Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ogród   03.05.15 2:10

First topic message reminder :

Ogród

Obszerny, rozległy ogród znajdujący się przy dworze rodzinnym Rosierów jest niezwykle zadbany; skrzat domowy, zgodnie z tradycją, więcej czasu poświęca na jego pielęgnację, niż konserwację wnętrz. Poprzecinany wieloma dróżkami, mniej lub bardziej krętymi, mocniej lub słabiej usypanymi kamieniami, otaczają zieleń przewrotnymi serpentynami. Otoczony żywopłotami pozostaje niewidoczny dla osób z zewnątrz; i choć roślinny płot odchodzący w elegancki labirynt nadaje całości francuskiego charakteru, to sam ogród stworzony jest raczej w angielskim, dzikim stylu. W głębi znajduje się niewielki staw rozświetlony wielobarwnymi egzotycznymi rybkami, otoczony gęstą, tajemniczą zaroślą; tuż przy niej wznosi się najpiękniejsza rzeźba ogrodów - przedstawiająca śliczną nimfę. Wewnętrzna altana znajduje się na brzegu klifu; z jej wnętrza nocą czasem widać smoki z pobliskiego rezerwatu, tańczące na niebie. Szum morza koi, a roślinne werdiury nadają cienia i intymności. Najpiękniejszą ozdobą tych ogrodów są krzewy dojrzałych róż.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ogród   15.12.16 14:40

Podążał za jej śladem, wpatrzony w jej lekko kołyszącą się w chodzie sylwetkę, niemalże ślepo brnąć w różany labirynt. Nie trudził się szukaniem właściwej ścieżki. Jeśli zabłądzi, to przez nią i jeśli los będzie im przychylny opuszczą to miejsce wspólnie, miło spędzając razem czas. Wolał dotrzymywać jej towarzystwa niż obserwować tłum ludzi, którzy zajęci będą upijaniem się i wymianą uprzejmości. Teraz, póki wszyscy zachowują się zgodnie z obowiązującą etykietą i nikogo nie stać na najmniejszy błąd, nie miał tam czego szukać. Przed sobą miał o wiele bardziej interesujący cel.
Gdy się odwróciła, uśmiechnął się szerzej. Nieznacznie, ale wciąż zachwycony jej widokiem. Zawsze tak samo zapierał dech w piersiach. Jej oczy błyszczały, skóra promieniała, usta wzbudzały lubieżne myśli, do których nigdy by się nie przyznał. Lecz jej obecność nie tylko cieszyła męskie oko, wszak była mądrą kobietą o gołębim sercu, które łatwo było zgnieść w silnej dłoni.
Szkło, które trzymał w palcach zagrzało się, lecz chłodna aura utrzymywała doskonałą temperaturę trunku. Nadstawił jej ramię, gdy ruszyli ponownie w obranym przez nią kierunku. Jemu było wszystko jedno dokąd się udadzą i jak szybko opuszczą labirynt. Była jedną z niewielu osób tutaj, których towarzystwo wiązał z jakąkolwiek przyjemnością.
— Obawy są bezpodstawne. Zgubienie się w twoim towarzystwie nie mogłoby mnie martwić. Poza tym wcale nie szykuję się do szybkiej ucieczki — odpowiedział, niechętnie odwracając od niej wzrok, by rozejrzeć się dookoła. Te rejony były mu kiedyś bliskie. Róże wciąż pachniały tak samo intensywnie i słodko.— W przeciwieństwie do ciebie — dodał jeszcze, nieco ciszej i upił niewielki łyk. Miało to zabrzmieć luźno i niezobowiązująco, zupełnie tak, jakby rozprawiali o pogodzie, choć ton jego głosu wskazywał, że nie umknął mu jej nagły zwrot, nim stanęła z Tristanem i jego piękną żoną twarzą w twarz.
— Wolę ustronne miejsca i towarzystwo kobiet zadbanych intelektualnie. — Obdarzył ją kolejnym uśmiechem. W ten sposób mógł na nią patrzeć, czytać ją, gdy nie zdawała sobie z tego sprawy — a może wręcz przeciwnie? — Choć w zgiełku łatwiej się ukryć, Hariett. — Samotność była bezpieczna, jeśli nie mieściła się w ramach ucieczki, która wystawiała na pokaz, czyniąc z każdego ofiarę gotową do odstrzału. — Tak naprawdę nie spodziewałem się, że spotkamy się w tym miejscu — nie tu, w labiryncie, lecz na ślubie mężczyzny, do którego miała wielką słabość. Nie był pewien, czy dostrzegał w jej działaniach głupotę i masochizm, czy odwagę i siłę, że znalazła się ponad uczuciami, które z pewnością wciąż w niej żyły.
Wciąż się uśmiechał, gdy głos ją zdradził. Wyczuł drganie w jej tonie, fałsz i niepewność, podobne do tych, które pojawiają się przy uprzejmościach nie mogących się przecisnąć przez zaciśnięte gardło. Nie zareagował na to od razu. Mruknął pod nosem coś w rodzaju potwierdzenia w głębokiej zadumie, choć wcale nie podzielał kłamliwego  zaskoczenia tym wszystkim. Oboje wiedzieli już od dawna, co nastąpi i z jakich przyczyn, a mimo to Lovegood wydawała się być pełna żalu i umiejętnie chowanej pod pudrem rozpaczy. Wiedział, w jaki sposób sklasyfikować to zjawisko, chorobę, która ją dopadła. Jej objawy były jasne, choć sam nie był tym zainfekowany.
— Jak się czujesz?— spytał zamiast ciągnięcia tematu samego ślubu, który jaki był — oboje widzieli.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   15.12.16 14:40

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : rzut kością


'k6' : 1


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   15.12.16 15:06

Kiedyś na pewno wyzbędę się nieufności. Powinienem traktować cię już jak członka rodziny nawet jeśli zaręczyny jeszcze niczego nie gwarantują. Powinienem okazać więcej wiary. Jesteś jednak tak ode mnie różna, tak nieprzewidywalna, że nie potrafię wyzbyć się przykrych myśli. Że źle cię oceniam - w końcu nie jestem w tym dobry, co podkreślam nieustannie w swoim umyśle, zamkniętym przed wszystkimi. Oddycham miarowo, chociaż z moich ust wyrywa się czasem ciche westchnienie. Podążam dumnie na przód, trzymając twoje dłonie, przejmując znaczące stery w tej wędrówce po labiryncie. Gdybyś to ty kierowała nami w większej mierze, bylibyśmy prawdopodobnie pierwszymi na mecie. Musimy obejść się smakiem. Co dziwne, wydaje mi się, że pomknęliśmy bardzo w przód - od jakiegoś czasu nie widuję żadnych par, które by nas mijały. Poza Harriett wraz z towarzystwem, ale to jednak półwila onieśmiela mnie najmocniej. Kiwam im głową starając się nie wyglądać na oszołomionego, dopiero wtedy wystrzeliwujemy w nieznaną nam stronę. Zgubiliśmy się? Tego nie wiem, nawet nie wiem, że właśnie wychodzimy na prowadzenie odnajdując właściwe dróżki kierujące nas powoli ku wyjściu. Co nie znaczy, że nie możemy zagubić się jeszcze bardziej, dotrzeć ostatni.
Nie myślę o tym zbyt intensywnie. Jedynie trochę zastanawiając się czy wybaczysz mi jeśli nie ofiaruję ci bukietu tych pięknych róż na końcu naszej wędrówki. Domagasz się uwagi. Zaczynam to dostrzegać - prawdopodobnie dopiero po twoich słowach. Milczę uważnie słuchając, marszczę brwi koncentrując się już jedynie na tobie. Twoich potrzebach. Ignoruję podmuchy wiatru, obecność boleśnie raniących kolców, kolejnych porcji szampana, których ja skrupulatnie nie tykam. Wpatruję się to w twoją twarz, to na drogę. Nie chcę, byś upadła lub zrobiła sobie krzywdę. Mielę wszystkie informacje w sobie, szukam idealnych rozwiązań, przewartościowuję swoje poglądy. Ten spacer pośród róż wyzwala we mnie rewolucyjne myśli, wnioski, do których pragnę się zastosować. W tle jeszcze majaczy mi sylwetka Lucy, gdzieś z boku delikatnie mnie kłuje pamięć o niej, ale ta sprawa jest już niczym w obliczu otrzymanych od ciebie informacji. Byłoby zdecydowanie prościej gdybyś tak o wszystkim jasno mówiła; tylko czy nie byłoby też nudniej?
Czuję kolec róży na szyi, a mimo to obserwuję twój wyraz twarzy, a nie gesty dłonią.
- Nie nudzisz mnie, Darcy - wypowiadam te słowa stanowczo, na moim czole pojawia się zmarszczka niezrozumienia mojego zachowania. - Po prostu coś mi się przypomniało. Co wyłączyło mnie na chwilę z czuwania. Wróciłem - dodaję zaraz. Zbyt wiele informacji, zbyt wiele słów opuszcza mój umysł. Nie wiem czy to dobrze. Skręcamy za to w kolejne rozwidlenie. Moim oczom ukazuje się piękna, drewniana altana. Zatrzymuję się.
- Lubię, tylko wtedy przestają nimi być - odpowiadam. - Obróć się. - Proszę? Rozkazuję? Nie wiem, wiem, że jestem stanowczy. Patrzę na widok za twoimi plecami uznając go za… bardzo romantyczny. - Chcesz tu odpocząć czy iść dalej? - To jest już pytaniem, braniem pod uwagę twojego zdania. I tak wzrokiem wychwytuję kolejne odnogi labiryntu, wybieram jedną z nich, w którą potem się udamy. Może przejmuję stery, a może to ty dajesz mi poczucie władzy nad czymkolwiek. Żadna z tych opcji nie wydaje się być w ogóle straszna czy uwierająca w męską dumę, przynajmniej na razie.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   15.12.16 15:06

The member 'Quentin Burke' has done the following action : rzut kością


'k6' : 4


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
35
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   16.12.16 11:07

Gdzieś tam w środku wierzyłem, że faktycznie wszystko co nieprzyjemne, włącznie ze skojarzeniami, da się zatrzeć, zapomnieć lub odłożyć daleko od świadomości. Ślub sam w sobie nie był przecież nieprzyjemny; to raczej cała otoczka tej uroczystości była mocno nie na miejscu. Przyspieszanie ceremonii, widmo umierającej matki, której ostatnim życzeniem miało być dożycie tej wspaniałej chwili… nikt z nas nie potrafił jej odmówić. I nie chciał. Z perspektywy czasu wiedzieliśmy już, że to wszystko było mocno na wyrost; spokojnie mogliśmy zaczekać te kilka miesięcy nawet zanim połączą nas węzłem małżeńskim, bo Azure szczęśliwie ozdrowiała. Niestety nikt nie potrafił nam wtedy dać stuprocentowej pewności, że tak właśnie się stanie, dlatego lepiej było dmuchać na zimne. A ja przestałem się przejmować tym tematem ciesząc się z tego co jest. Bo jest dobrze.
- Nie? – spytałem zdziwiony spoglądając na Lyrę. Dopiero po krótkiej chwili dotarło do mnie, że niestety nie każdy miał takie możliwości. – Musimy to nadrobić. To znaczy, jeśli chcesz. Na aetonanach można pojeździć nawet teraz, na hipokampusach lepiej latem kiedy woda jest cieplejsza. Więc możemy poplanować sobie te wycieczki – stwierdziłem zaraz, jak gdyby nigdy nic. Plan choć skąpy wydawał mi się być niemal idealnym, a już na pewno wartym rozważenia. Dlatego spojrzałem pytająco na żonę zaraz jednak koncentrując się na obranej drodze przez różane krzewy.
Co myślałem o Titusie? Nie potrafiłem tego jeszcze jednoznacznie określić. Był młody, wesoły, zafascynowany różdżkami. Trochę przypominał mi mnie z lat szkolnych. Ale to było tylko powierzchownym odczuciem, nie potrafiłem w tym momencie wydać żadnego osądu. Może to i lepiej, gdybym znał szczegóły z życia własnej żony, to najpewniej choćby stopa Ollivandera nie postałaby więcej w Norfolk.
- Wydaje się być sympatyczny i pogodny – odparłem w końcu, nie przeczuwając niczego. Odpowiedziałem dość oszczędnie właśnie z powodu małej ilości informacji przeze mnie zebranych. A nie lubiłem oceniać ludzi powierzchownie, nie byłem tego typu osobą.
Odprowadziłem wzrokiem wznoszącego się w górę smoka aż ten zupełnie zniknął z naszego pola widzenia. Nie potrafiłem się nie zaśmiać słysząc pytania rudzielca.
- Oczywiście, że się baliśmy. To był dziki smok – powiedziałem z wyraźnym rozbawieniem. Tylko głupcy się niczego nie boją, za to mędrcy przezwyciężają swoje lęki. – To było kilka lat temu, nie pamiętam już nawet kiedy dokładnie – dodałem zamyślając się na chwilę. Poszukiwałem w pamięci jakichkolwiek danych co do czasu tej eskapady, ale na nic nie mogłem trafić. To nawet lepiej, bo mieliśmy wrócić do ogrodu oraz wyboru kolejnych ścieżek. Musiałem się skupić nie tylko na skręcaniu w odpowiednie drogi, ale jeszcze na kolejnych dziwnych (jak dla mnie) tematach do rozmów. Spojrzałem z lekkim niepokojem na idącą obok Lyrę.
- Rosalie? – spytałem najpierw zaskoczony. Dopiero po paru chwilach przypomniałem sobie piękną półwilę poznaną w Shropshire. – Nie odmówię jej wymienionych przez ciebie przymiotów. Tylko co to za pytanie? – Odwróciłem trochę kota ogonem, ale to tylko dlatego, że wolałem nie mówić o tym tutaj na głos. Ktoś mógłby usłyszeć moją odpowiedź, a ja wolałbym się nikomu nie narażać zwykłymi dywagacjami. – Jeśli bardzo chcesz możemy o tym porozmawiać w domu – zakończyłem w związku z tym dość nieprzyjemny temat. Zastąpiony kolejnym zdziwieniem. Nie przypominałem sobie, bym się umawiał ostatnio z którymkolwiek z nich. – Który? – zadałem jakże roztropne pytanie. Braci miałem dwóch i nawet jeśli odwiedziny jednego były bardziej prawdopodobne, to wizytacji drugiego zupełnie wykluczyć nie mogłem.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   16.12.16 11:07

The member 'Glaucus Travers' has done the following action : rzut kością


'k6' : 4


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ogród   16.12.16 16:26

Było dobrze. Mimo całej tej otoczki Lyra zdążyła się już oswoić z byciem żoną. I tak prędzej czy później to by ją czekało, a teraz przynajmniej miała za sobą ślub oraz same początki małżeństwa, dodatkowo skomplikowane przez wydarzenia na sabacie. A chociaż matka Glaucusa wyzdrowiała, przynajmniej przeżyła ten szczęśliwy moment, jakim był ślub syna. Ilekroć Lyra odwiedzała dom rodziców męża, żeby spotkać się z Cressidą, Azure Travers często podkreślała, jak wielkim szczęściem był dla niej ożenek Glaucusa... ale i przypominała Lyrze o jej obowiązku, który powinna rychło spełnić. Podczas niemalże każdego spotkania dopytywała dziewczę o potomka i próbowała wciągnąć ją w rozmowę na temat poszukiwań odpowiedniego imienia w rodowych księgach, co wprawiało Lyrę w zakłopotanie.
- Niestety nie – przytaknęła. Nie miał kto ani kiedy ją nauczyć. Jedyne, na co mogła liczyć, to stare miotły o połamanych witkach, na których uczyła się latać jako dziecko. Nigdy nie miała okazji dosiąść aetonana, nie mówiąc o hipokampusie. – Z przyjemnością. Jak wrócisz z wyprawy, możemy urządzić sobie taki przyjemny dzień...
Rozmarzyła się, idąc za Glaucusem przez labirynt. Ciekawe, czy w ogóle byli blisko dobrej drogi do wyjścia?
- Właściwie to zaprzyjaźniliśmy się jeszcze w dzieciństwie, a potem poszliśmy razem do Hogwartu. To były... bardzo przyjemne, beztroskie czasy. Cieszyłam się, że miałam takiego miłego towarzysza do wspólnej nauki i zwiedzania zamku – rzekła wyjaśniająco. – Niestety, w dorosłości trudniej się przyjaźnić. – Zwłaszcza po tym, jak została wbrew swojej woli pocałowana i usłyszała, że podobała się Titusowi. To pewnie wpłynie na ich relacje, chociaż nie chciała powiedzieć o tym Glaucusowi, obawiając się, że mógłby nie pozwolić im się dłużej przyjaźnić. O ile Titus sam nie zerwie z nią kontaktu, zawstydzony tym, co się stało. – Czy ty też zauważyłeś jakąś zmianę w tym względzie? – zapytała męża, ciekawa, czy i jemu po wejściu w dorosłość trudniej było podtrzymywać dawne znajomości, zanim jeszcze wziął ślub.
Słysząc o dawnej przygodzie ze smokiem, zaśmiała się cicho.
- Ja na pewno bym się bała – zapewniła go. Kolejny powód, dla którego kiepska była z niej Gryfonka. Ale nigdy też nie przeżywała takich przygód, jak Glaucus, wiodąc sobie swoje spokojne życie.
Szli dalej, wybierając kolejną dróżkę wśród róż.
- Po prostu... byłam tylko ciekawa – powiedziała, oblewając się delikatnym rumieńcem, kiedy Glaucus nie odpowiedział wprost na jej pytanie. Chciała jedynie zaspokoić swoją ciekawość, bo to mogłoby jej powiedzieć co nieco o jego oczekiwaniach względem niej. Prawdę powiedziawszy, nawet nie wiedziała, jaka powinna być jego wymarzona żona, na którą czekał tyle lat, zanim rodzina nie zaaranżowała mu związku z nią. – Wybacz, Glaucusie.
Umilkła na dłuższą chwilę; przez ten czas w labiryncie było słychać tylko ich ciche kroki i odległe, stłumione głosy.
- Theseus. Pojawił się w naszym domu kilka dni temu, kiedy ciebie akurat nie było... – odpowiedziała. Sama nie wiedziała, co o nim myśleć, ale mimo swojej naiwności wyczuwała, że on nie był jak Glaucus, przy którym nigdy nie czuła się tak niezręcznie, nawet jak spotkała go pierwszy raz.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier http://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 http://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 http://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow http://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   16.12.16 21:30

Darcy nie odwróciła się tak od razu pod siłą jego prośby. Cofnęła dłonie, wysnuwając je z pomiędzy jego palców i chwyciła w jedną z nich kieliszek szampana, popijając zawartość nieśpiesznie. Przymknęła oczy, smakując długo dojrzewający trunek najlepszej jakości. Idealny dla rosierowskiego podniebienia. Zaraz potem uchyliła powieki, raczej leniwie, patrząc w ciemne ślepia mężczyznym. Chciałaby mu po prostu wierzyć na slowo, ale była kobietą małej wiary. Dlatego postanowiła wystawić go na próbę. Czekać, aby utwierdzić się w jego słowach. To czy zaakceptowałaby jego słowa, zależało juz tylko od tego czy konsekwentnie będzie się ich trzymał. Opróźniony już kieliszek odłożyła na metalową ławkę wewnatrz drewnianej konstrukcji altanki i uśmiechnęła się słabo.
- jesteśmy blisko wyjścia - oznajmiła, czując przyjemne mrowienie na ciele i zamroczenie. To było rozluźnienie, jakie objęło jej ciało za sprawą pochłoniętych kieliszków szampana.
- Dlatego zdradzę Ci jeden sekret.
Podeszła do niego, opierając dłoń na jego ramieniu i konspiracyjnie pochyliła się nad jego uchem - Minęliśmy dzisiaj jednego mężczyznę. Sprawiłbyś mi ogromną przyjemność gdybyś nie dał mu się prześcignąć podczas polowania.
Po tym jak jej szept ucichl, opadła na stopy i zgodnie z jego wolą odwróciła się przodem do altany i rozpościerającego się tu widoku.
- Odpocznijmy.
Nie chciała tego przyznać, ale wypila i jeden kieliszek szampana za dużo. Czuła to po swobodzie w słowach jakie spływały z jej ust oraz uzależnieniu od jego osoby. Postawę miała niezmiennie prostą, ale krok tak samo pełen gracji, tylko kiedy ją trzymał. Dlatego oparła się plecami lekko o jego pierś, aby mogła zaczerpnąć świeżego powietrza. Postać tu odrobinę dłużej, zanim ruszyłabt dalej. Pilnując się, żeby przez chwilę jej nie puszczał, dopóki nietrzeźwość nie opuści jej ciała, pozwalając jej utrzymać odpowiednią pozę adekwatną dla szlachcianki.
- Co zrobisz jeśli nie zdobędziemy tych róż? - spytała ciekawa, czy w ogóle starał się o zdobycie tego symbolu własnej determinacji. Zawziętość w obieranych celach to coś, co ceniło się u Rosierów. Jak było z Burke'ami?




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Cyneric Yaxley
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3851-cyneric-yaxley http://www.morsmordre.net/t3906-bagienna-poczta#73780 http://www.morsmordre.net/t3899-trolle-tez-sa-fajne#73626 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3908-cyneric-yaxley#73784
treser trolli
25
Szlachetna
Zaręczony
Some people are just born with tragedy in their blood.
10
10
0
0
0
4
9
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   23.12.16 11:01

Także i Cyneric popijał swojego szampana, w myślach rozprawiając nad jego dobrym smakiem. Niestety trwało to zbyt krótko, żeby miało jakiekolwiek znaczenie. Większość swojej uwagi poświęcał Rosalie, której obecność tutaj z nim była dla niego niesamowicie kojąca. I tak musiałby się zjawić na tej uroczystości, a pomoc kogoś obeznanego w standardach Rosierów była mu bardzo na rękę. Dodawała wewnętrznej pewności siebie, ponieważ tą zewnętrzną potrafił udawać w niemal każdej sytuacji. Ich rody od dawien dawna nie żyły w przyjacielskich stosunkach, zatem i on nie zaprzątał sobie głowy ich zwyczajami. Wierzył natomiast, że nic złego nie może się stać kiedy ma u boku swoją olśniewającą kuzynkę. Bardzo to doceniał. Dostrzegał mijane gdzieś w oddali osobistości, lecz równie szybko o nich zapominał co te znikały. Koncentrował się na przyjemnym spacerze, lekkim wietrze smagającym odkryte policzki, na ręce Rosie oplecionej wokół jego łokcia. Dopóki nie wynikła ta dość nieprzyjemna wymiana zdań, uśmiechał się delikatnie zadowolony z przebiegu wesela.
Naprawdę pragnął, żeby mu uwierzyła. Nie wiedział tylko jak to osiągnąć. Wydawało mu się, że jego pewny siebie ton oraz karcące spojrzenie zadziałają pozytywnie na odbiór jego słów. A w związku z tym jego najdroższa towarzyszka przyjmie jego słowa za pewnik. Tymczasem widział wahanie w jej spojrzeniu, odczuwał tą niepewność nie wiedząc, czym była ona spowodowana. Czyżby nadal tymi wydarzeniami z lutego? Jednorożcami? Półwila jawiła mu się jako niezwykle delikatna istota, lecz jednocześnie wierzył w jej yaxley’ową siłę. Dlatego nie mógł pojąć tych dalszych wątpliwości.
Wyraz twarzy Cynerica złagodniał słysząc jej następne słowa. Westchnął cicho zachęcając do dalszej wędrówki wśród różanych krzewów. Poczuł, jak przez krótką chwilę jego serce zabiło mocniej, zaraz jednak przyhamował te nieroztropne odruchy zwyczajnie przyjmując do wiadomości, że Rosalie ceni sobie jego towarzystwo - jak prawdopodobnie każdego członka rodziny - i nie ma w tym niczego niezwykłego bądź znaczącego. Dopił resztki alkoholu odstawiając kieliszek na najbliższą, lewitującą tacę.
Z każdym kolejnym krokiem wsłuchiwał się coraz mocniej w zdania układane przez usta kuzynki; z każdym krokiem narastał w nim też niepokój. Rozmowa zbliżała się do niebezpiecznego punktu, obrała wręcz katastrofalny - dla niego samego - kierunek. Aż na moment wstrzymał nagromadzone w płucach powietrze marząc w duchu o kolejnej porcji szampana, byleby tylko wydostać się z tej pułapki, w którą zagoniła go jego własna krewna. Przełknął ślinę rozpaczliwie poszukując w umyśle najlepszej odpowiedzi na zadane pytania.
Nie mógł ot tak sobie odpowiedzieć, że to właśnie ją uważa za pewnego rodzaju ideał. Nie mógł też uznać, że najbardziej odpowiada mu szlachcianka wyjęta z książki do nauki etykiety - wtedy strzeliłby sobie w stopę uważając, że sama Rosie daleka jest od perfekcji oraz jego upodobań. To była sytuacja bez wyjścia. Jakakolwiek by nie była ta odpowiedź - okaże się ona sromotną klęską. Paliło go od środka, coraz mocniej naznaczając w nerwach uczucie paniki. Co miał zrobić?
- Wydaje mi się, że najlepiej jest odnaleźć złoty środek - odparł wreszcie. Oszczędnie. Poddając się bez walki. Zdawał sobie sprawę z tego, że i tak jest na przegranej pozycji, dlatego nie podjął rękawicy. Trzymał swoje obawy oraz uczucia głęboko w środku. Nie chciał raczyć blondynki prawdą - to byłoby zbyt niezręczne. Dla nich obojga.
Co miał dodać? Że inne panny nie leżą w kręgu jego zainteresowań? To również nie było zbyt mądrym posunięciem - można byłoby je dwojako zrozumieć, co napawało go jeszcze większym przerażeniem - więc poczucie osaczenia nie odstępowało go na krok.
- Na wszystko nadejdzie odpowiednia pora - stwierdził wymijająco. Dostrzegłszy kolejny kieliszek szampana chwycił go czym prędzej, dokładnie w tym samym czasie, kiedy obierali kolejny skręt labiryntu. - Dziękuję natomiast za troskę - dodał blado, sącząc alkohol intensywniej niż do tego czasu. - Powiedz mi lepiej jakie masz plany na najbliższą przyszłość - poprosił. Zmiana tematu, tak, to najlepszy pomysł.




Sanguinem et ferrum potentia immitis
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
35
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   23.12.16 19:27

Temat potomka (nie wiedzieć czemu) wydawał mi się być bardzo odległy. Nie zamierzałem Lyry do niczego zmuszać, mi też podobało się życie jakie do tej pory wiodłem. Nie spieszyło mi się. Niestety innego zdania byli rodzice oraz (wcześniej) nestor. Matka bywała wręcz natarczywa w tym kierunku, ale nie mogłem nic zrobić. W dużej mierze próbując ją wytłumaczyć: myślała, że pochłonął mnie ocean, a tymczasem wróciłem. Wróciłem, miałem trzydzieści lat i pstro w głowie. Poza tym i oni byli pod presją kiedy spoglądali na mnie ci starsi i bardziej doświadczeni. Widzieli, że nie spełniam rodowych wymagań naciskając głównie na moich rodziców. Teraz niby powinno być lepiej, skoro to Naupliusa wybrali na seniora Traversów, ale i tak najważniejsza będzie zawsze opinia wśród innych arystokratycznych rodzin. Więc brzemię nigdy nie zelżeje, co najwyżej może odwlec się w czasie. Ale i tak nie na długo, zdawałem sobie z tego sprawę, jednak na co dzień nie zwracając na to uwagi. Wierząc, że może kiedyś im się znudzi to napiętnowanie… naiwne myślenie.
- To jesteśmy umówieni – podsumowałem wesoło. Ciekawiło mnie jak to będzie wyglądać, czy Lyra sobie poradzi. Wierzyłem w nią, ale początki zawsze są trudne. Szczególnie dla kogoś, kto nigdy nie wylądował w siodle. Mimo to miałem dobre myśli, nie obawiałem się komplikacji. Nie wiedząc nawet, że raczej nie będzie nam to dane… w tym roku.
Słuchałem uważnie jej opowieści, trochę marszcząc czoło, trochę rozumiejąc. Jakkolwiek nie chciałem chłopaka oceniać po pozorach, to niektóre jego gesty wydawały mi się być nieodpowiednie w stosunku do zamężnej kobiety. Nie potrafiłem nazwać tego uczucia, ale pomimo neutralności zachowanej w stosunku do młodego Ollivandera, nie potrafiłem mu ufać.
- To prawda. I dużo łatwej z tą samą płcią – napomknąłem, niby przypadkiem oraz od niechcenia. Analizowałem też kolejne drogi kwiatowe, ze zdumieniem orientując się, że chyba się zgubiliśmy. Mimo to nie dawałem tego po sobie poznać cały czas pogrążając się w rozmowie.
- Młodym dzieciakom pozwala się na więcej… wkraczając w dorosłość rosną oczekiwania i o wiele rzeczy wtedy trudniej. Włącznie z przyjaźniami – dodałem z lekkim rozczarowaniem. Ścisnąłem na chwilę dłoń Lyry, po czym powróciłem do wspominek o smokach, dalekich wyprawach… tak mnie to pochłonęło, że nim się obejrzałem, a już temat zszedł na Rosalie, idealne żony czy samego rudzielca. Zerknąłem na nią z niepokojem oddychając płytko. – To… po prostu nieodpowiednie miejsce na takie rozmowy – wyjaśniłem krótko swoje obawy. Aż sam się zdziwiłem jak wiele we mnie rozsądku w tym momencie… pewnie to był wpływ matczynych tyrad wypowiedzianych przed wyjściem z dworu w Norfolk.
- Tak? – Zdziwiłem się. – I co chciał? Nic nie mówiłaś, że mam się do niego odezwać – kontynuowałem intensywnie zastanawiając się czy to przypadkiem ja o czymś nie zapomniałem. Założyłem, że chciał spotkać się ze mną, a Lyra miała mi coś przekazać, ale chyba nic takiego nie miało miejsca. Ciekawe. Może faktycznie uległ namowom Azure, by poznać swoją bratową?





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   23.12.16 19:27

The member 'Glaucus Travers' has done the following action : rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ogród   24.12.16 12:44

Lyrze również podobał się obecny stan rzeczy, może poza tym wypominaniem. Chciała odnaleźć się w nowej rodzinie i w nowym dla siebie świecie, na tym skupiała się obecnie najbardziej i nie wybiegała jeszcze zbyt daleko w przyszłość. Może tylko czasami w jej głowie pojawiały się jakże piękne wizje trzymania w ramionach własnego dziecka, któremu będzie mogła podarować wszystko to, czego życie odmówiło jej, nie rezygnując jednak z rodzinnego ciepła, które osładzało jej dzieciństwo i które pamiętała z sentymentem. Nie wyobrażała sobie zimnych, sztywnych i zobojętniałych relacji, zresztą, relacji z mężem również nigdy nie odbierała w ten sposób. Był taki ciepły, pogodny, troskliwy... Spojrzała na niego kątem oka i aż się zarumieniła.
Potwierdziła jednak skinieniem głowy, że byli umówieni. Nie obawiała się, w końcu ufała umiejętnościom swojego męża.
- Pewnie byłoby łatwiej – westchnęła. W końcu jej znajomości z Cressidą nikt nie uznałby za niestosowną, a spotykanie się z Titusem mogło budzić kontrowersje, dlatego podczas tego ostatniego musiała zmienić wygląd, żeby nie narażać ani siebie, ani jego na nieprzyjemne uwagi. W dzieciństwie jeszcze nikogo nie obchodziło to, z kim się przyjaźniła, ale teraz niestety otoczenie zwracało na to uwagę. – Całkowicie się z tobą zgadzam, Glaucusie. Wtedy, kiedy byliśmy mali, było dużo łatwiej. Nikt na nas nie patrzył, nie oceniał tego, co robimy. Póki nie skończyliśmy Hogwartu... Och, nie wiedziałam, że wszystko tak się zmieni, gdy tylko opuszczę szkolne mury.
Praktycznie każda sfera jej życia uległa zmianie w czasie, który upłynął od opuszczenia Hogwartu do chwili obecnej. Była ciekawa, jak to wyglądało w przypadku jej męża. Może też miał za sobą podobne historie z przyjaźniami z lat szkolnych, w których pojawił się kryzys w momencie wejścia w dorosłość? Czy między jego nastoletnim życiem a dorosłością także istniała tak wielka przepaść, jak w przypadku Lyry?
Szli jednak dalej, nie wiedząc, czy kierowali się w dobrą stronę.
- Byłeś ostatnio taki zajęty... – westchnęła; nawet nie było okazji, żeby o tym porozmawiać w ostatnich dniach, bo widywała się z mężem głównie wieczorami i zawsze jakoś były inne tematy do rozmowy. Może w którymś momencie napomknęła i o Theseusie, ale możliwe, że Glaucus, skupiony na czymś innym, nie zarejestrował tego. – Właściwie to... Chyba przyszedł wtedy do mnie – znowu się zarumieniła, wspominając w myślach, jak dziwnie i niezręcznie się czuła, bacznie obserwowana przez brata swojego małżonka, i jak próbowała pokazać się przed nim z jak najlepszej strony. Zależało jej na pozytywnych relacjach z członkami rodziny męża, szczególnie tymi najbliższymi.
Porozmawiali jeszcze przez chwilę o Theseusie i niedawnym spotkaniu z Cressidą, a niedługo później doszli do wyjścia z labiryntu... Które po chwili okazało się być wejściem, którym wcześniej się tu dostali. Najwyraźniej błądząc różanymi korytarzami zatoczyli koło i wrócili do początku.
- Pójdziemy jeszcze zatańczyć, Glaucusie? Cressida pokazała mi parę dni temu kilka nowych kroków – zaproponowała. Na dworze powoli się ściemniało i było coraz zimniej, chciała schronić się w ciepłej sali balowej i spędzić resztę pobytu na weselu, beztrosko tańcząc ze swoim mężem, w nadziei, że udało jej się coś wynieść z nauk przyjaciółki.

| zt. x 2






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Ogród   24.12.16 22:38

To prawda, że próbowałam wyciągnąć z kuzyna jakieś informacje. I to prawda, że wcale nie było mi z tym źle, że starałam się pociągnąć go za język. Chciałam, aby mi powiedział, czy jest jakaś panna, za którą się oglądał? Czy miał jakieś plany? Nie byłam jego siostrą, a jedynie kuzynką, jednak razem się wychowywaliśmy i był mi naprawdę bliski, dlatego dbałam o jego dobro, tak jak dbałam o dobro ojca, o dobo Morgoth’a czy Tristana, na którego ślubie się pojawiliśmy. Chociaż o tego ostatniego, już nie musiałam. Miał żonę, która teraz przejmie ten obowiązek, który sama na siebie narzuciłam.
Byłam ciekawską osobą, więc ciekawiły mnie poglądy i upodobania Cynerica. Czy było w tym coś złego? Jego odpowiedź jednak, mimo tego, że była dość wymijająca i nie udzieliła mi odpowiedzi na moje pytanie, dała mi do zrozumienia, że mężczyzna nie chciał rozmawiać na ten temat. Spojrzałam na niego, uśmiechając się delikatnie.
- Wybacz mi, jeśli zaprowadziłam rozmowy na niezbyt przyjemny grunt dla ciebie, nie chciałam cię urazić - powiedziałam łagodnie. - Zrozumiałam, że nie chcesz na ten temat rozmawiać.
I chociaż chęć poznania szczegółów kuła mnie od środka, to dostosowałam się do “prośby” Cynerica i zmieniłam temat, chcąc odpowiedzieć na jego pytanie. A plany miałam różne, od znalezienia w końcu miłej ławeczki, na której moglibyśmy spocząć, to tak w najbliższej przyszłości, do mojej planowanej hodowli, której jeszcze nikomu, oprócz Perseusowi, nie powiedziałam.
- To zależy już od ciebie - dodałam równie wymijająco, spoglądając na niego kątem oka.
I było w tym sporo prawdy, bo jeśli chodzi o moją hodowlę, to nie byłam wstanie nic zrobić sama bez zgody ojca i wsparcia najbliższych mi osób, w tym Cynerica. Jego wiedza na temat magicznych zwierząt, chociaż hipogryfy przy trollach nie stały, przydałaby mi się bardzo. Jednak moja wypowiedź miała też bardziej przyziemne znaczenie, związane z naszą obecnością tutaj.
- Jeśli będziesz chciał się już wracać i udać na plażę, to proszę, powiedz mi. Bardzo chętnie cię odprowadzę - stwierdziłam, wyjaśniając mu, poniekąd, swoje wcześniejsze słowa. - Jednak, póki co, musimy znaleźć wyjście z labiryntu.
Zaśmiałam się lekko. Poprowadziłam go w kolejne miejsce, ponownie skręcając w którąś z dróżek i, w międzyczasie, odkładając pusty już kieliszek na niedaleko lewitującą tacę. Uniosłam głowę, spoglądając na Cynerica i westchnęłam cichutko.
- Dobrze, pytałeś o moje plany. Mam pewne - przyznałam w końcu. - Nikt z rodziny jeszcze o tym nie wie, prawdę mówiąc nie powiedziałam o tym nawet Darcy.
Oh, gdyby moja kuzynka dowiedziała się, że jest coś, co przed nią ukrywam i o czym jej jeszcze nie powiedziałam, nie byłaby zadowolona. Ale czekałam na odpowiedni moment, ostatnio, po naszej rozmowie nie chciałam zaprzątać jej głowy swoimi sprawami. To chyba nie było nic złego?
- Nie powiem ci dokładnie co, jeśli pozwolisz mi zachować to w tajemniczy, oczywiście. Jednak moje plany oddalone są w dość sporej przyszłości, ponieważ muszę poczekać z tym na zgodę swojego przyszłego męża - przyznałam ze szczerością. - Ojciec nigdy by się na to nie zgodził.
Uśmiechnęłam się do niego, jednak widząc jego wyraz twarzy, od razu wzięłam głębszy wdech, chcąc go uspokoić. Broń Merlinie, nie chciałam, żeby zabrzmiało to aż tak źle, co najmniej jak bym planowała podróż na smoku dookoła świata!
- Tylko proszę, nie denerwuj się, to nic złego, nic nielegalnego i nic zagrażającego mojemu życiu - zapewniłem go szybko, mając nadzieję, że to go uspokoi.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   24.12.16 22:38

The member 'Rosalie Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k6' : 5


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ogród   27.12.16 18:31

Obserwuję twoje ruchy. Czy dostrzegam tę drobną skazę w twej posturze? Kolejny kieliszek szampana. Może coś sobie myślę, prawdopodobnie dochodzę do pewnych wniosków, ale nie kieruję nimi swoich osądów. W ogóle nie zaprzątam sobie głowy oceną całej tej sytuacji. Myślę jedynie, że czuję potrzebę bycia twoim wsparciem. Dlatego trzymam cię mocno za dłonie, a następnie w talii, kiedy postanawiasz wyswobodzić się z mojego uścisku. Tak, jesteśmy już niedaleko wyjścia. I najpewniej jesteśmy jedynymi, którzy zaszli tak daleko. Nie widzę nikogo ani przed nami, ani za nami. A obracam w tamtym kierunku głowę. Mimowolnie nią przytakuję na twoje słowa godząc się zasiąść w gustownej altance. Zanim to jednak czynimy, czuję twój ciężar oparty na moim torsie. Na szczęście nic nie piłem, więc potrafię utrzymać się w pionie niezależnie od wszystkiego. Moja twarz łagodnieje słysząc… prośbę? Sugestię? Nie wiem jak to nazwać - wiem tylko, że z pewnością będę chciał uczynić według twojej woli. Nie domyślając się nawet, że będę przedostatni na tym całym polowaniu, niwecząc od razu w pył twe pragnienia. Może gdyby udało nam się dotrzeć do końca labiryntu jako pierwszym… może wtedy ostudziłoby to twój gniew. Dlatego wkrada się we mnie determinacja, gdyż niejako podejrzewam, że wśród wszystkich znamienicie urodzonych nie pójdzie mi wcale tak dobrze, jak mogłoby.
- Którego mężczyznę? - dopytuję. Chciałbym wiedzieć, a niestety nie wiem o którego konkretnie chodzi. Minęło nas chyba przynajmniej dwóch, jak nie więcej. Dopiero później ich zgubiliśmy - ciekawe czy to oni zabłądzili czy my. Sądząc po tym, że doszliśmy do jednego z kluczowych miejsc w labiryncie, podejrzewam, że to my jesteśmy na prowadzeniu. Co nawet potwierdziłaś.
Przystajemy na krótką chwilę, obserwuję horyzont, a raczej kolejne szpalery różanych krzewów. Oto jest pytanie - co zrobię? Nie myślałem jeszcze nad tym, ale z pewnością powinienem. Szanse nie są wcale znowu tak ogromne. Wzdycham, starając się jednocześnie nie poddać szaleństwu bliskości twojej osoby. Coraz mocniej się do tego przyzwyczajam, ale to jeszcze nie ten etap, kiedy jestem zupełnie spokojny.
- Spełnię jedno twoje życzenie - proponuję wreszcie. Nie będę przecież wydzierać zwycięzcom bukietu, nie będę też obdzierać Rosierów z ich dziedzictwa, ale niewątpliwie powinienem coś zrobić. Proponuję ci pełną dowolność ciekaw, czy wykorzystasz sytuację.
Kiedy trochę odpoczęliśmy, idziemy w wybranym przeze mnie wcześniej kierunku, a ja szykuję się już do kolejnego skrętu.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.



Ostatnio zmieniony przez Quentin Burke dnia 27.12.16 18:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Ogródek różany
» Ogród Królowej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17