Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   30.09.17 15:06

Salon

Swoistego rodzaju centrum życia rodziny Tonks, choć ostatnimi czasy lekko przymierające, gdy większość latorośli opuściła rodzinny dom. W samym salonie magia naturalnie przeplata się z mugolskim światem. Szafki, półki, stolik, wszystko zostało wykonane przez Augusta i od lat służy mieszkańcom domu. Wygodne fotele ustawione na przeciw siebie, a kanapa pomiędzy nimi nie odstaje od komfortu reszty siedzeń. Przez białe okienne ramy ubrane w lekko pożółkłe firanki w czasie dnia wpada światło. Zimowe wieczory spędzane są przy trzaskającym w kominku ogniu.


Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 http://http:/http://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 http://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec http://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 http://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
szalony naukowiec, historyk
24 lata
Mugolska
Panna
Speak and may the world come undone.
14
20
0
1
0
0
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   30.09.17 19:16

2 maja

List od Justine zaniepokoił mnie wystarczająco mocno, by od momentu przeczytania go chodzić po ścianach. Co prawda dopiero wróciłam do Londynu i nie wiedziałam jeszcze do końca co się dzieje - a nie działo się dobrze, to czułam akurat w kościach - a mój cykl dnia był wyjątkowo rozregulowany przez ostatni wyjazd naukowy. Tego typu spędy rządziły się swoimi prawami, porę snu i jedzenia wyznaczał badany obiekt, a tu były nim stworzenia kapryśne, pokazujące się bliżej nieokreśloną godziną w nocy, czasami nawet nad ranem, kiedy człowiek ostatkiem sił próbował nie zamknąć oczu. Najgorsze chyba i tak były sytuacje, gdy ofiara obserwacji znajdowała się tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki a nagle pod nogami jak na złość znalazła się trzaskająca gałązka czy liście uderzające człowieka prosto w twarz w efekcie czego zwierz uciekał, a ty stałeś jak słup nie wiedząc przez kilka pierwszych sekund co się wydarzyło. Życie naukowca nie było usłane płatkami róż, ba!, co najwyżej smoczym łajnem, czasami niestety w sensie dosłownym.
Godziny dłużyły się, a ja odnosiłam wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. W oczekiwaniu na siostrę zdążyłam posprzątać pół domu i wypić co najmniej dwa kubki kawy, nie wspominając o kilku wiśniowych papierosach wypalonych w przerwie między jedną czynnością a drugą. Ugotowałam nawet zupę, najprostszą, najsmaczniejszą ze świeżych pomidorów - te jednak niezbyt zadowolone takim obrotem spraw ubrudziły i mnie i wszystko wokół na koniec gotowania, gdy dostały za dużo temperatury. Całe szczęście, że nie poparzyły mnie na tyle dotkliwie, by przyśpieszyć wizytę siostry! Wreszcie zmęczona całym dniem i podróżą poległam na kanapie i chyba nawet zasnęłam na kilka chwil, niebezpiecznie wtulając się w skraj kanapy. Zapomniałam o powierzonej mi misji, czyli pilnowaniu tatka; ten jednak nie miał ochoty opuszczać domu: jego ciągłe hałasowanie w pokoju przebijało się nieznośnie do mojego snu, zaburzając odpoczynek.



Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   30.09.17 20:45

Nie potrafiłam poradzić sobie z winą, która zalewała mnie falami z każdym krokiem, każdym oddechem, który nabierałam w płuca krztusząc się życiem. Dlaczego ona, a nie ja? Dlaczego nie pomyślałam rozsądniej. Dlaczego w ogóle poszłyśmy na to przesłuchanie? Czułam się zdradzona. Zdradzona przez urząd w który zawierzałam. Zdradzona przez własny umysł. Zdradzona przez samą sobie. Przecież powinnam być rozważniejsza, mądrzejsza lepsza. Wtedy... wtedy wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Musiało wyglądać inaczej. Na pewno wyglądałoby inaczej.
Ale nie byłam. Byłam niedoskonała, nieperfekcyjna. I wcześniej uważałam to za stałą z którą nauczyłam się żyć. Teraz każda ujma na moim charakterze kuła boleśnie w klatkę. Sprawiała, że organizm spazmatycznie łapał powietrze, czując winę, że płuca funkcjonują jak należy.
Nic nie było tak jak powinno.
A przede mną było jeszcze najtrudniejsze. Musiałam spotkać się z nimi. Musiałam przekazać im najgorszą z możliwych wieści. Odebrać jasność, stały punkt życia. Jak miałam spojrzeć im w oczy? Jak ubrać w słowa wszystko to, co się stało, gdy jedyne czego domagało się moje ciało to padnięcie na kolana, oczy chciały nieprzerwanie wylewać morze łez, a krtań krzyczeć - nic konkretnie wyrzucając słowa, jedynie krzyczeć, bez słów, wyrażając boleść poniewierającą moje ciało.
A jednak milczałam, uparcie stojąc na dwóch nogach z suchymi oczami. Jedynie dłonie zaciskały się w pięści pozwalając zachować względne opanowanie. Zgasłam, wiedziałam że tak i obawiałam się, że nie odnajdę na nowo płomienia, który pozwoli zajaśnieć mi blaskiem.
Pozostawałam w ciągłym ruchu, jakby bojąc się, że chwila bezczynności zepchnie mnie w dół z którego się nie wygrzebię. Powiedziałam Samuelowi wszystko, uznając że jeśli nie zrobię tego teraz, obiecane kiedyś, nigdy nie nadejdzie. Udałam się po nową różdżkę czując się obco i nieswojo między ludźmi. A potem wędrowałam ulicami póki nie ściemniało nie potrafiąc zebrać się w sobie i skierować kroków we właściwą stronę.
Nie szłam w konkretnym celu, szłam przed siebie uważnie lustrując każdą z mijanych osób. Doszukując się w ich gestach i spojrzeniach podstępu. Nie ufałam nikomu - już nie. Nie wierzyłam już też w ludzi, nie wierzyłam już w świat. I pomimo niezliczonej ilości wody, która obmyła moje ciało nadal czułam się niezmiernie brudna.
Wiedziałam, że muszę w końcu zjawić się w domu w którym dorastałam. Tylko jak miałam wejść do niego, skoro każde miejsce, każda z rzeczy kojarzyła mi się z nią? Objęłam się ramionami czując chłód przenikający przez długi, jasny płaszcz. Skrzywiłam się gdy dłonie dotknęły blizn po halabardzie. Ale to uczucie wybudziło mnie z dziwnego letargu uświadamiając, że uliczne latarnie już od jakiegoś czasu oświetlają mi drogę. Manor Road zamajaczyła przed moim wzrokiem, moje nogi podświadomie zaprowadziły mnie prosto pod dom.
Zmierzyłam go uważnym spojrzeniem stare cegły, ciemnozielony dach noszący znaki starości. To nie był nowy budynek, nosił ślady starości a ogród miał już za sobą swoje lata świetności, choć dało się dostrzec próby utrzymania go przy życiu. Próby mojej matki, czy więc i on umrze, tylko powoli? Czy śmierć ją bolała? - przedarło się przez moje myśli. Wspomnienia uderzył we mnie z mocą, cofnęłam się o krok kręcąc głową, by rozgonić łzy które podstępem przedarły się pod powieki.
Musiałam być silna, twarda, niezłomna. Musiałam sobie z tym poradzić. Musiałam iść dalej, mimo bólu, który rozorywał mi klatkę piersiową boleśniej niż halabarda.
Zrobiłam niepewnie krok w przód, a potem następny równie niepewnie. Nie wiedziałam jak udało mi się dotrzeć do schodów, które zaskrzypiały nieprzyjemnie gdy wspinałam się na nie. Nacisnęłam na klamkę a drzwi ustąpiły pod naporem, oczom ukazały się znajome obrazy. Ruszyłam do salonu, powoli, mozolnie, jakby każdy z kroków sprawiał mi ból i wysiłek. Miałam wrażenie, że ta tułaczka trwa wieki. Docierał do mnie dźwięk pracy z warsztatu ojca, musiał pracować nad kolejnym meblem. Zapach pomidorów roznosił się po domu, a mijając kuchnie dostrzegłam pobojowisko. Kącik niemrawo uniósł się na sekundę ku górze, a serce ogarnęła ulga, gdy dostrzegłam ją z zamkniętymi powiekami na kanapie. Ruszyłam w jej kierunku spokojnie, choć serce rwało się by móc ją złapać w ramiona. Kucnęłam obok unosząc dłoń, zakładając kosmyk za ucho, opiekuńczo przejeżdżając dłonią po policzku.
- Lea. - szepnęłam cicho, nie chciałam jej budzić, ale bałam się, że niezauważona pozwolę by ogarniający mnie strach zawładnął mną do końca. Niebieskie spojrzenie, tak podobne do moich trafiło na moją twarz, gdy powiek uniosły się do góry. Moja twarz odbiła się w jej tęczówkach i mogłam zobaczyć, jak okropnie wyglądam. Podkrążone oczy, włosy pozbawione tak znamiennych dla mnie odcieni i smutek, smutek wymieszany ze złością i winą, tak oczywisty i wyraźny. - Zawołaj tatę. - poprosiłam cicho, podnosząc się do pionu. Zajmując miejsce w fotelu oddalonym możliwie najbardziej od innych mebli w pokoju. Moje własne miejsce pokutne.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 http://http:/http://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 http://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec http://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 http://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
szalony naukowiec, historyk
24 lata
Mugolska
Panna
Speak and may the world come undone.
14
20
0
1
0
0
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   01.10.17 0:55

Kiedy pojawiłaś się w domu już nie spałam. Już albo w ogóle, bo niemiłe przeczucie, irracjonalna obawa władająca moim umysłem od kilku minut połączona z hałasem dobiegającym z warsztatu ojca na to nie pozwalała. Leżałam z zamkniętymi oczami analizując treść listu, próbując przypomnieć sobie nasze ostatnie spotkanie i to, co właściwie się wydarzyło od tamtej pory. Czułam, że wyjazd poza Londyn nie był dobrym pomysłem, chociaż nie wynikał on z mojej nieprzymuszonej woli, ot, nakaz odgórny niepoparty szczególnymi argumentami. Nie wiedziałam jeszcze jak wiele się zmieniło przez te kilka dni, właściwie nie zdawałam sobie sprawy z tego, by rzeczywiście każdy dzień traktować jakby był tym ostatnim. Gdybym wiedziała, że tamtego dnia widziałam ją ostatni raz, zostałabym dłużej, choć na chwilę porzuciła zakurzone tomy. Przytuliłabym i powiedziała, że dziękuję za wszystko co jej zawdzięczam. Ale nie jestem jasnowidzem, niestety.
Wiedziałam, że klęczysz obok, dlatego otworzyłam leniwie oczy. Twój stan mnie zaniepokoił, jednak nie dałam tego po sobie poznać - przecież doskonale mnie znasz i wiesz, że rzadko kiedy okazuję jakiekolwiek emocje. Tak, jakbym o nich zapomniała, nie wiedziała czym są; wiedziałam, że czasami cię to mogło denerwować, ale nie potrafiłam inaczej. Uśmiechnęłam się za to lekko, prawie niezauważalnie, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Najpierw coś zjedz. Ugotowałam zupę. - Reaguję spokojnie, natychmiastowo, gdy prosisz o zawołanie taty. Być może specjalnie odwlekam moment złych wieści i nie chcę by nastąpił on od razu? - Pomidorowa jest dobra na wszystko. - Dodaję z pewnością w głosie, zapominając o tym, że powinnam posprzątać po ataku pomidorów na siebie i kuchnię. Mimowolnie spoglądam na dłoń, która w wyniku nagłego wybuchu zupy, ozdobiła się w niewielki bąbel po oparzeniu, a potem wzdycham cicho. Tak, naprawdę wierzyłam, że pomidorowa może chwilowo poprawić ci nastrój.
- Just, co się dzieje? - Wolę wiedzieć wcześniej, żeby wiedzieć co powiedzieć ojcu, w której drużynie powinnam grać i po to, żeby dowiedzieć się co się z tobą dzieje. Wyglądasz jak wrak człowieka, gorzej niż tamtego razu.



Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   11.10.17 22:21

Fotel był cholernie niewygodny, zdawał się wbijać w plecy i uda, wrednie nie chcąc pozwolić zapaść się sobą. Podwinęłam nogi, przyciągając je do siebie ułożyłam na nich brodę. Ręce zaplotłam na około nich, a wzrok zawiesił się na dłoniach. Równie szarych co reszta ciała. Równie zniszczonych, co moje wnętrze. Podłużne czerwony rysy zdobiły je w każdym możliwym miejscu. Paznokcie były nierówne, pod niektórymi nadal znajdował się brud, który wbił się w skórę tak mocno, że zdawało mi się, iż zamierza tam zostać na zawsze.
Ale przecież i tak byłam brudna.
I milczę, milczę, nie mówiąc nic. Pokój wypełnia cisza i tylko ciche tykanie zegara przebija się przez nią niczym intruz, który burzy mir domowego spokoju. Ale doskonale wiem, że jest on jedynie ułudą, bowiem nic tutaj nie powinno wyglądać, choć właśnie tak się zdaje. Nawet twój głos, gdy już się w końcu odzywasz. A może tylko dla mnie trwa to tak cholernie długo. Zwlekam z uniesieniem powiek nie wiedząc, czy będę w stanie spotkać tęczówki tak podobne do moich. Tak podobne do jej. Więc nadal uparcie lustruję dłonie, jakby mając nadzieję, że znajdę tam odpowiedź. Albo chociaż wskazówkę od czego powinnam zacząć. W jakie zdanie ubrać słowa, by nie zabolały tak mocno. Jednak wiedziałam, wiedziałam że nie istnieje żaden wzór, który zagwarantował mi ciche pragnienie nie przyniesienia wam smutku i żalu, który noszę ze sobą od kilku dni. Dłonie jednak milczą, milcząco też krzyczą rysy na nich jakby zdradzając sekret tylko tym, którzy go znają. A może bardziej przypominając im o nim. Czuję jak pod kołnierzem czarnej - tak mocno kontrastowej dla tej, którą noszę zazwyczaj - koszuli uwierają mnie ślady po ugryzieniach sasabonsama. Czuję też jak te od czarnomagicznego gada ocierają się o materiał podnosząc mi gardło do krtani. Ruszam się lekko, jakby chcąc poprawić swoje ułożenie, ale jest tylko gorzej.
W końcu podnoszę spojrzenie. Puste, ciemne, choć tęczówki nadal - jak zawsze - pozostają błękitnie jasne. Jak niebo w czasie słonecznego dnia. Jak niebo w te dni, kiedy pogoda dopisuje i zdaje się że słońce promieniami zsyła do nas szczęście. Gdzie było teraz?
I nagle boleśnie uświadamiam sobie, że brakuje mi jego. Dlaczego tak bardzo starałam się dźwigać każdy ciężar sama, s świadomość, że ktoś mógłby mi pomóc zdawała się wręcz nie do zniesienia. A przecież wiedziałam, widziałam w jego spojrzeniu, że wystarczyło słowo by był tu dzisiaj ze mną. Dlaczego tak cholernie próbowałam być silną, gdy wcale nią nie byłam. Gdy rozpadałam się na kawałeczki za każdym razem, próbując potem posklejać je w jedną, nienaprawialną całość. Doprowadzałam sama siebie do autodestrukcji, całkiem świadomie, ale nie całkiem oczywiście, odtrącając wyciągane w moją stronę dłonie. Czasem łapałam za palec, czasem pozwalam na podejście odrobinę bliżej, ale z każdym krokiem, każdą minutą którą przebywałam w stronę przyszłości uświadamiałam sobie, że wybudowałam wokół siebie mur. Potężne ogrodzenie, przez które czasem, na którą chwilę udawało się komuś przejść. Przez które - miałam nadzieję - kiedyś on przejdzie całkiem. Mówiłam sobie, że jestem cała jego od dawna. Że złożyłam swoje serce i zapisałam na nim swoje imię, a jednak nie słuchałam gdy mówił, działam gdy odradzał i nie prosiłam gdy tego potrzebowałam. Przymknęłam powieki czując zbierające się pod powiekami łzy, próbując wyobrazić sobie ciepło jego dłoni, która znalazłaby się na moim ramieniu, przez które przeniknęło by mnie ciepło i spokój. Tak, spokój, zawsze był niego pełen.
- Zawołaj tatę. - powtórzyłam zachrypniętym głosem nie mówiąc nic więcej, nie otwierając też oczu. Nie mogłam zacząć bez niego, bowiem wiedziałam, że nie będę w stanie powtórzyć tego drugi raz.
No dalej, Leanne, zrób o co proszę. Pozwól bym wbiła wam cierń prosto w serce.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   11.10.17 23:31

Od dawna nie sypiał dobrze. Prawie nic nie znaczące cienie, koszmary, które zrywały go mokrego od potu. I za każdym razem spoglądał na puste miejsce obok, na łóżku. Przeraźliwie wręcz milczące. Zimne. Tak jak chłód, który zrywał znajomy spokój, szarpał głęboko zakorzeniona pewnością, że zawsze, ale to zawsze będzie dobrze. Ale nie było, chociaż odpowiedź chował głęboko, nie dając jej głosu wypowiedzi. Bo walczył. Szukał, odnajdując ciepło w tych kilku płomykach, które na zawsze miały mieć imię nadziei. Jego dzieci. gromadka, która podzieliła jego serce. Wszystkie dorosłe, a jednak patrzył na każde z tą samą miłością, która obdarzał przy pierwszym tchnieniu.
Jego największy skarb.
W pracowni siedział niemal od świtu. Poznaczone bruzdami i siecią zmarszczek palce powoli sztywniały, od zaciskania na prostym dłucie, którym zdzierał kolejne warstwy desek na wiór. Skupiał się na czynności w milczeniu, zmieniając co jakiś czas narzędzie. Ciszę łamały jedynie odgłosy uderzeń o drewno, strugania i szlifowania. Czasem odwracał się, by spojrzeń na przymknięte drzwi do kuchni, jakby nasłuchując kroków, które wcale nie nadchodziły. Przynajmniej do czasu.
Błękit spojrzenia utkwił może zbyt długo w przestrzeni za sobą, a niefortunne uderzenie zatrzymało się na siniejącym zbyt szybko palcu i krwawej smudze pod paznokciem. Bolało, ale dźwięk jęku, ani tym bardziej najmniejszego przekleństwa, nie dało się usłyszeć z jego małej, meblarskiej pracowni. Na pomarszczonej już liniami zmarszczek twarzy zajaśniał grymas, ale umknął, gdy za drzwiami usłyszał głos. Powoli wstał, zaciskając zranioną rękę, z drugiej, ostrożnie wypuścił szeroki młotek. Może nie przypominał nigdy osiłka, ale żylaste ramiona kryły więcej siły, niż można było przypuszczać. Siły zamkniętej i powoli stapianej wiekiem. Przynajmniej, tej fizycznej.  W odbici niedużego okienka dostrzegł zmęczone oblicze, włosy silnie przyprószone siwizną i zbyt długą, niestrzyżoną od dawna brodę, w której bieliło się więcej starości, niż chciałby przyznać.
Zatrzymał się przy drzwiach w pół kroku, jakby niewidzialna siła, ta sama, o której czasem mówiła mu zona, ta sama, która władały jego dzieci. Powstrzymała go.
Zawołaj tatę
Dwa wyrazy, który niosły w sobie coś przeraźliwie bolesnego. Coś, co nosiła na drobnych ramionach jego mała Justine. Sama. Dwa głosy w salonie i dwa kroki, które wystarczyły, by przekroczyć graniczna linię, dzielącą ją od rozgrywającej się sceny. A mimo to - słuchał, coraz niżej opuszczając głowę, jakby ktoś zarzucił mu na plecy ciężki kamień. Podniósł spojrzenie wyżej, gdy ciepło tonu próbowało przegnać narastająca gdzieś w pobliżu ciemność. Strach wierzgnął w piersi, ale August nie poruszył się. Kolejne słowa wyrwały go z niemego odrętwienia, paląca potrzebą przygarnięcia dwóch tlących się słabo iskierek. Wyciągnął lewa dłoń, popychając drzwi, które nie miała prawa skrzypnąć - Jestem, kochanie - przekroczył próg, dziwnie sztywno, zaciskając zranioną dłoń - Posłuchaj siostry i zjedz - pokonał dzielącą go od córek odległość i zatrzymał się przy starszej, zaglądając w tak bardzo odległe dziś spojrzenie. Była tu. Cała. Bezpieczna. A mimo to, złamana? Nie zważając na ewentualne protesty, stary, niekończącym się zwyczajem, objął jasnowłosą kobietę, całując czubek głowy spękanymi ustami, zapewne drapiąc posiwiała brodą - Lea, skarbie, nałożysz?....i poproszę o bandaż - dodał ciszej, jakbym nie dostrzegał czającej się w powietrzu ciemności. I strachu.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 http://http:/http://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 http://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec http://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 http://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
szalony naukowiec, historyk
24 lata
Mugolska
Panna
Speak and may the world come undone.
14
20
0
1
0
0
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   16.10.17 23:11

Śmierdzisz strachem i bezradnością. Wiem, bo znam to uczucie dość dobrze i nigdy nie chciałabym poczuć go ponownie - ale ty, moja kochana Justine? Zawsze byłaś moim wzorem; nieustraszonym rycerzem na białym rumaku, któremu niestraszne były potwory spod łóżka i z szafy, fantasmagorie małej dziewczynki, przed którymi zawsze dzielnie mnie broniłaś, na zmianę z nią. Z początku nie rozumiem twojego uporu. Z czasem jednak, właściwie z każdą kolejną sekundą, mam wrażenie, że stało się coś niedobrego. Cholernie niedobrego, patrząc na twój stan i usilne sprowadzenie taty do pokoju. W mojej głowie pojawiła się niepokojąca myśl, przeczucie, związane z mamą, odrzucam mimo wszystko od siebie.
Wpatruję się w ciebie jak ciele w malowane wrota, marszcząc czoło i nos w niezadowoleniu, gdy jak na zawołanie do pokoju wszedł ostatni, pożądany domownik. W milczeniu zerkam na zranioną dłoń, by potem westchnąć ciężko w głębi duszy.
- Dobrze, tato. - Mam na myśli oczywiście podanie bandaża, bo to, że nie spędzimy tego wieczoru wspólnie przy stole i pomidorowej stało się dla mnie zbyt oczywiste. Znikam na chwilę, żeby wreszcie podejść do ciebie z bandażem - bez słowa oglądam ranę, która wyglądała w moim odczuciu na powierzchowną, a potem zakładam na nią opatrunek. Nie mam takich zdolności jak Justine, z pewnością wiele mi brakuje do perfekcji, choć jej lekcje chyba nie poszły na marne. Na koniec próbuję wyłapać spojrzenie tak dziwnie nieobecnych, niebieskich oczu czując jak atmosfera w pomieszczeniu gęstnieje, dusi i wżera się stopniowo w moje ciało. Postanawiam - wciąż nieświadomie - ukrócić cierpienia każdego z nas.
- Gdzie jest mama? - Nie masz odwrotu, musisz wreszcie nam to powiedzieć, ulżyć sobie, zrzucając z barków tak wielki ciężar jaki dźwigasz od pewnego czasu. Od tego przecież była rodzina; na dobre i na złe, podobno. Siadam z powrotem na kanapie, owijając się zmiętoszonym kocem w oczekiwaniu na twoją opowieść. Z pewnością nie byłam cierpliwa w takich kwestiach i ty to doskonale powinnaś wiedzieć.




Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   22.10.17 0:24

Wiedziałam, że jesteś w domu – przecież nie byłbyś w stanie być gdziekolwiek indziej. Wiedziałam też, bo czuł charakterystyczny zapach drewna i słyszałam odgłosy dochodzące zza drzwi prowadzących do twojej niewielkiej pracowni w której tworzyłeś własne, prywatne dzieła. Byłeś artystą, rzemieślnikiem, człowiekiem, który jako twórca nie zostawał całkowicie nigdy doceniony, wyniesiony na piedestały, ale nigdy ci też to nie przeszkadzało, prawda? Cichy bohater, tym od zawsze byłeś, jak miałam spojrzeć ci w oczy? Jeszcze nie wiedziałam.
Nie wiedziałam, ale byłam pewna, że nie jestem w stanie przechodzić przez to dwa razy. Nie byłam w stanie przejść przez to nawet raz boleśnie odczuwając brak dłoni zaciśniętej na ramieniu. Dlatego nie mówiłam nic, poza jedną prośbą, zadaniem, które kierowałam w stronę mojej siostry. Miałam nadzieję, że uzyskam wybaczenie, za zachowanie, które tak mocno odstawało od mojej normy. Które wcale nie przypominało mnie. Ale przecież... stałam się inna. Złota Wieża zabiła mnie – dawną mnie. Nie mogłam pozostawać taka sama, nie po tym, co spotkało mnie tam, nie po tym jak wyrwano mi serce i rzucono na posadzkę jako pokarm, dla największych z potworów – ludzi.
I gdy stajesz w progu, a moje oczy docierają do twojej twarzy mam ochotę uciec. Zabrać się z najbardziej oddalonego od innych mebla w pomieszczeniu i zniknąć. Jak tchórz, którym i tak się czułam. Coś jednak mnie paraliżuje, sprawia, że mogę jedynie siedzieć i na ciebie patrzeć. Na spokojne spojrzenie, na krok, który niebezpiecznie zbliża cię w moim kierunku. I im bliżej jesteś, tym mocniej wzbiera we mnie chęć zapadnięcia się w fotelu, a nawet całkowitego wyparowania z niego, bowiem wiem, co stanie się za chwilę.
Twoje ramiona obejmują mnie, oddech tańczy przy czubku głowy gdy składasz na niej pocałunek, pełen troski i miłości – uczuć, na które nie zasłużyłam. Przymykam powieki, czując cisnące się łzy, pragnące wydostać się na powierzchnie, oddech przyśpiesza niebezpiecznie, sprawiając, że zaczyna ciężko mi się oddychać. Siedzę z zamkniętymi oczami, wiedząc, że czas nie ma litości i leci dalej, słysząc słowa padające w salonie. Ale nie mogę, nie potrafię spojrzeć wam w oczy. Ostatnie pytanie wydobywające się z ust Leanne, całkowicie zatrzymuje moje serce. Uchylam powieki od razu spojrzeniem trafiając na jej tęczówki, nie uciekam spojrzeniem ale nadal nie wiem. Wszystko się rozsypało, każde jedno zdanie, które przygotowywałam zmierzając tutaj dzisiaj umknęło pozostawiając mnie z pustką, pustką w ustach i obrazami w głowie zabierającymi mnie niezmiennie do tego dnia.
- Ja... - zająknęłam się próbując znaleźć początek, ale myśli atakowały mnie równocześnie nie pozwalając się skupić. - Przesłuchania. - powiedziałam, postanawiając zacząć od początku. Wzięłam głęboki wdech. - Zabrali nam różdżki, mieli oddać... ale zamiast tego... - przymknęłam powieki. Dłonie ułożyły się na oparciach fotela i zacisnęły na nich, mocno – za mocno. - Byłyśmy razem w wozie, miałam sen... - przymknęłam powieki – nieważne. Obudziłam się w zamku. Potem zrozumiałam, że to H-Hogwart. - ponownie się zająknęłam, nie panowałam nad drżącym głosem. - Próbowałam znaleźć wyjście. Próbowałam... - głos ugrzązł w gardle, powieki znów przymknęły się, gdy próbowałam powstrzymać łzy napierające na cielesną tamę. - Za głupia, byłam za głupia by rozwiązać tą pieprzoną zagadkę. - wyznałam łamliwym głosem oplatając na nowo dłonie wokół kolana. Schowałam twarz, próbując opanować drżenie warg, mokrość pod oczami. Trwało to chwilę, choć dla mnie zdawało się wiecznością. W końcu uniosłam twarz, spoglądając prosto na ciebie. - Gdybym tylko była mądrzejsza. - wyszeptałam cicho boleśnie, nadal nie potrafiąc wybaczyć sobie. Wątpiłam, że kiedykolwiek ten czas nadejdzie. - Gdybym...- gdybym znalazła ją wcześniej, gdybym nie wróciła się po Lilę, gdybym była lepsza niż jestem, właśnie wtedy istniała niewielka możliwość, że nadal mogłaby żyć. - Przepraszam, przepraszam, prze...  - głos ugrzązł, gdy tama puściłam wstrząsając spazmatycznym szlochem całą moją sylwetkę. Miałam być spokojna, miałam być silna. Miałam... właśnie, nic z tego zdawało się nie być nawet choć blisko rzeczywistości.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Przedmieścia :: Manor Road 35-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17