Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [SEN] Livin' La Vida Loca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: [SEN] Livin' La Vida Loca   13.10.17 21:24

Temperatura była zdecydowanie zbyt wysoka; jego serce pracowało na zwiększonych obrotach, ciśnienie zaś przyprawiało o senność i niebywałe zmęczenie. Potwornie chciało mu się spać, ciało odmawiało posłuszeństwa — zupełnie jakby dopiero co pokonał biegiem dziesiątki kilometrów. Doskwierała mu suchość w ustach, spierzchnięte gardło domagało się zaspokojenia uciążliwego pragnienia. Nie miał sił sięgnąć po różdżkę i przywołać do siebie czegoś, co ukoi jego cierpienia, ukróci jego męki. Przeżywał istne katusze, wiedział, że dłużej już tego nie zniesie. Krople potu spływały mu po obojczykach na nagi tors, a później wyznaczoną linią mięśni na brzuch. Oddychał szybko i płytko; jedynie jej oddech tuż obok sprawiał, że nie się nie odzywał. Wsłuchiwał się w niego z nadzieją, że to jego organizm wreszcie przełączy tryb intensywnej pracy i pozwoli mu się zrelaksować. Chciał odpocząć. O niczym innym aktualnie nie marzył.
— Nie, nie mogę — burknął pod nosem z niezadowoleniem, zamykając gwałtownie czytaną gazetę. Ruchome zdjęcia postaci niewiele mu mówiły, ale wolał być poinformowany o sprawach rejonu, w którym przebywał. Położył ją sobie na brzuchu, podciągając jedną, ugiętą w kolanie nogę wyżej, zaś ręce ułożył pod głową, zmieniając jej kąt tak, aby mógł lepiej widzieć to, co się działo przed nim. Nie działo zupełnie nic. Bezbrzeżny błękit przenikał w granat, by równą, nieruchomą linią oddzielić się od mieniącego wkoło złota. I nic poza tym. Równie dobrze świat dla niego mógłby stać się czarno-biały, nie widziałby żadnej różnicy. To wzbudzało w nim przedziwną irytację, a do tego wszystkiego jeszcze ta cholerna temperatura. Było gorąco, piekielnie gorąco — czuł się tak, jakby rzucił na siebie zaklęcie Szatańskiej Pożogi i tkwił w ogniu wmawiając sobie, że został zrodzony w płomieniach. Nienawidził upałów. Wysoka temperatura jego ciała sprawdzała się w chłodnym, deszczowym Londynie; dzięki temu nigdy nie marzł. Tu, miał wrażenie, że białka oczu lada moment się zetną.— Jeśli następnym razem wpadnę na tak idiotyczny pomysł, skoryguj mnie. Trzeba było udać się na Syberię — tam przynajmniej czułby się jak w domu; chłód był mu o wiele bliższy niż gorąc. To miejsce miało jednak swoje plusy. Coś na horyzoncie się zmieniło, wzbudziło niepodobne do niego poruszenie, zwęszył ofiarę. Pochylił brodę, by znad okularów przeciwsłonecznych obejrzeć przechodzące przed nim plugawe istoty w skąpych strojach kąpielowych. Kto by pomyślał, że co druga tutaj to taka zbereźnica.
Omiótł je wzrokiem i westchnął ze zniecierpliwieniem.
— Czy ty mnie w ogóle słuchasz?— spytał zniecierpliwiony i podniósł się do pozycji siedzącej, położył stopy na ziemi, lecz piasek był tak gorący, że zaraz tego pożałował. Ułożył nogi z powrotem na leżaku i zacisnął zęby, rozglądając się dookoła. Copacabana nie była spełnieniem jego marzeń. Za to z pewnością była praca. Odkąd dostał awans i został szefem Biura Aurorów minęły dwa dni. Dwa cholerne dni, po których postanowił wziąć tygodniowy urlop, żeby się nie przepracować. Spojrzał na nią wreszcie. Jej skóra przypominała botwinkę, ale wiedział, że nie stanowiło to dla niej żadnego problemu. Z poparzeniami się upora, podobnie jak z zaczerwienieniami; wyglądała na rozluźnioną i zrelaksowaną, kiedy on myślał tylko o tym, by się stąd zwinąć. Brakowało mu twardego krzesła i ciasnego biurka ze stosem papierów, miliona listów z pretensjami i uśmiechających się na korytarzach czarnoksiężników, którzy naiwnie sądzili, że nie wie kim są. Brakowało mu nawet tej cholernej zimy, która się na dobre rozpoczęła w Wielkiej Brytanii.
— Tonks, por favor — odezwał się znów nagląco. Może wkoło znajdą się jakieś typy spod ciemnej gwiazdy, których trzeba złapać i osadzić w więzieniu. Przypomniał sobie, że nie chciało mu się nic robić i opadł ponownie na leżak. Bez sensu jakoś to wszystko.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
12
0
15
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: [SEN] Livin' La Vida Loca   13.10.17 22:52

Nie było jej za gorąco; po dwudziestu siedmiu latach życia w zimnym i deszczowym mieście, możliwość spędzenia kilku dni w miejscu, które pozwalała na lekkie i przewiewne stroje, ciepłe wieczór i radosne promienie, zdawała się tym, co jej się należało. Zwłaszcza, że wcześniej nie mogła sobie na to pozwolić. Nie gdy pozostawały walki do wygrania i wygłodniałe gęby do wykarmienia, udało jej się nawet nauczyć gotować potrawkę, od której nikt nie umarł a każdy napełnił swój żołądek. Teraz, teraz można było w końcu odpocząć.
Miejsce było idealne, przyjemnie rozgrzewające promienie padały na ciało pozbawione większości zbędnych w tym momencie ubrań. Otulało przyjemnie jej jednostkę wprawiając w  lekki leniwy stan odprężenia na który nie mogła pozwolić sobie na co dzień. W ciągłej gotowości, szykując się do kolejnego zadania, czekając na następne polecenia wydane odgórnie. Tutaj mogła o tym zapomnieć i postanowiła zapomnieć całkowicie, niczym po sprawnie rzuconym Oblivate na te kilka dni kompletnie odciąć się od problemów trzęsących Londynem i pozwolić odprężyć się w błogiej nieświadomości.  
Tak, gdyby tylko z fotel i gdyby nie to, że na fotelu obok trafił się on. Próbowała nie zwracać uwagi, pozwalając oddać się miejscu. Może i nie powinna, ale lenia atmosfera popołudnia i prawie leżąca pozycja sprawiały, że oddała się lekkiej półdrzemce, do której kołysał ją dźwięk fal, gwar ludzi i krzyk sprzedawców. Jednak głos obok przebijał się nad tym wszystkim najdosadniej. Uniosła powieki - choć dostrzec to można było jedynie patrząc na jej profil, od frontu jej oczy zakrywały ciemne okulary chroniąc przed słońcem i chronicznym mrużeniem oczu.
- To urocze. - skomentowała krótko, łapiąc akurat moment w którym podnosił swoje nogi z piasku. On, waleczny auror, zamykający dziesiątki czarnoksiężników, walczący codziennie i bez ustanku, znoszący ból wszelakiego rodzaju umykał stopami od gorąca jakie niósł z sobą nagrzany piasek. Usta wygięły się lekko w pozytywnie naznaczonym grymasie, gdy dłoń sięgnęła po stojącego niedaleko drinka. Upiła z niego łyk ciesząc się przyjemnie chłodzącym, zimnym napojem. W szklance nadal postukiwały kostki lodu, a jej wierzch zdobiły krople wody, mimo tego, że zdawało jej się że znajdując się tutaj od dłuższego czasu. Odstawiła w końcu szklankę, by dźwignąć się do pozycji siedzącej. Zlustrowała otoczenie od lewej do prawej, powoli, dokładnie, tak by nic nie umknęło jej spojrzeniu. - Syberia jest na pstryknięcie dwoma placami. - odpowiedziała mimochodem, kompletnie nie wiedząc dlaczego, ale nie zamierzała tego kwestionować, w końcu wstała, zgrabnie wsuwając stopy w piasek, zauważając, że rzeczywiście przy pierwszym dotknięciu pozostawia po sobie nieprzyjemnie, drażniące, gorące uczucie. Najpierw uniosła twarz ku niemu rozświetlonemu prze przynoszące parne powietrze słońce, a potem zerknęła raz jeszcze w prawo, by przenieść wzrok na lewo, przyzwyczajeń jednak nie dało się wyplenić - niezależnie do tego jak mocno próbowało się ich unikać. W końcu zmierzyła go spojrzeniem z góry. Uniosła dłoń, sięgając do okularów i przenosząc je na czoło. Zmrużyła lekko oczy próbując przyzwyczaić wzrok do jasnego światła. W końcu ręka powędrowała na biodro, a ona sama zawiesiła niebieskie tęczówki na spoczywającym na leżaku mężczyźnie, usta powędrowały zawadiacko ku górze, jakby rzucając wyzwanie.
- Ruszmy się, Mulciber. Ze stagnacją zdecydowanie nie jest ci do twarzy. - powiedziała nie komentując ostatniego z wyrażeń w obcym jej języku, zakłada, że mocno prawdopodobnym jest iż oznacza jakieś z przekleństw. To nie tak, że nie słuchała jego słów, puszczała jedynie mimo uszu te, które zdawały się nie mieć większego znaczenia tutaj, w ich prywatnym raju, który dla niego zdawał się osobistym więzień. A przecież, na Merlina, nie chciała by czuł się źle. Zwłaszcza teraz, gdy miała u swojego boku tak ważną osobę, musiała dbać o jego samopoczucie. Może kilka kieliszków w skrytym cieniem i chłodem lokalu, obudzi w nim odrobinę entuzjazmu i pozwoli cieszyć się wakacjami, które padły im z nieba.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

10
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: [SEN] Livin' La Vida Loca   14.10.17 0:34

To ona nalegała, żeby wyjechać. To ona naciskała, by odwiedzić miejsce tak odległe, że żadna sowa nie zdoła zakłócić im spokoju w przeciągu najbliższych kilku dni. To ona uparła się, że piasek i woda to wszystko czego im potrzeba — oprócz słońca, bo miejsca ciemne w ogóle nie wchodziły w grę; zbyt dużo ciemności ogarniało Londyn przez ostatnie lata. To wszystko było jej winą, dał się beznadziejnie wpuścić w maliny. Wybrał miejsce i zaplanował urlop, którego — jak już wiedział — nie zniesie. Zgrzytał zębami, gromowe spojrzenia ukrywając za ciemnymi, markowymi okularami, dzięki którym idealnie wpasowali się w otaczających ich mugoli. Ten świat nie był taki zły; tylko ten cholerny upał. Ten gorąc. Gdyby wybrali się na basen, przynajmniej przesiedziałby większość czasu w wodzie.
— W takim razie spakujmy walizki i udajmy się tam — zaproponował otwarcie, chociaż doskonale znał odpowiedź. Nie wiedział, kiedy nauczył się ustępować kobietom, ale tak po prostu się działo, a on nie miał na to najmniejszego wpływu. Robił co tylko chciała, grzecznie i potulnie przytakując, nie odmawiając sobie marudzenia i narzekania. — Spaliłaś się. A mówiłem, są na to specyfiki — na pewno jakieś są! Patrząc na nią cieszył się, że pół dnia spędził w barze za rogiem, ochoczo flirtując z pięknymi brazylijkami. Zawsze ciągnęło go do brunetek, dodatkowo o wiele lepiej mu szła nauka portugalskiego niż francuskiego. Słowa łapał w mig, jeszcze kilka lekcji i opanuje go do perfekcji. Nie przeszkadzało mu to, że nie wiedziały, nawet nie podejrzewały, że jest czarodziejem. Miał asa w rękawie i nie zawahałby się go użyć, gdyby jej wołanie, nie ściągnęło go z powrotem na plażę. "Bo dość długo niósł te drinki".
Podnosząc się z leżaka dała mu szansę na sięgniecia jej szklanki. Uczynił to, szczęśliwie, nie dotykając już stopami gorącego piachu. Dopił resztkę alkoholu, którą zostawiła, pochłonął kostkę lodu, zatrzymując ją w ustach i rozłożył się z powrotem na leżaku, kładąc zimne szkło na środku brzucha, dla przyjemnej ochłody.
— Apłodzinymamysejstatkiem — mruknął z zimną, rozpływającą się kostką w ustach. Wiedział, jak kochała wodę, jak uwielbiała pływanie, skoki do wody i niewinne zabawy na brzegu. Dlatego zaplanował dla nich atrakcję, byle nie musieć męczyć się w tym miejscu zbyt długo. Może gdyby wypełnił czymś każdy dzień, nie musiałby leżeć plackiem a plaży — choć z drugiej strony, tak bardzo pragnął się zrelaksować i wyłączyć; przestać myśleć o pracy. Patrzył na przechadzających się przed nimi mugoli i pytał sam siebie, co za szatańska siła go tu ściągnęła. Uniósł wzrok i szybko odpowiedział sobie na to pytanie. Zmarszczył brwi i burknął coś do siebie, poprawiając się na leżaku. Nie zamierzał nigdzie iść, przynajmniej póki chodzenie przestanie przypominać stąpanie po rozżarzonym węglu. — Twoja kolej, żeby iść po drinki — powiedział w końcu, nasuwając okulary wyżej na nos i sięgając po kapelusz, którym zakrył przed słońcem większość swojej twarzy. Różdżka spoczywała gdzieś w jej torbie, w zasięgu ręki, musiałby się tylko pochylić. Eu gostaria de um refil!— Uniósł wysoko swoją pustą szklankę, pragnąc ją zachęcić to krótkiej wędrówki w odmęty plaży. Liczył, że portugalska prośba o dolewkę zmusi ją do ruszenia tyłeczka, choć jak tak stała nad nim, przynajmniej miał szansę złapać nieco cienia. — Tempo, tempo...




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
12
0
15
1
0
8
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: [SEN] Livin' La Vida Loca   Yesterday at 17:47

Wakacje, sama nie pamiętała kiedy ostatnio mogła jakiś doświadczyć, zawsze znalazło się coś, co należało bezzwłocznie załatwić, coś co nie mogło czekać nawet chwili, a gdy już zajęli się tym odpowiednio, pojawiało się kolejne coś i pewnie byłoby tak dalej, gdyby nie stwierdziła w pewnym momencie, że czas by tym jednym czymś zajął się ktoś inny – zresztą miała swój cel w podróży tutaj.
Lubia to ciepłe, tak inne od tego, którego doświadczało się w Londynie. Upał, gorąc a nawet skwar, którego trudno było doświadczyć w domu - postanowiła zgarniać całkowicie wszystko, każde jedno doświadczenie będąc świadomą że następna taka okazja może się szybko nie powtórzyć.
- Wystarczy tylko słowo, o panie. - zakpiła, zginając się w pół niczym szkolony od lat służący, nosem prawie dotykając kolan, a dłoń wykonując teatralne obroty. Właściwie zdała sobie sprawę, że dziwnie jej wszystko jedno gdzie będzie, zdawało jej się że równie dobrze będzie bawić się na lodowatej Syberii co tutaj, wszak wszystko wynagradzało jego towarzystwo, czyż nie?
Uniosła lekko brew i spojrzała na swoją skórę krytycznie dostrzegając jej czerwonawy kolor, być może i miała tego żałować, jednak nie zamierzała się tym przejmować na zapas. Nie, kiedy niebo było tak przyjemnie błękitne, a słońce okalało całe jej ciało. Wzruszyła tylko lekko ramionami znacząc tym gestem fakt, że kompletnie nie przejmuje się wspomnianym spaleniem.Pewnie jeszcze będzie tego żałowała. Pewnie jęczała od poparzeń próbując zaleczyć je zaklęciami i kozim mlekiem, ale ciężko było przejmować się nimi teraz, tutaj w tym konkretnym momencie.
Zamrugała kilka razy, jakby poszukując informacji o rejsie, musiała jej jakoś umknąć i to jednak nie zdawało się psuć jej humoru, który był zdecydowanie lepszy niż w ostatnich dniach w Londynie. Woda?
Tak, od zawsze były swoimi przyjaciółkami, czasem zdawało jej się, że wręcz potrzebuje jej do życia. Odebrała pustą szklankę przez chwilę mierząc ją spojrzeniem, uniosła ją wyżej przed swoje oczy, poruszyła nią kilka razy patrząc jak resztki lodu obijają się o ścianki i zmarszczyła lekko brwi, znów spoglądając w dół na Ramseya. Przez chwilę mierzyła go uważnym spojrzeniem, jakby w głowie ważąc, czy to odpowiedni moment na wyjawienie tego, co udało jej przed nim utrzymać w tajemnicy przez ostatnie kilka dni. Czy będzie zły? Czy może wręcz przeciwnie ucieszy go wiadomość, która ma mu do przekazania?
- On tu jest. - powiedziała mierząc go uważnym spojrzeniem, doskonale wiedziała, że nie musi wiedzieć więcej, że w mig pojmie co ma mu do przekazania. Próbowali znaleźć go od dawna i zdawała się dosłownie zapaść pod ziemię. Aż do ostatniego czasu, kiedy to do jej dłoni trafiła poszlaka wskazująca wprost na ciepłe miejsca. No tak, któż poszukiwałby go w raju tyle kilometrów od rodzimej ziemi. - Ale jeśli wolisz zostawić to komuś innemu, pójdę po drinki. - powiedziała jak zwykle przekornie zbierając się do wykonania kroków w stronę niewielkiego barku w którym gościli się od rana, taktycznie wybierając miejsce niedaleko. Nie zdążyła wypić dużo, wiec alkohol nie wpłynął jeszcze całkowicie na jej reakcje, mogła działa była pewna że tak, tylko czy - rzeczywiście nie powinni skupić się na wakacjach pozwalając ten raz, by sprawą zajął się ktokolwiek inny? Wątpliwe, mimo to ruszyła w kierunku baru, czekając na reakcję lub jej brak.
To jak będzie, Mulciber?




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
 

[SEN] Livin' La Vida Loca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17