Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój muzyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pokój muzyczny   03.05.15 1:17

First topic message reminder :

Pokój muzyczny

Obszerny pokój na piętrze, w zachodniej części dworku. Przyciemniony, bowiem dopływ światła odcinają wielobarwne witraże ułożone w kształt pejzażu klifów nad Dover, ze śnieżnobiałym jednorożcem w wyskoku w centralnej części obrazu. Okno nie ma zasłon, kolorowe szyby przepięknie się mienią za dnia oświetlone słońcem, nocą - blaskiem świec srebrnych kandelabrów kutych w wile kształty. Jasne, pastelowobłękitne ściany zdobi jeszcze magiczny gobelin będący drzewem genealogicznym rodu Rosier; gałęzie krewnych ozdobione są czerwonymi różami, które bielą się w chwili śmierci. Dzieci oznaczone są drobnymi pąkami, a zdrajców krwi - ostatni trzy pokolenia temu - zwiędłymi kwiatami. Nowe gałęzie wyrastają i dojrzewają wraz z pojawianiem się kolejnych pokoleń, cały czas znajdując się w sercu drzewa. Najmocniej wyeksponowanym fragmentem komnaty jest czarny fortepian, przy którym ustawiono szeroką ławę - dość szeroką, by przy instrumencie mogły przysiąść dwie osoby. Wśród na stojaku, znajdujących się pod ręką, najłatwiej znaleźć romantycznych kompozytorów, w tym Chopina, oraz suity baletowe w fortepianowej transkrypcji. Na okrągłym kawkowym stoliku nieopodal, przy którym ustawiono wygodne, obite kremowym aksamitem krzesła, znajduje się antyczny porcelanowy wazon, w którym zawsze czerwieni się bukiet świeżych róż. Nieopodal błyszczy stalowa harfa zdobiona morskimi motywami, sprowadzona tu przez młodą lady Rosier. Miękka, szeroka kanapa niewątpliwie sprzyja odpoczynkowi oraz relaksacji przy popisach artystycznych utalentowanej rodziny. Niegdyś występy dawała tutaj Marianne, od jej śmierci pokój wydaje się dziwnie pusty. Błyszczący parkiet zdobią jedwabne arabskie dywany, część podłogi jest naga - przystosowana do tańca.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   01.04.16 21:13

Nawet gdyby ciało kobiety nie było tak okropnie skatowane, Rita nie umiałaby jej rozpoznać. To prawda, czasem udawała, że odrobina krwi Slughornów w jej żyłach robi z niej damę. W rzeczywistości jednak była tak bardzo odległa od ich arystokratycznego światka jak to tylko możliwe. Cedrina może kiedyś wspomniała o swojej bratanicy, pannie Crouch, ale Sheridan z pewnością nie przywiązała do tej informacji zbyt wielkiej wagi. Przecież powodem do dumy był dla niej fakt, że jest w stanie wymienić imiona całego rodzeństwa Rosierów! Choć przecież tylko Tristana poznała osobiście (i to na brudnych uliczkach Nokturna, a nie na salonach). Jakim cudem miałaby zapamiętać ich rozlicznych krewnych? Madame Rosier była łaskawą patronką, ale zawsze grubą kreską oddzielała swoje dzieci od ciemności i zepsucia, które reprezentowała sobą Rita. Alchemiczce nigdy nawet nie przyszło na myśl, że mogłoby to wyglądać inaczej. Dlatego teraz patrząc na ciało Diany widziała jedynie zbitkę mięśni i kałużę krwi. Groteskowy eksponat, który szpecił elegancko urządzony pokój. Nie pozwoliła sobie na luksus współczucia dla tego czegoś. Nie próbowała kwestionować poczynań Tristana, nie pytała dlaczego to zrobiłeś? Nie po to ją tutaj wezwał. Zresztą kim była, by go oceniać? Sama miała wiele krwi na rękach. Swoich wrogów bezlitośnie eliminowała, gdy zachodziła taka potrzeba. Mało tego - patrzyła jak jej rodzice wiją się w konwulsjach po wypiciu trucizny, którą im podała. Byłaby więc ostatnią osobą, która rzuciłaby mu w twarz słowem morderca.
Z trudem oderwała wzrok od ciała, które w swej potworności było wręcz fascynujące. Zgasiła papierosa, niedopałek wciskając do jakiegoś wazonu, bo nie miała czasu na szukanie lepszej popielniczki. Przejęła od Tristana butelkę i pociągnęła z niej trzy długi łyki. Alkohol palił gardło, ale była to pożądana reakcja - pomagała się skupić na celu. Trzeba jak najszybciej się z tym uporać, póki noc trwa. - pomyślała, odstawiając butelkę na fortepian. Otarła rękawem policzek, bo kilka kropli alkoholu pociekło jej po twarzy. Naprawdę nie chciała tego robić...
- Jestem pewna, że sobie zasłużyła. - odezwała się wreszcie, jednocześnie powoli zbliżając się do Diany. Stąpała ostrożnie, unikając największych plam krwi. Ukucnęła obok ciała, starając się przy tym oddychać przez usta, by choć trochę ograniczyć wątpliwą przyjemność wdychania wydobywających się zeń zapaszków. Dziewczyna już stygła, zaczynała też ewidentnie sztywnieć. Ile mogło minąć od czasu, gdy wydała ostatnie tchnienie? Jak długo tu była? Rita skrzywiła się minimalnie i ściągnęła z ciała wszelką biżuterię, którą jej łase na błyskotki oko dojrzało. Po samej wadze klejnotów mogła stwierdzić, że były dużo warte. Pewnie robione na zamówienie albo przekazywane od pokoleń. Łatwe do rozpoznania, jeśli ktoś będzie ich szukał. Nie zastanawiając się długo oderwała duży pas materiału z szaty nieboszczki i zawinęła weń biżuterię. Cisnęła zawiniątko na bok i podniosła się na nogi.
- Rosier, musisz się wziąć w garść. - oznajmiła zimno, podwijając jednocześnie rękawy szaty, które i tak umoczyła już we krwi. Wbiła w niego nieustępliwe spojrzenie, w duchu modląc się, by się otrząsnął. Będzie potrzebowała pomocy, jeśli ma się z tym szybko uwinąć! Czasem zapominała, że nie wszyscy umieją strząsnąć z siebie emocje z taką łatwością jak czyniła to ona. Niechciane uczucia i rozmyślania zepchnęła już na granicę świadomości, skupiając się teraz wyłącznie na stojącym przed nią zadaniu. - Czy ktoś wie, że tu była? Jak bardzo będą jej szukać? - pytania były szybkie, ton spokojny. Oto panna Rita w pełnej krasie! Bez najmniejszego wahania, pomagająca dziedzicowi szlachetnego rodu pozbyć się ciała zamordowanej kuzynki...






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   02.04.16 2:45

Mdliło go, mniej od odoru ciała, bardziej od stęchlizny zdrady. Diana zawsze była mu bliska, troszczył się o nią, martwił jej bladością, lękał chorowitością, widział te wszystkie pieprzone objawy wilkołactwa, widział i zignorował, nie spodziewając się sztyletu wbitego z tak bliska. Jak mogła? Jak śmiała? Jak miała odwagę patrzeć mu po tym wszystkim w oczy? Jemu, jego siostrom, jego matce? Zapluta kłamliwa suka. Choć ścierały się w nim sprzeczności, choć sam czuł się jak zdrajca, pozbawiając życia krew z krwi jego matki, wiedział, że tak stać się powinno. Że Rita miała rację, że Diana zasłużyła na wszystko, co dostała, choć będzie musiał zapewne powtórzyć to sobie w myślach jeszcze przynajmniej kilka razy nim uwierzy w to na dobre. Kiedy tylko Rita odstawiła butelkę, chwycił ją raz jeszcze i wypił resztkę znajdującą się na dnie, usiłując uwolnić się od prześladujących go w głowie jęków, błagalnych próśb i agonalnych krzyków, choć wciąż bezrozumnie wpatrywał się w rozległą kałużę krwi; czy nie podobnie wyglądał krajobraz po śmierci Marianne? Skinął głową  - z opóźnieniem - przytakując, swoim żałosnym życiem Diana zasłużyła sobie na każdą pojedynczą ranę, którą jej zadał, na każde jedno draśnięcie, na każdą jedną klątwę. Na wszystko. I, w tym też miała rację, musiał się wziąć w garść - jeśli miał odwagę ją zabić, musiał mieć też odwagę... poradzić sobie z tym małym problemem, jakim niewątpliwie były teraz pozostałości po niej rozwleczone na jego dworskiej posadzce, Rita nie bez powodu wywoływała go nazwiskiem, którego brzmienie zawsze wzbudzało jedynie dumę.
Ciężko opadł na stojący nieopodal stołek od fortepianu, przetarł dłońmi skronie.
- Crouch - wydusił tylko, Crouch, nazwisko najstarszego pośród wszystkich czarodziejskich rodów, nazwisko tych, którzy rządzili połową Londynu, jednych z dwudziestu ośmiu - siedmiu, Weasleyowie byli już poza grą - rodów, których bytność znaczyła tak wiele. Którzy mogli poruszyć niebo i ziemię, żeby znaleźć swoją córkę, przetrząsnąć najbardziej zapyziałe dziury, uruchomić każdy kontakt. Tristan coraz mocniej zaczynał zdawać sobie sprawę z tego, jak głęboko zapadł się w to grząskie bagno. Ale jeśli Rita miała pomóc - musiała to wiedzieć. - Będą jej szukali wszędzie, tak długo, aż ją znajdą - dodał, może do siebie, może do niej, bez różnicy, stwierdzał przecież jedynie brutalną oczywistość. Z wolna zsunął dłonie, wodząc wzrokiem za rzuconym przez Ritę zawiniątkiem. Może i będą szukali - ale on był Rosierem, a Rosier nie był Crouchowi równy, nie był równy nikomu - bo stał na piedestale. - Nie wiem, co... ani komu mówiła. - Wspominała coś o braciach? Rodzicach? Nic, do cholery! Zmarszczył brew, wstając wreszcie i wolnym krokiem zbliżył się do rzuconego przez Ritę zawiniątka, wyjmując ze środka pierścionek zaręczynowy od Weasleya.
- Zdarzało jej się szukać wrażeń na Nokturnie... - rzucił nad wyraz przytomnie, jego głos wciąż był nieobecny, ale myślał już nieco trzeźwiej; schował pierścień do kieszeni zakrwawionej szaty, pragnąc go zatrzymać. Nigdy nie rozumiał przyjmowania kryptotożsamości przez arystokratki w niebezpiecznych miejscach, ale z pewnością dało się o tym poczytać w jakichś modnych romansach. Był to jednak dobry trop: na Nokturnie równie łatwo było dostać kosę pod żebro co Avadą w plecy, a jej cenna biżuteria zostałaby rozkradziona w zaledwie kilka chwil. Żenujące, widzieć, jak Crouch kończy w taki sposób, ale Diana zdradziła krew, nie była już godna nazwiska - nawet jeśli jej drzewo genealogiczne miało się o tym nigdy nie dowiedzieć. - Może gdyby ktoś odnalazł tam jej biżuterię... - Miał w głowie mętlik; nie lepiej było je zakopać, głęboko pod ziemią, rzucić w morze, żeby pochłonęły ją fale? Myśli sunęły przez jego głowę szybko, chaotycznie, wciąż odcinając go od twardej rzeczywistości tu i teraz.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   05.04.16 23:40

- Crouch? - z jej ust wyrwało się coś pomiędzy westchnieniem, a jęknięciem. Nie wątpiła, że szlachetna rodzina denatki poruszy każdy kamień w kraju, by ją odnaleźć. Tak, to zdecydowanie wszystko utrudni. Nie pozwoliła sobie jednak na panikę. Wzięła głęboki wdech, by odzyskać kontrolę, która na moment wyślizgnęła jej się z rąk. Na szczęście przez otwarte okno do pokoju wpadało chłodne powietrze, które słodko pachniało deszczem i nocą. To dodało jej sił. - W takim razie musimy założyć, że jeśli jeszcze nie zaczęli jej szukać, to zaczną z samego rana. - jej głos znów był spokojny i chłodny. Nie zadrżał, gdy dodawała ciszej: - Mamy niewiele czasu. 
Przez dłuższą chwilę stała nad ciałem dziewczyny Crouch'ów w całkowitym bezruchu. Jej brwi były lekko zmarszczone, a usta zaciśnięte i tylko ciemne oczy przesuwały się szybko po scenie zbrodni, gdy rozważała kolejne rozwiązania szukając tego najrozsądniejszego. To nie było pierwsze ciało, które przyjedzie jej sprzątać, prawda. Jednak jeszcze nigdy nie musiała tego robić w takim pośpiechu i to budziło w niej silny niepokój. Tak wiele rzeczy mogło pójść źle! Nieliczona ilość zmiennych, na które nie miała najmniejszego wpływu. Nie mogła powstrzymać wspomnień swoich własnych występków, które zawsze były zaplanowane z przerażającą precyzją. Uważnie wybierała czas, miejsce i narzędzie. Najchętniej korzystała oczywiście z trucizny, bo to takie wygodne, gdy ofiara powoli kona w swoim łóżku i nie trzeba martwić się o ukrycie zwłok. A tu? Rozbryzgana krew, zmasakrowane ciało - cała ta makabryczna sceneria w połączeniu z roztrzęsionym Rosierem krzyczała do niej: zbrodnia w afekcie! Nie wątpiła, że dziewczyna w jakiś sposób sobie na to zasłużyła. Na Merlina, to był przecież Tristan! Ten sam, który nad kieliszkiem absyntu cytował jej poezję, gdy spotkali się w jakiejś dziurze na Nokturnie. Młodzieniec, który traktował ją jak damę, choć bynajmniej na to nie zasługiwała. Nie zrobiłby tego, gdyby nie miał powodu, Rita była o tym święcie przekonana - nawet mając świadomość jego ognistego temperamentu. Czymkolwiek ta kobieta go sprowokowała musiało być równie potworne jak jej koniec. Westchnęła cicho i zamrugała szybo, otrząsając się z zamyślenia.
- Życie tych dziewcząt musi być strasznie nudne, skoro co drugą ciągnie na Nokturn. - mruknęła pod nosem, na moment uciekając myślami w stronę Evandry, która na swoje nieszczęście również zbłądziła w tą gorszą część Londynu. Zaraz jednak odgoniła wspomnienie pięknej willi, bo w jakiś sposób przywoływanie jej w takich okolicznościach wydawało się bardziej niż niewłaściwe. - Ale to dobra wiadomość. - dodała i w tym momencie na jej ustach pojawił się nawet cień bladego uśmiechu. Wreszcie miała jakiś plan!
- Później wymyślę jak podrzucić te błyskotki na Nokturn. Ale najpierw czeka nas wycieczka nad Tamizę. Potrzebny nam kufer albo duża skrzynia. - zwróciła się do niego, ramionami kreśląc w powietrzu przybliżone wymiary wymaganego przedmiotu. - Najlepiej bez zdobień ani niczego co mogłoby być charakterystyczne. Znajdziesz coś takiego? - uniosła pytająco brew. Była w pełni skupiona na zadaniu i tylko dlatego nie zwróciła mu jeszcze uwagi na to, że nie powinien zabierać niczego co należy do ofiary. Później. - obiecała sobie w myślach. - Małymi kroczkami do celu i wszystko będzie dobrze.






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   07.04.16 3:19

Jej reakcja może nie pomagała, ale była właściwa; nie miało przecież najmniejszego sensu udawać, że jest inaczej, niż jest. Że fakt przynależności do Crouchów nie zmieniał niczego, bo zmieniał wszystko, arystokraci potrafili zrobić naprawdę wiele dla swoich latorośli. Ile zrobiłaby jego matka? Zrobiłaby... wszystko, chociażby miała osobiście wziąć na tortury głównego podejrzanego wytypowanego wyłącznie instynktem macierzyńskim. A jego matka też była Crouchem.
Ale nie odezwał się ani słowem, pozwalając swoim myślom płynąć w swobodnym, zbyt głośnym chaosie. I, wciąż w milczeniu, patrzył na nią, stojącą nad tym, co zostało z Diany, uparcie uciekając wzrokiem od jej zwłok, uparcie wypierając z głowy kłopotliwy fakt jej rozwleczenia na tej podłodze. To był impuls, krótki impuls, który wystarczył, żeby poprosił o pomoc akurat ją, czy zrobił dobrze? Czy mógł jej ufać aż tak? A jaki miał wybór... ? Był jej wdzięczny, nie musiała przecież tego robić i w duchu poprzysiągł sobie, że w jakiś sposób wynagrodzi jej taplanie się we krwi jego ofiary.
Gdyby został tutaj sam, prawdopodobnie oszalałby, usiłując wyzbyć się powracających wspomnień, nie z mordu dokonanego na tej podłej zdrajczyni, a z tamtej pamiętnej nocy. Nocy, podczas której wszystko się zmieniło, a całe jego dotychczasowe życie roztrzaskało się na drobiny jak kryształ ciśnięty o skałę - nocy, której biestialsko zamordowano Marie Rosier. Do oczu wilkołaka, którego widział, a który uciekł, do ostatnich agonalnych krzyków i przerażonego kwilenia jej cudem ocalałych dzieci. Gdyby nie Rita...
Ale Rita tutaj była, stonowana, spokojna, chłodna i trzeźwo myśląca, sprowadzająca go wciąż i wciąż do prostego tu i teraz. To nie czas, żeby się nad sobą użalać, Rosier, to czas, żeby po sobie posprzątać. Na żal przyjdzie czas później, kiedy to wszystko się skończy. Na powracające wspomnienia, na nowo rozbudzone koszmary i lęki o tych, którzy przeżyli, a którzy nie znaczą dla niego mniej niż znaczyła i znaczyć będzie zawsze Marie. Z odrętwienia wybudziło go dopiero mruknięcie Rity, na które uśmiechnął się samym kącikiem ust, wciąż nie znając tajemnic swojej narzeczonej. Skrzywił się z niesmakiem na jej kolejną prośbę, doskonale przecież rozumiejąc, do czego miał przysłużyć im się kufer - nieszczególnie podszedł mu ten pomysł. Wizja chwycenia sklejonych krwią włosów tej suki i wciśnięcia jej łba w jakikolwiek kufer brzydziła go przeokrutnie - ale jednocześnie wiedział, że nie miał - teraz już raczej nie mieli - większego wyjścia.
- Mogą nas z tym zobaczyć... - wymamrotał bez nadziei, rozpaczliwie poszukując w myślach miejsca, w którym w Londynie obejdzie się bez świadków. Zrzucenie tego z klifów tutaj, w Dover, nie byłoby rozsądne. Może mogło ją wyrzucić, a gdyby komuś jakimś cudem udało się ją zidentyfikować, nikt nie uwierzyłby w przypadek, że stało się to akurat w jego rodzinnym mieście. - Szkolny kufer Darcy - dodał niechętnie, właściwie nie chcąc dyskutować z Ritą; przytłoczony ogromem trudnych emocji o wiele lepiej się czuł, oddając jej ster tego tonącego okrętu. - Jest nieco mniejszy... ale chyba najbardziej odpowiedni - machnął różdżką, wypowiadając ciche accio, nim kufer powoli wlewitował do komnaty. Kufer rzeczywiście był nieznacznie mniejszy niż format przedstawiony przez trucicielkę, skromny, ale gustowny, na pewno bardzo elegancki. Do tego stopnia, że jego matka zachowała go dla siebie i czasem przetrzymywała w nim stroje na krótkie wyjazdy, na szczęście - pozbawiony był znamion identyfikujących go. Niedelikatnym ruchem odchylił wieko i wyjął ze środka jedwabny szal, odrzucając go na pobliskie krzesło. A potem - spojrzał wreszcie na zwłoki, podchodząc bliżej. Kałużami krwi zdawał się nie przejmować wcale - i tak był nią mocno obryzgany. - Rita, ja... - ja: co? Co właściwie próbował powiedzieć? Rita, wiem, że już ubrudziłaś sobie w tym ręce, ale wcale nie musisz tego robić? Wiem, że Crouchowie prędzej powieszą ciebie niż mnie, ale nie martw się, jakoś to będzie? A może po prostu - dziękuję? Nie powiedział jednak nic, chwytając ciało pod ramiona - nawet teraz zaciskał palce na jej ciele mocno, zupełnie jakby wierzył, że jeszcze po śmierci może zadać jej odrobinę bólu. I dźwignął - to coś z zamiarem przerzucenia tego do wnętrza kufra; w żadnym z jego ruchów nie dało się dostrzec choćby krztyny szacunku dla zmarłej. Przeklął szpetnie, odchylając głowę na bok, kiedy z piersi przeszytej na wylot rozlały się nieczystości w momencie, w którym uniósł jej ciało. Nie zmieści się? To się dopcha. Wzniósł jeszcze pytające spojrzenie na Ritę, ufając jej ocenie sytuacji, przerzucamy to, czy trzeba to jeszcze z czegoś obrać? strój, czaszka, zęby? Cholera, to wszystko przecież wyniszczeje na dnie Tamizy, nim ktokolwiek znajdzie tę skrzynię... i, miał nadzieję, zanim ten pieprzony smród zemdli cały Londyn jak sławetny smog przed paroma laty.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan http://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 http://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan http://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 http://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   27.05.16 16:07

Nie tylko arystokraci potrafili zatrząść światem dla dobra swoich bliskich - choć bez wątpienia mieli do dyspozycji więcej środków pomagających osiągnąć zamierzone cele. Lęk o ukochanych był jednak uniwersalny i potrafił najlepszego człowieka doprowadzić na skraj tego co nazywali człowieczeństwem. Nawet skrajnie egoistyczna Rita byłaby gotowa puścić cały Londyn z ogniem, gdyby mogło to ocalić tych kilka osób, które uważała za niezbędne dla swojego szczęścia. A jeśli nie zdołałaby utrzymać ich przy życiu, zapewne mściłaby się równie okrutnie. Na pewnym poziomie byłaby zdolna zrozumieć działania Tristana. Krzywda, którą wyrządzono jego rodzinie były niemożliwe do zmycia w inny sposób niż za pomocą krwi. Nawet jeśli miała to być krew bliskiej krewnej...
- Zabierzemy to do mugoskiej części miasta. Nawet jeśli ktoś nas tam zobaczy, możemy wyczyścić pechowcowi wspomnienia. - uspokoiła go łagodnym tonem, znów brzmiąc trochę tak jakby chciała zapewnić przestraszone dziecko, że nikt nie dowie się o rozbitej wazie. W momencie, gdy w jej głowie powstał plan działania spłynęła na nią łaska całkowitego spokoju, którym częściowo starała się równoważyć roztrzęsionego Tristana. Wezwanie jej było najlepszą decyzją jaką podjął tej nocy. Zamierzała doprowadzić to wszystko do porządku i spłacić kolejną część długu zaciągniętego u Rosierów w przeszłości.- Tamiza nie takie rzeczy ukryła już przed światem. - dodała ciszej, mówiąc już chyba tylko do siebie i wspominając Merlin jeden wie jakie wydarzenia.
Kiedy kufer wleciał do pokoju, natychmiast rozpoczęła jego oględziny. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, nie mogli pozwolić sobie na żaden błąd. Prześlizgnęła więc palcami po drewnie sprawdzając miejsca, w których najczęściej wytwórcy umiejscawiali tajne skrytki. Ostatnie czego by chcieli to zapomniany przez najmłodszą córę Rosierów drobiazg, który mógłby doprowadzić śledczych do sprawcy morderstwa, prawda? Na szczęście Tristan miał rację i kufer był bardzo prosty, choć Rita nie mogła nie dostrzec jego doskonałego wykonania. Zbyt wiele godzin spędziła jako dziecko w warsztacie ojca, by nie docenić kunsztu rzemieślnika, który stworzył kufer. Przez moment jej usta wykrzywił smutny uśmiech, który zniknął, gdy tylko podniosła wzrok na Tristana. Potrząsnęła lekko głową, uciszając słowa, które i tak by nie nadeszły. W milczeniu podciągnęła opadające rękawy szaty, starając się nie krzywić za bardzo, gdy ciało zaczęło się rozpadać. Gdyby miała delikatniejszy żołądek pewnie nie zniosłaby tego z taką godnością. Nie byłaby też w stanie zrobić tego co uczyniła ledwie chwilę później. Gestem zachęciła go, by puścił ciało, a potem wyciągnęła różdżkę. Zważyła ją w dłoni, jakby zastanawiała się czy jej wierna leszczynowa towarzyszka podoła zadaniu. Wahanie trwało jednak zaledwie sekundę. Potem skierowała czubek różki na wystające poza kufer części ciała i zaklęciem połamała te kości, które nie chciały ugiąć się pod właściwym kątem. Dźwięk jeżył włosy na karku, ale twarz Rity nawet nie drgnęła - absolutne zobojętnienie było tym czego teraz potrzebowała. Na koniec wycelowała różdżkę w to co zostało z głowy Diany, pozwalając czarom zgnieść również kości czaszki. Przełknęła głośno ślinę, gdy z lepkim mlaskiem w kufrze rozlała się czerwień.
- Wrzucimy do środka cegły i pójdzie na dno. - powiedziała cicho chowając różdżkę do kieszeni. Wepchnęła do kufra ostatnie wystające części tego co było kiedyś panną Crouch i zachęciła go do zatrzaśnięcia wieka. - Masz skrzata, który mógłby tu posprzątać? - zapytała wskazując na zachlapane krwią wnętrze pokoju. Była trochę bardziej blada niż zwykle, ale wciąż spokojna i rzeczowa. Gdy tylko skończą będzie musiała się upić, by zapomnieć o trzasku łamanych kości.


/ech, trochę mi to zajęło. Przepraszam Sad






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   08.11.16 10:00

22 marca

Nadal nie mogę w to uwierzyć. Odtwarzam w myślach ten wieczór raz po raz doszukując się we wspomnieniu znamion fałszu. I nic. To stało się naprawdę. Ja, Quentin Burke, wziąłem życie w swoje ręce. Zainicjowałem coś, wykazałem jakąś wolę, podjąłem próbę działania. Nie jestem raptem widzem swojego własnego życia, nie obserwuję jak umyka mi ono między palcami. Robię coś. I w konsekwencji decyduję się na niesamowicie szalony, a jednocześnie spontaniczny krok - proponuję małżeństwo kobiecie, którą znam kilka miesięcy. Z którą nie łączą mnie żadne namiętne uczucia (co i tak byłoby do mnie niepodobne), a raczej fascynacja podszyta nutą tajemniczości oraz niezrozumienia. Jesteśmy tak różni, jak tylko możemy być. Wydaje się, że jedynym, co nas łączy, to nasze znamienite pochodzenie. Nawet nie do końca wierzę, że jej odpowiedź może być inna od odmowy. Wydaje mi się, że ze mną nikt nie chciałby spędzić dłuższego czasu, a co dopiero całego życia. Nie mam bujnego życia towarzyskiego, oszałamiającej osobowości, charyzmy porywającej tłumy. Jestem zwykłym mężczyzną z niezwykłego domu o zainteresowaniach nużących dla większości populacji czarodziei, a jednak to się dzieje. Nagła zgoda wśród skrzydła pełnego futer specjalnie dla niej sprowadzanych z dalekiej Rosji. I nagłe uderzenie konsekwencji swoich poczynań - rozmowa z nestorami, rodziną jedną oraz drugą. Kolejna inicjatywa - spotkania z bratem Darcy. Nie czuję się jeszcze najlepiej po naszej wyprawie, w dniu oświadczyn byłem raczej słabszy niż silniejszy. Mam też na uwadze rychły ślub Tristana - nie wypada przeszkadzać przyszłemu panu młodemu tuż przed ceremonią. W dwa dni po całym wydarzeniu muszę zebrać w sobie tyle energii, żeby dostać się do Dover i nie opaść z sił przed gospodarzem, co na pewno nie wpłynęłoby pozytywnie na mój odbiór. A nie oszukujmy się - nie mam czym szastać.
Zjawiam się punktualnie nie chcąc zajmować więcej czasu niż to konieczne. Sam zresztą nienawidzę spóźnień. Jestem do bólu pragmatyczny, schematyczny, a spontaniczność nie jest moją mocną stroną. Chociaż po tym, co miało miejsce dwa dni temu powinienem ozwać się królem niespodzianek. Nic to; poprawiam skrupulatnie rękawy eleganckiej szaty, biorę głęboki wdech. Wypiłem dziś końską dawkę eliksirów leczniczych oraz wzmacniających, wszystko, byleby tylko zaprezentować się możliwie dobrze jak na mój stan. Niestety blizny ciągnącej się za uchem po szyi i znikającej w odmętach ubrania nie dało się niczym zatuszować, co najwyżej warstwą pudru nieodstającego kolorytem od bladości skóry, dzięki czemu udało się zmniejszyć widoczność niefortunnej rany - nieprzyjemnej pamiątki z Rosji. Cała reszta nie odstawała od normy.
Udaję się wreszcie za skrzatami, które wskazują mi drogę do miejsca spotkania. Staję niedaleko drzwi. Co dziwne, w ogóle nie jestem zestresowany. Co najwyżej spięty w przesadnie wyprostowanej sylwetce. Jak zawsze powściągliwy, bez wesołości błądzącej po twarzy. Trudno mi się będzie w tym wszystkim odnaleźć, ale nie ustaję w próbach, skoro moje zamiary są właściwe, a ja nie mam nic do ukrycia.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   22.11.16 2:41

- Quentinie - Tristan wynurzył się z jaśniejącego płomieniami świec korytarza, zmierzając prosto do pokoju, gdzie nieopodal drzwi stał Burke. Skrzaty zaalarmowały go o wizycie niecodziennego gościa; nie spodziewał się wizyty Quentina i nie mógł stwierdzić, że nie był zaskoczony, ale był to gość, którego witał pod tym dachem przychylnie. Abstrahując od rodowych powiązań i sympatii, pamiętał mu, że to właśnie on zajął się Darcy, kiedy jak ostatnia sierota pozwolił siostrze wymknąć się z sali balowej i udać się w pościg za domniemanym mordercą. Darcy była zdolną czarownicą - ale czy na pewno wiedziałaby, co zrobić, gdyby rzeczywiście udało jej się odnaleźć sprawcę? Albo, czy właściwie potrafiła korzystać ze swojej magii pod tak olbrzymią presją, w sytuacji zagrożenia życia? Quentin tam był, jak dowiedział się później pomógł jej i zaopiekował się jego lekkomyślną siostrą. Był mu za to wdzięczny. Zawsze będzie. Powitał go silnym, zdecydowanym uściśnięciem dłoni, z kamiennym, nic nie znaczącym wyrazem twarzy, gestem zapraszając go do wnętrza pomieszczenia. Wskazał na niewielki stolik pod przebitymi witrażami oknami, otoczony miękką ławą i dwoma ciężkimi krzesłami - przecież nie będą tak stali. Nie odstawał aparycją, gości miał zwyczaj przyjmować zgodnie z najlepszą manierą; elegancka czarna szata zdobiona dokładnym, delikatnym haftem prezentowała się odpowiednio dżentelmeńsko, podobnie jak owinięty pod szyją miękki kremowy fular spięty rodową broszą.
- Usiądź, proszę - powtórzył zaproszenie werbalnie, samemu udając się ku jednemu z krzeseł, nie usiadł jednak, nim nie uczynił tego jego gość. Nie znał ani nawet nie domyślał się powodu jego wizyty, poszukując jej bardziej w sprawach zawodowych czy politycznych, aniżeli rodzinnych, nie wydawał jednak przedwczesnych sądów. W noworoczną noc zaciągnął u niego olbrzymi dług wdzięczności, który czuł się zobowiązany spłacić. Położywszy dłoń na oparciu krzesła, śledził gościa uważnym spojrzeniem. - Niespodziewana wizyta, czemu ją zawdzięczam? - Nigdy nie lubił owijania w bawełnę, jego kontakt z Quentinem wydawał się zdecydowanie zbyt luźny, by na wstępie uznał charakter jego wizyty za czysto towarzyski. Nie, taką ta wizyta nie była z całą pewnością. Obejrzał się przez ramię, jakby spodziewając się dostrzec za nim niewidzialne skrzaty; wiedział, że ich nie ujrzy, dobry skrzat był dość dyskretny, by nie pokazywać się gościom - a gospodarzom z rzadka - na oczy. - Napijesz się czegoś? - zapytał, choć nim skończył zdanie, na stoliku przed nimi zmaterializowały się szklaneczki przeznaczone na ognistą whisky. Prymulka była dobrym skrzatem - choć zdawało się jej być nieco nadgorliwą. Cóż, gorzej, gdyby była leniwa.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   28.11.16 9:59

Czekam raptem ułamek chwili zanim dostrzegam znajomą sylwetkę. Stoję spokojnie, bez zbędnego drżenia, niepewności. Przenoszę wzrok na korytarz, następnie na ciebie kiedy stoisz już w zasięgu mojego wzroku. Wyczuwam zdziwienie wizytą, a ja w tym momencie bardzo chciałbym przyznać, że to spotkanie ma mieć wyłącznie znamiona luźnego, towarzyskiego spotkania. Ot, rozmowa o wszystkim i niczym. Niestety świadomość podjętych decyzji wciąż jest we mnie żywa, niemal fizycznie czuję jak obija się o ścianki czaszki nie dając o sobie zapomnieć. Jest akcja, jest reakcja - prosta zasada odnosząca się do moich ostatnich poczynań, które niosą za sobą pewne konsekwencje, a mimo to jest mi ciężko. Z tymi wszystkimi gestami, niepewnością co do tego jak się zachować. Wpajane nam zasady etykiety nigdy nie miały wymiernych rezultatów, Burkowie nie czuli potrzeby pielęgnowania czegoś tak, ich zdaniem, trywialnego. Może gdyby nauczono mnie dbać o kontakty międzyludzkie czułbym się dzisiejszego dnia lżej. Nie boję się poruszania trudnego tematu, być może niesatysfakcjonującej mnie odpowiedzi, boję się samego faktu rozmowy. Nie mogę z tobą konkurować na żadnym polu - umiejętności pięknego wysławiania się, nienagannych manier, swobody odczuwalnej przez pobyt na własnym terenie. Jestem stracony - jestem intruzem, tak też się czuję. Przesadnie wyprostowany nie zdradzam na twarzy żadnych emocji. Jeszcze. Jestem tylko trochę bardziej zdeterminowany niż te kilka tygodni temu, jak gdyby pobyt w agresywnej Rosji wiele zmienił. Rozbudził we mnie wolę walki. Walczę więc wewnętrznie ze sobą oraz o coś, czego do końca nie rozumiem.
- Tristanie - mówię wreszcie w formie powitania, ściskam twoją dłoń nie mniej pewnie, korzystam z zaproszenia do wejścia, do zajęcia miejsca. Wszystko dzieje się machinalnie, bez rozmyślań nad kolejnym krokiem, a ja sam jestem zdumiony łatwością, z jaką się w tym miejscu odnalazłem. Tak, to tylko kropla w morzu kolejnych sekwencji ruchów, które mają się dzisiejszego spotkania odbyć, ale w celu podniesienia własnych morale punktuję wszystkie niewielkie, nic nieznaczące zwycięstwa. - Dziękuję - odpowiadam kiedy już siedzę. Nie podoba mi się wizja picia alkoholu, ale milczę. Jestem tu tylko gościem, niezapowiedzianym gościem. - Poproszę - rzucam, chwilowo pomijając pytanie, które między nami zawisło. Zaczynam od zgody, od podyktowanych mi warunków chcąc im sprostać. Siedzę nieruchomo błądząc spojrzeniem to po tobie, to po pokoju w którym przyszło nam rozmawiać. Powinienem komplementować dom, powinienem wiele rzeczy, a jednak wbrew rozsądkowi odsuwam od siebie tak banalne słowa. - Może rzeczywiście przejdę od razu do sedna, nie chcę zabierać twojego cennego czasu - odzywam się po krótkiej pauzie, prawdopodobnie wykorzystanej na polanie alkoholu do szklanek. Nie dodaję, że chodzi mi o ślub - mężczyzna nie ma w tej sprawie zbyt wiele do zrobienia. Co najwyżej przymierzyć odświętną szatę, sprawdzić, czy dobrze leży. Jednak i tak uważam to za niewłaściwe niepokoić przyszłego pana młodego tak krótko przed terminem uroczystości. - Na pewno będzie to dla ciebie zaskoczeniem, w końcu nie znamy się zbyt długo. - Czy wiesz, o kogo mi chodzi? - Powziąłem jednak pewne kroki i poprosiłem twoją siostrę o rękę. Nieoficjalnie - kontynuuję, spokojnie oczekując na reakcję. - Oficjalnie natomiast zwracam się z tym do ciebie. Wiem, że masz teraz dużo innych spraw na głowie, ale wierzę, że jesteś w stanie zająć jakieś stanowisko w tej sprawie - dodaję na koniec. Nie jestem krasomówcą, w zasadzie nie wiem jak to jest mówić długo. I pięknie. Nie owijam więc w bawełnę, rzucając krótkimi, treściwymi wypowiedziami. Może odrobinę zbyt bezpośrednimi. Zdaję się tego nie zauważać siedząc spokojnie, nie ponaglając cię do odpowiedzi wzrokiem. Czuję się trochę jakbym czekał na kazanie od ojca - w żadnym z tych przypadków nie mogę oczekiwać taryfy ulgowej, a i tak naiwnie w nią wierzę, sam nie wiedząc dlaczego właściwie.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   08.12.16 3:29

Od początku w tej wizycie było coś dziwnego - nieswój Quentin - może spięty, może zbyt milczący, ale czy on nie był taki zawsze? Burke - czystej krwi Burke - niewylewny, ani mową, ani gestem. Machnął różdżką, rozlewając whisky w szklanki właściwie moment przed tym, jak Quentin przystał na propozycję; przybysza należało godnie ugościć, a siedzieć o suchym pysku - nie miało sensu. Nawet, jeśli jego niespodziewana wizyta i grobowy nastrój oznaczać mogły jedynie dramatyczne wieści - a może zwłaszcza wtedy, alkohol osładzał nawet najczarniejsze dnie. Nic nie było w tym codziennego. Nie do końca rozumiał Quentina, nie domyślał się też celu tych odwiedzin; jego myśli krążyły wokół wspólnych krewnych - zbyt bliskich nie mieli - i ich ewentualnych kłopotach, odrzuciwszy jednak tę myśl zastanowił się, czy może sam Quentin kłopotów nie miał -  w takiej sytuacji wątpliwym byłoby, by zwrócił się z nimi akurat do Tristana. Przepadał za Burke'm na tyle, na ile mieli ze sobą do czynienia, ale nie byli najbliższymi sobie braćmi. Pomyślał wreszcie o Czarnym Panie - czy to nie takie interesy go do niego przywiodły... tego jednak po sobie zdradzić w żaden sposób nie mógł, jeśli nie padnie z jego ust pierwsza choćby sugestia.
Nie padła.
Padły za to słowa, wcześniej owinięte w miękką bawełnę, których się żadnym sposobem nie spodziewał.
Darcy na ślub była za młoda - to jedno wiedział na pewno, była przecież jego najmłodszą siostrą. Ojca, by tę wersję potwierdził, nie było i nie będzie, ale przeczucie podpowiadało mu, że byłby innego zdania. I jeśli miał go zastępować godnie - winien się w jego niewypowiedziane słowa wsłuchać. Dzień, w którym miałby ją oddać innemu mężczyźnie prędzej czy później nadejść musiał, lecz Tristan wierzył, że stanie się to raczej później niż wcześniej, moment ten w myślach oddalając, ile tchu. Dobrze, że przynajmniej whisky przezornie nalał zawczasu; chwycił do ręki szklaneczkę i wychylił do dna.
Myślał - o tym, co stało się z najstarszą. Z Marie. Jej mąż nie dał jej nic. Rżnął dziwki nieustannie, sprowadził na nią wilkołacze bestie, a kiedy przyszło co do czego, nie potrafił jej nawet obronić. Ani jej, ani jej dzieci. Gdyby wiedział - tamtego dnia zabrałby ją z powrotem. Myślał - o tym, co stało się z młodszą. Przywdziała czerń, miała wygodne życie u boku męża, który choć nie był bystry, to wiernie jej usługiwał. Urodziła trzy córki - największe miłości jej życia. Myślał - o tym, co może stać się z najmłodszą. O tym, co mógł dać jej Quentin. I milczał - zawzięcie, jakby sam był Burkem. Darcy najlepiej było i zawsze będzie przy nim samym.
Łypnął na niego spode łba, nie bardzo wiedząc, czy powinien zwrócić się do niego wrogo, czy przyjaźnie - to wiedzieć mogła jedynie znająca przyszłość wróżka. Życie nauczyło go ostrożności i niepokładania zbytniej wiary w ludzi, których nie znał  - a właściwie również w tych, których, wydawało mu się, znał.
- Co odpowiedziała? - zapytał krótko, tonem, który nie bardzo wyrażał cokolwiek.
A może to jednak tylko sen?




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   15.12.16 14:09

Nazywam się Burke, od zawsze stanowię kopię typowego przedstawiciela tego rodu. Spięty, milczący, ponury, jak gdybym naprawdę znajdował się w wiecznych tarapatach lub przeżywał niekończącą się tragedię. Czasem staram się nad tym panować, zwłaszcza, kiedy przychodzi mi do spotkań z innymi ludźmi, nie będącymi w dodatku bliską rodziną. Zaraz się jednak poddaję widząc, że oni patrzą na mnie wtedy jak na szaleńca lub kogoś chorego. Nie staram się więc sprawiać wrażenia kogoś innego niż jestem. Zależy mi tylko na tym, żebyś nie odebrał mojego zachowania jako afrontu - daleki jestem od podobnych zamiarów. A są one naprawdę niepodszyte żadną złą wolą. Ani w stosunku do waszej rodziny, ani do Darcy samej w sobie. Nie jestem jednak w stanie tego udowodnić. Nawet, gdybym był wspaniałym mówcą potrafiącym godzinami dobierać rzeczowe argumenty, to wciąż są to jedynie słowa. Nic nie znaczą. Nie ufam retoryce, nie uwierzyłbyś w nią - tak uważam. Nie mam pojęcia o wielu sprawach trawiących Rosierów, o samej twej najmłodszej siostrze wiem niewiele. Tyle, że jej narzeczeństwo zostało zerwane z powodu jej byłego partnera. Nic więcej. Nie domyślam się zatem twoich myśli, obaw. Nie znam tych doświadczeń, nie potrafię ich porównać do odpowiednich emocji. Dlatego w moich oczach jesteś zwyczajnym, zatroskanym starszym bratem i tylko stąd wypływa twoja ewentualna niechęć w stosunku do mnie. Nie odnajduję w tym wszystkim drugiego dna, zresztą nie jestem dobry w odszyfrowywaniu ludzkiej natury. Ludzie w zdecydowanej większości zupełnie mnie nie interesują, a co za tym idzie - również ich poglądy lub motywacje. Tak jak teraz nad tym myślę, to dostrzegam poważny błąd w moim wychowaniu. Gdybym tylko mocniej przykładał się do skrupulatnej analizy drugiego człowieka, miałbym lekką przewagę w tej sytuacji - jasno odnajdywałbym się w twoich emocjach, nawet pomimo ich kamuflowania.
Z tego powodu siedzę niezorientowany w sytuacji. Obserwuję twoje zachowanie nie dostrzegając w nim niczego alarmującego. Dziwi mnie nagłe wychylenie całej zawartości szklanki - może to taki zwyczaj? Nigdy nie byłem dobry (chyba trudno znaleźć coś, w czym dobry jestem…) w znajomości tych wszystkich alkoholowych obrzędów, którymi raczyło się duże grono arystokracji. Włącznie z otwieraniem szampana szablą lub picie danego trunku w charakterystyczny sposób. Niewiele myśląc ja także przechylam swoją szklanicę wprost do buzi. W mig żałując swojej pochopnej decyzji.
Czuję niemiłosierne pieczenie w przełyku, rozszerzam ze zdumienia oczy, które zaraz wilgotnieją. Kiedy ciecz dociera do żołądka mam wrażenie, że cały układ trawienny mi się pali. Kaszlę w zwiniętą w pięść dłoń, starając się czym prędzej przywołać swoje ciało do porządku, co niestety trwa przez jakąś minutę. Nie wiem, zatracam rachubę czasu. Myśląc tylko o tym, jak idiotycznie postąpiłem wierząc, że ognista nie zrobi na mnie wrażenia.
- Zgodziła się - wypowiadam wreszcie, nie bez trudu. Łapię powietrze w płuca, staram się na nowo wyglądać zwyczajnie, nie odczuwać wstydu swym występkiem przeciwko umiejętności picia alkoholu. Błąd za błędem, ale odrzucam od razu wszelaki strach, wątpliwości czy wstyd. Jestem Burke - powtarzam to sobie jak mantrę wierząc, że nazwisko oraz związana z tym pozycja uratują mnie przed najgorszym.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   20.12.16 1:52

Burke, siedzący po drugiej stronie stolika, nagle zmienił swoje oblicze. Był gościem – mile widzianym, raczej dla zasady, bo przecież nie uczynił temu domowi nic, by spojrzeć na niego inaczej. Mile widzianym, bo zaopiekował się Darcy, kiedy Tristan zawiódł. Nagle – przeobraził się w wilka szczerzącego kły, w tym domu wszyscy wiedzieli, że nie należy ufać nikomu, tylko sobie. A po ostatnich wydarzeniach mogli jedynie nabrać ku temu głębszego przekonania.  I choć chronili najmłodszą siostrę ściśniętym splotem kujących jak kolce róże stalowych cierni, wiedzieli, że ostatecznie będą musieli ją z tego splotu wypuścić. Nie spuścić z oka, to nie zdarzy się nigdy. Mieli siebie – z przyszłym mężem, niezależnie o tym, czy okaże się nim Burke, czy ktoś zupełnie inny, nigdy nie połączą ją więzy krwi; a to one, one i nazwisko, były przecież najważniejsze. Będą przy niej zawsze, jak długie tańczące cienie, na każde skinienie, każde zawołanie i każdą potrzebę.
Wpatrywał się tępo w pustą już szklaneczkę po whisky, w swoim zamyśleniu nie dostrzegając, że Quentin zawtórował mu w tym towarzyskim faux pas; i dobrze, gotów byłby w perfekcyjnie pielęgnowanej hipokryzji wziąć go za alkoholika. Zaskoczył go celem tej wizyty  - a w swoim zaskoczeniu Tristan nie potrafił się odnaleźć wcale. Było za wcześnie. Zaręczyny z Bulstrodem zerwano dopiero co. Ona była za młoda. I zbyt piękna. Wpatrywał się w błyszczącą butelkę ognistej whisky, do połowy pustą, nie słysząc wcale kaszlenia w tle, choć w każdej innej sytuacji roześmiałby się w głos.
Właściwie nie było po nim nawet widać, że usłyszał, co powiedział Quentin. Uporczywie suche usta nie drgnęły, a błyszczące czarne źrenice wciąż wpatrywały się w szkło, jakby spodziewały się ujrzeć w nim obrazu szklanej kuli przepowiadającej przyszłość. Ceasarowi ufał – i ten zawiódł, Lorne’owi ufał – i ten też zawiódł. Cygnusowi nie ufał – a ten nigdy nie skrzywdził Druelli. Fakt, że nie pozostawał z Quentinem w nadmiernej zażyłości, mógł właściwie być zwiastunem czegoś lepszego. Ale Tristan słyszał, słyszał w głosie wyimaginowany głos Darcy wypowiadający te same słowa. I słowa ojca, już do mowy zupełnie niezdolnego – jak zastąpić kogoś równie rozsądnego? Wcale nie musiał się godzić, byli kwita, choć wątpił, by Quentin o tym wiedział.
- Spotkałem ostatnio twoją siostrę – odparł, chcąc jednak tę kwestię uściślić, choć całkiem prawdopodobnym było, że jedynie podświadomie odwlekał czas od udzielenia mu odpowiedzi. – W Szkocji – dodał, choć ton jego wciąż pozbawiony pozostawał jakichkolwiek emocji. – Szarżowała na smoka – nawet się nie uśmiechnął, dziś zdecydowanie nie był w nastroju do żartów. – W pojedynkę. – Ale wróciła do domu, żyje i nawet nic jej nie jest, nie muszę więc dopowiadać, że byłem tam i jej pomogłem – przypadkiem, ale takim samym przypadkiem ty znalazłeś się tamtego dnia obok Darcy. Ta sprawa była więc jasna, dług wdzięczności nie istniał. Quentin musiał zapracować sobie na ich zaufanie od początku. Być może podobna droga osądu nie była ani sprawiedliwa ani właściwa, a być może nawet była dla Burke’a całkowicie niezrozumiała już począwszy od jego fundamentów, jakimi był fakt powstania tego długu w noworoczną noc. Ale to nie miało znaczenia – Darcy była jego najmłodszą siostrą i nie da skrzywdzić jej ponownie. A Quentin był młodszym synem – to też nie stawiało go w najlepszej sytuacji.
- Zaręczyny z Bulstrodem zostały zerwane niedawno. – Nazwisko wypowiedział lekko, bez szacunku, pomijając zbędną w przypadku jego persony tytulaturę, nie przejął się też faktem, że wstawka o Wynonnie nie miała z tym żadnego powiązania.  –Wiesz, dlaczego? - Dopiero wypowiedziawszy te słowa, powoli, przeniósł spojrzenie z naczynia ku twarzy Quentina, błądząc po jego fizjonomii w poszukiwaniu oznak poruszenia. Jeśli miał się nią zaopiekować, powinien wiedzieć. Powinien wiedzieć, że ten człowiek nie ma prawa więcej zbliżyć się do niej na krok.  Ale przede wszystkim, zanim zapadnie jakakolwiek decyzja, Quentin powinien widzieć, co spotyka ludzi, którzy nie potrafią uszanować piękna róż.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   02.01.17 13:43

Nie spodziewałem się ciepłego przyjęcia, czerwonego dywanu (no, dobrze, ten jeden szczegół prawdopodobnie mieścił się w moich wyobrażeniach), rozsypanych płatków róż, orkiestry oraz ciepłych uścisków. Wiem, że sprawa jest trudna. Wiem, że zaręczyny zerwano - z nieznanego mi powodu. Wiem tyle, ile nie wiem. Kluczę między tymi dwiema sprawami starając się mimo wszystko nie wyjść na tym gorzej niż mógłbym. I wtem popełniam błąd. Jestem przekonany, że to koniec, że zaprzepaszczam właśnie wszystko. Cały czas poświęcony tej rozmowie przez Tristana. On z kolei wydaje się być zaklętym w zadumie posągiem. Gdyby nie ruch klatki piersiowej zastanawiałbym się czy w ogóle jeszcze żyje. Dostrzegam to z lekko wilgotnych od kaszlu oczu nie wierząc, że ten nie reaguje na moje przewinienie. Tymczasem naprawdę nic się nie dzieje. Żadnych krzyków, śmiechów, oskarżycielskich spojrzeń. Jeszcze. Lub przynajmniej nie z powodu raptownego opróżnienia kieliszka alkoholu. Używam całej swojej silnej woli, byleby tylko doprowadzić się do porządku. Wyglądać zwyczajnie. Nie dać po sobie poznać własnych obaw. Oddanie własnej siostry w ręce obcego mężczyzny nie jest proste - miałem okazję się o tym niedawno przekonać. Niestety nie jestem jednak świadom, jak mocno w przypadku Rosierów powiedzenie nie jest proste okazuje się być ogromnym niedopowiedzeniem. Żaden szczegół nie jest mi znany nawet w minimalnym stopniu. Jak zatem zrozumieć targające uczucia rozmówcy? Nie potrafię. Nie jest Burkiem, nie umiem czytać z jego mimiki twarzy, nie umiem dostrzegać wymowności spojrzeń. Pozostaje mi więc czekać. Na przetrawienie tych rewelacji, na bezpośrednie słowa uderzające prosto w pierś.
Nie tego się spodziewam wspominając Wynonnę. Dlaczego Tristan miałby się z nią spotkać? Szukam wielu odpowiedzi na tę wątpliwość, dochodzę wreszcie do wniosku, że to musi wiązać się z jej pracą. Niestety dalsze rewelacje mnie zadziwiają. Pierwszy szok objawia się uniesieniem wysoko brwi; następnie pojawia się złość każąca te brwi ściągnąć w niewypowiedzianym gniewie. Jak mogła tak lekkomyślnie ryzykować swoje życie? Nie jest pierwszą lepszą szlamą z ulicy, żebym mógł znaleźć wymówkę dla tak karygodnego czynu. Jest Burkiem, na Merlina, to przecież coś znaczy!
Milczę dość długo, dość zawzięcie, starając się ochłodzi buchający we wnętrzu ogień złości trawiącej wszystko, co tylko mam. Brat Darcy nie był niczemu winien, ba, zdołał uratować ją przed kolejną, rodzinną tragedią. Nie mogę zatem nierozsądnie zareagować. Powiedzieć o kilka słów za dużo. Muszę sobie z nią porozmawiać - w dogodnym do tego czasie. Teraz należało się wreszcie odezwać.
- Dziękuję - odpowiadam krótko, już bez emocji. Zarówno w głosie jak i twarzy. Tak, domyślam się, co działo się dalej. Nie wiem jak inaczej mogę w tej chwili tę wdzięczność wyrazić, dlatego nie drążę więcej tematu. To w głównej mierze sprawa rodzinna, w gronie rodziny winna zostać wyjaśniona. Nadal jestem natomiast nieświadomy bilansu, długów oraz życiowych punktów. Zwyczajnie odczuwam ulgę, że na miejscu pojawił się doświadczony łowca smoków.
Zaraz moje myśli kierują się na poprzednie, związane z celem wizyty tory. Zwłaszcza, że zostały uderzone kolejnym pytaniem. Na które właśnie rzetelnie poszukuję odpowiedzi we własnej pamięci. Czy Darcy mi cokolwiek zasugerowała? Nie jestem pewien. Raczej nie. Inną sprawą jest mój brak zrozumienia kobiet.
- Nie wiem - odpowiadam więc zgodnie z prawdą, poprawiając się na krześle. Układając ręce wzdłuż ciała, na nogach. Oczekuję kolejnych wyjaśnień, podejrzewając, że znów kolejna tajemnica zostanie rozwikłana. Lub raczej podpowiedziana. Podejrzewam, że nie zabraknie też historii z morałem, który należy wziąć na poważnie i go przestrzegać.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   15.01.17 16:30

Odnalazł jego uniesioną brew spojrzeniem, choć jego kamienna twarz wciąż nie drgnęła. Spojrzał na niego - z dalszego ruchu tejże brwi odczytując gniew. W tym się zgadzali, Wynonna powinna opanować swoje zachowanie - jej krew była zbyt cenna, by przelać ją bezmyślnie, a jej nazwisko zbyt dumne, by stracić córkę w tak głupi sposób. Sama Wynonna zresztą - zbyt młoda i zbyt piękna na śmierć. I zbyt duża, by nie wiedzieć, że do smoków nie należy się zbliżać, nie znając ich zwyczajów. Nie wiedział, na ile Quentin odczytał znaczenie tych słów, słów ściągających z Tristana dług, ale to nie było ważne - ważne, że wiedział o tym on sam. Skinął głową na lakoniczne podziękowania, charakterystyczna powściągliwość Burke'ów, wyrażona tak słowem, jak gestem, była dla niego zrozumiała. Kwestia tego, kto o tym z Wynonną pomówi i czy w ogóle to zrobi, nie była już jego sprawą - i wtrącać się w to nie zamierzał, bo tez nie miał po co. Jego zadanie - było już skończone, przekazanie tej informacji jej rodzinie miało być ostatnim etapem: dobrze się złożyło, że akurat napatoczył się jej starszy brat. Dzisiaj i teraz - ważniejsza była siostra Tristana. Darcy.
Nie wiedział - oczywiście, że nie, Darcy skwapliwie chowała w sobie tę tajemnicę, być może uznając, że to również była ich wewnętrzna sprawa. Kryty za machiną koneksji Lorne wydawał się nietykalny, a oskarżenie wprost, podszyte zbyt słabymi dowodami, nie mogło przysporzyć im ani wsparcia ani popularności. Co gorsza- skierowałoby ku nim wzrok wszystkich, kiedy dokonają już krwawej zemsty. Tego nie chcieli tym bardziej.
- Skrzywdził ją - odparł więc wprost, ale tonem dość ostrym, by oczywistym wydał się fakt, że więcej w tej materii powiedzieć nie chce. Być może pewnego dnia Darcy opowie tę historię sama, być może nie, niezależnie od tego ty, Quentinie, powinieneś na nią uważać. Powinieneś ją chronić. - Powinieneś trzymać ją od tego psa z daleka - wypowiedział już na głos, bo jeśli cokolwiek miał przekazać w imieniu ojca przyszłemu opiekunowi siostry, to właśnie te słowa były najważniejsze. Chronić ją przed tymi, którzy chcieli jej krzywdy. Miał nadzieję, że tego, że Rosierowie krzywd płazem nie puszczają, a odbierają je brutalnie, nie bacząc na konsekwencje, Quentin był wystarczająco świadomy.
Czarny Pan mu to zadanie ułatwił, Tristan wierzył, że z premedytacją - i już niedługo moce czarodzieja skupią się na małej siostrze Lorne'a. Prędzej czy później - do Quentina dotrą wieści o wszystkim. I wtedy powinien wiedzieć, kto za tym stoi i w jaki sposób Rosierowie odbierają długi od tych, którzy krzywdzą ich bliskich. Darcy zgodziła się na ten ślub - tak jak Marie zgodziła się na ślub z Ceasarem, czy więc mógł ufać jej osądowi? Nie znał Quentina na tyle, na ile by chciał, by móc mu zaufać. A ojciec   - ojciec nie był już w stanie podjąć żadnej decyzji, wił się na łożu śmierci, tracąc cały suoiwy majestat, jaki towarzyszył mu za życia.
- Pomówię z Darcy - odparł powoli, z ostrożnością i wycofaniem, to jeszcze nie była ostateczna decyzja. - I prześlę ci propozycję posagu. - Jeśli tylko jej słowa potwierdzą twoje. Musiał uzgodnić to z rodziną. - Darzymy szacunkiem dom Burke i z radością ofiarujemy mu naszą najmłodszą różę - odparł z kamienną twarzą, wpatrując się w oczy Quentina, choć jego źrenice odbijały jedynie chłód. Widocznie pierwsze wzbudzone emocje opadły, odzyskał animusz i potrafił przejść na ton bardziej oficjalny, na mowę bardziej kwiecistą- odpowiedniejszą dla niego przy podobnej rozmowie, choć zupełnie nieadekwatną do skrytych w nim emocji.
Lord nestor byłby z niego dumny. Ojciec też.
On sam - nie był wcale.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   30.01.17 9:43

Rodzina to zawsze drażliwy temat. Te arystokratyczne chronią nawzajem swych krewnych podwójnie, z wielu przyczyn. Przede wszystkim świadomi swej niewątpliwie cennej krwi bronią ją przed niepowołanymi rękoma oraz wszelkimi niebezpieczeństwami, mogącymi łatwo sprzeniewierzyć setki lat tradycji - co jeśli zginie pierworodny, jedyny syn? Straty stają się nadzwyczaj duże, przysparzające więcej problemów niżli mogłoby się wydawać. Nie zamierzam pozbawiać Rosierów ich pięknego kwiatu; liczę, że zakwitnie równie piękny na mało urodzajnych ziemiach Durham, oddając im chociaż część swego blasku. Jednak w tej konkretnej chwili nadal jestem głównie zdziwiony lekkomyślnością Wynonny - nigdy bym nie podejrzewał jej o taką, nazwijmy to po imieniu, bezmyślność. Jestem pewien, że nikt nie musi utwierdzać jej w przekonaniu o własnej cenie oraz wyjątkowości, jest tego wszystkiego więcej niż świadoma. Dlaczego zatem zignorowała wszystkie zakazy oraz nakazy zapuszczając się w tak niebezpieczne miejsce? To wymaga sprostowania, wymaga wyjaśnień. Jeżeli nie będzie chciała tłumaczyć tego mi, będzie musiała sprostować wszystko nestorowi. Ród Burke nie jest gotowy na kolejną stratę własnej krwi - nigdy nie będzie gotów, co sprawia, że należy zapobiegać sytuacjom ekstremalnym. Być może jestem w tym momencie okrutny oraz zbyt brutalny, ale to wszystko podyktowane jest troską.
Jakkolwiek wydaje się, że nie mamy ze sobą Tristanie zbyt wiele wspólnego, tak jestem pewien, że doskonale zrozumiałbyś moje obawy względem siostry. Tak jak rozumiem twoje. W odwrotnej sytuacji też byłbym nieufny oraz sceptyczny. Mimo wszystko trudno mi sobie to wyobrazić - Avery został wybrany dla Wynonny właśnie przez seniorów rodów, bez mojego udziału. Trudno mi w tej chwili wyobrazić Sorena pukającego do mojego gabinetu oraz proszącego o jej rękę. Przede wszystkim pierwszeństwo dzierżyłby w tej sprawie Edgar, a co za tym idzie - to wszystko stanowi dla mnie pewnego rodzaju abstrakcję. Którą staram się właśnie przekuć w myślach w coś bardziej dla mnie zrozumiałego. Zanim dochodzę do tego etapu w swoich rozmyślaniach skupiam się na kolejnych słowach przecinających ciszę niczym nóż - partiami, precyzyjnymi cięciami mogącymi zmrozić krew w żyłach. W pierwszym odruchu na moją twarz wlewa się wyraz niezrozumienia, w drugiej złości oraz delikatnego niedowierzania - kto ośmieliłby się skrzywdzić osobę, w której płynie najszlachetniejsza z krwi? Kto ośmieliłby się zranić kobietę - w końcu określenie słabsza płeć nie bierze się bez powodu nawet jeśli akurat ta konkretna odznacza się siłą? Niesnaski między rodami były oraz są, jednak w tych czasach szczególnie powinno dbać się o dobro szlacheckiej społeczności, kurczącej się coraz bardziej. Nic mi też nie wiadomo o zatargu Bulstrode’ów z Rosierami, ci pierwsi są wszak nawet naszymi sprzymierzeńcami. Co poszło nie tak? Czy ten ród naprawdę jest przeklęty? Czuję dziwne wzburzenie pod naporem tych wszystkich wiadomości, nawet jeśli nie wiem tak naprawdę nic. Domyślam się, że nawet te skąpe słowa wyjawiane są w niemej prośbie o dyskrecję, której zamierzam dotrzymać.
- To tylko słowa, ale z pewnością nie pozwolę jej skrzywdzić. - Czy to przez niego, kogokolwiek innego czy nawet siebie samego. Nie mówię nic więcej, w końcu jak już przed chwilą wspomniałem, to tylko zlepek nic nieznaczących literek. Reszta nadejdzie z czasem, który najlepiej ujawnia wszystkie intencje. Nie wypada jednak sprawy zbyć milczeniem, zresztą jeszcze przez długi okres czasu na mojej twarzy ma gościć zdenerwowanie. Zbyt wiele emocji jak na jedno spotkanie. Nawet pod naporem kolejnych słów trudno doszukiwać się w mej mimice ulgi, chociaż bardzo staram się wrócić do nieskrywanej neutralności. - Jesteśmy niewymownie wdzięczni za ten kredyt zaufania - odpowiadam, chociaż oboje doskonale wiemy, jak duży ten kredyt jest i jak trudno na razie nazwać go zaufaniem. Znając swoje intencje, mimo to wierzę w pomyślność tej długoterminowej współpracy. Na wszystko potrzeba czasu.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   17.03.17 19:41

Maska. Nieprzenikniona kamienna twarz, przez którą nie mógł, nie potrafił się przedrzeć. A chciał: chciał dociec do sedna, do jego myśli, dotrzeć do wszystkiego, co skrywało się pod grubą warstwą tej introwertycznej zasłony. Na słowo - nie zaufałby nikomu nawet w najbłahszej sprawie, a ta przecież urosła do rangi kwestii najwyższej. Marie została źle wydana za mąż, skrzywdzono ją. Darcy skrzywdzono już raz, można ją było skrzywdzić drugi raz. Róże Rosierów niszczone były wiatrem, a mimo to rosły, wciąż piękne, o płatkach czerwieniejących się krwią i kolcach ostrych jak ostrze miecza. Nikt nie mógł przewidzieć przyszłości, można było jedynie zaryzykować - czy Quentin potrafił pielęgnować różę pośród maków? Patrzył w jego oczy, wciąż łudząc się, że odczyta z nich cokolwiek, lecz jego czarne jak węgiel tęczówki cały czas pozostawały dla niego nieprzeniknione. Za słabo go znał, zbyt mało o nim wiedział i zbyt wiele ich dzieliło w tym, jak jednocześnie wiele ich łączyło. Jednak grymas jego twarzy na wypowiedziane przez niego słowa był już wyraźny.
Adekwatny.
Zdumienie samo w sobie świadczyło o nim dobrze; Lorne był wszak w ich wieku i nie zdziwiłby się, gdyby się z Quentinem znali, gdyby wykorzystał go do swoich dalszych chorych manewrów mających na celu zniszczenie jego siostry. Był niespełna rozumu - więc zdolny do wszystkiego. Nie miał zamiaru popadać w manię prześladowczą i w kazdym napotkanym człowieku doszukiwać się jego wspólnika, ale niewiedza - poczytana musiała zostać na korzyść Quentina. Szczera, miał nadzieję; choć nie wiedział, jak dobrym aktorem mógł być. Z zasady doszukiwał się u ludzi kłamstwa, samemu rzadko darząc innych szczerością. Jednak złość i niedowierzanie, które wykwitły na jego twarzy skłoniły go do tego, by uwierzyć w jasność jego intencji. Pozostawał ostrożny. Zawsze był. Ale jak inaczej można było zareagować na napaść dorosłego mężczyzny o lordowskim tytule na arystokratkę, własną narzeczoną, na dodatek, tak młodą, słabszą przecież znacznie od niego samego? Wewnętrzna siła Darcy nie miała tu nic do rzeczy, była kobietą, damą, winien był jej szacunek, poklask i chwała, nie kłody rzucane pod nogi przez warchoły takie jak Bulstrode. Reakcja Quentina rysuje się przed nim jak obietnica zrozumienia. Pomyślnej współpracy - nawet, jeśli wciąż nie znał zdania siostry na ten temat. Jak blade światło rzucone na usłaną cierniami drogę jego rodziny - ale nauczeni już byli nie ufać światłu zbyt szybko.
Miał rację: to tylko słowa. Może puste, może wartościowsze od wszystkich klejnotów świata, tego nie mógł jeszcze wiedzieć. W myślach jednak cichym echem odbiła się maksyma wdzięcznie zdobiąca herb jego rodziny, która bardziej niż dosadnie sugerowała, jak wielką wartość miało słowo Burke'a. Szlacheckie tradycje były prawdopodobnie jedynym, w co wierzył, dlaczego nie chciał im zawierzyć? Z przezorności, Darcy była dla niego zbyt ważna. Nie tylko jako przekaźnik ich genów, fiola krwi pachnącą różanym olejkiem, była ważna jako ona, jego młodsza siostra. Potrzebowali czasu - Lorne szybko obnażył swoje zamiary. Ceasarowi zajęło to trzy lata. Zdrada goniła zdradę, w końcu - musiała trafić na mur.
- Nie pozwolisz - powtórzył za nim; oczywiście, że nie. Wciąż patrzył wprost na niego - z drapieżną iskrą w oku. Oczywiście, że nie, bo jeśli to zrobisz, będzie to oznaczało wojnę. Katastrofalną w skutkach, dla was i dla nas, ale my i tak mamy do stracenia coraz mniej. Desperacja jest matką destrukcji. Po dłuższej chwili milczenia, z nieodgadniętym, niechętnym grymasem na twarzy, wstał, by odprowadzić gościa do kominka. Dość już zostało powiedziane.
- Spotkamy się niebawem, jak sądzę - prędzej, niż później. - Będziesz w tym domu oczekiwanym gościem - Jeśli tylko rzeczywiście staniemy się rodziną. Jeśli tylko dasz jej wszystko to, na co zasługuje. Jeśli tylko przyćmisz wszystkich innych, którzy starali się dotąd o jej rękę.
Jeśli tylko twoje intencje są szczere.
Zmrużył oczy, kiedy błysnęły szmaragdowe płomienie kominka, jeszcze przez chwilę wpatrując się zmęczonym wzrokiem w ich blask.

/zt x2




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
 

Pokój muzyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17