Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [sen] więzień azkabanu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: [sen] więzień azkabanu   01.10.17 14:39

Dziwny dźwięk. Szmer ciągnącej się po wilgotnej ziemi peleryny, zaczepiającej o suche gałęzie. Potem - krople wody, opadające z nienaturalnym, przedłużonym pluskiem, jakby wcale nie rozbijały się o kamienną posadzkę, a wsiąkały w nią, lepką, gęstą pozostałością, zlepiającą kakofonię odgłosów w jeden, zwielokrotniony echem pogłos, dudniący w głowie, przesłaniający widok, ohydny w smaku, oślizgły w dotyku: czuła to wszystko na raz w porażającej synestezji, paradoksalnie ograniczona do jednego zmysłu. Słuchu. Zakopana żywcem, pozbawiona materialnej powłoki, rozdarta na strzępy rozszczepieniem: nie potrafiła jednoznacznie określić swego stanu, zapadając się coraz głębiej w chmurny, śliski sen, oplątujący ją coraz silniejszym odrętwieniem. Mogła jedynie nasłuchiwać kolejnych dźwięków. Nienaturalnie głośnego świstu wiatru, cieknącej nieśpiesznie wody, szumu wzburzonego morza - dopiero odgłos niezwykle bliski i obrzydliwy jednocześnie wyrwał ją ze stanu katatonii. Coś pisnęło tuż obok jej ucha, żałośnie i ochryple zarazem: dopiero wtedy odzyskała kontrolę nad swoim ciałem, mogąc zorientować się w otaczającej ją rzeczywistości. Leżała na plecach na kamiennej, lodowatej posadzce, z kompletnych ciemności nie mogąc wyłonić ani brzegów pomieszczenia ani jej sufitu. Jedynie żarzące się niepokojącym, żółtym blaskiem ślepia szczura, wielkością mogącego rywalizować z potężnym kugucharem, wyłaniały się z mroku. Towarzystwo stworzenia nie wywołało w Deirdre obrzydzenia, czuła się jedynie zagubiona i zdezorientowana, instynktownie przekonana, że znajduje się w miejscu, w którym nie jest bezpieczna. Usiadła gwałtownie, przesuwając dłońmi po podłożu: kamień był nierówny, mokry, tak samo jak jej ubranie, przesiąknięte ostrym zapachem wilgoci i słodszym - pleśni. Zadrżała z przejmującego chłodu, próbując wstać. Nieporadnie, krzywo; dopiero za trzecim razem stanęła pewnie na nogach, z trudem nabierając powietrza, zdającego się stawiać opór przy każdym wdechu. Zimne i gęste, przełykała je z trudem, a początkowe skonfundowanie miejscem swego pobytu zamieniało się - powoli, lecz nieznośnie skutecznie - w strach, pełzający po jej plecach, po barkach, po karku. A może to nie strach? Na oślep sięgnęła ręką ku szyi, instynktownie próbując strącić z siebie coś, co po niej pełzało: nie natrafiła jednak dotykiem na cokolwiek, co mogłoby wywołać nieprzyjemne łaskotanie, lecz dalej nie mogła pozbyć się wrażenia posiadania śliskiego owada, poruszającego się po jej ciele. Senna rzeczywistość pętała ją najgorszymi bodźcami, które na razie jedynie deprymowały, nie wpędzając w prawdziwą panikę. Musiała zorientować się w sytuacji; odwróciła się gwałtownie, odkrywając, że mrok nie jest jednak całkiem nieprzenikniony. Skądś sączyła się strużka srebrzystego światła, wąska niczym włos, lecz dająca pewną nadzieję na to, że uda się jej dojrzeć cokolwiek. Ruszyła w stronę jaśniejszego blasku, odruchowo próbując sięgnąć do kieszeni szaty po różdżkę - bezskutecznie, w mokrym ubraniu nie znalazła znajomego drewna, co tylko wzmogło panikę, wspinającą się ku jej gardłu falą gorąca. Nie, to niemożliwe, nigdzie nie udałaby się bez różdżki, musiała ją wypuścić, zgubić, na pewno leżała gdzieś obok - najpierw musiała jednak dostać się do tajemniczego źródła światła. Przyśpieszyła kroków, odbijających się echem od ścian, lecz zdołała wykonać ich zaledwie kilka, gdy w całkowitej ciemności, potknęła się o coś - i straciła równowagę, przewracając się na ziemię. A raczej na coś, co na ziemi leżało. Serce zaczęło bić jak oszalałe, gdy próbowała zsunąć się z dziwnego, ciepłego podłoża, przypominającego grząski, lecz dziwnie twardy, stos szmat - stos, który się poruszał, dodatkowo wydając z siebie cichy jęk. Deirdre zdrętwiała, przerażona, odsuwając się jak najdalej od dziwnego stworzenia - wzrok powoli przyzwyczaił się do mroku, potrafiła rozpoznać więc pewne kontury, lecz zidentyfikowanie sennej mary okazało się na razie niemożliwe, tak samo jak dalsza ucieczka: po zaledwie dwóch ruchach jej plecy natrafiły na lodowatą ścianę, znalazła się w potrzasku, w środku ciemności, bez różdżki, w nieznanym miejscu, z nieznanym zagrożeniem, podnoszącym się tuż przed nią do pozycji siedzącej. Głos uwiązł jej w gardle, nie mogła krzyknąć, choć było to jedyne, co mogła zrobić, spetryfikowana nienaturalnym przerażeniem.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: [sen] więzień azkabanu   12.10.17 0:42

W nieprzeniknionej ciemności wszystko powoli traciło swoje znaczenie. Czas stawał się jednostajny, odróżnienie dnia i nocy było wręcz niemożliwe - tym trudniej więc było mówić o uciekających godzinach. Pięć minut zdawało się trwać tydzień, a trzy dni - były niemal jak trzy lata. Można było próbować odmierzać uciekający czas za pomocą dźwięku kapiącej wody... ten był w końcu wszechobecny, wwiercał się w uszy, przebijał przez podświadomość i odbijał echem w umyśle, nie dając chwili wytchnienia, nie pozwalając nawet zmrużyć oka. Każda kropla padała jednak na posadzkę wedle własnego widzimisię. Niemalże jak żywa istota, każda z nich wybierała dla siebie odpowiedni moment na opadnięcie, sprawiając tym samym, że dźwięk, który powodowały, nie był najlepszym zegarem... chociaż tak naprawdę jedynym, jakiego można się tu było spodziewać. W ciemności znaczenie tracił również kierunek. Nie ważne w którą stronę spojrzałeś, tam majaczył tylko gęsty mrok. Jeśli którykolwiek z najwierniejszych sług Czarnego Pana sądził, że podobna czerń zalega mu w duszy i w sercu, srogo się mylił. Przesiąknięta zgnilizną i wilgocią, choćbyś obracał głowę cały dzień, nic w niej nie dostrzeżesz. Niczym bezradne dziecko we mgle, bez różdżki, ba - niczym brudny, przeklęty mugol, całkowicie bezbronny wobec mroku, który zalegał nie tylko wszędzie dookoła, ale również (a może zwłaszcza) w twojej duszy. Każdego dnia mrok ten wyciągany był na wierzch, obnażany, bezczeszczony. Wystarczyło na horyzoncie pojawiały się postaci ciemniejsze nawet niż wszechobecna czerń, zimniejsze niż najpotężniejsze lodowce i bardziej zwiewne niż puch dmuchawca. Przychodziły, niosąc ze sobą każde z najgorszych wspomnień, krusząc solidne podwaliny umysłów lekko, jakby trącały piórko. I wystarczyła przecież do tego sama ich obecność. Nie było w tym żadnego rytmu. Przychodziły, zabierały ci ostatki nadziei, które czasem udawało się skądś wykrzesać... a potem znikały, by zostawić więźniów w konsternacji, niepewności, strachu.
Jego umysł zasnuwała gęsta mgła. Najprościej było po prostu leżeć. Leżeć, nie próbując czepiać się żadnego radosnego uczucia. I tak ich już nie miał. Jeśli tylko pojawiała się iskra, sam ją gasił, zanim jeszcze kątem oka dostrzegał, że zbliża się jeden z nich. Leżał i próbował nie myśleć. Nie potrzebował od nich pocałunku - już niemalże przeszedł w stan wegetatywny. Leżąc pośrodku obleśnej, zimnej, obrzydliwej posadzki... Jak nisko przyszło mu upaść? I za co? I czy naprawdę nagły i wcale niemały ciężar musiał mu przypomnieć, że jednak wciąż żyje?
Mikroskopijna ilość światła wydobyła spośród ciemności oczy - dzikie, rozbiegane, ciemne, mętne, choć wciąż z nieco przeszywającym spojrzeniem. Ciemny kształt uniósł się, opierając ciężko o ścianę. Mięśnie, kiedyś będące w całkiem dobrej kondycji, teraz straciły wigor - zupełnie jakby spędziły tutaj lata, a nie zaledwie dni. To miejsce tak działało na psychikę człowieka.
- Na włócznię Gudrøda - w głębokiej ciemności rozległ się w sumie dość trudny do zrozumienia charkot; tak dawno przez te struny głosowe nie przechodziło nic, poza krzykiem - Jeśli moja podświadomość próbuje jakoś utrzymać mnie przy zdrowych zmysłach, podsyłając mi kobietę, raczej nie wybrałbym ciebie...




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna

she tastes like every dark
thought I've ever had

13
10
0
0
0
37
2
0
Czarownica
and she bend it over like she got no back bone

PisanieTemat: Re: [sen] więzień azkabanu   13.10.17 20:51

Różdżka, musiała mieć przy sobie różdżkę, przecież zawsze trzymała ją tuż bok, nie wypuszczała z rąk, czuła ciężar w kieszeni lub przy pasku, towarzyszyła jej w każdym momencie, nawet w Wenus, spinając włosy wraz z egzotyczną szpilą: jakim cudem znalazła się w tej przerażającej ciemności bez niej? Co musiało się stać, by wykazała się tak skrajną nieodpowiedzialnością? A może ktoś brutalnie odebrał jej jedyną możliwość obrony i ataku, wrzucając do tej oślizgłej studni, wilgotnej i mrocznej, o ścianach gładkich, pokrytych jedynie pleśnią i odrażającymi liszajami? Panika zaczynała przełamywać opanowanie a spod nienaruszonej fasady obojętności coraz wyraźniej przezierał czysty, trudny do wytłumaczenia strach. Droga, prowadząca ją do tego pomieszczenia tonęła w niewiadomych, tak samo jak cel tych niespodziewanych odwiedzin. Oddychała z trudem, cały czas nerwowo przetrząsając kieszenie całkiem przemoczonej szaty - materiał kleił się do nóg, był ciężki i szorstki, utrudniał poruszanie się, nasilając tylko przenikający ją chłód. Każdy bodziec, jaki trafiał do przeczulonych zmysłów, niósł ze sobą histeryczny błysk. Traciła rozum i chłodny osąd sytuacji, nie potrafiła zebrać myśli, daleka od swego normalnego charakteru: zupełnie straciła dawną siebie, pogrążając się w mroku, którym tym razem nie przynosił radości ani nie skrywał fascynujących szczegółów, a pochłaniał każdy okruch spokoju, zastępując go koszmarnym drżeniem. Kości uderzały o kości, płuca kurczyły się pod wpływem chłodu i słodkich drobinek pleśni, mięśnie napinały się nerwowo, jak do skoku, do walki lub ucieczki - lecz nie potrafiła podjąć żadnego działania, przerażona, wciśnięta w ścianę, wbijając wzrok w coś, o co się potknęła.
A stworzenie - przemówiło. Głosem dziwnie znajomym, choć trupim, poszarpanym, ochrypłym. Nie natrafiła na śmierciotulę ani wyjątkowo wielką bestię, gotową wciągnąć ją głębiej w piekielne czeluście -  jeśli mogła zaufać swemu instynktowi, natrafiła na człowieka. W pierwszej chwili szaleńczo głośne bicie serca utrudniło zrozumienie wypowiedzianych przez niego słów, lecz gdy odetchnęła głębiej, pojęła, że ma do czynienia z Craigiem. Pamiętała, że wypowiadał się w podobny sposób, a niedorzeczna niefrasobliwość, tak groteskowo kontrastująca z miejscem, w którym się znaleźli, pasowała do obrazu Burke'a.
- Gdzie... - prawie mu przerwała, lecz nagła świadomość uderzyła ją samoczynnie, bez werbalnego potwierdzenia mężczyzny. Azkaban. Miejsce, które od tygodni nawiedzało ją w najgorszych koszmarach, teraz urzeczywistniało się wokół, zamykając ją w kamiennej klatce, w ciszy grobowca, przerywanej tylko niejednostajnym szumem fal, tak odmiennym od tego, wypełniającego echem pokoje Białej Willi. Skuliła się pod ścianą, ponownie na ślepo sunąc palcami wokół, po wilgotnej podłodze, w naiwnej nadziei natrafienia na różdżkę. Nie, to nie mogła być prawda, nie mogła się tu znaleźć, nie w ten sposób. Z trudem chwytała oddech a odpowiedzenie Craigowi w równie zjadliwy sposób okazało się niemożliwe: tak samo jak ich obecność tutaj, razem, w tej samej celi, w tym samym czasie. - Jak... - spróbowała od nowa, nieco sensowniej, lecz głos uwiązł w jej gardle. - Jak się tu znalazłam? - wyartykułowała w końcu, siląc się na spokój, lecz słowa drżały żałośnie, wraz z dźwiękiem szczękających o siebie zębów. Dłonie nie natrafiły na różdżkę, ściana, o którą opierała się plecami promieniowała potwornym chłodem, tak samo jak podłoga - wbiła wzrok przed siebie, w końcu wyłuskując z mroku profil Craiga. Wychudzonego, o pustych oczodołach, brudnych włosach, niechlujnej brodzie: nawet w półmroku wyglądał jak trup. - Jest tu...ktoś jeszcze? - wycharczała znowu, starając się zebrać rozbiegane myśli w jedną, względnie logiczną całość. Czy misja, którą powierzył im Czarny Pan, okazała się porażką? Czy wszyscy trafili właśnie tutaj?





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
 

[sen] więzień azkabanu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17