Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Komnaty Fantine

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Komnaty Fantine   10.08.17 21:46

Komnaty Fantine

Komnaty lady Fantine znajdują się na jednym z najwyższych pięter dworu, składają się z trzech pomieszczeń, w których królują  jasne, kremowe barwy oraz mocne, krwistoczerwone elementy. Pierwszą jest komnata dzienna, przestronna i elegancko urządzona, gdzie Fantine spędza czas z rodziną oraz przyjaciółki. Na ścianach wiszą liczne obrazy przedstawiające głównie krajobrazy, smoki, rodowe róże oraz jednorożce,  gdzieniegdzie stoją również marmurowe rzeźby. Na środku stoi wygodna, obita karminowym perkalem sofa oraz podobne jej fotele, ustawione wokół stolika z jasnego drewna. Naprzeciw tychże mebli znajdują się wysokie drzwi prowadzące na balkony z rzeźbionymi. Drzwi po lewej stronie od wejścia prowadzą do łaźni, słonecznej i jasnej, gdzie w podłogę wbudowano niewielki, marmurowy basen naprzeciwko okien wychodzących na morze.
Drzwi na prawo zaś prowadzą do komnaty, gdzie wstęp przysługuje jedynie najbliższym, a mianowicie bogato urządzonej, podobnej do pokoju dziennego sypialni, gdzie punktem centralnym jest wielkie loże z baldachimem, zazwyczaj zaścielone szkarłatną, miękką pościelą. Pod ścianą stoi kilka obszernych szaf, które pękają w szwach od sukien, kapeluszy, czarodziejskich szat i peleryn lady Fantine. Naprzeciwko łoża zaś stoi duża toaletka z aż trzema lustrami, zastawiona licznymi buteleczkami perfum i inszymi kobiecymi mazidłami.


Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna

it's strange what
desire
will make foolish people do

5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   26.11.17 21:11

15 maja


Wskazówki starego, rzeźbionego w drewnie zegara, stojącego na gzymsie kominka, wskazały godzinę jedenastą, lecz zasłony komnat Fantine wciąż pozostawały zasłonięte; w sypialni panował półmrok i głęboka cisza, mącona jedynie przez cichy oddech i mruczenie kota. Rosierówna jeszcze się nie przebudziła i nie zanosiło się na to, by uczyniła to prędko; kiedy tylko nie wzywały ją obowiązki, gdy nie miała w planach rodzinnego posiłku, bądź drugiego śniadania z lady Lestrange (a może Flint, może Avery?), nie wychylała nosa z własnych komnat przed południem. Jako persona społecznie uprzywilejowana nie miała takiego obowiązku. Nie musiała, a wręcz nie mogła podjąć prawdziwej pracy, a życie towarzyskie brytyjskiej społeczny rozpoczynało się nieco później. Fantine przewróciła się na drugi bok, pogrążona we śnie, w którym pan ojciec, pani matka, Tristan, Marianne i Melisane towarzyszyli jej podczas wernisażu; uśmiechnęła się przez sen, mrucząc coś cicho naprawdę, bo w tej fantazji sennej opowiadała o tańcu Melisande, który zatrzymała na płótnie. Byłaby śniła tak słodko nawet i do godzin popołudniowych, lecz Prymulka brutalnie jej tę przyjemność odebrała.
Kierowane magią sługi zasłony czmychnęły z okiennicy, wpuszczając do środka ostre światło; słońce zawisło już wysoko nad morzem, lekki wiatr przegnał chmury, które wczorajszego popołudnia zawisły nad Dover, przez co Chateau Rose pogrążyło się w sennej, ponurej atmosferze. Rosierówna chwilę walczyła z ciężkimi powiekami, aż Prymulka nie przypomniała jej subtelnie, że panna Baudelaire niebawem się zjawi. W pierwszej chwili poczuła złość. Któż to śmie zjawiać się tu o tak wczesnej, nieludzkiej godzinie? Rozwiała się jednak prędko, bo to przecież ona ustaliła godzinę spotkania. A właściwie wskazała ją przypadkowo, gdy rozkazywała służce wezwać, czy też uprzejmie zaprosić utalentowaną projektantkę w skromne progi Chateau Rose. Wielkie łoże z baldachimem opuściła z ciężkim sercem; Prymulka uchyliła okna, a rześkie powietrze, chłodna morska bryza prędko przegoniła z powiek resztkę snu. Z twarzy Fantine zniknął zarazem słodki uśmiech, blade oblicze znów spochmurniało, cierń w sercu zakuł boleśnie.
Śniła o panu ojcu i Marianne, a przebudziwszy się znów musiała pogodzić się z ich śmiercią. Dziwne, ze świat wciąż istniał, skoro stracił tych dwoje. Nie potrafiła stwierdzić, czy pulsujący ból w skroni ma przyczynę ze stratą, która znów ją przytłoczyła - tak jak każdego poranka od śmierci ojca - czy też zbyt wielu kielichach wina, które wczoraj wypiła. Na stole w swym pokoju dziennym odnalazła jednak nie tylko tacę ze śniadaniem, słodki croissant z konfiturą malinową oraz szklankę soku dyniowego, lecz również miksturę, która prędko pomogła pożegnać się Fantine z uporczywym bólem - w skroni. Cierń w sercu tkwił w nim bez ustanku, rana pulsowała bólem, nie mającym zamiaru ustąpić.
Ledwie zdążyła, a raczej - służka ledwie zdążyła. Fantine trwała w bezruchu przed lustrem, wpatrzona we własne odbicie, gdy dziewczyna zaczarowaną szczotką układała jej włosy w misterny kok tuż nad karkiem, by nie przeszkadzał w przymiarkach; kiedy podkreślała pełne usta Różyczki karminową szminką i pomagała jej ubrać nader suknię o barwie żałobnej czerni.
Rosierówna ledwie usiadła w eleganckim, miękkim fotelu, blisko drzwi prowadzących na balkony, gdy usłyszała słowa Prymulki: lady Kent czeka już na panienkę, wypowiedziane tuż przed otwarciem przez nią drzwi i wprowadzeniem do pokoju dziennego Fantine młodej projektantki.
-Dzień dobry, panno Baudelaire - przywitała Solene Rosierówna, przywołując na usta pełen czaru uśmiech i skupiając spojrzenie piwnych oczu na doskonałej twarzy półwili.





Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.




Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   05.12.17 21:27

Wizyty w szlacheckich komnatach zazwyczaj przyprawiały ją o bóle głowy i zły humor, kiedy automatycznie po przekroczeniu gustownych posiadłości powracała myślą do ostatniej z rozmów z rodzicami, nim jeszcze postanowiła wyprowadzić się z Francji do ponurej Anglii. Pamiętała tamten dzień doskonale, gdy przesądziła swój własny los, odrzucając zaręczyny zamożnego kandydata. Z początku miała wyrzuty sumienia, bo przecież narobiła rodzicom wstydu i sprawiła, że blisko od ośmiu lat zarabiała sama na siebie (pieniędzy wujostwa starała się nie uwzględniać w swoich potrzebach) przestawiając tym samym przyjęty w społeczeństwie porządek, którego ją uczono. Po wyrzutach sumienia pojawiła się pora rozliczenia z własną wygodą, kiedy przyzwyczajona do opływania w luksusach i przestronnych pokojach musiała zadowolić się małym pokoikiem, w którym miała ograniczone pole manewru a ubrania, buty, różnorakie dodatki i płótna nie mieściły się w nim. Niejednokrotnie zastanawiała się na co jej to było - przez chęć niezależności i postawienia na swoim czuła się jak zwycięzca tylko przez chwilę, podczas gdy wraz z sakramentalnym "tak" dostawałaby wszystko to, czego chce bez szczególnego wysiłku. Poza wolnością, której doświadczała teraz i możliwością dalszej pracy, która miała odejść wraz ze zmianą nazwiska na nazwisko niedoszłego męża.
Borykała się z wieloma sprzecznymi emocjami, kiedy w dobie kryzysowych dni powtarzała sobie, że winna szybko wyjść za mąż, a potem jedynie leżeć i pachnieć w komnatach wyścielonych atłasami szyjąc swoim dzieciom ubranka i zabawki, zaś na drugi dzień uświadamiała sobie, że u boku poważanego wśród innych rodów męża wcale nie prowadziłaby tak kolorowego życia. Zakazy, nakazy, ciągła kontrola nie godziły się jednak z jej lekkomyślnym i ognistym temperamentem, i nawet te dzieci, których pragnęła w ostatnim czasie coraz bardziej z całego serca, zaburzały jej wizję kariery.
Dziś humoru niestety nie miała najlepszego, a mimo to jak na razie nie zboczyła w te zakamarki swojej głowy; po porannym rytuale i śniadaniu zjawiła się na miejscu przed czasem, uważając od dawien dawna, że celowe spóźnialstwo nie wynikające z żadnego konkretnego powodu było cechą prostaków i pokazaniem absolutnego braku kultury.
- Lady Rosier. - Przywitała dziewczynę z grzecznościowym uśmiechem na ustach, skrywającym doskonale to, jak ciężko przeszedł jej przez gardło ten tytuł. W tym jednym jedynym przypadku jeszcze nie zdołała przejść do swobodnych rozmów, bez używania ugrzecznionych zwrotów i pilnowania niemal każdego słowa, a to z kolei znacznie utrudniało jej pracę. Weszła wgłąb komnaty, nie rozglądając się dookoła - znała już dość dobrze to miejsce, jak i to, które powinna zająć. Usiadłszy jak prawdziwa (a przynajmniej ta wyuczona od dziecka) dama, czyli w dość średnio wygodnej pozycji, przeniosła wzrok na Fantine.
- Jak samopoczucie? Wygląda lady coraz lepiej. - Spytała, nie kłamiąc i jednocześnie nie mając pojęcia o żałobie, którą nosiła. Nie była przecież wróżką, nie czytywała gazet i nie słuchała plotek, jeśli jakiekolwiek miałyby prawo bytu w przypadku któregoś z rodów. Sam list również nie zawierał tej informacji, poza rozkazem szybkiego przybycia. - Cóż to za nagląca sprawa, o której wspomniano w liście? - W oczekiwaniu na odpowiedź przesunęła wzrok na fotel tuż obok Fantine, wgłębi którego wylegiwała się Mademoiselle Choupette - jej obecność przypomniała jasnowłosej o dwóch własnych kociakach, które w ostatnim czasie stawały się coraz bardziej nieznośne i najprawdopodobniej w tej chwili siały spustoszenie w jej sypialni.



Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna

it's strange what
desire
will make foolish people do

5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   16.12.17 15:39

Na całe szczęście (zarówno jej oraz rodziny) myśli Fanny nigdy nie zaprzątały podobne wątpliwości, które dręczyły pannę Baudelaire. Życie szlachetnie urodzonej damy winno wszak toczyć się według utartego schematu, aby nie uczynić rodzinie dyshonoru i nie zaszkodzić jej reputacji. Po okresie dzieciństwa oraz latach szkolnych, podczas których młoda lady odbierze staranne wykształcenie, zarówno magiczne, jak i szlacheckie, czekał nań jeden właściwy scenariusz: debiut na salonach oraz oddanie jej ręki godnemu kandydatowi. Taka dziewczyna winna jest wyjść za mąż za tego, kogo wybierze jej ojciec i powić mu dzieci; to najważniejszy z obowiązków młodej damy i Fantine nigdy nie miała na ten temat żadnych wątpliwości. Była pogodzona ze swym losem, zaś niemożność wyboru przyszłego małżonka uważała za uczciwą cenę za wszytko inne, co oferował jej świat, w którym przyszło jej dorastać. Miała wszystko to, czego tylko mogła zapragnąć. Najmodniejsze suknie z najlepszych materiałów, drogocenne klejnoty w tym także tiarę wykutą przez gobliny, złota na własne zachcianki, ile tylko pragnęła, mogła dostać to, czego chciała; nie musiała kalać się pracą, mogła spać do południa każdego dnia jak dzisiaj, a wieczorami uświetniać swą obecnością przyjęcia. Niektórzy uważali spotkania towarzyskie za przykry obowiązek obłożony zakazami, lecz Fantine je uwielbiała, a z racji wrodzonego sprytu wiedziała jak lawirować pomiędzy pułapkami. Kochała swoje życie i nie zamieniłaby się z nikim.
Małżonka nie zdążył wybrać jej ojciec, ów obowiązek spadł na barki Tristana, lecz nie zwątpiłaby w swego brata i ufała, że dokona właściwego wyboru, z którym się pogodzi, ba! który przyniesie jej radość i zaszczyt. Nawet jeśli nie zdoła pokochać tego mężczyzny (właściwie szczerze w to wątpiła), nic nie stało na przeszkodzie, by nie odnalazła namiętności i miłości poza małżeństwem. Fantine liczyła sobie zaledwie dwadzieścia lat (dwadzieścia jeden ukończyć miała dopiero za dwa miesiące), lecz miała świadomość jak naprawdę wygląda małżeństwo. A przynajmniej tak się jej zdawało.
Lady Rosier zajęła miejsce obok, siadając na swym ulubionym, obitym czerwonym welurem fotelu, krzyżując nogi w kostkach i składając dłonie na podołku. Spojrzenie piwnych oczu uważnie badało twarz Solene, gdy spytała o samopoczucie. Cóż za nietakt! Uśmiech na ustach Fantine zbladł, spojrzenie zgasło, w duchu czuła oburzenie: jej pan ojciec był potężnym i słynnym czarodziejem, a jego śmierć odbiła się szerokim echem w czarodziejskim świecie. Pytanie zdawało się więc Fantine, która była przekonana, ze Rosierowie to sam pępek świata, absolutnie nie na miejscu.
-Strata umiłowanego ojca jest doskwierająca, lecz dziękuję, panno Baudelaire - odparła jej niezmiennie uprzejmym tonem, nie zdradzając tym samym swych prawdziwych myśli. Prymulka, nie czekała na rozkaz, doskonale świadoma swych obowiązków, swymi czarami sprawiła, że na stoliku ze złotymi zdobieniami przed nimi pojawiły się dwie filiżanki herbaty oraz talerz ciasteczek ozdobionych kremem w taki sposób, że każde było maleńkim dziełem sztuki.
-Nasze spotkania mają zazwyczaj jeden cel, panno Baudelaire - odrzekła Fantine z łagodnym uśmiechem. Nie spotykamy się tu wszak towarzysko -Pragnę, aby panny talent i zdolne palce znów uczyniły mi tę radość i stworzyły kilka sukien.
Mademoiselle Choupette, rozpieszczona kotka syjamska, zgrabnie przeskoczyła na oparcie fotela Fantine, leniwie spacerując po oparciu i wysuwając pyszczek w stronę Solene, zmysłem węchu badając kim jest.





Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.




Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   20.12.17 0:20

Subtelna informacja o śmierci ojca spowodowała, że blondynka poczuła niemiłe ukłucie koło serca i uświadomiła sobie swój nietakt. Skądże miała wiedzieć? Nie wiedziała nawet o tym, co działo się u jej najbliższej rodziny, szczątkowych informacji dowiadując się od wujostwa: nie czytywała gazet, nie słuchała plotek, rozumiała jednak wyczulenie dziewczęcia na poruszoną kwestię. Uśmiechnęła się przepraszająco, spuszczając ze skruchą wzrok. Dokładnie tak, jak nauczyła ją tego matka; w gruncie rzeczy spotkania z Fantine należały do tych, na których mogła przypomnieć sobie w stu procentach zachowania z etykiety, której uczono jej od dziecka.
- Lady wybaczy i przyjmie moje najszczersze kondolencje. - Nie zamierzała się tłumaczyć, ani też nie wiedziała co więcej mogłaby dodać, poza umiejętnym ucięciem tematu. Wiedziała, że żadne słowa nie wynagrodzą Fantine jej straty, a pocieszanie dodatkowo mogłoby wyprowadzić ją z równowagi - sama zresztą za tym nie przepadała. Bo jak można było powiedzieć komuś, kto stracił bliską osobę, że wszystko będzie dobrze i się ułoży? Po czasie może i tak, a jednak w nadchodzących dniach odczuwalnej pustki nic nie byłoby w stanie załagodzić bólu rozerwanego serca, tym bardziej nic nie znaczące słowa. Dostrzegła zmianę na twarzy dziewczęcia, a potem z małym podziwem obserwowała jak jej wyraz zmienił się ponownie, na ten dla świata zewnętrznego; ten, po którym za bardzo nic nie było widać. Pojawienia się herbat i talerzyka z ciasteczkami zdawała się nie zauważyć, kiedy od krótkiej chwili przyglądała się z nienachalną uwagą swojej rozmówczyni.
- Naturalnie. - Odparła, bardziej do siebie, niż do niej, wyjmując z małej, eleganckiej torebeczki notes, pióro i przede wszystkim metr krawiecki do pobrania miary. Nie używała w tym celu magii, w zasadzie nie używała magicznego krawiectwa. Lubiła czuć materiał, dodatki i wykonywać prace wykończeniowe własnymi dłońmi. Sądziła - na swój pokręcony sposób - że magia nie dawała jej tej precyzji, co ręce. I wbrew temu, że miała sporo pracy, wygląd jej dłoni wcale tego nie ukazywał; te wciąż były subtelne, zadbane, wręcz nieskazitelnie gładkie, ozdobione delikatnymi pierścionkami z kompletu perłowej biżuterii. - Czy ma już panienka jakiś zamysł? - Pamiętała oczywiście ulubiony kolor Fantine, krój, w którym dobrze wyglądała i cały szereg preferencji, który uściślała na każdej wizycie. Była jednak ciekawa, czy zmieniło się coś w tej kwestii i czy może i lady Rosier postanowiła sprawić sobie jedną inną suknię niż zgromadzone w garderobie. W ostatnim czasie zauważyła tendencję wzrostową wśród klientów łasych na nowe ja. - Niedawno dostałam nowe materiały i kolory. Jeszcze nikt ich nie widział. - Położyła na stoliku próbnik z kawałkami wspomnianych materiałów, przesuwając go w kierunku Fantine, w międzyczasie zerkając na kotkę. Nie zadziałała gwałtownie, ostrożnie wysuwając w kierunku Mademoiselle dłoń, sprawdzając, czy da się pogłaskać, czy nie życzy sobie obcego dotyku. - Szczególnie jedna jest godna uwagi. Głęboka czerwień, materiał bardzo elegancki, a zarazem delikatny i oddychający, z pewnością nigdzie nie drażni i jest przyjemny do całodniowego noszenia. - Zaczęła spokojnie, poprawiając się w fotelu.



Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna

it's strange what
desire
will make foolish people do

5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   10.01.18 20:44

Najpewniej niewielu wzięłoby niewiedzę obcej osoby o śmierci nieznajomego za nietakt, jednakże Fantine Rosier była inna - miała zadatki na najbardziej egocentryczną i narcystyczną osobę na tej planecie, w tej galaktyce, właściwie w całym wszechświecie. Od lat dzieciństwa była już świecie przekonana, że ród Rosier, a także ona sama, to absolutny pępek świata i wszystko winno kręcić się właśnie wokół nich, tak jakby to oni byli słońcem, najważniejszą gwiazdą, a inni - jedynie planetami, czerpiącymi z ich blasku. Swego ojca Fanny zawsze uważała za potężnego czarodzieja, wielkiego i szlachetnego lorda, godnego szacunku i podziwu polityka, podobnie jak i Tristana, który był jego nieodrodnym synem. Śmierć Corentina Rosiera odbierała więc nie tylko jako osobistą stratę, lecz także niepowetowaną stratę dla całego czarodziejskiego świata - jak więc mogła o niej nie słyszeć? Niedorzeczne, doprawdy. Powinna była o tym wiedzieć doskonale, jeśli miała aspiracje, by spotykać czarodziejów krwi szlachetnej, a już z pewnością powinna była się przygotować do wizyty w Chateau Rose.
Kiwnęła łaskawie na znak zgody, wybaczenia tego nietaktu i wyrzekła cicho: -Dziękuję, panno Baudelaire.
Niesmak jednak pozostał. Niezasłużony i niesprawiedliwy, lecz Solene winna była wziąć na poprawkę z kim miała do czynienia - narcyzem i egoistką.
-[b]Najpewniej domyśla się panna, że w najbliższym czasie jedyny kolor jaki pragnę nosić, to żałobna czerń, bo w mym sercu nie ma radości, by manifestować ją przez szatę
- odpowiedziała projektantce zawile; w istocie potrzebowała sukien czarnych, bo ich miała niewiele i z pewnością nosiła je już kilkukrotnie, a nie mogła przecież popełnić faux pas i pojawić się w nich ponownie. Przez okres ścisłej żałoby nie miała mieć wielu okazji, by pojawić się w towarzystwie, publicznie, lecz przezorny, zawsze ubezpieczony, czyż nie?
Nikt ich jeszcze nie wiedział, te słowa zadziałały na Fantine jak przynęta, zapomniała o urazie sprzed chwili i spojrzała na zniewalająco piękną Solene zaintrygowana. Och, tak, tu ją miała. Pokazanie się w czymś nowym, a jednako pięknym, było tym, co pannę Rosier niezwykle interesowało - na salonach szukała wszak poklasku i podziwu w spojrzeniach innych.
-Z pewnością nie zaszkodzi, bym zamówiła suknię zeń uszytą... Na przyszłość oczywiście - odpowiedziała, uśmiechając się lekko, na myśl o omawianej przez pannę Baudelaire czerwieni.
Sprawdzanie, czy zapach skóry Solene się jej podoba, czy nie, zajęło kotce Fantine irytująco długą chwilę; cofała pyszczek i znów się przysuwała, niezdecydowana i kapryśna, zupełnie jak jej właścicielka, lecz ostatecznie dotyk Solene zaakceptowała i pozwoliła się pogłaskać - najpewniej po prostu lubiła ludzi pięknych.
Tak jak Fantine.





Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.




Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   11.01.18 15:14

Solene zaś zdążyła już zapomnieć o swoim nietakcie, przechodząc do powierzonego jej zadania. W końcu nie pojawiła się tu w celach prywatnych, czy na pogawędkę i pocieszenie zbolałej duszy lady Rosier przy herbacie, a po to, żeby uszyć jej kilka nowych - prawdopodobnie ostatnich w swojej karierze; w tym momencie przynajmniej - sukien. Skupiła się na słowach dziewczęcia, wzrokiem przesuwając to po jej bladej twarzy, to od czasu do czasu zerkając na kotkę, niezdecydowaną w swoich czynach. W pewnym momencie zastanawiała się, czy Mademoiselle nie ugryzie jej po prostu w palec; kiedy jednak ta wreszcie otarła się nosem o dłoń projektantki, pogłaskała ją ostrożnie po głowie, za uchem i pod pyszczkiem, a później pozwoliła wrócić na kolana swojej właścicielki. I w zachowaniu tej zauważyła pewną zmianę. Chłód i skrzętnie skrywana uraza ustąpiły miejsca szczeremu zainteresowaniu, może nawet radości, co było dość pocieszającym aspektem dzisiejszego spotkania.
- Bardzo dobrze komponowałaby się z delikatnymi perłami. - Dodała spokojnie, chociaż wiedziała, że nie musi instruować Fantine w tym, co ubierać. Raczej sugerowała, dzieląc się z nią poniekąd kolejnym pomysłem na suknię, w której perełki planowała przyszyć do materiału, przy dekolcie zwłaszcza. Planowała też jedną sztukę ozdobić kwiecistymi haftami, swoje malarskie zapędy próbując przełożyć na ubrania. Pomysły jasnowłosej często spotykały się z uznaniem otoczenia, co umacniało ją w myśleniu, że szyte specjalnie na zamówienie - nie hurtowo - i zdobione własnoręcznie suknie były strzałem w dziesiątkę. Fakt, że próbowała przekonać sama siebie do nie zmienienia zawodu zdawał się jej w ogóle nie interesować. - Oczywiście czarne suknie zostaną uszyte priorytetowo. Rozkloszowana czy długa i prosta? Na co dzień lepsza byłaby ta pierwsza, niekrępująca za bardzo ruchów. - Kontrolne pytanie pozwalało na naszkicowanie szybkiego rysunku sukni w notesie, a ona sama przypomniała sobie, że czasem nie nadążała za kobietami. Niektóre potrafiły urządzić sobie i z pogrzebu odpowiednią okazję do zaprezentowania się jak najlepiej wśród innych, sam sens żałoby zrzucając na drugi plan. Nie sądziła, że w tym przypadku tak było, ale wolała upewnić się co do swoich przekonań, by uniknąć nieporozumień. W następnej kolejności musiała pobrać miarę, rozwijając w rękach metr krawiecki i prosząc Fantine by wstała.
- Tak między nami, czerń panience niezbyt pasuje. Jesteś stworzona do czerwieni i złota. - Nie wiedziała co wpadło jej do głowy, by wymówić podobne słowa, tym samym też komplementując Rosierównę, ale uznała, że chociaż może poprawi jej na chwilę humor.






Après tout ce qu'elle t'a fait, pourquoi tu repenses encore à elle? Ne vois-tu pas qu'elle te traite comme un inconnu à qui on d'mande du feu? La flamme que tu lui offrais elle la consumme et part aussitôt.

Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna

it's strange what
desire
will make foolish people do

5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   04.02.18 21:56

Prędkie zapominanie o własnych błędach było... Jeszcze większym błędem. W wyższych sferach prowadzenie konwersacji było sztuką, a niekiedy także labiryntem pełnym pułapek i grząskiego gruntu. Należało zważać na swe słowa, być ostrożnym i ostrożnie stawiać kroki w tej grze. Fantine odnajdywała się w niej doskonale, niczym maleńka, sprytna żmijka - o nietakcie Solene miała jeszcze długo nie zapomnieć, choć pozornie puściła go w niepamięć.
-Mhm... - odpowiedziała na uwagę o perłach. Nie odebrała słów panny Baudelaire jako pouczenia, a zwyczajny element rozmowy. O sukniach, biżuterii, pantofelkach i inszych elementach garderoby Fantine mogła prowadzić bardzo długie i bogate wywody; obowiązkiem młodej damy była wszak odpowiednia prezencja - modą musiała być więc żywo zainteresowana. -Niech będą i takie, i takie. Od przybytku głowa nie boli, z pewnością się przydadzą.
Mówiła beztrosko, lekką ręką znów wydając złoto z rodzinnego skarbca. Wydatki na jej suknie były jednak jedynie kroplą w morzu tego, co posiadali Rosierowie. Fanny nawet nie zdawała sobie sprawy ze skali ich bogactwa. Nigdy jednak nie musiała zaprzątać sobie tym głowy. To, czego pragnęła, to miała - i nie musiała przejmować się pieniędzmi.
-Czerwień i złoto nie oddadzą mego smutku, po stracie ojca - odpowiedziała pozornie cierpko, lecz spojrzenie miała łagodne - jak na nią - wyprostowała się, uniosła brodę i uśmiechnęła lekko. Słowa Solene mimo wszystko potraktowała jako komplement. Zasłużony, oczywiście, lecz miłe łechtał ego. -Dziękuję jednak, panno Baudelaire. - Czerwień i złoto były rodowymi kolorami Rosierów, a zarazem ulubionymi Fantine. W nich czułą się najlepiej, najpewniej, niczym królowa - w Rosierach płynęła wszak królewska, francuska krew. Nosząc jedynie te barwy, stałaby się nudna i przewidywalna, a Fanny uwielbiała wzbudzać w innych podziw i przyciągać spojrzenia. W centrum uwagi wszystkich lśniła niczym klejnot koronny, była stworzona do tego, by błyszczeć, niczym gwiazda na niebie. Szafy i kufry Fantine pękały więc w szwach, choć jej garderoba stanowiła osobną, wielką komnatę; pełno w nich było sukien różnorakich krojów i barw, wszystkie z drogich i cennych materiałów - w tanich, tak jak każda dama, czuła się po prostu źle i mówiła, że dostaje od nich wysypki. Tak jak od świń i mugolaków, tak, tak. Najwięcej, oprócz czerwieni i złota, było w kufrach szat barwy pudrowego różu (doskonałego dla młodej, niewinnej damy, jaką niewątpliwie wszak była Fantine) oraz ciemnego granatu, który przywodził na myśl nocne niebo. Wiele z tych ostatnich ozdobione były motywami gwiazd i inszych ciał niebieskich, ze względu na zainteresowanie Fantine astronomią i dużą wiedzę, która się z tym wiązała. W Beauxbatons przejawiała duże talenta w dziedzinie eliksirów, a one nieodłącznie wiązały się z ciałami niebieskami - nie szkodzi jednak, bo niebo było dlań fascyjące. A jednako niesłychanie romantyczne: księżycowy blask, lśniące gwiazdy, czy słońce były bardzo często motywami w różnych dziedzinach sztuki. A ze sztuką także była ściśle związana.
-Mam nadzieję, że nie muszę wspominać, iż winna panna potraktować moje zamówienie priorytetowo - wyrzekła słodkim i niewinnym głosem, biorąc Mademoiselle Choupette na kolana, a kotka natychmiast zaczęła mruczeć pod wpływem delikatnego dotyku Fanny na swoim grzebiecie -Inaczej będę bardzo zawiedziona.
A chyba by panienka nie chciała, bym zniechęciła inne młode damy to korzystania z panny usług.





Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.




Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 http://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 http://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate http://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow http://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Komnaty Fantine   11.02.18 0:44

Rozmawianie z lady Rosier przywodziło jej na myśl pierwsze przedstawienie, w którym brała udział w głównej roli. Każda próba była wymagająca, poniekąd męcząca i całkiem satysfakcjonująca, ostatecznie przypominając spacer po linie. Jeden fałszywy krok wystarczył, by całokształt układu się rozsypał; o ile na pierwszych próbach uchodziło im to na sucho, tak w przypadku kolejnych, bardziej oficjalnych, wiązało się z wyrzutami i nerwami. Podobnie miały się rozmowy z Fantine i choć darzyła ją minimalną sympatią, starała się dawkować te spotkania do minimum. Nie była głupia, by wiedzieć, że jej nietakt zapadł w pamięć kobiety, wszak płeć damska była okrutnie pamiętliwa i sama była tego przykładem. Po takim błędzie w przedstawieniu, główna gwiazda musiała zatrzeć za sobą złe wspomnienie, olśniewając widownię urokiem - tak, jak zamierzała robić to teraz ona. Z wyczuciem, smakiem, uważając, by nie przekroczyć pewnej granicy.
- Lady Rosier, jeśli panienka pozwoli, żaden strój nie będzie w stanie oddać panienki cierpienia. Sądzę jednak, że przechodzisz żałobę z niesamowitą godnością. - W końcu panowała nad sobą, nad mimiką i głosem, nie rozklejała się przed obcymi na wspomnienie o śmierci ojca, tak jak mogliby to robić inni. Nie szukała współczucia i litości, mierząc się z żałobą sama, z daleka od wścibskich oczu. Ta postawa z pewnością była godna podziwu, nie każdy umiałby zachować się tak samo. - Proszę pamiętać, że w nadchodzących dniach, gdy ogarnie panienkę smutek i niewyobrażający ból, znajdują się wokół życzliwi ludzie, nie żerujący na cudzym cierpieniu. - Nie dopowiedziała, że sama była w stanie poświęcić jej czas, gdyby uznała, że potrzebuje czyjejś obecności, niekoniecznie brata czy siostry, stwierdzając, że i tak nigdy nie wykroczą poza poziom oficjalnych spotkań, tak jak miało to miejsce z wieloma innymi damami. Odnotowała w notesie kilka rzeczy, przesuwając spojrzeniem po próbniku z materiałami. Granat, na którym naszyta była siateczka imitująca konstelację gwiazd, zwróciła uwagę projektantki na dłuższy moment - pomyślała, że to mógłby być strzał w dziesiątkę.
- Droga lady, myślałam, że to oczywiste. - Odparła na uwagę dziewczęcia o priorytetowym zamówieniu, siląc się w tym przypadku jedynie na miły ton. Udawało jej się to, naturalnie, bez większego trudu. - Czy poza sukniami życzy sobie panienka czegoś jeszcze? Pogoda nie sprzyja spacerom bez odpowiedniego odzienia. - Utkwiła wzrok w bladej twarzy szlachcianki.





Après tout ce qu'elle t'a fait, pourquoi tu repenses encore à elle? Ne vois-tu pas qu'elle te traite comme un inconnu à qui on d'mande du feu? La flamme que tu lui offrais elle la consumme et part aussitôt.

Powrót do góry Go down
 

Komnaty Fantine

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnaty Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Komnaty Maestra Edvyna
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18