Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hol

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Hol   03.05.15 2:04

First topic message reminder :

Hol

Obszerny hal znajduje się u dołu krętych schodów o elegancko rzeźbionej barierce prowadzących ku wyższej kondygnacji budynku.  Podłogę pokrywają ciemne panele, na ścianach znajduje się ciemna boazeria, przerwana marmurowym kominkiem pośrodku ściany naprzeciw wejścia. Nad kominkiem wisi obraz przedstawiający dwa jednorożce zwrócone ku przeciwległym kierunkom, oprawione w grubą, ciemną ramę. Przy kominku ustawiono jasną, miękką kanapę podbitą jedwabiem, na której leżą trzy haftowane poduszki. Przez oparcie przewieszono dużą narzutę z białego lisiego futra, druga, mniejsza, leży przed kominkiem. Została tam ułożona specjalnie dla Enjolrasa. Oświetlenie, oprócz okien, daje wyłącznie jeden stojący nieopodal kominka kandelabr, za którym rozciąga się naścienne malowidło przedstawiające rajskie ptaki.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Druella Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t752-druella-black http://www.morsmordre.net/t956-caezar http://www.morsmordre.net/t930-druelka#4875 http://www.morsmordre.net/t1808-druella-black
Tester mioteł
25
Szlachetna
Zamężna
Złamał dziki chłopiec krzew-
Różyczkę w czerwieni.
Kłują kolce, płynie krew,
Lecz zapłaci za ten gniew
Bólem i cierpieniem.
Róży, róży, róży kwiat-
Różyczka w czerwieni.
99
99
99
99
99
0
99
Metamorfomag
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Hol   12.09.16 1:52

Wspomnienia powróciły przywołując na ich twarze uśmiechy. Ten stukot obcasów w martwej ciszy, która zapadła po jej krótkim i dosadnym nie wciąż brzmiało w jej uszach. Przerażone, zdumione, oburzone spojrzenia. One wszystkie odprowadzały ją, gdy z wściekłością opuszczała salę balową po feralnych oświadczynach. Ni, wtedy nie było jej do śmiechu, nikomu nie było. Teraz, po latach podobne opowieści budziły tylko rozbawienie. Chociaż... Nie, nie tylko. Klęczał wtedy przed nią Anthony, ich kuzyn. Crouch. Człowiek, który mógł być jej mężem pochodził z tego samego rodu, co morderca Marianne. Druella odpędziła od siebie tę myśl. Nie chciała tego roztrząsać znowu. To nie doszło do skutku, jakaś niewidzialna siła powstrzymała ją od tego, co zdawało się być oczywiste. Nie zgodziła się, jak postąpiłaby większość kobiet na jej miejscu. Dzięki, Merlinie, że do tego nie doszło.
- Bardzo dobrze - mruknęła z nowym uśmiechem na ustach. Bella, Meccy, Cyzia nigdy by się nie narodziły. Spojrzała na najmłodszą córkę. Była wspaniała, jak jej siostry. Po matce, ale także po ojcu. Chociaż Tristan pewnie wolał przypisać wszystkie wspaniałe cechy krwi jego siostry, nie jej męża. Pewne jednak było, że tylko dzięki połączeniu jej i Cygnusa, a nie Anthony'ego powstały te cudowne istotki. Teraz Druella nie wyobrażała sobie życia bez nich. Byłoby zbyt puste bez wesołego śmiechu, ciekawskich spojrzeń i radosnych okrzyków. Wtedy, kiedy odrzucała oświadczyny kuzyna w ogóle o tym nie myślała, nie przypuszczała, że tak bardzo przywiąże się do córek, że jakiekolwiek w ogóle będzie miała. A teraz zajmowały one najważniejsze miejsce w jej życiu. Były jej największą radością i zmartwieniem zarazem.
- Doskonale - odparła z rozbawieniem. - Wtedy, kiedy zostałam Robem.
To było kolejne z pięknych wspomnień wywołujących uśmiechy. Mała Druella w za dużych ubraniach starszego brata, z krzywo obciętymi włosami, stojąca dumnie w drzwiach i ogłaszająca wszem i wobec, że jest chłopcem. Szkoda, że naprawdę nie mogła nim wtedy zostać. Życie byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby była mężczyzną. Prawdopodobnie jednak nigdy nie poznałaby swoich córek, a te warte są każdej ceny. Nawet rezygnacji z pięknego i kuszącego wizerunku Roberta Rosiera, kopii starszego brata Tristana.
- Nie ma żadnych pewnych informacji - mruknęła. - Niewiele o nie wiadomo tak naprawdę. Niektórzy mówią, że z tym jak z bliźniakami, pojawiają się co drugie pokolenie.
Na szczęście jej bliźniaki nie groziły. Prawdopodobnie przynajmniej. Radziła sobie z jednym niemowlakiem i jego starszym rodzeństwem, dwójka byłaby już znaczną przesadą. - Jak nie one, to może chociaż ich dzieci - dodała po chwili nie potrafiąc wymówi słowa wnuk. Przynajmniej jeszcze. Nie widziała się w roli babci ani trochę. Dojrzałej, poważnej kobiety. Wiekowej w dodatku. Z dorosłymi pociechami. Takiej jak Cedrina. Matka była wzorem dla Druelli, nawet jeśli zawsze się z nią nie zgadzała,kiedy przychodziło myśleć o dorosłej kobiecie, to właśnie ona stawała przed oczami. Dziwnie było wyobrażać sobie siebie na jej miejscu. Zupełnie nie tak. Młodość ma trwać przecież wiecznie i ma być jeszcze wiele czasu na robienie tego, na co ma się ochotę. Zanim Bella urodzi pierwsze dziecko minie przecież mnóstwo czasu. Wiele jeszcze podobnych rozmów zdąży odbyć z Tristanem, pomartwić się o przyszłość swoich dzieci. I jego pewnie też. Kto wie, może Tris nauczy się nawet opowiadać te inne bajki. Zabawny był fakt, że poniekąd chciał ją zaciągnąć do łóżka. Wyjątkowo jednak jego działania były całkowicie bezinteresowne, chciał, żeby wreszcie się zdrzemnęła. A ona uparcie, jak zwykle, walczyła ze zmęczeniem. Nie odwiedziła brata przecież po to, by chrapać mu na kanapie.
- Jeśli nauczysz się kiedyś opowiadać bajki, to i na smoka znajdziesz sposób - posłała Trisowi nieco ironiczne spojrzenie, co nie było łatwe w pozycji, w jakiej aktualnie się znajdowała. Pozwoliła mu jednak kontynuować opowieść, słuchała jej wręcz w napięciu. Spodziewała się, że nie pozwoli jej w żaden sposób sobie pomóc. Nie wiedziała też, jak miałaby w ogóle być przydatna w rezerwacie. Propozycja przedstawiona przez Tristana była jednak ekscentryczna, nawet jak na niego.
- Nie wiem, co gorsze. Odbieranie dzieciom ojca, czy stawianie mnie przy garnkach - mruknęła. - Tego drugiego z pewnością ktoś by nie przeżył.
Nie należała do specjalistów w dziedzinie gotowania. Wiedziała, do czego służą łyżki, widelce i noże i uważała, że taka wiedza kuchenna jest w zupełności wystarczająca. Od przyprawiania i mieszania w garnkach były skrzaty na całe szczęście.
- To naprawdę okrutne traktowanie garnków - nie była pewna czy powiedziała to na głos, bo, nie wiedzieć kiedy, odpłynęła w krainę marzeń. Zasnęła wtulona w pierś Tristana cichym pochrapywaniem wystawiając najlepsze świadectwo jego zdolnościom do opowiadania kobietom bajek.





I CAN BE A WITCH, A BITCH, A
MURDERER
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hol   19.09.16 1:13

Wtedy to, na co odważyła się Druella, wstrząsnęło ich rodziną - Tristan wiedział, że mógł ją wtedy stracić, nie była kobietą, która mogła sobie pozwolić na przebieranie w kandydatach. Anthony Crouch, wtedy, teoretycznie rzecz biorąc nie miał sobie nic do zarzucenia... poza tym, że był sprawcą całego tego zamieszania, oczywiście. Był młody, niegłupi, niebrzydki, matce wydawało się, że spadł jej z nieba, bo z jakiegoś absurdalnego i tylko jemu znanego powodu uznał, że rozsądnym pomysłem będzie wykonać taki cyrk z oświadczynami. Myślał, że zapędzi ją w kozi róg? Być może - ale po co? Była jego kuzynką, znał ją. A nawet, jeśli jej nie znał, słyszał opowieści przesiąknięte skandalami. Wtedy był zły, na nią, na niego, na matkę, na wszystkich, którzy maczali w tym palce, był zły, bo jego rodzice mogli wyrzec się jego siostry. Dopiero dziś mógł wiedzieć, ile szczęścia było w tym nieszczęściu i jak bardzo mógłby stracić Druellę, gdyby wyszła wtedy za Croucha. Przekabaciłby ją na swoją stronę? A może - potraktował jak Marianne? Nie wierzył, nigdy by nie uwierzył, że ten człowiek nic o tym nie wiedział. Bo wiedział, jak bliscy sobie, razem z Dianą, byli, przecież to do niego odprowadzał tę dziewczynę, ilekroć wpadła w kłopoty w towarzystwie, którym nigdy nie powinna się interesować. W towarzystwie, które już wcześniej budziło jego zaniepokojenie, pomimo którego pozostawał tak żałośnie ślepy - może tak naprawdę wcale nie chciał przejrzeć na oczy? Czy nie powinien z łatwością dodać do siebie dwóch elementów układanki o wiele wcześniej, niż to uczynił? Powinien, powinien zrobić wiele rzeczy, od odciągnięcia Marie od ołtarza począwszy, na zabiciu Diany lata temu skończywszy. Martwił się o nią, o jej zdrowie, tak źle czasem wyglądała... była cholernym wilkołakiem. Córki Druelli dla Tristana były córkami Druelli, nieistotne, kto dał im życie jako ojciec. Z Cygnusem, z Anthonym, mała Bella wyglądałaby tak samo. Bo była wyjątkowa, miała w sobie najwięcej matki i najwięcej babki. Andromeda nie upadła dalej, było w niej tak wiele matczynej przekorności. I Cyzia - jeszcze zagadka, ale już oczywistym było, że od Blacków wolała trzymać się z dala. Rozsądna decyzja, stwierdził w rozbawieniem, przypatrując się kosmykom jej złotych włosów.
Jego usta wygięły się w uśmiechu na wspomnienie Roba. Lubił swojego młodszego brata - nie musiał być przy nim tak szarmancki jak przy Marie czy Darcy, mógł używać brzydkich słów, które przypadkiem usłyszał i udawał, że wie, co oznaczają, mógł bawić się w te wszystkie chłopięce wybryki, które potrzebowały więcej niż jednej osoby - do czasu, kiedy przyszedł czas na naukę i inne rozrywki.
- W takim razie mają czas - rzucił, może do siebie, może do Druelli, a może do samej Cyzi. To ona w tym stadku była białym krukiem - dosłownie - białym po prababce Rosier. Wybierała z oferty dostępnych jej genów te najcenniejsze, dlaczego nie miałaby wziąć tego samego od matki? - Ich dzieci - powtórzył za siostrą głucho. - To brzmi tak abstrakcyjnie. - Przecież sami dopiero co byli dziećmi, a stwierdzenie, że nie są nimi teraz, byłoby rzucone nieco na wyrost. Jej trzy córki były maleńkie, drobne i śliczne jak porcelanowe lalki - myśl, że miałyby kiedyś zostać lalkami, wydawała się tak odległa, że aż nierealna. Dorastanie dziewcząt nie było łatwe, a fakt, że w przyszłości miały stać się politycznymi przekąskami, wcale tego nie ułatwiał. Niech cieszą się tym, co mają teraz, beztroska dzieciństwa już nigdy do nich nie wróci.
- Smoki nie mają wysublimowanych podniebień - zapewnił ją swobodnie i choć z tonu jego głosu nie dało się odczytać ironii, siostra musiała doskonale wiedzieć, kiedy się nią posługiwał. - Ogień - dodał tonem wyjaśnienia. - Ogień i tak wypala wszystko.
Z rozbawieniem odsunął włosy z twarzy Druelli, dopiero po dłuższej chwili jej milczenia. Nie chciał jej rozbudzać, zasługiwała na chwilę odpoczynku - miała słabe zdrowie, a opieka nad dziećmi potrafiła ją wykończyć, niezależnie od tego, jak bardzo kochała swoje córki. Odsunął Narcyzę na bok, na kanapę, łypiąc spode łba na swojego psa warującego u progu pokoju. Uniósł siostrę w ramiona, zabierając ją do pokoju gościnnego, gdzie zaraz zabrał również najmłodszą dziewczynkę - choć raz wyśpią się we dwie w ciszy i spokoju.

/zt x2




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
 

Hol

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17