Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Skalne wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Skalne wybrzeże   03.05.15 18:58

First topic message reminder :

Skalne Wybrzeże

Odludne, turyści częściej odwiedzają wygodną, piaszczystą plażę niż te brzegi morskie, które mniej nadają się na rodzinny odpoczynek. Stromy brzeg porasta zielona, rzadka trawa, gęsto przerzedzona ostrymi kamieniami. Spienione fale morskiej wody mocno uderzają o wysoki brzeg, roztaczając wilgoć. Zejście do wody w tym miejscu byłoby niebezpieczne, dno jest głębokie, a brzeg zbyt stromy - jedynie tylko najwprawniejsze oko dostrzeże zejście w dół, gdzie odbywają się wodne wyścigi. W okolicy panuje cisza przecinana jedynie szumem wody i krzykiem mew.
Możliwość gry w wodne wyścigi


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   16.04.17 14:11

Uniósł lekko brew, słysząc jej odpowiedź. Nie mogło to zabrzmieć bardziej pretensjonalnie. A więc jednak była zazdrosna. Oczywiście, że się do tego nie przyzna. Była kobietą, a do tego szlachcianką. Nie mogła mówić o swoich uczuciach wprost, całkiem możliwe że sama przed sobą się do nich nie przyznawała. A jednak gryzły ją, jak wściekłe i niezwykle namolne psidwaki.
Czy może za bardzo się w to zagłębiał?
Wzruszył lekko ramionami, kiedy zatrzymała się a potem odwróciła ku niemu. Mimo wszystko miał zamiar nieco podrążyć ten temat bo w końcu - jak już było powiedziane, miał okazję. Która najpewniej nie pojawi się ponownie zbyt prędko. A jeśli miał być do końca szczery, nieco go męczyła ta sytuacja. Estelle może i nie była mu bardzo bliska, niemniej ilekroć pojawiał się w rezydencji Slughornów, ta zaraz znikała z wyrzutem wymalowanym na twarzy. A jeśli już musiała zostać, robiła wszystko by nie patrzeć na jego i swoją kuzynkę! Doprawdy intrygujące.
Ruszył za nią, gdy lady Slughorn postanowiła znów powiększyć odległość między nimi. O nie, nie uciekniesz ponownie, moja pani. Burke pożądał odpowiedzi i miał zamiar je dostać.
Stanął w końcu obok niej i złapał ją za rękę. Może i rozciągała się przed nimi wąska ścieżka... nadal jednak była piekielnie niebezpieczna. Jeśli kobieta znów podskoczyłaby zaskoczona lub po prostu nie była ostrożna - jak nic poleciałaby w dół by rozbić sobie kark.
- Nie rób ze mnie głupca, Estelle. - powiedział, patrząc jej w oczy i przekrzywiając lekko głowę - Znamy się nie od dziś. Widzę jak się w stosunku do mnie zachowujesz.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 http://www.morsmordre.net/t4635-volare http://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
alchemik w św. Mungu /chwilowy urlop zdrowotny
24
Szlachetna
Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
1
10
11
12
1
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   16.04.17 14:32

Estelle nie mogła nic poradzić na swój charakter, z którym żyła w zgodzie od przełomowego momentu po ukończeniu szkoły. Była tylko wyniosłą pięknością, w dodatku apodyktyczną, a kiedy coś nie szło po jej myśli gniewała się, nie okazując tego ani tym bardziej nie mówiąc o tym wprost. To nie tak, że nie mogła o tym mówić wprost, bo była szlachcianką, a więc obowiązywała ją etykieta i szereg zasad savoir-vivre wpajanych jej od maleńkości przez rodziców i guwernantki. Po prostu wolała zachować takie rzeczy dla siebie. Każdy ze Slughorów cechował się skrytością, które w połączeniu z jej małomównością mogło być nawet denerwujące, jednak stonowany charakter dawał jej pewną przewagę towarzyską. Była obserwatorem zdarzeń, nie komentatorem. Może dlatego irytowała się obecnością i zachowaniem Aurigi, które wykraczały poza tę normę.
Tym razem jednak wiedziała, że Craig do niej podejdzie i już chciała ruszyć ścieżką w dół, gdy nagle szorstka dłoń spoczęła na jej przedramieniu. Odwróciła głowę, przymuszona do tego jego gestem.
- Bardzo mi przykro, że pan tak odbiera moje zachowanie - do bólu oficjalna, omijająca temat, nie dająca za wygraną. Mógł odpuścić lub męczyć się dalej, wybór leżał w jego rękach. W pewnym momencie jednak całe usilne stonowanie zniknęło, ustępując miejsca zwyczajnej złości.
- Dlaczego uważasz, że w ogóle jesteście w centrum mojego zainteresowania? Żadna kobieta zbliżająca się do staropanieństwa nie chciałaby oglądać jak ta młodsza z rodziny chwali się pierścionkiem i szczegółami ślubu - wprawdzie ominęła główny wątek, który najbardziej go interesował opowiadając jak jest jej źle ze swoim statusem panny. Ale zawsze był o krok do przodu, bo przynajmniej chciała mówić.



Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   17.04.17 16:53

- I to właśnie tak naprawdę kryje się za twoim zachowaniem? - skrzywił się wyraźnie. Nie to, żeby zależało mu mocno, by Estelle faktycznie była o niego zazdrosna... jednak czuł pewien zawód, że powód dla którego go unikała, mógłby być tak błahy. Może kryła się w tym nutka egoizmu - chciałby bowiem myśleć, że to o niego chodziło.
Puścił jednak jej ramię, spoglądając na nią uważnie. Bynajmniej nie miał zamiaru dać jej uciec po tym stromym zejściu, na pewno by się tam zabiła. W długiej sukience, po wąskich i ostrych skałach? Nie było szans, by zdołała wyjść z tego bez szwanku. Ponadto, czułby się w sumie winny, gdyby zrobiła sobie krzywdę przez niego. Nie chciał jej przecież zahukać i zastraszyć. Tylko porozmawiać.
- A może ty po prostu uciekasz przed wspomnieniami, hm? - mimo wszystko nie chciał dać za wygraną. - Może pali cię na samą myśl o tamtym wieczorze, kiedy się razem upiliśmy? Łaskocze cię w trzewiach? - zapytał odgarniając jej włosy z szyi.
Na brodę Merlina, czy to już nie podchodziło pod szantaż emocjonalny? Nawet jeśli, chciał to jeszcze przez chwilę pociągnąć. Podobało mu się to co zobaczył jeszcze kilka minut temu, tę spłoszoną i zarumienioną minę lady Slughorn. To zdecydowanie nie było zachowanie godne mężczyzny, który przecież miał się wkrótce żenić z inną. Kłopot w tym, że z samą Aurigą zaczynało się dziać chyba coś niepokojącego - i o to Craig również miał nadzieję wypytać Estelle. Ale to za chwilę. Za momencik.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 http://www.morsmordre.net/t4635-volare http://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
alchemik w św. Mungu /chwilowy urlop zdrowotny
24
Szlachetna
Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
1
10
11
12
1
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   17.04.17 17:53

Chyba musiała poćwiczyć nad swoją siłą perswazji, bo bezczelność z jaką obnosił się lord Burke skutecznie podcinała jej nogi i wybijała wszelkie sensowne argumenty z ręki. Wyglądało też na to, że nie wierzył w jej słowa, co niespecjalnie ją zaskoczyło. Ktoś o tak przenikliwym spojrzeniu zapewne wykazywał się dużą spostrzegawczością.
- Nigdy nie dajesz za wygraną? - odparła z prostotą przez zaciśnięte zęby, sięgając dłonią do ręki Craiga i odciągając ją ze swojej szyi. Ogarnął ją po raz kolejny niewielki wstyd; zarumieniła się i niestety jej towarzysz mógł ujrzeć te piekielne rumieńce. Wokół nich panował spokój, przerywany szelestem wiatru i krzykiem mew oraz wody, rozbijającej się o podnóże wybrzeża, wyglądało też na to, że byli tutaj sami - zresztą, znajdowali się między dużymi głazami, z daleka od wścibskich spojrzeń. Och, czemu on jej to robił? Nigdy przedtem nie odczuwała podobnego wstydu wobec mężczyzny, a on robił to, na co miał ochotę. Ale pomimo skrępowania i oporów coś się w niej łamało - w końcu dalej trzymała jego dłoń, zaciskając na niej swoje chłodne palce.
- Przestań, proszę. Nie przystoi nam... - poprosiła szeptem zdobywając się na ten wysiłek. Krótkie, brązowe włosy z naturalnym i zdrowym blaskiem spadały swobodnie na jej ramiona i lekko widoczne, wystające obojczyki, co w połączeniu z ogólną bezsilnością i wonią delikatnych perfum było bardziej zachęcające, niż wstawiające się za jej argumentami. Estelle jednak nie myślała teraz o Aurigi, a bardziej o kręgosłupie moralnym i tym, co jej przystoi. W końcu gdyby ktoś ich zobaczył to spłonęłaby tutaj żywcem ze wstydu, wypierając się wszystkiego co związane z Craigiem, żeby potem w ramach pokuty zamknąć się w pracowni na tydzień. A najlepiej do terminu ich ślubu.





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   18.04.17 11:50

- Upór jest jedną z cech mojego rodu, milady - nie potrafił się nie uśmiechnąć, kiedy za wszelką cenę próbowała od niego uciec. A jednocześnie przecież wciąż czuł jej dłoń na swojej, chociaż sam nie ściskał jej mocno.
- Estelle, spójrz na mnie chociaż w końcu - powiedział nieco bardziej stanowczo. Cały czas uciekała od niego wzrokiem, nie chciała spojrzeć w oczy, skonfrontować się bezpośrednio. Rumieńców nie było co ukrywać, i tak je bez trudu dostrzegł. Chciał jej jednak spojrzeć prosto w twarz. Od tak dawna za wszelką cenę go unikała. A przecież po ślubie z Aurigą mieli stać się rodziną. Nie mogła wiecznie przed nim uciekać.
Stanął przed nią, tym razem zmuszając ją by popatrzyła na niego wprost. Odgrodził ją też od stromej ścieżki w dół - teraz jeśli miałaby się już potykać, upadnie na twardy kamień i na pewno obije sobie plecy, ale przynajmniej nie spadnie na skały w dole.
- Teraz robię to specjalnie, nie chciałbym jednak, byś czuła się źle w moim towarzystwie. Tamten wieczór po prostu się wydarzył. Nie było to niczyją winą, a poza tym wiemy o nim tylko ja i ty. Nie unikaj mnie więc, proszę.
Mężczyzna musiał wiedzieć, kiedy odpuścić. Dlatego Craig w tym momencie przestał naciskać Estelle, chociaż kobieta z całą pewnością nie zapomni mu tej bezczelności, z jaką ją potraktował. Nie chciał jednak mieć w niej wroga, zdecydowanie nie. Wiedział też, że z pewnością sprawiłby tym przykrość Auridze, bo chociaż kobiety nie przepadały za sobą, to jednak były bliską rodzina. Może nawet na ich weselu poprosiłby on Aurigę, by rzucała swój wianek w stronę Estelle? Ot, jako taki przyjazny gest.
Podsunął jej zatem ramię - burza była coraz bliżej i robiło się coraz zimniej.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 http://www.morsmordre.net/t4635-volare http://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
alchemik w św. Mungu /chwilowy urlop zdrowotny
24
Szlachetna
Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
1
10
11
12
1
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   18.04.17 20:39

Zadzierając posłusznie głowę, spojrzała nań, dzielnie znosząc na sobie wzrok Craiga. Chciał, żeby na niego popatrzyła - zrobiła to. Chciał wyjaśnień - nie musiała ich składać. Wiedział wszystko przez jej omijanie tematu i wymowne milczenie, którym karmiła go przez ostatnie minuty. Westchnęła wreszcie, przewracając oczami.
- Wiesz doskonale, że to będzie trudne dla kogoś z moim charakterem - odezwała się nieco zachrypniętym głosem. Jednak osiągnął zamierzony efekt: przestała w końcu uciekać, wyraźnie odpuszczając i nie stresując się tak jak jeszcze chwilę temu. - Nie mogę ci tego obiecać. Ale się postaram. Czy to wystarczająco, lordzie Burke? - po krótkiej chwili wahania chwyciła mężczyznę pod ramię. Co prawda chciała zejść w dół, po stromym podejściu, wyraźnie zainteresowana tym, dokąd ono prowadziło i co się tam znajdowało. Ale dostrzegła też nadchodzącą znad morza burzę i nagłą zmianę pogody, która nie zwiastowała niczego dobrego. Zmarzła odrobinę, co też było zauważalne na jej nosie i zmarzniętych palcach.
- Wracamy? Nie pokrzyżowałam ci planów? - czując się odrobinę winna całego zamieszania postanowiła się zreflektować chociaż krótką i normalną pogawędką o niczym. Spacerowym krokiem zawrócili do wyjścia z wybrzeża, by następnie rozstać się w pokoju i harmonii.

zt oboje





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   02.08.17 18:44

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Do wnętrza, w którym się znajdowałeś, nagle wdarł się mocny wicher niosący ze sobą czarną mgłę. Szyby rozkruszyły się w drobny mak, szczątki szkieł wpadły do wnętrz, z ogromną siłą zasypując cię krystaliczną, błyszczącą falą. Ostro zarysowały twoją skórę, a ze zranieni trysnęła niewspółmierna do zranień fala krwi. Nie opadła jednak, zatrzymała się w powietrzu i powróciła w twoją stronę, rozprysnąwszy ci się na twarzy. Oszołomiony nawet nie dostrzegłeś momentu, w którym dziwna moc wyniosła cię gdzieś daleko.
Obrażenia: szarpane (80) od czarnej magii

Postać B: W nocy, z ostatniego dnia kwietnia na maj, całym twoim ciałem przeszły spazmatyczne dreszcze; nie potrafiłaś nabrać oddechu i czułea, jakby niewidzialne macki wciągały cię głęboko pod gęstą, ciężką wodę, choć przecież wokół było sucho. Czułaś siłę tych macek: oplatały się wokół twoich kostek i wciągały cię pod posadzkę, pod ziemię, do wnętrza wszystkiego. Ocuciłaś się przysypany ziemią i wypluwając jej grudy zmieszane z wodą. Bolało cię całe ciało. Nie wiesz, co się wydarzyło.
Obrażenia: trudności z nabraniem oddechu, potłuczenia (60) od czarnej magii


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   06.08.17 9:27

To musiał być jeden z tych paraliżujących koszmarów, które nawiedzały ją ostatnimi czasy z bolesną regularnością, zamieniając krótkie chwile odpoczynku w złudną torturę, wyrywającą ją ze snu z niemym krzykiem i spetryfikowanym ciałem. Nóż wbijający się w brzuch, raz za razem, uśmiech Apollinare'a, czarnomagiczne klątwy spływające z różdżki przyjaciela, mającego ukarać ją za zdradę, wysokie fale, zalewające usta trucizną, płonący świat, syk zwierzęcia, szykującego się do ataku. Zdołała przywyknąć do alternatywnej rzeczywistości, w której cierpi i ginie, pewna, że jeśli mary cokolwiek symbolizują - to wyłącznie triumf. Gdy była małą dziewczynką, targaną przerażającymi wizjami nieznanych potworów, ojciec uspokajał ją, mówiąc, że to, co pojawi się w złym śnie, zapowiada wręcz przeciwne wydarzenia w rzeczywistości. I chociaż relacja z rodzicem rozluźniła się a Deirdre przestała wierzyć w ckliwe baśnie, to ciągle uparcie wierzyła w te słowa.
Aż do dusznej, majowej już nocy, kołyszącej ją do snu tuż przy ciepłym ciele Yvette. Świeża pościel otulała ja miękkim kokonem, złote włosy półwili mieszały się na poduszkach z czarnymi kosmykami a księżyc łagodnie przebijał się przez firanki, barwiąc odbłyski fioletowej fiolki z trucizną. Te ostatnie bodźce, które zapamiętała przed odpłynięciem w błogą nieświadomość, powróciły sekundowym echem a później bezpowrotnie zgasły, gdy równie nagle ocknęła się ze snu. Gwałtownie usiadła, ciągle zawieszona pomiędzy jawą a snem - cała drżała, przechodziły ją dreszcze, trzęsła się jak w magicznej febrze, lecz nie to było najgorsze. Nie mogła oddychać. Coś oślizgłego, co owijało się wokół jej nóg, ciągnęło ją w dół, gdzieś pod. Odruchowo chwyciła różdżkę w rozdygotaną dłoń, zaciskając palce na drewnie, lecz nie potrafiła zebrać myśli, by w jakikolwiek sposób zadziałać. Woda - której przecież tutaj nie mogło być - wlewała się do ust, do nosa; obejmowała ją lodowatym całunem. Próbowała się z niego wyszarpać, ale silne macki potraktowały ją jeszcze brutalniej; tonęła, tonęła nie będąc już w przytulnej sypialni Blythe a gdzieś w najgorszym, bo realnym, koszmarze.
Świat zawirował, czuła tylko ból, promieniujący z....właściwie zewsząd, całe, potłuczone ciało drżało, przeszyte nieznanym chłodem, zalewającym ją w regularnych odstępach. Spazmatycznie próbowała nabrać oddechu, lewą dłoń przyciskając do krtani, prawą - ciągle kurczowo obejmując różdżkę. Zaczerpnięcie powietrza stało się priorytetem, przerażony organizm ignorował na razie resztę bodźców - dopiero gdy po raz pierwszy wilgotny haust dostał się do płuc, Deirdre zaczęła zwracać uwagę na coś jeszcze. Na szorstki, mokry piasek pod nagimi kolanami. Na ostre kamienie drażniące brzuch. Na zapach morza i nocy; odkaszlnęła ochryple, unosząc się z pozycji leżącej na łokcie, lecz nawet ten wysiłek zdawał się w tym momencie zbyt wyczerpująco - ponownie opadła na piach, ponownie zakrztusiła się wodą, ulatującą z jej ust razem z błotem. Czy oślizgłe coś naprawdę wciągnęło ją pod ziemię, po części zakopując żywcem? Planując późniejsze pożarcie? Co to, na Salazara, było? Jej myśli, nawet w krytycznym momencie, popłynęły w logiczną stronę: zorientowała się, że nawet gdyby widziała to stworzenie, nie potrafiłaby się przed nim obronić, ba, nawet rozpoznać, zapisała więc na marginesie zdezorientowanego umysłu, by - jeśli przeżyje tę popieprzoną noc - pilnie zabrać się do nauki o magicznych kreaturach. To irracjonalne w tej chwili postanowienie nieco ją oprzytomniło: wykasłała jeszcze kilka grudek ziemi, powoli rozglądając się dookoła. Nie miała jeszcze siły, by odsunąć się od skalistego brzegu i uniknąć potwornie zimnych fal, uderzających w jej drżące ciało - pozostało jej jedynie badanie wzrokiem otoczenia. Noc rozpostarła nad nieznanym miejscem czarną zasłonę, huk fal utrudniał usłyszenie czegokolwiek, ale Deirdre wyczuła czyjąś obecność; coś poruszało się niemrawo w ciemności nieco bliżej wysokich skał, coś jęknęło: a może to tylko pieniąca się woda? Niepewność sytuacji, przerażenie i dekoncentracja nie wpędziły jej w panikę; wręcz przeciwnie, organizm działał niezawodnie, przechodząc w stan przetrwania. Za wszelką cenę. Działo się coś potwornego, w powietrzu czuła wibrowanie kojarzące się z czarną magią, ale przecież z owej magii wyrosła, na niej została wychowana przez mężczyznę, przed którym nie miała tajemnic. Nie musiała się obawiać, musiała za to stawić czoła nieznanemu. Wyjątkowo nie analizował przesadnie swej sytuacji, wiedząc, że obecnie w niczym by to nie pomogło. Drobne cele; nabrać powietrza, sprawdzić, czy nie ma połamanych kończyn, znaleźć się na suchym brzegu, wyeliminować ewentualne zagrożenie. Dopiero potem zacznie szukać odpowiedzi na obijające się po głowie pytania. Skąd tu się wzięła i dlaczego? Ból upewniał ją w poczuciu rzeczywistości, chłodna woda także pomagała otrzeźwieć - to nie był sen. Ponownie uniosła się na łokciach i kolanach, z trudem stając na nogi. Cała była uwalana mokrą ziemią, oblepiającą zwłaszcza prawą stronę ciała. Zrobiła chwiejny krok naprzód, wytężając wzrok a palce zaciśnięte na różdżce wręcz zbielały od siły nacisku.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   07.08.17 21:30

Przeszywający dźwięk pękającego szkła towarzyszył mu w ostatnich dniach nienaturalnie często. Brudne, zarośnięte czarną, kleistą mazią szyby rozkruszały się w drobny mak w świeżych wspomnieniach, urywanych snach i szalejącej wyobraźni; ostre okruchy mknęły agresywnie w jego stronę, ciszę przeszywał przerażający pisk, gdzieś w tle rozlegał się złowrogi tętent kopyt, wielkie, dziecięce oczy patrzyły na niego z przestrachem – a wszystko to przemieszane z przytępionym eliksirami bólem odbudowujących się tkanek, cofającego się zakażenia i zrastających się kości. Odkąd – w sposób nadal niewyjaśniony i kompletnie dla niego niezrozumiały – trafił do Munga, od tej przeklętej, kwietniowej nocy, nie zmrużył spokojnie oka nawet na chwilę, utrzymując się w nieprzerwanym stanie zawieszenia, gdzieś pomiędzy koszmarem, a rzeczywistością. Pobyt w bezpiecznym, ale klaustrofobicznym zamknięciu szpitala działał na niego wyjątkowo destrukcyjnie; czuł się uwięziony, jak zwierzę w potrzasku, nawiedzany dodatkowo przez niechciane duchy przeszłości, cofające go do czasów, w których zwijał się z wywołanego poparzeniami bólu na bardzo podobnym łóżku, w otoczeniu bardzo podobnych zapachów. A wszystko to w akompaniamencie wieści co najmniej niepokojących, docierających do niego w formie rozfragmentaryzowanych strzępków, których prawdziwości nie był aktualnie w stanie w żaden sposób zweryfikować.
Nic dziwnego, że gdy szpitalne okno implodowało do wewnątrz, wpuszczając do sterylnej sali duszące potoki czarnej mgły, w pierwszej chwili pomyślał, że to tylko kolejna porcja snów i halucynacji.
Wyrwany z płytkiego snu, nie zareagował odpowiednio szybko; przez kilka niesamowicie długich sekund wpatrywał się po prostu w zwijającą się groteskowo falę rozkruszonego szkła, prawie nie uchylając się, kiedy pomknęła w jego kierunku, ani nie krzywiąc się z bólu w reakcji na tysiące przecinających skórę odłamków. Ból zresztą nie nadszedł od razu, przez moment hamowany jeszcze adrenaliną, pozwalając Percivalowi na obserwowanie – z niemal dziecięcą, nieprzytomną fascynacją – jak jego własna krew unosi się do góry, zawisa w powietrzu, po czym rzuca się z powrotem w jego stronę, rozbryzgując się na jego twarzy i zalewając mu oczy. Nowy element starego koszmaru, makabryczny dodatek do ustalonej już całości; uniósł dłoń do góry, odruchowo przecierając oblepione ciepłą, gęstą cieczą czoło – i właśnie wtedy wszystkie zranienia zapiekły jednocześnie.
Chyba krzyknął – choć nie mógł być pewien; z całą pewnością za to chwycił za leżącą na nocnym stoliku różdżkę, odnajdując znajome drewno całkowicie na oślep, duszony ciemnościami i tajemniczą mgłą, która zdawała się go przyciągać, porywać; dokąd – nie wiedział; nie myślał zresztą nad tym, ogarnięty uczuciem, którego nie potrafił w żaden sposób opisać, mając wrażenie, że w jednej chwili leżał ciężko na szpitalnym łóżku – a w następnej składał się z milionów maleńkich drobinek, niesionych czarnym dymem, mieszających się z nim i wirujących, oplecionych strachem, ciemnością i cierpieniem.
Bolało go wszystko.
Pierwszy głęboki oddech zdawał się rozrywać płuca od wewnątrz, a ostre skały (skąd się wzięły? nie miał pojęcia) wbijały się w okryte jedynie cienką, lnianą koszulą ciało jak bezlitosne sztylety. Zrobiło mu się zimno; wilgotny, niosący ze sobą wodną mgiełkę wiatr przynosił zapach soli, który mieszał się ze słodkim, rdzawym odorem krwi. To go nieco otrzeźwiło, zmuszając do bolesnych prób skupienia się na otoczeniu. Leżał na plecach, po lewej stronie mając zimną, mokrą skałę, po prawej – otwartą przestrzeń; gdzieś niedaleko fale rozbijały się z hukiem o twardą powierzchnię, ale oprócz tego nocną ciszę przerywał jedynie chropawy, urywany dźwięk jego oddechu… i szelest kroków na kamienistym podłożu?
Zrozumiał, że próba podniesienia się do pozycji siedzącej była błędem już w chwili, gdy niezdarnie dźwignął w górę pokiereszowaną klatkę piersiową. Skóra zapiekła, mięśnie zaprotestowały, a niewyleczona rana na łopatce znów rozpaliła się żywym ogniem, wydzierając spomiędzy jego warg przeciągłe jęknięcie, któremu towarzyszyło kilka niemożliwych do rozpoznania przekleństw. Przy pomocy ramion i wystających skał udało mu się jednak unieść na tyle, że oparł się plecami o kamienną ścianę, z jednej strony ciesząc się, że przynajmniej nie leżał już płasko na ziemi, z drugiej – wiedząc, że stanięcie na własnych nogach leżało aktualnie daleko poza jego zasięgiem.
Nadal oddychając ciężko, otworzył z trudem zalepione krwią powieki, mrugając kilkakrotnie i starając się wyłuskać cokolwiek z zalegającej dookoła ciemności, ale nie dostrzegł wiele; we wzburzonej powierzchni wody obijało się zamglone światło księżyca, bezpośrednio przed nim czerniało kilka większych głazów, poza tym – kompletnie nic, co pomogłoby mu ustalić chociażby część kraju, w której się znalazł, nie mówiąc już o wyjściu z sytuacji. Która przedstawiała się wyjątkowo nieciekawie; zacisnął mocniej palce na różdżce, gdy do jego uszu znów dotarło ciche szuranie i przez moment wydawało mu się, że w ciemności poruszył się dodatkowy cień. Zacisnął zęby; ktoś znajdował się kilka metrów od niego i najwidoczniej zmierzał w jego kierunku.
Uniósł różdżkę automatycznie, bezwiednie, napędzany dudniącą w uszach adrenaliną. W ustach nadal smakował własną krew, głównym odbieranym bodźcem nadal był ból – ale żadna z tych rzeczy nie była w stanie stłumić pierwotnego instynktu przetrwania, który bezsprzecznie podpowiadał mu: atakuj. – Tfo ‘amest? – wybełkotał w przestrzeń, nie zdając sobie sprawy, że jego głos zabrzmiał jak to samo rozkruszone szkło, które kilka minut wcześniej rozorało jego skórę.

(150/230, -15)




where does the time go?


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   08.08.17 8:49

Było zimno, zimno i ciemno, zimno, ciemno, wilgotno i strasznie. Powietrze wydawało się trzeszczeć z kumulującego się w nim napięcia, gdzieś na horyzoncie raz po raz lśniły dziwne rozbłyski a fale, uderzające o potężny, skalisty brzeg, raz po raz rozbrzmiewały potwornym hukiem. Sceneria rodem z koszmaru, ale przecież nie śniła. Stwierdzała to ze stuprocentową pewnością, w końcu stając pewniej na nogach. Zero paniki, nawet pomimo szybciej bijącego serca i wyostrzonych zmysłów, badających jak najdokładniej nieznany teren - zaczynając od samej siebie. Kończyny - były i działały całkiem znośnie, pomijając pulsujący ból, nasilający się przy każdym ruchu. Czuła się tak, jakby przeciągnięto ją pod pręgierzem albo jakby właśnie pożegnała wyjątkowo brutalnego klienta, znaczącego jej ciało setką siniaków. Różdżka - ciągle w dłoni, kurczowo opleciona palcami, gotowa na rzucenie zaklęcia. Ubranie - cóż, tu prezentowała się dużo gorzej, zwisały na niej wilgotne strzępki nocnej halki a bielizna znajdowała się w opłakanym stanie, zabłocona i zapiaszczona. Nie, żeby w ogóle się tym przejmowała, na razie miała większe problemy na głowie niż martwienie się o niemoralny wygląd. Jakimś potwornym cudem znalazła się pośrodku niczego, poturbowana tak, że nawet nabranie powietrza przychodziło jej z wielkim trudem - a mimo to oddychała, a mimo to szła pewnie po piasku, wytężając wzrok, by wyrwać z otaczającej ją ciemności ewentualnego wroga lub wskazówkę.
Co, na Salazara, się stało? To pytanie powracało ciągłym, uporczywym świstem, nasilającym się wraz z dźwiękiem fal, powracających na skalisty brzeg. Czy ktoś ją zaatakował? Jeśli tak - kto i dlaczego? A może - przywołał ją Czarny Pan? Na tę myśl zatrzymała się w pół kroku, przeszyta nagłym przerażeniem. Co, jeśli była to kolejna próba, próba, której nie zdołała przejść? Co, jeśli te oślizgłe macki ponownie owiną się wokół jej kostek, wciągając ją w piekielne otchłanie? Ponownie odkaszlnęła słoną wodą - nie, nie mogła rozważać wszystkich możliwości, nie teraz. Teraz ruszy przed siebie i opanuje sytuację, jakkolwiek by beznadziejna nie była.
Stąpała ostrożnie, wyczulona na wszelkie bodźce - przebywanie w półmrokach Wenus pozwalało jej szybciej przywyknąć do ciemności - z wysoko uniesioną różdżką. Nie, nie myliła się, coś było w pobliżu: coś a raczej ktoś, bowiem oprócz jęku bólu usłyszała także dziwny bełkot. Dobiegał zza kilku skał, ruszyła więc w tamtą stronę, odpowiednio długo przebywając za naturalnymi barierami. Oprócz słonego wiatru i wilgotnych ubrań poczuła wyraźnie krew - nieznajomy bez wątpienia był ranny, ewentualnie: tak jak ona lubował się w czerwonych trunkach, którymi spływały kolejne ofiary. Nie odezwała się ani słowem, przystając w odpowiedniej odległości, ciągle skryta za jedną z ostrych skał. W normalnej sytuacji od razu rzuciłaby zaklęcie, ale...skądś znała ten głos. Nie była to przydatna wskazówka, na plaży mógł leżeć jeden z wielu mężczyzn, którzy odwiedzili ją w Wenus - a ich z przyjemnością własnoręcznie utopiłaby we wzburzonym morzu. Musiała być jednak ostrożna i zdystansowana - taka jak zawsze; to nic, że świat zwariował, to nic, że czuła w powietrzu duszącą potęgę czarnej magii. Instynktownie chciała z niej skorzystać, ale zdrowy rozsądek hamował gwałtowne podszepty. Względnie skutecznie.
- Luxatio - powiedziała sucho i obojętnie, celując w leżącego, zalanego krwią, człowieka; w rękę, w której trzymał różdżkę. Miała nadzieję, że skutecznie go unieszkodliwi i sprawi, że wypuści ją z dłoni - wtedy będzie mogła podejść bliżej i przyjrzeć się towarzyszowi tej przeklętej nocy.


| 140/200, -15 do kości





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   08.08.17 8:49

The member 'Deirdre Tsagairt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 84

--------------------------------

#2 'k10' : 9

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   08.08.17 22:55

W każdych innych okolicznościach zachowałby się bardziej sensownie. Gdyby tajemnicza siła nie wyrwała go prosto ze szpitala, w którym dochodził do siebie po ataku niezbadanych, czarnomagicznych mocy, gdyby wciąż nie był osłabiony niedawnymi obrażeniami, albo gdyby świeże wspomnienie czających się w ciemności, drzewnych istot, nie wywołało u niego tymczasowej paranoi – najprawdopodobniej byłby w stanie uruchomić zdrowy rozsądek w porę. Podbramkowe sytuacje nie były mu w końcu obce; lata wypraw nauczyły go działać pod presją, reagować instynktownie na zmieniające się otoczenie i mniej lub bardziej trafnie oceniać grożące mu zagrożenie. Tym razem był jednak raczej daleko od zdrowych zmysłów; osłabiony, nadal częściowo tkwiący w lepkich odmętach snu, nie tracił czasu na chłodną kalkulację ani rozkładanie rozwijających się przed jego oczami wydarzeń na czynniki pierwsze, przyjmując najprostsze i najbardziej oczywiste rozwiązanie, jakie podsuwał mu umysł: został zaatakowany. I to zaatakowany przez osobę, która aktualnie czaiła się gdzieś za naturalną osłoną skał, uprzednio w jakiś niewyjaśniony sposób (i z niewiadomego powodu) wyciągnąwszy go z bezpiecznego schronienia szpitalnej sali.
Oddech zamarł mu w gardle, gdy – z różdżką wyciągniętą w trzęsącej się z bólu ręce – wpatrywał się intensywnie w gęstą ciemność, czekając na odpowiedź na rzucone w przestrzeń pytanie i kompletnie nie zdając sobie sprawy z faktu, że wypowiedział je tak niewyraźnie, że nikt, kto nie czytał w myślach, nie byłby w stanie go zrozumieć. Nieznajomy jednak milczał, ani nie zdradzając swojej tożsamości, ani nie wychodząc całkowicie z ukrycia, tylko potwierdzając przypuszczenia Percivala, że miał do czynienia z wrogiem. Niedobrze; nie znajdował się w obiecującej pozycji, ranny, oblepiony krwią i zdezorientowany, a w dodatku zapędzony w kozi róg; z mięśniami i nerwami napiętymi do granic możliwości, klął w myślach na samego siebie, wyrzucając sobie, że dał się tak zaskoczyć. Jak dzieciak, naiwny amator; powinien był zachować czujność, albo przynajmniej zareagować wcześniej, zanim jeszcze opuścił względnie bezpieczne mury Munga.
Sekundy ciszy (teoretycznej, przerywanej hukiem wody i dziwnymi rozbłyskami na nocnym horyzoncie), przeciągały się w nieskończoność, a przynajmniej tak mu się zdawało, gdy chaotycznie rozważał swoje możliwe opcje. Ucieczka nie wchodziła w grę, musiał więc improwizować. Atakując? Myśl pojawiła się w jego głowie nagle, niespodziewanie, a ciało – niestety – zadziałało odruchowo, nie czekając, aż instynkt samozachowawczy zdąży prawidłowo ocenić sytuację. Nie zauważył ruchu kryjącego się w mroku czarodzieja w porę, nie podjął więc próby obrony, a szarpnięcie różdżką i wypowiedziane w myślach Levicorpus zsynchronizowało się niemal idealnie z czarnomagiczną formułą, która padła z ust… kobiety?
Bezsensowność jego własnego działania dotarła do niego zbyt późno, tak samo jak świadomość, że wcale nie słyszał głosu nieznajomej (?) po raz pierwszy. Rozpoznanie zatańczyło gdzieś na krawędzi, nie był w stanie jednak odpowiednio się na nim skupić, skutecznie rozproszony przez smugę światła mknącą w jego kierunku; smugę, przed którą – z czego z kolei zdawał sobie sprawę z bolesną pewnością – nie miał najmniejszych szans umknąć. Jedyne, co mógł zrobić, to zacisnąć zęby i przygotować się mentalnie na kolejną falę bólu; walcząc nie tyle już o własną godność, co o pozostanie we względnej przytomności, zwłaszcza, że nie miał pojęcia, czy jego rzucone połowicznie na oślep zaklęcie w ogóle trafi do celu.
Ani czy ów cel rzeczywiście był tym, czego powinien się aktualnie obawiać.

(150/230, -15)




where does the time go?


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   08.08.17 22:55

The member 'Percival Nott' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 30

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   09.08.17 8:13

Nie miała pojęcia, że zakrwawiony mężczyzna, znajdujący się wraz z nią na skalistym wybrzeżu, nie jest jej wrogiem. Czarodziejska moc wyrwała ją z wygodnego łoża w środku nocy, przeciągając przez szorstką ziemię i zalewając płuca wodą -  nic dziwnego, że każdy, kogo napotkałaby na swej drodze, uznany zostałby za skrajne zagrożenie. W powietrzu wyczuwała czarną magię, tak czystą i obezwładniającą, że gdyby nie koszmarne okoliczności, mogłaby się wręcz zachwycić. Sprowadził ją tu ktoś potężny, co do tego nie miała wątpliwości, lecz powód tej nocnej podróży ciągle pozostawał tajemnicą. Drżała od chłodu, przeszywającego jej półnagie ciało, lecz bardziej: od niepokoju. Coś było bardzo nie tak, nie w porządku; coś wyrwało się z sztywnych ram zasad i regulaminów, które tak bardzo ukochała, i plądrowało teraz jej otoczenie. Coraz jaśniejsze rozbłyski, odbijające się setką refleksów od powierzchni morza, rzucały nieco więcej światła na tę sytuację: zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Rozpoznawała już nie tylko linię skał, ale także dziwne, szpitalne ubranie leżącego człowieka - czyżby miała do czynienia z przerażającym wybuchem magii w Świętym Mungu? Zamknięci tam szaleńcy niekiedy posiadali tajemniczą moc, ale...nie, to było bezsensowne; stop, Deirdre, to nie czas na dokładną analizę prawdopodobieństwa i doszukiwanie się przyczyn. Musisz stąd zniknąć, pozbyć się bólu, odziać, zlikwidować zagrożenie - niekoniecznie w tej kolejności, działała instynktownie, najpierw usuwając z drogi kogoś, kto mógł być powodem całego tego niedorzecznego koszmaru.
Czarnomagiczna klątwa pomknęła przez mrok, lecz Deirdre nie zdążyła zachwycić się siłą promienia ani zauważyć, że i mężczyzna unosi różdżkę w jej stronę - poczuła słabość, zakręciło się jej w głowie a przed oczami rozbłysły czarne plamy. Zachwiała się gwałtownie i gdyby nie skała, o którą się oparła, zapewne przewróciłaby się na piach obok swojej ofiary. Zaczerpnęła histerycznie powietrza, drżącymi palcami wczepiając się w poszarpany bok podparcia - co się działo? - przygotowując się na najgorsze, ale z każdym oddechem mroczki rozmywały się a ona sama, choć osłabiona, była cała.
W odróżnieniu od uciekiniera ze szpitala. Powietrze przeszył jego wrzask, pomieszany z przekleństwami, których nie powstydziłby się nawet przedstawiciel Nokturnu - zaklęcie było celne. I choć najchętniej osunęłaby się po skale w dół, by chwilę odpocząć i zrozumieć, dlaczego jej klątwa zadziałała tak kapryśnie, wiedziała, że nie może spocząć na laurach. Wyprostowała się i zwinnie znalazła się tuż przy mężczyźnie. Mało delikatnie nadepnęła bosą stopą na wywichniętą ze stawu rękę - przezorny zawsze ubezpieczony, im więcej bólu tym mniejsza szansa na to, że jednak zdoła zacisnąć palce na drewnie -  i schyliła się po jego różdżkę: ciągle celując w niego swoją. Równie szybko odsunęła się jednak na bezpieczną odległość, nie za daleko, lecz też poza zasięgiem ewentualnych kopniaków i innych atrakcji, jakie mógł zagwarantować jej...zadziwiająco znajomy nieznajomy.
- Zamknij się - syknęła, jeszcze zanim zaczęła uważniej przyglądać się wykrzywionej bólem twarzy. Był teraz bezbronny, mogłaby zabić go jednym ruchem różdżki, ale musiała dowiedzieć się, dlaczego się tutaj znaleźli. - To ty to zrobiłeś? Dlaczego? - kontynuowała ostro, oschle i z zapowiedzią groźby czającą się w każdej głosce. Nie topniała nawet w momencie, w którym dalekie rozbłyski przybrały na sile, oświetlając dokładniej nowego przyjaciela. I dopiero wtedy, w odległym blasku zielonych łun, z krwią spływającą hojnie z jego rozciętych ran, przy akompaniamencie gasnących już wrzasków bólu - zrozumiała. Pokrywające się bodźce zlały się w jedno a profil mężczyzny stał się dla niej jasny, wyryty najważniejszym wspomnieniem ostatnich tygodni. Wpatrywała się przecież w niego dokładnie, tak, jak teraz; siedział na przeciwko, blady i przerażony; dzielili tą samą inicjację, ten sam szok, ten sam szacunek i tego samego Pana.
- Och - wydarło się z jej ust bezgłośnie: jej ulubiona, rutynowa reakcja na wszelkie niespodzianki losu. Opuściła nieco różdżkę. - Nott - dodała z odrobiną zdezorientowanego zaskoczenia, jakby właśnie nadepnęła poważanemu lordowi na stopę podczas tańca a nie wyrwała mu rękę ze stawu, tuż po tym, jak obydwoje, w negliżu, znaleźli się na zapomnianej przez Merlina plaży. Prawie się zarumieniła. Prawie, bowiem sytuacja nie sprzyjała konwenansom. Nie oddała mu różdżki, ale podeszła odrobinę bliżej, ostrożna, lecz bardziej zdziwiona. Percival nie mógł zdradzić, nie był kretynem - a przynajmniej takie sprawiał wrażenie - nie mógł więc też zrobić jej krzywdy: dlaczego więc się tutaj znaleźli? - To jakaś próba? - rzuciła lodowatym szeptem, bardziej do siebie niż jego; ona i Nott dołączyli razem, lecz w takim razie gdzie znajdował się ten trzeci, ta miotlarska księżniczka o bujnej czuprynie? Nie, to było niedorzeczne, ona podołała już powierzonemu zadaniu, została przeklęta, stała się Jego. Mimowolnie potarła wierzchem dłoni Mroczny Znak, przebijający się zza wilgotnego materiału halki, oblepiającej jej ciało. Po raz pierwszy od dawna czuła się całkowicie niepewnie, rzucona w wir wydarzeń, na które nie miała najmniejszego wpływu.

135/200, -15 do kości





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   10.08.17 21:46

Wiedział, że nie miał szans. Zdawał sobie z tego sprawę jeszcze zanim promień rzuconego przez niego zaklęcia – zbyt słaby, zbyt wątły – pomknął w zupełnie innym kierunku niż powinien, ani przez moment nie zagrażając napastnikowi. Był osłabiony, zdezorientowany i ranny, zablokowany ze wszystkich stron przez skalną niszę, a jednocześnie wystawiony od przodu na każdy ewentualny atak; jego jedyną przewagą mógłby być element zaskoczenia, ale odrzucił ją bezsensownie, zbyt wcześnie ujawniając swoją obecność. Teraz było już za późno; mógł jedynie wpatrywać się bezczynnie w mknącą w jego stronę smugę światła, świadomy nieuchronności tego, co miało nadejść za ułamki sekund.
I co rozkruszyło jego myśli na drobne kawałki.
Ból był potworny, oślepiający, przeszywający na wskroś; rozpoczynający się w trafionym stawie, a następnie rozchodzący od niego gorącymi falami cierpienia. Wrzasnął, nie zdając sobie nawet sprawy z faktu, że wpuścił z dłoni różdżkę; jego pole widzenia – i tak mocno ograniczone panującą ciemnością oraz krwią zalepiającą oczy – zarysowało się jak uderzone szkło, dzieląc się na kilkadziesiąt nieforemnych odłamków, następnie zalane czarną falą migających plamek. Wbrew zdrowemu rozsądkowi zacisnął powieki, osuwając się niżej po ścianie. – Pierdolona, psidwacza mać – wywarczał przez zaciśnięte zęby – ale był to jedynie początek kolorowej wiązanki przekleństw, która wypadła spomiędzy jego warg, przerwana dopiero kolejnym, świszczącym syknięciem bólu, gdy bosa, blada stopa znajomej-nieznajomej czarownicy przycisnęła świeżo zwichnięte ramię do skalnego podłoża.
Szpitalna senność zniknęła na dobre, pozostawiając po sobie krystaliczną wręcz jasność myśli – najwidoczniej nic tak nie otrzeźwiało jak proste, fizyczne cierpienie, może powinien jej podziękować – ale wbrew pozorom nie przywitał tej nagłej klarowności z ulgą. Wciąż nie wiedział, gdzie się znajdował; a co ważniejsze, nie wiedział dlaczego. Chociaż atak kogoś mu nieprzychylnego nadal wydawał się najsensowniejszym wytłumaczeniem, osobliwe okoliczności podpowiadały mu, że tym razem powód nie był tak łatwy i oczywisty. Miał wrażenie, że otaczające ich powietrze wręcz skwierczało od czarnej magii; poza tym, czy gdyby stojąca nad nim czarownica rzeczywiście była sprawczynią zaplanowanej, chłodno wykalkulowanej napaści, to pojawiłaby się na miejscu w ubłoconej halce… i niczym poza tym?
Złapał się na tym, że wpatruje się w przejrzysty, przyklejony do ciała materiał dopiero, gdy do rzeczywistości przywrócił go dźwięk jego własnego nazwiska; wyprostował się, unosząc spojrzenie wyżej i jeszcze raz odszukując w ciemnościach twarz kobiety. Z bliska dostrzegał znacznie więcej: charakterystyczne, egzotyczne rysy nie potrzebowały wiele czasu, żeby zapalić w jego pamięci odpowiednie lampki. Przypomniał sobie zgoła inny wieczór, kilka tygodni wcześniej; w zielonych tęczówkach zamigotało zrozumienie, za którym jednak dosyć szybko podążyła skrajna irytacja. Spowodowana nie tylko bólem ramienia; mimo krwawiących rozcięć na skórze, mimo rwącego uczucia w uszkodzonym stawie, i mimo podświadomego, stłumionego jeszcze adrenaliną strachu, przez moment to urażona duma była tym, co piekło go najmocniej. – Zgłupiałaś? – wysyczał mało kulturalnie, nie mając jednak zamiaru przejmować się konwenansami; fakt, że jego rozmówczyni minutę wcześniej miotnęła w niego czarnomagiczną klątwą, w jego ocenie zwalniał go z wyszukanego kodeksu dżentelmena.
Różnica poziomów nagle zaczęła mu przeszkadzać, podniósł się więc chwiejnie do pozycji stojącej, w myślach dziękując Salazarowi za kamienną ścianę za plecami – nogi wciąż drżały mu żałośnie, przez co odrobinę słaniał się na boki, ale zignorował zarówno zawroty głowy, jak i dziwne uczucie falowania. – Niczego nie zrobiłem – powiedział, przywołując jej wcześniejsze pytanie i uświadamiając sobie jednocześnie dwie rzeczy. Po pierwsze, mylił się, sądząc, że winą za nieplanowaną, nadmorską podróż powinien obarczać czarownicę; mogła co prawda kłamać, ale osobiście postawiłby galeony za to, że padła ofiarą wybuchu magii dokładnie tak samo, jak on. Po drugie – i ta myśl zmroziła go do kości – jeżeli te dziwne siły sięgały poza szpital, to istniało ryzyko, że dosięgły też innych.
Istniało ryzyko, że dosięgły Inarę.
Musiał wrócić.
Oparł się stabilniej o skalną podporę, odruchowo zaczynając już obmyślać plan działania, jednak jego umysł bardzo szybko rozbił się o solidny mur rzeczywistości. Rozejrzał się bezradnie dookoła – czarne fale, zielonkawe rozbłyski, skalne wybrzeże – orientując się, że Deirdre nadal coś mówi. – Próba? – powtórzył za nią; jego głos zabrzmiał tak, jakby dobiegał z oddali. – Jeżeli ty nic o tym nie wiesz, to ja tym bardziej – zauważył chłodno, ale w jego głosie odbiło się niewyraźne echo niepewności. Czy chodziło o to, że opuścił ostatnie spotkanie Rycerzy? Czy dlatego nie rozumiał, co aktualnie się działo?
Przeniósł spojrzenie z powrotem na kobietę; jego wzrok zahaczył o ściskany przez nią przedmiot. – Różdżka – zażądał sucho, z wyraźnym trudem wyciągając w jej stronę prawą rękę (ból w zwichniętym stawie prawie posłał go z powrotem na ziemię; widoczna spod zasychającej warstwy krwi skóra pobladła wyraźnie, ale Percival po prostu zacisnął zęby, przysięgając sobie, że prędzej umrze, niż pozwoli sobie na kolejne upokorzenie).

120/230, -20 do kości (:*)




where does the time go?


Powrót do góry Go down
 

Skalne wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Cliodna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17