Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Oranżeria   15.09.17 18:50

Oranżeria

To pomieszczenie przylegające do zamku, otoczone grubymi, przeszklonymi ścianami i wypełnione roślinnością. Centralny punkt zajmuje oczko wodne, w którym żyją niewielkie, kolorowe rybki od czasu do czasu błyskające pod taflą wody. Bliżej szklanych ścian rosną rozmaite, w większości magiczne rośliny, a pomiędzy roślinnością a stawem znajduje się wolna przestrzeń, w której znajduje się stolik oraz miękkie kanapy i fotele, zabezpieczone czarami przed obecną tu wilgocią. W oranżerii żyją też motyle sprowadzone niegdyś przez jednego z Traversów. To dobre miejsce do wypoczynku w otoczeniu roślin; nawet zimą jest tu bardzo ciepło.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Oranżeria   02.12.17 12:16

| 21.05

Choć mieszkała tu już dwa tygodnie, wciąż zdarzało jej się czasem gubić. Oczywiście Glaucus lub jego siostra starali się być pomocni i przybliżyć dziewczątku zawiłości życia w zamku Corbenic, ale Lyra uczyła się dość powoli. Większość czasu spędzała w swoich kwaterach lub pracowni malarskiej. Nawet na zewnątrz wychodziła rzadko, bojąc się kapryśnej anomaliowej pogody. Dlatego nie oddalała się mocno od zamku, gotowa schować się w jego murach, kiedy warunki nagle się psuły. W samych murach też nie mogła narzekać na brak rozmaitych kryjówek i innych miejsc, gdzie mogła szukać spokoju. Czasem, gdy tylko udawało się zapomnieć na moment o problemach ostatnich tygodni, mogła poczuć się prawie jak dziecko, którym była, poznając zakamarki Hogwartu.
Oczywiście musiała też sporo wypoczywać. Matka jej męża już dbała o to, by Lyra nie nadwyrężała się nadmiernie i żeby odpowiednio się odżywiała. Była przecież w ciąży i musiała na siebie uważać. Czasami przyglądała się sobie w lustrze, próbując dostrzec jakieś zmiany w swoim ciele, ale póki co nic takiego nie zauważyła. Wciąż była bardzo blada i chuda, a pod suknią nie rysował się jeszcze brzuszek. Poza tym, że czasami doskwierało jej osłabienie, zmienne nastroje i pojawiający się od czasu do czasu apetyt na dziwne połączenia smaków, nie zauważała innych konsekwencji swojego odmiennego stanu.
Nieczęsto wychodziła z domu, mogła właściwie policzyć na palcach te sytuacje, kiedy już po powrocie z Munga i późniejszej przeprowadzce opuszczała tereny posiadłości. Zbyt mocno bała się anomalii by ochoczo opuszczać komnaty. Prawie w ogóle nie używała magii, bojąc się, że różdżka zwróci się przeciwko niej w najmniej spodziewanym momencie, a nie mogła tak ryzykować. Nie, kiedy nosiła w sobie małego Traversa.
Ale kilka dni temu opuściła posiadłość, składając krótką wizytę w dzielnicy portowej; nawet spotkanie pewnego wyniosłego, nieprzyjemnego szlachcica nie pokrzyżowało jej planów. Teraz szła w kierunku oranżerii, gdzie według skrzata znajdował się jej małżonek, a w drobnych dłoniach niosła malutką paczuszkę. Za pieniądze zarobione za obrazy kupiła mężowi niewielki prezent; czuła jednak pewną satysfakcję, że nie musiała już żyć tak bardzo oszczędnie i mogła podarować mężowi coś od siebie.
Wsunęła się do pomieszczenia, w którym nawet mimo kapryśnej aury ostatnich dni było ciepło, a grube, szklane płaszczyzny izolowały oranżerię od warunków zewnętrznych. Też lubiła tu przychodzić; wśród scenerii roślin przyjemnie się szkicowało lub pogrążało w myślach. Ten widok działał na nią uspokajająco.
- Glaucusie? – zapytała cicho, chowając małą paczuszkę za plecami i rozglądając się za swoim małżonkiem.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Oranżeria   07.12.17 10:13

Była jak ptak zamknięty w klatce. Widziałem to, ale nie wiedziałem co mogłem zrobić. Wyjście poza granice zamku faktycznie niosły znamiona niebezpieczeństwa. Panujące wszędzie anomalie magiczne oraz nieciekawa pogoda przypominały o tym dobitnie. Robiło się coraz zimniej, co mogłem zaobserwować wstawaniem wczesnym rankiem. Niestety i ja zostałem nieco uziemiony; ojciec zabronił nam pływać w taką pogodę, co wyraźnie odbijało się na zarobkach oraz kontaktach handlowych. Nauplius uspokajał, że dla niego ważniejsze jest życie czarodziejów, a nie pieniądze, ale widziałem jak bardzo zmartwiony chodził po posiadłości. Chciałem mu ulżyć, wpaść na genialny pomysł, ale nie miałem żadnego. Mogliśmy tymczasowo przerzucić się na handel lądowy, ale to też wbrew pozorom niosło znamiona sytuacji zagrażającej życiu czy zdrowiu. Wszystko jakby przymarło, pomijając krajową pocztę, choć zdarzało się, że sowy także ginęły podczas przesyłek. A to niespodziewane pioruny, a to zbyt duży mróz; sytuacja wydawała się być naprawdę nieciekawa.
Dużo bardziej poświęcałem się wtedy Zakonowi, choć Lyrze zwykle mówiłem, że szukam pomocy dla rodu, dla strapionego ojca. Źle się czułem z tymi kłamstwami, ale musiałem tak robić, nie miałem innego wyjścia. Nie mogłem jej powiedzieć prawdy; skończyłoby się to katastrofalnie, nie potrzebowaliśmy kolejnego zmartwienia do całej kolekcji nieszczęśliwych wydarzeń.
Dzisiaj postanowiłem zostać w domu, tym razem całkowicie skupiając się na żonie. Nadal smutnej, nadal zmizerniałej. Miałem wrażenie, że cała ta sytuacja wymykała mi się spod kontroli i nie odnajdywałem najlepszego dla niej rozwiązania. Na wszelkie pomysły wspólnego wyjścia, matka reagowała zbyt histerycznie, bym odważył się na ten krok. Uważała, że ciężarnej kobiecie w sytuacji nieprzewidywalnej magii nie wolno opuszczać rodzinnego domu. Potrafiła wymienić mi chyba z setkę najczarniejszych scenariuszy kończących się oczywiście śmiercią lub ciężkim uszczerbku na zdrowiu, a ja chyba nie miałem siły przekonywać jej, że przy mnie nie powinna się obawiać podobnych rzeczy; stwierdziła wtedy, że bez magii jestem bezbronny niczym dziecko, ale nie zamierzałem się z nią kłócić. I wyprowadzać z błędu. Dla niej chyba wszyscy wciąż byliśmy małymi brzdącami, którymi należało się zająć. Kochałem ją, ale ten jej władczy charakter działał mi czasem na nerwy. To chyba cud, że pozwoliła Lyrze odwiedzić mnie w porcie; prawdopodobnie to ojciec maczał w tym swoje palce.
Musiałem gdzieś ochłonąć, a nie było ku temu odpowiedniego pomieszczenia. Nogi same poniosły mnie do oranżerii, gdzie panowało przyjemne ciepło oraz rześkie powietrze. Przemierzyłem ją całą, aż wreszcie usiadłem na jednej z ławeczek chcąc zebrać myśli i być może wpaść na coś genialnego. Na razie szło mi to dość opornie.
I całkowicie się zdekoncentrowałem słysząc dobrze znany mi głos. Uniosłem głowę, wpatrując się w drobną sylwetkę rudzielca.
- Tu jestem – powiedziałem, starając się zabrzmieć entuzjastycznie i równie żywo wyglądać, ale wiedziałem, że nie tak łatwo jest odgonić burzowe chmury. Siedziałem nieopodal wejścia, dlatego zamachałem do żony, chcąc, by usiadła obok; chciałem ją objąć, poczuć znajome ciepło i zapach, dając tym samym ukojenie rozszalałych emocji.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Oranżeria   07.12.17 17:08

Mimo tych wszystkich otaczających ją wspaniałości Lyra nie była w pełni szczęśliwa. Nie potrafiła, skoro jej małe, wrażliwe serduszko nieustannie drżało z niepokoju. Prawie nie opuszczała posiadłości, obawiała się też o męża, co spędzało jej sen z powiek i tym trudniej było znieść to uziemienie. Próbowała uciekać od przesyconych lękiem myśli w świat sztuki, przesiadywała też sporo z matką swojego małżonka. Azure Travers była jednak bardzo nadopiekuńcza wobec ciężarnej synowej, tym sposobem nieświadomie podsycając w młódce obawy. Gdyby tylko wiedziała o kłamstwach męża, z pewnością czułaby się jeszcze gorzej z tym wszystkim. Czułaby się w pewnym sensie zdradzona i oszukana, że jej małżonek głupio ryzykował (i to w tajemnicy przed nią!) zamiast zadbać o bezpieczeństwo własne i rodziny.
Pozostawała słodko nieświadoma wielu rzeczy, ale nawet ona nie mogła nie zauważyć, że na świecie coś się psuło. Czuła też, że pragnie spędzać jak najwięcej czasu z mężem, więc często szukała jego towarzystwa, chcąc po prostu być obok niego. To on był najważniejszym mężczyzną jej życia i o nikogo nie martwiła się równie mocno jak o niego, choć często zastanawiała się też, jak sobie radzą inni w tych okropnych czasach. Jak radzą sobie Prewettowie, Alex, Titus, a nawet jej brat. Nie było jej to obojętne i martwiła się o nich wszystkich.
Martwiła się wszystkim zbyt wiele, przed czym też przestrzegała ją matka małżonka. Lyra marniała i trudno było tego nie zauważyć. Jej rude włosy oraz zielone oczy nie błyszczały tak jak dawniej, suknia wisiała nieco zbyt luźno na wątłym ciałku, a w spojrzeniu często błyszczał cień lęku. Nawet malowanie nie zawsze stanowiło skuteczną ucieczkę. Powinna teraz kwitnąć, ciesząc się szczęśliwym małżeństwem i wyczekiwanym dzieckiem rosnącym w jej ciele, ale za bardzo się bała, że dostała to wszystko tylko na chwilę, że może jednak nie były to najlepsze czasy do powoływania na świat nowego istnienia. Co, jeśli jej mały Travers ucierpi przez te anomalie?
Wsunęła się do oranżerii, próbując wypatrzeć męża. I po chwili, krótko po tym, jak wypowiedziała jego imię, usłyszała jego głos.
- Jesteś – ucieszyła się, po czym natychmiast podeszła bliżej. Usiadła obok niego, muskając ustami jego policzek i wtulając się w jego ciepłe ramię. – Szukałam cię. Spędziłam większość ranka z twoją mamą. Znowu odpytywała mnie z historii rodów i pokazywała nowe taneczne kroki. – Lyra lubiła nauki Azure, a teraz godziła się na nie także po to, by zająć czymś myśli. W normalnych okolicznościach pewnie miałaby dużo frajdy w szlifowaniu nie tak idealnych (choć i tak dużo lepszych niż dawniej) umiejętności. – Może miałbyś ochotę kiedyś je wypróbować? Pewnie raźniej robiłoby się to z tobą niż samotnie i z książką na głowie.
Westchnęła cicho; nawet te płytkie rozrywki godne damy nie były w stanie całkowicie wyplenić z niej smutku i obaw, więc znowu spojrzała na męża, po chwili wyjmując zza pleców paczuszkę, którą sama zawinęła w kolorowy papier.
- To nic wielkiego, ale... Chciałam sprawić ci choć małą przyjemność. Kupiłam to podczas ostatniej wizyty w porcie... do tej pory się zastanawiam, jak to się stało, że twoja matka pozwoliła mi się tam udać i to samej.
Patrzyła z ciekawością, jak jej mąż rozwija pakunek. Niezbyt się znała na szpargałach lubianych przez mężczyzn, ale oglądając tamtego dnia stoiska uznała, że takie przedmioty mogą mu się spodobać i przydać w jego pracy żeglarza.
- Nie wiem, ile prawdy jest w tym, co sprzedawca zachwalał na temat ich magicznych właściwości, ale mam nadzieję, że i tak ci się przydadzą – powiedziała, lekko ściskając dłoń męża.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Oranżeria
» Oranżeria
» Magiczna Menażeria
» Menażeria u Nanuka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Norfolk, Corbenic Castle-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17