Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hannah Wright

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hannah Wright
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright http://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani http://www.morsmordre.net/t5220-hania http://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b
Wytwórca mioteł
26
Półkrwi
Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
20
12
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Hannah Wright   23.08.17 22:09


Hannah Ginevra Wright

Data urodzenia: 17.01.1930
Nazwisko matki: Blackwood
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: ubogi
Zawód: wytwórczyni mioteł
Wzrost: 176 cm
Waga: 65 kg
Kolor włosów: bardzo ciemny brąz, przeplatany wypłowiałymi od słońca, jaśniejszymi pasmami
Kolor oczu: piwne
Znaki szczególne: -


Przyszła na świat w styczniu, kiedy szkockie jeziora skute były grubą warstwą lodu, a pola i lasy pokrywały wysokie zwały bielutkiego puchu. Mama mawiała, że temperatury spadały wiele kresek poniżej zera, mróz dał im w kość, ale nie narzekali na nieprzychylność natury — cieszyli się, że rodzina powiększyła się o kolejne zdrowe i silne dziecko. Pierwsze imię wybrała jej matka, drugie zaś odziedziczyła po niej, zgodnie z wolą nieustępliwego w tym temacie ojca. Nie imały się jej choróbska i dziecięce dolegliwości, a za czułość i troskliwą opiekę, jaką obdarzyli ją najbliżsi odwzajemniała się znikomą ilością wylanych łez i niemowlęcych grymasów. W domu młodzieńczą codzienność wypełniał wzajemny szacunek, radość i zabawa, której bracia nigdy jej nie odmówili, a proste życie szanowanej w okolicach rodziny Wright nie wykształciło w niej wygórowanych potrzeb i tęsknot za dobrobytem. Cieszyły ją rzeczy proste i błahe, radował każdy spadający płatek śniegu i przebiegająca tuż przed nosem wiewiórka, a bliskość rodzeństwa była nieodłącznym elementem każdego dnia. Łatwo przyzwyczajała się do obecności ludzi, była towarzyska, gadatliwa, pełna energii i pomysłów podsuwanych przez niezwykle bujną wyobraźnię. Jadła za dwoje, a nawet troje, co szybko stało się przedmiotem rodzinnych żartów i przezwisk, szczególnie Wielkiego Brata — Jamiego, który z biegiem lat został równie wielkim wzorem do naśladowania. Chadzała za nim krok w krok, jak irytujący cień, depcząc mu po piętach, wspinając się po jego — już nawet jako chłopca — silnych nogach, częstokroć spadając z łoskotem na ziemię, topiąc się w jego spuszczonych spodniach. Kiedy opuścił rodzinny dom i wyjechał do szkoły, pękło jej serce. Chatka z dnia na dzień stała się pusta, brakło wyzwisk od małych grubasów, a rzeczywistość utraciła kilka kolorów i zbędnych kilogramów. Niczym kula u nogi towarzyszyła mu w męskich zabawach podczas każdych kolejnych wakacji, nie bojąc się siniaków i zadrapań, za które złościła się mama, podejmując niebezpieczne dla kilkulatki wyzwania życia codziennego. To wtedy zrodziła się w niej głupia odwaga i upór w udowodnieniu całemu światu, że nie ma przeszkód nie do pokonania.


List do Szkoły Magii i Czarodziejstwa był długo wyczekiwanym zwrotem akcji. Ciekawa świata i nowych przygód, udręczona tęsknotą za ukochanym rodzeństwem przebierała nogami na Dworcu King's Cross, wyczekując chwili, w której ruszy w pierwszą tak ważną podróż swojego życia. Była tak zestresowana, że w pociągu nie odezwała się do nikogo ani słowem, zaciskając usta do czerwoności, z obawy, że palnie coś głupiego. Dopiero siedząc na stołku w Wielkiej Sali dała upust radości, gdy spadająca jej na oczy tiara przydzieliła ją do domu Godryka. Wiedziała, że znalazła się we właściwym miejscu. Znów była zjednoczona z braćmi, a sukcesy Jaimiego w sporcie zaraziły ją miłością do quidditcha. Pomimo setek godzin treningów, wielkiego wsparcia i olbrzymiej zawziętości nigdy nie udało jej się nawet zbliżyć do jego poziomu. Nie chciała się kąpać w blasku jego szkolnej sławy, ale poprzeczka przez niego pozostawiona, gdy opuścił Hogwart była nie do przekroczenia. Poradziwszy sobie z wielką presją, próbując sprostać stawianym jej oczekiwaniom dostała się do szkolnej drużyny na pozycję ścigającej, ale nie wyróżniła się pasmem sukcesów. Poza sportem przykładała się do nauki zaklęć i obrony przed czarną magią, która szła jej nadzwyczaj gładko, a w późniejszych latach uczęszczała również na starożytne runy, które ją pasjonowały i numerologię. Stała się ofiarą częstych szlabanów, które odbębniała z wyraźnie naburmuszoną miną — nigdy nie panowała nad ekspresją swojej twarzy — przez to, że była pyskata wobec profesorów, którym wydawało się, że zdołają ją utemperować; wdawała się w niepotrzebne awantury z czarodziejami, którzy nie pojmowali pojęcia równości, gnębili i obrażali uczniów uważanych za gorszych od nich samych. Była również uparta i nieugięta, a karę odbywała z dumą, wierząc w słuszność swoich racji, niekoniecznie stosowanych metod — zrozumienie chwil skrajnej głupoty przychodziło niestety z czasem. Arystokracji nie starała się omijać szerokim łukiem. Odważnie, czasem bezmyślnie konfrontowała się z nimi na każdym kroku, nie raz wysłuchując wyzwisk pod adresem mugolskiej matki, doświadczając upokorzenia i krzywdy, szczególnie w pierwszych trzech latach, kiedy sport nie był jeszcze jej mocną stroną, a jej gabaryty nieco większe. Pomimo licznych konfliktów pozostawała otwarta i radosna, niosąca pomoc wszystkim, którzy tego potrzebowali. Wolała słuchać kłopotów innych niż dzielić się własnymi problemami, bojąc się obarczenia bliskich odpowiedzialnością za nie. Zawiązane w szkole przyjaźnie okazały się na tyle trwałe, że przetrwały liczne burze i zawirowania świata dorosłych, w który wkroczyła z zadowalającymi wynikami ze wszystkich końcowych egzaminów i wybitnym z obrony przed czarną magią.


Nigdy nie ufała zbytnio słowom "nie da się" i "nie mogę", lecz pomimo starań nie przyjęto jej do żadnej drużyny quidditcha. Przełknęła gorycz zawodu, chwilowo tracąc wiarę we własne możliwości. Nie martwiąc żadnego z braci utraceniem jedynego planu na życie jakie kiedykolwiek miała, postanowiła pozostać w Londynie póki nie wypracuje nowego. Z pomocą przyszedł jej dziadek, u którego zatrzymała się "na chwilę", by uskutecznić wolno rodzące się, ostatecznie nigdy nie zrealizowane pomysły. Mający słabość do wnuków starzec przygarnął ją pod swoje skrzydła z radością, do samej śmierci uparcie wierząc, że to on, wszystkim co jej przekazał odpłacił się za opiekę i towarzystwo. Jej samej umknął moment, w którym przestała być tylko jego utrzymanką, zajmującą się zaniedbanym mieszkaniem przy Grimmauld Place, a stała nieodzowną pomocą w coraz słabiej prosperującym sklepie miotlarskim na Pokątej. Sprzątała, zagadywała klientów, gdy dziadek nie mógł ich obsłużyć i wykonywała proste rachunki, odciążając starego człowieka od mało wymagających obowiązków. Ale Domnall się starzał bardzo szybko, tracił werwę i serce do dzieła swego życia, a produkowanie nowych mioteł nie sprawiało mu już takiej satysfakcji jak dawniej. Hannah była zbyt młoda, by zrozumieć jego słabnące zaangażowanie i gasnący żar. Siejący chaos konflikt w świecie czarodziejów zmuszał rynek do natychmiastowej odpowiedzi. Gospodarka cierpiała, popyt stopniowo malał, a wieloletni klienci przestali wracać po coś, co na tamten moment przestało być ważne. Zmieniały się priorytety, przeciętni czarodzieje zamiast kupować nowe miotły odkładali złoto na czarną godzinę. Nikt nie wiedział, co przyniesie jutro. Terror Grindelwalda zmuszał do wyuczenia się przydatniejszych metod radzenia sobie w szarej codzienności. Lata świetlności sklepu już dawno minęły, a jego rozpad zachodził na oczach młodej czarownicy. Pracowała wytrwalej i ciężej, nie odstępując dziada na krok. Chłonęła wiedzę jak gąbka, w mig poznając magiczne rzemiosło, z czasem coraz odważniej proponując nowe, świeże spojrzenie na prowadzenie biznesu. Zaangażowanie przyszło samo, a jej upór i niezłomność nie pozwalały krewnemu porzucić tego, co budował całe swoje życie. Pomagała już nie tylko przy klientach, których było coraz mniej, lecz także przy produkcji, oddając całe serce światu, który przez przypadek stał się jej własnym.


Kilka długich lat zajęło jej względne opanowanie rzemiosła, którym członkowie rodziny Wright parali się od pokoleń. Zapach drewna i pasty stały się wyznacznikiem codzienności. Miotły, które tworzyła nie były jeszcze doskonałe, ale drobne błędy i niedociągnięcia motywowały ją do zmian. Nie zauważyła, że z czasem dziadek odsuwał się coraz bardziej, aż któregoś dnia otwarcie przyznał, że przekazał jej już wszystko, czego się w całym swoim życiu nauczył i nie jest jej już do niczego potrzebny. Nie wierzyła jego słowom. Stał się jej nauczycielem, mentorem, opiekunem, nieodłącznym towarzyszem w tej mozolnej podróży wśród kurzu, trocin i drewnianych witek. Tuż obok siebie miała tylko jego, jej życie towarzyskie prawie nie istniało, w sklepie było zbyt dużo pracy, aby mogła pozwolić sobie na wolny wieczór, a bracia od dawna taplali się w brudach dorosłości, nie mając dla niej tyle czasu co dawniej. Dlatego nie wierzyła, gdy dziadek oświadczył, że na stare lata wraca do domu, do Szkocji, a wszystko co ma wokół siebie pozostawia w jej delikatnych rękach. Nie była w stanie go powstrzymać, nawet nie próbowała. Pogodziła się z decyzją, z wielką radością i tęsknotą odpisując na wszystkie listy jakie jej przysyłał. A z czasem pisał coraz rzadziej; pismo stało się niechlujne, a język jeszcze bardziej prosty i niepoprawny. Odpowiadała mu jednak starannie, snując dumne opowieści o ponownym okresie świetności sklepu, który znalazł się na językach wielu czarodziejów. Historie nie trzymały się kupy, nie potrafiła kłamać, nie była jednak w stanie przyznać się, że pozostawił jej interes na skraju bankructwa. Nie przyznała się do tego też braciom, ani przyjaciołom, których wolała unikać, wiedząc, że prawda wymaluje się na jej zmęczonej twarzy w mgnieniu oka. Ledwie ciągnąc koniec z końcem pozbyła się zawartości mieszkania. Za marne grosze opchnęła meble i rodzinne pamiątki dziadka, zostawiając jedynie przedmioty niezbędne do życia i kilka starych, ruchomych fotografii. Pieniędzy starczyło na ponowny rozruch, ale wciąż brakowało na dobrej jakości drewno, najlepsze pasty i narzędzia. Życzliwi znajomi skierowali ją do człowieka, u którego ostatecznie zaciągnęła dług, wierząc w jego dobre intencje i uczciwość, ale to nie wystarczyło, by postawić interes na nogi. Aby osiągnąć sukces musiała powrócić do towarzystwa, potrzebowała odpowiednich kontaktów, które umożliwiłyby jej realizację biznesowego planu, pozwoliłyby jej na import surowców i referencje. Towarzystwo sklepikarzy, z którymi razem z dziadkiem utrzymywali dobre stosunki pomogli jej dotrzeć do odpowiednich źródeł. Jej przedsiębiorczość w końcu zaczęła przynosić efekty, a zgromadzone środki wydała z głową, tworząc udaną inwestycję. Powracający w Anglii spokój zrodził w konsumentach lukę, w którą doskonale się wstrzeliła ze swoimi metodami działania. Na Pokątną do — już należącego w pełni do niej — sklepu ponownie zaczęli ściągać klienci, a przysłowiowe siedem chudych lat dobiegało wreszcie końca. Interes ponownie się kręcił, a jej wizjonerskie podejście do fachu pchało jej maleńkie koło fortuny.


Kiedy Wielki Brat zostawił za sobą Anglię i udał się w wojaże po Europie, z których wysyłał tylko lakoniczne listy śmierdzące papierosami i skropione ognistą, ona marzyła o stworzeniu nowej miotły sportowej, która okaże się przełomem w świecie sportu. Powoli spływające do kasy pieniądze nie starczały wciąż na pokrycie zaciągniętego długu, ale dały jej możliwość rozwoju i ciągłego szlifowania umiejętności. W międzyczasie zdążyła się też nieszczęśliwie zakochać w najlepszym przyjacielu. Bojąc utracenia silnej więzi i rozpadu bezpiecznej przystani jaką się stał z biegiem czasu, nigdy nie wyjawiła mu prawdy o swych uczuciach, choć pewnie było je widać jak na dłoni. Trwali w przyjaźni pełnej wsparcia i otuchy, lecz złamane serce zmusiło ją do odkopania zagubionych ścieżek i naprawy uszkodzonych mostów. Powrót okazał się trudniejszy niż sądziła, ale nie niemożliwy. Środki zaradcze odnalazła szybko, zapominając o rozterkach swego serca. Kiedy już myślała, że los zaczął się uśmiechać świat po raz kolejny stanął w przedsionku nadchodzącej wojny. Wielu jej przyjaciół ujęto i oskarżono, część z nich straciła pracę lub dobre imię, a wprowadzona polityka odebrała spokój i nadzieję na lepsze jutro. Wrodzony altruizm i silne poczucie sprawiedliwości ponownie zepchnęły ją do walki o zagrożone wartości. Zgromadzone oszczędności przeznaczyła na pomoc potrzebującym, odkładając spłatę rosnącego długu na później. Najbardziej wymagającym opieki okazał się jednak starszy, lecz wcale nie mądrzejszy brat, który z nieznanych jej powodów sypał się niczym domek z kart. Złożyła mu niemą przysięgę, że poskleja go w całość i choć była młodsza, słabsza i mniejsza — obroni go przed całym złem tego świata, tak jak on bronił jej przed nim, kiedy miała trzynaście lat.


Patronus: Jaśniejąca w mroku mgła przybiera postać wielkiego jelenia szlachetnego, jednego z największych w całej swej rodzinie. Stworzenia dumnie wyglądającego, silnego i wytrwałego, lecz w dziejach świata równie ofiarnego.

Wspomnienie pierwszego wzniesienia nad ziemię zawsze było tym, które błyskawicznie przyprawiało ją o uśmiech. Nie był to jej samodzielny lot na miotle; to Jamie, który podczas któryś wakacji posadził ją przed sobą, odbił się od ziemi i wzniósł ku błękitnemu niebu, pokazując jej prawdziwy smak wolności i prawdziwej beztroski. Wtedy jeszcze sądziła, że świata nie dręczy globalna choroba niesprawiedliwości i rozlewająca się wśród czarodziejskiego świata trucizna cierpienia.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 20 +5 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 12 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność:5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia magiiI2
ONMSI2
NumerologiaI2
SpostrzegawczośćI2
Starożytne runyI2
ZielarstwoI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaII10
MugoloznawstwoI5
Silna wolaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
GotowanieI½
Literatura (wiedza)I½
Wytwórstwo miotełIII25
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleII7
Taniec balowyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (brak)-0
Reszta: 6

Wyposażenie


różdżka, sowa






Szlachetny, choćby i upadł,
pada jak piłka, by znowu odbić się
i lecieć w górę. Podły pada bryłą gliny.

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hannah Wright   27.10.17 20:31

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Kto by pomyślał, że z pulchnej dziewczynki, uwieszonej u ramion starszych braci, tak szybko wyrośnie niezależna kobieta? Pełne ciepła dzieciństwo wzmocniło charakter Hannah, pozwalając jej dzielnie stawiać czoła problemom. Tym mniejszym, dziejącym się w szkolnych murach, gdzie dziewczynka nie unikała konfrontacji i potyczek, lecz także tym cięższym, dotykającym ją już w dorosłym życiu. Złamane serce, nadwyrężone fundusze, odpowiedzialność za sklep miotlarski i za najbliższych: Hania przeżyła to wszystko, udowadniając, że nie istnieją dla niej rzeczy niemożliwe - czy więc wykorzysta swój upór, by stanąć po stronie dobra? A może zdrowy rozsądek ochroni ją przed radykalizacją poglądów?

OSIĄGNIĘCIA
miotlarstwo jest kobietą
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Garrett Weasley


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hannah Wright   27.10.17 20:32

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Brak

BIEGŁOŚCI[02.11.17] +1PB do puli (nagroda za szybką zmianę)

HISTORIA ROZWOJU[26.08.17] Karta postaci, -50 pkt


Powrót do góry Go down
 

Hannah Wright

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Zwierzęta pani Wright
» Benjamin Wright

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17