Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedziShare | 
 

 Artemisia Ollivander

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Artemisia Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5108-artemisia-ollivander#110678 http://www.morsmordre.net/t5190-parapet-art#114102 http://www.morsmordre.net/t5189-artemisia#114086 http://www.morsmordre.net/
opiekunka lasów Lancashire, znachorka
27
Szlachetna
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
5
22
8
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Artemisia Ollivander   06.08.17 20:05


Artemisia Ollivander

Data urodzenia: 9 VIII 1929
Nazwisko matki: Greengrass
Miejsce zamieszkania: Silverdale w hrabstwie Lancashire
Czystość krwi: czyszta szlachetna
Status majątkowy: bogata
Zawód: opiekunka lasów Lancashire, znachorka; z zamiłowania zajmuje się interpretacją numerologiczną innych ludzi;
Wzrost: 1,63m
Waga: 52 kg
Kolor włosów: brązowy
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: delikatny zapach ziół roznoszący się w jej otoczeniu; można zauważyć w czasie chodu, że kuleje na prawą nogę – stara się uważać, aby nie powróciły problemy z przeszłości; na szyi zawieszony ma naszyjnik z triskelionem, lecz na spotkaniach arystokratycznych go nie zakłada


Liczby rządzą światem, o czym wiedzieli już greccy uczeni od zamierzchłych czasów. Podobnie jak i czarodzieje mają swoją magię, każda rzecz na naszym świecie ma przypisaną sobie wibrację, niezmienną energię, która odzwierciedla nasze ukryte ja. Nie zawsze musimy wykorzystywać jej dobroć, czasami odrzucając to co nam daje, wybierając "lepsze" ścieżki, pełne przeszkód do pokonania. Ludzie często są zbyt zabiegani, aby dostrzec to, że nawet najmniejsza roślina, rosnąca na ich ogródku, posiada w sobie moc i jest niezwykła. Cieszenie się z każdej chwili, nawet zwyczajnej błahostki, może dla jednych być czymś zupełnie głupim, jednak czy nie lepiej czerpać radość ze wszystkiego? Nawet zwykły deszcz, będący utrapieniem wielu ludzi, jest tylko po to, aby ktoś inny się z niego mógł cieszyć. Dlaczego więc nie można się nauczyć być jak ten drugi człowiek? Taka umiejętność jest niezwykle przydatna w życiu.



Dwójka. Dwójka towarzyszyła jej od samego urodzenia, w końcu to jej wibracja urodzenia. Była też drugim z kolei dzieckiem państwa Ollivander, zaraz za starszym bratem Ulyssesem. Uwielbiała poznawać świat dookoła, wypytać o wszystko swoją guwernantkę, która dla młodej Art była niczym księga pełna wiedzy. Zawsze znała odpowiedź na jej pytanie, nawet takie najgłupsze (o ile takie kiedykolwiek były zadawane). Rosnąca dama chciała być poniekąd jak ona – uśmiechnięta, miła, pomocna, oddana swojej sprawie. Czasami się zastanawiała, czy raczej nie powinna iść za śladami rodziców i bardziej skupić się na szlacheckiej etykiecie, będącej jej poranną rutyną przez niemalże całe dzieciństwo, czy też nie skupić się na naśladowaniu brata, jednak on dla niej był jakoś zbyt poważny. Młoda Artemisia, podobnie jak i on, czuła, że jej rodzina jest niezwykła, a otaczająca ją roślinność to istna magia sama w sobie, ale jakoś nigdy o tym bardziej nie myślała. Wolała działać i poznawać ją taką, jaką jest, niżeli zgłębiać jej dźwięki i słowa. Kto by w tak młodym wieku przejmował się takimi rzeczami... Tylko sami dziwnie ludzie!
Niestety, te same rzeczy towarzyszyły jej przez całą młodość, lecz w nieco innej formie. Od najmłodszych lat, kiedy tylko już nauczyła się mówić i rozumieć to, co do niej mówią inni, zaczęła naukę szlacheckiej etykiety. Chociaż czy naprawdę niestety? Lubiła to! Mogła się poczuć jak prawdziwa pani na włościach, jednak przez większość czasu żartowała sobie z tego, bo nie wiedziała, że trzeba to brać na serio. Nie znała osób z gorszych rodzin, bo nikt jej nie pozwalał na takie kontakty, więc ograniczała się wyłącznie do poznawania dzieci z innych arystokratycznych rodów, które jak i ona miały podobne zainteresowania. Nie odczuwała tego, że jest kimś wielkim, bo w tym towarzystwie była na równi ze wszystkimi. Najmilej wspomina naukę rzeźbiarstwa, które niestety nie było jej mocną stroną. Rodzice, ze względu na zawód dominujący w rodzinie, przykładali do tego szczególną uwagę, czasami nawet Artemisia myślała, że chyba nie istnieje nic ważniejszego od idealnie wymodelowanej gliny. A tak lubiła tańczyć! Chociaż wstydziła się ćwiczyć z innymi chłopakami, to nie chciała tego pokazywać. Nauczono ją, że musi zawsze być poważna na takich bankietach, więc nie było mowy na żadne zaczerwienione poliki!
Jednak każda liczba ma swoje negatywy, z którymi człowiek musi walczyć. Najważniejsze wspomnienie z jej młodości, jest również tym najsmutniejszym, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Pewnej jesieni, kiedy to jej młodszy brat dopiero się narodził, a starszy wyjechał już do Hogwartu, jej guwernantka była niezwykle zajęta. W końcu opieka nad niezbyt miłym lordem musi być męcząca. Art kochała swojego brata i zawsze była blisko niego, ale czasami wolała chyba, jakby już siedział cicho. Po całej sytuacji nie miała swojej opiekunce nic do zarzucenia, bo w końcu nic złego się nie stało, prawda? Artemisia nie była tak dobra w bieganiu jak inne dzieci. Często musiała walczyć z tym, aby móc w ogóle utrzymać jakoś swoją równowagę, by tylko w czasie gonitwy za motylami, nie przewrócić się i pobrudzić sukieneczki. Wpatrzona w zwisający z stołu naszyjnik mamy, nie do końca wiedziała jak postawić nogi na schodach, przez co jej prawa noga się ześlizgnęła, a młoda dama poleciała wzdłuż schodów, obijając swoje ramiona w dość znaczący sposób. Dziewczynka nie pamiętała czy ból po upadku był duży, bo po chwili poczuła coś o wiele gorszego. Z powodu swojej emocjonalnej, czasami wręcz histerycznej natury, zaczęła strasznie płakać, próbując ratować się czymkolwiek. Nie kontrolowała się wtedy, przez co talerze, srebrne kielichy czy porcelanowe filiżanki, w mgnieniu oka spadały na ziemię, roztrzaskując się dookoła dziewczynki. Artemisia starała się uratować, jednak żadna z przywołanych do niej rzeczy nie była zbyt pomocna. Czuła, jak jej płuca zaczynają coraz bardziej płonąć, nie wiedziała jak oddychać, może to już był powoli jej koniec?



Ósemka. Ósemka to jej wibracja ekspresji zewnętrznej. Odznacza się silną osobowością, uporem i dążeniem do swojego celu, którym jest walka z klątwą Ondyny. Chorobą, która zaatakowała kolejne z rodzeństwa. Od tego czasu młoda dama starała się kontrolować swoje emocje, a raczej nie wystawiać się na niebezpieczeństwa. Nie lubiła odkrywać nowych rzeczy, ani szczególnie brać udziału w harcach innych dzieci. Bała się, że znowu wyrządzi krzywdę swojej guwernantce czy rodzicom, niszcząc im kolejną zastawę, o którą babcia się szczególnie martwiła. Wolała przebywać w otoczeniu swojego domu, skupiając się na nauce, która ją w tym momencie najbardziej interesowała – zielarstwie. Bardzo martwiła się o swojego młodszego brata i chciała głównie dla niego poznać tajniki ziołolecznictwa, jednak nikt jej w domu szczególnie się tym nie zajmował, przez co jej wiedza była wręcz znikoma, lecz nie zamierzała się poddawać, a swoje zainteresowanie rozwinęła w murach Hogwartu.
Tiara Przydziału nie zainteresowała się nią w jakiś wybitny sposób. Było tak, jak przewidzieli to rodzice - młoda Artemisia dostała się do Ravenclawu, domu, który był dla niej idealnym wyborem. Z przyjaźniami było u niej ciężko. Starała się pomóc każdemu, dodać mu otuchy czy wesprzeć w trudnej sytuacji, ale im bardziej próbowała nawiązać nić porozumienia, tym gorzej to dla niej wychodziło. Widziała, jakby wszyscy znajomi starali się trzymać od niej jak najdalej. Pierwsze zmiany w tej kwestii zaszły dopiero na kolejnych latach, kiedy to coraz więcej osób przychodziło do samej dziewczyny. Była wręcz uradowana tym, że będzie mogła z kimś więcej porozmawiać, a może nawet ktoś zostanie jej przyjacielem do końca życia? Jednak większość ich konwersacji kończyła się zejściem na temat prac domowych, będących w dużej mierze wykonywanych przez Artemisię dla innych osób. Wiedziała, że przyjaźń oznacza poświęcenie się dla innych, przez co nie przeszkadzało jej to, że była tak naprawdę wykorzystywana. Ona sama zresztą tego nigdy nie zauważyła, bo w końcu inni nie są dla niej niemili, prawda? Czyli już ją lubią, a ona nie chciała sprawiać im przykrości, przez co dalej w tym trwała.
Hogwart mimo wszystko, był dla niej niezwykłym miejscem. To tutaj poznała, że życie nie jest takie idealne i nie opiera się wyłącznie na balach i rozmawianiu o rosnących w ogrodach krzewach. Duży wpływ na to miały osoby pochodzące ze zwykłych rodzin, zamieszkujących niejednokrotnie uboższe dzielnice. Słuchając ich historii, nie mogła oprzeć się przekonaniu, że jednak jest szczęściarą, skoro nie musi zmagać się z takimi trudami życia, a jej jedyną zmorą pozostaje nauka, która była o wiele gorsza od tej poznanej z domu. Bo gdzie zabawa przy nauce kolejnych gwiazd czy zaklęć transmutacyjnych?
Z biegiem czasu świat pokazał, że zdarzają się rzeczy o wiele gorsze od astronomii. W połowie trzeciego roku, całą szkołę obiegła informacja o tragicznej śmierci młodej Krukonki, będącej dodatkowo w jej wieku. Nie znały się za dobrze,
kilkukrotnie stały blisko siebie na eliksirach warząc kolejne wywary u profesor Slughorna, jednak mimo tego zaczęła się martwić. Nie tyle o innych, co o siebie.
Co jak i ją to dopadnie? Był to dla niej ciężki rok, na którym niejednokrotnie lądowała w skrzydle szpitalnym z powodu nawrotu choroby.



Dziewiątka. Z nią również się utożsamiała, w końcu to ona wyznaczała jej cele życiowe. Cel do pomagania innym za wszelką cenę, nawet własnego cierpienia. Odbiło się to na lady Ollivander w ciągu dwóch ostatnich lat szkoły, kiedy przytłoczona pracą od innych, nie dawała sobie za bardzo rady ze swoją nauką do OWuTeMów. Nie miała już czasu na przesiadywanie po lekcjach w cieplarni profesor Cattermole, pomagając jej przyciąć liście czy przesadzić rośliny, ani tym bardziej na jej nową pasję, jaką okazała się być numerologia. Dopiero przy krańcu swojej podstawowej edukacji zauważyła, że to nie są tylko zwyczajne liczby. Mają one czasami moc większą niż różdżka. Od tego momentu zaczynała słyszeć, że niektórzy jej znajomi nazywają ją dziwakiem. W końcu kto normalny podchodzi i przy niemalże pierwszym pytaniu, wypytuje o dokładną datę urodzenia. Artemisia nie przejmowała się tymi docinkami, bo sama tak podchodziła do numerologii jeszcze w trzeciej klasie, przez co nie myślała nawet, że jej znajomi naprawdę uważają ją za kogoś nienormalnego. Niestety, rodzina również nie podzielała jej miłości do numerologii. To zainteresowanie odbiegało w drastyczny sposób od tego, czym Ollivanderowie szczycili się przez ostatnie laty, dlatego swój ostatni rok poświęciła głównie zielarstwu i eliksirom, które był dla niej najważniejsze.
Chociaż widniejąca ocena zadowalająca na jej OWuTeMie z numerologii mogłaby ją zdołować, ona była z niej całkiem dumna. Nie musiała pisać tego egzaminu, jednak byłaby na siebie zła, gdyby nie skorzystała z danej jej szansy wykazania się. O wiele lepiej wypadły egzaminy z eliksirów i zielarstwa, przez co  pragnęła dostać się na staż do Szpitala Św. Munga, który z pewnością byłby dla niej idealną okazją do pogłębienia swoich zainteresowań z zakresu ziołolecznictwa. Taka decyzja nie spodobała się rodzicom, pragnącym, aby ich córka nie wybierała zawodu mogącego wykończyć ją nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Oni znali realia świata o wiele bardziej niż lady Ollivander, przez co byli przekonani o tym, że słaby umysł Art nie sprawdzi się w roli uzdrowiciela. Niestety, nie dane było jej spróbować tego zawodu, zamiast tego rodzice postanowili, że dalej będzie mogła rozwijać się w kierunku o wiele lżejszej pracy, jaką jest bycie zielarką. Nigdy się to jej szczególnie nie podobało, jednak cieszyła się, ze mogła chociaż trochę poznać sztukę magii lecznictwa, przez kontakt z bliską jej ciotką, która zajmowała się tym od wielu lat.
Zawsze trzeba szukać czegoś pozytywnego w naszym życiu. Tego samego roku dostała swoje pierwsze zaproszenie na Sabat, które przyjęła z wielką radością. Tam też miała poznać swojego przyszłego męża, a tak przynajmniej tłumaczyła jej babcia, pomagająca dobrać odpowiednią suknię na tego typu spotkanie. Nie wiedziała, czy jest wystarczająco gotowa na wyjście za mąż, jednak nie ona tutaj rządziła i mogła jedynie poddać się woli jej ojca, jak i mężczyzny, którego mogłaby tam spotkać. Niestety, ten kwietniowy wieczór nie był dla niej szczęśliwym, bo nikomu nie wpadła w oko na tyle, aby chciał wziąć Artemisię za swoją przyszłą partnerkę. Kobieta jednak wiedziała, że to tylko kwestia czasu, aż rodzice wybiorą dla niej odpowiednią osobę, ponieważ około rok później, już pragnęli szykować Artemisię do wydania, jednak tragiczne wydarzenia z domu doprowadziły do tego, że jej narzeczeństwo zeszło na drugi plan.


Czwórki są z reguły bardzo rodzinne, taka też była jej siostra, malutka Ophelia, która nie była wystarczająco silna, aby pokonać swoją chorobę, a może to Ondyna za czwartym razem była już za mocna? Widząc cierpienie, jakie musiała przeżywać, Artemisia była całkowicie pewna tego, że Ophelia należała do osób niezłomnych, nie poddawała się i, podobnie jak jej starsza siostra w dzieciństwie, była okazem prawdziwej radości. Lady Ollivander bardzo przeżyła rozstanie z osobą, która była dla niej małym słoneczkiem, dającym promyki nadziei. Był to jeden z niewielu momentów w życiu Art, w którym czuła się naprawdę smutno. Myślała, że ma odpowiednią wiedzę, aby móc wyleczyć Ophelie na tyle, aby i ona mogła przeżyć magię, która miała miejsce w Hogwarcie. Zawiodła? Sama nie wiedziała, nie chciała tak o tym myśleć, bo starała się jak mogła. Może tam jej będzie lepiej? Nie będzie musiała płakać i cierpieć, w końcu odpocznie od codziennego trudu.
Od tego momentu zajęła się opieką lasów w Lancashire, skąd mogła dostarczać drewno do różdżek dla swojego brata. Nie zostawiła jednak swoich marzeń. Dbała o swój ziołowy ogródek powstały w wydzielonej dla niej części ogrodu, w którym mogła dbać o wszystkie swoje rośliny, a także bliżej je poznawać. Niestety, teraz czeka ją kolejny problem, ponieważ mając 27 lat, nie może sobie pozwolić na zostanie starą panną. Chociaż nie ma się czym smucić, bo z numerologicznego punktu widzenia dwójki nie lubią się wyłącznie z jedną wibracją. Może rodzice jej wybiorą odpowiedniego partnera?




Patronus: Gęś, w dawnych wierzeniach anglosasów, była symbolem zmiany, szansy na lepsze jutro, do czego stale dąży Artemisia. Stara się nie rozmyślać o tym co złe, lecz brnąć do tego, co daje jej radość.  


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 0 Brak
Zaklęcia i uroki: 5 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 8 +3 (różdżka)
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 22 +2 (różdżka)
Sprawność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaII5
AstronomiaII5
Historia MagiiII5
NumerologiaIII10
Opieka nad Magicznymi StworzeniamiII5
Starożytne RunyII5
ZielarstwoIV20
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka etykieta-0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I1
Malarstwo (wiedza)I1
Muzyka (wiedza)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
JeździectwoI1
Taniec balowyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 15

Wyposażenie

Różdzka





Ostatnio zmieniony przez Artemisia Ollivander dnia 19.08.17 15:29, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Artemisia Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5108-artemisia-ollivander#110678 http://www.morsmordre.net/t5190-parapet-art#114102 http://www.morsmordre.net/t5189-artemisia#114086 http://www.morsmordre.net/
opiekunka lasów Lancashire, znachorka
27
Szlachetna
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
0
5
22
8
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Artemisia Ollivander   06.08.17 22:22

W sumie chyba wypadałoby wspomnieć, że skończone, choć w budowie nie było, to może nie trzeba pisać... a nie wiem!


Powrót do góry Go down
 

Artemisia Ollivander

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sklep Ollivandera
» Różdżki
» Chloé Ollivander
» Katya Ollivander
» Constantine Ollivander

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17