Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Służby Administracyjne Wizengamotu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Służby Administracyjne Wizengamotu   21.06.15 21:29

First topic message reminder :

Służby Administracyjne Wizengamotu

Podłużne pomieszczenie wypełnione biurkami pracowników, ustawionymi w idealnie równych odstępach. Pod ścianami znajdują się szafki na akta, ustawy, raporty, dokumenty, które trzy razy dziennie zabierane są przez upoważniony personel i wysyłane sowami do odpowiednich osób. Część z papierów zostaje tutaj, by po pewnym okresie trafić do archiwum Ministerstwa Magii. W pomieszczeniu zwykle panuje cisza, w której można usłyszeć szmer kartek i piór; tylko czasami ktoś odezwie się pół szeptem wydając polecenia lub instruując nowo przyjętych stażystów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   28.07.16 12:51

Milutka atmosfera, jaka wypełniała duszny gabinet razem z wątłą wonią dymu papierosowego i kurzem, unoszącym się nad stertami dokumentów, ochładzała się coraz mocniej. Z każdym niechętnym, wyniosłym spojrzeniem lorda Avery'ego William coraz bardziej odczuwał skutki wczesnego zlodowacenia a służalczy uśmieszek, wykrzywiający jego wąskie wargi, zamieniał się powoli w grymas niezadowolenia. Oczywiście odpowiednio zmodyfikowanego, bo pulchna twarz Burroughsa emanowała raczej zakłopotaniem niż frustracją. Urzędnicza kariera - już prawie cztery dekady! - nauczyła go ukrywania swych emocji oraz radzenia sobie z podobnymi sprawami. Wolał rozegrać je polubownie, to zawsze wiązało się ze sporą gratyfikacją i uspokojonym sumieniem (w końcu zapłatę za podobne sprawki pod razu wsypywał do skrytki u Gringotta, przeznaczonej dla jego ukochanego syna), lecz widocznie w tym nieszczęśliwym przypadku natrafił na materię wyjątkowo oporną. Morgoth, wydający się z pozoru osobnikiem bardziej skłonnym do pertraktacji, także zmienił taktykę, co postawiło Williama w niezbyt dobrej sytuacji.
Nie tracił jednak moresu, uśmiechając się to do Yaxley'a, to do Avery'ego, jakby oczekując, że obydwaj wybuchną radosnym chichotem i podsuną mu pod nos pękatą sakiewkę. Tak się nie stało a zamiast brzęczących galeonów usłyszał szum dokumentu. Willi poprawił druciane oprawki i podniósł pergamin, zaczytując się w jego treści. Jarboe, Tower, uwolnienie, administracyjne kruczki, błędy w postępowaniu, przeprosiny. Uniósł wysoko brwi, spoglądając ponad kartką na Morgotha, widocznie ciągle upatrując w nim tego dobrego szlachcica.
- No cóż, to z pewnością nie wchodzi w zakres mych służbowych obowiązków - powiedział po chwili namysłu, odkładając papier na biurko. - Nie dostałem żadnych informacji o tym, by należało wypuścić pana...Jarboe. Chyba, że po prostu jakaś zagubiona sowa nie dotarła jeszcze na mój parapet - dodał bardzo jednoznacznie, cmokając z oczekiwaniem. Może i brnął w nieznane i sporo ryzykował, ale jeszcze nigdy nie odmówiono mu zapłaty za należną, ciężką pracę, jaką z pewnością było podpisywanie dokumentów, zmieniających rzeczywistość z niechcianej w pożądaną. Wiedział, że lordowie wyłapią aluzję i tylko od nich zależało, czy na biurku Williama wyląduje sowa (czyli pękata sakiewka złota) czy też Jarboe wyląduje w celi o zaostrzonym rygorze, jeszcze zanim powloką go na dalsze przesłuchania. Wpatrywał się wyczekująco, acz z uśmiechem, w Yaxleya, ponownie składając pulchne łapki w piramidkę.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   28.07.16 15:56

Żałował, że Avery nie powiedział paru słów więcej, ale te przed chwilą wystarczyły, by dobitnie wyłożyć to, na czym obojgu zależało. Pewnie odgrywali złego i dobrego aurora zapewne, jednak głupota i wyczuwanie kolejnego interesu przez urzędnika było tak dotkliwe, że Morgoth aż czuł śliską aurę tego człowieka. Otaczała nie tylko jego samego, ale wszystko czego się dotknął i możliwe, że Yaxley'a również. Cała trójka odgrywała teraz pewne role, ale Williamowi wychodziła ona doskonale - małego tłustego urzędasa, który tylko czekał, by usłyszeć pobrzękujące mu przed nosem pieniądze. Też sądził, że by mieć swoje miejsce w Ministerstwie trzeba wykazać jakimkolwiek zmysłem i wyczuciem. Jednak siedzący przed nim mężczyzna był tego zupełnie pozbawiony. Musiał mieć niezłe tyły w takim układzie. Tyły, które były jednakże nieporównywalne ze statusem szlachcica. Yaxley obserwował zupełnie niewzruszonego urzędnika, który ani myślał spełniać ich grzecznej prośby. Szkoda.
- Nie będę wymieniał wszystkich spraw, które nie wchodzą w zakres pańskich służbowych obowiązków, a jest nimi pan zawsze zainteresowany - odparł Morgoth, akcentując odpowiednie słowo, ignorując impertynencki ton, którym zwracał się do niego Burroughs. - Jednak nie jestem tu sam - dodał, odchylając się i opierając z powrotem na fotelu. Czuł niekomfortowe wbijanie się czegoś w plecy. Nawet porządnych krzeseł nie mógł sobie załatwić ten człowiek... Widać jakie miał podejście do ludzi, którzy do niego przychodzili. - Widzi pan, że trzeba szanować tych, którzy przychodzą w dobrej wierze, a zagubiona sowa... - urwał, przenosząc spojrzenie na wystrój gabinetu. - Właśnie do pana przyleciała - dokończył, patrząc wymownie na dokument na blacie biurka. Początkowo chciał uniknąć gwałtowniejszych działań, ale z każdą minutą jego przekonanie co do tej decyzji malało. Chętnie zobaczyłby podpis tego pasożyta i ulotnił się... Chociaż wyciągnięcie różdżki stało się bardzo nęcące zważywszy na sposób w jakim ten na niego patrzył. Morgoth dziękował za towarzystwo Avery'ego, który znał się o wiele lepiej na tego typu rzeczach. Gdy na twarzy Williama pojawił się obrzydliwy uśmieszek wygranej, Yaxley zerknął tylko na towarzysza, po czym westchnął i przejechał dłonią po włosach.
- Pamięta pan dokument, który wskazywał na wymianę nielegalnych obligacji z datą sprzed pół roku? - sprawą zajmowała się Wiedźmia Straż i było trochę brudu, by dowiedzieć się kto za tym wszystkim stał. Jednak pomimo usilnych starań, odpowiedzialny pozostał nieuchwytny. Ciekawe dlaczego... - Wysłany prosto z Walii i podpisany przez pana. Znaleziono go... I jak pan widzi - czas nas goni.
Były to ostatnie miłe słowa, które Morgoth miał kierować do Burroughsa.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   28.07.16 23:10

Pozostawał niejako poza obserwacją Burroughsa, skupionego na zdawałoby się, bardziej skłonnej do ustępstw oraz negocjacji ceny osoby Yaxley'a. Doskonałe rozdzielenie ról - czyżby legiliemencja działał również bez udziału woli, bowiem Avery miał wrażenie (nieco... dyskomfortowe?), że Morgoth w lot pojmuje jego niezwerbalizowane uwagi, natychmiastowo i bezspornie przemieniając je w czyn. Nie musieli uciekać się jeszcze do stosowania innych środków perswazji od tych wyjątkowo bezinwazyjnych - słów (chociaż cierpkich), zawoalowanych gróźb z nieokreśloną wprawdzie sankcją za wykroczenie, twardego nakreślenia swych wymagań oraz emanującej z nich arystokratycznej pewności siebie. Własnych wpływów, szerokich koneksji, wsparcia potężnych rodów, gotowych stanąć za nimi żelaznym murem i zgnieść Williama jak parszywego karalucha, usadzając na jego stołku swego kukiełkowego kandydata.
Mogli mu zapłacić. Żadnemu z nich nie brakło przecież złota, lecz Samael nie zamierzał poniżać się przekupywaniem ministerialnego popychadła, urzędnika, którego nazwisko znali wszyscy i jednakowo nim gardzili. Niech nienawidzą, byleby się bali. Tyberiuszowe motto, przekształcone w dewizę Averych znowu odciskało swoje piętno na mężczyźnie, pragnącego rozbudzić w Burroughsie wręcz zwierzęce przerażenie. Panikę. Świadomość braku ucieczki, uczucie zostania pogrzebanym żywcem, obdarzonym jedynie obietnicą długiego, nieprzyjemnego konania. Byli mu w stanie zapewnić również cierpienia. Nawet chętniej i dużo hojniej: pod tym względem Samael uchodził za wzór szczodrobliwości, ale... Przypuszczał, że Burroughs szybko się podda i stchórzy, potulnie wykonując ich polecenie. Nie otrzymał wszak możliwości wyboru, a jego śmieszny opór oraz zaciekła próba naprowadzenia ich na właściwe tory postępowania prawnego musiały zostać pociągnięte do odpowiedzialności.
Wciąż odwlekanej. Nie oczekiwał z napięciem na ruchy tłuściutkiego mężczyzny, przekonany, że zdążyłby przynajmniej pięć razy rzucić zaklęcie, nim ten dobyłby swej różdżki z kieszeni szaty, ciasno opinającej się na wystającym brzuchu. Nie zależało mu szczególnie na polubownym załatwieniu tej drobnej sprawy - mieli pozwolenie (przywilej?) użycia siły w wypadku krnąbrności urzędnika, a Avery nie lubił niczego powtarzać dwa razy. Milczał więc, póki Margoth mówił, wcześniej jednakże wstając z krzesła - patrzył na Borroughsa już i rzeczywiście z góry, nieprzeniknionym, chmurnym wzrokiem. Pełnym zdegustowania, bo nie należał do amatorów robactwa. Nie zamierzał wtórować Yaxley'owi, wywlekając korowody innych dowodów lojalności Williama wobec przedstawicieli brytyjskiej szlachty - starczyło chłodne kiwnięcie głową i zmrożenie go lodowatym spojrzeniem, aby wiedział. I miał się na baczności.
-Jeden podpis. Żadnych pytań - rzekł krótko, treściwie, nie uzupełniając swej wypowiedzi o dodatkowe bodźce. Pozostawił pytania dla wyobraźni Burroughsa (posiadał takową?), gotów jednak do ewentualnego spełnienia najgorszych koszmarków urzędnika.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   29.07.16 12:01

William słuchał Morgotha z uprzejmym milczeniem, kiwając głową w odpowiednich momentach, w innych wyrażając zdziwienie poprzez wytrzeszcz małych ocząt, w kolejnych zaś - zwłaszcza tuż przy końcu wypowiedzi młodzieńca - kręcąc z niedowierzaniem głową. Jeszcze nie zerwał się z wygodnego fotela, krzycząc coś o impertynencji, insynuacjach i innych trudnych słowach, oznaczających niezbyt miłe rzeczy. Jeszcze, wierzył bowiem w pomyślne zakończenie pertraktacji. Szlachcice byli uparci, ale Burroughs także: inaczej nie dotarłby na sam szczyt ministerialnych stołeczków. Ubrudził się po drodze, sprzeniewierzył moralnym wartościom, ale nauczył się także świętej cierpliwości i nieustępliwości wobec petentów. Także (zwłaszcza) tych z wyższych sfer, którzy gwarantowali mu dobry zarobek. Nigdy jeszcze przedstawiciele arystokracji nie zacietrzewiali się w ten sposób i Will zaczynał być podejrzliwy. Co szkodziło tym nadętym bogaczom rzucić mu na stół równowartość jednej kolacji w Wenus? Dlaczego nie chcieli oszczędzić sobie problemów, tylko brnęli w zaparte? Burroughs dał im więcej niż dwie szanse a oni ciągle pozostawali w swych okopach. Nie podobało mu się to, dlatego z każdą kolejną chwilą coraz uważniej przyglądał się lordowi Yaxley'owi i Avery'emu a cieniutkie, jasne brwi zjechały w jedną linię, zmieniającą wyraz twarzy ze służalczego na zaniepokojony. I jednocześnie uparty.
Mężczyzna wyprostował się na fotelu i zacisnął pulchne dłonie na brzegu biurka, wpatrując się teraz ostro zarówno w Morgotha jak i Samaela, co wyjątkowo udało mu się dokonać bez zrobienia zeza rozbieżnego.
- Nie wiem, co panowie insynuują, ale radziłbym ostatni raz przemyśleć swoje intencje - powiedział już bez służalczości, oschło, przyciskając dokument kciukiem do biurka. - Nie podpiszę tego bez informacji z góry. Jeśli panowie nie mają chęci na porozumienie, to cóż, musimy się chyba pożegnać - dodał twardo, choć uprzejmie, dając mężczyznom ostatnią szansę na rozwiązanie sprawy z korzyścią dla wszystkich.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   29.07.16 14:11

Cel był jasny. Mieli uzyskać od zakłamanego urzędnika ministerstwa podpis na dokumencie, którego wprawdzie nie potrzebowali - równie dobrze mogli przecież rozwalić południową ścianę w Tower i wydostać z niej nie tylko Jarboe, ale również i pospolitych przestępców. Po cóż jednak trudnić się ryzykownym przedsięwzięciem, skoro wystarczyło jedynie nieco zastraszyć Burroughsa oraz wyręczyć się jego tłustymi dłońmi. Jego nazwisko ozdobi pergamin, który posłuży za potwierdzenie niewinności ich przyjaciela, to on będzie mieć z tego tytułu ewentualne kłopoty i dodatkowo (tak planowali) nie piśnie ani słóweczkiem o jakże dyskretnej i kurtuazyjnej wizycie dwóch szlachciców, którzy o tej sprawie nie wiedzieli absolutnie niczego.
Burroughs okazał się jednak dużo bardziej uciążliwy, aniżeli Avery przypuszczał. Uparcie obstawiał przy swoim, nawet nie zauważając, że nieświadomie założył sobie na szyję pętlę, która coraz to ciaśniej się na niej zaciska. A jednak, niemalże mężnie toczył bój o woreczek złota - czyżby to szlachetny metal wyzwalał w tej gnidzie odwagę lwa? - jakiego Samael dla własnego kaprysu nie miał zamiaru mu dawać. Podobne zwierzątka należało trzymać krótko, a nie, rozpieszczać, pozwalać, by obrosły w piórka i przyzwyczaiły się do wygód, bo wówczas zaczynały gryźć rękę dobrego właściciela i wysuwać kolejne żądania.
Avery uśmiechnął się niemalże pobłażliwie, kiedy ten dał sygnał dobiegającej końca rozmowy. Głupiec, jeśli sądził, że może dyktować im warunki, a oni zechcą im się podporządkować. Wszak to właśnie Morgoth i Samael byli ową górą, a William popełniał niewybaczalny błąd, nie doceniając ich i traktując jak żółtodziobów, choć to przecież on zasługiwał na miano największej kanalii. Avery poczekał, aż Yaxley zacznie mówić, a w chwili, gdy ten jeszcze przez chwilę prawie grzecznie perorował z urzędnikiem, Samael niezauważenie wycelował w biednego grubaska różdżkę.
-Silencio - szepnął, licząc, że tym razem nie chybi nieruchomego celu oraz że Morgoth zagłusza go na tyle, by Burroughs zbyt szybko nie zorientował się w sytuacji. Coraz mniej korzystnej dla niego, ale i również dość napiętej dla nich.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   29.07.16 14:11

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 47


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   30.07.16 10:54

William zapomniał się. Nie dość że nie szanowal ich pozycji, tak samo ich czasu i jak widać pieniędzy. Gdyby było inaczej, zamilkłby i podpisał dokument. Morgoth nie miał zamiaru już iść mu na rękę. Nastroje zmieniały się nie tylko u urzędnika, który nie dostał łapówki - Avery jak i Yaxley stracili cierpliwość. Ile już ludzi wykorzystał? Ile pieniędzy zabrał i to nie tylko szlachetnie urodzonym. Odkąd tylko pojawili się w jego gabinecie, oczekiwał złota. Ale żaden z Rycerzy nie miał zamiaru mu ich dawać. Gdy Burroughs zamilkł, w pokoju zapanował upragniony spokój. Morgoth wstał i wyciągnął różdżke.
- Aquassus - mruknął.





The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   30.07.16 10:54

The member 'Morgoth Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   30.07.16 14:42

Avery z lekkim uśmiechem obserwował Burroughsa, wiercącego się na krześle z naburmuszoną miną. Miał szczęście, że nie zacisnął pulchnych rączek w pieści i nie zaczął im wygrażać - inpertynencję Samael był w stanie znieść, lecz głupoty w ogóle nie tolerował. Dał mu jednak czas. Na szybką reakcję, sięgnięcie po różdżkę, skoro werbalne wezwanie pomocy okazało się niemożliwe, na przysunięcie do siebie dokumentu i złożenie pod nim zamaszystego podpisu. Nic takiego jednak się nie stało, jedynie atmosfera w dusznym gabinecie jakby nieci zgęstniała. Przerwana dopiero przez urok Morgotha, niecelny, lecz może i nawet lepiej się złożyło? Avery był pewny, że gdyby Burroughs mógł wydać z siebie głos, zakwiliłby żałośnie ze strachu, niestety, mieli jedynie okazję do oglądania jego nienaturalnie bladej twarzy i wytrzeszczonych, małych oczek. Tyle wystarczyło. Samael jeszcze przez chwilę rozkoszował się ciszą, napawał wyraźnym przerażeniem oraz... Czy to było oburzenie? Zaśmiał się krótko, ostro, bez krztyny wesołości w głosie, przepełniała go raczej delikatna złość na wyjątkowo oporny trybik wielkiej machiny. Zbyt długo mu folgowano, ot i efekt w postaci nadmuchanego ego biurokraty oraz zbytniej pewności siebie. Która miała okazać się przyczyną jego zguby?
Avery ponownie podsunął Williamowi dokument wraz z piórem, stukając nawet palcem w miejscu, w jakim powinna pojawić się jego parafka.
-Lord Yaxley chciał jedynie zademonstrować, że powoli tracimy juz do pana cierpliwość - rzekł Avery sucho, jakby chodziło o ostrą burę za niedopełnienie swych obowiązków, a nie... niecelne czarnomagiczne zaklęcie jego kompana - pan podpisuje i więcej się nie widzimy - dodał powoli, wyraźnie artykułując każde słowo. Bez gróźb, co się stanie, jeśli i tym razem ich zlekceważy i nie przestanie obstawiać przy swoim.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   30.07.16 14:53

Takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Zanim zdążył zareagować w jakikolwiek sensowny sposób - na przykład wrzasnąć przerażająco, by przechadzający się za drzwiami petenci zajrzeli do środka i obronili go przed zakusami chytrych szlachciców - zaklęcie uciszające na dobre wyłączyło go z rozmowy. Mógł tylko siedzieć i otwierać dziwnie usta niczym wyjątkowo gruba ryba (niestety, tylko w znaczeniu materialnym a nie przenośnym) wyrzucona na brzeg własnych iluzji. Pulchne dłonie aż zaczerwieniały od ściskania blatu biurka, który w końcu puścił, chybocząc się na nogach krzesła. Will nerwowo zerkał to na Yaxley'a to na Avery'ego i przez chwilę nie dokonał żadnej akcji, gwałtownie kalkulując swe szanse. Aż tak zależało im na tym podpisie? Na tym Jarboe..Jardoe...jak mu tam? Było to więcej niż podejrzane i Burroughs postanowił zapamiętać tę niewygodną sprawkę. Tylko tyle mógł zrobić, by wyjść na swoje. Głupi, głupi arystokraci: nie dość, że zapadli mu w pamięć to przekreślili możliwość ponownego załatwiania problemów polubownie. Nalana twarz Williama przybrała buraczkowego koloru, zarówno z upokorzenia jak i z wściekłości. Szybkim gestem złapał dokument i podpisał go wyraźnie, odrzucając pergamin od siebie jak najdalej, aż ten przesunął się ku Morgothowi, lądując na kolanach młodzieńca. Will nie zerkał na Samaela, woląc skoncentrować się na Yaxleyu...rzucającym czarnomagiczne zaklęcie? Oj, coś tu śmierdziało jak w szafie pełnej bahanek. Will zazgrzytał zębami i prostym gestem wskazał uroczej parce drzwi, mając nadzieję, że uprzednio zdejmą z niego zaklęcie. Jeśli nie, będzie musiał udać się do znajomego magomedyka i kto wie, może opowie mu o tej przykrej przygodzie.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   30.07.16 22:31

Nie, nie był zadowolony. Mimo oczywistego sukcesu - przecież doskonale wiedział, że Burroughs prędzej czy później ugnie przed nim(i) swój tłusty kark, Avery odczuwał świerzbiącą dezaprobatę. Poszło za łatwo, za szybko, zbyt prosto. Gruby urzędnik naturalnie nie stanowił dla żadnego z nich groźnego przeciwnika, czy choćby takiego, który zdołałby zająć im czas, aczkolwiek Samael (słusznie) sądził, że mężczyzna nie pogodził się z podobnym potraktowaniem. Do tej pory spotykał się raczej z przychylnością arystokratów, czy raczej, pogardą podszytą złotem. I najwyraźniej nie podobała mu się zmiana sytuacji na niewątpliwie gorszą, w której nie mógł nawet stwarzać pozorów władzy.
Czerwona ze złości i oburzenia twarz nazbyt jasno zdradzały intencje Burroughsa: Avery nie wątpił, że kiedy tylko znikną za progiem, ten w podskokach pobiegnie donieść na ich interwencję postawionym nieco wyżej urzędnikom. Tym nieprzekupnym, tym sprawiedliwym, tym, na których nawet jego zdawkowa argumentacja by nie podziałała. Udawał jednak, że jest całkiem usatysfakcjonowany; kiwnął głową, zabierając dokument od Yaxley'a i dokonując jego uważnych oględzin. Musiał się przekonać, na co poświęcił czas. Zwolnienie z sygnaturą Burroughsa przeszło próbę, lecz do rozstrzygnięcia pozostawała jeszcze jego kwestia. Nagląca, bo przecież powinni już wychodzić, a Avery dotąd nie zdecydował, co zrobić z krnąbrnym, skorumpowanym ministerialnym trybikiem. Zaklęcie Imperius, czy może ingerencja w pamięć nieszczęsnego Williama, który pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że w głowie tego bardziej niepozornego petenta, ważą soę właśnie jego losy. Samael uśmiechnął się cierpko - już wiedział - po czym skoncentrował się maksymalnie, chcąc wniknąć w umysł Burroughsa i nieco poprzestawiać jego myśli, w jak najdogodniejszym dla siebie porządku.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   30.07.16 22:31

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 90


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   30.07.16 23:18

Napotykał już na swej drodze umysłu oporne, stawiające mu czoła, broniące się przed utratą niepodległości, przed brutalnym najeźdźcą, przed obracaniem swych myśli, wspomnień i marzeń w popioły. Tym większą radość Avery czerpał z wyrywania włókien pamięci oraz układania ich we wstęgi tworzące życie po swojemu, według własnego estetyzmu, nierzadko odbiegającego od ulubionego stylu swej ofiary. Miał jednak do czynienia z osobnikiem nadzwyczaj uległym, wręcz pustym, w którego umyśle hulał sobie zupełnie swobodnie. Żadnych przeszkód, żadnych barier, idealny materiał do ukształtowania przez zręczne palce Samaela.
Przez jego natarczywe myśli, wpełzające powoli w zakamarki pustego, wydrążonego umysłu Burroughsa. Nie znalazł tam nic wyjątkowego, nic wartościowego, jakby istniały dlań jedynie kolejne przegródki, teczki oraz sakiewki złota, przeważające w drażniącej kupie łajna, w którym zanurzył się z niechęcią. Pozornie czysty, wręcz wymieciony z niepotrzebnych myśli, w istocie zapełniony przez nieważne bibeloty, czyniące go zagmatwanym w chaotycznej żądzy pieniądza, wyimaginowanym poczuciu wyższości, a także i... strachu przed nagłym zakręceniem złotego kurka.
Avery nie miał najmniejszej ochoty za długo brodzić w tym bagnie, cuchnącym najpodlejszymi z ludzkich pobudek i delikatnie począł śpiesznie manipulować myślami Burroughsa, szarpiąc za odpowiednie sznurki i splatając je w wiarygodny ciąg przyczynowo-skutkowy. Od słowa do słowa: grzeczna prośba dotycząca uniewinnia Jarboe nie wyszła od nich, dokument został podpisany chwilę wcześniej z inicjatywy wyższej instancji lorda Croucha, który zostawił mu pokaźną nagrodę, a Avery przybył tutaj wraz z towarzyszącym mu Yaxley'em, by donieść brakujący dokument zaświadczający o prawu dziedziczenia po swym zmarłym ojcu, żaden z nich nie podniósł na niego różdżki. Historia brzmiała wiarygodnie, więc Samael stopniowo luzował włókna, łączące go z umysłem tej podłej kanalii - i kiedy w końcu odciął się od Burroughsa całkowicie, zagadnął go całkiem sympatycznie o czas oczekiwania w sprawie rozdysponowania majątku po lordzie Averym Seniorze. Po usłyszeniu przychylnej odpowiedzi, wsunął w czerwoną, spoconą dłoń urzędnika mały mieszek. A ponoć nie miał poczucia humoru.

|zt dla wszystkich






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   14.08.16 15:46

| niewiemkiedy, tak, żeby Ci pasowało! <3

Wystarczyła chwila nieuwagi, żeby trzymane ze zbyt dużą siłą pióro zadrżało jej w dłoni, zostawiając na nowym pergaminie podłużną, jadowicie fioletową rysę.
Miała ochotę krzyczeć, porwać pergamin i cisnąć jego zniszczone, bezużyteczne resztki w pociągłą, poczciwą twarz sterczącego nad nią od dobrego kwadransu mężczyzny. Który, nie zdając sobie sprawy z jej irytacji, na widok kleksa zaperzył się, wyglądając przy tym jak wyjątkowo paskudny indor, i wyciągnął w jej stronę szczupłą, chorobliwie bladą, zawilgoconą dłoń. Jeśli mnie dotknie, będę mogła go zabić, obiecała sobie w duchu, chociaż podyktowane ślepą złością słowa nie przynosiły ulgi. Być może powinna się ucieszyć, być może choć odrobinę ożywić, że właśnie coś poczuła (złość w końcu też była uczuciem, być może dobrym, być może przydatnym, nie musiała się w końcu bać, że zaszkodzi akurat jej urodzie), ale była w stanie tylko skupić się na chorobliwym lśnieniu zbliżającej się do niej pary oczu i pełnym nadziei uśmiechu wąskich warg.
-Czy... pozwoli pani, że pomogę?- Wydukał w końcu kaczkowatym tonem ktoś, kto przedstawił się jako petent Dean Lawrence i którego spławiłaby już dawno, gdyby nie to, że znajdowała się w pracy. Czasami poddawała w wątpliwość słuszność decyzji, która sprawiła, że postanowiła oddzielić się od reszty natchnionych wypisywaniem bezużytecznych raportów współpracowników dodatkową półką i biurkiem. Brzydkie meble z ciemnego drewna były być może toporne, a w ich otoczeniu od czasu do czasu czuła, że nie wiedziała już jak to jest oddychać pozbawionym kurzu i zapachem atramentu powietrzem, ale stwarzały jednak choćby i namiastkę prywatności.
Nie, żeby kiedykolwiek życzyła sobie jakiejkolwiek prywatności z Deanem Lawrencem i jego uśmiechem szalejącego z nagłej miłości socjopaty.
Potrafiła być stanowcza. Zawsze była stanowcza; już od dzieciństwa przywykła przecież do faktu, że jeśli czegoś zapragnęła, natychmiast składano to pod parą drobnych stópek jak dar na przebłaganie win i jednoczesną prośbę o litość. I zazwyczaj łaskawie przyjmowała te dary, bardziej lub mniej obojętnie przyjmując fakt, że nie musiała nawet o nie prosić, by zjawiły się tuż pod przestrzenią zadartego wysoko nosa. Bezlitosna fasada kruchej, porcelanowej twarzy zastygłej w wyrazie chłodnego niezadowolenia i oschły, nieznoszący sprzeciwu głos zazwyczaj działały z zaskakującą skutecznością. Przez jakiś czas bawił ją nawet widok wszystkich niedoszłych amantów uciekających z ciasnej przestrzeni skutych jej lodem biurka i szafek w stronę wyjścia. Z łaskawym rozbawieniem zgodziła się nawet na zajęcie miejsca niedaleko prowadzących na korytarz drzwi, skracając marsz wstydu wszystkim spalonym jaskrawym rumieńcem nieszczęśnikom- fakt, że nie wszyscy korzystali z tego przywileju, wywoływał w niej więc bezkresne zdumienie i niechęć.
I złość.
-Pozwoli pan, że wskażę panu wyjście?- Zaproponowała z lodowatą uprzejmością, wyrywając skrawki papieru tuż sprzed wyciągniętych łapczywie rąk. Przez chwilę sądziła, że zadziałało; po chwili stężała w tępawym wyrazie zdumienia twarz Deana rozjaśniła się jednak w natchnionym uśmiechu.
-Tylko, jeśli tym wyjściem pójdzie ze mną pani na kawę!- Wydawał się zachwycony wydumaną elokwencją, zupełnie tak, jakby był pewien miernego elementu zaskoczenia i przyszłej wygranej. Zupełnie tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z rosnącego poziomu jej znużenia i irytacji, kiedy w końcu odłożyła pióro na blat biurka, gotowa sięgnąć po bardziej radykalne środki.
W pracy czy nie, nie znosiła nieposłuszeństwa w absolutnie żadnej jego formie.


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   15.08.16 0:21

| może być 1 lutego? <3

To był jeden z tych dni, w których intensywnie – szczerze – z pasją – całym sercem – nienawidził swojej pracy. Te zaklęte, pojawiające się bez ostrzeżenia, całkowicie nieznośne dwadzieścia cztery godziny, kiedy dosłownie cały świat sprzymierzał się przeciwko niemu, w desperackiej próbie popchnięcia go na krawędź cierpliwości. Przez lata nie udało mu się rozwikłać zagadki dotyczącej tego, dlaczego irytujące zdarzenia miały tendencję do gromadzenia się w jak najmniejszej przestrzeni czasowej i – odwrotnie proporcjonalnie – w jak największym stężeniu, a sama świadomość istnienia zjawiska bynajmniej nie przyczyniała się do redukcji poziomu frustracji. Tym gorszej, że pozbawionej konkretnego, sensownego źródła, na którym można by ją było wyładować; negatywne emocje stanowiły w tym przypadku byt rozproszony, nieuchwytny, czyniący pytanie czy coś jest nie tak? niemożliwym do odpowiedzenia, a jednak stale obecny, jak niewidzialne stado brzęczących much, obijających się o szybę gabinetu.
Tego dnia wyjątkowo ciasnego i klaustrofobicznego, w którym Percival spędził całe długie cztery godziny przedpołudnia, zerkając na zegarek dokładnie co trzy minuty, zgrzytając zębami na dźwięk przesuwającego się po pergaminie pióra i z trudem powstrzymując się od wrzeszczenia na siedzącą w kącie stażystkę częściej niż co kwadrans. Musiał przy tym co jakiś czas przypominać sobie, że nie, nie mógł zwolnić jej bez powodu ani zabronić jej oddychać, choć przez moment miał ochotę powiedzieć jej, żeby robiła to ciszej. Próby skupienia uwagi na piętrzących się na blacie listach (dlaczego pozwolił, żeby zebrało się ich aż tyle?) czy mozolne uzupełnianie raportów skończyło się fiaskiem, a jedyna petentka, którą tego dnia przyjął, opuściła pomieszczenie ze łzami w oczach. Wyrzuty sumienia dopadły go jakieś dwadzieścia minut po tym, jak zamknęły się za nią drzwi, więc z westchnięciem zabrał się za pisanie listu z przeprosinami, ale uprzejmości i ciepły ton za nic nie chciały się ze sobą skleić.
Wreszcie, zniecierpliwiwszy się do reszty (głównie na siebie) i obiecawszy sobie, że przy najbliższej okazji na pewno porozmawia z szefem o przeniesieniu w teren, wstał zza biurka, mruknął do Cornelii, że idzie na przerwę i ruszył w stronę wind, mając nadzieję, że odrobina świeżego powietrza i przestrzeni niewypełnionej zapachem kurzu, da mu siłę na przetrwanie reszty dnia. Już będąc w windzie zmienił jednak zdanie i, tknięty nagłą myślą, zamiast lśniącego zera, wcisnął okrągły przycisk z numerem dwa, by następnie znajomą trasą dotrzeć do biura, w którym stacjonowały służby administracyjne Wizengamotu.
Znalazłszy się wewnątrz długiego pomieszczenia, szybko zlokalizował docelowe biurko; podszedł do niego, ale widząc nachylającego się nad nim mężczyznę – częściowo zasłoniętego przez drewniany regał – zatrzymał się w przyzwoitej odległości. W samą porę, żeby usłyszeć ostatnie wypowiadane przez niego zdanie.
Uśmiechnął się pod nosem, jeszcze niezauważony, przez moment wyglądając zza półek i obserwując przemykające przez twarz Ulli emocje, a w międzyczasie jego własne zniecierpliwienie i irytacja rozpływały się w zastałym powietrzu. Zabawne, że wystarczała sama świadomość obecności siostry, żeby przestał skupiać się na sobie, zapominając całkowicie o milionie powodów, dla których nienawidził ministerialnego gmachu. I świata ogólnie. Nie wiedział, jak to działało, ale przez lata stało się już taką oczywistością, że przestał nawet zwracać na to uwagę, kompletnie nieświadomy, że mrużył właśnie oczy w rozbawieniu. Przez moment miał ochotę pozostać w ukryciu, biernie obserwując rozwój sytuacji, ale nagłe odłożenie pióra na blat – znał dobrze ten wyraz ostateczności – wlał w niego uzasadnioną obawę, że lada chwila może dojść do rękoczynów.
Odchrząknął głośno, robiąc wreszcie krok do przodu i niby od niechcenia opierając się łokciem o regał. – Przepraszam? – zwrócił się wprost do mężczyzny. – Jeżeli załatwił pan już, co miał załatwić, to byłbym niezwykle zobowiązany, gdyby pozwolił mi pan zabrać moją żonę na przerwę – powiedział, mierząc jegomościa odprawiającym spojrzeniem numer pięć, a ton jego głosu świadczył, że nie była to kwestia podlegająca dyskusji. Nachylił się, przenosząc wzrok na Ullę, a jego twarz natychmiast rozjaśniła się w szerokim uśmiechu. – Cześć, skarbie – rzucił wesoło, kompletnie nie pamiętając już, że jeszcze dziesięć minut temu miał ochotę zamordować pierwszą napotkaną osobę.




where does the time go?


Powrót do góry Go down
 

Służby Administracyjne Wizengamotu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17