Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pub Siwy Dym

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pub Siwy Dym   24.06.15 21:39

First topic message reminder :

Pub Siwy Dym

Siwy Dym to urokliwy, klimatyczny, całkowicie przesiąknięty magią pub w samym centrum tętniącej wakacyjnym życiem Cliodny. Sławą dorównuje samemu Pubowi pod Trzema Miotłami. Można tu zasiąść przy barku lub przy stolikach i wybrać z bogatej oferty koktajli, win, piw i kawy przyrządzanej na dziesiątki sposobów. Oczywiście barmani nie szczędzą przy tym użycia magii, przez co każde zamówienie ma swój niezwykły charakter - błyszczące drinki przyciągają wzrok, a efekty spożycia niektórych napojów mogą być zaskakujące.
Rozrywkowa specjalność lokalu to szachy dla czarodziejów o mocnej głowie, po zbiciu pionka ma się jedyna w swoim rodzaju okazję wypicia jego alkoholowej zawartości. Popołudniami można przyjść tutaj na kolację, natomiast wieczorem zrelaksować się przed kolejnym dniem wypoczynku.
Latem posiłki i napoje podawane są również w pełnym zieleni ogródku, rutynowo przy muzyce na żywo, do której organizowane są najlepsze dancingi w altance na tyłach ogrodu, trwające często do białego rana.
Możliwość gry w darta


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   03.10.15 17:32

Przed wątkiem z Raven

Elizzka była jedną z pierwszych osób, które Carrow chciała odwiedzić po powrocie do Londynu. Nie widziała jej tyle czasu, że aż wstyd było się przyznać. Wcale jednak o niej nie zapominała! W główce Inary, żywo przewijały się momenty ich spotkań, czy..imprez. Oj tak, Eli potrafiła zadbać o doborowe towarzystwo. Pospołu ze swym bratem tworzyli niezapomniany team. Inara może nie uczestniczyła w tak licznych rozrywkach, jak jej przyjaciółka, ale kiedy już były we dwie, potrafiły zadbać o przyjemność ze wspomnień (nawet bez bólu głowy).
"Siwy dym" był dziewczynom znany. Bywały tutaj, więc po przekroczeniu progu, skierowała kroki do ogrodu. Na tę okazję włożyła na siebie sukienkę w barwie krwistej czerwieni. Kolor komponował się idealnie z czernią rozpuszczonych włosów, opadającymi grubymi puklami na plecy i ramiona. Usta podkreśliła bezbarwną pomadką, a oczom nadała tylko delikatne przyciemnienie i tak długich rzęs. Na ramiona zarzuciła cienką, dopasowaną marynarkę. Zdecydowanie miała zamiar przyciągać uwagę i była pewna, że kreacja Elizki będzie się prezentować w równie oszałamiający sposób. Znała ją na tyle, że widząc samotną postać w bieli, mogła stawiać swa różdżkę, że w twarzy rozpozna pannę Falwey.
W dłoni zacisnęła torebkę i kryjące się w niej drobne zawiniątko. Prezent, który miała zamiar podarować przyjaciółce. na policzki wkradł się radosny rumieniec, który pospołu z uroczym uśmiechem, nadawał Inarze urzekającej, niemal dziecięcej aury pogody ducha.
- Lizka! - Inara miała w zwyczaju w specyficzny sposób zdrabniać imię aurorki. Ot, drobny motyw, który wskazywał u Carrow, na jej - nie do końca brytyjskie pochodzenie. Krew nie woda, prawda? I dostrzec to można było, nie tylko w sposobie mówienia, ale i samym wyglądzie.
Z roziskrzonym spojrzeniem, wyciągnęła dłonie, łapiąc przyjaciółkę za ramiona.
- Na wszystkie wytargane brody Merlina, jak bardzo cieszę się na twój widok! - zamiast zwyczajowego, dystyngowanego pocałunku w policzek, podnosząc się nieco na palcach, po prostu objęła ją ramionami. Przy niej, nie musiała się obawiać nagany za brak dworskich manier. Zbyt wiele je łączyło, żeby zwracać uwagę na takie arystokratyczne drobnostki...





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   03.10.15 21:12

Zawsze tworzyły niepokorny duet, który nijak pasował do stereotypowych arystokratycznych panienek. Bardzo dobrze! Obie nie lubiły sztywnych zasad wyższych sfer i każdemu ich spotkaniu towarzyszyło łamaniu kilku z nich. Jakież życie musiałoby być nudne, gdyby kierować się zawsze głosem rodziców, dziadków czy autorytetów. Z dala od rodzinnych posiadłości, ślubnych kobierców i codziennych masek mogły się do siebie uśmiechnąć i zapomnieć. Z Inarą wydawało się to zaskakująco proste jakby było tak codziennie, a nie tylko w ramach ich spotkań, która z powodu jej powrotu do kraju powinny występować w ich kalendarzu częściej. Oczywiście, czasami nawet Elizabeth była damą i jej zachowanie było czystą kalką innych wysoko urodzonych panien, ale to tylko w te ponure dni. Odwróciła się słysząc swoje imię a przed oczami stanęła jej Inara Carrow, która definitywnie przyciągała wzrok wszystkich mężczyzn (i może kobiet) w barze. Krwista czerwień.. Ona naprawdę chciała zawładnąć tym otoczeniem. Ku zapewne zdziwieniu jej przyjaciółki Elizabeth postanowiła na łagodniejsze brzmienie, a jej biała sukienka na ramiączkach sięgająca jej do kolan raczej nadawała jej eleganckiego wyglądu niż pikanterii. Tylko Inara nazywa ją „Lizką”, choć ona sama osobiście nie wie skąd wzięło się u niej to zdrobnienie. Zapewne wpływ na to miały jej polskie korzenie- jakby nie było brzmiało uroczo. Wstała i odwzajemniła jej uścisk a na jej ustach wykwitł uśmiech, gdy po raz kolejny zauważyła jak niska była jej przyjaciółka.
- Też się cieszę, że Cię widzę. – powiedziała śmiejąc się na jej słowa. – Cudowna sukienka!- zaznacza od razu, gdy usiadły na swoje miejsce. Obserwowała ją szukając jakiś zmian, ale ich rozłąka nie była jakoś bardzo długa, by mogły się one drastycznie pojawić. To nie jest te sześć lat co z Allison… - Opowiadaj co tam u ciebie! Koniec buszowania po Europie? A może się stęskniłaś za Brytanią? – zachęca ją do zwierzeń nie mogąc się nacieszyć z jej powrotu. Niesie on o wiele mniejszy ładunek emocjonalny niż ten Ally, nie ma na widoku żadnego ślubu ani rodzinnych sekretów. Jest za to Inara co oznacza zabawę.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   12.10.15 14:41

Szlachectwo wymagało. Szczególnie od kobiet. Miały być grzeczne, ułożone, uśmiechać się na zawołanie (choć u Inary nie było z tym problemu, bo ciężko było ją spotkać bez uśmiechu). Może dziewczyna, nie powiedziałby, że trzeba bojkotować wszelkie zasady, ale wiele, z tych rządzących społecznością szlachecką, była po prostu...głupia. Podobno to człowiek wymyśla prawo i nim włada, ale większe prawdopodobieństwo, że to prawo rządzi ludźmi, nawet tych obdarzonym talentem.
Lizka w swej bieli prezentowała się ślicznie. Widziałaby przyjaciółkę z ostrzejszych barwach, ale dostrzegała w kolorze pewną przewrotność. Szczególnie, jeśli brało się pod uwagę charakter Falwey, a ten jakoś nie kojarzył się Inarze z "niewinnością". Podziwiała w Elizabeth upór i siłę, która zaprowadziła ją do pracy aurora. czarnowłosa prawdopodobnie nie odnalazłaby się w takiej profesji. Spokojnie mogła im pomagać, ale..wolała swoje eliksiry.
Zadarła w końcu głowę, by spojrzeć przyjaciółce w oczy.
- No, ja myślę, że się cieszysz! - wydęła wargi, by zawtórować śmiechem aurorce. Odsunęła się na kolejne słowa i zatoczyła wdzięczny piruet. Zatrzymała się w po chwili, by zatrzymać dłonie na biodrach - a ty jak zawsze przekorna...- mrugnęła  jednym okiem porozumiewawczo, by usiąść obok przyjaciółki. Westchnęła cicho, ale wesoły wyraz nie schodził z jej ust.
- Przynajmniej na pewien czas - koniec z długimi wyjazdami - podparła dłonią policzek, by przymknąć na chwilę oczy - Eh..chciałabym potrafić odmawiać memu ojcu, ale się nie da - wzruszyła ramionami przy lekkim chichocie -..ale znajduję i dobre strony mego powrotu i jeden z nich siedzi właśnie przede mną! - wyciągnęła dłoń, ściskając smukłe palce Lizki. nawet mimo pracy, jaką wykonywała, nie dostrzegała  na bladej skórze blizowych zmian. Zdecydowanie była dobra w tym co robiła, a wciąż pozostawała przy tym niezwykle kobieca.
- Mam coś dla ciebie! - niemal z dziecięcą radością, przytrzymała rękę przyjaciółki, by drugą sięgnąć do torebki. Krzywiąc zabawnie usta, w końcu wyciągnęła zawiniątko - niedużej wielkości, drewniane i fikuśnie zdobione pudełeczko - otwórz! - dopiero teraz Inara puściła dłoń swej towarzyszki. Swoje ręce ułożyła przed sobą, splatając ze sobą kciuki. Czekała na reakcję przyjaciółki. W środku bowiem, znajdowała się delikatna bransoletka na migocącym łańcuszku, pleciona misternymi srebrnymi listkami, uwieńczona kilkoma kwiatami lawendy, w tym samym kolorze co rzeczywisty kwiat. Inara postarała się, by każdy, maleńki kwiatek posiadał w sobie zatopiona kroplę olejku lawendowego, ubogacanego przez Carrow, by zapach mógł trwać o wiele dłużej.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   13.10.15 19:57

Nie, anarchia na pewno nie była rozwiązaniem ich problemów. Musiały istnieć jakieś zasady, by ludzie nie musieli się zbytnio wysilać i sami decydować czy coś jest odpowiednie czy nie. Ułatwiało one życie i zapewniały poczucie bezpieczeństwa, choć och prawo było bardzo ograniczone. Nie podejmowało zupełnie tematu rodziny i relacji rodzic- dziecko i może kiedyś to się sprawdzało, ale teraz było to po prostu luką, którą często wykorzystywano. Jako auror nie zajmowała się przemocą domową, której występowanie było zastraszająco wysokie i w żaden sposób nie kontrolowane czy sprawdzane. Wszystko zamiatało się pod dywan, a każda rodzina miała swoje konflikty rozwiązywać z daleko od ludzki oczu. Zresztą, czego spodziewać się po społeczeństwie gdzie część młodych ludzi bez własnej woli musi zawrzeć związek małżeński. Nie każda para potrafiła się dogadać- istniały takie, które się wręcz nienawidziły. Wyobrażała sobie jak męczące musiało być życie z taką osobą pod jednym dachem.. Ona nie potrafiła przebywać w jednym pomieszczeniu za długo z Mulciberem, a wyjść za mąż za podobną osobowość- nigdy.
Ognista czerwień pasowało to temperamentu jej przyjaciółki jak i podkreślała czerń jej włosów. Jak popatrzeć na ich wygląd to różniły się prawie wszystkim. Kruczoczarna czupryna kontrastowała z jasnymi blond włosami na jej głowie. Różnica wzrostu to 15 cm, która jest dokładną liczbą, bo raz się mierzyły. Inara wygląda przy niej na jeszcze niższą niż jest, a przecież jest średniego wzrostu. To wszystko jednak nikło, bo świetnie potrafiły się dogadać i wytrzymać ze sobą nawet, gdy jedna miała gorszy humor. Gdy obie miały to z nikim nie potrafiły się porozumieć.
- Kiedykolwiek sądziłaś, że taka nie jestem? Masz przed sobą przykład cnót wszelakich, lecz zbyt skromna jestem by o tym wspominać. – zapewniła ją z pewnym siebie uśmieszkiem na twarzy, który jednak zdradzał wszystko. Zresztą, ona doskonale wiedziała jaka jest prawda, a pruderia zupełnie do Elizabeth nie pasowała. – Tak naprawdę to chciałam tobie zostawić całą scenę i się nie zawiodłam. – dopowiada po chwili i przesuwa wzrokiem po zgromadzonych ludziach wyłapując kilka niemoralnych spojrzeń od przebywających tu mężczyzn.
- Jakimi argumentami Cię przekonał ? Na pewno nie jeden raz potrafił wykorzystać swój wpływ na ciebie, jednak nigdy nie zostawałaś.  Jakiego asa miał w rękawie? – zapytała zaciekawiona, gdyż Inara po raz pierwszy zdecydowała się na dłuższy pobyt w kraju. Nie żeby Elizabeth się nie cieszyła, ale musiała mieć powód. Albo po prostu jej ojciec się stęsknił. Fawley zazdrościła jej często takiego rodziciela, który zawsze wydawał się jej idealnym ojcem, a może po prostu tak różnym od jej własnego.
Prezent. Carrow ją tym naprawdę zaskoczyła, bo sama Lizzie nawet nie pomyślała o jakiś podarunku. Uznała od razu to spotkanie za coś zwyczajnego, jakby codziennie spotykała się ze swoją przyjaciółką. Bardzo szybko oswoiła się z myślą, że Inara zostanie w kraju. Sprawa ta wyglądała zupełnie inaczej niż z Ally, ale tam nakładało się wiele warstw problemów. Otwarła pudełko i zobaczyła przepiękną bransoletkę, która wydawała się jej małym dziełem sztuki, który nie powinien być noszony, bo istniała możliwość zepsucia. – Bardzo dziękuje, nie musiałaś! – powiedziała i klepnęła ją lekko w dłoń, choć nie mogła ukryć uśmiechu. Każdy lubi przecież dostawać prezenty! – Ja dla ciebie nic nie mam, ale za to stawiam dzisiaj wszystko. Jak zbankrutuje to twoja wina. – zagroziła jej, ale poczuła miłe ciepło wewnątrz. Inara Carrow na pewno była jedną z najbliższych jej osób i Elizabeth zapewne nigdy jej tego nie powie, ale bardzo ceniła ją jako przyjaciółkę, a jeszcze bardziej jako człowieka. – To opowiadaj gdzie ostatnio byłaś! Ja musiałam siedzieć w deszczowej Anglii, a ty błądziłaś niewiadomo gdzie. – Choć Elizabeth jak na patriotkę przystało uważa, że w domu jest najlepiej.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   18.10.15 21:49

Większość ludzi miała problem z własną tożsamością, a dodając do tego problemy decyzyjne, powstawała wybuchowa mieszanka charakteru, który nie wiedział dokąd zmierza. Tym bardziej jego właściciel. Inara dostrzegała, że duża grupa osób, lubowała się w dekadencyjnej zgniliźnie, choć bardzo hipokrycyzyjnie. Skrzętnie ukrywane grzeszki prywatnie, a na publicznym forum - potępiane. Tak wyglądała, szczególnie szlachecka rzeczywistość. Nieliczna grupa, miała na tyle...odwagi? prawdy? szacunku do siebie? że odrzucała takie zachowania. Byli prawdziwi. Inara próbowała tak właśnie żyć, choć - będąc mimo wszystko arystokratką, musiała zważać na pewne wymagania. Lizka także należały do grona takich person, pospołu z jej ojcem, który chyba mistrzował w tym względzie.
Wszystko oczywiście pozostawało w ramach postrzegania myślowego panny Carrow, ale była pewna, że nie była osamotniona w swojej wizji.
Jeśli chodziło o rodzinne konflikty - z ojcem nie potrafiła się kłócić. Znał ją chyba lepiej, jak ona siebie..i chyba działało to w drugą stronę. Dzielili ze sobą bardzo silną więź i w tym momencie, porównywalną, choć na zupełnie innych zasadach - dzieliła z Elizabeth.
Na pierwszy  rzut oka - dzieliło je niemal wszystko, a jednak, potrafiły znaleźć w sobie iskrę, która pozwalała na ich wzajemne uzupełnianie. Mogły się nie widywać przez długi czas, a rozmawiać, jakby widziały się zaledwie dnia poprzedniego.
- Lizka, akurat u Ciebie spodziewałabym się wielu rzeczy...a cała reszta "wszystkiego" jest jedną wielką cnotą - zmrużyła oczy, nie mogąc pozbyć się rozbawionego wygięcia ust. Nawet, gdy w słowach przyjaciółki było tyle aktorskiej powagi - pff...lubię ten kolor i tyle, to, że ludzie sobie dopowiadają do tego historie, to już całkiem inna sprawa - ton miała równie  poważny, co przed chwilą przyjaciółka, ale wciąż błąkający na jej wargach uśmiech, zdradzał tyle samo informacji Lizce, co ten u jasnowłosej - i jestem pewna, że co sami panowie, zdążyli pożerać cię wzrokiem, zanim tu weszłam - dodała już ciszej, kiedy przytulała wyższą od siebie dziewczynę.
- Zagroził, że będzie za mną jeździł w towarzystwie wujaszka Antka..i robił dokładnie to samo co ja - zachichotała przy tym, próbując sobie wyobrazić ojca w niektórych, jej popisowych wykonaniach. Po chwili jednak mina czarnowłosej nieco przygasła - i..niestety pewne "odgórne" naciski, kazały mu zainteresować się...moim ożenkiem - przy ostatnim słowie, aż się skrzywiła, przygryzając wargę - ale liczę na ojca...tak łatwo mnie nie odda - westchnęła z odrobiną ulgi, choć temat ten wciąż wzbudzał w niej niepokój.
Prezent, który podarowała Falwey, skutecznie odwrócił uwagę Inary od niezbyt przyjemnych myśli. I wcale nie liczyła, że dostanie coś od swej przyjaciółki. Z chwilą, gdy czarnowłosa dostrzegła misterna bransoletkę w jednym z Europejskich sklepów - wiedziała, że będzie idealnie pasować Lizce. Szczególnie, że przyjaciółka znała się na sztuce, więc potrafiła dostrzec piękno, tam - gdzie ono rzeczywiście się znajdowało.
- Jasne, że nie musiałam, ale chciałam, a wiesz, że jeśli czegoś chcę - to i tak to zrobię, nawet jeśli będzie to głupie - wysunęła język, który pokazała przyjaciółce i zaśmiała się na kolejne słowa, prawie przygryzając sobie, wewnętrzna stronę policzka - pasuje! i nie martw się! w razie czego, wiem u kogo będziesz mogła się zapożyczyć - rzuciła konspiracyjnie, ciszej, hamując wybuch śmiechu.
Oparła się swobodnie o swoje krzesło, założyła nogę na nogę i spojrzała gdzieś w górę, przypominając sobie swoje podróże. tak bardzo do niektórych tęskniła!
- Oj..jestem pewna, że w swojej pracy nie miała, aż takich nudów, jak niektórzy, więc liczę na jakies ciekawostki! - przechyliła głowę na bok, by po chwili podeprzeć się brodą o splecione dłonie - a ja..naet nie wiem od czego zacząć - zawahała się, wertując wspomnienia. Nie wszystkie były fascynujące, ale z niektórych była dumna - wiem! - uniosła dłoń do góry, która już po chwili opadła na stół - kojarzysz może kogoś z Nottów? - posłała przyjaciółce łobuzerski uśmiech - z jednym z nich, byłam na kilku "smoczych" wyprawach - oczy Inary błysnęły intensywną iskrą, sygnalizując fascynację. Z lubością wracała do podróży, które dostarczały jej tak wiele satysfakcji.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   03.11.15 20:29

Czasami przerażał ją brak poglądów pewnych osób. Nie wiedzieli jakie mają możliwości i zupełnie nie interesowali się polityką, kwestiami społecznymi wybierając odizolowanie się od trudnych wyborów. Potrzebna jest silna władza czy kontynuacja liberalizacji? Kto ma o tym zdecydować jeśli nie społeczeństwo? Jednak część osób nie obchodziły te kwestie, byle tylko miały spokój. Zamknięte na świat w swoich domach, unikające „poważnych” tematów pozostawały bezpiecznie w swej niepełnoletności. Mogły wieść spokojny żywot nie martwiąc się co będzie później. Kwestie przyszłości ojczyzny, ich dzieci czy następnych pokoleń nie leżały w kręgu ich zainteresowań, w końcu to nie za ich życia. Ojciec Elizabeth zawsze jej powtarzał, że jeśli nawet ona nie interesują się polityką to polityka zainteresują się nią.  Oczywiście, Elizabeth daleko było to ignorantki i świat politycznych rozgrywek niepokojąco silnie ją fascynował co mogło być równie dobrze jej atutem, jak i drogą ku upadkowi. Każda namiętność ludzka czy to do drugiego człowieka czy do władzy było niebezpieczna, a zarazem ciężka do okiełzania. Dlatego tak bardzo ceniła rozum i zdrowy rozsądek, który nawet w chwilach słabości mógł zwrócić człowieka ku mądrości.
- Jak ciężko obecnie znaleźć cnotę wśród nam współczesnych, teraz to tylko wspomnień kurz. – nadal kontynuowała teatralnym tonem, choć gdyby potraktować jej słowa na serio to nie były dalekie od prawdy. Nie wiedziała tylko czy to dobrze czy źle.. Świat nie może stać w stagnacji, bo ona prowadzi do recesji, a nikt nie chce się cofać. – Ma on całkiem jednoznaczne symbolikę. – zauważa nadal rozbawiona. Czerwień od razu przyciągała uwagę czego przykładem była reakcja klientów pubu na widok Inary. Nie dziwiła się wcale, gdyż jej przyjaciółka była naprawdę piękną kobietą. – Oczywiście, że tak. To przez moje arystokratyczne rysy twarzy. – powiedziała pełnym groteski głosem gestykulując przy tym dłonią. Zapewne twarz była ostatnią rzeczą, na której skupiali się obecni tu ludzie, ale przecież nie będzie wypowiadać takich oczywistości. Lubiła czuć na sobie wzrok ludzi (niezależnie od płci..), ale czasem wywoływał on tylko pewne zmieszanie. Były pewne granice, które nierzadko były łamane i trzeba było przypominać reguły.
- Ożenkiem.- powtórzyła głucho za nią czując jakby czekała na nią powtórka z rozrywki. Od razu zaczęła w głowie przeszukiwać listę kuzynów, którzy byli jeszcze wolni, aby nie dać się drugi raz zaskoczyć. Nienawidziła tego terminu „małżeństwo”, który notorycznie pojawiał się w jej rozmowach. Czy ludzie muszą od  razu brać ślub? – Mam taką nadzieję, bo po ślubie musiałabyś się zacząć „zachowywać”. – stwierdza niefrasobliwym tonem, który nie okazał całej gamy negatywnych emocji jakie poczuła, ale Inara będzie wiedzieć. Elizabeth nie była pewna czy byłaby w stanie obserwować jak jej przyjaciółka w czystej bieli podąża wyznaczoną ścieżką przez jej rodzinę; byłoby to na pewno bolesne.
Oglądała bransoletkę z wskazanym dla niej uwielbieniem podziwiając co też ludzkie ręce potrafią stworzyć. To że dała jej to przyjaciółka jeszcze bardziej podnosiło ważność tego przedmiotu, lecz nie mogła od razu powiedzieć, że była do niego przywiązana. Takie rzeczy czuła tylko do ludzi i zwierząt, co i tak można było uznać za słabością. O wiele ważniejsze dla niej niż ta bransoletka był powrót Panny Carrow. – Naprawdę chcesz dzisiaj rozmawiać o pracy? – zapytała markotnie, gdyż jest to jeden z ostatnich tematów jakie chce poruszać. W pracy aurora jest wiele naprawdę niesamowitych rzeczy, ale zarazem jest ona wykańczająco i syzyfowa. O wiele bardziej lubiła lżejsze tematy i właśnie taki zaserwowała jej Inara. – Któregoś? Znam niektórych, wiec może dokładniejszy opis?  – zaproponowała, a na jej twarzy zagościł figlarny uśmiech. – Te wyprawy musiały być wypełnione gorącem. Czy twój papa wiedział w jakie intensywne zabawy się pakujesz? – zapytała pełnym dwuznaczności głosem. Czekała z niecierpliwości na wyjaśnienia przyjaciółki, a iskry w jej oczach mówiły wiele.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   09.11.15 19:49

Przeciętny obserwator mógłby powiedzieć, że Inara to słodki aniołek. Drobnej budowy z nieschodzącym, uroczym uśmiechem i ciemnymi oczami, rzeczywiście mogła nasuwać takie skojarzenia. I w gruncie rzeczy - była bardzo dobrą osobą, na przekór wielu - wesołą, nie pozwalając, by przykrości zdławiły ten stan. Jednak Carrow miała w sobie więcej ognia, niż przedstawiała na początku. Jeśli się gniewała - emocje buzowały w całym jej ciele. Kiedy - częściej można było dostrzec w niej te burzową naturę, która prawdopodobnie tylko czekała na moment, który pozwoli jej się odsłonić. Nie lubiła gdy decydowano za nią, wrażliwa na krzywdę innych, ale wciąż z  impetem mówiąc co ma na myśli. Kwintesencja kobiecości, tak?
Falwey widziała chyba każdą z jej odsłon. Potrafiły w końcu siedzieć i plotkować, jak każda słodka panna, potrafiły bawić się - już nie tak słodko, potrafiły też - w chwilach gorszych, rozbić kilka rzeczy...
W odróżnieniu od przyjaciółki, nie lubiła zaglądać w świat polityczny, choć te - zaglądał czasem w jej rzeczywistość. Wolała wtedy mieć przy sobie Lizkę. W ogóle - lubiła zawsze mieć ją przy sobie, której chłodna refleksja, potrafiła postawić na nogi niemal każdego.
- ...który osiada na kartach historii i znika niesiony parszywym oddechem ignorancji - dokończyła i opuściła dłonie, które ze słowami przyjaciółki, uniosły się do góry, jakby obrazując punkt kulminacyjny mowy. Wydęła usta i dmuchnęła przed sobą, jako konkluzja całej tyrady - jak mi teraz walniesz wykład o całej symbolice, to ci nic nie opowiem..o tym, o czym miałam ci opowiadać - uniosła brodę wyżej, rzucając wyzwanie przyjaciółce. Oczywiście, że się drażniła i oczywiście - wiedziała, co za znaczenie kryje się za czerwienią jej sukienki. Jednak tak dawno nie widziała Lizki, że zaczepne słowa, same wciskały jej się na usta - żebyś wiedziała! - przyjaciółka mogła kpić ze swojej prezencji, ale Inara wiedziała wystarczająco o niej, by wiedzieć, jak łatwo potrafiła wzbudzić zainteresowanie swoją osobą.
- Już! Już! kończymy, bo nam obu popsuje się humor takimi tematami - skrzywiła wargi, próbując pozbyć się przykrych myśli - ja nigdy nie będę się "zachowywać" - powtórzyła wyraźnie naśladując wydźwięk ostatniego słowa - i liczę, że mi  w tym będziesz towarzyszyć - mrugnęła już wesoło, gdy poczuła napływające, figlarne wspomnienia. Odzwierciedlało się to w uśmiechu, który trwał na Inarowych ustach, jak przytwierdzony na stałe amulet.
- Oj...u Ciebie przynajmniej coś się dzieje w pracy..- mruknęła odrobinę zawiedziona - ale jeśli chcesz oszczędzać przyjaciółce emocjonujących historii, to jaasne - ułożyła dłonie przed sobą, nogi złączył, poprawiając jakiś niewidoczny paproch. Długo jednak nie zachowała swej miny, szczególnie, gdy usłyszała dalsze słowa Falwey.
- Ten najprzystojniejszy - zaśmiała się, łapiąc dziewczynę za dłonie - i ten z najbardziej fascynującym zajęciem, który w dodatku wciągnął mnie w swoje wyprawy - gdy mówiła, jej oczy błyszczały, zupełnie jak płomyki zapalonych świeczek - żebyś wiedziała, jak gorących - zmrużyła oczy, wpatrując się w błękitne źrenice aurorki, przyciagnęła jej dłonie bliżej - szczególnie..., gdy atmosfera była podgrzewana smoczym ogniem - zakończyła, i dopiero wypuściła palce przyjaciółki. Elizabet doskonale wiedziała, jakie podejście to spraw - damsko męskich miała Inara, a właściwie..jak bardzo unikała takich kontaktów. Przynajmniej..tych dużo bliższych. Nic się w tej materii nie zmieniło.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 15.11.15 12:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   13.11.15 16:02

Pozory, pozory.. Nigdy nie powiedziałaby znając tylko aparycje swojej przyjaciółki, że siedzi w niej taki diabełek. Na co dzień była ona radosna, szczerząca się do wszystkich jakby nigdy nie rozstawała się z narkotykami i uciekająca od zmartwień, przynajmniej na zewnątrz. Wydawała się ona pełna beztroski i  kruchej wolności jakby mogła zrobić wszystko, a zarazem po prostu tak łatwo można byłoby ją jej zabrać. Jednak gdy ktoś miał to wielkie szczęście poznać ją lepiej to szybko rozumiał, że pełna jest ognia i emocje potrafią wypełnić całe jej ciało po koniuszki palców. Te negatywne odczucia można było wtedy od razu odczytać z jej twarzy, tak odsłoniętej i odkrytej. Elizabeth znała całą paletę humorów Panny Carrow i nie były one już jej straszne, choć czuła wtedy się mocno zirytowana. Nie miała wystarczająco dużo empatii, raczej znikoma jej ilości, i kontakt z taką burzą wywoływał u niej pewien dyskomfort, którego nie potrafiła zniwelować.
- … i pruderii. – dodała krótko, gdyż tą fałszywą wstydliwością wypełnione były salony arystokracji, a udawane dziewicze rumieńce na twarzach młodych dam były tylko umiejętnym makijażem. – Sama się wystawiasz, więc nie dziw się, że przyciąga to uwagę. I myślę, że bardzo dobrze znałaś ową symbolikę zakładając tę sukienkę. – poinformowała ją o swoich podejrzeniach dotyczących jej niemoralnych czynów. Tak, prowokowała ją i bawiła słowem, ale wiedziała, że jej droga przyjaciółka nie odda skóry łatwo. W końcu delikatne zaczepki panowały między nimi zawsze i obie doskonale znały zasady tej gry, by żadnej zbytnio nie zabolało. – Za tą twarzą w końcu mogą kryć się niewyobrażalne pieniądze. Klasa średnia tworzy na nas temat niezliczone ilości mitów. – poskarżyła się jej na te plotki i legendy utworzone na temat socjety. Ileż to ludzi pragnęło należeć do ich świata, a zarazem domagało się równych praw we wszystkich sferach. Ta dwojakość myślenia nie pozwala pogodzić tych dwóch spraw, bo gdyby wszyscy byli równi to nie byłoby przecież żadnego pożytku z bycia arystokratą. Ich świat byłby zmieniony i dostosowany do nowej rzeczywistości, gdzie byli tylko jednymi z wielu, a nie drudzy po bogach jak obecnie niektórzy myślą.
- Będzie to dla mnie niewyobrażalna przyjemność, w końcu co to znaczy „zachowywać się”? – zapytała retorycznie opierając się wygodnie o oparcie krzesła. Mimo szybkiej zmiany tematu jej słowa nadal obecne były w jej głowie jakby zostały tam zakotwiczone. Próbowała o tym nie myśleć, ale przecież wiedziała, że kiedyś ten dzień nadejdzie. Inara miała swoje zobowiązania co brzmiało okropnie i nieludzko jakby miała małżeństwem podziękować za to, że w ogóle żyje.
- A co w ogóle z twoją pracą? Postanowiłaś nadal pracować na własną rękę czy jednak pomyślisz nad stałym stanowiskiem? – zapytała ją, gdyż jeśli tak bardzo tęskni za tematem zawodowym to przecież jej sytuacja była o wiele bardziej ciekawa, gdyż niestała. Fawley od lat już pracowała jako auror i jej praca, choć nigdy nie była monotonna, była dobrze znana Carrow.
- Inaro, czyżbyś bawiła się z kimś innym niż ja? W dodatku przystojnym! Opowiedz mi o tych waszych wyprawach. – zachęciła ją, gdyż Carrow rzadko kiedy wykazywała takie zainteresowanie płcią przeciwną. – Czyli tak pierwotnie było. – stwierdziła z pełnym uznania głosem, ale od razu się roześmiała, gdyż brzmiało to tak absurdalnie. W takim stanie zastał ją kelner, który przyszedł odebrać zamówienie. – Dla mnie mojito. – zdołała powiedzieć, choć nadal lekki śmiech się jej wymykał.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
24
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   15.11.15 15:33

Wiara podobno czyni cuda. W przypadku czarodziejskiego światał - ta fraza nabierała zupełnie innego znaczenia. To co zwykłym ludziom wydawało się magią, - tutaj było czymś absolutnie naturalnym. Na miano cudu zasługiwały więc wydarzenia dla mugoli zwyczajne - prawdziwość - słów, zachowań, relacji i uczuć. Przynajmniej w taki sposób postrzegała wszystko Inara, tym mocniej uwydatnione w świecie czarodziejskiej arystokracji, gdzie na pierwszy plan wychodziła gra pozorów. Nazywana chyba nawet sztuką, przez niektóre jednostki. Inara krzywiła się za każdym razem, gdy słyszała takie określenia...ale czy miało to coś wspólnego z faktem, że dziewczyna nie potrafiła za bardzo udawać? Albo lepiej - nienawidziła tego robić. Z tej racji uwielbiała towarzystwo, które nie wymagało od niej takich sztuczek. Oczywiście - potrafiła się zachować, gdy czujne, chłodne oko nestora rodu ciskało w nią gniewnymi iskrami, za każdym razem, gdy dostrzegł jej bezczelny uśmiech.
Z Lizką nie musiała się obawiać o żadne fau pax, które wobec niej mogłaby popełnić. Choć czasem wydawała się zamknięta ze swoimi emocjami, sugerując obcym swoją wyższość, przez lata znajomości wypracowała z Carrow rzeczywisty pryzmat patrzenia.
- I się nie dziwię i oczywiście, że widziałam - zamrugała, imitując spojrzenie panienki przyłapanej na kłamstwie - sprawdzałam tylko, jak szybko mnie na tym przyłapiesz, bo widocznie obie bawimy takimi zabiegami - odsłoniła ząbki radośnie, znając ton i wyraz oczu Elki, kiedy zaczynały rozmowę w tym klimacie. Wyzwaniowe iskierki przeskakiwały z ciemnych źrenic Inary, na błękity panny Falwey, pozostawiając po sobie ogniste ślady.
- Pomyśl tylko, że niestety dużo z tych bajek ma groteskowe odzwierciedlenie w rzeczywistości - cokolwiek słyszała, jakiekolwiek opinie przemykały na temat szlacheckiego życia, mogłaby postawić wszystkie aetonaty kuzyna, że miały w sobie ziarno prawdy. Wywrócone na drugą stronę, przemielone i przemalowane - ale jednak. jednak rozumiała o czym mówiła przyjaciółka, za często słyszała od niej polityczno-plotkowe skargi, żeby nie zapamiętać, jakie zdanie ma w tej materii.
- Nie wiem, ale nie pytaj głośno, bo jeszcze ktoś nam odpowie - rozejrzała się po sali, akuratnie łapiąc spojrzenie mężczyzny, które z rozdziawionymi ustami obserwował parę przyjaciółek. Odczekała moment, by ów zrozumiał, że Inara kieruje się akurat do niego, by zaraz potem odwrócić się do aurorki. Jeszcze teraz wolała nie zastanawiać się nad ciążącymi nad nią obowiązkami. Rozmowa z Elizabeth, skutecznie odganiała takie wyobrażenia.
- Ja chyba nigdy nie będę potrafiła zatrzymać się na stałe w jakiejkolwiek pracy. Chyba, że będzie to polegało na ciągłych zmianach miejsca - przyznała, tym razem to w jej głosie słychać było cicha skargę. Niby jak miałaby teraz pozwolić sobie na wyjazdowe zadania? W końcu, dopiero co wróciła...
- Lizzy..żebys ty się nie bawiła z przystojnym Nottem...- odpowiedziała nieco ciszej. Nie wiedziała w jakim teraz momencie relacji się znajdowali, ale pamiętała, że znajomość Elki z Juliusem sięgała wielu lat. Inara tylko przelotem go kiedyś widywała, ale..znała ich historię - ale jakbym zaczęła ci opowiadać o tych wyprawach, to chyba byśmy musiały do rana posiedzieć tym klubie - przymknęła powieki, by na kilka sekund przywrócić obrazy z przeszłości. Otworzyła je akurat, gdy zbliżył się kelner.
- Dla mnie to samo, ale..truskawkowe - zerknęła na stojącego obok mężczyznę - będzie pod kolor mojej symboliki - zaśmiała się, spoglądając na chwilową konsternację kelnera, który już po chwili zniknął z pola widzenia.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   26.11.15 20:58

Nie wierzyła w bogów, Boga czy inną siłę wyższą. Nie potrafiła zaakceptować wizji świata, w której „coś” ma wpływ na jej życie czy losy świata. Nigdy nie spotkało ją nic „niemożliwego” przez co musiałaby zweryfikować swój punkt widzenia, choć może i wtedy zrzuciłaby to na bark magii, w końcu ona często wyrywała się sztywnym zasadom. Wolała sądzić, że wszystko zależy od niej i przypadku, który zawsze musiał występować. Oczywiście, była zależna od innych osób, bo nie dało się tego uniknąć, ale i ona miała wpływ na innych ludzi, więc wychodziło na zero. Dążenie do jak największej autonomii, wyrywanie się schematom i chęć jak największej wolności zawsze zmuszały ją do wysiłku.
- Zdecydowanie, pasuje Ci ta kolorystyka. – zapewnia ją mając na myśli i symbolikę i samą barwę, która podkreśla wszystkie atuty Panny Carrow. – Zgrany z nas duet, choć dzisiaj zdecydowanie wygrałaś. Ah, ta czerwień. – westchnęła teatralnie, choć zgadzała się z własnymi słowami. Nie mogła jednak za mocno słodzić przyjaciółce, gdyż wtedy komplementy stałyby się nic nie warte. Podobnie było ze słowem „przepraszam”, które zbyt często używane traciło swoją moc.
- Oczywiście, że większość z nich ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości –nierzadko śmieszą mnie nasze zwyczaje, ale umiejętność koloryzacji niektórych sprawia, że to zaczyna być bardziej żałosna karykatura niż fakt.– odpowiada jej i jest pewna, że Inara również usłyszała nie jeden raz te niesamowite opowiastki jacy to oni nie są bogaci albo, że żywią się krwią niemowląt w czasie sabatów. Zapewne gdyby zainteresowała się tematem to odkryłaby inne historie, może nawet podania ludowe, na temat arystokracji, które od wieków są obecne wśród ich społeczeństwa. Jednak była daleko od szukania takich informacji, wystarczyła jej obecna wiedza na ten temat.
- Byłabym bardzo ciekawa tej odpowiedzi i jestem prawie pewna, że bym się z nią nie zgodziła. – przyznała z szerokim uśmiechem. Mogłaby wywiązać się ciekawa dyskusja, ale że znała umiejętności argumentowania większości ich społeczeństwa to wolała się nie denerwować. Spojrzała w kierunku, w którym patrzyła Carrow i wcale się nie zdziwiła, gdy obiektem zainteresowania jej przyjaciółki był mężczyzna. Odwróciła wzrok w stronę przyjaciółki, a jeden kącik jej ust powędrował do góry. Nie musiały teraz jeszcze myśleć o niczym innym, nawet jeśli nad jej przyjaciółką wisi cień zamążpójścia. Teraz były wolne, szczęśliwe i wieczne.
- Czyli na razie praca na własną rękę. Może pomyśl nad jakimiś badaniami, stać Cię na to. – Przecież pieniędzy nigdy jej nie brakowało, więc nie musiała jak inni starać się o dofinansowanie badań. Taka niezależność finansowa na pewno pomogłaby niejednemu badaczowi.
- W najbliższym czasie mi to nie grozi. – odpowiada zaskakująco szorstko jasno informując, że nie chce poruszać tego tematu. Ostatnimi czasu z nikim wolała nie rozmawiać o tej sprawie, gdyż nawet sama nie miała pełni ukształtowanego zdania. Ostatnimi czasu było między nią a Nottem źle i musiało się tak to skończyć. Ciężko jest rozmawiać o osobie, która była Ci kiedyś bliższa niż przyjaciel, a teraz różni Cię z nią prawie wszystko.
- Przestań Inara podrywać wszystkich, skup się lepiej na jednym. – i dziewczyna na pewno wiedziała o kim nowa mówi.

zt dla obu


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   26.03.16 20:13

Pod Londynem nie było zbyt wielu cenionych hodowli. Ta należąca do Greybacków miała doskonałe psy, ale Benjamin potrzebował czegoś innego - pamiętał parę hodującą świetne wyżły pod Cliodną i właśnie tam pojawili się z Benjaminem na sam początek. Tristan raczej trzymał się obok, kiedy właściciele zachwalali kolejne mioty, stał wsparty o płot kojca, obserwując kilka szczeniąt zaciekle walczących o piłkę. Benjamin chciał groźnego brytana, wyżeł nie do końca spełniał te warunki, ale z krwiożerczymi psami były tylko problemy. Pies musiał być przede wszystkim mądry i lojalny. Przysłuchiwał się jego rozmowom z hodowcami, od czasu do czasu wtrącając komentarz, nim zwinęli się do pobliskiego pubu przemyśleć tę decyzję.
Siwy Dym nie był tak zatłoczony jak latem, kiedy Cliodna przepełniona była turystami z różnych stron Anglii, ale mimo to w jego wnętrzu panował lekki zaduch. Minął stoliki z czarodziejskimi szachami, przez moment się wahając, ale stosunkowo szybko porzucając ten pomysł, by wraz z Benjaminem zająć jedne z wolnych foteli blisko baru. Nie minęła chwila, gdy szkło szklanek wypełnionych ognistą stuknęło o blat.
Dawno się nie widzieli - od tamtego dnia na plaży, czyż nie? Tamtego dnia, kiedy po raz ostatni spotkał też męża Harriett, którego ostatnie pożegnanie ominął całkowicie umyślnie. Kiedy sam miał sporo na głowie - narodziny Narcyzy, Perseus, chrzanione przepowiednie, krwiożercze wilkołaki i wściekłe półwile. Wiele się zmieniło, nim widział go po raz ostatni, wiele złego i być może cień tego pozostawał widoczny w jego posępnym spojrzeniu.
- I jak? - zagaił, przerzucając płaszcz przez oparcie fotela, następnie zajmując miejsce, dość się nastali przy kojcach, a whisky świetnie rozgrzeje po siąpiącym listopadowym deszczu. - Masz coś na oku? - Rozsiadłszy się wygodnie, nie przedłużając, wziął większy łyk alkoholu. - Czy idziemy dalej? - Znał jeszcze przynajmniej kilka hodowli, które mogłyby sprostać oczekiwaniom Benjamina, kominkiem szybko mogli przedostać się do Sailsbury, gdzie mieli psidwaki. - Widziałeś jak te małe walczyły o piłkę? Zwycięzcą był prawdziwy przyszły przewodnik stada. - I choć żartował, szczenięta tylko się bawiły, zwierzak naprawdę wyglądał na wyjątkowo zaradnego. I silnego, to ważne przy zakupie takich psów. Dobry rodowód miał swoją cenę w postaci ciężkiego obciążenia krwi wadliwymi genami. Wiedział o tym doskonale. - Pokochałeś psy po ostatnim polowaniu czy zacząłeś się bać sąsiadów? - Mieszkanko na Nokturnie wydawało się przytulne, zakładając pewne specyficzne standardy oraz konieczność braku awersji do zwłok leżących w klatkach schodowych; a ponoć ostatnimi czasy było jeszcze gorzej niż zwykle.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   27.03.16 18:12

Benjamin nie miał żadnych oporów, by poprosić Tristana o pomoc, niezależnie, czy chodziło o pożyczenie niezawodnej kuszy czy też o polecenie mu najlepszych hodowli psów w tej części Królestwa. Żadnego poczucia niższości, żadnego krygowania się, żadnych rumieńców wstydu - traktował Rosiera na równi mimo jego okropnej arystokratycznej maniery, tego samego oczekując od swojego drogiego kompana. Druha. Nawet: przyjaciela, bo takim właśnie mianem określał Rosiera w skrytości swoich myśli, nie czując potrzeby afiszowania się z werbalnymi wyznaniami. Obydwaj wiedzieli, że mogą na sobie polegać w każdej kwestii, otrzymując nie tylko braterską pomoc ale i zrozumienie. Istniało tylko jedno tabu, którego Wright pod żadnym pozorem nie chciał złamać i choć wiele razy bywał bliski pijackiego wybełkotania mu prawdy - z wielkimi, brązowymi oczętami wlepionymi w twarz Tristana w śmiertelnym napięciu - to zawsze w ostatniej chwili zgrabnie się wycofywał. Instynkt samozachowawczy działał bez zarzutu.
Tym razem także nie poinformował Rosiera o dokładnym powodzie wycieczki po hodowlach, z radością jednak przyjmując towarzystwo Trisa. Zadziwiająco milczącego, wręcz dystansującego się: zarówno od zaaferowanego wyborem bulteriera Wrighta jak i od uroczych panienek, jakie spotkali na swej dzisiejszej drodze. Jakiś cień przemykał przez przystojną twarz szlachcica, coś było nie tak, lecz Ben nie wtrącał się w nie swoje sprawy...przynajmniej do momentu, w którym mogli swobodnie porozmawiać. W przyjemnym pubie, przy przyjemnej Ognistej, z przyjemną facjatą ulubionego szlachcica na przeciwko.
- Mam. Jeden wyglądał na seryjnego zabójcę bażantów - odparł po krótkim zastanowieniu, także rozsiadając się wygodnie i wyciągając długie nogi przed siebie tak, że obłocone buty przesunęły nieco stojące obok krzesło. - Myślałem o dorosłym, ale...chyba wolę go wychować. Ukształtować. Jak idealnego pieska z szlacheckim rodowodem - kontynuował nie bez ironii, szczerząc zębiska w dość kpiącym uśmiechu. Strojenie sobie żartów z wyfiokowanego pochodzenia Rosiera nigdy go nie nudziło. - I...to nie dla mnie. To prezent - odpowiedział, gdy już zaspokoił pierwsze pragnienie zbawienną whisky, mile rozgrzewającą po tak długim przebywaniu w niesprzyjających okolicznościach przyrody. Upił potężny łyk, odstawił szklankę na blat i dopiero wtedy zsunął z ramion skórzaną kurtkę, bez wstawania z krzesła rzucając ja na pobliską komódkę. Dopiero tak przygotowany przesunął spojrzenie na Rosiera, przechylając głowę w bok, co zazwyczaj zapowiadało poruszenie niezwykle ważnej kwestii. I nie, nie chodziło o zdradzenie personaliów obdarowywanego - właściwie tego pytania wolał uniknąć, szybciej zmieniając temat. - Wyglądasz jak druzgotek na pustyni. Problemy z narzeczoną, rodziną czy po prostu męczy cię egzystencjalny ból? - spytał dość bezpośrednio, choć z jak najlepszymi intencjami. Wystarczył jeden gest, by nie dopytywał dalej: nie był nachalny; chciał tylko zaoferować swoją gotowość do wysłuchania. I ewentualnego sprania pyska komuś, kto sprowadzał na Tristana tę niepokojącą aurę.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   01.04.16 12:43

Tristan ujął w dłoń szklankę whisky, przez chwilę obracając ją ze znudzeniem w dłoniach; jak zwykle zdawał się nie przejmować ironicznymi żartami z jego pochodzenia, pozostawał niezwykle dumny ze swoich korzeni, co nie zmieniało faktu, że wciąż pozostawał młodym, niespokojnym duchem, któremu najlepiej żyłoby się bez obowiązków pierworodnego, jedynego dziedzica, a niebawem i opiekuna rodziny -  przypadek rozsądzi, czy wpierw jako męża, czy wpierw jako syna i brata, kiedy jego ojciec w końcu uśnie na łożu śmierci. Czasem zazdrościł Benajminowi - upadłej gwieździe - tej zdawało mu się beztroski, z jaką mógł iść przez życie, nie przejmując się konwenansami, zbyt wysokimi wymaganiami, szeregiem kajdan i łańcuchów nałożonych na jego ręce, być może dlatego z taką łatwością przychodziła mu swobodna rozmowa z nim pomimo niższego statusu krwi. Tristan nie utrzymywał zbyt wielu takich znajomości, Ben był niechlubnym wyjątkiem od tej reguły, Benjamin Wright, którego losy śledził w rubrykach gazet sportowych jeszcze wtedy, kiedy był pałkarzem jego ulubionej drużyny Quidditcha, a którego potem poznał, pracując przy smokach, swoim rodowym dziedzictwie. To więcej niż dość, by odłożyć na bok uprzedzenia - to i wszystkie smocze wyprawy, przez które razem przeszli, stając oko w oko z pradawną bestią gotową spopielić ich na miejscu.
- Tresura działa cuda - zapewnił go bez entuzjazmu, iście po królewsku rozkładając się w fotelu. - Choć warto mieć pomoc kogoś doświadczonego, może podrzucić ci kontakt do mojej matki? Polubilibyście się. - Melancholijnie uniósł nieco wyżej szklaneczkę, przyglądając się jej zawartości, zapewne oceniając kolor whisky, nim wziął jej większy łyk. - Zapewniam cię, że dorosłego też w końcu złamiesz. - Każdego, tego jednego mógł być pewien. - Tylko będzie trochę trudniej. - Tak wiele osób z jego pokolenia próbowało przecież bezskutecznie wyłamać się z konwenansów, mimo tych nieudolnych prób wciąż pozostając pod władzą rodziny. Określenie psa mianem prezentu zabrzmiało już poważniej, Tristan uniósł spojrzenie znad szklanki na Benjamina na dłuższą chwilę. Pies z dobrym rodowodem nie był prezentem niezobowiązującym, był przyjacielem ofiarowanym na lata i takich prezentów nie wręczało się byle komu. Tristan jedynie uniósł wyżej brew, wpatrując się w niego oczekująco -  i wyraźnie oczekując kontynuacji tematu. Udało mu się wreszcie zapomnieć o Harriett?
Benjamin jednak wolał zmienić temat na o wiele mniej przyjemny, Tristan skrzywił się wyraźnie, stuknął palcami w cienkie szkło naczynia i nie odpowiedział od razu, choć zasępienie było aż nadto łatwe do rozczytania z jego twarzy. Podobnie jak bladość twarzy i cienie wymalowane zmęczeniem pod oczami, źle sypiał, mało odpoczywał i niewiele jadł.
- Zdaje się, że wszystko na raz - odparł w końcu, nie bez namysłu; Evandra wciąż go nienawidziła, Avery bezczelnie się do niej zalecał, ukradł potężny czarnomagiczny artefakt Ministerstwu Magii, a na dodatek wplątał się w poszukiwania potężnej czarnomagicznej księgi i prawdopodobnie zginie próbując ją odnaleźć albo zginie, kiedy mu się tego nie uda. A co najgorsze - w głowie wciąż odbijały mu się ostatnie jęki dogorywającej Diany, której zaginięcie niedawno ogłoszono, a którą on bezlitośnie i krwawo rozniósł, nie zostawiając po niej prawie nic. Diany, która zdradziła krew, Diany, której zaginięcie właśnie ogłoszono. Ale czy mógł o tym tak po prostu opowiedzieć Benowi? Znał go, znał go od wielu stron, załatwił mu przecież śnieżkę wyprodukowaną z martwej kobiety. Tristanowi jednak zawsze ciężko było przejść do zwierzeń. - To trudne, Ben - dodał markotnie, niechętnie odstawiając szklaneczkę z whisky. - Powiedz lepiej, dla kogo ten prezent? Hattie... chyba nie ucieszyła się, że przyszedłeś na stypę. - Nie tak dawno dostał przecież od niej list, z którego właściwie nic nie wynikało - albo wynikało tyle, że Ben niezmiennie pozostawał Benem.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   02.04.16 10:25

Komentarz o tresurze znów spotkał się z tłumionym śmiechem Benjamina, widocznie rozluźnionego, zadowolonego i - pomimo paskudnej, wilgotnej aury, wciskającej się do ciepłego wnętrza każdą okienną szparą - rozjaśnionego jakimś wewnętrznym światłem, do tej pory uparcie tłumionym przez nokturnową rzeczywistość. Albo emocjonalne problemy, które paradoksalnie wcale nie uległy samozniszczeniu, a po prostu nieco zmalały w nowej perspektywie, którą Wright kierował się każdego kolejnego dnia. Także i dzisiaj, gdy przyglądał się walczącym psiakom, zastanawiając się nad tym ważnym wyborem. Nie, żeby wyrywał sobie włosy z głowy i zamartwiał ewentualnym niespełnieniem szlacheckich standardów w doborze prezentów: postanowił zaufać swojemu instynktowi i dlatego też nic nie było w stanie na nowo wtrącić go do piekielnej otchłani autodestrukcyjnych myśli. Zwłaszcza z ognistą w zasięgu ręki i zwłaszcza w towarzystwie swojego prywatnego księcia.
- Myślę, że lady Rosier byłaby mną zachwycona. To smutne, że znamy się tyle lat, a jeszcze nie dostąpiłem zaszczytu ucałowania jej dłoni - odparł siląc się na elegancki ton, w którym nie słychać było jednak ani grama ironii, przebrzmiewającej ze słów Tristana. Ben mówił jasno i prosto, faktycznie uznając się za godnego rozmowy z wspaniałą Cedriną i naprawdę zasmuconego - choć raczej zirytowanego - faktem odseparowania od bliskich swojego przyjaciela. Znał swoje miejsce w hierarchii, lecz to nie oznaczało, że zgadzał się z takim afrontem, choć z drugiej strony....zapewne męczyłby się nieziemsko w szlacheckich okolicznościach, musząc wyperfumować brodę, założyć rajtuzki i deklamować wierszyki. Do tego wierszyki bez przekleństw i podwórkowych aluzji seksualnych. Ta wizja stała się w jego głowie na tyle silna, że westchnął rozdzierająco, znów powracając uważnym wzrokiem do Tristana. - Mówisz o psach czy o ludziach? - spytał konkretnie, niezbyt wyłapując metafory i aluzję, którymi tak płynnie posługiwał się Rosier. Zazwyczaj ze szlachecką emfazą, podszytą przyjemnym w odbiorze sarkazmem; zazwyczaj, lecz nie teraz, gdy brzmiał raczej mrocznie.
- Skoro trudne, to lepiej nieść to brzemię we dwóch...albo coś w tym stylu - zaoferował, poważniejąc. Kpiący uśmieszek już nie wykrzywiał jego warg i nawet w końcu odkleił się od kolejnej szklanki whisky, odkładając ją na chwilę na poręcz bogato rzeźbionego fotela. Nie musiał dodawać frazesów o zaufaniu, wsparciu i innych werbalnych przysięgach: wiedział, że Tristan jest tego wszystkiego świadomy. Nie zamierzał także naciskać, choć nagłe pytanie Rosiera było ostatnim, na jakie chciał odpowiadać. Przez te wszystkie lata przywykł jednak do kreowania nieco odmiennej od prawdziwej rzeczywistości, dlatego nie skrzywił się nawet odrobinę, prezentując Trisowi nieco zmodyfikowaną wersję prawdy. - Dla Harriett? Daj spokój, nie dałbym jej teraz złamanego pióra. Nawet o niej nie wspominaj, to okrutna harpia- mruknął z wyraźną niechęcią, od razu sięgając po łagodzącą gorycz wspominania o Lovegood whisky. - Dla Notta, ma urodziny, a po dwudziestu latach znajomości wypadałoby dać mu coś więcej od przeterminowanego opakowania czekoladowych żab - odparł z cichym śmiechem, jednocześnie dziwnie poruszony tym szybkim obliczeniem: naprawdę znali się już tak długo? - Właśnie uświadomiłem sobie jak stary jestem - dodał szczerze, z niejaką nostalgią, wznosząc Ognistą w smętnym toaście wiekowego żeglarza, powracającego do rodzinnego portu.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Siwy Dym   27.04.16 12:23

Wysłuchał jego słów z uśmiechem widocznym tylko na ustach, choć początkowo w istocie Benjamin rozbawił go, oburzając się na separację od rodziny Tristana. Pochodzili ze światów tak różnych, że bardziej różnić się od siebie nie mogły, a tak jak Tristan nie znał jego świata, tak samo Benjamin nie znał jego. Wziął większy łyk whisky - tuż po wyobrażeniu sobie Benjamina chwytającego dłoń Cedriny do ucałowania. A raczej jej miny.
- Moja matka nie przepada za brodatymi ludźmi - wyjaśnił wprost, nie zdradzając oznak rozbawienia, nie chciał go przecież urazić. - Wierzy, że w czarodziejskich brodach mieszka szczególny rodzaj gnomów, na które ma uczulenie. Nie lęka się tylko tych siwych. - Sam rozumiesz, dziwactwa starszej pani. - Ale gdybyś się ogolił, byłaby tobą zachwycona - zapewnił go, dobrze wiedząc, że był to warunek, który wykluczał ich spotkanie; Benjamin bez brody prawdopodobnie poczułby się nagi. I przestałby przypominać niedźwiedzia, co sprawiłoby, że Benjamin przestałby być Benajminem, choćby i na te kilka dni - nie, nie wchodziło w grę, absolutnie. Na szczęście, jakkolwiek szanował swoją matkę, świadom był jej wyjątkowo złośliwego charakteru, jak i tego, że upadła gwiazda Quidditcha opiekująca się dziś smokami w rezerwacie Greengrassów, do tego bez manier i elementarnych zasad etykiety, nie przypadnie jej do gustu.
Zamyśliwszy się, utkwił spojrzenie czarnych źrenic na twarzy przyjaciela i choć jego uśmiech zdawał się pogłębić, jego oczy pozostały przeszyte chłodną obojętnością. Paradoksalnie wypowiedź Benjamina tchnęła go do bardzo głębokich przemyśleń nad ludzką naturą - pies, człowiek, gdzie, poza rzecz jasna ilością nóg, krtanią zdolną do wydobywania słów, pociesznego pyska i gęstego futra - istniała różnica? Czy człowiek nie był zwierzęciem, jak każde inne? Gdyby nie kajdany powszechnie przyjętych zasad, gdyby nie kaganiec społecznych oczekiwań, zachowywaliby się jak wściekłe psy wypuszczone z kojców, pozagryzaliby siebie nawzajem. Z rodowodem, czy uliczny burek, nie miało znaczenia. - Psy i ludzie nie różnią się od siebie aż tak, Ben - westchnął, ze zrezygnowaniem odkładając szkło na dzielący ich stół. - Poza tym, że psy potrafią być lojalne. - Dźwignął plecy  z wygodnego oparcia, wspierając łokcie o blat stołu i nachylając się bliżej w kierunku przyjaciela, dopiero po dłuższej chwili zbierając się na odpowiedź, z lubością zaczynając od lżejszego tematu.
Nie pytał już o harpię, z tego co mówił, żal za stypę musiał być obustronny. Aż przykre, jak łatwo poróżnić dwóch, kiedyś bliskich sobie osób; znów skrzywił się na mimowolne wspomnienie Diany. - Całkiem zapomniałem, że ma urodziny - wybiegł myślami, zastanawiając się, czy nie warto byłoby mu wysłać choć życzeń; dwadzieścia lat znajomości u kogoś innego zabrzmiałoby imponująco, ale Tristan od dziecka wychowywany był wśród dzieci arystokratów, dziś nie pamiętając nawet, czy poznał w ten sposób Percivala. Skinął głową, przytakując, zupełnie jakby jego kwestia wieku nie dotyczyła, Tristan czuł się zbyt młody duchem, by dostrzec, że niebawem zleci mu trzecia z dziesięciu dekad życia.
- Młodszy już nie będziesz - przytaknął. - Niebawem wsadzą cię do klatek dla starych smoków, a młodsi pracownicy będą ci przemywać oczy maściami na ślepotę - z rozbawieniem snuł tę wizję, oczyma wyobraźni z wyostrzoną precyzją dostrzegając tę scenę, zapijając ostatnim łykiem whisky; pił zbyt szybko, nawet jak na niego, choć częstym splataniem palców dłoni, czy to na szklance, czy na samych dłoniach, starał się zamaskować ich drżenie. Na jego twarz wróciła powaga, powaga, z którą raz jeszcze przetrawić musiał jego poprzednie słowa. Nieść ciężar we dwóch - lecz czy Benjamin mógł zrozumieć cokolwiek? Zrozumieć, jak ciężko było przyjąć zdradę krwi? Zmarszczył brew do własnych myśli.
- Znalazłem - zaczął ostrożnie. - Znalazłem tego, który... - głos ugrzązł mu w gardle, wzrok powrócił ku pustej szklance; Tristan nigdy nie pogodził się z jej śmiercią. Nigdy jej nie przyjął. Nigdy nie przestanie tęsknić. Marie, jego najdroższa siostra, plama na ścianie i rozgrzebane flaki, tyle po niej zostało - ale wciąż więcej niż po Dianie. - Który mi ją zabrał - Ściszył drżący głos, ledwie przebijając się nim przez wszechobecny gwar tłocznego pubu. Nie sądził, by musiał dodawać coś więcej. Z nietrzeźwą głową mógł mieć na myśli każdą, z trzeźwą - tylko jedną. Najdroższą sercu, niewinną jak przebiśnieg, którą bezdusznie zamordowano. Jak psa.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
 

Pub Siwy Dym

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Cliodna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17