Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój Miriam

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pokój Miriam   18.09.17 1:46

Pokój Miriam

Nieco większy niż jej stary, ale mieszczący jak na razie znacznie więcej zabawek. Miękkie, pluszowe misie, jednorożce i pegazy stoją grzecznie na swoich posterunkach na parapetach, regałach i szafkach, a lalki pilnują swojej właścicielki tuż przy jej miękkich poduszkach ułożonych równo na dużym, pościelonym w pastelowych kolorach łóżku. Jasne kolory rozświetlają cały pokój, a miękki dywan położony na drewnianej podłodze, uprzyjemnia odkrywanie jego sekretów. Pojemna szafa to idealne miejsce na kryjówkę!


Powrót do góry Go down
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett http://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 http://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
żywa tabliczka do liczenia
6
Szlachetna
Panna
liczyła codziennie nad ranem
wiedziała wciąż ile ma lat
a teraz brakuje jej kilka
na pewno biedronce ktoś skradł
0
0
0
0
0
0
1
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   18.09.17 1:49

| 14 maja

Maj był dla niej całkiem żółty. A trzeba już na wstępie powiedzieć – Miriam nie cierpiała żółtego koloru.
Jej płacz, który kanarkowym odcieniem barwił cały jej niewielki świat całymi strumieniami, słychać było już od rana, a przerywany był jedynie krótkimi incydentami, które były zgoła przyjemniejsze od dziennej rutyny. Nie chciała płakać, naprawdę, ale takiej małej czarownicy, choć upewnianej w tym, że jest dzielna i mądra, ciężko jest się czasami powstrzymać od pokazania całemu świat, jak jest jej źle i że ten dom, nowy, ogromny, obcy, choć przecież wciąż rodzinny, jest w rzeczywistości tylko plątaniną korytarzy i brzydko wyglądających, wysokich ścian. Ciężko jest jej również wtedy, kiedy z niewiadomych przyczyn kwiaty na parapetach więdną, a mleko w miseczce nagle staje się tak gorące, że aż parzy w język i palce. Nie rozumiała tego, co się działo, chociaż wszyscy usilnie próbowali jej to wytłumaczyć. Siedź w miejscu, Miriam, nie ruszaj się. Nie dotykaj tego, bo się poparzysz, Miriam. Panienko Miriam, dzisiaj musi pani zostać w pokoju i pobawić się lalkami. Panienko, tak mi przykro, że pani Rowena się zepsuła, jutro kupimy panience nową lalkę. I nowego kanarka.
Tak jej było smutno, kiedy niewielkie, złote ciałko jej ukochanego ptaszka leżało martwe na środku klatki, w której tak mu było przecież dobrze. Więc wtedy znów płakała i długo nie mogła się uspokoić, nie mogła wydusić z siebie słowa, tylko tarła oczy piąstkami, nie wiedząc, co począć. Żaden inny kanarek nie zajmie miejsca ukochanego Frędzelka, on był jedyny i wyjątkowy, jak żaden inny na świecie. Na całe szczęście na tych dwóch przykrych stratach się skończyło, z jej niewielkiego grona przyjaciół ocalał Liliputek, dlatego, po kolejnych falach płaczu, po okropnej, okropnej ulewie i po przeprowadzce do dziadkowego domu, zawsze trzymała go blisko siebie, w kieszonce sukienki, pilnując, by nie stała mu się jakakolwiek krzywda.
Dzisiejszego dnia skrzaty kręciły się po domu jak szalone, gromadząc rzeczy, których Miriam nie potrafiła nazwać ani nawet dostrzec ich wystających spod różnokolorowych wstęg, którymi obwiązane były pudła. Niektóre były okrągłe, inne prostokątne, inne kwadratowe. Małe, duże, średnie. Nie wiedziała, co się działo, ale też niespecjalnie była ciekawa, więc zamiast uparcie kręcić się za stworzonkami, które wzrostem, ku uciesze Miriam, dorównywały jej samej, udała się do gabinetu babci, żeby poprosić ją o przeczytanie bajki. Gwoli ścisłości – ową bajkę trzymała w swoich rączkach, dzielnie krocząc z nią przed siebie niczym rycerz z tarczą na spotkanie smoka. Słysząc jednak, że zza drzwi do pokoju dobiegają jakieś rozmowy, dość głośne i wyraźne, zatrzymała się, nasłuchując uważnie. Nie po to, by podsłuchać, ale po to, by stwierdzić, czy rozmowa dobiegała końca i mogła zapukać, czy jednak powinna się z tym wstrzymać. Problem jednak zrodził się w momencie, gdy jeden z głosów uniósł się, a Miriam poznała, że to jej ukochana babcia, i z tragiczną emfazą obwieścił:
- Ja przez nich niedługo wyzionę dycha, Mathildo! Obyście pochowali mnie tylko we właściwym miejscu!
Dziewczynka odskoczyła od drzwi jak poparzona i natychmiast poderwała się do biegu w żadnym określonym sobie kierunku. Zobaczyła spódnicę pani Picks, ale nim w ogóle zdążyła do niej dotrzeć, rozpłakała się, piszcząc szaleńczo i po raz kolejny nie potrafiąc złożyć nieporządku myśli w pozorny porządek. Chciała krzyknąć, że babcia umiera i że trzeba ją ratować, ale w tym wszystkim potrafiła tylko płakać i ciągnąć za spódnicę guwernantkę, żeby zareagowała na coś, o czym nie miała bladego pojęcia. Mała czarownica uzyskała uwagę, o jaką zabiegała, ale najwyraźniej zabrakło w tym miejsca na zrozumienie, bo pani Picks z nieznanego powodu chciała ją zabrać do jej pokoju. Tam było brzydko, nie chciała tam iść, więc zaczęła piszczeć jeszcze głośniej.
Dlaczego nikt jej nie rozumiał?! Przecież tak się starała!
Głupi, żółty płacz.




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   18.09.17 1:49

The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   05.10.17 21:49

Wciąż czuł się dziwnie, wchodząc do tego domu - nieprzerwanie od ćwierćwiecza, był wielki jak zamek i pozostawał jedyną szlachecką posiadłością, którą Brendan odwiedzał. Pomimo niektórych ekscentrycznych dziwactw - jak ten dom chociażby - Prewettowie pozostawali ich bliską rodziną i przyjaciółmi zarazem, przyjaciółmi, których odwiedzał chętnie nawet wtedy, kiedy nie miał do tego powodów. Od jakiegoś czasu Brendan potrzebował jednak częstych konsultacji uzdrowicielskich - i w tym celu nagabywał wszystkich swoich znajomych kolejno. Archie był doskonałym uzdrowicielem, jednym z najlepszych, jakich znał - a auror potrzebował kontroli swojej ręki, zarówno tej, która została zraniona pod Kruczą Wieżą, jak i tej, u której stracił dłoń. Wolał to załatwić w ten sposób, niż zachodzić do szpitala - nie lubił powietrza unoszącego się w uzdrowicielskich salach, nie przepadał za czekaniem w kolejkach i nie znosił fuszery, podczas gdy w Mungu przyjmowali uzdrowiciele Blacków. Być może gdyby zdecydowałby się zapowiedzieć, nie musiałby się fatygować niepotrzebnie - Archibald miał dyżur w szpitalu, nie zastał go. Trudno, jego kontrola ostatecznie mogła poczekać. I już odwracał się z powrotem w kierunku kominka, kiedy dopadł go rozpaczliwie dramatyczny małej Miriam, odruchowo obejrzał się przez ramię i piętro wyżej, na górze schodów, dostrzegł jej guwernantkę prowadzącą dziewczynkę korytarzem. Nie: to nie była jego sprawa, nie potrafił sobie radzić z dziećmi nawet wtedy, kiedy nie płakały - wraca do domu, to postanowione. Płacz jednak nie cichł i brzmiał coraz bardziej tragicznie, więc w chwili, w której Brendan trzymał już rękę w woreczku z miękkim proszkiem Fiuu, zaklął cicho pod nosem, odłożył go z powrotem na gzyms i z westchnieniem podążył za rozpaczą. Już pod drzwiami jej pokoju skinął głową pani Picks, która trochę wyglądała, jakby sama miała ochotę się rozpłakać, dając znać, że przejmuje wartę - choć robił to bez większego przekonania. Miriam była dla niego ważna, nie tylko dlatego, że była córką Archibalda - ta młoda istotka naprawdę posiadała niewiarygodną charyzmę,  zdolność zjednywania sobie wszystkich wokół i niewinny, dziecięcy urok. Nieco inny od obrazka, który zastał - ledwie dostrzegł ją spod gęstej kurtyny rudych włosów. Obejrzał się na guwernantkę, jakby chciał ją zapytać i co dalej, ale kiedy to zrobił, ta już dawno zniknęła. Niepewnie uniósł pięść i zastukał we framugę, grzecznie prosząc o pozwolenie na wejście do sypialni młodej damy.
- Wolno mi wejść, lady? - Nie był nawet pewien, czy przez te włosy widziała jego twarz, ale miał powody sądzić, że bez trudu pozna go po głosie; przykucnął przy drzwiach nieopodal wejścia, zrównując się z nią wzrostem - ale nie podchodząc zbyt blisko zapłakanej dziewczynki. Była prawdopodobnie jedyną kobietą, do której zwracał się przynależnym jej tytułem. Pomijając Nealę, ale siostrę tytułował lady jedynie wtedy, kiedy chciał być złośliwy. - Wyglądasz pięknie jak księżniczka Roszpunka, dla kogo przygotowujesz wejście do wieży? - To i owo już usłyszał, dzieci miały ciężko; magiczne anomalie najmocniej uderzyły w najmłodszych. I to było jego winą, to on nosił na swoich barkach odpowiedzialność za otwarcie skrzyni. Dlatego płaczesz, mała lady? Oparł się topornie o ścianę, przysiadając na podłodze - i prostując nogi - zapowiadało się na to, że spędzi tutaj trochę więcej czasu, niż potrzeba na przywitanie się.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett http://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 http://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
żywa tabliczka do liczenia
6
Szlachetna
Panna
liczyła codziennie nad ranem
wiedziała wciąż ile ma lat
a teraz brakuje jej kilka
na pewno biedronce ktoś skradł
0
0
0
0
0
0
1
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   09.10.17 21:00

Bała się, kiedy przyszedł majowy wybuch i nagle magia, która do tej pory drzemała słodko wśród piegów i rudych fal, zaczęła krzywdzić przez nią jej bliskich. Wcale nie chciała, żeby pani Picks krzyknęła ze strachem, bo jej sukienka nagle zaczęła płonąć, gdy smutna Miriam znalazła się tuż obok niej. Nie chciała też, żeby w nocy z regałów spadały książki, a okna same się otwierały, skrzypiąc i uderzając o ścianę, jakby były ogromnymi, głodnymi bestiami. Zawsze przecież starała się być grzeczna, nigdy nikomu nie robiła na złość (Edwin się nie liczy), a w czasie ważnych spotkań uśmiechała się do każdego i dygała tak, jak uczyła ją tego mama. A teraz spotykały ją takie rzeczy i uważała, że to bardzo niesprawiedliwe; że ktokolwiek był temu winien, na pewno nie widział jej wysiłków. W gruncie rzeczy została z tym sama, bo nikt nie potrafił jej pomóc. Często spała, była zostawiana w swoim pokoju tylko ze swoimi lalkami, żeby nikt nie musiał wołać po uzdrowiciela, gdy stało się coś złego. Pytała, czy może pobawić się z braciszkiem, ale odpowiadali jej, niezwykle mdłym, beżowym, niemal szarym głosem, że niestety nie. Nie mówili nawet dlaczego. Czasami jednak, kiedy dni były cieplejsze, lżejsze, pozwalali jej pochodzić chwilę po domu, tym nowym, żeby poznała go i poczuła się raźniej.
Dzisiaj miał być właśnie taki dzień. Tylko… coś jak zwykle poszło nie tak.
Na środku pokoju Miriam leżała otwarta książka. Kilka stron wygięło się przy upadku na ziemię, pogniotło, rysunek kilku krasnoludków z różdżkami przypominał teraz raczej cyklopy ze złamanymi patykami w dłoniach. Sama dziewczynka, kiedy wyrwała się z dłoni pani Picks, uciekła za długie zasłony w kolorze pastelowego fioletu, po drodze potykając się ze trzy razy o własne włosy. Z jednej strony bardzo jej się podobały, przypominały jej o Roszpunce, księżniczce, która jedną magiczną miksturą wydłużyła je na tyle, by mógł się po nich wspiąć do jej wieży książę, ale z drugiej… znowu będzie trzeba je ściąć. I pani Picks znowu będą drżały dłonie.
Nie słyszała, kiedy otworzyły się drzwi, zbyt zaabsorbowana tragedią, jaka przecież nigdy nie miała miejsca, a czego Miriam w najmniejszym stopniu nie była świadoma. Tarła oczka piąstkami, nie myśląc o niczym. Przestała dopiero, gdy do jej uszu dotarł brąz. Taki, który skrzypi na świeżym śniegu. Miękki, ożywiany płomieniem w zimowe wieczory, taki, który rozmawia cichym sykiem, rozwija dialog skrzącymi tchnięciami ognia, nadaje pokojowi ciepła i pewności bezpieczeństwa. Ostrożnie więc wychynęła zza zasłony połową jasnej, upstrzonej czerwienią i piegami buźki, żeby sprawdzić, czy ten gorący, tak miły dla ucha syk w kominku należy do osoby, o jakiej pomyślała.
I wszystko się zgadzało.
Uśmiechnęła się ostrożnie, pociągając co raz nosem. Wolną rączką trzymała swoje włosy, żeby nie wpadały do oczu.
Dla nikogo, bo do wieży nie wolno wchodzić. Roszpunka robi brzydkie rzeczy, których wszyscy się boją. Dlaczego wujcio wszedł? – spytała ostrożnie, głosem wciąż wilgotnym od płaczu, przerywanym chwilami. Przetarła czerwone już oczęta piąstką i znowu odrobinę bardziej zasłoniła się kotarą. - I babcia umarła. To okropeczne, wujaszku!
Ale mimo to tak bardzo chciała podejść bliżej i tak mocno się przytulić, najmocniej na świecie. Nie miała zamiaru krzywdzić wujaszka, ale jednak potrzeba miłości zdecydowanie przewyższyła, więc wychyliła się cała zza kotary, wstała i ruszyła powoli w stronę wujka Brena, sunąc tak, żeby tym razem się nie potknąć o własne, ciągnące się po ziemi włosy.




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   09.10.17 21:00

The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   17.10.17 12:31

Z roztargnieniem, nie ruszając się spod ściany, wychylił się po otwartą księgę leżącą pośrodku wszystkiego. Przyjrzał się jej uważnie, wątpił, żeby te cyklopy od zawsze zastępowały krasnoludki, tak jak wątpił, żeby w bajce o krasnoludkach - jak wywnioskował z okładki - ktokolwiek biegał z połamaną różdżką, musiał sobie uzmysłowić, w jak trudnym stanie było dziecko, kiedy niszczyło wszystko, co stanęło mu na drodze. Taki był efekt anomalii - anomalii, które wywołał on sam. Był winny cierpienia Miriam i cierpienia setek innych czarodziejskich dzieci, a może nawet tysięcy i nie tylko czarodziejskich. Przekartkował księgę, pobieżnie przelatując wzrokiem po tekście. Nie miał w życiu zbyt wiele kontaktów z dziećmi, nie znał się na nich. Miał Naelę, ale przecież zajmował się nią dopiero od niedawna, a jego siostra zresztą zawsze wydawała się doroślejsza od niego samego. Nie pamiętał już dni, w trakcie których to jemu czytano bajki - po drodze wydarzyło się zbyt wiele - ale to nie mogło być aż tak trudne, młody człowiek wciąż był człowiekiem. Oparł głowę o ścianę, unosząc ją nieco wyżej, zastanawiając się nad jej słowami. Roszpunka nigdy nie robiła brzydkich rzeczy i Miriam też by ich nigdy nie zrobiła, gdyby tylko miała taki wybór.
- Jestem rycerzem, Miriam - odparł w końcu. Obśmiałby tę metaforę przy każdym dorosłym, ale dziewczynka nie musiała rozumieć niuansów, które w tej rozmowie nie miały większego znaczenia. Rycerz bardziej pasował do księżniczki niż żołnierz. - Rycerz stojący pod drzwiami księżniczki w potrzebie nie będzie czekał na pozwolenie na wejście, nie z powodu kulejących manier albo braku ostrożności, a dlatego, że musi się upewnić, czy z księżniczką wszystko w porządku. Rycerz nigdy nie może się bać. - Mniej więcej tak to rzeczywiście wyglądało. Całe życie, dzień po dniu, przypomniał sobie pannę Parkinson, ostatecznie zachowała się całkiem w porządku, ale samo wspomnienie wystarczało, żeby na nowo rozbolały go uszy. Wciąż się nie poruszył - nie chciał jej przecież denerwować - osaczać ani płoszyć, krótką chwilę potem wysunęła się zza zwiewnej kotarki, a Brendan z zastanowieniem jedynie zmarszczył brew. Widział babkę Prewett najdalej wczoraj, wyglądała świetnie jak na swój wiek - nigdy by nie pomyślał, że mogłaby odejść tak nagle. A jednak, nie miał powodów, by poddać słowa dziewczynki w wątpliwość, nie powinien również pytać kilkulatki, co się właściwie stało. Zostawi to na później - jak wróci Archie.
- Księżniczka Roszpunka była piękna i dobra, nie gadaj głupot - poprawił ją, odwlekając bardziej problematyczną kwestię. - Wszyscy by ją podziwiali, gdyby tylko wyszła ze swojej wieży. - Wyciągnął rękę, lewą, żeby zachęcić dziewczynkę do podejścia bliżej - i zgarnąć ją do siebie silniejszym prawym ramieniem, kiedy znalazła się już w zasięgu jego dotyku. Przypuszczał, że to nie wystarczy, jedynymi pozostałymi palcami lewej dłoni zgarnął z jej twarzy rude kosmyki włosów, odsłaniając piegowatą buzię.
- Wiesz, ona tylko zasnęła - zaryzykował, nieco plącząc się w słowach. Kiedyś musiał sobie wytłumaczyć, dokąd odszedł ojciec - to z dzieciństwa pamiętał najlepiej - później dorósł i zrozumiał, że idea życia po życiu powstała tylko po to, by dawać nadzieję. A kilka dni temu rozmawiał ze swoją matką jak z żywą, poddając w uzasadnioną wątpliwość całe zgromadzone przez siebie doświadczenie. - Obudzi się tam, gdzie przebywają dzisiaj wszyscy wielcy czarodzieje, sam Merlin i Godryk Gryffindor. A nawet Aengus i Caer - był pewien, że rozpozna te sylwetki, bohaterów bzdurnie romantycznej rodzinnej baśni, zmiana tematu wydawała się rozsądnym pomysłem. - Pamiętasz, kim byli?




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett http://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 http://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
żywa tabliczka do liczenia
6
Szlachetna
Panna
liczyła codziennie nad ranem
wiedziała wciąż ile ma lat
a teraz brakuje jej kilka
na pewno biedronce ktoś skradł
0
0
0
0
0
0
1
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   26.10.17 23:04

Naprawdę nie lubiła płakać. Denerwowało ją to, ta żółć wdzierająca się między piękniejsze, o wiele bardziej wyraziste barwy, jakie dochodziły do jej uszu; psuła wszystkie obrazy tworzące się w jej głowie. Dlatego krótka historia o rycerzu wysnuta przez wujka tak ją zainteresowała. To księżniczki zawsze płakały, to one zawsze łkały za rycerzami, którzy mieli je uratować z potwornych szponów smoka albo ceglanych ścian magicznej wieży. Zawodziły tak, że pewnie straszyły wszystkie zwierzęta w lesie, i dlatego nikt inny nie mógł ich uratować, tylko dzielni rycerze.
A czy ja też mogę być rycerzem? – spytała ostrożnie, pociągając noskiem na koniec. Ratowałaby pastereczki, bo one pewnie nigdy nie płakały, a jeśli już, to na pewno szczerze, a nie tak, jak księżniczki. Może zmiana perspektywy tej sytuacji pozwoliłaby jej na prędkie jej przyswojenie? Bo skoro księżniczki płakały na żółto, pastereczki musiały płakać ładniej. Teraz kolory stały się dla niej ostoją, jedynym punktem zaczepnym, o jaki mogła się oprzeć, patrząc na to, co dzieje się dookoła niej. Myśli nie robiły jej krzywdy, wielobarwne plamy dźwięków nie sprawiały, że sukienka nagle płonęła jasnym blaskiem, a noże w kuchni same latały, zagrażając życiu pracujących tam skrzatów. – Bo jak rycerze się nie boją, to ja też nie chcę się bać. Chcę być Rycerzem Roszpunką. Mieć miecz i tarczę, i ładnego konika z białą grzywą. Jak u wujcia Adriena. Czy mogę, wujaszku? Proszę, ślicznie proszę.
Wyobraźnia żądała nowych przygód, do tej pory tak bardzo powstrzymywana – nie lubiła bawić się sama, od tego ponurego stanu wolała już nawet towarzystwo Winniego. Była przyzwyczajona do uwagi, do znajomej sylwetki, która chwytała za lalkę i udawała, że właśnie obie kroczą leśną ścieżką, by dopaść złe trytony czyhające na życie morskiej księżniczki; do dłoni, które otwierały baśń na stronie piętnastej, do oczu, które po raz osiemnasty czytały tę samą opowieść o krasnoludkach i Królewnie Śnieżce. Do uśmiechu, który pojawiał się zawsze, gdy następował szczęśliwy koniec historii, gdzie bohaterka razem ze swym wybawcą mądrze władała królestwem ojca.
Z wielką ochotą przylgnęła do piersi Brendana, próbując ostatecznie pozbyć się łez spod powiek. To nie było takie łatwe, zwłaszcza, że za chwilę tuż przed jej nosem machnęło coś, co nie do końca potrafiła poznać. Poderwała się, wciąż jednak siedząc na kolanach u wujka, i wzrok utkwiła w jego dłoni całkiem zbita z tropu. Przestraszyła się, po raz kolejny zresztą. Ale teraz to wcale nie były żarty.
Popatrzyła na wujka, nie panując już nad drżącą brodą i oczami, które, wciąż mokre, zalśniły po raz kolejny, a łzy jak grochy potoczyły się po jej policzkach całymi strumieniami. Nad głosem też przestała panować – znów zamienił się w żółtą kakofonię dźwięków, jakich naprawdę nie cierpiała. Temat babci i bohaterów łabędziej bajki zszedł na dalszy plan. Bo jak tu się skupiać na legendach i grobach, kiedy wujkowi tak nagle znika ręka?! Jak Miriam go teraz poprosi o plecenie warkoczy?! To na pewno była jej wina! Na pewno to ona zniknęła wujaszkowi rękę!
Panika zarysowała się w jej szlochu jasno i wyraźnie. I bardzo głośno.




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   26.10.17 23:04

The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   04.11.17 22:33

Podobno w łzach kobiety było coś, co alchemicznie reagowało z psychiką mężczyzny; Brendan czuł się co najmniej zakłopotany. Źle czuł się z widokiem zapłakanej dziewczynki, choć nie bardzo potrafił odnaleźć się w tej sytuacji i ulżyć małej lady... właściwie czymkolwiek. Był słabym krasomówcą, unikał fizycznej bliskości, a aktualna wpędzała go w uzasadniony dyskomfort. Nie robił tego często, choć wiedział, że z dziećmi postępowało się podobnie; uścisk Brendana nie był mocny, był niepewny i ostrożny - jakby bał się, że zmiażdży ramionami dziewczynkę, choć w rzeczywistości bardziej bał się czegoś znacznie mniej zagrażającego. Jej pytanie - jako pytanie młodej lady - być może byłoby podchwytliwe dla każdego, kto bardziej przejmowałby się konwenansami i tradycjami szlacheckimi, Brendan miał w poważaniu podział ról według płci, rycerzem mógł być każdy - każdy według swoich możliwości. Odpowiedział więc zanim uświadomił sobie, że być może rodzice Miriam mogli mieć na ten temat nieco odmienne zdanie.
- Oczywiście, że tak - stwierdził więc bez zastanowienia. Dopiero, kiedy pomyślał, jął kontynuować powziętą myśl. - Nawet musisz, to nasz obowiązek. Na tym polega szlachecki tytuł. - Tak go rozumiał - i tak był w stanie go zaakceptować. - Obowiązek, z którego świetnie się wywiązujesz, Miriam. Jesteś odważną i dzielną rycerką za każdym razem, kiedy robisz coś dobrego dla innych ludzi. Na przykład, kiedy wysyłasz Neali obrazek, na widok którego się uśmiecha. - Według swoich możliwości, na ten moment Miriam innych nie miała. Nie wątpił, że gdyby miała, korzystałaby z nich, ta dziewczynka miała wielkie serce. - Każdy się czasem boi, rycerze też - Nie bój się swojego strachu, Miriam, to nic wyjątkowego. - Rycerze po prostu, pomimo strachu, stawiają czoło temu, czego się boją. - Bo ktoś musiał to robić. - Tarczą mogłabyś zrobić sobie krzywdę - dodał już z lekkim rozbawieniem, podobne zabawki były ciężkie, być może nawet cięższe od samej Miriam. - Wujek Adrien z pewnością z przyjemnością weźmie cię na przejażdżkę - dodał, bo choć zwykle wypowiadał się o przedstawicielach rodów takich jak Carrow w samych pejoratywach, to Adrien był od tej zasady chlubnym - i jedynym - wyjątkiem. Nie do końca zrozumiał przesłanie, świat zabaw wyobraźni był mu już zbyt daleki - brał słowa dziewczynki dosłownie, zastanawiając się jedynie nad stalowym mieczem, twardym puklerzem i olbrzymim ogierem ze stajni Carrowów.
Wsparł się o ścianę, kiedy Miriam wzniosła się ku górze, pewien, że to już koniec tego dramatu - gdy nagle jej podbródek znowu zadrżał, podążył za jej wzrokiem - och, tak. Dłoń, wciąż jej brakowało.
- Miriam? - Wykonał niekontrolowany gest prawą ręką, chciał położyć dłoń na jej ramieniu, wciąż miał mechaniczne, wyuczone odruchy, nad którymi nie potrafił panować, jego ciało nadal nie przyjmowało do wiadomości, że jego dłoń zniknęła. Odłożył ramię na bok, westchnął, odwracając wzrok gdzieś w bok - przejechał lewą dłonią po ściągniętym czole, szukając rozwiązania z tej patowej sytuacji. Może odwiedzimy wujka, Miriam? Pojeździmy na koniach. Może poszukamy biedronek i policzymy, ile mają kropek? Albo - policzymy, ile łez spłynęło po twoim policzku. - Spróbujmy coś z tym zrobić - stwierdził rozpaczliwie, wysuwając z kieszeni szaty różdżkę, całkiem zapominając, jak niebezpieczna była teraz magia - potrzebował pomocy. Był przyparty do muru, zapędzony w ślepy zaułek przez potwora zwanego płaczem małej dziewczynki. - Capillus - wypowiedział pewnie inkantację zaklęcia, zerkając spod oka na jedną z otwartych książek z przepiękną ilustracją królewny, której włosy splecione były w misternie wykonaną fryzurę splecioną z czterech dobieranych warkoczy zakończonych plecionym kokiem; Brendan nie miał pojęcia, co właściwie widzi, ale na szczęście - był czarodziejem. Z taką ilością włosów podobne upięcie musiało prezentować się niepowtarzalnie. - Prawdziwa rycerka potrafi walczyć mieczem - dodał szybko, wciąż szybciej niż myślał - desperacko. - Albo chociaż szpadą. Masz tu jakieś patyki, Miriam? - Wszystko jedno, po prostu zapomnij o płaczu.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   04.11.17 22:33

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett http://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 http://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
żywa tabliczka do liczenia
6
Szlachetna
Panna
liczyła codziennie nad ranem
wiedziała wciąż ile ma lat
a teraz brakuje jej kilka
na pewno biedronce ktoś skradł
0
0
0
0
0
0
1
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   06.11.17 1:01

Rudowłosa dziewczynka zaczynała widzieć pewien dysonans w naukach przekazywanych jej przez opiekunów a resztę rodziny. Guwernantka mówiła jej, że teraz jest małą panienką, ale kiedy podrośnie, stanie się piękną lady Prewett, kraulującą na salonach damą, którą każdy będzie podziwiał za bzyk, elegancję, wyprostowaną sylwetkę i piękną grę na fortepianie. Miriam, to prawda, bardzo lubiła przyciskać klawisze w tym magicznym, wielkim pudle, którego biała klapa była otwierana na czas wieczorków muzycznych w domu, ale nie chciała na nim cały czas grać. Było przecież tyle rzeczy do odkrycia, tyle biedronek do policzenia w ogródku, tyle pluszanek, nad którymi należało roztoczyć swoją opiekę, bo znowu miały katar! Gra na fortepianie była ciekawa, ale nie można było się nią zajmować przez cały czas!
Teraz do tej niechęci podyktowanej niewinną infantylnością, doszła w tej chwili wola i uzyskane pozwolenie na zostanie rycerzem. Miriam potrafiła może połączyć rolę damy i rycerza, ale pamiętała też powtarzaną litanię pani Picks. Panienko Miriam, proszę nie biegać, ubrudzi panienka nową sukienkę! Panienko Miriam, proszę szybko umyć dłonie od farb. Panienko Miriam, czy panienka znów pobrudziła lakierki?! A przecież rycerze musieli się brudzić!
No i cóż począć.
To ja już jestem rycerzem, wujaszku – chwilowy błysk w oczach przykrył na niedługi czas falę zmartwień. Propaganda, o jakiej zapewne myślał wujek Garrett, przekazując jej te życiowe prawdy, kojarzyła jej się bardziej z dobrą historią opowiadaną do poduszki. – Wujaszek Garry mówił, że ważne jest, co robimy. I że nie są ważne – tu na chwilę się zatrzymała, zbierając informacje. Niektóre słowa wciąż jeszcze były dla niej trudne do spamiętania i zrozumienia, chociaż była mądrą czarownicą. – puzonypozory, tak, Miriam, prawie. – Że puzony nie są ważne. Tak mówił, naprawdę! I ja robię dobre rzeczy. Pomagam pani Picks i czasami zabieram Winniego do swojego królestwa, żeby się z nim pobawić.
Te czasy, tak przecież bliskie i wciąż rysujące się mocno we wspomnieniach, wydawały się teraz tak dalekie, tak odległe. Miriam tęskniła w maju nawet za swoim niesfornym braciszkiem, którego kochała ponad wszystkie psidwaki na świecie, ale który jednak czasami za mocno ucierał jej nosa. No i ta ręka wujaszka Brena – no jak to tak, że jej nie było! Płacz był donośny do pewnego momentu, ale potem już nie narastał. Prewettówna wcisnęła piąstki w oczu, trąc je do czerwoności, aż w końcu wujek znów się odezwał. Wyjrzała na niego zza kurtyny włosów nieco zdziwiona barwą jego głosu. Nie była smutna, śnieg, który jeszcze chwilę temu ugniatały ciężkie, brązowe buty, nie stał się rozmiękły, nie stał się brzydką, błotnistą pluchą. Ogień w kominku zasyczał twardo, ale bez tonów dogasającego płomienia, wręcz przeciwnie, skry wysypały się, jakby ktoś dorzucił nowych gałązek do paleniska. Coś wewnątrz niej nakazało twierdzić, że to wcale nie jej wina, a jeśli ktoś zrobił coś złego wujkowi, to on wcale nie był z tego powodu smutny. Gdyby czytała o wiele więcej książek, określiłaby ten stan słowem „determinacja”. Tak to widziała. I właśnie to podziałało na nią mobilizująco. Odjęła palce od skropionej czerwienią twarzyczki, po raz ostatni jeszcze przecierając powieki, i pociągnęła nosem, pozbywając się niemal ostatnich śladów płaczu. Poderwane do góry włosy zupełnie odwróciły uwagę dziewczynki od swoich gorzkich żali. Sięgnęła paluszkami do finezyjnie splecionej fryzury i uśmiechnęła się szeroko do wujaszka, będąc doprawdy kontent z doboru metod wychowawczych. Jeśli chodziło o zabawę (bo inaczej tego nazwać się nie dało) – Miriam nie trzeba było kilka razy powtarzać. Zeszła z kolan wujka, natychmiast podbiegając do przepastnej szafy, która mieściła w sobie wszystkie zabawki i przebrania małej lady – dziadkowie i rodzice postarali się o szybkie odświeżenie jej wnętrza, żeby Miriam nie było smutno podczas samotnych zabaw w pokoju. Wyciągnęła więc okrągłe pudło, niegdyś będące domem dla kapeluszy, i postawiła je na ziemi, od razu otwierając. Przykucnęła, wybierając ze środka sobie tylko znane materiały. Nie trwało to długo. Kiedy skończyła, podbiegła do wujka Brena, obładowana wszystkim, co potrzebowała. Rzuciła to wszystkie na ziemię i wyciągnęła spomiędzy kłęb różowego tiulu i fioletowych pelerynek dwie różdżki – nie byle jakie różdżki! Jedna z nich zakończona była złotym księżycem, druga – srebrną gwiazdą, a spod obu wiły się błyszczące, brokatowe wstążki.
- Jedna dla wujaszka, a druga dla mnie, to miecze! Miecze dla prawdziwych rycerzów! – wyjaśniła prędko, sięgając znów w dół. Chwyciła za dwie różowe rękawiczki z lśniącymi cekinami, w odcieniu pudrowego różu. Miały rozmiar dziecięcy, ale jedną z nich Miriam udało się założyć na dłoń wujaszka, której tak naprawdę nie było. Drugą, dokładnie taką samą, założyła sobie. – Jak wujaszek nie ma rączki, to ja też nie będę miała! Ale to nic, jesteśmy bardzo odważni, pokonamy groźnego smoka, który jest bardzo niebezpieczny dla pastereczek i owieczek! – ostatnim elementem przebrania były peleryny. Niestety te, które posiadała Miriam, nie bardzo wpisywały się w garderobę odpowiednią dla rycerzy pokroju Brendana w ścisłym tego słowa znaczeniu. Jedna z nich była pastelowo pomarańczowa z naszytymi na tyle dwoma łabędziami, druga natomiast była blado różowa z elementami ciągnącego się po podłodze tiulu. Wybór godny prawdziwej księżniczki! – Czy rycerze mogą nosić takie pelerynki? Są ładne!
Wreszcie kapryśna magia, pędząca po jej ciele niczym wartki strumyk, nie zniechęcała do zabawy.




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój Miriam   06.11.17 1:01

The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
 

Pokój Miriam

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Weymouth, siedziba rodu Prewett-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17