Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wyjałowiona ziemia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 1:24

Wyjałowiona ziemia

Szeroki pas wyjałowionej ziemi na wschodzie wyspy sprawia wrażenie jakby został wypalony ogniem - jeśli tak się stało, musiał to być ogień bardzo potężny - najdawniejsze zapiski nie wspominają bowiem, jakoby te tereny kiedykolwiek mogły wyglądać inaczej. Tereny te czasem nazywane są potocznie smoczym cmentarzyskiem, znane są bowiem z wyjątkowo obfitych kości zakopanych w tutejszej ziemi. Większość kości jest olbrzymia - dziś tak wielkie smoki już nie istnieją, szczątki pochodzą najprawdopodobniej z czasów jeszcze prehistorycznych. Czasem sztorm lub dzikie zwierzę odkopie mniejszą czaszkę, czasem kości odkryje przypływ morza. Ziemię otacza gęstwina nagich drzew pobliskiego ponurego lasu, między którego konarami świszcze nadmorski wiatr.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#41807
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
20
30
0
0
0
39
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 2:08

Właściwie wcale nie spał. Nie potrafił - był zbyt przejęty. I zbyt zmartwiony, że tak wiele rzeczy mogło pójść nie tak jak to sobie zaplanował. Nieskory do współpracy Wright, niedociągnięcia w notatkach, możliwe pomyłki w założeniach, nieprawdopodobne hipotezy, a przede wszystkim - nieprzewidywalne anomalie, które na każdym etapie mogły zniszczyć ich misternie utkany plan pozbawienia prehistorycznej smoczycy wolności. Odkrycie nowego gatunku byłoby wielkim osiągnięciem, być może nawet wystarczająco wielkim, by zmazać plamę na honorze, jaką w ostatnim czasie okazało się zniszczenie rodzinnego dobytku. Żeby jednak tego dokonać - musieli dołożyć do tego wpierw wszelkich starań. Nastał świt, pierwsze promienie słońca leniwie przedzierały się przez zachmurzone niebo, z którego siąpała nieprzyjemna mrzawka - tak nienaturalna w obliczu ostatnich pogodowych szaleństw, dziwnie normalna, dziwnie angielska, dziwnie neutralna, daleka od skrajności. Być może dobry omen?
Nakazał chłopcom nałowić ryb - i rozdać je również pozostałym, choć nie miał pewności, czy rzeczywiście to zrobili, ani czy mieli możliwość to zrobić, zwłaszcza stając przed topornym Wrightem - on sam nie miał najmniejszego zamiaru zabawiać się w wędkarza osobiście. Miał ich przy sobie kilka, w skórzanym kołczanie przewieszonym przez ramię na czarnym pasie. Strój, choć wciąż nie brakowało mu elegancji, właściwszy był wędrówce i drodze przez las, skórzane spodnie wsunięte w wysokie cholewy butów, skórzana kurta stanowiąca lepszą ochronę niż bawełniana koszula, i na dłoniach, niezmiennie, dobrze wykonane rękawice o wzorzystych haftach uszyte ze smoczej skóry. Wyprowadził ekspedycję z obozowiska prosto nad smoczy cmentarz, gdzie - wedle ich odkryć - to wszystko miało się rozpocząć. Nachylił się nad czarną ziemią, przesiewając przez palce jej grudy; wszystko tutaj przypominało relikt przeszłości. A ich pomiary były niedokładne. Zbyt niedokładne, żeby bez trudu namierzyć gniazdo.
- Musimy znaleźć ślady naszej bestii - stwierdził oczywistość, którą jednak ktoś wyłożyć musiał - padło na niego. - Naszych bestii - poprawił się, bo stworzenia w jakimś pokracznym rozumieniu tego słowa mogły być dwie. Oby tylko dwie. - Nie marnujmy więcej czasu, ślady z pewnością doprowadzą nas do legowisk, w których wyspiarka... czy też części wyspiarki odpoczywają za dnia. Ruszam na zachód, jeśli na coś trafię, zawiadomię was zaklęciem Ignis fatuus. Ustalmy oznakowanie: czerwone światło niech oznacza agresję, niebieskie - strach. Powodzenia, będzie potrzebne nam wszystkim. - Skinął głową towarzyszom, nie bez powodu zatrzymując wzrok na dłużej na twarzy Percivala. Współczuł mu, że został zmuszony do współpracy z tym nabuzowanym półgłówkiem - ale nie byli w stanie zorganizować się inaczej.

Znikam Tristanem w obcą i samotną stronę, bo pisanie sama ze sobą nie bardzo ma sens, kiedy to jednocześnie mistrzuję. Jeśli próbujecie tropić ślady, rzucamy na spostrzegawczość, możecie iść wszyscy razem, możecie się podzielić.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 13:51

Noc wydawała się zbyt krótka, pochmurna, stworzona wręcz idealnie do przekręcania się z boku na bok na niewygodnej pryczy prowizorycznego namiotu, z zewnątrz prezentującego się tak samo prymitywnie, jak w środku. Benjamin nie potrzebował królewskiego przepychu ani pięciopokojowego apartamentu - wszędzie czułby się tak samo: wściekły, sfrustrowany, rozdarty pomiędzy chęcią załatwienia na Wyspie Wight prywatnych porachunków, porachunków dotyczących dobra i sprawiedliwości a...rozsądnego rozłożenia w czasie obydwu serii morderstw. Musiał się uspokoić i skupić, znalazł się tu przecież z ramienia rezerwatu, kierowany dobrem smoków i lorda Greengrassa, który nie dość, że zaufał mu po ostatnich tragicznych tygodniach, to jeszcze wynagrodził go awansem. Potrzebował tej pracy, jedynego wentyla bezpieczeństwa w bolesnej codzienności; nie mógł też rozpocząć idiotycznej rzezi, rzucając się z pięściami na Rosiera i Notta. Ujawniając swoje zamiary, zaszkodziłby sprawie, dlatego pozostawało mu jedynie zaciśnięcie zębów i przebrnięcie przez te przeklęte godziny.
Na miejscu porannej zbiórki zjawił się więc zły i niewyspany. Właściwie bez powodu nawarczał na pomocników wyprawy, przynoszących mu torbę pełną ryb - przyjął ją bez typowej wdzięczności, wrzucając sakwę z posiłkiem dla mitycznego stwora do przewieszonego przez ramię plecaka. Ubrany był tak, jak wczoraj, skórzana, mugolska kurtka, robocze spodnie, wysokie buty, pas: nie stroił się zbytnio, nie związał nawet włosów, jeszcze mokrych od porannego opryskania się wodą. Ponownie przystanął jak najdalej od Rosiera, postanawiając - wspaniałomyślnie, także dla siebie - zamknąć buzię na kłódkę i nie odzywać się dziś wcale, chyba, że będzie to niezbędne. I chyba, że jednak nie wytrzyma bezpośredniego towarzystwa Percivala. Na razie milczenie szło mu wręcz doskonale. Zignorował Tristana, zachowując dla siebie niezwykle jadowity komentarz o tym, że zapewne ten fircyk uda się na zachód, by resztę dnia spędzić w wygodnym namiocie, pijąc Toujours Pur i wypoczywając, ich barki obciążając brudną robotą. To pasowało do tchórza i idioty doskonale, był o tym przekonany, bez problemu ignorując podszepty zdrowego rozsądku, przypominającego mu o odwadze i poświęceniu, którymi Rosier odznaczał się jeszcze nie tak dawno, zwłaszcza, gdy chodziło o smoki. To, czego dowiedział się ostatnio, obdarło zarówno Percivala jak i Tristana z jakichkolwiek ludzkich cech, czyniąc z nich w oczach Benjamina bestialskie potwory: a ohydna aura opadała także na każdego, kto znalazł się zbyt blisko pieprzonej dwójki. Wright ignorował więc także Morgotha. Poprawił jedynie ciężki plecak, z wodą i prowiantem, po czym ruszył w stronę wschodnią - byle dalej od Tristana - nie oglądając się na to, czy Percy rusza za nim. Rozglądał się za to dookoła, uważnie, śledząc zarówno linię lasu jak i rozorane pustkowie, z nadzieją, że dostrzeże coś, co doprowadzi go do smoczej jaźni.

| rzut na spostrzegawczość, biegłość I, +5




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   14.10.17 13:51

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 44


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   19.10.17 20:48

Nie udzielał się we wczorajszym poruszeniu, obserwując po prostu wszystkich i jak zawsze wyrabiając sobie zdanie na temat każdego z nich. Zupełnie jakby dopisywał na swojej długiej liście analizy kto jak się zachowuje w danej sytuacji. Nie za bardzo obeszło go to, że Wright miał wyraźnie problem do wszystkich zgromadzonych łącznie z nim, chociaż Morgoth nie przypominał sobie specjalnie, by zamienili więcej niż dwa słowa w całym jego bytowaniu w Peak District. Młody opiekun zajmował się swoimi sprawami, podczas gdy bardziej doświadczony Benjamin pojawiał się w nieco innych miejscach. Teraz też gdy dostał awans, zapewne w ogóle nie mieli się widywać. Nie robiło to na nim żadnego wrażenia, a jedynie upewniło, że początkowe zdanie na jego temat, które sobie wyrobił, wciąż obowiązywało. Rozeszli się więc w dość nerwowej atmosferze, a przyszłe dni miały zapewne nie wyglądać inaczej. Namioty wyznaczały jedyne miejsca, gdzie nie musieli obawiać się, że trafią na swoje towarzystwo, choć i tak czas, który w nich spędzą nie będzie zbyt rozległy. Yaxley przed pójściem spać, wybrał się na krótki spacer w niedalekiej odległości od obozowiska, chcąc jeszcze trochę pobyć na świeżym powietrzu w samotności. W takich chwilach rozumiał o wiele lepiej fakt milczenia, który był tak charakterystyczny dla jego rodu. Przez noc nie działo się nic specjalnego - nieprzenikniona cisza unosiła się nad wyspą, a jedynie monotonny szum fal dochodził raz po raz znad brzegów, chociaż nie spał najlepiej. Senna historia znów wróciła, zupełnie jakby wyczuwała chwilę i przypomniała o sobie w bardzo makabryczny i nieprzyjemny sposób. Dlatego Morgoth nie czuł się wyspany, żałując, że nie zabrał ze sobą porcji eliksiru słodkiego snu, jednak nie było już czego zmieniać. Przed wyjściem sprawdził jeszcze czy miał przy sobie swój kompas, który wskazywał zawsze bezpieczne miejsce i dołączył do reszty. Nie trzeba było znać się na sprawie, by wiedzieć, że miało się do czynienia z zawodowcami. Stroje każdego niemal krzyczały o tym, przypominając o swoim przeznaczeniu. Sam postawił na odpowiednie buty, nieco dłuższą kurtkę z wieloma kieszeniami i skórzaną torbę przewieszoną przez ramię. Byli gotowi pójść dalej, a gdy znaleźli się na smoczym cmentarzu, Tristan powiedział jeszcze parę słów, przypominając o podstawowych zasadach komunikacji z różnych miejsc na wyspie. I chwilowo to by było na tyle. Bez zbędnych słów zaczęła się wyprawa. Morgoth odprowadził spojrzeniem jednego i drugiego uczestnika wyprawy, po czym ruszył w nieco większej odległości za Tristanem, by w pewnym momencie skręcić i udać się samemu w poszukiwaniu śladów. Mieli większe szanse znalezienia czegokolwiek, powiększając teren poszukiwań. I tak jeśli któryś by coś znalazł, zaraz dałby znać reszcie. A przynajmniej powinien.

|
rzut na spostrzegawczość +5




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wyjałowiona ziemia   19.10.17 20:48

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96


Powrót do góry Go down
 

Wyjałowiona ziemia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ziemia-75: forum literacko-dyskusyjne o Marvelu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Mniejsze wyspy :: Wyspa Wight-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17