Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Skalne wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Skalne wybrzeże   03.05.15 18:58

First topic message reminder :

Skalne Wybrzeże

Odludne, turyści częściej odwiedzają wygodną, piaszczystą plażę niż te brzegi morskie, które mniej nadają się na rodzinny odpoczynek. Stromy brzeg porasta zielona, rzadka trawa, gęsto przerzedzona ostrymi kamieniami. Spienione fale morskiej wody mocno uderzają o wysoki brzeg, roztaczając wilgoć. Zejście do wody w tym miejscu byłoby niebezpieczne, dno jest głębokie, a brzeg zbyt stromy - jedynie tylko najwprawniejsze oko dostrzeże zejście w dół, gdzie odbywają się wodne wyścigi. W okolicy panuje cisza przecinana jedynie szumem wody i krzykiem mew.
Możliwość gry w wodne wyścigi


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   11.08.17 10:57

Gdyby wiedziała, że rzucony wśród ostrych skał nieznajomy jest wiernym sługą Czarnego Pana, z pewnością potraktowałaby go zupełnie inaczej - ale w momencie wymierzania czarnomagicznej klątwy ta wiedza pozostawała poza jej zasięgiem. Musiała zadbać o własne bezpieczeństwo a trzaskanie aurorskim expelliarmusem wydawało się jej dość naiwnym zagraniem w tych koszmarnych okolicznościach. Mroczna magia kotłowała się wśród fal, uderzających o brzeg, odłupywała drobne kawałki nietkniętych wcześniej skał, przesypywała się w wilgotnym piasku, trzeszczała przy wypowiadanej inkantacji: panowała wokół, otulając ich naelektryzowanym, ciężkim materiałem. Znacznie osłabiając samą Deirdre - lecz ta z każdym kolejnym oddechem stawała się spokojniejsza, a drewno różdżki przeciwnika, ściskane w lewej dłoni, dodawało jej animuszu. Zlikwidowała zagrożenie - to nic, że okazało się one tylko pozorne. I tak czuła pewną satysfakcję. Pierwszy raz znalazła się w tak niepewnej sytuacji, wyrzucona na brzeg morza niczym bezbronna syrena - niemalże dosłownie - a i tak zdołała zapanować nad chaosem, porządkując go według swojego planu.
Akompaniament plugawych przekleństw nie sprzyjał jednak dalszym rozważaniom filozoficznym, dotyczącym egzystencjalnych kwestii: po co się tu znaleźli, przez kogo zostali wezwani, dlaczego właśnie ich zesłano na skaliste wybrzeże? Subtelna prośba o zamknięcie kufra wulgaryzmów spotkało się jedynie z ich nasileniem a Deirdre skrzywiła się z wyraźną odrazą. Jak na szlachcica pochodzącego z wyrafinowanego rodu, szczycącego się wspaniałymi Sabatami i najlepszymi manierami, Percival posiadał zaskakująco bogaty słownik bluzgów.
Obrzuciła go dość krytycznym spojrzeniem, w porę orientując się, że wzrok mężczyzny zawiesił się na rejonach, na których zawieszać się nie miał prawa. Znała męskie odruchy, wynikające z lat nieudanej ewolucji, ciągle przytrzymującej samców na poziomie najniższych instynktów - na nich przecież zarabiała, ale nie znajdowała się w Wenus. Ciszę przeszył zgrzyt zębów a Deirdre dokonała kilku nieudanych prób owinięcia przemoczonej halki tak, by zakrywała nieco więcej nagości: rzecz jasna, mało skutecznie.
- Nie patrz się, bo wyłupię ci oczy - ostrzegła solennie, tonem lodowatym jak uderzające o skały fale. Ach, ta okropna, arystokratyczna duma - to nic, że zniszczyła mu rękę, to nic, że chwiał się przed nią, cały ociekający krwią, to nic, że odebrała mu różdżkę i był zdany na jej łaskę: ciągle zachowywał idiotyczną butę, okazując niezadowolenie. Śmiąc jeszcze posądzać ją o ogłupienie. Nie skomentowała w żaden sposób retorycznej obelgi, była ponad tym: ciągle jednak mierzyła go uważnym, oceniającym spojrzeniem, wbijając uporczywie czarne oczy w nieco pokiereszowaną twarz. Nic nie zrobił. Nic nie wiedział. Najwidoczniej znalazł się tutaj zupełnym przypadkiem, tak samo jak ona, wyrwany ze...szpitala? Lub z objęć tragicznego gustu, jeśli chodzi o dobór piżamy. Właściwie kiedy Deirdre przestała się bać i po prostu zaakceptowała nieznaną sytuację, wydawało się jej to odrobinę zabawne: komedia omyłek, rozgrywana w ubłoconym i zakrwawionym negliżu; w roli głównej: nadąsany arystokrata z wywichniętą ze stawu ręką. Brunetka nie uśmiechnęła się jednak nawet odrobinę, sytuacja mimo wszystko znajdowała się na skali śmiechu tak daleko od wesołości, jak to tylko było możliwe. Obróciła jeszcze raz różdżkę Percivala w dłoni. Wiedziała, że Mroczny Znak lśni na jej ramieniu mocniej, niż zwykle, stawiając ją znacznie wyżej od stawiającego jej żądania szlachcica. Przez chwilę korciło ją, by miotnąć w niego kolejną klątwą, zmuszając go do poproszenia o zwrot odebranej własności - ale tym razem pohamowała się skutecznie. To nie był czas na zabawy.
- Tak, to jest różdżka, Nott. Cieszę się, że twój mózg nie został do końca uszkodzony - odparła spokojnie, z kpiną tak oszlifowaną obojętnością, że prawie niewyczuwalną. Odwróciła się do mężczyzny bokiem, by rozejrzeć się wokół - zignorowała przy tym wyciągniętą dłoń. Powinna nauczyć go odrobiny manier, nawet jeśli nie mogła spętać go teraz imperiusem lub słodkim servio, igrając z kapryśną mocą, drażniącą ją w koniuszki palców. - Wiesz co mogło się stać? To jakaś...anomalia? - spytała powoli, starając się pojąć sytuację: bezskutecznie. Siedząc na tej plaży nie zdoła zdobyć więcej informacji. Mocniej zacisnęła dłonie na różdżkach. - Przydałoby się proszę - dodała zamyślonym tonem, powracając czarnym spojrzeniem ku Percivalowi. No, dalej, Nott, schowaj dumę do kieszeni tej podartej piżamy i wracajmy do swoich spraw.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   13.08.17 13:35

Daleko mu było do jasności umysłu. Pionowa, pokryta morską mgiełką ściana zdawała się uginać pod jego palcami, kiwając się miękko na boki i falując razem z wodą, rozbijającą się o stromy brzeg kilka metrów niżej; kolana uginały się pod ciężarem jego ciała, słabe i niestabilne, jak świeżo wylane, betonowe kolumny, które potrzebowały jeszcze co najmniej kilku dni, żeby stwardnieć; głos Deirdre, lodowaty jak owiewające go powietrze, dryfował gdzieś obok nierówno, co chwilę zyskując i tracąc na głośności. Przyjmował jej słowa wybiórczo, niektóre wyłapując bez problemu, inne całkowicie puszczając mimo uszu. Nie z braku szacunku, ani nawet nie dlatego, że minutę wcześniej bezlitośnie go zaatakowała; nie był idiotą, ból nie zamroczył go do tego stopnia, żeby nie zdawał sobie sprawy z tego, że zadziałała instynktownie, zresztą – najprawdopodobniej na jej miejscu zrobiłby dokładnie to samo. Źródło chwilowej ignorancji leżało raczej w mało sprzyjających okolicznościach oraz napływie informacji, które nagle zaczęły przeciskać się do jego umysłu, niepowstrzymywane już słabnącą dezorientacją ani sennym otumanieniem. Jego myśli, jeszcze chwilę wcześniej błogo puste, aktualnie przekrzykiwały się jedna przez drugą, sprawiając, że wszystkie wypowiedzi stojącej nad nim kobiety – również i te jak najbardziej sensowne – stanowiły tylko kolejną falę, dokładającą się do ogólnego jazgotu, którego nie miał najmniejszej ochoty słuchać.
Nie zareagował więc na chłodne polecenia ani nasączone kpiną uwagi, zajęty raczej chłonięciem nowych fragmentów otoczenia, które odsłoniły się przed nim, gdy stanął wreszcie na własnych nogach. Skalne wybrzeże, wypełnione hukiem wzburzonego morza i osnute ciemnością, przerzedzaną jedynie przez zielonkawe rozbłyski, przedstawiało sobą obraz iście apokaliptyczny, chociaż składały się na to nie tyle same widoki, co magia wyczuwalna w powietrzu: magia czarna, dzika, pozbawiona kontroli. Wściekła? Wzdrygnął się nieznacznie, chociaż musiał przyznać, że w tym całym chaosie było coś fascynującego; być może nawet zdołałby się nim zachwycić, gdyby nie znajdował się obecnie na cienkiej granicy nieprzytomności, skazany na łaskę (i niełaskę?) niezadowolonej i najwidoczniej zirytowanej nim śmierciożerczyni. Nadal dumnie dzierżącej w dłoni jego różdżkę; skrzywił się z niesmakiem, gdy zamiast mu ją oddać, odwróciła się do niego bokiem, parą ciemnych oczu chłonąc niszczejący krajobraz. Opuścił rękę, czując, że dłużej już nie będzie w stanie utrzymać jej w powietrzu.
Nie wiem – powtórzył – choć nie była to do końca prawda; znajomy, nieuchwytny, unoszący się dookoła zapach, nieodzownie kojarzył mu się z wydarzeniami ostatnich dni; z pustymi oczami zamordowanej czarnomagiczną klątwą kobiety, z nadpaloną, ziejącą w brzuchu dziurą, z czarną, kleistą mazią, która bez problemu połykała ściany, sufity i podłogę, by następnie wciągnąć go do środka. Wreszcie – przypomniał sobie wielkie oczy niezwykłej dziewczynki, która używała zaklęć nie posiadając różdżki, i której w niewyjaśniony sposób udało się przetransportować czwórkę dorosłych czarodziejów o kilkaset kilometrów, prosto do szpitala. Czy przed momentem nie przytrafiło mu się coś podobnego? – Może… – zaczął, zawahał się jednak. Coś mu mówiło, że to nie było to samo; że ciążąca na mugolskiej wiosce klątwa nie była wcale odpowiedzialna za mającą miejsce katastrofę, nawet jeżeli stanowiła jej mroczne preludium. – Nie, to niemożliwe – dodał ciszej, właściwie bardziej mrucząc do siebie, niż zwracając się do niej.
Prawie warknął, kiedy z jej ust wypadły kolejne słowa. – Nie mamy na to czasu – wysyczał ze zniecierpliwieniem, jakby nie mógł uwierzyć, że w aktualnych okolicznościach chciało jej się bawić w te siłowe przepychanki. Sekundę później zreflektował się jednak; być może powinien był sam siebie posłuchać i dla świętego spokoju dać jej to, czego chciała. Koniec końców, zdawało się, że naprawdę nie miał czasu: nie był pewien, jak długo uda mu się słaniać na nogach, zanim ból i wyczerpanie pozbawi go przytomności. A nie chciał, żeby miało to miejsce na tym przeklętym pustkowiu.
Przetarł zakrwawioną twarz równie zakrwawioną dłonią, wywracając jednocześnie oczami (czego natychmiast pożałował, bo paskudnie zakręciło mu się od tego w głowie). – Proszę – rzucił przez zaciśnięte zęby, celowo przeciągając poszczególnie głoski i czekając, aż Deirdre łaskawie odda mu różdżkę. Dopiero potem odezwał się ponownie. – Jeżeli już się napatrzyłaś, proponuję zakończyć to przemiłe spotkanie – dodał, orientując się nagle, że nie miał pojęcia, co właściwie zastanie po powrocie do Londynu. Czy szpital Świętego Munga jeszcze stał? Czy teleportacja działała?
Czy ludzie, na których mu zależało najmocniej, przetrwali noc?




where does the time go?


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   13.08.17 14:48

Percival zdawał się dziwnie odrealniony - widziała to nawet kątem oka, bowiem nawet gdy odwróciła się do niego bokiem, bacznie obserwowała odruchy mężczyzny. Został rozbrojony, mocno krwawił i słaniał się na nogach, ale dalej mógł zrobić jej jakąś krzywdę: na przykład zwymiotować pod nogi. Obróciła w dłoniach jego różdżkę, mimowolnie sięgając myślami gdzieś dalej, do przyczyny tego szaleństwa. Nott mamrotał coś o ewentualności, ale nie zwróciła na chaotyczne słowa większej uwagi. Mężczyzna był na tyle pokiereszowany, by nie wierzyła żadnym przekazanym przez niego informacjom, mogącym być po prostu wynikiem traumy bądź urazu czaszki. Miała nadzieję, że szybko pójdzie po rozum do obtłuczonej głowy i poprosi ją o różdżkę - ona także nie czuła się najlepiej. Przesunęła wolną dłonią po swoim boku, mokrym i brudnym od błota - czyżby miała złamane żebro? Dalej oddychała przecież z trudem, a ból promieniujący od pleców, nasilał się przy każdym poruszeniu. Nie dawała tego po sobie poznać, doskonale kryjąc dyskomfort pod maską obojętności: pozornie mogła wydawać się nieruszona, a jedynie zewnętrznie naznaczona wodą i mokrą ziemią, wyczuwała jednak, że z każdą chwilą słabnie. A w taką noc - musiała jak najszybciej znaleźć się w pełni sił i w bezpiecznym miejscu. O ile z pierwszym nie miała najmniejszego problemu, to drugie wydawało się problematyczne. Zaczęła jednak planować następne kroki: wróci do mieszkania Mii, niezauważona, przebierze się, ukryje Mroczny Znak, i uda się do Świętego Munga - instynktownie i szaleńczo naiwnie wierzyła w podlegającą w pewien sposób Ministerstwu służbę zdrowia. Nie chciała plątać się teraz po Nokturnie; jeśli anomalia, która rzuciła ją na tą zapomnianą przez Merlina plażę, mogła sponiewierać także inne miejsca, a była zbyt słaba, by stawić czoła naćpanym mętom, rozpełzającym się po zakamarkach Śmiertelnego. Tak, to miało sens - o ile cokolwiek go jeszcze posiadało.
Odwróciła się ponownie do Percivala. Poprosił. Doskonale. Być może spodziewał się, że na jej ustach wykwitnie triumfujący uśmiech - błędnie. Tsagairt nie bawiła się w głupiutkie manipulacje, oczekiwała jedynie należnego jej szacunku, a gdy już go otrzymała: od razu puściła w niepamięć to drobne nieporozumienie. Zmniejszyła dzielący ich dystans i niemalże opiekuńczo wsunęła różdżkę w dłoń Notta, na tyle ostrożnie, by nie porazić go dodatkowym bólem. - Szybko się uczysz - powiedziała spokojnie, co po wcześniejszych lodowatych słowach mogło brzmieć wręcz przyjaźnie. Nie chowała długo urazy, zwłaszcza w tak nieistotnej sprawie. Podniosła wzrok na poharataną twarz Percivala; z bliska nie wyglądał za dobrze a ostry zapach krwi w końcu przebił się przez wilgotny aromat piachu i morza. - Poradzisz sobie? - spytała beznamiętnie, ciężko było stwierdzić, czy na końcu krótkiego zdania znajduje się w ogóle pytajnik. Jeśli chciał podołać zadaniom, otrzymanym od Czarnego Pana, ta noc będzie dla niego dobrą próbą. Nie czekała jednak na odpowiedź; ścisnęła w lodowatej dłoni swoją różdżkę, ostatni raz posyłając Nottowi nieodgadnione spojrzenie. - Udanej nocy, sir - pożegnała go martwym uśmiechem, między słowami życząc mu powodzenia. Potrzebowali go obydwoje, nieświadomi tego, że ich prywatny koszmar przejął właściwie cały czarodziejski świat, trzęsąc nim w posadach. Chwilę później - Deirdre zniknęła, rozmywając się w smolistym dymie.

| deirdre zt!





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skalne wybrzeże   13.08.17 22:47

Pierwszy szok cichł, robiąc miejsce dla dobijających się do głosu resztek zdrowego rozsądku – wyciągniętego na powierzchnię świadomości częściowo dzięki brutalnemu powitaniu, jakie zafundowała mu Deirdre. Teraz, gdy był już pewien, że żył (ledwie), że nie zagrażało mu żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo (względnie) i że wydarzenia, które go dotknęły, nie były skierowane tylko i wyłącznie w jego osobę, mógł opracować szczątkowy plan działania. Bazujący na podwalinach raczej chwiejnych i niepewnych – nocny wicher wywiał go w końcu daleko poza cywilizację, uniemożliwiając niestety głębsze rozeznanie się w sytuacji – ale przynajmniej posiadający jaki taki potencjał. Między jego brwiami pojawiła się wyraźna, pionowa bruzda, gdy zgięty w pół, myślał intensywnie, starając się zadecydować, czy mógł pozwolić sobie na odłożenie doprowadzenia się do porządku w czasie i zamiast tego odnaleźć najpierw Ullę i Inarę. Ryzyko niepowodzenia było spore: nawet zakładając, że udałoby mu się bez dodatkowego szwanku dostać do Nottinghamshire, nie mógł być pewien, czy w rezydencji zastałby cokolwiek oprócz pustych murów. Co, jeśli (krew mroziła mu się na samą myśl) ofiarami dziwnych anomalii padli wszyscy przebywający w Londynie czarodzieje? Cała Anglia? Czy kaprysy magii na taką skalę były w ogóle możliwe?
Zacisnął zęby, ostatecznie decydując, że należało udać się najpierw do szpitala i stamtąd zaalarmować Adriena. Jeśli będzie miał szczęście, spotka go bezpośrednio na miejscu, poprosi o jakiś eliksir wzmacniający i spróbuje opanować ten popieprzony chaos; no i może znajdzie minutę, żeby umyć się z oblepiającej go krwi i błota.
Przygotowany na prowadzenie dalszej dyskusji, prawie zdziwił się, gdy w jego dłoni pojawiła się różdżka. Spojrzał na Deirdre spod uniesionych brwi, ale postanowił nie kusić losu żadnym zaczepnym komentarzem. Nie miał zresztą ochoty na żarty; poczucie humoru tymczasowo go opuściło, wyparte nieprzyjemną mieszaniną dezorientacji, skupienia, napięcia i strachu – w stale zmieniających się proporcjach. Słysząc zadane przez czarownicę pytanie, skinął sztywno głową, potwierdzając, że owszem, poradzi sobie, chociaż jeśli miałby być szczery, to wcale nie pospieszyłby się tak bardzo z gorliwymi zapewnieniami. Nie miał jednak zamiaru wypłakiwać się w zabłoconą halkę Tsagairt, zdążył upokorzyć się już przed nią wystarczająco; miał zresztą nadzieję, że jeśli będzie odpowiednio przekonujący, to w którymś momencie zdoła uwierzyć we własne kłamstwa.
Zacisnął mocniej palce na różdżce, prostując się i po raz ostatni mierząc kobietę spojrzeniem. – Tobie również – odpowiedział zachrypniętym głosem, wyjątkowo szczerze; w jego tonie próżno było szukać kpiny czy sarkazmu, w gruncie rzeczy nie życzył jej źle; niemądrym byłoby też tworzenie sobie wrogów wśród sojuszników, zwłaszcza, że tych ostatnich mógł już wkrótce potrzebować. Coś mu mówiło – irytujące, palące przeczucie, ogniskujące gdzieś z tyłu czaszki – że wydarzenia trwającej nocy stanowiły jedynie początek katastrofalnej serii. Cokolwiek właściwie się stało, nie spodziewał się, żeby dało się to posprzątać w jeden dzień; miał jedynie nadzieję, że dało się to posprzątać w ogóle.
Obserwował obojętnie rozpływającą się w obłoku czarnej mgły Deirdre, ale gdy zniknęła, pozostał w nieruchomej pozie jeszcze przez chwilę, zbierając siły i powtarzając po raz ostatni krótką listę rzeczy do zrobienia. Dopiero po kilku głębokich wdechach oderwał dłoń od kamiennej podpory, z trudem oczyszczając umysł ze wszystkich niepotrzebnych myśli i wręcz boleśnie skupiając je na jednej, konkretnej lokacji. Sekundę później obrócił się na pięcie – chwiejnie, powoli – i z głośnym trzaskiem deportował się ze skalnego brzegu, zaklinając samego Salazara, żeby noc nie zaserwowała mu już żadnych więcej niespodzianek.

| zt!




where does the time go?


Powrót do góry Go down
 

Skalne wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Cliodna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17