, których postaci nabawiły się w wyniku Do odważnych świat należy, trzeba napisać przynajmniej jednego posta w niniejszym wątku.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Oscar Reid
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4896-oscar-reid http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5039-oscar#108249 http://www.morsmordre.net/
n/d
13
Półkrwi
n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
4
4
1
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   07.12.17 20:31

1 maja

Uciekł. Musiał uciekać, nie oglądał się już, nie rozglądał. Wydostał się spomiędzy magazynów, jednak czuł się coraz gorzej. Gotów był ryzykować, szukać pomocy u ludzi dookoła, jednak ulice były puste, nie było do kogo się odezwać. Był kompletnie zagubiony i przerażony, coraz słabszy, każdy ruch bolał z każdą chwilą bardziej i wszystko obracało się w jeden wielki koszmar.
Nie, wszystko od początku było koszmarem. Nie znał okolicy w której się znalazł, nigdy nie bywał w Dokach, na pewno nie w magicznej części. W końcu jednak trafił na kogoś, czy raczej wpadł, bo w pewnym momencie szedł już raczej koślawo.
Właściwie to nie do końca pamiętał jak znalazł się w szpitalu, jednak ten ktoś musiał go tutaj sprowadzić. Nie otwierał oczu przez dłuższy moment, jeszcze wszystko go piekło, bolało, teraz jednak był jeszcze mocniej zdezorientowany i bolała go głowa. Słyszał jednak hałasy dookoła, głosy. Brzmiały niepokojąco, gdzieś ktoś krzyczał, jednak kiedy Oscar otworzył oczy, dość szybko zrozumiał, gdzie jest. Odetchnął z niemałą ulgą, szczególnie kiedy zjawił się przy nim uzdrowiciel, podając mu jakiś eliksir, każąc pić. Zadawał pytania, Oscar nie na wszystkie potrafił odpowiedzieć, jednak dzięki eliksirowi powoli czuł się lepiej. Ktoś rzucił na niego zaklęcie, ktoś oglądał jego oparzenia, które pokazywał bardzo niechętnie, bardzo nie chcąc by ktokolwiek ich dotykał. Pielęgniarka zaczęła je czymś smarować, co przez chwilę koszmarnie bolało, zaraz jednak zaczęło przyjemnie chłodzić obolałe miejsca.
Potem kazano mu spać: i nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać.
Nad ranem jeszcze nie czuł się najlepiej, jednak do południa było dobrze. Bał się jednak, że zostanie odesłany prosto do szkoły i cała jego ucieczka pójdzie na marne, a tak być nie mogło, musiał dotrzeć do dziadków. Korzystając z panującego dookoła zamętu, z tego iż pacjentów było zdecydowanie więcej niż uzdrowiciele i pielęgniarki były w stanie na raz otoczyć opieką: uciekł, ruszając już prosto w znajomą okolicę.

zt




Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   08.12.17 17:56

Sądziła, że była odporna na ból.
Przez wiele lat wszakże przychodził i odchodził falami; po pewnym czasie nauczyła się rozpoznawać jego symptomy jak kroki dawno niewidzianego przyjaciela, który postanawiał przypomnieć o sobie w najmniej oczekiwanym momencie. Znajoma bladość, nerwowe kołatanie serca, boleśnie obijającego się o drobne, kruche żebra; pulsujący ból głowy, drżące, lodowate opuszki palców, przebiegające po dłoniach przykre mrowienie; i ciepło. Ciepło krwi, gorącej, pulsującej krwi, toczącej się kroplami z nawet najdrobniejszych śladów zranień na skórze. Tyle zazwyczaj zdołała zatrzymać w pamięci, zanim świat bladł nagle i rozpływał się gdzieś przed oczami, zostawiając ją samą, drżącą i przestraszoną, w ciemnościach niepamięci. Potem budziła się, znużona i obolała, po otwarciu oczu napotykając najczęściej zmartwiony wzrok Percy'ego albo czujne, badawcze spojrzenie magomedyka. Nauczyła się tego schematu, przyswoiła go jak jedną z tych nużących, nieprzyjemnych lekcji etykiety lub rodowodów szlachetnych rodzin. Nauczyła się, a więc była pewna, że była już odporna- odporna na ból i strach, który się z nim wiązał.
A jednak bolało.
I bała się.
Sam dotyk przesuwającego się po wierzchu dłoni kciuka sprawiał jej dziwny, dojmujący rodzaj bólu- ból w rodzaju tego, kiedy dotykająca ognia ręka automatycznie pragnie cofnąć się i uciec od gorąca, chroniąc się przed dalszym zranieniem. W końcu nauczyła się- a więc powinna wiedzieć, jak się zachować, powinna rozpoznać symptomy i natychmiast cofnąć rękę, zabrać ją, odsunąć się, uciec od tego, co w konsekwencji mogło tylko parzyć ją mocniej i boleśniej. A jednak tkwiła w miejscu, czując dziwny, obcy ucisk w żołądku, i tylko resztkami silnej woli powstrzymując się od zerkania na miejsce, w którym jego palce stykały się z jej skórą. Zamiast tego dalej uparcie spoglądała mu prosto w twarz, marszcząc gniewnie brwi, uparcie próbując zasztyletować go spojrzeniem oczu, które nieznośnie miękły w zetknięciu z jego widokiem. Nauczyła się, a pomimo tego i tak popełniała błąd, a ta świadomość  wprawiała ją w podświadome drżenie.
Myśl, że mógł się o nią troszczyć, pozostawała nie do zniesienia; dlatego odrzuciła ją uparcie, ignorując jego słowa zaciśnięciem ust.
-Nie lubię, kiedy ktoś mnie wyręcza- Odparła zbyt szybko, zbyt zaczepnie, aby przekonać chociaż samą siebie, że był to objaw złości, a nie troski. Widok jego bladej, cierpiącej twarzy nie pozwalał jej trwać w upartym gniewie, którego tak pragnęła. Szukała w głowie odpowiednich słów, kiedy to się stało; znajome drżenie kolan, uginających się nagle pod ciężarem drobnego ciała i tańczące gdzieś na horyzoncie widzenia mroczki. W kolejnym przypływie uporu spróbowała się zaprzeć. Nogi odmówiły jednak współpracy, uderzając słabo w ramę łóżka i zmuszając ją do spojrzenia w dół, prosto na zalaną krwią podłogę.
-Nie powinieneś był- Resztki myśli uciekały jej z głowy; znajomy strach sprawił, że zadrżały jej usta i wciąż trzymane w jego uścisku dłoni.- Myślałam, że jesteś inny niż oni, ale ostatecznie wszyscy jesteście tacy sami.
Spróbowała wyjąć dłoń z jego uścisku, jednak ręce omdlały jej szybko i tylko niemrawo poruszyła ręką.
-Jeśli od początku chciałeś zniknąć, mogłeś nie pojawiać się wcale- Głos urwał się nagle, przechodząc w niemrawy szept, a oczy zaczęły się zamykać, ostatkiem sił łowiąc jeszcze obraz jego twarzy.
Skamander. Samuel. Sam.
Na chwilę po tym nogi ugięły się pod nią, przegrywając nierówną walkę, i osunęła się prosto w kałużę płynącej z otwartych na nowo ran krwi, rejestrując jeszcze krzyk uzdrowiciela.
A potem była ciemność i długo, długo nic.

| zt :c




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   10.12.17 1:54

Nasilający się ból coraz mocniej ścierał ze sobą zmysły. Wykluczając ten jeden, odebrany. Rozpaczliwie chciał przywrócić ociemniały wzrok zalany nieprzeniknionym mrokiem i niebezpieczna iskra dygotała w piersi, groźbą całkowitej kapitulacji. Granice już dawno przekroczyły limit  znoszonego bólu. Wszystko rozsypywało się, rozrywało, wyło, a Skamander czołgał się dalej, do przodu, wiedziony niewidzialną nicą, której się trzymał, jak liny. Tonął. Nie wiedział tylko jeszcze, czy lina miała go uratować, czy tez miał zostać na niej powieszony. Wywrócony do góry nogami świat, jego świat i ten otaczający, nadal przewracał się, jak pijany klaun, którego okrutni właściciele cyrku, postanowili wrzucić do maszyny tortur. Bzdurne porównanie. I jeszcze bardziej idiotyczne wnioski. Ale wszystkie płynęły jedne za drugą, jak rzeka, której źródła nie mógł zatrzymać. Był po prostu ból. Ten fizyczny, który potrafił znosić. Ten rozrywający od środka był stokroć trudniejszy w panowaniu. A przez to bardziej okrutny, narastający, gdy tak bardzo znajomy głos rysował blade oblicze policzków, kreślił linię drżących warg i malował zieleń przejrzystych jak toń górskiego jeziora - źrenic.
Ulla.
Palce nie zatrzymały się z piętrzącą się z tyłu głowy wolą, nakazem. Torturą przyjmowaną z masochistyczną zadrą, obłędną przyjemnością. Ogień, który spalał i trawił, pochłaniając zdrowy rozsądek. Tylko po to, by zniknąć w w rozrastającej się pustce. Bez końca. Studnia bez dna. Skamander bez duszy. Umierając we własnych winach i zsuwając sie po równie coraz bardziej pochyłej. Tonący wyszczerbiony wrak, skorupa. Taplający się w żalu błazen. Czy tak miał wyglądać jego koniec? I czy ona miała patrzeć na jego upadek? Jedyną szansą było odrzucenie. Inaczej upadłaby razem z nim. A na to pozwolić nie mógł. Nawet, gdy tego nie chciała, ignorując słowa, jak morskie fale, które uderzały o szklane ściany jej zamku - A powinnaś. Już za późno - zaczepne stwierdzenie i odpowiedź, zbyt szybka by mógł zatrzymać, tak jak zbyt wartko płynęły kobiece słowa. Cichsze, słabsze, czy zmysły zdradzały już nawet pozostałe wrażenia? Było za późno. Jak zawsze. Nie ten czas. Nie to miejsce. Nie to serce. I krew. Salę wypełniał jej zapach, jak opary z pracowni upiornego alchemika. Woń uderzała w nozdrza silniej niż chciał wierzyć, a źródło znajdowało się tuż obok. Powinien usłyszeć uderzenia szkarłatnych kropel, rozbijających się o ziemię. Odbierające siłę stojącej tuz obok kobiecie - A jednak - skóra pod palcami była chłodna, zimna i coraz bardziej słaba. Napięcie, które towarzyszyło jej palcom, gdzieś umknęło, razem ze stawianymi cicho, coraz ciszej wyrazami.
Czy był taki? Nie wiedział. Ale miała w to uwierzyć. Musiała. Jakkolwiek okrutnie brzmiało. Tym razem to kłamstwo miało uratować, nawet jeśli tak bardzo upierał się wierzyć w potęgę prawdy - Ty wróciłaś Ulla - próbował przyciągnąć ją do siebie, chcąc poczuć opór, jaki stawiała. Dostrzec znamiona gniewu, upartej złości. Zamiast tego dłoń stała sie wiotka, przeraźliwie zimna. Słaba. Zerwał się w tym samym momencie, upadając na kolana tuż obok drobnego ciała. Krzyk obok rozdarł ciemność tylko na moment. Dłonie znalazły chłodne, nieprzytomne oblicze, ale w końcu bezwonna ciemność pochłonęła także i jego.

zt :<






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
6
17
0
0
0
0
26
13
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   10.12.17 4:04

Gdy mnie zawołał spojrzałam na niego. W tym momencie był dla mnie kotwicą w tym rozszalałym świecie. Tak dziwnie w tym momencie obcym i nieprzychylnym. Nie wiedziałam już co myśleć, co powinnam robić. Łapałam się więc wszystkiego, każdej bezsensownie iskrzącej w mojej głowie myśli nie wiedząc co dalej, a właściwie - co teraz.
Próbowałam skupić się na tym co mówi. Nie było to proste, pomimo, że stał tutaj tak na przeciwko mnie. Słowa zaczęły jednak łączyć się w jakiś sensowny nakaz zgodnie z którym niechętnie przeniosłam swoje spojrzenie w bok. Nieśmiało sunęłam nim po rannych, cierpiących. Zrobiło mi się niedobrze. Szybko więc wróciłam oczami do podłogi, do tego by obserwować swoje bose stopy. Potrząsnęłam przy tym głową nerwowo zaprzeczając ostatecznie padniętemu pytaniu. Nigdy nikogo nie chciałam skrzywdzić. Nigdy o tym nie myślałam.
- Nie wiem. Pierwszy raz widziałam go na oczy. Był to młody mężczyzna. Może w moim wieku? Nie wiem. Znalazłam go pod gruzami. Słyszałam jak nawoływał matkę. Podeszłam więc i mu chciałam pomóc, a on wywołał jakieś dziwne zaklęcie. Zażyło się na zielono. Wycelował nim we mnie i potem zrobiło mi się tak strasznie słabo. Krzyczał na mnie przy tym. Ja nie wiem, może go jakoś sprowokowałam, może coś powiedziałam nie tak... - z chwili na chwilę zaczęłam przyśpieszać coraz bardziej, aż ostatecznie zabrakło mi tchu w płucach wymuszając w moim potoku słów przerwę - ...wystraszyłam się i uciekłam - skończyłam, jednocześnie przecierając swoje poliki.
- Dziękuję, Alanie - tak wiele dla mnie robił choć nie musiał. Cieszyłam się, że zaproponował mi zostanie tutaj. Nie chciałam wracać do domu, nie chciałam siedzieć na sali chociaż właściwie nic mi tu nie groziło. - Um, mogę. Chyba tylko jestem poparzona. Jest mi też słabo chociaż nie wiem czy to nie dlatego,że ciągle się nakręcam. Żebyś ty wiedział jakie chore myśli chodzą mi po głowie... -uśmiechnęłam się krzywo, nieco wymuszenie, paranoicznie. Potem wzięłam głęboki wdech i wydech. Pozwoliłam Alanowi na rozpostarcie nade mną opieki. Teraz będzie już tylko lepiej, prawda...?

|zt x2 (Sally & Alan)


Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole http://www.morsmordre.net/t4476-bilbo http://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie http://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   29.12.17 21:40

| z wyjścia z kanałów

Powoli weszła do pomieszczenia, prowadzona przez jednego z młodszych uzdrowicieli. Chwilę stanęli na środku, co pozwoliło Belle rozejrzeć się po sali. Tak naprawdę jednak wystarczył jeden rzut okiem, by od razu dostrzec jak wiele osób dotkniętych zostało przez te dziwne, nocne wydarzenia. Nagle poczuła delikatny uchwyt na dłoni, w skutek czego wyraźnie zaskoczona spojrzała na uzdrowiciela. Najwyraźniej coś do niej mówił, lecz była zbyt pochłonięta przez własne myśli, by cokolwiek do niej dotarło. Pozwoliła się więc bez sprzeciwu poprowadzić na jedno z wolnych łóżek, na którym usiadła. Szorstki dotyk prześcieradła wywołał u niej nieprzyjemne dreszcze. To uzmysłowiło jej, że jeszcze nigdy nie miała potrzeby leżeć na jednym z tych szpitalnych łóżek. Owszem - przebywała w tym budynku dosyć często, lecz to z przyczyn jej zawodu, a raczej wolontariatu. I bynajmniej nie cieszyło ją nowe doświadczenie tego typu, a zwłaszcza tej nocy, kiedy tak wiele już się wydarzyło.
Westchnęła cicho, dopiero wówczas uzmysławiając sobie, iż jej uzdrowiciel gdzieś zniknął. Ze zmarszczonym czołem rozejrzała się, nie dostrzegając go nigdzie. Najwyraźniej zamyśliła się do tego stopnia, że nawet nie dostrzegła jego wyjścia. Była jednak pewna, iż ten jeszcze wróci. W dalszym ciągu oddychanie sprawiało jej pewne trudności, a do tego dochodziło jeszcze lekkie roztrzęsienie i drobne potłuczenia. Rozglądając się jednak po sali dostrzegła, że należy do tych kilku lepiej wyglądających przypadków. Nie, nie mogła narzekać mając w pamięci Justine, którą spotkała w kanałach. Miała jedynie nadzieję, że uzdrowiciel, którego jej przyprowadziła, zaopiekował się odpowiednio kobietą.
Podniosła się nieznacznie, próbując znaleźć nieco wygodniejszą pozycję. Nie zdawała sobie sprawę, iż szpitalne łóżka są tak twarde. Naturalnie nigdy nie dostrzegła w budynku oznak ogromnego poziomu komfortu, ale zazwyczaj pochłonięta była przez własne opowieści do tego stopnia, że nie zwracała uwagę na tak nieważne rzeczy.
Westchnęła ponownie czując, jak lekko drżą jej dłonie. Najwyraźniej wszystkie emocje dopiero teraz się w niej skumulowały, wcześniej przecież nie miała na to czasu. Teraz jednak trwała w swego rodzaju zawieszeniu, gdzieś na uboczu. Obserwowała otaczające je osoby i uzdrowicieli, starających się pomóc poszkodowanym. Ona była zaś biernym obserwatorem gdzieś z boku.
Odgarnęła z czoła pojedyncze kosmyki, które nagle zaczęły boleśnie kłuć ją w oczy. Nagle dopadła ją wzmożona ochota by wrócić do domu, do własnego pokoju. Prychnęła cicho pod nosem, zdając sobie sprawę ze swojego pragnienia. Zabawne, bo przecież zawsze starała się być wszędzie, byle nie w domu.




But are we all lost stars trying tolight up the dark?
Powrót do góry Go down
 

Duża sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Parter: Wypadki Przedmiotowe-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18