Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wyjałowiona ziemia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 1:24

Wyjałowiona ziemia

Szeroki pas wyjałowionej ziemi na wschodzie wyspy sprawia wrażenie jakby został wypalony ogniem - jeśli tak się stało, musiał to być ogień bardzo potężny - najdawniejsze zapiski nie wspominają bowiem, jakoby te tereny kiedykolwiek mogły wyglądać inaczej. Tereny te czasem nazywane są potocznie smoczym cmentarzyskiem, znane są bowiem z wyjątkowo obfitych kości zakopanych w tutejszej ziemi. Większość kości jest olbrzymia - dziś tak wielkie smoki już nie istnieją, szczątki pochodzą najprawdopodobniej z czasów jeszcze prehistorycznych. Czasem sztorm lub dzikie zwierzę odkopie mniejszą czaszkę, czasem kości odkryje przypływ morza. Ziemię otacza gęstwina nagich drzew pobliskiego ponurego lasu, między którego konarami świszcze nadmorski wiatr.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 2:08

Właściwie wcale nie spał. Nie potrafił - był zbyt przejęty. I zbyt zmartwiony, że tak wiele rzeczy mogło pójść nie tak jak to sobie zaplanował. Nieskory do współpracy Wright, niedociągnięcia w notatkach, możliwe pomyłki w założeniach, nieprawdopodobne hipotezy, a przede wszystkim - nieprzewidywalne anomalie, które na każdym etapie mogły zniszczyć ich misternie utkany plan pozbawienia prehistorycznej smoczycy wolności. Odkrycie nowego gatunku byłoby wielkim osiągnięciem, być może nawet wystarczająco wielkim, by zmazać plamę na honorze, jaką w ostatnim czasie okazało się zniszczenie rodzinnego dobytku. Żeby jednak tego dokonać - musieli dołożyć do tego wpierw wszelkich starań. Nastał świt, pierwsze promienie słońca leniwie przedzierały się przez zachmurzone niebo, z którego siąpała nieprzyjemna mrzawka - tak nienaturalna w obliczu ostatnich pogodowych szaleństw, dziwnie normalna, dziwnie angielska, dziwnie neutralna, daleka od skrajności. Być może dobry omen?
Nakazał chłopcom nałowić ryb - i rozdać je również pozostałym, choć nie miał pewności, czy rzeczywiście to zrobili, ani czy mieli możliwość to zrobić, zwłaszcza stając przed topornym Wrightem - on sam nie miał najmniejszego zamiaru zabawiać się w wędkarza osobiście. Miał ich przy sobie kilka, w skórzanym kołczanie przewieszonym przez ramię na czarnym pasie. Strój, choć wciąż nie brakowało mu elegancji, właściwszy był wędrówce i drodze przez las, skórzane spodnie wsunięte w wysokie cholewy butów, skórzana kurta stanowiąca lepszą ochronę niż bawełniana koszula, i na dłoniach, niezmiennie, dobrze wykonane rękawice o wzorzystych haftach uszyte ze smoczej skóry. Wyprowadził ekspedycję z obozowiska prosto nad smoczy cmentarz, gdzie - wedle ich odkryć - to wszystko miało się rozpocząć. Nachylił się nad czarną ziemią, przesiewając przez palce jej grudy; wszystko tutaj przypominało relikt przeszłości. A ich pomiary były niedokładne. Zbyt niedokładne, żeby bez trudu namierzyć gniazdo.
- Musimy znaleźć ślady naszej bestii - stwierdził oczywistość, którą jednak ktoś wyłożyć musiał - padło na niego. - Naszych bestii - poprawił się, bo stworzenia w jakimś pokracznym rozumieniu tego słowa mogły być dwie. Oby tylko dwie. - Nie marnujmy więcej czasu, ślady z pewnością doprowadzą nas do legowisk, w których wyspiarka... czy też części wyspiarki odpoczywają za dnia. Ruszam na zachód, jeśli na coś trafię, zawiadomię was zaklęciem Ignis fatuus. Ustalmy oznakowanie: czerwone światło niech oznacza agresję, niebieskie - strach. Powodzenia, będzie potrzebne nam wszystkim. - Skinął głową towarzyszom, nie bez powodu zatrzymując wzrok na dłużej na twarzy Percivala. Współczuł mu, że został zmuszony do współpracy z tym nabuzowanym półgłówkiem - ale nie byli w stanie zorganizować się inaczej.

Znikam Tristanem w obcą i samotną stronę, bo pisanie sama ze sobą nie bardzo ma sens, kiedy to jednocześnie mistrzuję. Jeśli próbujecie tropić ślady, rzucamy na spostrzegawczość, możecie iść wszyscy razem, możecie się podzielić.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 13:51

Noc wydawała się zbyt krótka, pochmurna, stworzona wręcz idealnie do przekręcania się z boku na bok na niewygodnej pryczy prowizorycznego namiotu, z zewnątrz prezentującego się tak samo prymitywnie, jak w środku. Benjamin nie potrzebował królewskiego przepychu ani pięciopokojowego apartamentu - wszędzie czułby się tak samo: wściekły, sfrustrowany, rozdarty pomiędzy chęcią załatwienia na Wyspie Wight prywatnych porachunków, porachunków dotyczących dobra i sprawiedliwości a...rozsądnego rozłożenia w czasie obydwu serii morderstw. Musiał się uspokoić i skupić, znalazł się tu przecież z ramienia rezerwatu, kierowany dobrem smoków i lorda Greengrassa, który nie dość, że zaufał mu po ostatnich tragicznych tygodniach, to jeszcze wynagrodził go awansem. Potrzebował tej pracy, jedynego wentyla bezpieczeństwa w bolesnej codzienności; nie mógł też rozpocząć idiotycznej rzezi, rzucając się z pięściami na Rosiera i Notta. Ujawniając swoje zamiary, zaszkodziłby sprawie, dlatego pozostawało mu jedynie zaciśnięcie zębów i przebrnięcie przez te przeklęte godziny.
Na miejscu porannej zbiórki zjawił się więc zły i niewyspany. Właściwie bez powodu nawarczał na pomocników wyprawy, przynoszących mu torbę pełną ryb - przyjął ją bez typowej wdzięczności, wrzucając sakwę z posiłkiem dla mitycznego stwora do przewieszonego przez ramię plecaka. Ubrany był tak, jak wczoraj, skórzana, mugolska kurtka, robocze spodnie, wysokie buty, pas: nie stroił się zbytnio, nie związał nawet włosów, jeszcze mokrych od porannego opryskania się wodą. Ponownie przystanął jak najdalej od Rosiera, postanawiając - wspaniałomyślnie, także dla siebie - zamknąć buzię na kłódkę i nie odzywać się dziś wcale, chyba, że będzie to niezbędne. I chyba, że jednak nie wytrzyma bezpośredniego towarzystwa Percivala. Na razie milczenie szło mu wręcz doskonale. Zignorował Tristana, zachowując dla siebie niezwykle jadowity komentarz o tym, że zapewne ten fircyk uda się na zachód, by resztę dnia spędzić w wygodnym namiocie, pijąc Toujours Pur i wypoczywając, ich barki obciążając brudną robotą. To pasowało do tchórza i idioty doskonale, był o tym przekonany, bez problemu ignorując podszepty zdrowego rozsądku, przypominającego mu o odwadze i poświęceniu, którymi Rosier odznaczał się jeszcze nie tak dawno, zwłaszcza, gdy chodziło o smoki. To, czego dowiedział się ostatnio, obdarło zarówno Percivala jak i Tristana z jakichkolwiek ludzkich cech, czyniąc z nich w oczach Benjamina bestialskie potwory: a ohydna aura opadała także na każdego, kto znalazł się zbyt blisko pieprzonej dwójki. Wright ignorował więc także Morgotha. Poprawił jedynie ciężki plecak, z wodą i prowiantem, po czym ruszył w stronę wschodnią - byle dalej od Tristana - nie oglądając się na to, czy Percy rusza za nim. Rozglądał się za to dookoła, uważnie, śledząc zarówno linię lasu jak i rozorane pustkowie, z nadzieją, że dostrzeże coś, co doprowadzi go do smoczej jaźni.

| rzut na spostrzegawczość, biegłość I, +5




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 13:51

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 44


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   19.10.17 20:48

Nie udzielał się we wczorajszym poruszeniu, obserwując po prostu wszystkich i jak zawsze wyrabiając sobie zdanie na temat każdego z nich. Zupełnie jakby dopisywał na swojej długiej liście analizy kto jak się zachowuje w danej sytuacji. Nie za bardzo obeszło go to, że Wright miał wyraźnie problem do wszystkich zgromadzonych łącznie z nim, chociaż Morgoth nie przypominał sobie specjalnie, by zamienili więcej niż dwa słowa w całym jego bytowaniu w Peak District. Młody opiekun zajmował się swoimi sprawami, podczas gdy bardziej doświadczony Benjamin pojawiał się w nieco innych miejscach. Teraz też gdy dostał awans, zapewne w ogóle nie mieli się widywać. Nie robiło to na nim żadnego wrażenia, a jedynie upewniło, że początkowe zdanie na jego temat, które sobie wyrobił, wciąż obowiązywało. Rozeszli się więc w dość nerwowej atmosferze, a przyszłe dni miały zapewne nie wyglądać inaczej. Namioty wyznaczały jedyne miejsca, gdzie nie musieli obawiać się, że trafią na swoje towarzystwo, choć i tak czas, który w nich spędzą nie będzie zbyt rozległy. Yaxley przed pójściem spać, wybrał się na krótki spacer w niedalekiej odległości od obozowiska, chcąc jeszcze trochę pobyć na świeżym powietrzu w samotności. W takich chwilach rozumiał o wiele lepiej fakt milczenia, który był tak charakterystyczny dla jego rodu. Przez noc nie działo się nic specjalnego - nieprzenikniona cisza unosiła się nad wyspą, a jedynie monotonny szum fal dochodził raz po raz znad brzegów, chociaż nie spał najlepiej. Senna historia znów wróciła, zupełnie jakby wyczuwała chwilę i przypomniała o sobie w bardzo makabryczny i nieprzyjemny sposób. Dlatego Morgoth nie czuł się wyspany, żałując, że nie zabrał ze sobą porcji eliksiru słodkiego snu, jednak nie było już czego zmieniać. Przed wyjściem sprawdził jeszcze czy miał przy sobie swój kompas, który wskazywał zawsze bezpieczne miejsce i dołączył do reszty. Nie trzeba było znać się na sprawie, by wiedzieć, że miało się do czynienia z zawodowcami. Stroje każdego niemal krzyczały o tym, przypominając o swoim przeznaczeniu. Sam postawił na odpowiednie buty, nieco dłuższą kurtkę z wieloma kieszeniami i skórzaną torbę przewieszoną przez ramię. Byli gotowi pójść dalej, a gdy znaleźli się na smoczym cmentarzu, Tristan powiedział jeszcze parę słów, przypominając o podstawowych zasadach komunikacji z różnych miejsc na wyspie. I chwilowo to by było na tyle. Bez zbędnych słów zaczęła się wyprawa. Morgoth odprowadził spojrzeniem jednego i drugiego uczestnika wyprawy, po czym ruszył w nieco większej odległości za Tristanem, by w pewnym momencie skręcić i udać się samemu w poszukiwaniu śladów. Mieli większe szanse znalezienia czegokolwiek, powiększając teren poszukiwań. I tak jeśli któryś by coś znalazł, zaraz dałby znać reszcie. A przynajmniej powinien.

|
rzut na spostrzegawczość +5




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   19.10.17 20:48

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   22.10.17 22:44

Sen nie był dla niego łaskawy tej nocy; drzemał niespokojnie, płytko, przewracając się z boku na bok i budząc się co najmniej kilkanaście razy, żeby przez następne minuty nasłuchiwać docierających zza ścian namiotu odgłosów. Wspomnienia, nagle nie tak odległe, jak mogłoby się wydawać, pogrzebane pod prowizoryczną warstewką popiołu i zaprzeczenia, łaskotały go w gardło i mrowiły pod skórą, jak nieustannie swędzące miejsce, które irytuje tym bardziej, im intensywniej się je drapie. To się musiało skończyć źle; co właściwie sobie myślał, decydując się opuścić prywatne, zakurzone więzienie, które tak skrupulatnie i własnoręcznie budował? Znał przecież swoje motywy; pamiętał je doskonale, obecne jak na dłoni nawet teraz, nawet (szczególnie?) tak blisko nowego odkrycia, które – zakończone sukcesem bądź nie – stanowiło swego rodzaju przełom, zamaszyste zakończenie przydługiego zdania i nieśmiałe rozpoczęcie nowego. Skłamałby, gdyby powiedział, że się nie obawiał; milczący strach wypełniał jego żyły szczelnie i niezaprzeczalnie, ten przed nieznanym oraz ten gorszy, trudniejszy do opanowania – przed samym sobą.
Wszystko to zabrał razem ze sobą na krótkie, poranne zebranie, choć szary świt i rzadka mżawka skutecznie przytępiły nocne koszmary i zbyt jaskrawe myśli. Słuchając zwięzłej przemowy Tristana był zmęczony – było to jednak zmęczenie niespokojne, pełne jakiegoś doskonale znajomego podekscytowania i Percival wiedział doskonale, że nie zasnąłby, nawet gdyby miał okazję przyłożyć głowę do poduszki. Zamiast przecierać więc zaprószone piaskiem oczy, skupił się na ostatnich przygotowaniach, odhaczając w myślach listę niezbędnego ekwipunku i dla uspokojenia samego siebie poprawiając parę rękawic ze smoczej skóry, które zimą (niby nie tak dawno, ale jednocześnie w zupełnie innym świecie) dostał w prezencie od Inary. To właśnie ona była jednym z głównych powodów, dla których w ogóle się tu znalazł, bo chociaż od ich przedświątecznego spotkania minęło sporo czasu, szczere jedź na wyprawę, Percy odbijało się echem w jego umyśle, ilekroć ogarniały go wątpliwości.
Uśmiechnął się ledwie zauważalnie, zanim w następnej sekundzie otrząsnął się z przypadkowych myśli, zmuszając nierozbudzony jeszcze umysł do całkowitego skupienia. – Powodzenia – mruknął prawie bezgłośnie, kiwając jednak głową w stronę Tristana, zanim ten odwrócił się do niego plecami. Nie miał mu za złe żadnej z podjętych decyzji – wszystkie brzmiały rozsądnie – nie odczuwał już zresztą namacalnej obecności Benjamina aż tak intensywnie, jak poprzedniego dnia. Być może minął pierwszy szok, a być może po prostu waga czekającego ich zadania przerosła osobiste odczucia, spychając je brutalnie na dalszy plan – w każdym razie, ruszając w ślad za postawną sylwetką Wrighta, nie miał ochoty zagrzebać się w po szyję w wyjałowionej, spopielonej przed setkami lat ziemi. Nie zrównał się z nim krokiem, zachowując dystans – czy to w przejawie instynktu samozachowawczego czy przezorności – i, odprowadziwszy spojrzeniem Morgotha, zaczął uważnie rozglądać się po okolicy. Wiedział, czego szukać (mniej więcej), przez kilka chwil ze spokojem przeczesywał więc ziemię i skąpą roślinność, mając nadzieję za zauważenie czegokolwiek, co doprowadziłoby ich do smoczego widma, jaźni… i tak dalej.

| poziom I spostrzegawczości (+5)




where does the time go?




Ostatnio zmieniony przez Percival Nott dnia 22.10.17 22:57, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   22.10.17 22:44

The member 'Percival Nott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   25.10.17 15:48

Wyjałowiona ziemia była terenem nizinnym, choć każdy z was ruszył w inną stronę - nie przestawaliście się widzieć, jeszcze: w jedną stronę ruszył Ben z ciągnącym się za nim Percivalem, w przeciwną - Morgoth.

Benjamin ruszył przodem, tereny wyglądały na zapuszczone, najprawdopodobniej dawno nikt tutaj nie wizytował: ułożona ziemia, zasypany pył, przerzucony jedynie wiatrem, sprawiały wrażenie pustki. Być może dlatego tak łatwo rzucił mu się w oczy sporej wielkości - dwóch zaciśniętych pieści - kamień, wyraźnie roztrzaskany. Jego ostre, potłuczone fragmenty rozrzucone były w promieniu jednego metra. Idący nieco bardziej z tyłu Percival napotkał ślad odbiegający bardziej na wschodnią stronę, w kierunku lasu, oddalający się od miejsca zbiórki. Przypominał sporej wielkości ślad pozostawiany przez nadrzewne gady, zakończone jednak ostrymi pazurami. Nie potrafił sklasyfikować tego śladu jednoznacznie do żadnego stworzenia, które znał, ale z dostępnych mu informacji - i olbrzymiej smokologicznej wiedzy - mógł podejrzewać, że poszukiwana rybiarka mogła zostawić podobne odciski. Ślad był głęboki, łapa była postawiona ciężko - ale ślad był samotny, tylko jeden.

Morgoth dostrzegł w suchej ziemi ślad charakterystyczny dla smoczego ogona, był lekki, ledwie odbity, nie dostrzegał przy nim śladów łap. Jego kierunek jasno wskazywał, że winien udać się na zachód od miejsca zbiórki, jeśli chciał za nim podążyć - kiedy jednak spojrzał na ten sam ślad po raz drugi, mógł dostrzec coś dziwnego: zupełnie jakby fragment dalej ogony były dwa, nie jeden - i rozwidlały się w dwie różne strony, drugi - prowadził na północ. Wiedza, jaką posiadał, ledwie sięgała do opisu prehistorycznego, dawno wymarłego i niezbyt istotnego smoka, nie był w stanie ocenić, czy to możliwe, że rybiarka miała dwa ogony. Być może smok przechodził tędy dwa razy, nie wydawało się jednak, by ślady różniły się od siebie czasowo.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   26.10.17 20:04

Pozbawione roślinności podłoże rozciągało się prawie po horyzont, martwe, wyjałowione, puste; opuszczona arena magicznych zmagań, niszczycielskiej anomalii wyrywającej z tych rejonów życie, przynajmniej w potocznym tego słowa znaczeniu. Żadnych krzewów, żadnych szumiących traw, żadnych małych zwierząt - jedynie ziemia, spopielona, pozornie aż gęsta od zdegradowanej do drobinek przeszłości: unosiła się jednak pyłem przy każdym, ciężkim kroku, który stawiał, szybko oddalając się od miejsca porannej zbiórki. Chciał zostawić za sobą Tristana, niech idzie choćby i do samych bram piekielnych, nie było mu go szkoda ani nie interesował go finał jego zmagań, skupiał się tylko na zadaniu powierzonemu mu. I Percivalowi, którego irytującej obecności za plecami nie mógł jednak w pełni uznać za fatamorganę wywołaną brakiem bodźców lub zdenerwowaniem. Nie odwrócił się ani w żaden sposób nie dał znać, że docenia jego towarzystwo i potrzebuje specjalistycznej pomocy - podniósł wzrok znad ziemi, głowę unosząc wysoko i dumnie, po czym przyśpieszył kroku, po chłopięcemu licząc na to, że zostawi mężczyznę w tyle. Wyścig z własną głupotą - a raczej żałosna ucieczka - nie trwał jednak długo, musiał się skupić, znaleźć coś, co wskaże miejsce pobytu prehistorycznego smoka. Ponownie zmusił się do pokory wobec zwierzęcia, które mogli pojmać, sprowadzić na ten świat i przywrócić do życia. To przed nim odpowiadał, a współpraca z Nottem była jedyną drogą do osiągnięcia celu. Przełknął więc urazę, zwalniając kroku i wytężając wzrok. Nic, pustka...i rozłamany kamień. Podszedł do niego i przykucnął, oglądając go - wziął także dwa duże, ostre kawałki do ręki i zważył je w dłoni - miał pokonać jaźń bez użycia różdżki, kto wie, może nawet tak prowizoryczna broń przyda się w bezpośrednim starciu. Schował je do plecaka, uprzednio oceniając, czy mogłyby zadać cięte obrażenia czemuś pokrytemu łuską. Nie zauważył nic innego, dlatego niechętnie wyprostował się, zerkając w tył, w stronę Percivala. Najchętniej zapytałby, czy ten znalazł coś interesującego, ale z jego gardła wyrwało się tylko dziwne, donośnie chrząknięcie, które Nott powinien jednak bez trudu rozszyfrować jako sprytnie zawoalowane pytanie. Ben nie czekał jednak na odpowiedź, ponownie rozglądając się wokół siebie w poszukiwaniu śladów bądź wskazówek - tym razem omiatając wzrokiem rejony, na które nie spojrzał ostatnio: te tuż za Nottem.



| dalej się rozglądam, rzut na spostrzegawczość, +5




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   26.10.17 20:04

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 13


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   28.10.17 22:42

Dziwna, panująca dookoła cisza oraz towarzysząca jej stateczność, napełniały go – paradoksalnie? – niewytłumaczalnym uczuciem niepokoju; miał wrażenie, że z jakiegoś powodu nie powinni byli się tutaj znaleźć, burząc niewzruszony od lat bezruch cmentarzyska. Gdy patrzył na to wszystko z bliska, trudno było mu uwierzyć, że zaledwie dwa tygodnie temu spustoszenie siały tu anomalie; miejsce wydawało się nimi nietknięte, odgrodzone od całej reszty świata i zupełnie pozbawione obecności żywego ducha. Ale być może właśnie w tym tkwiła jego magia; w końcu – czy mogli nazwać kryjącą się gdzieś w okolicy wyspiarkę żywą, tak naprawdę nie mając pewności co do tego, czym właściwie była?
Z drugiej strony – odbity w ziemi ślad wyglądał wystarczająco realnie; zatrzymał się nad nim na dłuższą chwilę, przykucając nad odciśniętymi pazurami, ale jednocześnie zachowując ostrożny od nich dystans; nie chciał zatrzeć odcisku, choć kusiło go, żeby wyciągnąć rękę i dotknąć ostrych brzegów, sprawdzając, czy są prawdziwe. Nie poruszył się jednak, w myślach odhaczając wszystkie znane mu stworzenia, które mogły się tędy przemieszczać, ale mimo starań nie potrafiąc jednoznacznie sklasyfikować gada. Ślad był jeden, wskazywał więc raczej na istotę latającą niż poruszającą się lądem, a to znacznie zawężało pole poszukiwań. Czy na tyle, żeby definitywnie ruszyć kruchym tropem?
Podniósł się do pozycji stojącej.
Z milczącego dialogu z samym sobą wyrwało go charakterystyczne chrząknięcie, dobiegające z kierunku, z którego docierała do niego również namacalna, odbierana podprogowo obecność Benjamina. Odwrócił się, zatrzymując spojrzenie na jego sylwetce – teraz już mocno oddalonej – ale zamiast się odezwać, po prostu wskazał głową na wschód, w stronę, w którą – jak mu się zdawało – prowadził pojedynczy odcisk. Następnie sam odbił w tamtym kierunku, nadal uważnie lustrując spojrzeniem otoczenie, najbardziej skupiając się na spopielonej ziemi, choć od czasu do czasu z nadzieją unosząc wzrok ku niebu, zupełnie jakby spodziewał się dostrzec na horyzoncie znaną jedynie z książkowych szkiców sylwetkę wyspiarki.

| też rzucam na spostrzegawczość

[bylobrzydkobedzieladnie]




where does the time go?




Ostatnio zmieniony przez Percival Nott dnia 28.10.17 22:45, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   28.10.17 22:42

The member 'Percival Nott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 13


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   29.10.17 21:56

Benjamin zabrał ze sobą odłamki kamieni, obejrzał się na Percivala, którego dostrzegł nad odnalezionym przez niego śladem. Niebo zachodziło deszczowymi chmurami, a w spopielonej ziemi oboje czarodzieje zdołali dostrzec jedynie kolejny ślad, identyczny jak poprzedni i prowadzący - prawdopodobnie - do pobliskiego lasu.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   29.10.17 22:30

Zmierzający w zachodnią stronę Tristan w krótkim czasie znacznie oddalił się od towarzyszy - być może ciężka atmosfera wyprawy wpłynęła na szybszy krok mężczyzny, a być może smokolog po prostu przestawił się na tryb pracy w terenie, sprzyjający energicznym wędrówkom. Wkrótce stracił z oczu nie tylko miejsce porannej zbiórki, ale i sylwetki pozostałych kompanów, w tym Yaxleya, skręcającego bardziej na południe.
Wyjałowiona, zniszczona przestrzeń nie stanowiła jednak przyjaznego miejsca do spacerów. Tuż przed nim rozpościerała się martwa, ponura równina, tylko pozornie pozbawiona wzniesień lub zdradzieckich zapadlin. Gdzieś na horyzoncie majaczyły nagie korony drzew, stanowiące dość marne urozmaicenie krajobrazu. Spod butów Tristana zaczęła unosić się chmura pyłu, początkowo jedynie oblepiająca nogawki spodni, później, po kilku minutach wędrówki - wirująca już tuż przed jego twarzą. Wdychanie gorzkiej mgiełki nie było przyjemne, wywoływało drażniący kaszel: drobinki piasku i ziemi utrudniały też rozejrzenie się dookoła.


| możliwa jedna akcja (np. rzut na spostrzegawczość) lub użycie zaklęcia




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Wyjałowiona ziemia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Ziemia-75: forum literacko-dyskusyjne o Marvelu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Mniejsze wyspy :: Wyspa Wight-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17