Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Jezioro   10.03.12 23:12

First topic message reminder :

Jezioro

Umiejscowione nieopodal zagajnika jezioro jest wielkie, ogromne, ale nie niebieskie. Szara tafla wskazuje na dużą głębokość zbiornika. Nad lśniącą, gładką linią wody wije się mgła. Brzeg jeziora zdążyły już zająć wodorosty i glony, nie widać tu śladu ryb. A może to jedynie złudzenie? Może jezioro jest tak głębokie, że zamieszkują je dziwne stworzenia? Z pewnością nie ma tu kaczek, a kiedy zawieje wiatr, tafla niemal wcale się nie porusza. W tym miejscu nie słychać nic prócz szumu wiatru i delikatnego bicia fal o brzeg jeziora. Jest ciche, spokojne, mgliste i przyprawiające o dreszcze - opuszczone, puste, gdyż rzadko kto odważa się tu przyjść. To z pewnością nie idealny zakątek na romantyczny piknik, ale o gustach się nie rozmawia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro   16.03.16 19:43

Lyra sama nie wiedziała, jakim cudem udało jej się odbić zaklęcie Barry'ego. Była pewna, że to już koniec, ale najprawdopodobniej i tak odwlokła go jedynie o sekundy. Jej brat (chociaż to Garretta zawsze miała za tego najbardziej uzdolnionego z ich trójki, w końcu to jemu udało się zostać aurorem) okazał się zdecydowanie zbyt dobry jak na umiejętności Lyry, która przecież zaledwie przed kilkoma miesiącami ukończyła Hogwart.
Choć miała nadzieję, że tarcza rozwiąże sprawę i ostatecznie rozbroi Barry'ego lub wyparuje jego zaklęcie i umożliwi kontynuowanie pojedynku, znowu udało mu się odbić. Skrzywiła się. Teraz to już na pewno nie miała żadnej szansy na zwycięstwo, więc z pewną rezygnacją uniosła różdżkę, spodziewając się, co zaraz nastąpi. Najwyraźniej wcześniejsze użycie Expelliarmus zdecydowanie nie było dobrym pomysłem, mogła spróbować znowu zmienić go w królika, gęś, drzewo lub cokolwiek innego.
No, ale skąd miała wiedzieć?
- Protego horriblisis! - krzyknęła, bez większych nadziei, że uda jej się rzucić tak silną tarczę. Tak wysokiego mniemania o swoich umiejętnościach to ona nie miała.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro   16.03.16 19:43

The member 'Lyra Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 38


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Jezioro   16.03.16 20:50

Barry'ego ucieszyło to, że odbił ponownie zaklęcie. Ciekawa byłaby walka pomiędzy nim a bratem. Pewnie by przegrał, bo Garrett jest aurorem, lecz kto wie? Może pokonałby swego brata? Nie, żeby był chciwy na wygraną, lecz kiedyś by od tak powalczył z Lyrą. Jeśliby brat chciał, bo też nie wiedział, co przyniesie jutro. Może powinien teraz z nim porozmawiać? Póki nie jest za późno? Tylko boi się jego reakcji. Co zrobi po poznaniu prawdy.
Przez te zamyślenia nie zwrócił uwagi, że Lyra nie obroniła się [jakby miała jakiekolwiek szanse w tym momencie] i w ostatniej chwili niezdarnie schwycił jej różdżkę. Zaraz zamrugał powiekami i przyjął do świadomości, że wygrał. - Muszę przyznać, miałaś niezłą tarczę.- pochwalił ją za próbę obrony poprzedniego zaklęcia i zaraz podszedł do niej, by oddać jej różdżkę. - Już wystarczy na dziś. Odpocznij chwilę, a potem dopiero ruszysz. Nie chcę, byś zemdlała w trakcie teleportacji.- powiedział troskliwie do niej. O nie, nie pozwoli, by teraz zniknęła. W sumie i tak mieli szczęście, że żaden mugol ich nie nastał i nie zaalarmował odpowiednich służb. Schował zaraz różdżkę do kieszeni, aby w razie czego nie była zbytnio na widoku.
- Co się dzieje aktualnie u rodziców? Masz jakieś informacje może?- zapytał się Lyry. Już dawno nie miał żadnego znaku od nich, a chciałby wiedzieć, co przynajmniej u ojca słychać. Tak bardzo tęsknił za nim, lecz bał się jego odwiedzić. Co, jeśli wyczyta z jego oczu, że coś ukrywa? Co, jeśli się tego dowie? Bał się tej konfrontacji chyba bardziej niżeli z własnym bratem. [bylobrzydkobedzieladnie]





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.



Ostatnio zmieniony przez Barry Weasley dnia 17.03.16 0:27, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro   16.03.16 21:25

Lyra wiedziała, że tak będzie, co nie znaczyło, że była z tego powodu zachwycona. Jako że była osóbką mało pewną siebie, przegrana trochę podkopała jej wiarę we własne możliwości, mimo że to był tylko przyjacielski pojedynek z bratem. Jeśli w prawdziwej walce poszłoby jej tak, jak tutaj, jej sytuacja zdecydowanie nie przedstawiałaby się dobrze, tym bardziej, że po ostatniej tarczy nagle poczuła się osłabiona.
Usiadła na kamieniu, starając się zatuszować przed bratem drżenie i nagłą bladość. Takie poważne czary potrafiły nadwątlić jej siły, więc pewnie niedługo straciłaby przytomność. Musiała jednak zapanować nad swoją słabością, więc skupiła się przede wszystkim na wyrównaniu oddechu i uspokojeniu ciała. Jej serce nadal biło bardzo szybko, jakby próbowało wyrwać się spomiędzy żeber, a policzki, choć jeszcze kilka chwil temu płonęły, teraz były bardzo blade.
- Mhm - wymamrotała, kiedy brat do niej podszedł i oddał jej różdżkę. Chwyciła ją, prawie przy tym upuszczając, ale bez słowa schowała do kieszeni. Było wyraźnie widać, że jest przygnębiona, bo mimo wszystko naiwnie liczyła, że pójdzie jej trochę lepiej. - Skoro tak twierdzisz, poczekam jeszcze chwilę.
Bo niestety pewnie miał rację, nie powinna tak szybko się teleportować, póki ryzyko zasłabnięcia nie zostanie zażegnane. A nie czuła się w pełni dobrze, więc nadal siedziała w tej samej pozycji z łokciami ułożonymi na kolanach i podbródkiem podpieranym dłońmi. Jej oczy były utkwione nie w Barrym, a w wodach jeziora.
- Niestety nie. Ostatni raz pisałam do mamy krótko po wernisażu, jej odpowiedź była dość lakoniczna - odpowiedziała; matka pewnie była zajęta ojcem, ale skoro nie pisała niczego niepokojącego, to znaczyło, że sytuacja była bez zmian, czyli ojciec nadal nie odzyskał wspomnień z czasów swojego zaginięcia. Lyra pewnie powinna kiedyś do nich zajrzeć, ale ze względu na ojca hamowała się przed tym, nadal nie była pewna swoich uczuć do niego. Więc poprzestawała na pisanych sporadycznie listach do matki, i coraz bardziej zdawała sobie sprawę, jak bardzo odsunęły się od siebie, odkąd zamieszkała z bratem i skupiła się na układaniu sobie życia po Hogwarcie, już w Londynie. Pewnie nie powinno tak być, ale cóż poradzić?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Jezioro   16.03.16 22:43

Gdyby miała przed sobą swego wroga, w pewnej chwili nie zawahałby się ją zabić. Definitywnie by teraz leżała martwa, bo który wróg chciałby utrzymać przy życiu rudowłosą Weasley'ówną, która pochodzi z biednego, arystokratycznego rodu. Bo czego by mogli chcieć od nich? Jakie by mieli z tego korzyści? Żadne.
Na szczęście zamiast wroga, Lyra ma swego brata, może nie tego, z którym jest mocno żzyta. Ale brat, rodzina, przyjaciel. O ile tak to można nazwać z jej toku myślenia, tak on nie wie, jak ją traktować. Czy powinien się w to angażować? Sam teraz odczuwał pragnienie wygranej, mimo iż tego nie powinien w ogóle czuć. Stłumił na szczęście te uczuci, ale musi uważać.
Tymczasem usiadł koło siostry, która wpatrywała się w jezioro. Sam też tam spojrzał próbując ujrzeć drugi brzeg jeziora i jednocześnie słuchał odpowiedzi Lyry na zadane przez niego pytanie. - Co napisała?- zadał pytanie dociekliwie. Napisała że co? Że wszystko w porządku, czy żeby się nie martwili? Sam oddalił się od rodziny, ale ma nadzieję, że może w święta to się zmieni. Przetrwa najgorszą burzę i potem uda się jemu pójść dalej.
Usłyszał odpowiedź od siostry i chwilowo przymknął powieki, by móc sobie wyobrazić to, jak musiał ten list wyglądać. Zaraz jednak ten widok został zastąpiony jednym z listów, które próbował wysłać bratu. Czemu jemu akurat teraz to się przypomina? Bo co, bo święta? Bo narzeczeństwo? To ma o czym jemu przypomnieć? Nie rozumiał własnych myśli, własnego toku rozumowania. Westchnął cicho zagubiony sam we własnych myślach. I co zrobić? Co począć? - Przepraszam.- odrzekł niespodziewanie i wstał z miejsca. Nie da rady dłużej przy Lyrze siedzieć.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro   17.03.16 0:59

Właśnie dlatego powinna popracować nad swoimi umiejętnościami – by kolejnym razem już nie dać się tak łatwo pokonać. Na razie wychodziło na to, że sporo jej brakuje do braci. Och, jak bardzo chciała być tak dobra, jak Garrett! Wtedy to Barry musiałby teraz znosić gorycz porażki, ale aurorskie umiejętności najstarszego brata pozostawały poza jej zasięgiem.
Po chwili, słysząc kolejne pytanie, lekko odwróciła głowę w stronę brata, zerkając na niego ukradkiem.
- Właściwie niczego konkretnego. Że miewa się dobrze, ale z ojcem bez zmian. Gratulowała mi udanego wernisażu i kazała was pozdrowić – odpowiedziała; nie napisała matce, że Barry tak rzadko utrzymywał z nimi kontakt, bo nie chciała jej martwić ani wpędzać brata w kłopoty. – Powinieneś do niej napisać. Zapewnić, że wszystko u ciebie w porządku. Na pewno się martwi, o nas wszystkich – dodała po chwili, uznając, że najlepiej byłoby, gdyby to właśnie Barry sam napisał do matki na temat tego, jak mu się wiodło w życiu.
W święta pewnie powinni wszyscy udać się do rodziców, ale nie wiadomo, jak to wyjdzie w obliczu tych wszystkich komplikacji. I szczerze mówiąc, Lyrze także dziwnie było sobie wyobrazić przy jednym stole oboje rodziców (po raz pierwszy od tylu lat) oraz całą ich trójkę, prawdopodobnie wraz z Glaucusem i narzeczoną Barry’ego. To była niemal abstrakcyjna wizja.
Jeszcze przez dłuższą chwilę siedziała tak, pozwalając, by wiatr mierzwił lekko jej włosy. Minuty mijały, ale czuła się coraz lepiej. Na jej policzki znowu wróciły kolory i nie kręciło jej się w głowie, więc chwilę po Barrym także się podniosła.
- Już mi lepiej, chyba już wrócę do domu – powiedziała, po czym zapewniła jeszcze: – Dam sobie radę, nie musisz wracać tam ze mną.
Przygładziła materiał płaszczyka i upewniła się że schowała różdżkę.
- Pisz do mnie czasami. Nie chcę, żeby było, że zobaczymy się dopiero w święta – poprosiła na odchodne, po czym pożegnała się z bratem i zdeportowała się.

| zt. x 2






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Jezioro   24.03.16 22:01

/połowa listopada


To nie jest idealny zakątek na romantyczny piknik. Na szczęście. Selina nie zniosłaby tego, gdyby wszystko wskazywało na to, że właśnie są na czymś podobnym, mimo że szkocka, trzymana pod pachą jej towarzysza, mogła na to wskazywać (choć w nieco bardziej buntowniczym wydaniu). Nie odzywała się odkąd opuścili teren stadionu, ciągle nieco spięta faktem, że jej koledzy z drużyny, zaraz po tym jak minął im szok, tak szeroko się uśmiechali, żegnając ją, gdy ta uciekała przez natłokiem komentarzy i pytań, które mogły się posypać, gdyby stała tam choćby chwilę dłużej. A nie miała zamiaru na nic z tego odpowiadać ani tym bardziej tego znosić! I kiedy nie patrzyła zbyt namolnie na swojego kompana, a tylko zerkała na niego od czasu do czasu, czy oby na pewno idzie w ramię obok niej, tylko odrobinę czuła czającą się w niej złość, że powodem jej zażenowania jest właśnie jego osoba. Bo co on sobie myślał, żeby tak ją napadać po treningu?! Cholerna Harriett, jak mogła ją zdradzić?! I co on tutaj robił, co? Oczywiście, pamiętała o spotkaniu, które mu (prawie) obiecała niespełna miesiąc temu, ale żeby tak...
Zaraz, czy jej się wydawało, czy on się uśmiechał pod nosem? Aż przystanęła, by na niego popatrzeć uważnie. Merlinie, on się z niej śmiał! Na pewno się śmiał! Jak mógł?! Wściekłość naszła ją od razu, nawet nie czekając na analizę sytuacji.
-Co cię tak bawi, Mastrangelo?-rzuciła w jego stronę z przekąsem, chwaląc się wiedzą na temat nazwiska, które zdradziła jej kuzynka, skoro on przedstawił jej się dotychczas tylko imieniem. Była nieco zaskoczona tym, jak dziwnie brzmiało to w jej ustach, przyzwyczajona do wypowiadania Leonardzie za każdym razem, gdy chciała go przywołać do porządku. To było odpowiednie wtedy. A teraz? Samo nazwisko sprawiało wrażenie takiej obcości. Ale... tak właśnie miało być, prawda? Och, sama już nie wiedziała! Jakże nienawidziła go za te głupie imię i te wszystkie przeklęte dylematy z nim związane!
Zacisnęła więc nieco usta, wciągając nosem oddech, jakby zniecierpliwiona.
-Otworzysz w końcu tą butelkę?-zapytała, ciągle nieco cięta, zakładając ręce na klatce piersiowej. Nawet nie zauważyła kiedy tu zaszli. Najwyraźniej podświadomie lepiej piło jej się nad wodą. Ale... zaraz, to nie tak miało być. Pije się kiedy nie chce się odpowiedzieć na pytanie. A ona nie miała zamiaru poddawać się tak zaraz na samym początku.-Odnowiłeś znajomość z moją kuzynką?-zagadnęła neutralnie, pijąc nie tylko do tego, że na pewno to od niej wyjudził informacje na temat jej pobytu, ale także do tego, że widziała ich razem na wernisażu. Ciekawa była ich relacji.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo http://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 http://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo http://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 http://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
malarz, brygadzista
35
Półkrwi
Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
8
15
1
0
0
0
0
8
Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Jezioro   26.03.16 23:00

To był i d e a l n y plan.
Po prostu doskonały. Oczywiście w życiu się nie spodziewałem, że wypali. Wręcz przeciwnie, byłem święcie przekonany, że pcham się z motyką na słońce, które to na orbicie pewnej Osy świeci wręcz morderczym blaskiem. Rozważyłem doprawdy całe mnóstwo scenariuszy, co też może się stać. Krzyki, bicie, kopanie, zaklęcia, rozbita na ziemi butelka naprawdę dobrego trunku, na Merlina, rozbita na mojej głowie! Jednak im bardziej szalony był ten pomysł tym bardziej mi się podobał. Nie wiem do końca dlaczego, być może przez fakt, że mogłem jej tym samym udowodnić, że moje słowa o spontaniczności i wariactwie wcale nie były beznadziejnymi mrzonkami, które serwowałem jej, bo pasowały mi do okoliczności. Chyba chciałem jej coś udowodnić, ale motywacja nie jest istotna. Wymyśliłem, co zrobić, z małą pomocą pewnej dobrej duszy udało mi się ustalić, kiedy kończy trening i stało się. Oczywiście mogłem pojawić się pod jej domem, wszak swój adres w Dziurawym Kotle wypowiedziała nader głośno. Postanowiłem mimo wszystko nie używać od razu ukrytego w rękawie asa oraz niezbyt mocno naruszać jej prywatnej przestrzeni.
Starczy mi satysfakcja z jej milczenia, od kiedy tylko opuściliśmy teren stadionu Os. Na co dzień zadziorna, nieprzebierająca w słowach Lovegood pozwala na zapanowanie między nami ciszy, niezwykłe. Bardzo prawdopodobne, że chciała mnie wprowadzić w zakłopotanie, niestety niezbyt jej się to udało. Uśmiecham się pod nosem, co widocznie stanowi dla niej idealny pretekst, aby na reszcie móc mnie zrugać. Pewne rzeczy się widocznie nie zmieniają.
- Po prostu nie mam z czego się smucić, to bardzo dobry powód - odpowiadam wesoło. Zauważam też, że Selina odrobiła pracę domową i zwraca się do mnie nazwiskiem. W jej ustach, rzucone takim tonem, brzmi doprawdy uroczo. Sprawia to, że uśmiecham się jeszcze szerzej, czym zapewne jeszcze bardziej ją irytuję.
- Masz rację, dobry alkohol musi odetchnąć przed piciem. - Jednak nim rzucam się ku otwarciu butelki sięgam do torby, którą zarzuciłem przez ramię. Wydobywam z niej koc, nie ten stary, na którym to oglądałem nocne niebo na dachu kamienicy, ale dokładnie tak samo wyglądający. W końcu nie będziemy siedzieć na zimnej ziemi. Rozkładam go na ziemi kawałek od szarej tafli jeziora, po czym szarmanckim gestem (zapewne go nie doceni) zapraszam ją do zajęcia miejsca. Dopiero potem siadam sam, otwieram butelkę i stawiam między nami. Więc to pytanie mam traktować, jako wstęp? W porządku.
- Nie do końca. Sama do mnie wpadła krótko po naszym spotkaniu i tak, to ona zaprosiła mnie na wernisaż - mówię, chcąc wytrącić jej z rękawa kolejne, nic niewnoszące pytanie. Teraz moja kolej. - Wstydziłaś się mnie przed kolegami? - Unoszę pytająco brew. Cóż, nie mogłem się powstrzymać.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Jezioro   27.03.16 0:03

Ostatnie, co zachowałoby moją godność przed wścibskim nosem Jonesa i spostrzegawczym okiem Avery'ego to robienie jakichkolwiek scen. Jakkolwiek nagły widok wysokiej sylwetki na horyzoncie jej nie zaskoczył - w końcu do momentu, gdy nie poznała rys twarzy, nie uważała, by zbliżająca się postać dotyczyła jej w jakikolwiek sposób - nie mogła przecież okazać, że ktoś śmiał zrobić coś wbrew jej woli i tym samym zagrać jej na nerwach, prawda? To Lovegood ustalała zasady, stąpała twardo po ziemi i nie poddawała się innym. I idąc z tą myślą, powinna Mastrangelo wykląć. Wyśmiać. Odesłać z kwitkiem, napawając się emocją pojawiającą się na jego twarzy. To wszystko było w zasięgu jej możliwości, ale nie była zdolna do wykonania podobnej akcji. Zamiast tego postanowiła udać, że nie było w tym nic dziwnego, jakkolwiek nie zrobiłoby jej się gorąco. Zabrała swoje manatki z nieokreśloną miną, wzruszając ramionami na oniemiałe miny kolegów. Zatkała sobie myślami uszy, nie słysząc ich komentarzy. Każdy krok, który pokonali w ciszy, był momentem, gdy w głowie jej wirowało od natłoku scenariuszy, które mogły się wydarzyć. Z każdą sekundą wyobrażała sobie, jak obraca się na pięcie. Zrobiła to już tysiąc razy do momentu, gdy doszli do jeziora. Ani razu na prawdę. Nawet nie próbowała analizować jak on odbiera to milczenie, zbyt pochłonięta własnymi procesami.
Ten uśmiech tknął ją do tego, by jednak rozważyć zrealizowanie misternego planu. Zamiast tego wybuchnęła złością. O ileż większą, gdy usłyszała odpowiedź. Skrzywiła się, zirytowana tym jego głupkowatym nastrojem. Ostatnio rozmawiali w całkiem innym humorze. Skąd u niego te drażniące skowronki?
-To brzmi cholernie smutno.-osądziła więc, byleby mu dopiec. Brzmiał jak człowiek uzależniony od rozpaczy, w którego rutynie po raz pierwszy zaistniała niekrzywdząca obojętność, którą przyjął z wdzięcznością. Tylko tyle wystarczyło, by go zadowolić? Co, jeśli na horyzoncie pokaże się coś lepszego?-I to tłumaczy twoją niepoważną minę?-dopytała, nie mając zamiaru zostawić na nim suchej nitki, by nie myślał, że ujdzie mu to tak kompletnie bez konsekwencji.
Bez wątpienia był szalonym człowiekiem, bo jego rozszerzający się uśmiech nie miał absolutnie żadnego wytłumaczenia. Co on się tak skirzy?!
-To nie wino.-zauważyła, ciągle niezadowolona, zerkając pod jego pachę, na butelkę. Whisky nie potrzebowała wietrzenia według jej wiedzy. Ale nigdy nie była specjalistką. Wyglądało na to, że w niedługim czasie sporo się nauczy na temat alkoholu.
Zmarszczyła brwi, dopiero teraz dostrzegając, że na ramieniu ma przewieszoną torbę, z której zaczął wyciągać koc. Szok ustąpił panice. Był perfekcyjnie przygotowany. Prawie poczuła, jak pocą jej się ręce, a kolana uginają się, gotowe do gwałtownego zrywu i ucieczki.
-Nieźle to sobie przemyślałeś, co?-zauważyła, nie mając zamiaru zbyt długo dawać mu przewagi i postanowiła wrócić do pewnego siebie tonu, mimo że czuła się kompletnie wytrącona ze swojego bezpiecznego miejsca. Westchnęła, unosząc głowę do góry, patrząc na niebo. Noc zapadała szybko, szczególnie o tej porze roku. Czuła się nieco jakby wróciła do czasów szkoły, gdy siadywali w podobnych miejscach pod nieboskłonem. Zrezygnowana, nieszczególnie zachwycona i ogólnie nie pod wrażeniem czegokolwiek, postanowiła, że nie będzie upartą kozą tym razem, i może skorzystać z kawałka koca. W momencie, gdy usadowił się zaraz obok niej, przełknęła ciężko ślinę i pożałowała tego w jednej chwili. Była gotowa poderwać się na równe nogi i wrócić do stania w bezpiecznej odległości. Była jednak dorosłą, dojrzałą kobietą. Dlatego bardzo sugestywnie odsunęła się na drugi koniec koca. Szkło pomiędzy nimi stanowiło bezpieczny przerywnik. Odetchnęła w myślach.
-Tak utkwiło ci ono w pamięci, że nim odmierzasz czas?-nie mogła się powstrzymać, nawet nie zdając sobie sprawy co właściwie sugerowała. Zacisnęła lekko usta, czując zdradę. Nie po to pozwoliła sobie przez nią wybrać suknię, by potem paradować w niej samotnie po terenie galerii, niczym łup dla wygłodniałych rekinów.-To najgłupsze pytanie na świecie.-oceniła bezlitośnie, kryjąc speszenie. Czytał z niej jak z otwartej karty. Niedobrze. Prychnęła dla dodatkowego efektu.-Musiałabym mocno brać do siebie twoją osobę, by przez ciebie odczuwać wstyd. Och, i - zaraz - czy czasem pycha nie ograbia mnie z podobnych uczuć?-rzuciła złośliwie, przypominając sobie przytyki, jakimi rzucał w jej kierunku ostatnio. Była pamiętliwa. Oczywiście, że tak!
Odchyliła się nieco do tyłu, podpierając się dłońmi za sobą.
-Zaraz.-wpadła nagle na coś, zrywając się prawie do pionu.-Ty chyba nie masz żadnych zamiarów co do mojej kuzynki, że tak znowu się nią interesujesz?-zapytała podejrzliwie, patrząc na niego uważnie. Chyba nie próbuje wykorzystać jej żałoby i otrzeć jej łzy po mężu? Nie ma mowy, by pozwoliła mu na to![/b]






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo http://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 http://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo http://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 http://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
malarz, brygadzista
35
Półkrwi
Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
8
15
1
0
0
0
0
8
Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Jezioro   04.04.16 22:24

To wcale nie tak, że moim celem było tylko i wyłącznie zagranie jej na nosie, ukazanie swojej przebiegłości i wyższości. Nie potrzebowałem umacniać swojej samooceny jej kosztem, nie jestem tego typu facetem. Przede wszystkim wciąż chciałem ją namalować. Pamiętałem doskonale jak wyglądała w dniu pogrzebu. Okoliczności niezbyt fortunne, ale podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Mogę się pochwalić raczej sporym ładunkiem cierpliwości, więc nie zrażam się szybko, dlatego właśnie Lovegood musi mnie znosić. Owszem, mogłem kulturalnie przedstawić się na początku, złożyć jej propozycję namalowania portretu i cierpliwie czekać na odpowiedź. Twierdzącą lub przeczącą, w zależności, jakie wrażenie bym wtedy na niej zrobił. Ale nie tego chciałem. Taki obraz byłby tylko jednym z wielu zwykłych portretów, ja chciałem aktu, a jeśli nie to obrazu posiadającego duszę. Nie osiągnąłbym tego nie znając ani trochę swojej modelki.
Dlatego męczę się teraz z nią, chociaż tak naprawdę bawię się całkiem nieźle. Jej niekończące się oburzenie moją osobą i próba podkopania wszystkiego, co robię zapewniają mi duże pokłady rozrywki. Na przykład w tym momencie. Dlaczego niby to było smutne? Czy fakt, że potrafię czerpać radość z wszystkich drobnych rzeczy, a nie chodzić przytłoczony ciężarem życia było złe? Czasem nie rozumiem jej pokrętnej logiki. Nie pytam jednak, bo jeszcze potraktuje to jak początek naszej gry.
- Chciał odpowiedzi, więc ją dostałaś. To twój interes, czy ją akceptujesz, czy nie. Innej nie będzie - mówię pogodnie, tłumacząc jednocześnie, że po prostu nie zawsze dostanie to, czego chce. Zwłaszcza ode mnie.
- Ale whiskey to nie zaszkodzi. - Być może rzeczywiście ma rację, ale sam nie jestem pewien, więc pozostawiam tę kwestię otwartą, nie wdając się w głęboką polemikę. Całkiem niedawno żłopałem wszystko jak leci, niezbyt się przejmując, co piję i jakie ma to walory, czy też jak się z tym obchodzić. Teraz chcę to zmienić, czuć smak alkoholu, który piję, rozkoszować się nim tak samo jak innymi małymi rzeczami, dzięki którym powoli sklejam swoje życie do kupy. Oczywiście akceptowalnym odstępstwem od normy są spotkania z Benem inaczej nazywane libacjami lub po prostu tradycją.
Jej pytanie sprawia, że unoszę brwi ku górze. Czy sądziła, że tak spontanicznie wpadnę, żeby porwać ją z treningu? Czy fakt, że zabrałem ze sobą butelkę już o czymś nie świadczył? Jeśli już coś robię to wolę mieć to jako tako przemyślane. Nie wiem jak ona, ale nie przepadam za siedzeniem na zimnej ziemi w środku listopada. Istnieje coś takiego jak pęcherz, podobno łatwo przeziębić.
- Przezorny zawsze ubezpieczony - rzucam tylko z niezmywalnym uśmiechem. Proszę, jeszcze nie zaczęliśmy grać, a już bawię się przednio. Być może czeka nas naprawdę absorbująca rozmowa. Tym bardziej, że Selina wyrzuca z siebie pytania prawdziwymi salwami, więc nie mam nawet czasu na przemyślenie, a co dopiero na wypowiedzenie odpowiedzi. Cierpliwie czekam aż skończy, chcąc odpowiedzieć po kolei, ale tak absorbuje mnie jej ostatnie przemyślenie, że odstawiam je na bok. Zamiast tego wybucham gromkim śmiechem, że aż muszę złapać się za brzuch. Dawno nie roześmiałem się tak szczerze i tak wesoło. To był doskonały pomysł, żeby się z nią spotkać, istna komedia w trzech aktach, a to dopiero początek.
- Na Godryka, Selino jak ty na to wpadłaś? - Nie ukrywam, że głos jeszcze trochę mi drży od rozbawienia. - Odświeżyliśmy dobrą znajomość i to wszystko. Czy w twoim świecie wszyscy muszą mieć jakieś ukryte zamiary? Przyjaźniłem się z Harriett, gdy byłem żonaty, więc... - urywam w pół słowa, zaskoczony własnymi słowami. Nie chciałem tego powiedzieć, nie teraz. Ta myśl bezwiednie sprawia, że czuję się uderzony pięścią w żołądek. Odruchowo chcę sięgnąć po butelkę, ale powstrzymuję się, bo wiem, o co zaraz zapyta, więc napiję się wtedy.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Jezioro   04.04.16 23:21

Może dobrze, że nie znała jego prawdziwej intencji. Zapewne zakręciłaby to w ten sposób, że uznałaby, iż próbuje zaskarbić sobie jej zaufanie, by ją wykorzystać i odsłonić przed światem - obnażyć na wszystko, co rzeczywistość dla niej szykuje, okrutnie wystawiając na brak poklasku i ocenę. Również swoją. Ale wtedy mogłaby to wszystko uciąć drwiną, prawda? Czy naprawdę myślał, że spotykała się z nim z jakiegoś innego powodu poza nudą? Obudził w niej źdźbło ciekawości, to była jej zachcianka, nic więcej. Wszystko, byleby to jej było na wierzchu. Żeby tylko wyszła z uniesioną brodą i obronną ręką. Honor ponad wszystkim. Miała na wszystko wytłumaczenie, które nie strąciłoby jej korony z głowy. Czy był więc sens grania z nią w pytania, na które z taką pewnością siebie potrafiłaby skłamać bez mrugnięcia okiem? Gdyby wiedziała, że wcale nie jest taka nieprzenikniona, z pewnością nie zgodziłaby się na odkrycie swoich sekretów. Ale była nietykalna, prawda? Sprytniejsza od reszty. Cwana jak lis. Były tylko jej korzyści, tak?
Zacisnęła usta, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Odwróciła wzrok, tracąc nim zainteresowanie. Przyglądała się chaszczom rosnącym wzdłuż dróżki. Nie uraczy go uwagą, dopóki złość jej nie przejdzie. O nie. Tylko kątem oka zerknęła dla niego, gdy stwierdzał, że powietrze nie zaszkodzi temu alkoholowi. Pewnie nie. Wzruszyła więc obojętnie ramionami. Była szczerze obrażona, bo zasady tej zabawy definitywnie jej nie odpowiadały. Jak miała zrozumieć jego odpowiedź, skoro nie chciał wyjaśnić?
A podobno lubił spontaniczne działania, ha!
-Więc jednak rozsądny.-powiedziała z pewną satysfakcją, dobrze pamiętając, jak wypominał jej brak szaleństwa. Wyciągnęła przed siebie nogi, bezmyślnie kołysząc stopami na boki i przyglądając się czubkom swoich butów z zaabsorbowaną miną. Nie odpowiedział jej. Udała, że nie zauważyła, bo powoli robiło się to normą. Lepiej, by znalazła na to sposób, bo doprowadzi ją do szału.
Wzdrygnęła się jak oparzona, gdy zaczął się śmiać. Spojrzała na niego z czystą pretensją, że śmiał coś podobnego zrobić, kompletnie nie rozumiejąc jego powodów. Przecież była poważna! Prychnęła, momentalnie wchodząc w postawę obronną. Prawie się zapowietrzyła.
-Tak, to jak wytłuma...-zaczęła uniesionym głosem, ale zaczął jej odpowiadać, więc uciszyła się, dając mu moment na wyjaśnienia.-Żyjemy w tym samym świecie.-przypomniała mu, sycząc gniewnie. Oczywiście, że każdy miał zamiar. Nikt nie był bezinteresowny. Ona nie była, a czyją miarą miała mierzyć, jeśli nie swoją? Początkowo nie doszły do niej te słowa i nie rozumiała dlaczego tak nagle przerwał. Dopiero po chwili przenalizowała co właśnie usłyszała.
-Jak to: byłeś żonaty?-zapytała, bardzo dokładnie artykułując swoje pytanie, jakby instynktownie sięgając po butelkę, którą zaraz obejmuje rękoma i przytula do siebie, chcąc dać mu znać, że nie da mu przed nim uciec. Otwarcie sprzeciwia się przeciwko tym zasadom, które za niedługo mogą się okazać dla niej niewiarygodnie wygodne.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo http://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 http://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo http://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 http://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
malarz, brygadzista
35
Półkrwi
Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
8
15
1
0
0
0
0
8
Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Jezioro   18.04.16 20:06

Jak mało jej wystarczyło. Strzępek informacji, delikatne, mało istotne odstępstwo, a już odbierała mnie całkowicie inaczej. Doprawdy tylko ona mogła postąpić w ten sposób. Czy to, że przygotowałem koc oraz zabrałem butelkę z whiskey czyniło ze mnie najrozsądniejszego człowieka na ziemi? Przecież w życiu chodzi o to, aby łączyć sprzeczności, dwie skrajne natury. Poszukiwać tego legendarnego złotego środka, który moim skromnym zdaniem ma naprawdę znikome szanse na istnienie. Widocznie w życiu panny Lovegood nie było miejsca na żadne półśrodki, odcienie szarości. Wszystko było po prostu czarne i białe, rozdzielone wyraźną granicą, chociaż według jej mniemania bardzo łatwo było zmieniać te strony. Przynajmniej dopóki wszystko jej pasowało.
Nie wiem jakim cudem jeszcze próbuję się z nią dogadać, przecież nasze poglądy tak znacząco się różnią. Nic tylko dopasowuje mi normujące łatki, chowa do odpowiednich szufladek, aby po chwili z łatwością je zmienić. Przed chwilą uznawała mnie za wariat, a jeden drobny szczegół sprawił, że byłem już człowiekiem rozsądnym. Nie do końca nadążałem za tymi zmianami. Być może właśnie w nich tkwił cały ten urok jej osoby. To twarde stąpanie po ziemi jedynie skrywało wewnętrzne rozgmeranie, a notoryczne, wręcz nałogowe nakładanie wszystkim nalepek było tylko usilną próbą posprzątania rosnącego bałaganu?
- Skoro tak mówisz - rzucam tylko, wbrew pozorom trochę jej przecząc tym lekceważącym stwierdzeniem. Chciałabym po prostu zatrząść trochę jej światem, strącić ją z jej własnego piedestału, aby zobaczyła wszystko z innej perspektywy niż jej własna. Być może to było zadanie karkołomne i niemożliwe do wykonania, ale nadzieja to przecież matka głupich. Niektórzy uznają ją też za kochankę odważnych, więc czemu z tego nie skorzystać?
Nie zdziwiło mnie, że nie spodobała się jej moja reakcja. Zapewne powinienem potraktować ją jak najpoważniej i skrupulatnie odpowiedzieć na wszystko. Musiałem jednak ukazać jak niedorzecznym tokiem rozumowania pobiegły jej myśli. Ja i Harriett? Czy nie widziała jak karykaturalnie malował się ten obrazek? Już z samym Benem stanowili dosyć niespotykaną parę, a teraz jeszcze ja?
- Odnoszę wrażenie, że jednak jestem z innej planety. - Chociaż zapewne to wina naszych percepcji. Oboje przeszliśmy w życiu inne rzeczy, spotkaliśmy innych ludzi, a to wszystko ukształtowało nas zupełnie inaczej. Wystarczy spojrzeć na przykład na sposób, w jaki postrzegamy Jaimiego. Dla mnie była to jedna najlepszych osób, zdecydowanie najbliższa, na pewno nie idealna, z wadami, które kuły w oczy, ale przez to bardziej ludzka. Natomiast dla niej to był tylko irytujący pyłek na nieskazitelnej płycie jej życia.
Pożałowałem, naprawdę pożałowałem tego omyłkowego chlapnięcia. W życiu nie miałem zamiaru się dzielić z nią teraz, a może nawet w ogóle, tą informacją o ślubie. Ta historia wciąż była niezasklepioną raną na moim sercu, mimo której próbowałem żyć i posuwać się powoli do przodu. Wychodziłem na prostą, ale nadal daleko było do tego życia przed. Takie omyłkowe wygadanie się przed nią było czystym strzałem w kolano i mimo niegasnącej nadziei, że uda mi się z tego wykaraskać, czułem jak moje szanse na to topnieją. Zignorowałem jej pytanie wyciągając rękę po butelkę. Mieliśmy zasadę, jeśli nie chcę mówić to piję, mam zamiar ją wykorzystać.
- Oddaj - mówię tylko kiwając palcami w geście oczekiwania. Nie puszczę pary z ust, nie wyciągnie tego ze mnie.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Jezioro   20.04.16 14:17

To, jak ludzie patrzyli na siebie i byli widziani przez innych, często było kompletnie odmienne. Sprawa komplikowała się tym bardziej, im głębiej się dochodziło w poznawaniu drugiej osoby. Nagle cechy, które się odkryło, okazywały się występować tylko w określonych warunkach, pojawiały się przywary, które były kompletnym przeciwieństwem tego, jak określiło się daną personę na początku. Wrażenia zmieniały się z każdym momentem i ciężko było stwierdzić czy poprzednie spojrzenie było fałszywe czy też było po prostu kolejną wypadkową, która tworzyła złożony obraz drugiego człowieka. Selina nie miała w sobie takiej wyrozumiałości, pokory i na tyle otwartych oczu by bez żadnych skuch uczestniczyć w tym całym procesie identyfikowania. Mimo wszystko potrzebowała w pewnych przypadkach złapać się stałych, mocnych filarów w formie czyichś cech, by nie błądzić w obłokach chaosu. Prowokowała nieco swoimi płytkimi domysłami, by zmusić swojego rozmówcę do zareagowania na jej słowa - czasem mogła spotkać się z mocnym sprzeciwem, czasem z usprawiedliwieniem lub intencją. Jakkolwiek nie byłaby arogancką osobą, potrzebowała w pewnych kontaktach sprecyzować co się właściwie między nimi działo. Ale i tak poruszała się w chaosie - własna reaktywność, emocje, zmienna w formie kompletnie nieprzewidywalnej drugiej osoby... i jej poprzednie doświadczenia, które interweniowały w jej percepcję, często spychając ją do abstrakcyjnych działań.
Leonard Mastrangelo dostał już sporo łatek. Był szalony, ale rozsądny, irytujący, definitywnie zbyt prostolinijny, a jednak podstępny, spokojny i wyważony, choć często okazujący spory temperament, wrażliwy (na sztukę! nic innego!), a ciągle silny i dominujący, pogodny, często poważny i zamyślony, jakby trapiło go coś, co trawi go od środka, a nie chce o tym mówić, a mimo to kompletnie otwarty i szczery, bezczelny, dojrzały, niepoważny ze swoim poczuciem humoru, bez wahania wyrażający troskę i gniew, a w innych sytuacjach powściągliwy, szukający wrażeń, a jednocześnie nieporuszony, pokorny, ale mocno stąpający po ziemi. Budził sporo frustracji. Czy on naprawdę nie mógł się zdecydować jaki właściwie był? Co za denerwujący człowiek!
Jej początkowa satysfakcja została kompletnie zdmuchnięta przez jego stwierdzenie. Zrelaksowany, prawie pogodny wyraz twarzy został zastąpiony przez ostre rysy i zmarszczone czoło. Prychnęła.
-Tak właśnie mówię.-powtórzyła się, próbując wymusić na nim cechę, którą mu przypisała. Chciała, by jej słowo było tutaj ostatnim. Nie wyprowadzi ją z tego poważania! Musiałby się bardziej postarać, by wypluła swoje słowa.
Oczywiście, że dostrzegała jak Harriett wyglądała z Benjaminem. Nie przeszkadzało jej, że blada, drobna, blondwłosa piękność stała u boku opalonego, postawnego brodacza. Tak długo, jak o nią dbał, Selina robiła wszystko, by na jej twarz nie wypłynął uśmiech, gdy patrzyła na tą dwójkę. Lubiła słuchać jak jej kuzynka wypowiadała się o swojej miłości. Te momenty, gdy ją odwiedzała, a wspólne chwile zaburzał wtargnięciem Wright wcale nie były w jej oczach złe. Nie zawsze jej były kompan z boiska był kimś, na kogo dostawała reakcji alergicznej. I dostrzegała pewne podobieństwo między smokologiem a brygadzistą. Ich wygląd zewnętrzny był podobny. Mogliby być braćmi, a ich więź sugerowała podobne spostrzeżenia. Mógłby być zamiennikiem, substytutem, gdy zabrakło drugiego składnika. Teraz, gdy półwila straciła męża... Selina byłaby w stanie usunąć się w cień, byleby tylko znowu na jej twarzy pojawił się uśmiech. W końcu to nie byłby pierwszy raz, gdy robiła coś podobnego, prawda? Choćby fakt, że pierwsza miłostka obu blondynek summa summarum była spełniona tylko dla jednej z nich. To chyba nie byłoby takie złe, gdyby Leonard stanął u boku drugiej Lovegoodówny. Przecież nie czuła do niego żadnego przywiązania. Czy jej tok myślowy naprawdę był taki abstrakcyjny?
Jego stwierdzenie ją ukuło. Wyczuła w tym pogardę. Zacisnęła więc usta i tylko odsunęła się od niego dalej, nie mówiąc ani słowa. Zignorowała jego wyciągniętą dłoń, zamiast tego odkręcając butelkę i przechylając ją, gdy zbliżyła do swoich ust. Upiła trochę, mrużąc oczy, gdy język poczuł ostry smak. Wstała, jakby już przeczuwając, że zechce po nią sięgnąć.
-Ja też jakoś nie jestem w nastroju do rozmowy.-wyznała, zbierając się do góry, by odejść na kilka kroków.-Po co mnie właściwie tutaj wyciągnąłeś, co?-zapytała, bez kozery przepuszczając na niego atak. Bardzo proste równanie. Abstrakcyjne czuła potrzebę wzniesienia obrony, mimo że przecież to nie ona miała się teraz odkrywać. Odwróciła się w jego stronę i patrzyła wyczekująco, raz jeszcze mocząc usta w alkoholu.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo http://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 http://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo http://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 http://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
malarz, brygadzista
35
Półkrwi
Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
8
15
1
0
0
0
0
8
Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Jezioro   29.04.16 22:20

Opisz Selinę Lovegood w trzech słowach. Nie da się.
Nie można opisać czegoś, czego nie określają żadne słowa. Pewne zjawiska są zbyt obfite w sprzeczności, aby można oddać je mówiąc o nich. Żywioły, jakie są można zobaczyć. Zarówno w nich samych, jak i tym, co po sobie pozostawiają. Nie charakteryzuje się ich bezsensownie słowami. Od tego są krajobrazy zniszczeń. Dlatego malowałem. Chciałem wyrazić to, co uważane jest za niewyrażalne. Idąc tym tropem, właśnie dlatego chciałem namalować ją. Selina była niemożliwa do scharakteryzowania, odziania w jakiekolwiek miary czy ramy, chociaż sama narzucała je wszystkiemu i wszystkim. Doprawdy niezwykłe, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się spotkać kogoś o takim wachlarzu cech. Dla bliskich ciepła i empatyczna, a dla wybranych, dla mnie, oschła i zimna. Wykazująca się niezwykłą ciekawością, ale potrafiąca odgrywać lekceważącą. Niemożliwie wręcz pamiętliwa, z drugiej strony bez problemu zastępowała jedne informacje drugimi, jak gdyby te pierwsze w ogóle nie istniały. Niezwykle pewna siebie, a jednak z tym błyskiem zagubienia w oczach. Przecież tego wszystkiego, czego jest zresztą znacznie więcej, nie da się po prostu opowiedzieć. Czasem słowa to po prostu inwalidy, zawodzą nas, nie pozwalają wyrazić, co czujemy. Nasuwa mi to oczywiste skojarzenia z inną kobietą, której też nie umiałem opisać w normalny sposób. Spycham jednak zaraz te myśli w najgłębsze czeluści siebie. Skupiam się natomiast na tej towarzyszącej mi w tej chwili. W dodatku widocznie niezadowolonej z mojej odpowiedzi.
- Nie śmiem się przecież sprzeczać. - Unoszę ręce w geście poddania się, ale tym bardziej tylko podkreślam to, że wcale nie myślę tak jak ona. Cóż, sam tylko dolewam oliwy do ognia, prowokuję los i ją przy okazji. Dlaczego? Sam nie jestem do końca pewny. Wiem, że to z mojej strony wkładanie ręki do ula, ale nie umiem się oprzeć. Im bardziej się złości tym szczersza jest, słabiej chroni się za swoją ułożoną maską pokazywania tego, czego chce, a pokazuje wszystko. Więc chyba w moim szaleństwie istnieje pewna metoda.
Obraziła się? Nie możliwe. Przecież zasady naszego układu były nieskazitelnie jasne. Pytanie - odpowiedź, nie chcesz mówić to pijesz. Czy uważała, że skoro nie chcę mówić to kończę grę? Przyglądam się Selinie, gdy wstaje i nie wiem, co robić. Znów przechodzi do ofensywy. Zawsze tak robi, kiedy czuje się zagrożona, zdążyłem zauważyć ten mechanizm. Tylko z jakiego cholernego powodu tak się stało? Jestem poirytowany. Musi wszystko wywrócić do góry nogami, aby postawić na swoim. Co za niewdzięczna kobieta! Chce odpowiedzi? To zaraz je dostanie. Wszystkie. Podnoszę się gładko z ziemi i staję przed nią z rękami skrzyżowanymi na piersi. Jest taka niziutka.
- Po co? Czy nie nakreśliłem jasno swoich zamiarów już wcześniej? Chciałem zrealizować naszą umowę, spotkać się, napić w miłym towarzystwie. - Nie mogę ukryć, że mój ton nabiera na gorzkości. - Oczywiście, gdy tobie coś nie pasuje to od razu wszystko przestawiasz. Selina Lovegood zawsze stawia na swoim. Więc proszę. Jeśli chcesz wiedzieć to byłem żonaty. Poznałem kobietę, która zawróciła mi w głowie. Sądziłem, że jest idealna. Że jest pieprzony aniołem, a była chyba z głębin piekła, bo roku małżeństwa doszła do wniosku, że je się znudziłem. - Wpatruję się w nią, chociaż moje myśli uciekły gdzieś daleko. - Wtedy ja zszedłem do piekła, wróciłem, ale nic nie jest już takie samo, rozumiesz? - pytam, ale nie oczekuję odpowiedzi. Klatka piersiowa unosi mi się szybko, jak gdybym przebiegł maraton, a nie streścił przed chwilą najgorsze chwile swojego życia. Zabieram jej więc bezpardonowo butelkę. Jej kruchy uścisk nie ma ze mną szans. Przysysam się do niej niczym do butli z tlenem, aby opróżnić prawie połowę. Cóż, nie bez kozery dzielę maratony z Benjaminem. Odwracam się od Lovegood, aby wbić spojrzenie w spokojną toń jeziora, licząc, że widok ten uspokoi sztorm, który rozpętał się w mojej głowie.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Jezioro   29.04.16 23:18

Jakoś nie potrafiła dostrzec tego, że każda chwila była dzielona - nie tylko ona ją wykorzystywała, ale także ta druga strona. Nie widziała tego, że jej spojrzenie było odbijane w oczach innej osoby. Nie słyszała własnych słów, a tylko te swojego rozmówcy. Była święcie przekonana, że wszystko jest jednostronne. Widziała siebie skrytą szczelnie w wysokim forcie, wyglądając z niego na nieznajomego, by go poznać i sprecyzować zamiary. Ślepo nie zauważała, że tak naprawdę to ona była tą mniejszą jednostką, stała na tej samej ziemi, na której jej towarzysz, a z każdym słowem dawała się obchodzić, obserwować i wolno odbierać oręż z ręki, naiwnie wierząc, że postraszenie arsenałem zadziała. Zamiast tego odkrywała się, fragment po fragmencie, w przekonaniu, że to ona dokonuje tej sztuki - sprytnie, niezauważalnie i bez ponoszenia ceny.
Zmrużyła oczy, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Usta zacisnęły się dodatkowo, ostrzegając przed słowami, które miały zaraz z nich wypłynąć. Moment przestrogi, jakby szansy na rekompensatę. Podważał jej słowa. Ale nie dawał jej pola do zaprotestowania. Mogłaby się powtórzyć - zgodzić się, ale on dalej trwałby w tym buntowniczym duchu. By wprowadzić go w szach, musiałaby zacząć mówić. Wytłumaczyć swoje stanowisko. Wyłożyć mu wszystkie karty i liczyć na to, że nie chowa asa w rękawie. Ne ufała mu na tyle. A powiedzenie pas uderzało w jej dumę. A bardziej patowa sytuacja nie mogła jej bardziej złościć. Przemilczenie czegoś wymagało u niej sporo samozaparcia. I definitywnie nie należało do rzeczy łatwych.
Walczyła ze sobą chwilę, w środku, w dosyć oczywisty sposób piorunując go wzrokiem za tak bezczelną zagrywkę, nie mówiąc jednak ani słowa. Do czasu.
-Mówisz tak, a myślisz coś innego.-uderzyła w niego oskarżeniem, wykładając mu niesprawiedliwość, niczym dziecko nie godzące się na podobne działanie wszechświata, mimo że było to na porządku dziennym.-Kłamca. Kpisz sobie ze mnie.-zarzuciła mu kolejne grzechy, odwracając wzrok i dumnie unosząc brodę. Oparła ją na ramieniu, nie obdarzając go choćby pojedynczym, przelotnym spojrzeniem.
Robiła zawsze to, co było dla niej wygodne. Dlaczego miałaby się powoływać na zasady, które ją ograniczały i kazały godzić się na niewiedzę, która miała dręczyć jej myśli? Jak mógł wysypać się z taką informacją, by chwilę później odmówić jej wytłumaczenia? Była roszczeniowa i zachłanna. Chciała zyskać jak najwięcej, samej nie oferując nic w zamian. Dlaczego miałaby się zobowiązywać do czegokolwiek innego? Był dla niej obcą osobą. Jeśli chciał korzystać z jej towarzystwa, to miała zamiar rościć sobie prawo do podobnych rzeczy. A ona? Nie była mu nic winna. Przecież nic nie obiecywała. A była tu... tylko z ciekawości, prawda? Bo co innego ją trzymało? Chyba nie głupia umowa ani butelka whisky?
Pokręciła głową, parskając nieco kpiąco, z irytacją. Jego wyższość tylko na moment wkradło w jej zachowanie lekkie zawahanie. Kontynuowała jednak dalej swoją gniewną tyradę, ignorując tknięcie w żołądku, gdy wstał.
-Tak, tak. Szlachetnie z twojej strony. Dotrzymać umowy. Pięknie.-drwiła, wywracając lekceważąco oczami.-Ale po co?-drążyła dalej, namolnie. Miłe towarzystwo? Czy on na głowę upadł? A mimo wszystko ukuł ją ten ton. Miała ochotę się odgryźć. Jak najszybciej. Odwdzięczyć się uczuciem, które w niej wywołał. Kolejne słowa wprowadziły ją w jeszcze większe napięcie. Nie mówił nic, czego by już nie słyszała. Dlaczego robiło to na niej wrażenie? Zdrętwiała, jakby nieco zszokowana tym nagłym atakiem z jego strony. Otworzyła usta. Chciała mu powiedzieć, by się udławił. Znalazł sobie kogoś innego do miłych spotkań. Zwyzywać od hipokryty. Od durnia. Poprzestawiać wszystko do góry nogami, odwrócić kota ogonem - wszystko, by zmyć domniemaną winę ze swoich dłoni. Leonard miał jednak tendencję do zamykania jej ust w nietypowy sposób. Zadawał jej cios i chwilę potem sam odsłaniał się na rewanż. Sam się jej podkładał, pokazując wrażliwą, zranioną stronę. Grał tak bardzo nie fair. Wywoływał w niej refleksję i wyrzut. Zastępował jej silne emocje i złość, tym nieokreślonym, irytującym uczuciem. Bezradnością. Miała skrępowane ręce. Wywiesiła białą flagę zanim potyczka zdołała się tak naprawdę rozegrać.
Na jej czole pojawiła się bruzda, wściekłość zmyła się z twarzy i pozostało na niej to, co wywołało gniew w pierwszej kolejności - jakaś abstrakcyjna obawa i zranienie. Klatka zrobiła się jakoś dziwnie cięższa, gdy w płuca napływał kolejny wdech, jakby coś ciężkiego leżało na jej piersi. Nie chciała tego balastu. Dlaczego ją tak obciążał? Ale, zaraz, czy nie tego sobie właśnie życzyła? Prawdy? Jego szczerość należała jednak do tych kompletnie rozbrajających. Była czysta. Bez zbędnych otoczek, idealnie w punkt. I do tego kompletnie zrozumiała.
Złagodniała. Nie protestowała, gdy odebrał jej butelkę, jakby jednoznacznie orzekając poddanie się. Przełknęła głośno ślinę, odwracając od niego wzrok. Nie chciała wpatrywać się w jego plecy. Nie odpowiedziała na jego pytanie. Nie mogła dać mu pocieszenia. Nie chciała nim być. Nie znalazłby w jej odpowiedzi komfortu - nie byłaby jego źródłem.
Pozwoliła ciszy trwać, ciągle stojąc w miejscu. Czy czas też się zatrzymał na ten moment?
-Pytania.-powiedziała nagle, chrypiąc nieco.-Myślałam, że masz do mnie jakieś pytania.-powtórzyła głośniej.-I ta butelka miała być tutaj narzędziem, tak? Jeśli miałeś zamiar ją całą wypić, to mogłeś wziąć dwie. Egoista.-stwierdziła nagle, tonem, który... miał wszystko naprawić, a jednak ciągle miał w sobie te cholerne oskarżenia.-No, oddaj. Łyk na odwagę i słucham. Nie przyjmuje sztampowych pytań, nie zanudź mnie.-kontynuowała neutralnym tonem, robiąc jednak pewne zastrzeżenia. Jakby nic się nie stało. A jednak coś się wydarzyło.
Wyciągnęła rękę. Prawie, jakby butelka miałaby być znakiem pokoju.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
 

Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17