Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ogród   03.05.15 2:10

First topic message reminder :

Ogród

Obszerny, rozległy ogród znajdujący się przy dworze rodzinnym Rosierów jest niezwykle zadbany; skrzat domowy, zgodnie z tradycją, więcej czasu poświęca na jego pielęgnację, niż konserwację wnętrz. Poprzecinany wieloma dróżkami, mniej lub bardziej krętymi, mocniej lub słabiej usypanymi kamieniami, otaczają zieleń przewrotnymi serpentynami. Otoczony żywopłotami pozostaje niewidoczny dla osób z zewnątrz; i choć roślinny płot odchodzący w elegancki labirynt nadaje całości francuskiego charakteru, to sam ogród stworzony jest raczej w angielskim, dzikim stylu. W głębi znajduje się niewielki staw rozświetlony wielobarwnymi egzotycznymi rybkami, otoczony gęstą, tajemniczą zaroślą; tuż przy niej wznosi się najpiękniejsza rzeźba ogrodów - przedstawiająca śliczną nimfę. Wewnętrzna altana znajduje się na brzegu klifu; z jej wnętrza nocą czasem widać smoki z pobliskiego rezerwatu, tańczące na niebie. Szum morza koi, a roślinne werdiury nadają cienia i intymności. Najpiękniejszą ozdobą tych ogrodów są krzewy dojrzałych róż.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 1:03

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Libra Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2943-libra-black http://www.morsmordre.net/t2964-aurora#48554 http://www.morsmordre.net/t2955-lady-black#48446 http://www.morsmordre.net/f275-pinner-middlesex-dworek-blackow http://www.morsmordre.net/t2965-libra#48557
Dama/Staż w Ministerstwie Magii
23 lata
Szlachetna
Zaręczona
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się od lekcji pokory
10
4
0
0
5
3
7
0
Czarodziej
 Toujours Pur

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 13:11

Nawet się nie skrzywiła, kiedy Lord Avery pociągnął ją dalej wewnątrz ogrodu. Gdzieś głęboko w sobie odczuła jednak ochotę odtrącenia jego ręki. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że kiedy zostanie jego żoną będzie musiała być mu posłuszna we wszystkim i taka właśnie zamierzała być. Nigdy jednak nie podobało jej się, gdy mężczyzna ciągnął za sobą kobietę jak psa na smyczy. Lubiła mieć kontrolę nad własnymi działaniami lub przynajmniej wrażenie tej kontroli. Nie zareagowała na to jednak w żaden sposób, jak zawsze, i dała się posłusznie prowadzić, wszelką niechęć chowając głęboko w odmętach umysłu. Jedynie uniosła lekko głowę, żeby na niego spojrzeć, czarnymi i chłodnymi dość oczami lustrując jego twarz. Czy zdawał sobie sprawę jak bardzo obojętny jej był, czy tak jak każdy inny arystokrata dawał się nabrać na jej uśmiechy i przepełnione pokorą słowa? Libra lubiła myśleć, że nikt nie jest w stanie jej przejrzeć i dowiedzieć się co tak naprawdę sądzi o innych ludziach i społeczeństwie ogółem. To była jedna z niewielu rzeczy, która dawała jej poczucie władzy.
- Dokładnie - skwitowała bardzo cicho. Nie trzeba było dodawać nic więcej, poza tym jako kobieta mogła poczekać aż zostanie o coś zapytana. W tej chwili wolałaby jednak po prostu komfortową ciszę. Wyciągnęła jedną rękę i przesunęła bladymi palcami po delikatnych płatkach. Woń róż z jakiegoś powodu kojarzyła jej się bardzo dobrze i kiedy się nad tym dłużej zastanowiła, to przypomniała sobie, że była ona jednym z zapachów, jakie mogła rozpoznać w szóstej klasie podczas zajęć o eliksirach miłosnych. Jak intrygująco. Odsunęła dłoń i wróciła do stoickiej pozycji.
Po drodze mijali czasem inne pary i Libra dbała o to, by z każdym odpowiednio się przywitać, nawet zwykłym dygnięciem. Gdzieś mignęła jej też Rosalie, której jako jednej z niewielu zdecydowała się posłać uśmiech.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 14:39

Przez polowaniem

Dwa kroki w lewo. Zatrzymała się przed kolejnym rozwidleniem i westchnęła. Chyba nigdy nie miała większego wyczucia kierunku. Wydawało się, że wróciła do punktu wyjścia. Może jednak powinna pociągnąć za sobą Percivala? Nie chciała jednak odbierać mu chwili oddechu, gdy rozmawiał z rodziną.  A Inara z cichym szepnięciem rychłego powrotu, zniknęła z sali balowej, pozostawiając narzeczonego w opiece siostry. Działo się..wystarczająco dużo, by mieli o czym rozmawiać lub w milczeniu ująć chwilę darowaną im przez czas.
Carrow znała róże Rosierów. Znała i kochała, w pamięci wciąż mają tę jedną, wyjątkową, której z nimi już nie było.
Marie.
Nie wiedziała dlaczego akurat dziś wspominała przyjaciółkę. Może dlatego, że czuła się lekko osamotniona wśród czerwieni, pysznie otaczającej różane płatki wokół niej. jedna biała róża, wśród całej purpury. I pamiętała wianek, który nosiła na szkolnym festiwalu. I mieniący się kolor we włosach.
Poruszyła się niespokojnie, wyciągając rękę przed siebie, muskając opuszkami palców gładką fakturę kwiatu. I nie zdziwiła się, gdy zjeżdżając niżej, natrafiła na ostra krawędź kolca, bez przeszkód przebijająca jasną skórę palca. Odsunęła dłoń, ale bez gwałtownej reakcji. Stała przez moment w bezruchu, wparują się w narastającą od ukłucia kroplę czerwieni, która ostatecznie upadła w dół, lądując na brzegu sukienki w kolorze jasnej zieleni. Skaza niemal niewidoczna, a jednak uderzająca Inarę ukrytym przekazem. Może dopowiadała sobie sama, a może magia słała jej niemy symbol?
Głos, który usłyszała zza kaskady ciemnego żywopłotu, wybudził ją z dziwnego odrętwienia. Obróciła się na pięcie, podciągając sukienkę wyżej, gdy stawiała kolejne kroki, zbliżające ją do źródła głosu. Wychyliła się w końcu zza alejki, by dostrzec dwójkę bardzo znajomych jej postaci. jej kuzyn - Mortimer i milcząca zazwyczaj Wynona.
- Mogę wam przeszkodzić? - zapytała miękko, by ujawnić swoją obecność do obróconych do niej tyłem przyjaciół - Co prawda nie powiem wam, że zdążyłam się już zgubić, ale...może zechcielibyście mnie przygarnąć i pójść dalej razem? - na jej ustach pojawił się uśmiech. Dziś musiała i chciała darować go jak najwięcej. Na przekór cieniom zalegającym jej myśli, na przekór losowi, który starał się sypnąć w oczy piaskiem. Spoglądała spokojnie, przenosząc ciemne źrenice to na kobietę, to mężczyznę. W końcu postąpiła do przodu, zatrzymując się tuż przed dwójką nowego towarzystwa. Złapała za dłonie przyjaciół - lewą Wynony i prawą Mortimera, i pociągnęła oboje za sobą. Zupełnie nie przejmując się ewentualnymi konwenansami czy sprzeciwem. Znała oboje wystarczająco dobrze, by mogła sobie na podobny gest pozwolić. I każde z nich znało Inarę, by wiedzieć, że podobne zachowania były jej naturalne.

To ja rzucę pierwsza! A co!





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 14:39

The member 'Inara Carrow' has done the following action : rzut kością


'k6' : 1


Powrót do góry Go down
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint http://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 http://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 http://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood http://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 14:45

rzut - zdarzenie losowe.

Wypowiada moją godność w tak charakterystyczny dla siebie sposób - na granicy słyszalności i - wiem to bez patrzenia w jej stronę - z delikatnym uśmiechem tańczącym w intensywnym emeraldzie oczu, a także na porcelanowej twarzy. Zawsze przypominała mi pod tym względem Eurydice - obie wyglądają jak rachityczne laleczki, które potrzebują kogoś, kto utoruje im drogę przez rzeczywistość. W obu przypadkach to pierwsze wrażenie jest mylne - każda z nich posiada w sobie siłę ledwie mieszczącą się w drobnych ciałach. Odkrycie tego sekretu Wynnony zajęło mi sporo czasu; nie mieliśmy bowiem zbyt wielu okazji, by się spotykać - lecz gdy te już się nadarzały, większość z nich utkwiła mi boleśnie w pamięci (nasze nieporadne podrygi do ledwie słyszalnej muzyki zawsze kończyły się tak, że brudziliśmy swoje lakierowane buty i z dziecięcym entuzjazmem miażdżyliśmy palce partnera, a pomimo tego nieśmiałe uśmiechy nie schodziły nam z twarzy). - Wynonna Burke - mój głos brzmi serdecznie i ciepło (nie ma w nim ani krzty fałszu). - W tajemnicy poliszynela powiem ci, że równie mocno, co za naszym wspólnym milczeniem - i to również trudno nazwać kłamstwem. Naprawdę lubię jej nienachalny spokój.
Wtem nagle tuż obok nas zjawia się moja ukochana istotka, kuzynka Inara, która jak zawsze nie marnuje czasu na zbędne ceregiele. - Musisz nam przeszkodzić... - chyba przestanę zastanawiać się, czy przyjazd na ślub Tristana miał jakikolwiek sens. Chociażby dla tych dwóch (przypadkowych, aczkolwiek niewątpliwie nadzwyczaj miłych) spotkań było warto. - Nawet nie wiesz, jak dobrze cię widzieć - dodaję w przypływie zaskakującej wylewności. Obie panie przypominały mi te szczęśliwie spędzone na angielskiej ziemi chwile - więc fakt, iż stoją tu teraz obok mnie wzmaga tęsknotę za ojczyzną. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że naprawdę chcę już wrócić do domu - moje miejsce na ziemi pachnie deszczem i Charnwood. Nie mogę się tego wyprzeć - jakimkolwiek dodatkowym bagażem emocjonalnym ta nazwa nie obciążała moich wspomnień... te szczęśliwe zarysowywały się tak ostrym światłem, że chwilowo niemalże każde cierpienie przysłonił mrok zapomnienia.
- Z tobą zawsze... - zaczynam, choć to raczej i tak nie ma najmniejszego znaczenia, bo Inara chwyta już nasze dłonie i wprowadza nas do roślinnego labiryntu.
Beztroska. Tak chyba nazywa się to uczucie - długo odkurzałem pamięć, by przypomnieć sobie tę nazwę. Mam wrażenie, że zaraz zaczniemy biec, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Gdy przyspieszamy tempa, po prostu pozwalam się prowadzić - na kraniec naszego małego świata, jak okazuje się chwilę później, gdy zdyszany wypadam zza kurtyny żywopłotu. Z przepastnych otchłani nieba wysypują się złote drobinki - tło godne dostojnego smoka, dryfującego nad pochłaniającą gwiazdy taflą morza. Zamieram, wciąż ściskając dłoń Inary, a moje oczy stają się głodne tego widoku. - To jest... - nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, ale przecież chyba nie muszę. Nie mam wątpliwości, że w tej chwili moje towarzyszki czują dokładnie to samo.




Ostatnio zmieniony przez Mortimer Flint dnia 04.12.16 19:50, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 14:45

The member 'Mortimer Flint' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 19:25

Różane krzewy zapewniały intymność, podobnie jak pnące się w górę żywopłoty, z jednej strony ułatwiające zgubienie drogi, z drugiej - separujących spacerowiczów od czujnego wzroku srogich rodziców i nadgorliwych nestorów. Avery wprawdzie wątpił, by skryły się tu jakieś pary o niecnych zamiarach, nieprzyrzeczone sobie pierścionkiem bądź w konfiguracjach innych niż troskliwy kuzyn roztaczający opiekę nad swoją młodą krewną, aczkolwiek labirynt stwarzał możliwości do umknięcia twardym, szlacheckim zasadom. Możliwe, że to właśnie tutaj Tristan złamał niezliczone serca wrażliwych panienek; Samael miał zaś niepowtarzalną okazję do złamania czegoś więcej. Wątłe ramię Libry z pewnością prędko by ustąpiło, ale kontrolował się doskonale, prowadząc ją po prostu ścieżką wydeptaną przez spacerowiczów. Czerwone pąki chyliły się ku nim, kielichy kwiatów otwierały się kusząco uwalniający nieco duszący zapach, a Avery rozpamiętywał, jak bardzo Laidan nienawidziła dostawać nudnych róż. Te z ogrodów Rosierów stanowiły złoty wyjątek, ale Samael i tak wolał nieustannie ją zaskakiwać i uszczęśliwiać ją jej ulubionymi kwiatami. Ulubionym zapachem jego własnych perfum. Ulubioną, śpieszną, mocną rozkoszą.
Przelotnie zerkał na Librę, tylko po to, by upewnić się, że wciąż wygląda nieskazitelnie. Lekki uśmiech, prosta sylwetka, wdzięczne skinienia głową towarzyszące witaniu przechodzących nieopodal par. Arystokratka wycięta żywcem z żurnala dla guwernantek, przedstawiającego niedościgniony wzór dla każdej szlachcianki. Avery mógł czuć dumę - a przynajmniej nie miał powodów do wstydu - lecz ciężar lady Black odrobinę go przytłaczał.
-Na naszym ślubie oczekuję od ciebie większego zaangażowania - rzucił cierpko, nie zmieniając tempa marszu i skręcając w jedno z kilku rozwidleń drogi. Uwaga była ważna i Libra winna ją odnotować, a w przyszłości bezwzględnie się zastosować, okazując absolutny posłuch.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 19:25

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 22:03

Uśmiecham się, kiedy przemierzamy kolejne ścieżki wypełnione wonnymi krzewami. Bukiet róż nagrodą? Nie, przecież to niemożliwe! mam ochotę zawołać sarkastycznie, ale wcześniej napotykamy na zaułek bez przejścia. Nie ma żadnych rozwidleń - tylko zielona ściana, po której pną się przepiękne kwiaty.
- Wygląda na to, że zabłądziliśmy - mówię, chociaż jestem pewien, że i Ty to dostrzegłaś.
Po chwili mój wzrok przyciągają latające tace, a na nich unoszące się kieliszki wypełnione złocistym szampanem. Czy Tristan chciał, żebym został alkoholikiem?
- Ale jak widać nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! - wołam, sięgając po dwa naczynia i jedno z nich podając Tobie.
Po chwilowym postoju postanawiamy zawrócić, chociaż sam już nie wiem w którą stronę mamy iść. Może to kwestia tego, że nie jestem Rosierem, ani Carrowem, ale wszystkie róże wyglądają dla mnie dokładnie tak samo. Kiedy tak idziemy, z duchem rywalizacji, ale też z radością z dobrej zabawy, nie mogę nie zauważyć doskonałej pogody jaka trafiła się na ślubie przyjaciela. Podczas mojego zapewne będzie lał deszcz, żeby zobrazować wszystkie czekające nas smutki. W bardzo optymistycznej wersji myśląc.
Mijamy kolejne zakręty i boczne dróżki i w końcu czas by podjąć decyzję którą pójść. W tej chwili nie ma to dla mnie większego znaczenia - owszem, lubię wygrywać, ale z drugiej strony nie mógłbym powiedzieć, że dłuższy czas spędzony z Tobą byłby przegraną. Dlatego też skręcam w jedną z nich, kierując się szczęściem, nie rozsądkiem. Może i to nie najlepszy pomysł, zważając, że ostatnio obu zaczyna mi brakować, ale dzisiaj nie mam zamiaru się tym przejmować. Dzisiaj nie ma nade mną widma koszmaru, spotkania z ojcem czy utracenia członków rodziny. Tu i teraz jesteś tylko Ty, wiatr, słońce i krzewy.
- Skoro mamy teraz trochę czasu, a nie sądzę, że ktoś niepowołany będzie podsłuchiwał, może opowiesz mi w szczegółach o liście który dostałaś od mojej kochanej ciotki?- pytam, wykrzywiając usta w szczególnym rodzaju uśmiechu, zarezerwowanym tylko dla najbliższych mi osób.
Wspominałaś o nim ostatnio, a ja jestem niezmiernie zaintrygowany o czym mógł traktować. Z jednej strony, osoba Adelaide Nott napawała mnie przerażeniem i szacunkiem, z drugiej jednak w porównaniu ze sporą ilością krewniaków, naprawdę za nią przepadałem. Wiedziałem, że z pasji jest swatką i lubi wtrącać się w życie arystokratycznej młodzieży, jednak co mogła chcieć od Ciebie pozostawało dla mnie tajemnicą.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   04.12.16 22:03

The member 'Alastair Nott' has done the following action : rzut kością


'k6' : 3


Powrót do góry Go down
Cyneric Yaxley
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3851-cyneric-yaxley http://www.morsmordre.net/t3906-bagienna-poczta#73780 http://www.morsmordre.net/t3899-trolle-tez-sa-fajne#73626 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3908-cyneric-yaxley#73784
treser trolli
25
Szlachetna
Zaręczony
Some people are just born with tragedy in their blood.
10
10
0
0
0
4
3
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   05.12.16 10:41

Cyneric także spostrzegł, że im bardziej zbliżali się to sławetnych, rosierowych ogrodów pełnych czerwonych róż, tym wiatr ustępował na sile. Jemu samemu nie doskwierały różne odchylenia od normy w kontekście atmosferycznym, lecz martwił się oczywiście o Rosalie. Na bagnach schowanych między drzewami przepływ powietrza był raczej niewielki, nasilał się jedynie stricte wokół dworu, gdzie część ziemi została zaadoptowana na ogród - w tym celu należało wykarczować część roślin zatrzymujących podmuchy wiatru, a więc miał on swobodę działania. Tak otwartych przestrzeni nie ma w Fenland zbyt wielu, co sprawiało, że odczuwał obawy względem kruchej istoty jaką była jego kuzynka. Co jakiś czas zerkał kontrolnie, czy nie wykazuje ona znamion osoby zmarzniętej, lecz póki co nie widział podobnych przesłanek. Starał się zatem skoncentrować na pięknych widokach oraz przyrodzie, tak różnej od yaxleyowych ziem. Tam wszystko rosło dziko, zachowując swą pierwotność, a więc brak skażenia ludzką dłonią - tutaj wszystko wydawało się być idealnie wymodelowane, wręcz ustawiane, pielęgnowane oraz wychuchane. Jak gdyby te wszystkie róże gotowe były paść w przypadku pozostawienia ich samym sobie. Trudno zdefiniować jaki stosunek do tego miał sam Cyneric - jeśli dane mu było kiedykolwiek odwiedzać Dover, to na pewno jedynie na krótką chwilę, więc wszystko wydawało mu się inne. Czy gorsze? Tak, lecz prawdopodobnie jedynie przez wzgląd na wierność rodzinnej solidarności.
- Oczywiście - odezwał się nagle, kiedy tylko zorientował się, że właśnie dotarli do bram różanego labiryntu. Delikatnie zaintrygowany rzeczami mogącymi znaleźć się w środku, poprowadził Rosie ku wejściu do ogrodów. Zdziwił się niespodziewanie poruszanym tematem, na krótką chwilę pochmurniejąc. Unikał rozmyślań na temat własnego ślubu, lecz podczas głównej ceremonii nie mógł się przed tym pohamować. Same przysięgi małżeńskie wyzwoliły w nim splot niefortunnych refleksji, a teraz pragnął odciąć się od nieprzyjemnego tematu. Jednak nie mógł się dziwić, że to właśnie wokół wesel krążyły myśli półwili i taki podjęła trop konwersacji.
- Tak, to prawda - odparł bardzo zdawkowo. Jakkolwiek nie był zachwycony malującą się przed nim przyszłością, zdawał sobie sprawę, że jego los jest przesądzony. I nie ma na niego wpływu. Przynajmniej tak mu się teraz wydawało, ponieważ nie wiedział jeszcze na jakie szalone pomysły wpadnie za miesiąc.
- Liczę, że to w ogóle koniec przykrych wydarzeń w naszej rodzinie i że wszyscy Yaxley'owie zaznają szczęścia podnosząc się po upadku - zawyrokował, zerkając na Rosalie. Wolną dłoń położył na krótką chwilę na jej ręce, chcąc w ten sposób dodać jej otuchy. Marzył o tym, żeby przekazać jej swoją siłę, tylko jeszcze nie znalazł na to sposobu.
Przestąpili kilka kroków do przodu zatrzymując się przed pierwszym rozwidleniem. Cyneric rozejrzał się dookoła chcąc odgadnąć, która z dróg będzie tą właściwą.
- Tak, chodźmy w prawo - przytaknął wreszcie, a potem spojrzał na lewitującą tacę. - Chcesz się napić szampana? - spytał, przenosząc wzrok na kuzynkę.





Sanguinem et ferrum potentia immitis.

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   06.12.16 0:23

Lucinda lubiła zagadki i tajemnice. W takich miejscach czuła się najlepiej. To, że ktoś pomyślał o tego typu rozrywkach było prawdziwie pocieszające. Chociaż przez chwile mogła się rozluźnić, odetchnąć, pozwolić na dopuszczenie do siebie wszystkich zmysłów. Słysząc szum wody skierowała kroki w tamtą stronę. Fontanna okalana z każdej strony niczym innym jak kwiatami róż robiła wrażenie. Stawiając krok w głąb domyśliła się, że to tylko ślepy zaułek. Uśmiechnęła się słysząc jego słowa. Chciała powiedzieć dokładnie to samo. Chociaż dokładnie oboje o tym wiedzieli to istniała jakaś potrzeba powiedzenia tego głośno. Widząc latające tace szampana parsknęła śmiechem. - Jakoś nie czuje, że zostajemy w tyle. - powiedziała unosząc jeszcze do połowy pełny kieliszek wina. - Kiedy byłam w Wenezueli przypadkowo wylądowałam na ślubie mieszkających tam czarodziei. Wiesz co było najlepsze? Twój kieliszek nigdy nie zostawał pusty. Dopijałeś do końca i po sekundzie znowu miałeś pełny. Niewielu to przetrwało. - powiedziała z szerokim uśmiechem. Ona nigdy nie umiała pić dlatego zwykle zostawała w tyle i odstawiała kieliszek na bok. Kieliszek wina przed snem czy na poddenerwowanie. Może na łatwiejsze życie. W pewnym sensie Lynn cieszyła się z tego dnia, ale z drugiej strony wiedziała, że dopiero jak wróci do domu to odetchnie z ulgą. Kiedy wracała myślami do ich ostatniej rozmowy wiedziała, że ślub i wesele jest tematem, którego lepiej nie poruszać. W końcu doskonale wiedziała, że nawet na sekundę nie wyrzucił tego z myśli. Faktu, że już niedługo on miał przyjąć rolę pana młodego. Dalej nie mogła pozbyć się z myśli tego, że to niesprawiedliwe. Chciałaby, żeby nie myślał o tym co go czeka. Tego jednego dnia dał się ponieść po prostu zabawie. Zabawie, której ona by nie wybrała. W końcu gdyby spędzali ten czas tylko we dwójkę, gdzieś daleko od tej wystawności i tych wszystkich ludzi czułaby się lepiej. Pewniej. Na pewno mógł to zauważyć. Znał ją jak mało kto. Kiedy wspomniał o liście blondynka zwalnia rozglądając się po okolicy. Niby nikogo nie widać, ale jednak miała dziwne przeświadczenie, że labirynt jest miejscem zdradliwym. A przynajmniej te labirynty, które poznała. Przeniosła wzrok na przyjaciela i wzruszyła ramionami. - Twoja ciocia uważa, że… - zaczęła i zamilkła upijając łyk wina. - Uważa, że przez moje zainteresowanie klątwami nigdy nie znajdę sobie męża. Znaczy nikt się mną nie zainteresuje bo prawdopodobnie jestem skażona czarną magią. Znaczy… nie wiem jak mam Ci to Alek wytłumaczyć… - i choć ma ochotę parsknąć śmiechem patrzy na niego całkowicie zbita z tropu. Lynn wie jakie stosunki ma Alek z ciocią Nott. Wie, że z jednej strony jest ona dla niego autorytetem, ale z drugiej koszmarem sennym. Blondynka sama nie wie jak zareagować na ten list. Choć wszystko wypowiada szeptem tak, że tylko ta dwójka może to usłyszeć czuje, że robi się jeszcze bledsza niż jest. - Prawdopodobnie wybrała mi już kandydata na męża, który jest wdowcem i nie ma zbyt wielu wymagań więc przy pewnej dozie perswazji… tak perswazji może zgodzi się mnie przyjąć. - wyszeptała i odsunęła się od mężczyzny. Spodziewała się albo wielkiego wybuchu śmiechu, albo całkiem poważnego podejścia do wysłanego listu. - Chodźmy. - mruknęła z rozbawieniem w oczach. Wybór prosty. Idziemy w prawo.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   06.12.16 0:23

The member 'Lucinda Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k6' : 4


Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Ogród   06.12.16 10:48

Ledwie zauważalne uczucie oplata leciutko swoimi mackami – jeszcze nie serce, ale jeden z postawionych niewiele dalej murów. Dziwnie jest, z rodzaju tych których nie doświadczam często. Które ciężko mi konkretnie sklasyfikować. Niesie coś w sobie z nostalgii ale i jednoczesnego przyjemnie ciepłego wspomnienia. Ta krótka chwila uświadamia mi prawdę, do której ciężko samej mi się przyznać – tęskniłam. Mimo, że tak często i głośno powtarzałam że potrafię wyzbywać się ludzkiego odruchu przywiązywania się do przedmiotów, a zwłaszcza ludzi. Sama wpadłam w sidła oswojenia nawet nie wiedząc kiedy. Przy nim jestem też trochę inna. Chyba bardziej znośna – nawet dla samej siebie. Łagodniejsza. Milsza może. Pozbawiona kanciastych, ostrych krawędzi o których wielu się już pocięło. W jakiś sposób jego obecność ściąga ze mnie trochę ciężaru który na co dzień noszę w pojedynkę, mimo, że nawet nie wie co mnie trapi.
Wymawia moje imię tak ja zawsze, znajomo, tylko leciutko przeciągając głoski, ubierając je w serdeczność i nadając mu słodkawy posmak. Krzyżujemy spojrzenia. Unoszę leciutko kącik ust ku górze. Nie skrywam go przed nim, zasłużył by zobaczyć mnie w takiej odsłonie. Wzrok mój rzuca propozycję zbadania labiryntu i zanim Flint zdąży powiedzieć cokolwiek zjawia się Inara wraz z sobą przynosząc tak charakterystyczną dla ich rodu nietuzinkowość i pogodę ducha. Spoglądam na nią tylko na ułamek sekundy unosząc brew ku górze. Zaraz opada nie mogąc dalej dziwić się słowom Carrow, wszak była jednostką tak nienaturalnie zakręconą, że jednocześnie w jej wykonaniu zdawało się to dziwnie ujmujące i na miejscu. Przytakuję głową wydając niewerbalną zgodę byśmy podróżowali razem. Mogłabym coś powiedzieć, ale niewiele mam do powiedzenia w tej konkretnej chwili więc milczę. Cisza nigdy mi nie przeszkadza. Stoimy tak chwilę, trudno powiedzieć jak długą, ale nim cokolwiek zdąży mi przejść przez myśl czuję ciepły dotyk dłoni. Spoglądam najpierw na nią a potem w górę na jej właścicielkę. Nim jednak zdążę cokolwiek powiedzieć jesteśmy już w ruchu. Ciągnięci przez przewodnika naszej grupy przebieramy nogami jedna za drugą posuwając się na przód. Dotarcie na klif wcale nam nie przeszkadza. A wydawać by się mogło, że powinno. Nawet ja potrafię przyznać że widok smoka szybującego nad morzem jest piękny. – Prawda? – szukam potwierdzenia jeszcze niedokończonej myśli Mortimera, ale jakoś mam wrażenie że każdy wie w jaki sposób jego zdanie powinno się zakończyć. I że nikt nie ośmieliłby się negować tego zdania. Czuję jakieś dziwne rozsadzające mnie od środka uczucie o które wcześniej się nie podejrzewałam. Czy właśnie to nazywają beztroską? I skoro tak, czemu nie spróbowałam jej wcześniej – przecież smakuje tak słodko.




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   06.12.16 11:03

Nieświadomy tego, co dzieje się w rzeczywistości, błądzę po meandrach myśli, tak mocno zatrutych. Nie chcę dłużej czuć, tak jak nie chcę poruszać w rozumie strun, które mogłyby mnie przygnieść. Usiłuję czym prędzej wrócić do ciebie - przecież c h c ę tu być. Nie wiem do końca z jakiego powodu, to dopiero nowy rozdział mojego życia, ale gdzieś w środku wydaję się być tym podekscytowany. I wszystko, co tę ekscytację zakłóca, staram się od siebie oddalić. Tylko ty tego nie wiesz. Widzisz kogoś, kto nie słucha, kto cię ignoruje. Mam tego świadomość, ale gorsza jest ta niewiedza jak to naprawić. Nie jestem orłem z kontaktów towarzyskich, gdyby wystawiano za nie noty - z całą pewnością zgarnąłbym Trolla. Może nawet z wykrzyknikiem oraz dopiskiem o beznadziejności mojego przypadku. Przygryzam nerwowo wargę, czego chyba nigdy nie robiłem. Teraz robię, chcąc wymusić na sobie maksymalne skoncentrowanie na nurtującej mnie sprawie. Na tobie.
Unoszę lekko brwi ze zdziwienia, ale nie przestaję iść. Wpatruję się w ciebie już przytomniej, jak gdyby bolesne widoki zniknęły za najbliższym zaułkiem, a ja nie zamierzam już więcej do nich wracać. Nie dziś, nie tutaj. Nastrój, chociaż naprawdę romantyczny, nie może mnie ponieść w przeciwnym do oczekiwanego kierunku. Czy to nie stanowi swoistego labiryntu?
- Czy to groźba? - pytam wreszcie, nie spuszczając spojrzenia z twojej twarzy. Zaskoczenie ustępuje determinacji w osiągnięciu niezbędnych informacji. Dalej Darcy, powiedz to. Powiedz jak bolesną karę zdążyłaś już dla mnie w myślach przygotować. Wymagająca, kapryśna róża Rosierów, domagająca się stałej atencji - jestem w stanie to zrozumieć, tylko z wykonaniem zawsze mam problem.
- Tak - odpowiadam na grzecznościowe pytanie, prowadząc nas coraz bardziej w głąb ścieżek wytyczanych przez różane krzewy. Nie wyczuwam twojej niechęci do tego tematu, płynnie przechodzę w jego zmianę nie orientując się nawet ile zamysłu jest w tym zabiegu. Jestem tylko mężczyzną, powracającym dopiero do świadomości istnienia w tym konkretnym miejscu.
- Nigdy tam nie byłem. Chcesz mi je pokazać? - pytam. Trochę nie dowierzając, trochę węsząc podstęp. Czy chcesz mnie z nich zrzucić?, przemyka m przez myśl, ale nie komentuję tego. Zostawiam to w strefie czaszki, uznając, że tak będzie najbezpieczniej. Zamiast tego kieruję nas w kolejny skręt.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.



Ostatnio zmieniony przez Quentin Burke dnia 06.12.16 11:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17