Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leanne Tonks

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 http://http:/http://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 http://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec http://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 http://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
szalony naukowiec, historyk
24 lata
Mugolska
Panna
Speak and may the world come undone.
14
20
0
1
0
0
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Leanne Tonks    13.09.17 0:17


Leanne Tonks

Data urodzenia: 20 lipca 1932 rok
Nazwisko matki: Wilde
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: mugolska
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: szalony naukowiec, historyk
Wzrost: 160 cm
Waga: 42 kg
Kolor włosów: naturalnie jasny blond
Kolor oczu: zimny, kryształowy
Znaki szczególne: dużo blizn w myśl zasady: na złość mamie odmrożę sobie uszy; sporadyczne zmiany koloru włosów za pomocą eliksirów


Drogi pamiętniczku,
spisuję cię na nowo, dopiero teraz – po kilkunastu latach egzystencji w tym trudnym do zrozumienia świecie. Dopiero teraz, kiedy ogólna sytuacja nie należy do najlepszych i wiem, że być może moje zapiski nie pójdą na marne, a wewnętrzna potrzeba jest silniejsza. Muszę zostawić ślad po sobie, nie chciałabym zaprzepaścić tylu lat ciężkiej pracy.
Wiele dzieci nie pamięta swojego dzieciństwa w ogóle lub pamięta niewiele, ot, poszczególne historie i sytuacje, które dopiero po pewnym czasie dają pełny obraz na te kilka lat wstecz. Ja swoje pamiętam dość dobrze. Moje dzieciństwo było szczęśliwe, w pełnej, kochającej rodzinie. Rodzice robili wszystko, by żyło nam się dobrze, a rodzeństwo nigdy nie było wobec mnie negatywnie nastawione. Oczywiście, bywały złe humory, kaprysy i dni o nazwie "bez kija nie podchodź", ale nie ma na świecie człowieka, który nie poznałby smaku złego humoru. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo moja krew może mi zaszkodzić, w końcu dzieci żyją w błogiej nieświadomości i świecie iluzji. Ja w tej iluzji pozostawałam aż do czasu czwartej klasy, kiedy przyszło mi zderzyć się boleśnie z otaczającymi mnie realiami.
Jestem najmłodszym owocem miłości matki czarownicy i ojca mugola, a mój talent magiczny objawił się dość późno, bo w dniu szóstych urodzin. Pamiętam ten dzień doskonale; mimo młodego wieku odczuwałam niepokój ze strony rodziny - wynikało to z faktu, że już dość dawno przekroczyłam magiczną granicę ujawniania się zdolności magicznych. Nie podobało mi się to i zazdrościłam skrycie rodzeństwu, które już od dawna było wybrane. Tamten dzień zmienił wszystko: próba zdmuchnięcia świeczek z tortu spaliła na panewce, kiedy ciasto samo z siebie spadło ze stołu na ziemię brudząc wszystko i wszystkich dookoła. Wydaje mi się, że największym prezentem - nie tylko dla mnie - była radość i poniekąd też ulga, że będę taka jak moja kochana mama, czy dzielna siostra, z którą jeszcze dane mi będzie spotykać się na korytarzach szkoły. Moja fascynacja zdolnością do czarów wzrosła, ale nie zamykałam się tylko na ten świat, pozostając wierna temu, na czym mnie wychowywano. Szybko został mi wyjaśniony podział na "rodzaje krwi" i na kogo powinnam uważać w przyszłości, a raczej kogo darzyć ograniczonym zaufaniem – w swojej dziecięcej naiwności uznawałam, że przecież nie może być tak źle. Nie wierzyłam, że ludzie potrafią być zawistni i zadufani w sobie. Zresztą, zawsze byłam inna i myślałam na opak, z uporem szukałam każdego możliwego rozwiązania sytuacji. Zawsze pokładałam we wszystkim więcej wiary niż reszta, co często tłumaczono, że jestem albo zbyt wrażliwa albo cholernie ślepa.



Byłam też bardzo wygadana, a w rezultacie ciekawska. I jeśli ciekawość to pierwszy stopień do piekła, to w naszej rodzinie stoję już tam jedną nogą, kiedy z uporem maniaka pcham chude palce tam, gdzie nie powinnam. Lubię poszerzać horyzonty, zdobywać wiedzę i przede wszystkim wyjaśniać niezrozumiałe dla mnie kwestie. W moim poczuciu wiedza stanowi klucz do zrozumienia świata a jej brak - nawet tej elementarnej, podstawowej, wymaganej - jest wielką przeszkodą. Nie ukrywam, że w szkole nie byłam fanką niektórych przedmiotów i że nie szły mi one najlepiej, ale tego, czego nikt nie może mi zarzucić jest fakt, że nie podjęłam próby zmierzenia się z danymi dziedzinami.
Początki szkoły bywały trudne, gdy materia stawiała opór, a tak duży napływ wiedzy stawał się dla mnie z początku nie do przyjęcia. Jednak wierzyłam w decyzję Tiary Przydziału, choć ta wahała się wyraźnie przed umieszczeniem mnie w dwóch skrajnie odmiennych domach - ostatecznie uznała, że osiągnę w życiu wiele, nie tylko za sprawą mądrości, ale i oryginalności oraz ambicji. Jakiś czas później okazało się, że Tiara w ogóle się nie myliła, przydzielając mnie notabene do domu mojej siostry, Ravenclawu. Byłam pilną uczennicą, nie odpuszczałam, z kolei absolutną przyjemność odnajdowałam (i zresztą odnajduję dalej) w nauce historii, nie tylko tej dotyczącej magii, a i tej związanej częściowo z moją krwią. Gdy byłam mała zasypywałam tatę setkami pytań, ten z kolei pełen cierpliwości i spokoju mierzył się z nimi, opowiadając mi wszystko co dotyczyło historii, czy też mitologii. Lubiłam później rozmyślać o wielkich bogach i nimfach, których wielkie podobieństwa odnajdują się w naszym magicznym świecie. Lubiłam też numerologię i starożytne runy: w gruncie rzeczy chyba najmniej tolerowane przez uczniów przedmioty, ale moja wrodzona spostrzegawczość i umiejętność łączenia faktów w całość zawsze plasowały mnie w czołówce klasy. Dobrze czułam się na dodatkowych zajęciach (czyli po prostu kołach naukowych dla chętnych) z literatury wszelakiej i retoryki. I jedno i drugie koło przydało mi się w mojej aktualnej pracy.
Czasami moje zainteresowania wybiegały poza szkolne przedmioty (chyba nie ma dziedziny, którą bym się nie zainteresowała). Na przykład zaciekawienie anatomią pojawiło się u mnie w okolicach czwartej klasy i nauczyłam się jej podstaw w zasadzie przez siostrę (czego nie można powiedzieć o magii leczniczej, której odpowiedzialności nie chciałam się podejmować, ale siłą rzeczy zapamiętałam kilka zaklęć). Ze względu na jej pracę i moją chwilową fascynację ludzkim ciałem dowiedziałam się kilku podstawowych rzeczy o człowieku. Naturalnie później próbowałam przekładać tę wiedzę na praktykę, choćby przez nieudany eksperyment dowiedzenia się skąd Justine posiadła zdolność do zmiany wyglądu. Tłumaczenia i zapisy w podręcznikach były niewystarczające, a więc pewnej nocy w wakacje zakradłam się do jej pokoju z zamiarem pobrania krwi do badań. Nie udało mi się to – w ostatniej chwili straciłam resztki opanowania, jedynie boleśnie kując ją w rękę. Cóż, nie była zbyt zadowolona, choć to co zrobiłam było niczym w porównaniu z pierwszą próbą, podczas której ucięłam jej kosmyk włosów. Swoją wiedzę z anatomii próbowałam swego czasu przekładać też na ONMS, bo w moim rozumowaniu dało się dostrzec pewne analogie między zwierzętami a człowiekiem. I chociaż wiedzę teoretyczną o magicznych stworzeniach posiadałam, gorzej wypadałam w praktyce. Do dzisiaj pamiętam jak podczas jednej z lekcji niezbyt rozsądnie podeszłam do małego aetonana, a ten wystraszony mnie kopnął. Nie uroniłam wtedy ani jednej łzy, tak jak i w żadnej innej sytuacji, kiedy ktoś znajdował się w pobliżu, co wielu ludzi interpretuje jako egoizm, czy nawet bezduszność. A ta sytuacja – jako jedna z wielu – pokazała mój upór oraz silną wolę, bo niewiele później zgłosiłam się na ochotnika do opieki nad ów zwierzęciem. Szybko pojęłam jak się zachowywać w ich obecności i czego nie powinnam robić, niedługo potem biorąc częściowo pod swoją opiekę inne stworzenia. Do zainteresowań pozaszkolnych zalicza się też krótki epizod z gotowaniem, kiedy w jedne wakacje spędzone w rodzinnym gronie spróbowałam upiec ciasto, niemal paląc przy tym pół kuchni. To własnie mama nauczyła mnie podstaw, przydatnych do dzisiaj.
Starałam się, a jednak na swoim koncie posiadam też wiele przykrych i niejednokrotnie zabawnych incydentów. Jeśli kiedykolwiek w szkole było głośno o eksplozji w sali do eliksirów, ogłuszeniu grupy przez przeklętą mandragorę czy spaleniu piórka przy próbie transmutacji - najpewniej byłam to ja. Mogę przysiąc, że wszystkie siły w zamku działały na moją niekorzyść! Uchodziło mi to jednak często na sucho, chociażby przez fakt, że nie sprawiałam nigdy problemów, poza drobnym faktem... uwagę zwracałam na siebie tylko częstymi zmianami koloru włosów: zazdrościłam Justinie jej zdolności, nie chciałam od niej odstawać - raz na zmianę koloru namówiła mnie koleżanka z ławki... przez to kończyłam bardzo często z różowymi, zielonymi, czy nawet błękitnymi włosami. Nie było to zbyt mile widziane, ba, nie było w ogóle widziane wśród kadry nauczycielskiej. O ile rówieśnicy rzucali mi dziwne spojrzenia, tak nauczyciele w ramach kary za te wybryki często kazali mi albo sprzątać zakurzone szafki w salach albo niejednokrotnie przywracali moje włosy do absolutnie nijakiego koloru, który wywoływał śmiech wśród innych. Wydaje mi się, że to dodatkowo mnie wzmocniło i uodporniło na szykany. Swoje braki w nauce nadrabiałam dobrym radzeniem sobie w astronomii i - dopiero później - w zielarstwie oraz wyśmienitą znajomością zaklęć i OPCM. Przychodziły mi one z łatwością, nie sprawiały szczególnego wysiłku; w mojej pokrętnej logice wyjaśniałam sobie to tak, że mój talent magiczny nie bez powodu ujawnił się tak późno i teraz wynagradza mi długie czekanie. Być może po prostu miałam smykałkę do tych dwóch dziedzin, pomijając wspomnianą wcześniej historię magii.



Czwarta klasa była dla mnie przełomowa nie tylko ze względu na wyklarowanie się dziedzin, w których byłam dobra. Są jeszcze dwie inne przyczyny, między innymi to, z jaką niesprawiedliwością na tle pochodzenia się spotkałam oraz ukierunkowania mojego aktualnego zawodu.
Po pierwsze, życie... poczucie, że mamy nad nim kontrolę to tylko iluzja. Czasem owa nieprzewidywalność nas przytłacza i sprawia, że czujemy się mali i bezsilni, a ja bezsilna poczułam się pewnego wieczoru, gdy ukrywałam się w czeluściach biblioteki przed surową bibliotekarką zaczytując się w kolejnym podręczniku do historii. Chciałam jej pomóc, naprawdę chciałam! Ale nie byłam w stanie się poruszyć – siedziałam jak sparaliżowana, skryta za regałem, zatykając drżącą dłonią usta. A potem bałam się mówić. Za każdym razem czułam się winna, kiedy ją mijałam. Nigdy nie czułam podobnego stanu: smutku zmieszanego ze złością i przede wszystkim bezradnością, że mogłam zareagować, zrobić cokolwiek, zamiast patrzeć jak starsi znęcają się psychicznie i fizycznie nad młodszą koleżanką, takiej samej krwi, jak ja. Na szczęście - nas obu - w porę pojawiła się bibliotekarka, sprawcy ponieśli konsekwencje swoich czynów. Niewystarczające, o czym przekonałam się później. Pamiętam, że tamtego wieczora postanowiłam sobie nigdy więcej nie odpuszczać nikomu takiego zachowania, tym bardziej nie bać się zareagowania, nawet kosztem swojego zdrowia. Poza tym miałam dobre kontakty z rówieśnikami. Starałam się być wobec nich koleżeńska i w miarę towarzyska, nie czułam też szczególnej nienawiści i uprzedzeń ze względu na moje geny. Naturalnie, byli wrogowie. Jednak nie zwracałam uwagi na złośliwe komentarze, szyderstwa i próby ataków słownych pod moim adresem, ale słyszałam je doskonale. Drugim ważnym faktem jest to, że nauczyciele historii magii i zaklęć zaczęli dostrzegać we mnie spory potencjał. Nie chciałam być tylko ani aurorem ani historykiem, odkrywanie nowych rzeczy, dociekanie, zapach zakurzonych, opasłych tomów sprawiało mi większą radość: próbowałam więc połączyć te dwie dziedziny w jedność, zwracając szczególną uwagę od pewnej pory na genezę, etymologię, pochodzenie zaklęć. Poza historią, badanie tej dziedziny magii sprawiało mi wiele radości - przez kilka miesięcy nawet prowadziłam koło dla zainteresowanych. Potem musiałam zaprzestać swojej działalności, na rzecz poważniejszych projektów, z którymi związałam się już jako absolwentka SMiC.



A chłopcy? Niestety i o nich muszę wspomnieć w kilku słowach, drogi pamiętniczku, chociaż wolałabym wymazać z pamięci ten okres. Nie byłam zwyczajną kobietką, którą zżerała zwyczajna troska i zazdrość. A przynajmniej tak sobie powtarzałam, kiedy mijałam go na korytarzu z inną, owiniętą jak trujący bluszcz wokół bezbronnego drzewa. Czy on nie widział tego, że go wykorzystywała i bawiła się uczuciami? W tej kwestii nie chciałam walczyć, na pewno nie z takim uporem jak w miłości do nauki. Zresztą, sądziłam że mi wszystko jedno, łamiąc w ten sposób niepisany kodeks przyjaźni międzyludzkiej. Mój przyjaciel, bo tak zwykłam go nazywać, nie dostrzegał moich uczuć, więc i ja przestałam je okazywać, uciekając w naukę. Odsunęłam się od niego, nie widziałam w tym nic złego - sam przecież zamienił mózg na łajno smoka biegając za coraz to nowszymi dziewuchami, w których traciłam rachubę każdego dnia. Był też drugi, na pewno niezbyt przyjemny, ale i z takich historii postanowiłam dalej wyciągać wnioski. Jak mogłam w ogóle uważać, że Ślizgon zainteresowałby się na poważnie osobą z brudną krwią? Wtedy jeszcze dalej wierzyłam w podział na "dobrych i złych" ludzi, tego zaliczając mimo wszystko do pierwszej grupy. Sytuacja szybko sama się zweryfikowała, upokorzenia na środku dziedzińca pełnego uczniów nie zapomnę chyba nigdy. Przestałam więc ufać ludziom (z małymi wyjątkami), nawet jeśli oni ufają mnie i widzą, że mogą powierzyć mi swoje sekrety.



Szkołę ukończyłam bez większych trudności, z dobrymi wynikami w nauce. Mój upór, fascynacja i dążenie do zostania historykiem i badaczem (bo tak, moja ścieżka kariery naukowej ostatecznie się wyklarowała) przyniosły mi sporo korzyści. Podjęłam współpracę ze znajomymi naukowcami moich nauczycieli, a w zasadzie najpierw uczęszczałam do nich na kursy rozwijające moje zaplecze metodologiczne i wiedzę. Jestem im bardzo wdzięczna za tę szansę, a świadomość, że przynoszę dumę rodzinie sprawia, że czuję się na odpowiednim miejscu. Wiem, że osiągnę jeszcze wiele w życiu; w końcu wiem, co robię, o ile wcześniej nie wykończy mnie bezsenność, uzależnienie od kawy i wiśniowych papierosów, strach przed porcelanowymi laleczkami (są dla mnie nienaturalne, okropne, po prostu demoniczne - gdy raz natknęłam się na taką w składziku, nie byłam w stanie wyjść z niego o własnych siłach) i ciekawość, wpędzająca mnie w różne, niekomfortowe sytuacje.



Pamiętniczku, jest jeszcze jedna ważna kwestia, która leży mi na sercu i o której nie mogę z wieloma porozmawiać. Dlatego spisuję to wszystko tu w nadziei, że chociaż ulży mi na moment. Stało się coś dziwnego, dokładniej ujmując - w przeciągu kilku minut moje życie po raz kolejny się zmieniło, znalazłam się w pewnej organizacji. W dużej mierze mój wkład w Zakon Feniksa to sprawka Justine i to dzięki niej w nim pomagam od niedawna. Spotkałyśmy się jakiś czas temu, nie była w najlepszym stanie. Opowiedziała mi o wszystkim co przeszła, o ludziach, którzy próbują przywrócić porządek w naszym pokręconym świecie i o tym, że jestem (mogłabym być) im potrzebna z moją wiedzą w niektórych dziedzinach - nie potrzebowałam dużo czasu do namysłu. Właściwie, od razu przypomniała mi się tamta sytuacja w bibliotece i to, co sobie obiecałam robić. Poczułam pewnego rodzaju ulgę, że wreszcie będę mogła to uczynić i że jest większe grono nie zgadzające się na panującą niesprawiedliwość. Mój zawód "mądrali" nabiera teraz nowego znaczenia, ale jest pewien problem. Justine zniknęła, mama też, nikt nie wie co się z nimi dzieje, a ja aktualnie przebywam poza granicami swobodnego teleportowania, przy projekcie badawczym, na który wysłano mnie wbrew mojej woli. Nie mogę stąd póki co wrócić, tata się nie odzywa. Chyba panikuję.




Patronus: Wilczek - niezależny, indywidualista, miłujący wolność i nieograniczoną przestrzeń. Być może łączy mnie z nim jeszcze to, że nie uznaję żadnych ograniczeń, dążę do swojego celu. Wspomnieniem, które przywołuję są święta i czas spędzony wtedy z rodziną. Zawsze jednego wieczoru siedzieliśmy przed kominkiem, wpatrując się w palący się w kominku ogień. Popijaliśmy gorącą czekoladę, opowiadając sobie różnego rodzaju historie.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 14 +4 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 20 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 1 +1 (różdżka)
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia magiiIII25
NumerologiaII10
SpostrzegawczośćI2
RetorykaI2
Starożytne runyII10
AnatomiaI2
AstronomiaI2
ZielarstwoI2
ONMSI2
Ukrywanie sięI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoII0
Silna wolaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)II3
Literatura (tworzenie)II3
GotowanieI0,5
Reszta: 3,5

Wyposażenie

Różdżka, sowa



[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Leanne Tonks dnia 29.09.17 13:08, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leanne Tonks    27.10.17 20:39

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Żywe srebro, jakim w młodości była Leanne, musiało cierpliwie poczekać na pierwszy wybuch magii, lecz gdy ten w końcu doszedł do skutku, zapowiedział bogate w czarodziejską moc życie. Dziewczynka dzielnie radziła sobie w szkole a dzięki wsparciu starszej siostry i własnemu talentowi do zdobywania wiedzy (i pakowania się w kłopoty) posiadła wiele cennych umiejętności. Pasja, jaką Lea darzyła historie magii, nie zbladła razem z wiekiem, wręcz przeciwnie, stała się zalążkiem jej badawczej kariery. Czy Tonks odkryje coś, co pozwoli wygrać walkę ze złem? A może dzięki ciężkiej pracy sama znajdzie się niedługo na kartach naukowych woluminów, które tak uwielbia przeglądać?

OSIĄGNIĘCIA
nauka to potęgi klucz
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Garrett Weasley



Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leanne Tonks    27.10.17 20:39

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRY brak

INGREDIENCJEposiadane: brak



BIEGŁOŚCI-
[02.11.17] +1 PB do puli (nagroda za szybką zmianę)
HISTORIA ROZWOJU[18.09.17] Karta postaci -50PD


Powrót do góry Go down
 

Leanne Tonks

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Andromeda Tonks
» Justine "Just" Tonks
» Pokój Tonks

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17