Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Biuro Ministra Magii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Biuro Ministra Magii   21.06.15 20:09

Biuro Ministra Magii

Biuro Ministra Magii zajmuje większą część piętra, wewnątrz podzieloną na mniejsze sektory. Znajduje się tutaj miejsce do przyjmowania szefów departamentów, a także inne, bardziej komfortowe dla ważnych zagranicznych gości. Nie należy zapominać o części prywatnej, oddzielonej potężnymi dębowymi drzwiami, służącej chwili odpoczynku lub zebraniu myśli. Wedle tradycji na ścianie za biurkiem wiszą magiczne portrety dawnych Ministrów, których podobizny przeważnie udają drzemkę, przysłuchując się rozmowom, lecz zdarzają się sytuacje, w których służą mniej lub bardziej cenną radą obecnemu Ministrowi.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
18
18
3
0
0
0
1
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   19.08.17 1:43

16 maja, później
To faktycznie była dziwna sprawa. Błysk, jasność i potem nic. Ocknął się w nieznanym sobie miejscu i to już drugi raz. Na skarpety Merlina! Czy to oznaczało znowu te piekielne anomalie czy tylko mu się to zdawało?! Oby nie. Szybko się podniósł i zaczął dotykać twarzy czy aby nie został poparzony tak jak Jocelyn. Mówiła, że widziała w końcu błyskawice nim wylądowała w tym dziwacznym zakątku, do którego oboje trafili poprzez przeładowanie magiczne. Na szczęście nic mu się nie stało, a chwilę później okazało się, że obok niego znajdowała się również Sue. Też nie miała żadnych obrażeń i nie dane im było długo pozostawać w nieświadomości o tym, co się wydarzyło, bo zaraz pojawił się jakiś służbista i zaczął ich wypytywać o to jak się pojawili i co robili w Muzeum Figur Woskowych Madame Tssaudus. Zgarnął ich Oddział Kontroli Magicznej, który zdecydowanie nie był przyjaźnie nastawiony do tych, którzy krzątali się w miejscach, które znajdowały się pod ich pieczą i jurysdykcją. Wspólnie z Lovegood Jaydenowi udało się przekonać mężczyznę i jeszcze jego kolegę, że znaleźli się tam zupełnie przypadkiem, a manekiny same rzuciły się bez żadnego konkretnego powodu na dwójkę przechodniów. Vane nie był pewien czy było to spowodowane perswazją Sue czy jego retoryką, ale dopięli swego i wypuszczono ich z aresztu. Jednak żeby wybić im z głów kolejne mieszanie się w nieswoje sprawy narzucono im mycie szyb na dowolnym wybranym piętrze Ministerstwa Magii. Skierowano ich do kantorka, gdzie jakaś gruba pracownica zaczęła wyjmować odpowiedni sprzęt, który miał im w tym pomóc. Musiał się orientować gdzie co leciało, bo kobieta nie patrzyła za siebie. Rzucono w niego szmatami i do tego dorzucono wiadro na koniec z wielką szczotą w środku. O! Wiadro, przemknęło mu przez myśl. Ostatnio dość gorliwie szukał podobnych cudeniek, jednak kompletnie nie wiedział gdzie. Koniec końców dostał to co chciał, ale gdyby brakowało odpowiedniego sprzętu wolałby wiedzieć, gdzie się najlepiej uzbroić.
- Przepraszam bardzo. A skąd mają państwo wiadro, bo... - zaczął, ale nie dane mu było skończyć, gdy starsza kobieta zatrzasnęła mu drzwi przed nosem, znikając równie szybko jak się pojawiła. - Bo też potrzebuję kupić... - dodał już pod nosem, myśląc o zakupach, które wykonywał wspólnie z lordem Carrowem na odbudowę Starej Chaty. To było ciekawe doświadczenie, a teraz zgarnął kolejne, którego nie można było się pozbyć. W pewien sposób mogło mu to pomóc pojawić się w miejscach, gdzie nigdy normalnie by się nie dostał. Dopiero wtedy spojrzał na Sue z uśmiechem i rzucił wesoło:
- Czy na pierwszym piętrze nie znajduje się przypadkiem biuro Ministra Magii?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood http://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 http://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   19.08.17 11:08

Widocznie chciała za bardzo i w ferworze dzikiej walki zapomniała o instrukcjach - powinni uciekać od razu, gdy zaklęcia zawiodły; teraz już wiedziała, że nawet tak liche działanie czarów może sprowokować niekontrolowany wybuch rozszalałej magii. Mimo udanego zaklęcia - było za późno. Możliwe, że tylko jej się wydawało, iż woskowe figury zatrzymały się, zastygając w bezruchu; miała zbyt mało czasu, by potwierdzić swoje przypuszczenia, momentalnie zalewała ich jasność, pochłaniając świadomość jednym haustem. Nie czuła nawet zderzenia z podłogą, mdlejąc jeszcze w pionie.
Bardziej realistyczna jasność nastała w nieznanym miejscu. Ocknęła się, rozglądając po pomieszczeniu skołowana, początkowo nawet nie pamiętając, co ostatnio robiła - myśli wynurzały się powoli, kreśląc obraz sytuacji szerzej i wyraźniej. Muzeum Madame Tussauds, woskowe figury, nietrafna decyzja - musiała wyzbyć się tej lekkomyślności. Smutek uderzył w nią, ale ogólne rozkojarzenie całym wydarzeniem pomogło w przekonaniu pracowników Oddziału Kontroli Magicznej, że nie zamierzali znaleźć się w budynku. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła swoją różdżkę w całości - jeszcze tego brakowało, by ją straciła - lecz oznajmiono, że zostaje zarekwirowana na czas wykonywania prac społecznych w Ministerstwie Magii.
- O - skomentowała wylewnie, z utęsknieniem wpatrując się w swoją różdżkę. Gorzki, bardzo gorzki smak porażki. Kiwnęła głową, zgadzając się oczywiście na swoją karę - choć nie uważała, że za chęć pomocy ktokolwiek powinien być karany. Dziwny rozbłysk podziałał na nią bardzo dziwnie - czuła się bowiem lepiej (ile leżeli nieprzytomni?), nawet kilka zmartwień rozbiegało się posłusznie na boki. W porządku. Teraz ich celem były brudne szyby Ministerstwa Magii - musieli podjąć się tego zadania. Przyjęła swoją porcję szmatek, patrząc z zaciekawieniem na wiadro. Łatwiej było z magią, ale skoro tak - trudno Na szczęście zdarzało jej się kiedyś pomagać bab... ci w sprzątaniu. Mina jej zrzedła, serce zadrżało. Przedramieniem otarła łzy, zanim spłynęły. Dopiero słowa Jaydena wyrwały ją z ponurych wspomnień - o ile cokolwiek mogło to zrobić. Kiwnęła krótko głową, dostrzegając ozdobne drzwi i uśmiechnęła się blado. Zmierzali w stronę gabinetu. Ostatnio coś jej się usłyszało o programie hodowania i udomawiania dementorów.
- Myślisz że trzeba wyczyścić szyby dla nowego ministra? - zapytała konspiracyjnie, doskonale wiedząc, że właśnie tak myślał. Zgadzała się. Zbliżyli się więc do wejścia, przy którym stał pachołek, wyglądający pozornie groźnie - jego niewzruszona mina mogłaby wywołać ciarki, ale nie u tak odważnych Zakonników.
- Profesjonalne usuwanie brudu z powierzchni szklanych - zapowiedziała ich, stając na baczność i salutując ze szmatką w dłoni. - Wpuści nas pan? Tam musi lśnić - cóż za perswazja, cóż za dar przekonywania! Wezwał dodatkowo swojego towarzysza (jemu też salutowała, ale był tak samo niewzruszony), ten zaś wsunął się z nimi do środka, by pilnować wszelkich dokumentów i ogólnego porządku w gabinecie. Nie mieli różdżek, miał przewagę - ale to nic, nie planowali robić mu krzywdy. Dziś byli łaskawi. - Pozwalam panu dowodzić w tym pomieszczeniu, sir! - zobowiązała się, kierując te słowa do Jaydena, ale sugestywnie wędrując wzrokiem do ochroniarza. Stanęła przy magicznym oknie. Nigdy nie pucowała szyb pod ziemią.
- Na szlafmycę Helgi, czy widzisz te grudy ziemi? - faktycznie, na parapecie za magicznym oknem zalegało sporo ciemnego piachu. Urok podziemnych okien. Otworzyła je ostrożnie - ależ w nich dmuchnęło! Piach wleciał do pomieszczenia, gdy otwór beknął donośnie. Widocznie anomalie wpływały też na zaczarowane okna. - Żarło się piach, to teraz się ma! - skomentowała, już szykując swoją szmatkę do pracy.

♩ ♪ ♫ ♬




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
18
18
3
0
0
0
1
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   19.08.17 11:48

Każdemu zdarzało się niekiedy zrobić coś lekkomyślnie. Jayden akurat dość często się z tym zderzał, chociażby dlatego że pracował z młodymi czarodziejami i czarownicami, a także sam posiadał pewne predyspozycje do szybkiego reagowania i nieprzemyślenia całkowicie swoich czynów wraz z ich następstwami. Przecież nie robił tego specjalnie. Wiedział też, że bliskie mu osoby, które go znały, mu wybaczą. Nic dziwnego że jego myśli automatycznie wybiegły ku Evey i jego problemach z orientacją. Wiecznie się gubił przez ich spotkaniami, ale wierzył w to że jego ukochana siostra chwilę się poirytuje, a co ważniejsze znajdzie. Z tym jej nosem do rozwiązywania zagadek i spraw, których na pewno rozwiązała całe stosy. Zresztą zawsze jakimś cudem go znajdowała. Czy to w Hogwarcie, czy gdziekolwiek indziej. Zupełnie jakby nałożyła jakiś namiar na Jaydena i podążała za nim, gdy tylko czuła, że znowu stracił drogę. Z tym wszystkim kojarzyło mu się pewne wydarzenie, gdy za karę za włóczęgostwo po nocy, Vane trafił do lochów, żeby posprzątać tamtejsze korytarze. Stary woźny wcale nie widział nic złego w zostawieniu ucznia samemu sobie bez mapy czy wskazówek jak wrócić z powrotem do właściwych schodów, które zaprowadziłyby Krukona na górne piętra zamku. Trzynastoletni wtedy Jay zdążył wszystkim się zająć, ale nie mógł znaleźć drogi powrotnej. Zupełnie jak wepchnięci do labiryntu Minotaura nieszczęśnicy krążył, mając za towarzystwo jedynie ciemność i chłód bijący od kamieni. Nie miał pojęcia, ile spędził tam czasu, chociaż już był głodny, spragniony i przemarznięty. Przez nieznane otoczenie nie chciał zasypiać - może gdzieś w oddali dojrzałby płonący ogień oznaczający przechodzącego nauczyciela albo woźnego? Niespecjalnie się bał, chociaż o podziemiach krążyły przeróżne legendy. W końcu niezauważenie przysnął, a gdy się ocknął patrzyła na niego Lia ze spojrzeniem zmieszanym ze strachem i ulgą. Oczywiście że go wtedy skrzyczała, bo zaginął na dwa dni i nikt nie wiedział, gdzie był! Dopiero później jakiś Gryfon podpytał woźnego czy widział gdzieś szalonego astronoma. Mężczyzna kompletnie o nim zapomniał, ale później okazało się, że Howell postawiła cały Hogwart na nogi, żeby znaleźć zgubę. Od tamtego czasu Jay wiedział, że gdziekolwiek pójdzie, Evey będzie za nim. Były to jego ostatnie również prace społeczne, chociaż w samym Hogwarcie dostał parę szlabanów za gapienie się gwiazdy o drugiej nad ranem.
- A kto nas zatrzyma? - spytał, wzruszając ramionami i uśmiechając się do Sue porozumiewawczo. Nigdy nie był i zapewne nie miał być z biurze najważniejszego urzędnika w kraju, dlaczego więc nie mieli skorzystać z jedynej nadarzającej się okazji, by tam wejść? Przed drzwiami do gabinetu stał jakiś osiłek, który wpasowywał się idealnie między tę dwójkę Zakonników. Nieco wyższy od Sue i nieco niższy od Jaydena powinien się do nich przyłączyć. Stał jednak dalej, nie reagując na ożywcze słowa Lovegood. Musieli się wspaniale prezentować - w strojach roboczych, z wiadrami i szmatami poupychanymi gdzie się dało. A mimo wszystko pracownik Ministerstwa wpuścił ich wraz ze swoim kolegą do środka. Vane przez chwilę tylko się rozglądał naokoło, nie zauważając, że Sue już popędziła naprzód i zaczęła salutować do każdej ze ścian. Dopiero gdy wbiła w niego spojrzenie, zareagował. - Doskonale, obywatelko. Zgodnie z paragrafem sto sześćdziesiątym siódmym na temat mycia szyb i polerowania powierzchni płaskich proszę zaopatrzyć się w ścierkę o wyglądzie meduzy - odparł, biorąc do ręki coś co przypominało mu tę morską mątwę. Gdy podszedł do okna, w tym samym momencie białowłosa otworzyła okno, a to rzuciło piachem prosto mu w twarz. Jay zamknął oczy i usta, wyglądając przy tym komicznie i dopiero po chwili odkaszlnął, pozbywając się nadmiaru brudu. - Ostrożniej, obywatelko - wychrypiał, starając się złapać oddech. Biuro Ministra Magii miało jednak widok na niższe piętra, więc tak zupełnie uziemieni nie byli. Vane wychylił się przez nie, by zobaczyć przechodzących na dole czarodziejów i czarownice. - Myślę, że trzeba będzie z drugiej strony też umyć. Patrz! - rzucił, przejeżdżając palcem po zewnętrznej stronie szyby, na którym został wyraźny ślad w brudzie. Zagwizdał i jedna szmatka wycisnęła się w wodzie, by wylądować tam gdzie kazał. Następna za to dostała się do jego ręki, a JJ powiedział tylko:
- Pilnuj mnie!
I wychylił się, by pogwizdując zacząć myć okna wychylonym na drugą stronę.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood http://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 http://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   19.08.17 20:57

Stawali na wysokości zadania. Konkretniej mówiąc - na pierwszym piętrze. Nikt nie mógł ich zatrzymać, nawet sam Minister Magii ze swoim zastępem hodowlanych i udomowionych dementorów - dostali rozkazy. Szyby musiały być czyste. Zaczynała czuć się jak na polu bitwy, ale była to miła odmiana - być może nerwy schodziły z nich powoli, odbijając się w czymś na kształt rozbawienia, kojąc bolesne myśli i wspomnienia ostatnich dni oraz tygodni. Skupiła się na uśmiechu, jaki dawno nie gościł na jej twarzy i teraz - paradoksalnie - znów czuła się chwilę wolna. Wyrzuty sumienia prześwitywały przez cienki materiał dobrego humoru, ale odwracała się do nich tyłem i zatykała zawzięcie uszy, pragnąc dla siebie choć chwili dobrego czasu.
Salutowanie było motywem przewodnim tego gabinetu, dlatego dzielnie odgarnęła krótkie włosy do tyłu (cóż z tego, że od razu wróciły na swoje miejsce) i zasalutowała kolejny raz na polecenie swojego dowódcy. - Tak jest, sir! - a ministerialny pachołek jak stał, tak stał. Tylko spojrzenie miał nieco podejrzliwe, ale Lovegood była zbyt pochłonięta misją, by zwracać na niego uwagę. Chwyciła dziwny rodzaj gąbki, unosząc ją wysoko do góry w zwycięskim geście gotowości do zadania. A potem było okno.
- Brudne nie znają kultury - wzruszyła drobnymi ramionami, pokazując, że niewiele miała do gadania w kwestii otwierania bekającego okna. Wytrzepała drobinki ziemi z włosów i spojrzała na podłogę. Cóż, mieli w przydziale tylko okna, prawda? Za czyste okna trzeba było płacić, choćby brudną posadzką. - Oho, ohoho - mruknęła, zaskoczona tym okropnym brudem. Pokręciła głową z niedowierzaniem. - Ministerialne służby specjalne zawiodły w przypadku okien, kontrola jakości przebiegała niepomyślnie - zaczęła narrację grobowym tonem, jakby w cieniu czaiła się prawdziwa tragedia. Zerknęła na niższe piętra, wychylając się lekko. Przytrzymała posłusznie łydkę dowódcy, by nie wywinął fikołka na inne piętro, ale zaraz oznajmiła - Mam pomysł, mam sposób! - w ten sposób na pewno byłoby szybciej, lepiej i ładniej. - Myjesz je z tamtej strony, o tak - w dół - pokazała w powietrzu gąbką meduzianą. - A ja wtedy w górę, z tej strony - o tak - zapowiedziała, tym razem wystrzeliwując rękę w górę. - Rozumiesz, na zmianę, do rytmu - wyjaśniła, czekając aż zarządzi przystąpienie na stanowiska. Wtedy zaś zaczęła nucić hymn, do którego dziarsko polerowali okna, pod czujnym okiem cichociemnego dryblasa. Czekały na nich jeszcze inne szyby, musieli pracować sprawnie!

♩ ♪ ♫ ♬
| ztx2 - idziemy pucować gdzie indziej




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 0:30

19. maja 1956
Przechadzałem się po niewielkim parku; ubrany w drogi czarny płaszcz i jeszcze droższą, czarną oficjalną szatę popalałem z wolna papierosa, wyglądając z lekka jak uosobienie śmierci. Byłem skryty wśród drzew, tego pochmurnego dnia obserwując uliczkę, na której znajdowała się czerwona budka telefoniczna. Dla każdego mugola wyglądała ona jak każda inna budka w całym Londynie - czarodzieje wiedzieli zaś, że za jej pomocą można dostać się do atrium Ministerstwa Magii. Razem z Julią mieliśmy już wcześniej przygotowany plan na wykonanie powierzonego nam zadania: wykradnięcia dokumentów z pierwszego piętra Ministerstwa. Po pierwsze, miałem nie być sobą - i nie byłem. Wcieliłem się w tego z ministerialnych urzędników, którego najłatwiej było mi naśladować: mojego ojca. Wspominałem już coś o wyglądaniu jak śmierć? Otóż dokładnie. Atutem był zaś niewątpliwie łatwy dostęp do ubrań, jeszcze łatwiejsza kontrola nad tym, gdzie się znajdował. Miałem odpowiednio dużo czasu by zdążyć wpaść jako on do urzędu i wrócić, a jego jeszcze nie powinno być w domu przez kilka godzin. Czułem się dziwnie wcielając się w Reginalda, patrząc jak moja twarz przeobraża się w jego miałem wrażenie, że za moment dostanę ataku paniki. Nie byłem w stanie zbyt długo patrzeć na własne odbicie w lustrze, bo przejmował mnie strach. Powtarzałem sobie w myśach cały czas, że to przecież nie on - nie działało. Sprawdziłem tylko w lustrze, czy przemiana była prawidłowa i jak najszybciej wyszedłem z łazienki, z sercem w gardle i płytkim oddechem.
Teraz jednak byłem w parczku, dla odstresowania męczyłem papierosa i przechadzałem się powolutku. Raz po raz zerkałem na zegarek, kiedy w końcu usłyszałem szelest na pobliskiej gałęzi.
- No nareszcie - przewróciłem oczami, rzucając niedopałek na ziemię i przydeptując go stopą obutą w zaprawioną, cielęcą skórę. Z takiej samej skóry miałem rękawiczki zakrywające moje zabliźnione dłonie. Odchyliłem połę płaszcza, zapraszając małą, rudą wiewiórkę do wskoczenia do środka. - Tylko nie łaskocz mnie, błagam - westchnąłem jeszcze, po czym strzepując z rękawa niewidzialny kurz ruszyłem do skrytej w budce telefonicznej windy.
Nim się obejrzałem, razem z Julią schowaną w mojej kieszeni byliśmy już w ministerialnym atrium.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 1:23

Przeskakiwała między kolejnymi drzewami, boleśnie nauczona że małe dzieci, psy i koty nie zawsze są dobrymi przyjaciółmi dla wiewiórek. Szczególnie, kiedy te biegną w pośpiechu i wydają się być doskonałymi towarzyszami to zabawy w ganianego. Albo gryzionego. A już myślała, że skoro wydostała się z tego zoo blaszanych bestii to jest bezpieczna!
Z jej małego, wiewiórczego serca spadł olbrzymi kamień, kiedy zobaczyła znajomą postać i w mgnieniu oka wdrapała się po nogawce Selwyna prosto do jego bezpiecznej kieszeni.
Nareszcie?! Niech no ona się tylko zmieni w człowieka żeby mógł ją rozumieć to mu opowie o wielkich dziwnych potworach przed którymi musiała uciekać i dziwnych rzeczach dookoła! To on wymyślił żeby do Ministerstwa udać się właśnie przez świat mugoli, ona w życiu nie wpadłaby na tak szalony plan, przynajmniej jako wiewiórka była całkiem szybka bo jedno coś prawie by ją zgniotło, tak pędziło! Ruda niewątpliwie nie omieszka wyrazić swojego niezadowolenia i oburzenia, kiedy tylko będą w stanie porozmawiać. No, ale na szczęście przeżyła, a mieli zadanie.
Wlazła za materiał odchylonego płaszcza, chowając się skrzętnie w kieszeni. No, Lex mógł się postarać o coś z większymi kieszeniami, na to jednak też nie mogła w tej chwili ponarzekać, postarała się więc zapanować nad ogonem i przednimi łapkami mocno złapała materiał, żeby nią za mocno nie majtało, kiedy Selwyn będzie szedł.
Gdyby sprawa nie była ważna, Julia bez wątpienia urządziłaby w tej chwili Lexowi solidne łaskotki i pokazała mu, jak trudno jest złapać wredną wiewiórkę. Mieli jednak zadanie i to wcale nie takie łatwe, więc musieli uważać, skupić się, głupoty mogą zostawić na inną okazję. Na pewno się jakaś napatoczy.
Starała się za bardzo nie ruszać wiedząc, że ruszające się wybrzuszenie pod ubraniem mogłoby zostać zauważone, a jedynie jako kulkę Lex może ją maskować, odpowiednio pilnując materiału. Na pewno sobie poradzi, sprawdzali to wcześniej!
Denerwowało ją, że nie wie gdzie są, nie miała jak sprawdzać. To znaczy niby mogła, ale lepiej nie ryzykować, lepiej jeśli zaufa Selwynowi. Słyszała jak kilka osób odzywa się do lorda Selwyna, wnioskowała więc że są przynajmniej na jednym z korytarzy.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 2:58

Idąc musiałem cały czas mieć na uwadze, że mam w kieszeni małą, puszystą, rudą wiewiórkę. A tak właściwie to nie wiewiórkę, tylko człowieka - co więcej, moją kuzynkę, lady Prewett. Lady. Dwójka szlachciców wkradająca się do gabinetu Ministra Magii celem ukradnięcia ściśle tajnych dokumentów dotyczących jego planów dla magicznej Anglii na najbliższe miesiące. To, co właśnie robiliśmy zdecydowanie było rzeczą, za którą można było trafić do Tower. Przynajmniej do Tower, jak i nie lepiej. Osobiście mimo nagminnego łamania prawa nie miałem jeszcze zamiaru poświęcić resztę mojego jakże młodego życia na gnicie w celi, toteż nic nie mogło nam dziś pójść źle. A komplikacje mimo to pojawiły się szybciej, niż moglibyśmy sobie tego życzyć. Ledwo wysiadłem - wysiedliśmy - z windy i ruszyłem przed siebie, prosto w kierunku wind wewnętrznych ministerstwa, przed nami wyrósł nie kto inny jak asystent mojego ojca, Leonard Bulstrode - mężczyzna parę lat starszy ode mnie, za którym jednakże nie przepadałem. Nie do końca rozumiałem, dlaczego mój ojciec utrzymywał przy sobie takiego wazeliniarza, który robił wszystko na pokaz i nieustannie szukał atencji, dopytując się postronnych o ich opinie na temat jego osiągnięć.Nie, nie osiągnięć: działań. Jedynym co osiągnął było bowiem to, że miał nazwisko i wpływowego ojca. Odruchowo sprawdziłem brzeg poły płaszcza - i to mnie uratowało. Ogon Julii lekko wystawał z kieszeni. Zachowując całkowity spokój nonszalancko udałem, że poprawiam kieszonkowy zegarek. Tak naprawdę zaś wepchnąłem rudą kitę do wnętrza kieszeni, starając się być mimo wszystko dość delikatnym. Wdech i wydech, spokojnie. To tylko kolejna rola.
- Lordzie Selwyn, przygotowałem już tłumaczenia umów, o których rozmawialiśmy - Leonard zaczął tkać swoją pieśń o tym, jaki to nie był wspaniały. Przyspieszyłem kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się w windzie. Najlepiej bez Leonarda.
- Świetnie - skwitowałem lakonicznie, kiwając lekko głową. Szedłem wyprostowany, z głową lekko uniesioną, tak jakbym posiadał całe to miejsce na własność. Sto procent Reginalda Selwyna w Reginaldzie Selwynie.
- Jeżeli mógłby teraz sir pozwolić na chwilę to możnaby już je podpisać i puścić kafla w ruch - kontynuował Bulstrode, nadążając za mną pomimo naręcza papierów. Co prawda ojciec był ode mnie niższy, jednakże w dalszym ciągu miał dłuższe nogi niż jago podwładny. Przewróciłem oczami na jego nawiązanie do quidditcha. Mój ojciec nie przepadał za tym sportem.
- Nie. Dzisiaj mnie tu nie ma, Bulstrode. Rozumiesz? Jutro o tym porozmawiamy tak, jakbyśmy się dziś wcale nie widzieli - powiedziałem, wchodząc do windy. - Poziom pierwszy - rzuciłem wyniośle do skrzata obsługującego windę, po czym posyłając całkowicie beznamiętne spojrzenie produkującemu się wciąż przed windą Leonardowi skinąłem mu głową. Złota krata zatrzasnęła się, a ja, skrzat i schowana w mojej kieszeni Julia ze zgrzytem pojechaliśmy w dół. Winda zatrzymała się na pierwszym piętrze. Wyszedłem z niej dziarskim krokiem w chwili, w której krata otworzyła się na tyle szeroko, bym się w niej zmieścił. Ojciec taki już był - nie lubił czekać, kiedy mu się spieszyło. Był w gorącej wodzie kąpany - z resztą, jak każdy Selwyn.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 13:21

Oh, miała wrażenie że ogon jej zaraz zdrętwieje. Trudno było zapanować nad tą z natury ruchliwą kończyną, która niemal automatycznie usiłowała się ustawiać tak, żeby wiewiórce było łatwiej utrzymywać równowagę. Koszmar jakiś, szczególnie kiedy kita była ruda i zdecydowanie odznaczałaby się w stroju Selwyna. Alexander powinien przemyśleć na dzisiaj trochę żywszą kolorystykę, może odmłodziłaby trochę ona wizerunek jego ojca tak przy okazji.
Kiedy dłoń wepchnęła jej ogon do jej obecnego pokoju, pomagając trochę się ustawić, Julia zmarszczyła w miarę możliwości swój wiewiórczy nos, przez chwilę aż trudniej jej było oddychać od smrodu papierosów. Będzie musiała pomówić z kuzynem o tym paskudnym nałogu, zapach był wprost nie do zniesienia, a ona ma się tu podobno nie wiercić!
No, ale robiła co mogła, wbiła więc pazurki w materiał kieszeni, szczególnie kiedy słyszała głos. Nie znała tego człowieka, a może go znała, ale nie skojarzyła? Choć kiedy usłyszała nazwisko, miała już podejrzenia o kogo może chodzić. Nie wychylała się, starała się nie utrudniać Alexandrowi zadania nawet, kiedy usłyszała że kraty windy się zatrzaskują i wyczuła, że ruszają. Nieznosiła ministerialnych wind, koszmarnie szarpały, rzucały człowiekiem tak, że czasami aż trudno ustać w pionie. Choć w tej chwili to na szczęście nie jej problem, a Alex w tej formie był na tyle postawny by nie mieć tego problemu.
Zaraz znów można było wyczuć, że ruszył, znów dźwięk krat i charakterystyczny odgłos kroków na okafelkowanym, chętnie niosącym echo korytarzu. Tutaj już powinno być dosyć pusto, jednak nadal wolała nie ryzykować, jej obecność tutaj zdecydowanie trudno byłoby wyjaśnić. Mimo nazwiska, trzymała się z dala od oficjalnej polityki, była na to zdecydowanie zbyt bezpośrednia. I chyba zbyt mało szlachecka, by traktowano ją w takich miejscach poważnie. Ah - no i była kobietą, niemal by o tym zapomniała.
Tak, czy inaczej po prostu czekała na znak od Alexa, najlepiej aż ten wyciągnie ją z tej kieszeni. Sama nie wyglądała na wypadek, gdyby na korytarzu ktoś z jakiejś przyczyny był.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 15:45

Szedłem korytarzem, a echo moich kroków niosło się w pustej, monumentalnej przestrzeni. Merlinie, jak ja się cieszyłem że nie przyszło mi zgodnie z wolą ojca pracować w Ministerstwie - w tym gmachu szło oszaleń, przytłoczonym wielkością. Choć i tak najbardziej przygniatające wrażenie, z wiadomych powodów, wywierało atrium. Na tym piętrze bywałem najrzadziej, jednakże za czasów piastowania urzędu Ministra Magii przez mojego wuja, Hectora Fawleya, zdarzyło mi się parę razy zawitać do jego gabinetu. Idąc, zacisnąłem mocniej palce na trzymanym przez mnie neseserze. Teraz wszystko się okaże - jeżeli Minister był w gabinecie, trzeba będzie wykonać taktyczny odwrót, taki, który nie wzbudzi żadnych podejrzeń. Misja nie miała prawa powodzenia, jeżeli Tuft jakimś cudem był w środku. Powinien teraz teoretycznie być na obradach Wizengamotu, jednakże nigdy nic do końca nie było wiadomym. Wyszedłem zza zakrętu korytarza i... nic. Przed drzwiami do gabinetu Ministra nikogo nie było, a gdyby głowa naszego czarodziejskiego państwa się tam znajdowała to na pewno przynajmniej jeden ochroniarz czatowałby na wejściu. Rozejrzałem się dyskretnie po korytarzu, jednakże w zasięgu wzroku nie było żywego ducha. Martwego zresztą również. Idąc dalej takim samym, równym krokiem dotarłem w końcu do drzwi gabinetu. Zatrzymałem się przed nimi, po czym uniosłem rękę i zapukałem cicho. Odczekałem chwilę i nacisnąłem klamkę.
Nie, to po prostu niemożliwe. Były otwarte.
Wślizgnąłem się do pomieszczenia, zamknąłem za sobą drzwi i rozejrzałem się po gabinecie. Nikogo w środku nie było. Odetchnąłem z ulgą i podszedłem odrobinę bliżej do biurka. Wnętrze nie zmieniło się zbytnio, wciąż był to ten sam gabinet, jaki zapamiętałem za dzieciaka. Upewniłem się raz jeszcze, czy aby na pewno jesteśmy sami, po czym odchyliłem połę płaszcza.
- Wyskakuj - powiedziałem do Julii, całkiem zadowolony z tego, że mogę pozbyć się kuzynki z kieszeni. Wiem, że się starała, jednak nadal noszenie wiewiórki w kieszeni nie należało do rzeczy najprostszych. Zwłaszcza, jeśli nikt nie mógł jej dostrzec. - Ty się zajmij regałami, a ja przetrząsnę biurko.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 16:08

Czekała i czekała, miała wrażenie że czas się zatrzymał, lub zapętlił. Krok za krokiem, krok za krokiem, silne echo, żadnych głosów. Cichy trzask klamki, powiew, drzwi nie skrzypiały, jednak płaszcz Selwyna poruszył się w charakterystyczny sposób, lekko i nią zawiewając. Julia przypomniała sobie, dlaczego nigdy nie lubiła karuzeli, w końcu jednak usłyszała głos Lexa i pierwszy raz tak bardzo się na niego ucieszyła.
Wylazła więc z jego kieszeni, przeszła bez większego problemu na drugą stronę jego płaszcza i wyskoczyła na biurko, półkę i w końcu na ziemię. Przystanęła, zerkając na drzwi, czy na pewno są zamknięte, by w końcu przybrać znów ludzką formę.
- W końcu. Dłonie ci śmierdzą gorzej niż sama popielniczka. - zamarudziła cicho, marszcząc noc. Otrzepała swoją suknię, która zawsze wydawała jej się potwornie wymięta kiedy wracała do swojej formy i skinęła głową.
Zastanawiała się, czy by nie zabezpieczyć drzwi jakimś zaklęciem, jednak ostatnimi czasy czarowanie wiązało się z niebezpieczeństwem. Lepiej liczyć, że w razie czego usłyszą kroki, echo na korytarzu było silne i na pewno tutaj da o sobie znać (o ile biuro nie jest wyciszone odpowiednimi zaklęciami, bo by ją w sumie nie zdziwiło). Ostatecznie jednak nie robienie niczego wydawało jej się podobnie, lub mniej ryzykowne, jak rzucanie zaklęcia i ryzykowanie, że stanie się w związku z nim coś nieprzewidzianego.
Julia nie lubiła szperania w dokumentach, dbała jednak o to by w Lecznicy wszystko znajdowało się na właściwym miejscu chociaż pod tym względem. Bywała chaotyczna, jednak papierologia była zbyt istotna, by chaos dopuszczać i do niej. Na szczęście obecny minister chyba podchodził do sprawy podobnie, ponieważ na jego półkach wszystko było dokładnie opisane i posegregowane datami.
Przesuwała delikatnie palcem po kolejnych półkach, poszukując odpowiednich akt.
- Tu głównie rzeczy z początku roku. - stwierdziła, jednak nie dawała spokoju i szła dalej. Muszą się pospieszyć, jednak do przetrząśnięcia mieli niemały kawałek szaf i półek pełnych dokumentów. Bardziej aktualne znajdowały się wyżej, wysunęła lekko jedną teczkę z nadzieją, znajdowały się na niej jednak inne nazwiska niż te, których potrzebowali.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 17:00

Obserwowałem, jak Julia zwinnie wyskakuje mi z kieszeni i przy użyciu czepliwych pazurków zbiega po płaszczu, a następnie zwinnie przeskakuje na biurko, na półkę i na podłogę, gdzie w końcu przybrała swoją ludzką formę. I oczywiście pierwsze jej słowa musiały być w jakiś sposób uszczypliwe. Skrzywiłem się i przewróciłem oczami.
- Och nie przesadzaj już. Zresztą, i tak palę sporadycznie - westchnąłem, skupiając się zaraz na biurku Ministra. Wszystko było tu tak potwornie... uporządkowane. Wręcz bałem się czegokolwiek dotknąć w strachu, że odłożę to odrobinę inaczej niż stało poprzednio. Jednakże na moje szczęście porządek tyczył się również kurzu - nie było go ani drobinki na całym blacie, więc ewentualnie pozostawienie śladów w kurzu szczęśliwie zostało wyeliminowane jako zagrożenie. Na biurku stało zdjęcie poprzedniej Minister wraz z małym chłopcem. Czyżby syn tęsknił za swoją zwariowaną matką? Ściągnąłem z dłoni rękawiczki i po upchnięciu ich w kieszeni otworzyłem pierwszą szufladę. Znajdowało się w niej parę notesów noszących wyraźne ślady użytkowania. Wziąłem pierwszy z nich i otworzyłem ostrożnie. Był to prywatny notes Ministra z zapisanymi datami spotkań, nazwiskami, miejscami. Kartkowałem go, nie znalazłem jednakże niczego, co mogłoby wzbudzić moje zainteresowanie. Odłożyłem zeszyt na miejsce, starając się aby było on ułożony tak samo, jak go zastałem, po czym przeszedłem do kolejnej szuflady. Czas nas gonił, a serce biło mi odrobinę szybciej, niż powinno.
Rzuciłem spojrzenie Julii, kiedy ta się odezwała.
- Szukaj dalej, to muszą być teczki z tego miesiąca - powiedziałem, przeczesując kolejną szufladę, nie znajdując w niej nic przydatnego naszej sprawie. Zamknąłem ją ostrożnie, po raz kolejny spoglądając na kuzynkę. - Zamieńmy się lepiej, jestem wyższy - powiedziałem do Prewettówny, omijając biurko i w mgnieniu oka znajdując się przy jej boku przed regałem. Różnica była diametralna, bowiem w miejscach, w których Julka musiała wyciągać się i stawać na palcach, mi wystarczyło tylko wyciągnąć rękę gdzieś trochę tylko ponad wysokość oczu. - Zajmij się biurkiem, skrzacie, tylko ostrożnie - rzuciłem jeszcze niby to żartem, jednak mój głos był niezwykle poważny. Nie warto było ryzykować zabezpieczania wejścia to gabinetu, bowiem mogliśmy spowodować jakąś katastrofalną w skutkach anomalię, bądź też uwięzić się w pomieszczeniu. Musieliśmy więc całkowicie polegać na szczęściu. I pośpiechu.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 17:23

Przywykła do tego, że Lex w chwilach kiedy trzeba było działać w więcej niż pojedynkę lubił wydawać polecenia. Czasami ją to bawiło. Wielu osobom zwróciłaby uwagę, ostatecznie jej ego i poglądy nie pozwalały na to, by słuchała co kto uważa, że powinna robić. Po pierwsze jednak w tej chwili nie było czasu na sprzeczki (inaczej wspomniałaby mu o tym, że z jego winy jakiś smok z metalu o mały włos nie zmiażdżył jej ogonka!), po drugie Lex był jej kuzynem, bliskim kuzynem a rodzinie jednak pozwala się na więcej. Co najwyżej na rodzinnym obiadku znów zacznie go nazywać Panem Ministrem.
Na prawdę tylko ją to bawiło?
Nie odpowiedziała więc, choć nawet trochę miała ochotę. Chyba jednak trochę stresowało ją to miejsce, wolała uważać, nie być zbyt głośno, zrobić swoje i wydostać się stąd jak najszybciej. Z resztą kiedy dostrzegła dłonie Lexa, nie pierwszy raz odeszła jej ochota na sprzeczki, raczej przeszły ją dreszcze. Spojrzała na kuzyna poważnie, jednak tego tematu również nie zaczynała. Sama nie była wiele mądrzejsza od niego.
Bez słowa podeszła do biurka, kucnęła i zaczęła przeglądać kolejne teczki.
- Mam. - stwierdziła, kiedy znalazła odpowiednie nazwisko i datę. Zerknęła jeszcze do środka, żeby sprawdzić czy w środku jest wszystko, czego im trzeba. Przez chwilę się nie spieszyła, a przejrzała kolejne kartki, by zaraz zamknąć teczkę i podać ją Alexandrowi, by schował ją do ojcowskiej torby, po czym zamknęła otwartą szafkę i rozejrzała się uważnie, by sprawdzić czy nie zostawiają po sobie śladu. Wszystko wyglądało w porządku. - Czas się zmywać. Tylko tym razem inną drogą.
Spojrzała w oczy kuzyna, nie zamierzając znów bez potrzeby ryzykować życiem. Owszem, była bardzo ciekawa tych dziwacznych stworzeń i bardzo chętnie zgłębi ich zwyczaje, sposób komunikacji i inne cechy, jednak najpierw w teorii, lub z kimś kto ma o nich jakiekolwiek pojęcie, a nie szaleńczo rzucając się w całkowicie obcy świat.
Tego jednak nie dodawała, zamiast tego zmieniła się znów w wiewiórkę, by zaraz wspiąć się po nogawce kuzyna, znów do jego kieszeni. Zakręciła kilka kółek, żeby usadowić się w miarę wygodnie i na pewno ukryć ogon i znów czekała, aż Selwyn wyniesie ją z urzędu.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 19:59

Przeglądałem teczkę za teczką, idealnie posegregowane datami, a w następnej kolejności alfabetem. Czułem się tu jak ryba w wodzie, w końcu nie byłem w stanie przecież zliczyć, ileż to godzin spędziłem w szpitalnym archiwum na przeczesywaniu regałów w poszukiwaniu konkretnych, pojedynczych akt. Tych z kolei były w Mungu niezliczone ilości, sięgały datami aż do samych początków przybytku; ba, część nawet była osobiście spisana bądź zatwierdzona przez samego Mungo Bonhama! Moje palce z wprawą mknęły po papierowych grzbietach teczek, kiedy nie zatrzymały się gwałtownie pod wpływem głosu Julii. Znalazła. Pospiesznie do niej podszedłem, ponad drobnym ramieniem Prewettówny zerkając na zawartość akt. Strzał w dziesiątkę.
Bez słowa odebrałem od niej podaną mi teczkę i doskoczyłem do stojącego nieopodal biurka nesesera. Jednym, płynnym ruchem go otworzyłem i umieściłem teczkę między pozostałymi dokumentami, które wziąłem dla niepoznaki. Niektóre teczki, za specjalnym pozwoleniem dyrektora, wolno mi było bowiem czasem zabierać do domu, jeżeli były nad wyraz obszerne, a ich zawartość niezwykle istotna dla dalszego postępowania procesu mojej edukacji. Wyprostowałem się i jeszcze raz przeszedłem po całym gabinecie, upewniając się, że po naszej obecności tutaj nie pozostanie jakikolwiek ślad. Odwróciłem się do Julii, napotykając jej intensywne spojrzenie. Kiwnąłem krótko głową dając znać, że zrozumiałem.
- Użyjemy kominka - zapewniłem kuzynkę, stwierdzając, że najzwyczajniej w świecie oddam Dzwoneczkowi do wyczyszczenia szaty ojca. Na pewno zrobi to niezwykle starannie i po popiołach z sieci Fiuu nie pozostanie żaden ślad. Obserwowałem, jak Julia z mojej małej, rudej kuzynki przemienia się w jeszcze mniejszą, rudą wiewiórkę. Usmiechnąłem się lekko, kiedy napadła na moją nogawkę i zwinnie wspięła się po niej aż do wewnętrznej kieszeni płaszcza. rozejrzałem się jeszcze raz po pokoju i zauważyłem wtedy na dywanie pojedynczy, krótki, rudy włos. Schyliłem się, przytrzymując gryzonia w mojej kieszeni, po czym schowałem rzeczony włos w szaty. Posyłając ostatnie spojrzenie na gabinet złapałem za neseser i podszedłem do drzwi, nasłuchując. Serce załomotało mi w piersi - co Julia niewątpliwie poczuła - kiedy z korytarza dobiegł mnie odgłos zatrzymującej się windy i otwieranej kraty, a następnie echo kroków. Przywarłem do ściany za drzwiami, a odgłos zbliżających się kroków z każdą chwilą stawał się coraz głośniejszy. Drzwi nagle otworzyły się, jednak nie widziałem, kto wszedł do gabinetu, bowiem byłem całkowicie za nimi schowany. Ktoś przeszedł przez całe pomieszczenie, następnie rozległ się dźwięk rzuconych wręcz na blat papierów i ta sama osoba wyszła równie pospiesznie z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.
Odetchnąłem ciężko, nieświadomy wcześniej nawet tego, że wstrzymywałem oddech. Poczekałem aż kroki oddalą się, a winda zaskrzypi, po czym podszedłem odrobinę mniej pewnie do biurka. Leżały na nim dzisiejsze gazety. Wziąłem jeszcze jeden głęboki oddech - w końcu prawie wpadliśmy przez przegląd prasy - po czym wróciłem do drzwi. Panowała za nimi absolutna cisza. Uchyliłem drzwi i rozejrzałem się po korytarzu. Ponownie, nie było tutaj nikogo. Wyszedłem z gabinetu Ministra, zamykając za sobą dokładnie drzwi, po czym starając się wyglądać jak gdyby nigdy nic, poszedłem do wind znajdujących się na przeciwnym końcu korytarza niż te, którymi tu przybyliśmy. Szybka podróż kilka pięter w górę, prześlizgnięcie się między ludźmi w atrium i już stałem w kominku, rzucając w palenisko garść proszku Fiuu.
Nim się nie obejrzałem, byliśmy w domu. Misja została wykonana, a potwierdzały to dokumenty znajdujące się w neseserze. Momentalnie powróciłem do swojej postaci, raz dwa wchodząc po schodach na piętro i kierując się do mojego pokoju. Tam z uśmiechem odchyliłem połę płaszcza.
- No chodź, jesteśmy bezpieczni - powiedziałem do Julki, która pod postacią wiewiórki nadal siedziała u mnie w kieszeni.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5 (40)
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Biuro Ministra Magii   25.12.17 20:26

Dość szybko znów znalazła się w kieszeni, wtedy jednak Alexander zaczął robić jakieś wygibasy. Nie mogąc nic więcej, owinęła się cała ogonem do chwili w której kuzyn się nie rozprostował i nie ruszył - najpewniej do drzwi. Zaraz jednak znów się zatrzymał, a po chwili także Prewett zrozumiała, dlaczego. Może wykorzystywanie jego metamorfomagii nie było dobrym wyjściem, może trzeba było transmutować go w coś, zmniejszyć znacznie, tak żeby razem mogli się tu przedrzeć? Nie było jednak teraz o czym myśleć, razem z nim wstrzymała oddech w nadziei, że dobrze się schował. Wychodząc z kieszeni na pewno by mu teraz nie pomogła. Kolejne odgłosy kroków, odgłos otwieranych drzwi, głośniejsze kroki, trzask. I znów trzask. I stłumione kroki.
Dopiero po dźwięku zatrzaskiwanych drzwi pozwoliła sobie znów oddychać, zupełnie jakby spodziewała się że jej cichy, wiewiórczy oddech ich wyda.
Alexander jednak ruszył, a dookoła nie dało się słyszeć żadnych dodatkowych odgłosów. A Julia znów była skazana jedynie na dźwięki, nie wychylała się z jego kieszeni, żeby ich nie zdradzić, pilnowała także uważnie swojego ogona. Jedynie podróż przy pomocy proszku Fiuu okazała się być kłopotliwa w tej formie, Julia musiała bardzo mocno wbić się pazurkami w materiał dookoła siebie, żeby na pewno nie wylecieć, a kiedy już dotarli, potrzebowała dobrej chwili żeby opanować kręćka jakiego dostała, nim w ogóle wygramoliła się z kieszeni Lexa.
Dziwnie czuła się, tak po prostu się przy kimś zmieniając. Większą część swojego życia pilnowała tego sekretu. Być może bez sensu, Zakon powinien znać możliwości swoich członków, nie była zła, że Archibald ją wydał, sama zapewne w końcu i tak by to zrobiła, nadal jednak... po prostu było dziwnie.
Wróciła jednak do swojej formy upewniwszy się najpierw, że w pomieszczeniu nie ma nikogo prócz nich i przysiadła na krześle, by chwilę odetchnąć po bardzo ciężkiej podróży.
- Odnoszę wrażenie, że powrót i dotarcie było trudniejsze, niż samo wykonanie zadania.
Stwierdziła, nie wstając jeszcze z miejsca.
Jesteśmy bezpieczni.
- Mogę dostać filiżankę herbaty? - spytała jeszcze, chcąc tu odetchnąć, być może krótko pomówić nim oboje wrócą do swoich obowiązków (choć oczywiście dała Alexandrowi czas na przebranie się w swoje rzeczy).

zt x 2




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
 

Biuro Ministra Magii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Ministra Magii
» Klasa Historii Magii
» Magiczny Urząd Stanu Cywilnego Ministerstwa Magii
» Szkoły Magii na świecie
» Spis Magii (forumowy)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom I: Minister Magii i Personel Pomocniczy-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18