Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Sigrun Rookwood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood http://www.morsmordre.net/t5379-listy-do-sigrun#121534 http://www.morsmordre.net/t5378-sigrun http://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala http://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
łowczyni wilkołaków
28
Czysta
Wdowa
I am the w a r
you can never win
10
5
0
0
5
15
16
4
Metamorfomag
 too dead to die

PisanieTemat: Sigrun Rookwood   20.09.17 13:42


Sigrun Nemesis Rookwood

Data urodzenia: 31.08.1928
Nazwisko matki: Borgin
Miejsce zamieszkania: Harrogate
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: pracownica Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, Brygadzistka, łowczyni wilkołaków, myśliwa
Wzrost: sto siedemdziesiąt sześć centymetrów
Waga: siedemdziesiąt sześć kilogramów
Kolor włosów: pszeniczne, długie i proste jak nitki kukurydzy
Kolor oczu: brudny odcień brązu
Znaki szczególne: bardzo wysoki jak na kobietę wzrost, głęboko osadzone oczy i ciężkie powieki, liczne pieprzyki na ciele, gibkie, wyćwiczone ciało i opatulająca je woń opium, diastema, nieprzyjemny wyraz twarzy, długa i gruba blizna na lewej łydce, pali jednego papierosa za drugim



W głębi snu, w którym jestem, śmierdzi spalenizną. Nie ma nic prócz gęstego, ciemnego swądu, ale ja i tak zaczynam się miotać po dnie swego koszmaru, od ściany do ściany i na powrót, bo wiem dobrze, co zaraz nastąpi.
Matka uważała, że w snach przemawiają do nas zmarli. Jeśli dobrze się wsłuchasz, rozróżnisz, czy woła do ciebie dobro, czy zło. Ja słucham krótkiego, suchego klekotu i czuję tylko nasilający się smród palonego mięsa.
To dlatego, że to, co przemawia o mnie nocą, nie jest prawdziwe.
Leżę w głębi snu, spocona, zszargana i przerażona, i kompletnie nic nie mogę zrobić. Kiedy już zdam sobie z tego sprawę, nadchodzi zimno. Kostnieję w jednej chwili. Chłód przenika przez skórę, tkanki, aż do szpiku kości. Zamarzam. W jednej chwili zmieniam się w sorbet o smaku krwi. Nie mam za dużo czasu, aby o tym myśleć, bo zaraz przychodzą dreszcze. Trzęsę się jak epileptyk, a serce i reszta podrobów podrygują we mnie w zupełnie innym, własnym rytmie.
Jestem podrygującym z zimna i przerażenie krwistym sorbetem.
Bo właśnie nadchodzi pora, aby moje demony wychynęły z ciemności i ruszyły w odwiedziny.


Śmierć przybyła do Harrogate wraz z nią.
Ostatniego sierpnia tysiąc dziewięćset dwudziestego ósmego roku Gudrun Rookwood, krwi Borgin, wydała na świat czwartego i zarazem ostatniego syna, a niedługo potem jedyną córkę - i w tamtym właśnie momencie śmierć zacisnęła szpony na jej bladym gardle, odbierając Normundowi Rookwoodi żonę. Nie darzył niepokornej Gudrun o przebiegłym uśmiechu uczuciem pięknym i namiętnym, lecz szanował ją jako swą żonę - podarowała mu czterech silnych synów i wierzył, że jej łono zrodziłoby kolejnych, lecz ona - wątła, słaba dziewczynka, cała czerwona i wierzgająca jakby ją obdzierano ze skóry - jego córka, której nie potrzebował i nigdy nie pragnął, mu Gudrun odebrała.


Mieli dobry dom. Nazwisko Rookwood cieszyło się szacunkiem - nie mogli równać się z wielkimi rodzinami o szlacheckim statusie, lecz krew mieli czystą, a reputację w swych okolicach dobrą. Byli starą rodziną, mieszkali w Harrogate od wielu lat, nikt dokładnie nie pamiętał kiedy naprawdę się tam zjawili. Wiedziano jedynie, że rozmiłowanie do polowań na zwierzęta mają we krwi.
Wszystkie brudne sekrety trzymali pod kluczem, nie pozwalając ujrzeć im światła dziennego.
Stara biblioteczka chroniona zaklęciami skrywała księgi pełne nieczystych sekretów. Normund Rookwood w sobie samym krył sekret własnego pochodzenia: nazwisko wszak nosił po matce, którą Everard Rowle wziął siłą - lecz prędkie zaślubiny z własnym kuzynem pozwoliły jej na uniknięcie hańby, wychowanie syna na Rookwooda. Czuł się nim w pełni, choć z chwilą, gdy dowiedział się o własnym ojcu - wciąż pragnął udowadniać, że wart jest więcej, że potrafi więcej. Chora ambicja towarzyszyła mu przez następne lata, poprowadziła do Ministerstwa Magii, a niezdrowa fascynacja czarną magią sprawiła, że zbłądził na uliczkach Nokturnu i odnalazł tam żonę - Gudrun Borgin.
Urodziła mu czterech synów: Rickarda, Waltera, Augustusa i Christophera - byli powodem ojcowskiej dumy. Jedynie , która odebrała mu żonę, należało ukrywać przed światem. Była słaba, chorowita, dziwna - barwa włosów zmieniała się jej co kilka godzin. Niemowlę oddał na wychowanie mamce i opiekunce, nie obchodziła go. Do czasu, w którym sięgnęły po nią czarne szpony najgorszych z koszmarów.
Koszmarów nadeszła cała plaga.



-Śpij - wyszeptał - odpędzę koszmary, jeśli znów się pojawią.
-A jak?
-Pięściami, oczywiście.

Ukrywała się we własnym domu, przed surowym spojrzeniem ojca, którego nie rozumiała. Tak bardzo pragnęła być niewidzialna, lecz w ich skrzypiącym, ponurym domu była barwnym ptakiem: braci radowały rajskie kolory, którymi mieniły się jej cienkie kosmyki włosów, fantazyjne kształty jakie przyjmował nos. Chłodny w obyciu ojciec przeklinał dzień, w którym pojawiła się na świecie: nienawidził dziwactw. Pragnął by postrzegano go jako człowieka poważnego i godnego szacunku. Mówiąca do siebie córka mąciła mu wizerunek w jego własnej głowie.
Nie wiedział, że to on był przyczyną chorej głowy Sigrun, a nawet gdyby miał taką świadomość - wyparłby się tego. Zrzucił winę na jej wątłe ramiona. Zaczęło się niewinnie: słyszała głosy. Przyjazne, ciepłe, zrozumiałe. Głosy z wolna jęły się wizualizować, wydawało się Sigrun, że je widzi. Zaczęła widywać Tobiasa w snach, czasami na jawie. Pragnął konkurować z Christopherem, jej bliźniakiem, jej najlepszym przyjacielem - chciał być dla niej najważniejszy. Nie zgodziła się. Zaczęła więc cierpieć. Chory umysł kilkuletniej dziewczynki jął tworzyć straszliwe wizje. Przerażające, ciemne obrazy, które wyrywały z jej gardła krzyk, pozbawiały płuca oddechu, rosiły blade czoło kroplami potu. Bała się zasnąć, bo gdy tylko zamykała oczy - pochłaniała ją straszliwa, bezdenna ciemność. Starsi bracia zaczęli jej unikać. Ojciec płacił medykom więcej niźli powinien, by utrzymali przypadłość córki w sekrecie. Udawał, że nie słyszy krzyków Sigrun, prosił Merlina nie o to, by ozdrowiała - lecz by nie okazała się charłakiem, by jej moce w końcu się ujawniły, a wstydliwa przypadłość odejdzie w niepamięć.
Trwał przy niej jedynie Christopher, czuwał przy łóżku, próbował ją obudzić, gdy krzyczała, próbował przywrócić świadomość siostry do rzeczywistości, gdy nie wiedziała już, co ejst prawdą, a co snem. Powtarzał jej, że musi być silna, że jest silna.
Koszmary, senne mary, demony, które utkała chora jaźń, potwory i strach odeszły w niepamięć z chwilą, gdy wybuchła - nie chciała już dłużej uciekać przed ojcem. Poprosiła, by na nią spojrzał. Nie uczynił tego. Krzyknęła więc, a szkło okiennicy pokruszyło się w drobny mak, ich dom zadrżał w posadach, z biurka ojca spadł kielich wina.
Nie była słaba. Zamierzała to ojcu udowodnić.



Normund wszystkich swych synów wychowywał surowo, twardą ręka, nie szczędząc przy tym uderzeń pasa, nie unikał wymierzania kar. Wierzył, że zaprocentuje to w przyszłości, że jego synowie wyrosną na silnych mężczyzn. Nie oszczędzał także i Sigrun, która na każdym kroku pragnęła mu udowodnić, że nie jest jedynie słabą dziewczynką. Z zaciśniętymi zębami więc znosiła uderzenia pasa i dotkliwe kary, nie pozwalając sobie na łzy. Dławiła w sobie uczucie poniżenia, gdy ojciec lekceważył ją ze względu na płeć, lecz rosła pod spojrzeniami braci, którzy darzyli ją swoim dziecięcym szacunkiem - jak drugiego chłopca. Sigrun nie interesowały lalki, nie interesowały ładne sukienki, ani gry na instrumencie. Często powtarzała, że wolałaby urodzić się chłopcem i gdy tylko wystarczająco mocno się skupiła: włosy jej wrastały z powrotem w czaszkę, były krótkie jak u braci, a ona mogła ze spokojem podawać się za piątego syna Rookwooda, gdy rozpoczynali kolejną rozgrywkę podwórkowego quidditcha. Towarzyszyła braciom wszędzie, była jak rzep u psiego ogona. Żądała, by traktowali ją tak jak równego sobie, czasami więc nabijali jej siniaki, zmuszali do wdrapania się na najwyższe drzewo, wpełźnięcia w mroczną dziurę, próby dotknięcia wrednego kozła. Podstępem namawiała ich, by posadzili ją na kuca, jednego z dwóch, które podarował im ojciec - nauczyła się trzymać w siodle bardzo szybko. Pływała wraz z nimi w zimnej rzece, cicho szemrzącej nieopodal ich domu. Nie była już chorowitym niemowlęciem, wątłym, drżącym ze strachu brzdącem, którego podejrzewano o charłactwo, dzięki czterem braciom, godzinom spędzanym na zewnątrz i twardej ręce ojca - zahartowała się. Nabrała odwagi. Przy swoich braciach czuła się silna.
Ojciec także to zauważył. Miała dziewięć lat, gdy pozwolił jej wziąć udział w polowaniu. Wtedy też dosiadła kuca, obdarła ze skóry i oprawiła pierwszego królika.



Momentu wyjazdu do Hogwartu wyczekiwała odkąd tylko sięga pamięcią. Szkoła Magii i Czarodziejstwa pojawiała się wpierw w opowieściach ojca i już wtedy Sigrun jęła marzyć o własnej różdżce, snuła fantazje o potężnych mocach, które posiądzie i dzięki którym przegna wszystkie dręczące ją koszmary. Choroba zniknęła wraz z mocą, która się u dziewczynki przejawiła, próbowała ją wykorzystać jak każde czarodziejskie dziecko, lecz patrząc na swego ojca - wciąż marzyła o własnej różdżce. Niecierpliwość przybierała na silę z każdym bratem, który opuścił ich ponury dom w Harrogate i wracał na święta, na wakacje, przechwalając się przed młodszym rodzeństwem. Augustus był od Sigrun i jej bliźniaka przeszło dwa lata starszy, zostali więc na ten czas prawie wyłącznie we dwoje. Ojca często nie było w domu, powtarzał jak wiele ma pracy w Ministerstwie, domowe obowiązki zrzucał na ramiona starego, ledwo zipiącego skrzata, który przypadł mu w spadku po zamożnym wuju. Sigrun i Christopher spędzali więc dnie próbując uniknąć nauki, zamiast tego wdrapując się na drzewa, ścigając się na dziecięcych miotełkach, ganiając i dokuczając kotu. Czasami dręczyli złośliwościami inne dzieci, odnajdując w tym dziwną uciechę. Czasami Sigrun wysilała się tak mocno, że czerwieniała cała na twarzy i dopiero po chwili zmieniała wygląd, by spłatać komuś psikusa - na celu od zawsze mieli zwłaszcza mugolskie dzieciaki mieszkające w wiosce kilka mil od nich. Ojciec od maleńkości wkładał im do głów chore idee o potędze czystości krwi, powtarzał, że szlam to robactwo, które należy wytępić - zabraniał dzieciom jakiegokolwiek kontaktu z nieczarodziejskimi dziećmi, lecz krnąbrne bliźnięta nie widziały nic złego w samym ich dręczeniu - Sigrun i Christopher czuli się jeszcze pewniejsi.
Trzydziestego pierwszego sierpnia, w dniu ich jedenastych urodzin, w przeddzień wyjazdu do Hogwartu, otrzymali swoje listy. Czekali na nie przy stole, jedząc śniadanie wraz z ojcem i braćmi, z nowiutkimi różdżkami przy talerzu i pełnymi kuframi w sypialniach. Ojciec spoglądał na nich z wyraźnym wahaniem. Trwała wojna, a on wciąż rozważał przeniesienie wszystkich swych potomków do odległego Durmstrangu, gdzie byliby bezpieczniejsi - lecz nawet w jego głowie zakotwiczyła się myśl. Hogwart to przecież najbezpieczniejsze miejsce na ziemi.
Christopher pierwszy przysiadł na stołku, oczekując na włożenie na jego głowę tiary. Był spokojny i pewny, tak jak zawsze, patrzył prosto w oczy drżącej z niepokoju i silnych emocji Sigrun, gdy Tiara Przydziału krzyknęła Slytherin! Stary kapelusz nie miał także żadnych wątpliwości, co do jego bliźniaczki - tak jak każdy Rookwood tamtego wieczora jęła nosić szaty z zielono-srebrnymi elementami.
Nie wiedziano, czego się po niej spodziewać. Dwóch najstarszych braci, Rickard i Walter, lubiło przysparzać kłopotów, za które surowo później ganił ich ojciec. Często wdawali się w bójki, lubili dręczyć młodszych uczniów, zwłaszcza tych o brudniejszej krwi, średnio co dwa tygodnie odbywali szlaban. Świetnie grali w quidditcha, Rickard przez ostatnie dwa lata piastował funkcję kapitana. Augustus natomiast brylował podczas lekcji, zachwycał intelektem i bystrością umysłu, oceny miał doskonałe i wróżono mu dobrą karierę. Nauczyciele spodziewali się, iż Christopher wda się w najstarszych Rookwoodów, natomiast po Sigrun - że pójdzie w ślady brata-prymusa. Była wszak dziewczynką, nie wypadało jej być tak niepokorną i psotliwą jak chłopcy. Oczekiwano odeń skromności i dziewczęcego zachowania.
Sigrun jednak miała to w nosie. Nie wiedziała co znaczy dziewczęce zachowanie, wychowała się bez matki, od zawsze żyła w męskim świecie, choć nosiła gruby warkocz i spódnicę - ojciec nie chciał w swym domu dziwadła. Podczas swojego pierwszego roku zdawała się jednak nieco wycofana, a może wręcz zahukana: nie panowała wciąż dobrze nas swymi przemianami, zmieniała się w nieodpowiedniej chwili, podpadając jednako starszym Ślizgonom jako obiekt drwin - a ponadto w naturalnej swej postaci była wyjątkowo wysoka jak na swój wiek, przewyższała chłopców nawet na drugim i trzecim roku. Nie chciała pomocy starszych braci, zabroniła się im wtrącać, zwłaszcza Christopherowi - powtarzała uparcie, że sama sobie z tym poradzi.
Poradziła. Po prostu pewnego dnia, na skąpanych w promieniach wiosennego słońca błoniach złamała nos najbardziej pewnemu Ślizgonowi, traktując go jednako Upiorogackiem takim, że uciekł w popłochu. Zrozumiała, że by przetrwać, musi być silna.
Ku niezadowoleniu nauczycieli - kroczyła wraz z bliźniakiem ścieżką wytyczoną przez najstarszych z braci. Oboje często karani byli szlabanami za swoje występki, wdawali się w bójki, pastwili nad uczniami nieczystej krwi. Na trzecim roku przyjęto ich do drużyny quidditcha, Sigrun jako ścigającą, Christophera na pozycję pałkarza. W nauce nie wyróżniali się jak trzeci brat. Nie byli prymusami, nie brylowali podczas lekcji. Robili wyłącznie to, co musieli. Sigrun wyróżniała się nieco podczas lekcji obrony przed czarną magią i opieki nad magicznymi stworzeniami, choć nie cieszyła się sympatią nauczyciela drugiego przedmiotu, odkąd wyznała mu, iż jej rodzina umiłowała sobie polowania na zarówno zwierzęta zwykłe, jak i magiczne istoty. Nauczyciel transmutacji łudził się, iż wydobędzie zeń talent, że musi go mieć z racji daru metamorfomagii, wziął ją pod swe skrzydła i nauczył panowania nad przemianami, lecz Sigrun sprawiła mu zawód - nauka jego przedmiotu była dlań istną katorgą. Nie wykazywała w tej dziedzinie absolutnie żadnego talentu. Męczyła się także nad kociołkiem.
Mieli czternaście lat, gdy otworzono Komnatę Tajemnic - czy się bali? W głębi ducha tak. Każdy się bał, choć przekonująco kłamał, że wcale. Wizja przerażającego, starożytnego stwora, którego żaden czarodziej, za wyjątkiem dziedzica Slytherina, nie potrafił odnaleźć napawała strachem. Pozornie jednak czuli się pewnie - w ich żyłach płynęła czysta krew, nosili barwy domu Slytherin, pewność, że przymioty te wykluczają ich z grona potencjalnych ofiar, popychała ich do straszenia uczniów nieczystej krwi. Odnajdywali w tym perwersyjną uciechę.
Wybitny uczeń, czarujący młodzieniec o godności Tom Riddle odkrył przed Sigrun i Christopherem to, czego naprawdę pragnęli się uczyć. To, co było obecne w ich starym domu, lecz wciąż nieosiągalne i zamknięte, dopóki nie nauczą się zaklęć. Czarna magia kusiła. Wyciągała ku nim swoje lepkie, sczerniałe dłonie, obiecywała potęgę - Sigrun więc uległa. Czuła strach przed Riddlem, przed tym co potrafił i czego pragnął ich nauczyć, lecz fascynacja i chęć zapanowania nad własnymi demonami były jeszcze silniejsze. Nieświadomie wkroczyła jedynie na ścieżkę samozatracenia. Cieszyło ją każde spotkanie, chłonęła każde słowo wypowiedziane przez Toma, czuła wewnętrzną satysfakcję z tego, że czynią coś zakazanego pod samym nosem dyrektora Hogwartu. Nauka bywała niezwykle bolesna, lecz przywykła do niego. Ból jedynie ją umacniał. Stawała się coraz pewniejsza siebie.
Mroczne myśli i fantazje jęły nawiedzać jej umysł, podsycane przez każde polowanie, na które wyruszała wraz z ojcem podczas ferii i lata. Było w niej wiele gniewu, który wyładowała podczas rozgrywek quidditcha - nie stroniła od fauli i nieczystej gry, była brutalna i wielokrotnie upominana przez sędziego, lecz jednako bardzo dobra i na szóstym roku to ona dostała odznakę kapitana. Wybuchła pomiędzy nią a bliźniakiem wówczas pierwsza awantura, uderzył ją w twarz, a ona paznokciami rozdrapała mu policzek. Chciał opuścić drużynę, nie mogąc znieść myśli, że dowodzić będzie jego siostra - lecz wybłagała, by został, by dał jej szansę. Odznakę miała nosić ona, lecz drużyną kierować będą razem -
wszystko czynili we dwoje i tak miało pozostać.



she expressed herself in many different ways
until she lost control again
and walked upon the edge of no escape
and laughed: I've lost control


Była jedną z tych szarych, nic nieznaczących twarzy w dniu ukończeniu Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Nie mogła pochwalić się wybitnymi osiągnięciami w nauce, choć zapisała się w pamięci szkoły jako kapitanka Ślizgonów, która poprowadziła drużynę do zdobycia Pucharu. Nie miała pomysłu co mogłaby robić dalej. Zdawało jej się, że nie posiada konkretnych umiejętności, bądź zainteresowań, które mogłaby zmonetyzować. Powróciła do domu rodzinnego, pannie wszak nie wypadało mieszkać samej. Ojciec nie krzywił się już na nią, patrzył z obojętnością, za którą Sigrun była mu wdzięczna. Zdarzało się nawet, iż powierzał jej pewne zadania, a ona rosła wówczas w sobie, pękała niemal z dumy, że ojciec obdarza ją zaufaniem. Pod postacią obcej osoby mogła zawędrować na Nokturn, we wszystkie te miejsca, w których urzędnikowi Ministerstwa Magii pojawić się nie wypadało. Zdobywała dla niego czarnoksięskie księgi i przedmioty, których naturę badał później Augustus.
Sigrun próbowała znów podążyć ścieżką wytyczoną przez Rickarda. Najstarszy syn Normunda święcił triumfy na boiskach jako zawodowy pałkarz w drużynie Jastrzębii z Falmouth. Nie dysponowała jednak talentem tak wielkim jak sądziła, nie posiadała umiejętności tak doskonałych, by mogła odnieść sukces jako gracz zawodowy. Grzała ławę w kilku drużynach, a podczas swojego pierwszego i jedynego meczu - odniosła klęskę. Poddała się wówczas, zgrzytając zębami i czerwieniejąc ze złości. Nie znosiła przegrywać, nie potrafiła tego robić, nie mogła znieść goryczy porażki. Żyjąc na garnuszku ojca wciąż nie podejmowała konkretnej pracy.
Jęła bywać w nieodpowiednich miejscach, coraz częściej szwendała się po Nokturnie, przesadzała z Ognistą, próbowała nielegalnych substancji. Czasami była sobą - wysoką i gibką dziewczyną o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, powiadali, że wygląda tak, jakby permanentnie czuła chęć złamania komuś nosa. Częściej jednak bywała kim innym - lubiła wcielać się w rolę niewinnej, złotowłosej piękności, która zbłądziła w mrocznych uliczkach Nokturnu, innym znowuż razem przybierała twarz czarnowłosej, smukłej wiedźmy ostrej jak brzytwa. Niejednokrotnie odważała się przybrać postać mężczyzny - odkrywała wówczas świat jako on, nabierała coraz większej pewności siebie, stawała się coraz silniejsza, a jednocześnie... coraz bardziej krucha.
Nie panowała nad sobą. Poddawała się swoim demonom, których nie potrafiła się pozbyć. Żyła z dnia na dzień, czasami nie trzeźwiała, czasami znikała na długie tygodnie. Christopherowi niejednokrotnie zdarzało się przytargać ją do rodzinnego domu za włosy, wymierzyć kilka policzków na otrzeźwienie. Jedynie dzięki niemu wracała do rzeczywistości. Potrafiła przybrać wiele różnych twarzy, mogła dowolnie zmieniać swe oblicze, lecz dwie należały do niej samej, a jednako stały na różnych biegunach. Pierwszą była Sigrun małomówna, cicha, wyciszona. Potrafiła spędzić kilka dni we własnej izbie, nie wychodząc i stroniąc od kontaktu z innymi. Była wtedy burkliwa, smętna i nieznośna.
Ojciec i bracia interpretowali to jako kobiece humorki, podobnie jak i nienaturalnie pobudzoną Sigrun, która wybuchała szybciej niźli róg buchorożca. Gniewna, ekspresywna, dominująca - czasami przerażała swego bliźniaka, gdy budziła się w niej agresja. To właśnie ona dała początek ich niezwykłej rozrywce.
Czasami teleportowali się na kraniec Szkocji, bądź Irlandii, porywali mugola, zabierali go na lasu. Pozwalali mu uciec nieco, nim ruszali za nim w pogoń. Samo dręczenie ciała nie przynosiło tak silnej uciechy, jak polowanie. W powietrzu czuli zwierzęcą panikę i strach. Dopiero gdy ofiara znajdowała się w sytuacji bez wyjścia, szlifowali swe czarnomagiczne moce, torturując ciało.
Starannie zacierali po sobie ślady, ciała palili. Czuli się bezkarni, nawet wówczas, gdy ich własna magia ich raniła, kiedy próbowali używać klątw przekraczających ich siły. Sigrun zawarła jednak pakt ze swoimi demonami.



Ojciec nie zamierzał tolerować wybryków Sigrun. Znosił je długo, licząc na jej pomocną twarz, lecz nie zamierzał pozwolić sobie na plotki o swojej rodzinie.
Decyzję podjął bez mrugnięcia okiem, beznamiętnie, bez emocji - wybrał najlepszego kandydata i oddał mu rękę jedynej córki. Postawił Sigrun przed faktem dokonanym. Powiedział jej o tym zaledwie tydzień przed planowanym ślubem, tak jakby informował ją o planowanym obiedzie: miała poślubić Alpharda Montague i nie pozwolił jej na sprzeciw. Wyszedł, nim śmiała zaprotestować. Czuła silny gniew. Nie miała zamiaru dać spętać się okowom małżeństwa, nie chciała oddać się komuś w niewolę - a tak właśnie widziała wyjście za mąż. Widziała siebie jako silną kobietę, nie potrzebowała więc męża u swego boku. Miała braci, zwłaszcza Christophera, swego bliźniaka. Razem przyszli na ten świat, razem dzielili szkolną ławkę, razem spełniali swe najmroczniejsze pragnienia i sadystyczne fantazje - biło w nich jedno serce, które przypominało kwaśne jabłko, które zgniło, zanim zdążyło dojrzeć. Christopher nie mógł otwarcie zaprotestować, by ich nie ujawnić, lecz próbował wpłynąć na ojca, sugerując, iż Montague jest dla Sigrun za stary.
Ojciec nie chciał słuchać ani jego, ani jej.
Trzynastego dnia lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego ósmego roku Sigrun stanęła na ślubnym kobiercu, przyjmując nazwisko Montague i zgodnie z wolą ojca oddając się pod opiekę starszemu o przeszło dwadzieścia lat mężczyźnie. Nie był dla niej dobry. Miał ciężką rękę i wpojone przez ojca nader szowinistyczne podejście do świata. Pragnął od młodej żony jedynie potomstwa, ugotowanego obiadu i czystego domostwa. Próbował ją stłamsić, zamknąć, złamać, ugiąć pod własną wolę. A ona szarpała się jak wściekłe zwierzę, nie mając zamiaru odpuścić. Oddawała mu policzek za policzek, za każde szarpnięci drapała, próbowała wydłubać mu oczy, kopać po męskich częściach - powtarzał, że jest nieznośna, wyrywał jej różdżkę i brał siłą. Przysięgała sobie wówczas, że go zabije, w końcu go zabije, kiedy tylko nadarzy się ku temu stosowna okazja.
Pomógł Christopher, wciąż trwając u jej boku. Był jej siłą. Truciznę zdobyli od krewnej parającej się alchemią. Czekali długie tygodnie na okazję, na odpowiedni moment, by nikt nie mógł obarczyć ich zarzutami. Nadarzyła się wtedy, gdy Montague wyjechać miał na kilka dni w celach służbowych: podali mu truciznę, której działanie w pełni poczuł dopiero kilku dni później. Sądzono, że dopadła go egzotyczna choroba, bądź trucizna w nieznanym kraju.
Za sprawą łez nimfy Sigrun płakała tak rzewnie na pogrzebie małżonka, wspominała go z takim żalem, że mówiono: musiała darzyć go miłością, co za biedna, młoda wdowa! Tego samego wieczoru otworzyła z Christopherem kilka butelek ognistej whisky, opróżnili każdą, kochając się w małżeńskim łożu państwa Montague do bladego świtu. W kilka dni później sama zażyła eliksir Rue, za pomocą którego pozbyła się pasożyta ze swego łona, który pozostawił po sobie Montague.
Odniosła zwycięstwo. Uciążliwy małżonek zniknął zgodnie z jej wolą, pozostawiając młodej żonie domostwo na skraju lasu w Harrogate, nazywane Skałą i nieco złota. Ojciec nie miał już nad nią kontroli. Nikt jej nie miał.
Ona także.



Spadek po mężu topniał w zatrważającym tempie, a ona trwoniła czas na przejażdżki na ojcowskim wierzchowcu, polowania i szeroko pojętą zabawę. Była młodą wdówką, lecz w niczym jej to nie przeszkadzało: lubiła szwendać się tu i ówdzie, z miejscach mniej i bardziej ponurych, gdy wypiła dość dużo, zdarzało jej się nawet tańczyć. Zanim się obejrzała, skrytka była niemal pusta. Sigrun znów była zmuszona do poszukiwania własnej drogi i budziło to w niej gorycz. Nie opanowała starożytnych run na tyle dobrze, by pójść śladami matki i jej rodziny, by posiąść sztukę zaklinania,. Wszystko prędko zdążyła zapomnieć. Brakowało jej ambicji oraz charyzmy ojca, by próbować swych sił w polityce, nie posiadała bystrości umysłu Augustusa, by podjąć karierę naukową. Sądziła, że osiągnie sukces jako ścigająca, lecz się pomyliła. Rola żony także nie była Sigrun pisana.
Najbardziej lubowała się w polowaniach wraz z ojcem, który niechętnie przyznawał, iż przewyższyła w tej sztuce wszystkich swych braci. Świetnie jeździła konno, niezwykle celnie strzelała z czarodziejskiej kuszy, sprawnie oprawiała zwierzęta. Rozważała nawet ścieżkę łowcy rzadkich ingrediencji: widziała samą siebie polującą na magiczne stworzenie, z pękiem włosów z ogona jednorożca w jednej dłoni i jego krwią w drugiej. Wyśmiała Christophera, gdy zaproponował jej, by wraz z nim dołączyła do kursu Brygadzistów. Ona, w Ministerstwie Magii? Dobre sobie, powtarzała. Brat tłumaczył jej jednak: czymże są wilkołaki, jeśli nie zwierzyną? Brudnymi, niegodnymi istotami, których należy się pozbyć, tak jak szlamu. Idea czystości krwi zawsze była Sigrun bliska, zarówno przez wychowanie, jak i Toma Riddle'a, który zniknął z Anglii bez wieści. W końcu przystała na propozycję swego bliźniaka i czasami żałowała swej decyzji. Było jej niesłychanie ciężko. Nie ze względów fizycznych, wszelkie treningi znosiła z zaciśniętymi zębami, trwała uparcie na wszystkich zajęciach praktycznych: jedynie testy psychologiczne były jej udręką. Musiała nauczyć się kontrolować gniew, powściągać emocje i język. Samokontrola była piętą achillesową Sigrun, przez którą nieomal nie skreślono jej z listy kursantów - była jednak na tyle uparta i zdeterminowana, że dotrwała.
Poczuła niepewność raz. Ten okropny raz, gdy przyszło jej odeskortować wilkołaka-mordercę do Azkabanu. Wszystkie najgorsze senne mary z lat dzieciństwa powróciły. Znów poczuła zimno przenikające aż do szpiku kości. Głosy w jej głowie krzyczały, demony raniły, nie mogła nad sobą zapanować, nie potrafiła - źle zniosła spotkanie z dementorem. Zostawiło po sobie ślad i od tamtej pory modli się, by nie spotkać tych wstrętnych kreatur po raz wtóry.
Osiągnęła sukces, ukończyła kurs. Przyjęto ją w szeregi Brygadzistów, gasząc zapał, iż przez pierwszy rok będzie wyłącznie asystować - nie poddała się. Nie po to przeszła tak długą drogę. Dwanaście pełni księżyca, asystowała podczas każdej, w końcu stając się pełnoprawnym funkcjonariuszem tejże jednostki.
Ona święciła triumfy, a w kraju działo się źle. Grindelwald rósł w siłę, w pewnym momencie objął urząd dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa - leczy czy się tym przejęła? Wcale. Nie obchodził ją nikt, prócz własnego bliźniaka i samej siebie. Tragiczny los szlam wyłącznie radował sczerniałe serce Sigrun.



Sprawiła ojcu zawód pozostając wdową. Nie wyszła za mąż po raz wtóry i nie miała takiego zamiaru. Odnajdywała spełnienie w ramionach własnego brata, a także i innych mężczyzn, o których nie wiedział. Miała wtedy inne twarze, inne ciała, wmawiała sobie, że jest kimś innym - jedynie oczy pozostawały te same. Brązowe, jakby brudne, tak jej jej wnętrze. Christopher o nich nie wiedział, nie musiał. Sam pojął wszak za żonę młodą dziewczynę z rodziny Goyle, urodziła mu syna. Sigrun musiała znosić to z wysoko podniesioną brodą, bez cienia zawahania, bez zazdrości - inaczej skazani byliby na potępienie społeczeństwa. Na utratę pracy, kontaktu z rodziną, wszystkiego. Kolejne, brudne sekrety Rookwoodów ukryto za zamkniętymi drzwiami.
W pierwszych miesiącach pracy nie traktowano jej poważnie. Sigrun była kobietą,
kobiecość utożsamiano ze słabością, funkcja Brygadzisty zaś uchodziła za męski zawód. W jednostce była zdecydowaną mniejszością. Na szacunek musiała zapracować mocniej, niż inni: pokazać, że jest daleka od delikatności. Czasami miała ochotę posłać ku współpracownikowi paskudną klątwę, złamać mu nos, kopnąć między nogi, zmiażdżyć męskie części - starała się trzymać nerwy na wodzy. Przynajmniej w Ministerstwie.
Na początku tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego piątego roku opuściła Anglię, by udać się do odległej Rumunii, gdzie problem wilkołaków dręczył tamtejsze Ministerstwo na dużo większą skalę. Christopher miał wyjechać wraz z nią, nie widziała więc powodu by odmówić - w Anglii nie trzymało jej nic, prócz kilku psów, które darzył dziwną sympatią.
Jej pobyt miał dobiegnąć końca dopiero wówczas, gdy sytuacja zostanie opanowana - lecz z chwilą, gdy dotarły do niej wieści o Tomie Riddle... O Czarnym Panu, zażądała możliwości wcześniejszego powrotu.
On wrócił, a ona pragnęła go błagać, by pozwolił jej do siebie dołączyć.



Sigrun jawi się światu jako kobieta bardzo wysoka, zwinna - pod bladą skórą dostrzec można delikatny zarys mięśni, choć nie na tyle dużych, by czyniły jej sylwetkę męską. Jest gibka, lecz nie postawna. W mniemaniu niektórych po prostu brzydka: jej blada twarz przypomina obciągniętą skórą czaszkę. Zapadłe policzki, bardzo ostre rysy twarzy, głęboko osadzone oczy, tak jasne, że niemal niewidzialne brwi, wyraźna diastema. Nie jest klasyczną pięknością i nigdy nie pragnęła nią być. W jej oczach widać jednak siłę. Ma harde, butne spojrzenie, nieprzyjazną minę, jakby pragnęła kogoś pobić za cokolwiek. Czasami nie mówi nic, jest burkliwa, smętna i ponura, a innym razem - gdy mówi, prawie krzyczy, ma wręcz za dużo energii, łatwo wybucha, jest skora do przemocy. Trudno ją obdarzyć ją sympatią. Ma słabość do kart, gry w kości, ognistej whisky i papierosów. Nie stroni od opium i okazjonalnie powraca do magicznych używek. Uważa się za kobietę wyzwoloną. Krótko po ślubie wróciła do panieńskiego nazwiska. Sigrun Montague nigdy nie miała racji bytu.
Kroczy przez życie pewnym, mocnym krokiem. Rzadko nosi spódnice, często wprawia stare patrony w zakłopotanie i palpitacje serca. Nie czytuje Czarownicy. Pali papierosa za papierosem. Uwielbia chwile spędzone z bratem: zarówno w zaciszu własnego domu, jak i w lesie - gdy towarzyszy im mugol.
Pragnie potęgi, którą oferuje jej czarna magia. Zatraca się w niej całkowicie, pozwalając by jej wewnętrzne demony wypełzały z ciemności i wyciągały z niej to co w Sigrun najgorsze.





Patronus: wilk. Jest symbolem nocy, ciemności dzikości, siły i niezależności. Wilk jest doskonałym, bezwzględnym łowcą, lecz jednako potrzebuje swojej watahy, a wszystkie te przymioty oddają osobowość Sigrun, która sama siebie postrzega jako drapieżnika i łowcę.

Przywołując patronusa myśli o chwilach spędzonych z Chrstopherem, które były jedynymi,
prawdziwie szczęśliwymi momentami w jej życiu, to co do niego bowiem czuje - jest prawdziwe i silne.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 +1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 5 +1 (różdżka)
Czarna magia: 15 +3 (różdżka)
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 5 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 4 +4 (waga)
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
Historia magiiI2
KłamstwoII10
ONMSIII25
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
ZastraszanieI2
ZielarstwoI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Jasny umysłI2
Silna wolaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze Walpurgii -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0,5
GotowanieI0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieI1
Taniec (współczesny)I1
Lot na miotleII7
JeździectwoI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka: metamorfomag-7(+14)
Reszta: 0

Wyposażenie

Różdżka, pies, czarodziejska kusza, płynne srebro x3, wabik na wilkołaki, srebrny łańcuch



[bylobrzydkobedzieladnie]




hell is empty
and all the devils are here


Ostatnio zmieniony przez Sigrun Rookwood dnia 25.10.17 20:12, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sigrun Rookwood   04.11.17 20:49

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Sigrun przypomina niesamowicie długo hartowaną stal. Panna Rookwood przeszła trudną drogę przez życie, doznając po drodze wielu krzywd z rąk innych, ale nigdy nie poddając się, nie ustając w swoich zmaganiach. Swoją ścieżkę splamiła krwią nie tylko zabitych z niezwykłą brutalnością mugoli, ale także i swojego męża, którego finezyjnie się pozbyła, finalnie odpychając od siebie jakiekolwiek zarzuty i grając skrzywdzoną, bolejącą nad jego śmiercią wdowę. Ta stal hartuje się nadal pod skrzydłami Czarnego Pana. Oby Sigrun wytrwała pod presją jego siły.

OSIĄGNIĘCIA
Zahartowana
Mały Pędzibimber
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Samuel Skamander


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sigrun Rookwood   04.11.17 20:49

WYPOSAŻENIE
Różdżka, pies, czarodziejska kusza, płynne srebro x3, wabik na wilkołaki, srebrny łańcuch

ELIKSIRY- Auxilik (1 porcja, stat. 0)
- Eliksir grozy (1 porcja, stat. 21) [od Valerija]

INGREDIENCJEposiadane: łuska smoka

[04.11.17] Ingrediencje (maj)
[06.11.17] Wykorzystano: liście kłaposkrzeczki

BIEGŁOŚCI
[02.11.17] +1 PB do puli (nagroda za szybką zmianę)
[05.11.17] Rozwój: 1 PB z reszty do genetyki


HISTORIA ROZWOJU[23.10.17] Karta postaci, -100 PD
[27.10.17] Zakup zaklęć ochronnych: Tenebris, Repello Mugoletum, Bubonem; -0 PD
[02.11.17] Transfer punktów w związku ze zmianą mechaniki metamorfomagii: z 2CM, 2OPCM, 1 Sprawność do transmutacji (5 pkt)
[05.11.17] Zdobycie osiągnięcia: Mały pędzibimber; +30PD


Powrót do góry Go down
 

Sigrun Rookwood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17