Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ogród   03.05.15 2:10

First topic message reminder :

Ogród

Obszerny, rozległy ogród znajdujący się przy dworze rodzinnym Rosierów jest niezwykle zadbany; skrzat domowy, zgodnie z tradycją, więcej czasu poświęca na jego pielęgnację, niż konserwację wnętrz. Poprzecinany wieloma dróżkami, mniej lub bardziej krętymi, mocniej lub słabiej usypanymi kamieniami, otaczają zieleń przewrotnymi serpentynami. Otoczony żywopłotami pozostaje niewidoczny dla osób z zewnątrz; i choć roślinny płot odchodzący w elegancki labirynt nadaje całości francuskiego charakteru, to sam ogród stworzony jest raczej w angielskim, dzikim stylu. W głębi znajduje się niewielki staw rozświetlony wielobarwnymi egzotycznymi rybkami, otoczony gęstą, tajemniczą zaroślą; tuż przy niej wznosi się najpiękniejsza rzeźba ogrodów - przedstawiająca śliczną nimfę. Wewnętrzna altana znajduje się na brzegu klifu; z jej wnętrza nocą czasem widać smoki z pobliskiego rezerwatu, tańczące na niebie. Szum morza koi, a roślinne werdiury nadają cienia i intymności. Najpiękniejszą ozdobą tych ogrodów są krzewy dojrzałych róż.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ogród   28.02.17 19:50

Im bliżej zmierzchu tym mniej intensywny stawał się zapach pięknych róż Rosierów. Chłód tłumił kwiecisty aromat, ale drobny, wiosenny wiatr wciąż pozwalał im na rozkoszowanie się tym spacerem w pełni. Powietrze było lekkie, rześkie i przyjemnie świeże, dochodzące od strony spryskanych morskimi falami klifów. Wilgotna trawa i liście błyszczały w blasku powoli zapadającego zmroku. Musiało minąć sporo czasu, odkąd weszli do labiruntu, lecz zajęci rozmową zupełnie nie spostrzegli, że przestali skupiać się na wyznaczonej trasie. Nawet on ze swoją niezawodną intuicją, zapomniał o labiryncie, w którym najprawdopodobniej utknęli. Rozlegając się wkoło i tak skupiał swoją uwagę na przyjemnym brzmieniu jej głosu, delikatnej, dziewczęcej twarzy. Wydawała się idealna, po prostu. Wbrew temu, co o sobie myślała, na pierwszy rzut oka jej postawa emanowała eterycznością i zmysłowym pięknem. Była niedostępna, nieosiągalna, więc jej obecność w tak odludnym miejscu musiała stać się prawdziwą ulgą dla wszystkich dam, które pewnie w tej chwili zdobywały parkiet balowej sali. Gdyby zjawiła się wśród nich z pewnością ściągałaby na siebie uwagę wielu mężczyzn, których żony i wybranki serca życzyłby jej jak najgorzej. Nie doceniała tego, co posiadała.
— Nawet nie wiesz jak mi ulżyło. Twoja aprobata tylko zachęca mnie do realizacji tego planu. Mam nadzieję, że nikt tam na ciebie nie czeka, inaczej miałbym kłopoty — odparł równie żartobliwym tonem, zaglądając przez ramię za siebie, dodając swoim słowom dramaturgii. —Ale tak między nami... — Po chwili podjął znów, spoglądając już pod nogi, na intensywnie zieloną, młodą trawę. — Jestem potwornie zachłanny.
Wyznanie było szczere, a tego dopuszczał się rzadko, lecz była to prawda, która niewiele mogła mu zaszkodzić. Prawdopodobnie każdy kto spędził z nim choć chwilę szybko odnajdywał w nim wiecznie głodnego poszukiwacza prawdy, doznań, informacji. Chciał mieć wszystko, znać wszystko i nauczyć się tyle ile był tylko w stanie w przeciągu możliwie krótkiego czasu — kosztem rozrywki, spotkań, snu, wszystkiego, czego potrzebowali inni. Nie był jednak w stanie uchwycić na osi czasu chwili, w którym głód stał się jedną z największych jego wad. Od zawsze jego życie było miało inne priorytety.
Jej słodkie dołeczki, które dostrzegł kątem oka, kiedy na nią zerkał, dodawały jej dziewczęcego uroku. Przypominała anioła, który zgubił gdzieś nieszczęśliwą duszę, której przyrzekł strzec. Sam oczywiście nie wierzył w takie bajki, ale kiedy jej się przyglądał nie mógł powstrzymać się przed idealizowaniem jej wizerunku, choć doskonale wiedział, że posiada słabości jak większość. Widział je. Po prostu ta piękna otoczka skutecznie odwracała od tego uwagę. Gdy przystanęła, zmarszczył brwi i spojrzał jej w oczy, zamieniając się w słuch. Prowokacyjna nuta w jej głosie brzmiała jak zaproszenie do zabawy, w której nie powinien brać udziału, lecz przecież uwielbiał ryzyko, jak mało kto.
— W twoich oczach...— powtórzył i zbliżył się jeszcze krok, zmniejszając dzielącą ich odległość, oczywiście po to, aby rzeczywiście zatopić się w jej lazurowym spojrzeniu. — widzę potrzebę zatrzymania się w miejscu, kiedy wszystko wokół ciągle wiruje. Potrzebę spokoju i pewności, że stoisz na stabilnym gruncie, choć wokół ciebie są same ruchome piaski. Twoje spojrzenie mówi mi także, że czekasz aż w końcu spotka cię coś dobrego, chociaż wmawiasz sobie, ze cieszysz się szczęściem tych, na których ci zależy. Coś, co zastąpi nieustanne poczucie rozgoryczenia i niedostatku. Mówi także, że masz w sobie wiele wiary. I wiesz co... Jestem przekonany, że nim Londyn wypełni się letnim powietrzem to się wydarzy, a te łzy, które gdzieś tu próbują się wydostać zmienią się w szeroki i pogodny uśmiech, Hariett — odparł, unosząc dłoń do jej twarzy, aby kciukiem smagnąć ją po policzku. Nie brzmiał sentymentalnie, nie próbował być też miły. Tym samym prowokacyjnym tonem odpowiadał na jej zaczepkę. — A przede wszystkim mówią mi, że miałabyś ochotę zatańczyć, ale wiesz, jak beznadziejnym tancerzem jestem i nie chcesz mnie stawiać w niekomfortowej sytuacji.
Uśmiechnął się szeroko, bo choć doskonale rozumiał jej nastrój nie zamierzał pozwalać jej się smucić, kiedy pogoda — choć kapryśna — była całkiem dobra, otaczał ich upojny zapach wyjątkowych ogrodów, a jedynym mankamentem było to, że skończyło im/mu się wino w szkle.
— Oczywiście, że jest szczęśliwy, Harriett. Ma to, czego zawsze pragnął — przyznał otwarcie, unosząc brwi. Szybko jednak przywołał swój tok myślenia do porządku. — Albo raczej jedną z wielu rzeczy, których pragnął— poprawił się i nachylił w jej stronę, bo Lovegood musiała być również jedną z nich. — Myślisz, że miałby coś przeciwko jakbyśmy wykosili w tych ogrodach własną ścieżkę?— Zniżył ton do konspiracyjnego szeptu, a jego twarz nabrała poważnego wyrazu. Rozejrzał się dookoła, by upewnić się, że nikogo przy nich nie ma i sięgnął po różdżkę. — Utorujemy sobie własną drogę do szczęśliwego końca, Hatsy, przy okazji zostawimy mu ukrytą wiadomość, którą odczyta dopiero kiedy na smoku będzie patrolował swoje królestwo.
Pół żartem pół serio spojrzał jej w oczy, oczekując jej aprobaty. Oczywiście, że Tristan nie byłby zachwycony, gdyby poprzestawiali nieco jego ogród, szczególnie w sposób o którym Ramsey pomyślał, ale był w stanie ponieść ryzyko. Prędzej czy później upije go tak, że będzie musiał mu wybaczyć panoszenie się na jego terenie. Znał go przecież jak nikt inny. A sam Mulciber pomimo coraz większej ilości ujawniających się między nimi różnic nie mógł odmówić sobie szczególnej sympatii względem niego.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   27.04.17 20:30

Wciąż bez końca błądzimy - najwyraźniej ani ja, ani Ty, Lucindo, nie mamy dzisiaj szczęścia do labiryntów. To dość zabawne, biorąc pod uwagę to, że oboje wielokrotnie błądziliśmy i to po całym świecie, najwyraźniej jednak nie przygotowało nas to na kręte korytarze różanych żywopłotów. Może swój udział w naszym zdezorientowaniu miał fakt, że latające dookoła tace z kieliszkami nie ułatwiały poszukiwań.
Duszący zapach czerwonych kwiatów, słodki smak szampana, szum przepięknej fontanny, krótkotrwałe uczucie wolności. Utopii, chwili wyrwanej z czasoprzestrzeni. Chciałbym żeby trwała wiecznie. Jednak w końcu orientujemy się, że tak się nie stanie, a zamiast szukać wyjścia krążymy dookoła. Napotykamy już coraz mniej par, gdzieś w oddali słychać zaś głosy tych, którym szczęśliwie udało się odnaleźć koniec.
- Chyba niespecjalnie nam idzie, Lynn - mówię, nie jestem jednak zasmucony tym faktem.
Cieszę się ostatnimi chwilami w których mogę robić niemal to co chcę, widząc przed sobą perspektywę spotkania ze zdenerwowanym ojcem. Nie muszę być jasnowidzem, by zgadnąć o czym będzie ze mną rozmawiał. Czuję jak każda minuta wymyka się z moich rąk, staram się odpocząć, lecz gdzieś z tyłu mojej głowy cichy głos przypomina mi o tym co mnie czeka. Poświęcamy się rozmowie jeszcze przez pewien czas - nie jestem w stanie nawet powiedzieć jak długi, gdyż mam wrażenie, że zatrzymało się wszystko dookoła nas, może jest to zaledwie kilka sekund, może całe godziny. W końcu jednak musimy uświadomić sobie, że zdecydowanie zbyt długo uciekamy od reszty towarzystwa.
- Naprawdę cieszę się, że mogłem spędzić z Tobą czas, Lucy - uśmiecham się do Ciebie, szczerze, bez cienia obłudy.
Nawet jeśli mój powrót był wymuszony i z pewnością nie sprawiał mi radości, wiem, że zawsze brakowałoby mi Ciebie. A także wybryków moich kuzynów Burke, poważnych rozmów z Samaelem, nawet kąśliwych uwag Daphne. Wszystko to zawsze było częścią mojego życia i bez tego czułem się... Cóż, pusty. Niekompletny. Najwyraźniej nigdzie nie mogłem znaleźć prawdziwego szczęścia, bo zawsze zostawiałem za sobą rzeczy i ludzi, których kocham. W końcu unoszę do góry różdżkę z zamiarem wystrzelenia wiązki iskier, jednak waham się jeszcze chwilę.
- Gotowa na Twoje spotkanie z rzeczywistością? - pytam, unosząc jedną brew.
Wiem, że nie. Ja też nie. Ale nie możemy spędzić wieczności w ogrodzie Rosierów. Pomyśl tylko o wszystkich tych artykułach w Czarownicy. Kiedy niebo rozświetla światło, a służba odprowadza nas do sali balowej, jestem autentycznie zadowolony, że postanowiłem jednak udać się na ślub Tristana. Chociaż przecież tak boleśnie miał przypominać mi o prawdziwym powodzie mojego powrotu.

| z.t dla Alka i Lucy




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier http://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 http://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier http://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine http://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, malarka z zamiłowania
21 lat
Szlachetna
Panna
queen of love
and beauty
5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Ogród   Today at 13:31

3 maj
Zdawało jej się, że to koszmar.
Czuła się tak, jakby życie przez ostatnie dwa dni było po prostu złym snem, z którego nie potrafiła się wybudzić. Tak, to z pewnością jedynie senna mara, to przecież nie mogło być prawdziwe. Tragedia pierwszomajowej nocy nie miała prawa się wydarzyć, była wszak sprzeczna z tym co czarodzieje wiedzieli o magii, obca historii czarodziejskiego świata, absolutnie nienaturalna - może to po prostu był jedynie wytwór zmęczonego umysłu? Ojciec nie mógł przecież umrzeć, po prostu nie mógł. Lord Corentin Rosier był potężnym, silnym i utalentowanym czarodziejem, niezwykłym człowiekiem; nie mógł odejść z tego świata tak łatwo. Wybuch, który chwycił Chateau Rose za gardło, to wciąż za mało. Tak, to z pewnością tylko koszmar, nieznośnie długi sen, z którego niebawem się wybudzi.
Nad ranem jednak, gdy szare światło poranka wdarło się do jej komnat spomiędzy zasłon, wybudzając Fantine z płytkiego, niespokojnego snu - nic się nie zmieniło. Świat wciąż drżał w posadach, a ojca nie było u szczytu stołu, by jak zawsze spożyć z najbliższą rodziną śniadanie. Korytarze dworu były puste i ciche, tak ciche, jakby nagle każda żywa istota opuściła te mury.
Nie pamiętała momentu, w którym musiała opuścić własne cztery ściana i wyruszyć na ostatnie spotkanie. Miała w umyśle czarną dziurę. Idąc, chwiała się i ledwo powstrzymywała łzy. Nie chciała pamiętać tamtej chwili, nie patrzyła na odsłonięte ciało ojca, pragnęła zapamiętać go takim, jakim był za życia - chciała mieć w pamięci potężnego i przebiegłego Lorda Rosiera, potężnego czarodzieja, surowego, lecz troskliwego ojca. Na jego wspomnienie mogła mieć przed oczyma słabego, martwego ciała, więc zacisnęła oczy tak mocno jak mogła, trzymając jednocześnie się matki, by nie osunąć się ziemię.
Uroczystości pogrzebowe i to, co nastąpiło po nich trwało nieznośnie długo. Ciągnęły się w nieskończoność, a Fantine miała wrażenie, że dusi się gęstym od śmierci i cierpienia powietrzem. Nie mogła dłużej słuchać wspomnień kolejnych lordów, urzędników ministerstwa i zamożnych przyjaciół ojca. Każde słowo wbijało się w serce młodej Róży niczym kolejny cierń, każde dosypywało do rany soli, uświadamiało boleśnie, że i ojca straciła bezpowrotnie.
Miała nadzieję, że nikt nie zauważył jej zniknięcia. Wymknęła się cicho i bez słowa, czując, że jeśli zostanie tam dłużej, to osunie się na ziemie tracąc przytomność. Nie wychyliła ani kropli wina od kilku dni, lecz czuła się tak, jakby właśnie opróżniła najstarszych kilka butelek z ich rodowej piwniczki. Krew szumiała jej w uszach, serce biło boleśnie, dłonie drżały, gdy przemierzała ścieżki ogrodów, należących do ich rodziny. Świeże powietrze nie przyniosło spodziewanego ukojenia, natychmiast poczuła palący wyrzut sumienia z powodu wyjścia, czuła, że powinna wrócić i trwać przy matce, przy Melisande i Tristanie do samego końca, lecz... Nie potrafiła.
Była na to zbyt słaba.
Rano z ciężkich chmur gęsto sączył się deszcz, lecz teraz, późnym popołudniem, wiatr rozproszył burzowe obłoki i jeszcze zdążyło wyjść słońce, obejmując ogrody ciepłym blaskiem.
-Prymulko - szepnęła Fantine, podchodząc do rzeźbionej w kamieniu ławki tuż przy niewielkim, wodnym oczku. Przysiadła na niej, uważając by nie ubrudzić czarnej sukni, a wnet rozległ się trzask. Nie odszukała skrzatki spojrzeniem, wiedziała, że jest blisko -Wino - zażądała cicho, a kilka uderzeń serca później trzymała już kielich pełen czerwonego trunku.




Sweet Fantine,
the youthful goddess of spring,
you speak words that drip with honey,

but your intentions are cold as winter

Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

 Similar topics

-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17