Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Służby Administracyjne Wizengamotu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Służby Administracyjne Wizengamotu   21.06.15 21:29

First topic message reminder :

Służby Administracyjne Wizengamotu

Podłużne pomieszczenie wypełnione biurkami pracowników, ustawionymi w idealnie równych odstępach. Pod ścianami znajdują się szafki na akta, ustawy, raporty, dokumenty, które trzy razy dziennie zabierane są przez upoważniony personel i wysyłane sowami do odpowiednich osób. Część z papierów zostaje tutaj, by po pewnym okresie trafić do archiwum Ministerstwa Magii. W pomieszczeniu zwykle panuje cisza, w której można usłyszeć szmer kartek i piór; tylko czasami ktoś odezwie się pół szeptem wydając polecenia lub instruując nowo przyjętych stażystów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   15.08.16 16:14

kończąc misję specjalną


Miał nadzieję, że to wszystko zakończy się szybciej, ale sprawne przejęcie sytuacji przez Avery'ego, uwolniło ich od patrzenia i użerania się na paskudnego urzędnika. Był zły na siebie, że dał się ponieść uczuciu rozdrażnienia i poirytowania, ale na szczęście miał silnego sojusznika. Nie sądził, że potoczy się to w tym kierunku. Zostawił jedynie kawałek papieru ponownie na blacie biurka i po raz ostatni spojrzał na człowieka, który lubił uprzykrzać innym życie. Czasem z chęcią pozbywał się takich ludzi, jednak wiedział, że nawet takie kanalie jak oni byli przydatni. Na przykład teraz. Nie było warto. Wracając do siebie, wolał nie myśleć, co by było, gdyby zawiedli. Opuszczając mury Ministerstwa, wrócił myślami do matki. Miał nadzieję, że nowy miesiąc zacznie się dla niej o wiele lepiej niż poprzedni. 


|zt




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   16.08.16 0:05

| jak najbardziej! <3

Właśnie tego wszyscy od niej oczekiwali. Tak wyglądała dobrze- właściwie- poważnie; w tej niedorzecznej, wiktoriańskiej białej koszuli, z włosami wpadającymi do zmrużonych oczu, smukłymi palcami zaciśniętymi na przyciskanym do pergaminu piórze. Nikogo nie obchodziło przecież, że koszula nieznośnie piła ją w okolicach szyi, że mrużenie powiek powodowała galopująca irytacja, nie wypadające zza ucha złote kosmyki, że zdążyła już połamać przynajmniej tuzin piór i litościwie podpalić ich szczątki oschłym Incendio, aby ukryć przed natrętnymi współpracownikami efekt własnej złości. Ważne było to, że pochwalono drobiazgowość jej raportu z ostatniej rozprawy- to, że przez dwie godziny trwania procesu szczypała się w ręce, próbując wyrwać się z zacierającej granicy snu, nie robiło już na nikim najmniejszego wrażenia. Być może przejęliby się bardziej, gdyby stalowe nerwy pękły nagle z trzaskiem, powodując katastrofę i skłaniając ją do morderstwa połowy Wizengamotu; wtedy nie uśmiechaliby się już tak słodko i pobłażliwie, nie rzucali fałszywych pochlebstw. Wtedy w końcu zaczęliby się jej obawiać- czy nie o to chodziło w odwiecznej walce o dominację? Zaatakować, zanim zostanie się zaatakowanym, ugryźć głaszczącą pod włos rękę? Szczególnie wtedy, kiedy posiadało się wyjątkowo ostre zęby.
Miała jednak klasę. Nawet, jeśli ten komplement dawno zdążył już stracić dla niej jakiekolwiek znaczenie, tak, jak i cała reszta jałowych, nużących pochlebstw. Czasem dziwiła się gorzko, że wśród tylu istniejących na świecie słów ludzie ciągle uparcie wybierali dla niej te same. Piękna, mówiły zazdrosne usta dam i pożądliwe usta lordów, niezwykła, zapewniały dzieci i dorośli, ma klasę, i grację, i wdzięk. Mogła lżyć ich, chociażby dla chwili zabawy, tym słodkim, lodowatym głosem, a oni i tak wzdychali z tępego zachwytu. Zupełnie tak, jakby wypowiadała słowa prosto w próżnię; tak, jakby widzieli kształt jej ust, doceniali powab głosu, który odzywał się w jednak obcym dla nich języku, którego nawet nie próbowali zrozumieć.
Czasem nawet ją to bawiło. Czasem nawet próbowała to zapamiętać i ubrać w słowa, tworząc anegdotę, którą opowiadała potem Percy'emu i obserwowała jego śmiech, co było prawie tak miłe, jak śmianie się samemu. Najczęściej jednak czuła przemożną ochotę wybuchnięcia okropnym wrzaskiem albo wyrzucenia z siebie potoku obrzydliwych, soczystych przekleństw, wciąż tym samym tonem, by sprawdzić, czy nadal mogła liczyć jedynie na uśmiech i kolejną porcję bezrozumnego bełkotu.
Tym razem nadeszła ostateczność- czas na eksperyment, którego nie miała jeszcze okazji (odwagi?) przeprowadzić. Czas odłożenia pióra na biurko, co powinna była zrobić już dawno, dawno temu, czas nabrania w płuca powietrza i czas zapisania się w pamięci Deana Lawrence'a jako koszmar.
Jednak po raz kolejny zdążył przybyć na czas- najskromniejszy rycerz, najskuteczniejszy obrońca i jedyny mężczyzna, jakiego miała ochotę zobaczyć.
Poczuła, jak skrzywione usta drgają lekko, wyginając się ku górze w wyrazie bezkresnej ulgi i kiełkującego szybko rozbawienia. Które pogłębiło się jedynie w chwili, w której przesunęła rozpromienione nagle spojrzenie ze znajomej, uśmiechniętej radośnie twarzy Percy'ego na twarz zastygłego nagle wpół gestu petenta. Niedowierzanie, wyliczała bezlitośnie, przez chwilę zapadłej pełnej napięcia ciszy, obserwując przemykające przez pobladłą nagle twarz uczucia. Rozczarowanie, złość, zazdrość, to już prawie żałosne. Stanęło na strachu- dopiero wtedy łaskawie zdecydowała się odezwać, w rzadkim odruchu miłosierdzia skracając jego zasłużoną mękę.
-Cześć, kochanie- Rozpromieniła się w uśmiechu, tym razem wyjątkowo szczerym. W obecności Percy'ego nigdy nie musiała niczego udawać; od zawsze grał w kłamanie przecież prawie tak dobrze, jak ona.- Och, już czas na przerwę? Widocznie musiałam zasiedzieć się z obecnym tutaj dżentelmenem.
Na te słowa dżentelmen pożółkł odrobinę na twarzy i jakby skurczył się w sobie, podrywając się z krzesła zupełnie tak, jakby nagle zaczęło boleśnie go parzyć.
-Ja...- bąknął jeszcze, pospiesznie wodząc spojrzeniem od Ulli do Percy'ego i zaczynając chyłkiem umykać ku wejściu.- Zabrać żonę. Na przerwę. Tak, tak, oczywiście. Życzę panu, i pani, miłego dnia. I, i do widzenia.
-Do widzenia- zaszczebiotała za nim jeszcze, zanim zdążył ruszyć do wyjścia raźnym krokiem.- Idź do diabła, narcystyczny dupku.
Dodała już znacznie ciszej, chociaż ciągle wyraźnie, kiedy był już na tyle daleko, by nie móc jej usłyszeć. Mogła nienawidzić swojej pracy- kochała jednak swoją reputację, dlatego pozostawała grzeczna do końca. Prawie zawsze.
Tym razem jednak grzeczność zapewniła nie do końca spodziewaną, ale wyjątkowo miłą nagrodę; na tyle miłą, by w końcu skutecznie poderwać ją zza biurka i popchnąć tuż w stronę sylwetki brata, którego objęła na chwilę w niespotykanym odruchu czułości.
-Chciałam go zabić- wymamrotała całkowicie poważnym tonem w jego ramię, i dopiero wtedy puściła go, odsuwając się o krok i posyłając mu rozbawiony uśmiech.- Trzy sekundy dzieliły Cię od obowiązku wypalenia mojego zdjęcia z rodzinnego drzewka. Matka nie przywykła umieszczać na nim kryminalistów.
Zasunęła za sobą krzesło, niemalże krztusząc się z ulgi i nagłego napływu świeżego powietrza. Jeszcze jeden raport, jeden kleks na papierze i ta atmosfera zaczęłaby finalnie dusić skuteczniej niż sznur, dlatego zapobiegawczo postąpiła jeszcze dwa kroki wprzód, rozpaczliwie szukając wzrokiem wyjścia.
-Wypuścili Cię z biura czy sam uciekłeś?- Spytała niemalże retorycznie, unosząc lekko brwi, po czym błagalnym ruchem głowy wskazała na majaczące w oddali drzwi.- Nie musimy brać ślubu, ale na przerwę i tak możesz mnie zabrać.
Nie była w stanie podziękować; nie dziękowała prawie nigdy, i nie była już nawet pewna, jakich słów należało użyć. Dlatego uśmiechnęła się tylko kolejny raz, ciepło i pogodnie, w sposób, w który uśmiechała się tylko w jego obecności.
Była pewna, że rozumiał przekaz.


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott http://www.morsmordre.net/t1542-tatsu http://www.morsmordre.net/t1531-percy http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

5
25
0
0
0
10
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Służby Administracyjne Wizengamotu   11.10.16 2:39

Nigdy tak do końca nie zrozumiał, co popchnęło ją do podjęcia niespodziewanej decyzji o rozpoczęciu pracy w strukturach Wizengamotu. Nie musiała pracować; jako jedyna córka i najcenniejsze oczko w głowie rodziców, dostałaby wszystko, co tylko by sobie wymarzyła, i to jeszcze zanim zdążyłaby pstryknąć szczupłymi palcami. W przeciwieństwie do niego, od niej nigdy nie oczekiwano ministerialnej kariery i wszyscy na pewno byliby zupełnie usatysfakcjonowani, gdyby zdecydowała się po prostu istnieć; jako najpiękniejszy kwiat wśród Nottów, niekwestionowana ozdoba wystawnych przyjęć, kryształowa rzeźba – cudowna, ale krucha. Percival śmiał się zawsze po cichu z tych niekończących się starań matki, próbującej za wszelką cenę ukształtować Ullę na swój obraz i podobieństwo; jeszcze bardziej bawiło go odgrywane posłuszeństwo siostry, która jak nikt inny potrafiła udawać, i to tak przekonująco, że sami oszukiwani kiwali głową z zadowoleniem.
Oczywiście wiedział, że pod gładką, cienką fasadą kryło się znacznie więcej – nie był jedynie pewien, czy działo się tak dlatego, że siostra dobrowolnie mu to pokazywała, czy może rozumieli się na tyle dobrze, że był w stanie przeniknąć przez utkaną z białych kłamstw materię. Choć nigdy nie udało mu się dorównać jej w subtelnej grze słodkich słówek i manipulacji, bez wahania przyjął imienne do niej zaproszenie, nawet jeżeli nie miał pojęcia, dlaczego to właśnie on dostąpił zaszczytu wstąpienia do tego ukrytego świata. Bo tym właśnie było dla niego jej zaufanie, które z jakiegoś powodu dostał, wcale o nie specjalnie nie zabiegając; owszem, była dla niego ważna – najważniejsza nawet – ale nie oczekiwał od niej przecież łaskawej atencji ani godnego reprezentowania interesów rodziny, a zwyczajnie chciał, żeby była szczęśliwa. Ktoś powiedziałby, że to naturalne, jeśli chodzi o rodzeństwo, jednak dla wychowanego surową ręką ojca Percy’ego bezwarunkowa miłość była czymś zupełnie obcym – przynajmniej dopóki nie zobaczył po raz pierwszy pary zielonych oczu, wyglądającej z drobniutkiej, dziewczęcej twarzy.
Do tej pory zresztą uśmiechał się na ich widok. Dokładnie za każdym razem. – Dżentelmen wygląda, jakby właśnie zbierał się do wyjścia – odpowiedział, z lekkim jedynie naciskiem akcentując ostatnie słowo i czerpiąc z tej małej maskarady zdecydowanie więcej niedojrzałej radości, niż wypadałoby komuś w jego wieku i na jego pozycji. Ale w towarzystwie Ulli on również przestawał udawać, głównie dlatego, że nie było sensu tego robić. Potrafiła przejrzeć go na wylot, czasami odkrywając myśli, których istnienia sam nie był jeszcze świadomy. – Dziękujemy serdecznie, miłego dnia – rzucił z nieco przesadną życzliwością, kłaniając się odrobinę teatralnie i starając się nie uśmiechać zbyt szeroko na widok przerażonej miny czarodzieja. Właściwie było mu go nawet odrobinę żal; niemożliwa do całkowitego usunięcia męska solidarność podpowiadała mu, że zdecydowanie nie chciałby znaleźć się na miejscu nieszczęśnika, jednak solidne rozbawienie i obiecująca perspektywa spędzenia kilkudziesięciu minut popołudnia z siostrą, bez problemu zagłuszały śladowe wyrzuty sumienia.
Odprowadził spojrzeniem niedoszłą ofiarę Ulli, unosząc wyżej ciemne brwi w reakcji na wymruczane pod nosem zdanie. – Co zrobił, żeby zasłużyć sobie na tyle komplementów? Oprócz nieudolnej próby zdobycia twojej przychylności, oczywiście – zapytał z autentycznym zainteresowaniem, zamykając ją w ciepłym uścisku i przez moment po prostu ciesząc się jej obecnością. Ich relacje wywoływały często dosyć sprzeczne uczucia wśród najbliższego otoczenia, znającego najmłodszą Nottównę jako osobę raczej zdystansowaną, ale jej towarzystwo zawsze działało na Percivala jak powiew świeżości. Owszem, zdawał sobie sprawę ze swojej bezkrytyczności i niezaprzeczalnej słabości w stosunku do siostry, lecz z premedytacją nic sobie z tego nie robił, uznając częściową ślepotę za swoje święte prawo, gwarantowane przez wspólną, płynącą w ich żyłach krew. – Zauważyłem i postanowiłem interweniować – powiedział z przesadną powagą, choć drgający kącik ust zdradzał jej fałszywość. – Widok na pewno byłby niezapomniany, ale wolałem oszczędzić sobie konieczności pomocy w ukryciu tej zbrodni. Pozbycie się ciała to jedno, ale tylu świadków… – Rozejrzał się po pomieszczeniu. – Nie, stanowczo zbyt wiele zachodu – dodał z rozmysłem. Zabawny (i odrobinę przerażający) mógł wydawać się fakt, że gdyby naprawdę stanął w obliczu potrzeby uratowania Ulli od niechybnego wydziedziczenia (o zesłaniu do Azkabanu nie wspominając), zrobiłby to wszystko bez chwili zawahania. I chyba oboje doskonale zdawali sobie z tej oczywistości sprawę.
Zrobił krok do tyłu, pozwalając jej wyjść zza biurka i wyciągając zgięte w łokciu ramię w jej stronę. Z miną przyłapanego na gorącym uczynku winowajcy. – Wymknąłem się – przyznał, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. – Ale właściwie można uznać, że zrobiłem dobry uczynek. Moja stażystka chyba tak bardzo ucieszyła się, że wychodzę, że zapomniała zapytać, kiedy wrócę – dodał, posłusznie ruszając w stronę prowadzących na korytarz drzwi. Ciężka atmosfera zapracowanego biura już zaczynała go dusić, mimo że przebywał w pomieszczeniu dopiero od kilku minut, nie trzeba więc było go mocno namawiać do ewakuacji. Nacisnął klamkę, po drodze ściągając jeszcze z wieszaka płaszcz Ulli (na wypadek gdyby ucieczka uwzględniała opuszczenie budynku) i po chwili znaleźli się już na równie nudnym, ale zdecydowanie bardziej przestronnym korytarzu. – Też nie mogłem już wytrzymać u siebie – rzucił w końcu, oddychając swobodniej. – Życzysz sobie wypić naszą poślubną kawę w ministerialnym bufecie, czy idziemy poszukać czegoś, co nie będzie smakować kurzem? – zapytał, chociaż przecież nie musiał – był pewien, że mógłby bez problemu zgadnąć, jaka będzie odpowiedź.




where does the time go?


Powrót do góry Go down
 

Służby Administracyjne Wizengamotu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17