Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cyrus Snape

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape http://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 http://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 http://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 http://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
2
6
Czarodziej

PisanieTemat: Cyrus Snape   13.09.17 10:24


Cyrus Angus Snape

Data urodzenia: 20.03.1926
Nazwisko matki: Howell
Miejsce zamieszkania: dawniej Shepperton, hrabstwo Surrey, obecnie Londyn, ulica Pokątna
Czystość krwi: mugolska
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: wykwalifikowany alchemik
Wzrost: 183 cm
Waga: 86 kg
Kolor włosów: czarny
Kolor oczu: ciemnobrązowy
Znaki szczególne: Wyprostowana, wysoka i dumna sylwetka, nienaganne, eleganckie, c z a r o d z i e j s k i e szaty, zadbana fryzura, papieros w dłoni, ponura aura, jaką wokół siebie roztacza oraz długa blizna ciągnąca się przez całe lewe udo.


Wspomnienia zostają gdzieś głęboko
w nas pozostał na zawsze obraz tamtych dni
dziecięcy świat

W ich świecie nie było magii. Nie zagościła w nim ani na chwilę, ułamek sekundy - nie objawiła się też w postaci najsilniejszego zaklęcia mogącego zatrzymać Avadę Kedavrę - w miłości. Wystarczyło kilka niezobowiązujących spotkań żeby Snape senior kazał swojemu synowi pojąć za żonę brzemienną kobietę. Zorganizował największe wesele w całym Shepperton wydając fortunę na alkohol - tylko po to, żeby goście nie dopytywali o dziwną abstynencję panny młodej oraz jej zaokrąglony brzuch. W końcu wszystko przebiegło pomyślnie, tak jak tylko rzeczywistość była w stanie znieść ten eufemizm. Po ślubie nadal nie było miejsca na magię, tak jak nie było jej podczas narodzin pierwszego dziecka - przychodzącego na świat zaskakująco szybko - chłopca. Cud narodzin nie miał niczego wspólnego z cudem właściwie. Raczej z zapachem potu, krwi oraz bólu odbijającego się donośnym krzykiem w niewielkiej kamienicy. Pierwsza wojna światowa była już wspomnieniem, chociaż bez wątpienia wciąż żywym; druga wojna światowa zbliżała się powoli, lecz nieuchronnie. Pan Snape, małżonek, pracował bez wytchnienia na utrzymanie rodziny parając się górnictwem. Jak jego ojciec, dziad i pradziad, a także większość mężczyzn niewielkiego miasteczka. Konserwatywny oraz surowy, nieznoszący sprzeciwu mężczyzna wychowywał swoje dzieci twardą ręką, nie szczędząc jej również swojej żonie. Podobno zgorzkniał z powodu nieszczęśliwej miłości - lecz czy tamte czasy posiadały wolną przestrzeń potrafiącą pomieścić coś podobnego? Czy Snape junior był w stanie przyjąć magię do swojego serca nienawidząc jej każdego objawu?
Cud zdarzył się jeszcze trzy razy. Każdorazowo rodził się chłopiec. Pani Snape zajmowała się domem oraz wychowywaniem dzieci - nierzadko zaglądając przy tym tęsknym wzrokiem do kieliszka - i to na alkoholowe zwidy zrzucała winę za niepokojące rzeczy dziejące się wokół dwóch środkowych synów. Jej mąż rzadko bywał w domu, niczego się więc nie dopatrzył. Magia w ich domu zaczęła istnieć, lecz żaden z domowników nie był na nią przygotowany. I nikt nie chciał jej pod swój dach przyjąć. Los jednakże zapragnął inaczej.
Najstarszy chłopiec był podobny do swoich rodziców. Cyrus urodził się jako drugi i to on zapoczątkował zmiany w ich dotychczasowo nudnym życiu. Dzieciaki codziennie psociły ganiając się po polach, kradnąc sąsiadom owoce oraz zdzierając nogi podczas ucieczek - w trakcie jednej z nich młody Snape nadział się na wadliwy płot i rozorał sobie udo o wystający drut. Natomiast kiedy rodzeństwo nieco bardziej podrosło zaczęło imać się prac dorywczych. Kosili trawę, nosili węgiel, wodę ze studni oraz rąbali drewno. Wieczorami siadali z rodzicami do obiadu modląc się do Boga o pomyślność w życiu. Podczas jednej z modlitw uroczysta pieczeń za sprawą magii z impetem uderzyła w głowę rodziny - dosłownie w głowę. Matka zaczęła się gorliwiej modlić, chłopcy z przerażenia zamilkli. Ojciec wtedy spuścił im solidne manto, nie wiedząc który z nich dopuścił się zbezczeszczenia posiłku oraz jego własnego autorytetu. Cyrus domyślał się, że jest inny - zdarzało mu się wprawić w ruch kredki oraz samoistnie podpalać domowe zasłonki. Jego bracia o tym wiedzieli, lecz solidarnie żaden z nich nie puścił pary z ust. Pani Snape coraz więcej piła sądząc, że ich niewielka chatka została opętana. Jej mąż poza tym jednym jedynym przypadkiem pozostawał ślepy na wszystkie odstępstwa od normy. One zaś nasiliły się po przyjściu na świat młodszego syna. Także on został obdarzony magicznymi zdolnościami, których oczywiście nie potrafił w żaden sposób kontrolować - ojciec stał się wtedy jeszcze bardziej wymagający, surowy. Dzieciaki często chodziły posiniaczone, lecz nikogo to nie obchodziło - a nawet jeśli, to wszystkiemu winien był przecież ich temperament. Dzieci często się obijają to tu, to tam, to wszystko przez rozsadzającą ich energię. Nikt nie odważył się tego podważać.
Najmłodszy z nich, Tobias, urodził się bez magicznych zdolności - wydawało się wtedy, że życie rodziny Snape wracało do normalności. Nie na długo - po przekroczeniu przez Cyrusa znamiennego wieku lat jedenastu, do drzwi ubogiej chaty zapukał nieznany nikomu mężczyzna. Przedstawił się jako pan Wadock, nauczyciel Hogwartu, wysłannik samego dyrektora placówki. Z początku wszyscy sądzili, że to okrutny żart; wreszcie rodzina uznała mężczyznę za obłąkanego. Kiedy głowa rodziny próbowała siłą wyrzucić intruza z domu, ten musiał się wreszcie ujawnić - niewielki pokaz czarodziejskich zdolności wprawił wszystkich w zdumienie. Pomimo jasnego przekazu pan Snape wzgardził magią. Tak jak wzgardził swoim synem. Nie czarodziejem - dziwolągiem, powodem pośmiewiska wśród sąsiadów. Do sprawy ponownie musiał wtrącić się pracownik szkoły - to z nim jedenastolatek poznawał zupełnie nowy świat. Świat, który do tej pory był dla niego zamknięty, a teraz jawił się przed nim jako obietnica wolności. Nowa możliwość, która pozwoliłaby mu się odciąć od toksycznych rodziców, rozpocząć być może lepsze życie; tylko co z braćmi, których kochał tak mocno?
W Hogwart Express siedział w wypożyczonym mundurku, z książkami oraz kociołkiem po starszych uczniach będącymi już absolwentami szkoły. Tylko różdżkę miał swoją - całą drogę obracał ją w smukłych palcach zastanawiając się nad jej mechanizmem działania. Zamierzał ją nawet rozpruć niewielkim scyzorykiem w celu dostania się do środka drewna, lecz w porę w przedziale zjawił się on. Miał tak samo jak Cyrus jedenaście lat, ogromne okulary na nosie i delikatny uśmiech na gładkiej twarzy. To on powstrzymał Snape'a przed zniszczeniem sobie narzędzia pracy. To on przysiadł obok opowiadając nowemu znajomemu o domach w szkole, o przedmiotach, których mieli się uczyć w placówce. Był czarodziejem półkrwi, oboje jego rodziców było czarodziejami - z pewnością wiedział o magii dużo więcej niż siedzący obok mugolak.
- Chciałbym należeć do Ravenclawu - wyznał mu wtedy zagubiony chłopiec po usłyszeniu wszystkich opowieści. Wierzył, że ciężka praca oraz inteligencja pomogą mu w planie na własne, nowe oraz nazbyt dojrzałe życie.
- Jeśli poprosisz Tiarę przydziału wystarczająco mocno, na pewno wysłucha twoich próśb - odpowiedział na to drugi z uczniów, po czym poczęstował go czekoladową żabą. Niedoświadczony Cyrus musiał niestety patrzeć jak jego przysmak wypada z samobójczą misją za otwartą szybę okna. - Naprawdę jecie żywe żaby z czekolady? - spytał wtedy niewyobrażalnie zdziwiony. Jego nowy kolega zaśmiał się cicho.
Faktycznie - stary kapelusz przychylił się do prośby jedenastolatka, chociaż zastanawiał się też nad wyborem dlań Gryffindoru. Kilkanaście sekund po głośnych dywagacjach Tiary Snape'a przywitały brawa nowych kolegów i koleżanek z niebiesko-brązowymi krawatami. Wtedy był szczęśliwy, lecz jeszcze nie wiedział, że szkolna rzeczywistość rządzi się swoimi prawami i daleka jest od jego optymistycznych wyobrażeń.



Nie pozwolę ci się bać

Uczniowska brać nie przywitała mugolaka z otwartymi ramionami. Bardzo szybko mały chłopiec zorientował się w panującej tu hierarchii. I on - był na samym jej dnie. Pogardzany przez czystokrwistych czarodziejów często padał ofiarą kpin oraz docinek uderzających głównie w jego rodzinę. Starał się przyjmować wszystkie werbalne ciosy w milczeniu, ironiczne śmiechy zbywać równie ironicznym uśmiechem. Skłamałby natomiast twierdząc, że prześladowania nie ciążyły mu na duszy. Bez pamięci oddawał się nauce - od początku pokochał wieżę astronomiczną i to właśnie tam spędzał większość swojego czasu. Gwiazdy nie pytały, nie szydziły - odkrywały przed nim swoje nieskończone piękno. Uwielbiał wpatrywać się w atramentowe niebo udając, że żadne zmartwienia nie imają się jego młodego umysłu. W ogóle miał ciągotki do niebanalnych przedmiotów, będąc również prymusem na dodatkowych zajęciach z numerologii. Uwielbiał magiczne stworzenia oraz rośliny i co było bardzo dziwne, miał naturalny dryg do eliksirów. Przychodziły mu one z równą łatwością co nauka astronomii; całkiem nieźle bronił się również przed czarną magią. Cyrusa bardzo mocno ciągnęło do nauki, chętnie zagłębiał się w ponadprogramowe tajniki anatomii, z niegasnącym zapałem czytał o dawnych dziejach magii. Był bardzo zdolnym chłopcem, co się niestety przekładało na brak imponującej liczby znajomych - nauczony doświadczeniami kontaktu z uprzedzonymi uczniami raczej stronił od towarzystwa innych dzieci. Jeśli już to chętniej obracał się w kręgach mu podobnych - wyrzutków, mugolaków, kujonów. W wolnych chwilach pisywał przepastne, grafomańskie listy do swoich braci opowiadając im o każdym aspekcie magicznej szkoły - skrzętnie pomijając temat nietolerancji – przedstawiając ją właściwie w samych superlatywach. Bardzo chciał, żeby jego młodszy brat - również czarodziej - nie zniechęcił się do magii już na samym starcie. Sam Snape upatrywał w niej w końcu szansy na normalne życie, nie potrafiłby pozbawić jej swojego rodzeństwa. Co prawda i tak na wakacje musiał wracać do przesyconego niechęcią domu, lecz na szczęście matka pomimo swoich problemów zawsze stawała w obronie swych dzieci, dzięki czemu pobyt w rodzinnej mieścinie był bardziej do zniesienia. Jednakże chłopiec odkąd zaznał lepszego, magicznego życia postanowił sobie, że jak najprędzej się usamodzielni, nawet jeśli ma mu to zająć kilka długich lat, podczas których obok ojca będzie musiał chodzić na paluszkach.
Kiedy był w trzeciej klasie wybuchła druga wojna światowa. Jego starszy brat - mugol - uzyskał pełnoletność i został wcielony do wojska. Cyrus bardzo się o niego bał, wypisywał jeszcze więcej listów, w tym na front - chociaż te musiały najpierw dotrzeć do domu, dopiero później jego jeden z braci odsyłał je najstarszemu z nich, do wojska; tak samo działo się w drugą stronę - zawsze z niecierpliwością oraz obawą czekając na odzew od krewnego. Wszystko zbiegło się w czasie z przybyciem do Hogwartu młodszej latorośli niewielkiej rodziny. I coś w trzynastoletnim chłopcu pękło.
Potrafił znieść naprawdę wiele; kiedy szkolni Ślizgoni znaleźli sobie kozła ofiarnego w osobie jego brata, nie potrafił dłużej milczeć. To wtedy pobił się po raz pierwszy - nie jak czarodziej, tylko pospolita szlama, jak został wtedy nazwany. Od tamtej pory regularnie pojawiał się najpierw w szpitalnym skrzydle u pielęgniarki, następnie na licznych szlabanach mających utemperować jego gniew. Z czasem oprawcy nauczyli się omijać młodszego Snape'a szerokim łukiem, lecz sam Cyrus słyszał pod swoim adresem wiele inwektyw - wszystkie kwitował wymownym milczeniem podług starych, ustalonych przez niego samego zasad. Nie zależało mu na uwielbieniu obcych ludzi, dlatego dopóki nie terroryzowali jego brata, robił dobrą minę do złej gry. Wszakże nie był wcale szkolnym rozrabiaką, a jedynie troskliwym, starszym braciszkiem trzymającym rękę na pulsie. To właśnie wtedy odkrył w sobie odwagę skierowaną na pomoc poszkodowanym, których w szkole było znacznie więcej niż jego brat. Pomagał wszystkim.
W piątej klasie przeżywał swoją pierwszą, szkolną miłość - zauroczenie było na tyle silne, że nie docierały doń logiczne argumenty mówiące wyraźnie, że ten związek nie miał żadnej przyszłości. Była czystokrwistą, nieuprzedzoną do innych czarownicą; z początku układało im się naprawdę dobrze. Gotów był przychylić jej nieba - przynajmniej będąc w szkole. Poza nią, podczas wakacji, Snape ciężko pracował żeby zarobić swoje własne pieniądze, odcinając się tym samym od obrażonego ojca. Odcinał się również od magicznego świata, w którym jego ukochana trwała nieustannie, wszakże stanowił jej codzienność. On do niego powracał w drugiej połowie letnich dni wolnych, żeby zarobić również galeony, nie tylko mugolskie funty. Nadal to było jednak za mało na wgryzienie się w magiczne realia, wciąż stanowiące coś nie do końca naturalnego. Kiedy po dwóch latach dziewczyna przedstawiła go rodzicom, ci nie byli zachwyceni jej chłopakiem krwi mugolskiej. Cyrus też powoli zaczął rozumieć, że nic ich przecież nie łączy oprócz kilku wspólnych chwil oraz miłych wspomnień. Te smutne wnioski znów zbiegły się z rodzinną tragedią - tym razem powrotem starszego brata z wojny. Sparaliżowany, poruszający się na wózku, całkowicie niezdolny do pomocy ojcu - wkrótce tak jak on zgorzkniały i niezadowolony z życia. Regularnie odtrącał pomoc młodszych braci pozwalając żalowi na kiełkowanie w zranionej duszy. Prawdopodobnie zazdrościł im świata, w którym żyli; i chociaż także on był trawiony przez wojnę - tyle, że magiczną - to wyszli z tych wydarzeń obronną ręką. A on? Jego życie drastycznie się zakończyło. Mógł jedynie siedzieć na wózku i tępo wpatrywać się w pola za domem. Wegetował.
Snape zawsze był ambitny. Nie poddawał się nawet w najgorszej sytuacji - przynajmniej wtedy tak uważał. Dźwignął się z emocjonalnego smutku poświęcając całego siebie nauce do ostatnich egzaminów. Z astronomii oraz eliksirów uzyskał oceny Wybitny, z Obrony Przed Czarną Magią Powyżej Oczekiwań, zaklęcia i uroki, zielarstwo, Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami i numerologia zostały zakończone notą Zadowalający. Z takimi wynikami mógł bez przeszkód zachłysnąć się dorosłym życiem.



I jak to być mogło, że ona i on razem przez tyle lat
Żyli nie z sobą lecz całkiem obok, no jak?

Zachłysnął się. Resztkami rozsądku odłożył część zarobionych pieniędzy na czynsz pozwalający mu wynajmować niewielkie mieszkanko na ulicy Pokątnej. Całą resztę przepuścił na prawo jazdy oraz niewielki samochód - ziszczenie jego dziecięcych marzeń. Dbał o niego jak nikt skrupulatnie auto czyszcząc i polerując. Nie zamierzał podejmować stałej pracy od razu - nareszcie był wolny. Mógł robić co tylko zapragnął, nie patrząc na pełne dezaprobaty oblicze ojca. Spakował wtedy niewielką walizkę, rzucił ją do równie małego bagażnika i wyjechał w kraj. Po drodze pracował dorywczo to w barach czy w motelach, żeby zarobić na paliwo, schronienie oraz strawę. Żył, jakby jutra miało nie być - i to wtedy poznał właśnie ją. Miała najpiękniejszy uśmiech ze wszystkich uśmiechów, o magii nie wiedziała zbyt wiele, a kreatywność dorównywała tej cyrusowej. Zakochał się bez pamięci podczas wspólnych podróży, pikników na łonie natury, zachodów słońca na plaży i seansach kinowych. Nie myślał wtedy rozsądnie - za zaskórniaki kupił pierścionek; bez brylantu, nie był nawet złoty, kosztował niewiele i wyglądał, jakby po kilku dniach miał się rozlecieć. Mężczyzna się tym nie przejmował, wszakże przedmiot miał być jedynie symbolem ich wielkiej miłości, a szczęściem dla siebie byli oni sami, nie bogactwa materialne.
Zamierzał jej się oświadczyć podczas pikniku w parku, w którym pocałowali się po raz pierwszy. Prawdopodobnie to szczęście go oślepiło - na jednym ze skrzyżowań doszło do wypadku. Ukochana zginęła na miejscu, Cyrus zaś trafił w ciężkim stanie do szpitala. Minęło kilka długich miesięcy nim jego ciało powróciło do zdrowia, w przeciwieństwie do duszy. Uważał się za silnego, lecz ta tragedia dotknęła go bardziej niż cokolwiek innego w życiu. Trawiony rozpaczą oraz wyrzutami sumienia zareagował na sytuację w najgorszy z możliwych sposobów. Resztkę pieniędzy przepijał w barach, szukał tam też zaczepki wyładowując własną niemoc i gniew poprzez bójki. Kiedy kasa się skończyła, kiedy wyrzucano go już z każdej knajpy, zaszył się w swoim mieszkaniu - wspaniałomyślnie opłacanym przez przyjaciela. Gnił tam w nieporządku, w ciemności, nie odzywając się do nikogo. W momentach dobrego nastroju zjadał pożywienie czasem przesyłane mu przez brata. Odciął się od rzeczywistości grubym murem niezrozumienia. Rozpamiętywał przeszłość zastanawiając się czy to on popełnił błąd czy to tamten samochód w nich wjechał. Wyrzucał sobie, że to na pewno jego wina, chociaż nie pamiętał już tamtego dnia, zasnutego mgłą niedopowiedzeń.
I wtedy sowa przyniosła mu coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Jeden ze znajomych - wiedziony szczerymi intencjami - wysłał mu zaawansowaną księgę magii leczniczej, mając nadzieję, że Snape się nią zainteresuje i odnajdzie sposób na ukojenie swojego bólu. Być może istniał jakiś sposób, żeby przynajmniej zbliżyć się do ukochanej? Oczywiście mężczyzna niczego podobnego się nie doczytał pomimo narastającej chęci oraz zgubnej nadziei. Jednakże to wydarzenie
pchnęło pochłoniętego w marazmie Cyrusa do dalszej walki. To właśnie wtedy sięgnął po alchemiczne księgi szukając weń odpowiedzi - które oscylowały wokół sposobu dużo bliżej - to wtedy też wyszedł z domu i wziął kilka przypominających lekcji z zaprzyjaźnionym alchemikiem. Zrozumiał, że zamiast coś niszczyć, mógłby coś stworzyć - zapisał się na kurs eliksirowarstwa w Ministerstwie Magii. Wziął się w garść - nawet wysprzątał mieszkanie! - jeszcze w trakcie zaczął realizować niewielkie zlecenia na nieskomplikowane mikstury, dzięki czemu mógł jakoś przetrwać. W skromnych warunkach, lecz liczył się sam fakt. Przeżył. Przeżył największą burzę swojego życia.
Odrodził się niczym feniks z popiołów.
Po otrzymaniu dyplomu otrzymywał coraz poważniejsze zamówienia, pieniądze stawały się coraz pewniejsze oraz płynniejsze. Łapał równowagę. Dokształcał się też z numerologii, zaczął nawet pisywać do Horyzontów Zaklęć. Jego teorie nie były popularne, artykuły nie cieszyły się szczególnym zainteresowaniem. Prawdopodobnie był postrzegany jako zdziwaczały pasjonat nauki, lecz nic poza tym. Pogodził się z tą opinią, jego życie zaczęło przypominać perfekcyjną rutynę - eliksiry, księgi, spotkania ze znajomymi.
Zwykłą codzienność przerwała ona - smarkula z szóstej klasy w Hogwarcie. Jako pierwsza napisała do niego w sprawie jakiegokolwiek artykułu i nie były to słowa zbyt pochlebne. Zdenerwował się - pierwszy raz od dłuższego czasu poczuł emocje inne od smutku. Odpisał jej niemal natychmiast, punktując argumenty, cytaty z ksiąg - nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek napisał w swoim życiu coś równie długiego; nawet szkolne wypracowania nie dorównywały obszerności tego listu - sądząc, że tym samym utrze jej nosa. Nie spodziewał się, że korespondencja z nastolatką pochłonie go w takim stopniu. Nie spostrzegł momentu, w którym wymiana zdań stała się coraz mniej wroga, za to miejscami coraz mocniej prywatna. Aż spotkali się kilkukrotnie po tym, jak już skończyła szkołę; to zadziwiające ile mogli rozmawiać o nauce.
W pewnym momencie pojawiła się możliwość odbycia alchemicznego stażu we Francji - zaproponował, że wyjadą tam razem. Tym samym samochodem, na który nie mógł wcześniej patrzeć, a który został naprawiony przez przyjaciela. Dla niej gotów był wsiąść do niego raz jeszcze, wierząc, że nie zatracił swojej miłości do czterech kółek. Spakowawszy się czekał na nią, lecz wtedy otrzymał od niej list z rezygnacją. Nie tylko z wyjazdu, ale też z kontynuacji ichniejszej znajomości. Z walizką w ręku patrzył się tępo na karoserię swojego auta zastygając w bezruchu przez kilka godzin, aż się ściemniło. Następnego dnia - chociaż z bolącym sercem - ostatecznie zdecydował się sprzedać samochód. Czuł się, jakby sprzedawał własną duszę, lecz z biegiem czasu docenił palącą w trzewiach pustkę.
Co dziwniejsze - Cyrus nie załamał się, jak to zwykł robić w trudnych momentach. Napisał do niej chyba setkę listów - każdy pozostawał jednakże bez odpowiedzi. Wreszcie pogodził się - czy na pewno? - z kolejną stratą w swoim życiu. Widocznie nie warto inwestować w relacje inne niż rodzinne. Widocznie z samotnością mu do twarzy.
Powrócił do swojego szarego, codziennego życia, opiewającego w alchemię oraz naukę. Jeśli nie musiał spotykać się z klientami osobiście, prawie nie wychodził ze swojego mieszkania. Zdarzały mu się wypady ze znajomymi, odwiedziny rodzinnych stron, pomaganie tym, którym wiodło się gorzej niż jemu samemu. Empatia pozostawała w nim wciąż żywa.
To chyba ona pchnęła Jayden'a do wcielenia Cyrusa do Zakonu Feniksa z samego początku roku pięćdziesiątego szóstego. Umiejętności alchemiczne Snape'a były więcej niż potrzebne, a on sam wreszcie mógł robić coś nie myśląc jedynie o sobie. Mógł realnie pomagać takim jak on, lecz którym brak siły na samotną walkę z ludźmi, którzy okazali się być bezdusznymi oprawcami. Wreszcie był w stanie zawalczyć o lepszy świat dla swojego brata - być dlań tym starszym, podporą, której potrzebował nawet jeśli sam twierdził inaczej. Wreszcie odzyskał również sens, tak mocno przezeń poszukiwanego w życiu.
To właśnie organizacja pchnęła go do podjęcia decyzji o poszerzaniu swojej wiedzy. Z początkiem marca wyjechał na zaawansowany kurs dla alchemików mający miejsce w USA. Zamierzał dowiedzieć się tam nowych rzeczy, zdobyć rzadsze ingrediencje, odnaleźć sposób, lecz z końcem kwietnia powrócił do kraju dostawszy informacje, że w Wielkiej Brytanii dzieje się źle. Ominęło go dzięki temu przesłuchanie w Ministerstwie Magii oraz okrutna próba eksterminacji mugolaków, lecz trudno nazwać go szczęśliwym z tego powodu.
W ciemnych oczach coraz częściej odbijały się obawy o rodzinę.



Patronus: Sowa na dachu kwili, umrzeć komuś po chwili.

Śmiech puszczyka zwiastujący śmierć, wzbudzający w słuchaczach przerażenie, lęk przed nieznanym - podróżą w zaświaty. Tak jak strach przed brudną krwią, Cyrus mógł być postrzegany jako zły omen. Inteligencja oraz silna, magiczna moc schodziła na dalszy plan, chociaż Snape mógłby zostać określony identycznymi przymiotnikami. Liczyła się tylko jego ponura aura, lęk jaki mógł wzbudzać w tych, którzy zrozumieć nie chcą, sztywno trzymając się swoich przyzwyczajeń. Wreszcie wierzono, że sowy mają moc uzdrawiania - Cyrus wierzy, że tworzeniem eliksirów jest w stanie leczyć innych, chociaż miałby problem z dobraniem odpowiednich dawek.
Trudno jest mu wyodrębnić szczęśliwe wspomnienie z setek tych, o których należałoby zapomnieć, lecz wreszcie udaje mu się wybrać - jedno z wielu leniwych popołudni, on oraz jego ukochana w jego samochodzie, pędzący drogą i podziwiający malownicze widoki dookoła. Wiatr targający włosami, promienie słońca głaszczące skórę i nieskończone uczucie tak ulotnego s z c z ę ś c i a.

Sucha w ogrodzie zaszeleści grusza i puszczyk z jękiem w okno zatrzepoce… Pomyślisz sobie, że to moja dusza.





Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 +3 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 5 +2 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 20 Brak
Sprawność: 6 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaIV40
Historia magiiI2
KłamstwoI2
NumerologiaI2
ONMSI2
RetorykaI2
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoII0
SzczęścieI5
Silna wolaI2
Jasny umysłI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura - wiedzaI0,5
Literatura - tworzenie prozyI0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
PływanieI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (brak)-0
Reszta: 1

Wyposażenie

Różdżka, teleportacja łączna






love ain't simple
promise me no promises





Ostatnio zmieniony przez Cyrus Snape dnia 23.09.17 14:38, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cyrus Snape   02.10.17 0:21

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Magia była dla Cyrusa już od samego urodzenia czymś, co ciężko było wytłumaczyć. Nie było przy nim nikogo, kto mógłby pokusić się o wyłuszczenie mu pokrętnych zasad, jakimi kierował się świat, do którego, chciał czy nie chciał, należał. Dopiero w Hogwarcie tak naprawdę przekonał się o potencjale drzemiącym nie tylko w samej umiejętności posługiwania się różdżką, ale także i w nim samym. Odkrycie talentu do eliksirów pokazało mu ścieżkę, którą później Cyrus z największą zaciętością podążył. Oczywiście nie była ona prosta, a dodatkowo związana z życiem prywatnym, nastręczyła mu wielu problemów… również i tych sercowych. Oby pech w końcu się od niego odczepił!

OSIĄGNIĘCIA
Pechowe serce alchemika
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Teleportacja łączna
Kartę sprawdzał: Ramsey Mulciber


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cyrus Snape   02.10.17 0:21

WYPOSAŻENIE
Różdżka

ELIKSIRY-

INGREDIENCJEposiadane:

[30.09.17] Losowanie ingrediencji (maj)
[01.10.17] Wykorzystano: popiół feniksa, krew jednorożca x2, ślaz, jaja popiełka


BIEGŁOŚCI
[02.11.17] +1 PB do puli (nagroda za szybką zmianę)

HISTORIA ROZWOJU[13.09.17] Karta postaci -500PD
[26.09.17] Zakup zaklęć ochronnych: Bubonem, Muffliato, Tenebris; -0 PD
[14.11.17] Zwrot za teleportację łączną, +100 PD


Powrót do góry Go down
 

Cyrus Snape

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Severus Snape
» Kroniki Hogwartu
» Cyrus
» Severus Snape. [dorosły] [w trakcie budowy]
» Zwierzęta Severusa.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17